Dodaj do ulubionych

Rak pluc-po 3 latach od operacji przerzuty do kreg

06.12.10, 13:42
Moja mama w lipcu 2008 miala operacje usuniecia guza z pluca lewego, operacja przeszla pomyslnie, potem dostala chemie. Chemie zniosla fatalnie-kazda gorzej od poprzedniej, dostala 4x, wycienczyla ja ale doszla do siebie. Fizycznie bo psychicznie jest bardzo slaba, slabe nerwy, slaby sen. Potem regularne badania, zycie ze swiadomoscia choroby ale nie bylo zadnych niepokojacych objawow. Chociaz nik nie zlecil TK ani RM, tylko RTG. Az zlapalo ja jak to lekarze okreslili lumbago, rwa kulszowa. Onkolog od razu jednak wykluczyl takie domniemania i dal skierowanie na TK. Na TK mozliwe "meta" (przerzuty) do potwierdzenia na Rezonansie.

Niestety na rezonansie "mnogie przerzuty do kregoslupa plus widoczne zwyrodnienia. kregoslu bardzo slaby.
Nastepne badania biochemia (krew pewnie czy sie nadaje organizm do radioterapii?) i USG brzucha - w celu wykluczenia "meta" - przerzutow. Czekamy na termin.

Modlimy sie oby brzuch watroba byly bez przerzutow. Jeden onkolog powiedzial ze kregoslup - przerzuty to jeszcze nie jest najgorsze z najgorszego, ze najgorzej jak przerzuty atakuja tkanki miekkie-watrobe, mozg...

Rozpoczynamy walke z okropnym nawrotem choroby, i pytaniami dlaczego tak szybko.......
Obserwuj wątek
      • polijanka Re: Rak pluc-po 3 latach od operacji przerzuty do 06.12.10, 15:00
        Naprawde? Nie wiedzialam. Dziekuje. Mama twarda sztuka jest i tak lekarz powiedizal ze przy takim zwyrodnieniu to i tak jest wytrzymala.

        A, mama nie palila nigdy ale w latach 70-80'tych prawcowala w biurze gdzie palili, kto wiedzial o zakazie palenia i wplywie tytoniu na niepalacych.....

        Wszystko inne przestaje byc istotne.
      • polijanka Re: Rak pluc-po 3 latach od operacji przerzuty do 18.12.10, 13:07
        Pojechalam do CO na Ursynowie i kazali mi przywiezc materialy pooperacyjne do oceny BYC MOZE skieruja mame na chemie. BYC MOZE i EWENTUALNIE ale dalo nam to duzego kopa nadzieii i zyjemy w miare normalnie do "po swietach" kiedy mam sie dowiadywac o wyniki obserwacji.

        Na razie Pamifos jeden wlew.

        Najgorsze dla mamy to obecnie brak snu, dolegliwosci bolowe po radioterapii jakby na chwile ustapily. Najbardziej meczy ja noc.
          • polijanka Re: Rak pluc-po 3 latach od operacji przerzuty do 18.12.10, 16:10
            popytam, wlasnie tak, tak, tylko onkolog to nie za bardzo chce sluchac o takich receptach.
            psychiatra jej zapisal wlasnie lek Hydroxyzyne, nasenne z kolei uzalezniaja-tak powiedzial psychiatra, ale ja sie tak zastanawiam, czy tak naprawde to co to znaczy ze uzalezniaja, i co takiemu choremu - jak mama czy ogolnie chory z diagnoza - lepiej pomoze - czy wysypanie sie i spokojny sen czy uzaleznienie od lekow nasennych.... co to znaczy "uzalezniaja" ...bledne kolo, jak ktoras z was zreszta wczesniej pisala, bledne kolo. ale wspomaganie potrzebne.
            Dla mnie np. leki uspokajajace dzialaja, takie wlasnie apteczne, pozytywnie, w sytuacjach kryzysu.
            • mama.rozy Re: Rak pluc-po 3 latach od operacji przerzuty do 18.12.10, 17:57
              spróbuj z tymi ziołowymi.dawaj też melise do picia w ciagu dnia.
              hydroxyzyna działa uspokajająco,ale tak wytłumiająco.ogłupiająco.ścina z nóg.
              uzależnienie też powoduje,że trzeba zwiększac dawki.potem chory tylko śpi,a mógłby funkcjonowac na lekach p.bólowych.
              zamaist hydroxyzyny u nas podawano na noc,na spanie lorafen,chocby pół tabletki.ale to juz zależy od lekarza.
      • polijanka Re: Rak pluc-po 3 latach od operacji przerzuty do 22.12.10, 11:27
        moja mama czasem tak ma ze nawet jakby dostala rutinoskorbin (w sensie placebo) to by sie uspokoila.

        a czasem hydroxyzyna 25 jest za slaba, lorafen, pramolan i wszystko do kupy razem wziete.
        i nie podniesie sie z tego stanu bo jest zbyt swiadoma choroby, rokowan.

        mocno wierzy w "nazwe" i recepte, w melisse i apteczne bez recepty nie wierzy (nawet jesli pomagaja).

        Mnie chodzi o to czy uzaleznienie od leku ktory pomaga jest wazne u chorego na raka - czy jest sens bac sie uzaleznienia jesli rokowania sa zle (tak oglednie mowiac).

        Mysle ze lekarz psychiatra przepisujac leki choremu na raka nie bierze pod uwage choroby tylko swoje ksiazkowe nauki i stwierdzilam, sama po przemysleniach, ze choremu na raka potrzebny jest naprawde PSYCHOONKOLOG taki ktory bierze pod uwage chorobe i ulge choremu. Mojej mamie (obecnie) nic nie jest fizycznie ale jest wyczerpana psychicznie i my razem z nia. Jeszcze dochodza Swieta, ona sie denerwuje bezwarunkowo.

        Stad cale rozwazania o strachu przed uzaleznieniem.



        • jancio.wodnik Re: Rak pluc-po 3 latach od operacji przerzuty do 31.01.12, 18:32
          koniecznie idź do innego psychiatry. ten, u którego byłaś to kompletny idiota.
          pierwsze primo - uzależniają tylko benzodwuazepiny, a to nie jest jedyny sposób na to by poprawić sen i uspokoić pacjenta. drugie secundo - powyższe są skuteczne, trzeba długo czekać na uzależnienie i Twoja Mama może zwyczajnie nigdy się od nich nie uzależnić....

    • izapela3010 Re: Rak pluc-po 3 latach od operacji przerzuty do 07.12.10, 11:09
      Witaj,
      ja przez to przeszłam z moja mamą. Co do bólu kości było to do opanowania (specjalne leki na kości). Jednak dalsze postępy choroby związane z przerzutami do mozgu i wątroby w zaskakującym tempie rozsiały chorobe po całym organizmie. Czeka Was z pewnością ciężka walka a przeciwnik jest nieobliczalny. Życzę dużo sił dla Ciebie i Twojej mamy.
      Pozdrawiam
    • polijanka Re: Rak pluc-po 3 latach od operacji przerzuty do 07.12.10, 20:29
      Izapelo3010 przeczytalam twoj watek z opisem choroby mamy i wszystkim co sie dzialo, bardzo Tobie wspolczuje i jednoczesnie bardzo dizekuje - dzieki Tobie moge przynajmniej w jakims stopniu mysle, wiem czego sie spodziewac. Na razie - w tej pierwszej fazie jestem zalamana, zalamana calkiem, siostra jest odporniejsza na zewnatrz, ja zewnetrznie sie nie trzymam placze, rece mi sie trzesa, nie jem, nie jestem w stanie funkcjonowac, usmiecham sie sztucznie tylko do mojego malego synka, nie mam wsparcia bo jestem z nim sama. jak probowalam mu poiwedziec ze babici stan si epogorszyl to dziecko bardzo to przezylo, za bardzo, musialam wszystko "odkrecic", powiedziec ze bedzie dobrze, ale dziecko widzi lzy i czuje..... Biore Hydroxyzyne ale jest za slaba....

      Mama nie wie co ja czeka, nie ma dostepu do takich informacji, ja tu na forum dowiedzialam sie wszystkiego. Siostrze nie moge wszystkiego powiedziec bo przynajmniej ona musi funkcjonowac i dawkuje jej informacje, powoli. Jest jeszcze tata ale on jest w kompletnej depresji, nie wie co sie dzieje i dlaczego. Cale zycie z mama, takie duze "dziecko" prowadzone za reke przez mame, nic nie wie bez niej.

      Na razie z siostra siedzimy w domu i czekamy na usg brzucha czwartkowe, potem jeszcze rezonans kregoslupa piersiowego i teraz zastanawiam sie czy poprosic lekarza o TK mozgu bo nikt o tym nie wspominal z lekarzy, ale mama kazde badanie bardzo przezywa bo ma klaustrofobie.

      W CO bylysmy dopiero na 1 wizycie, teraz mama zapisana jest na druga, operacje i chemie miala w ICHPiG na Plockiej w Wwie.
      • izapela3010 Re: Rak pluc-po 3 latach od operacji przerzuty do 08.12.10, 07:58
        Witam,
        kochana, wiem co czujesz. Jezeli chodzi o mamę to myslę, zeby lepiej wszystkiego do konca nie wiedziała. Ja swoja mamę w pewnym sensie izolowałam od złych informacji. To tez miało wpływ na wyniki leczenia przy jej chwiejnej psychice. Jeżeli coś mialam powiedzieć jej złego to zawsze to trzymałam w tajemnicy do ostatniego dnia. Nawet lekarz prowadzący gdy poznał w trakcie leczenia moja mamę to większość bardzo złych wiadomości przekazywał mi i siostrze. Jeżeli chodzi o TK głowy to miała zrobione tylko dlatego, że była szykowana do chemii doswiadczalnej co w dalszej konsekwencji ją wykluczyło. Lekarz powiedział mi wtedy, że badania np. TK głowy robi się objawowo a tu wyszło przez przypadek. Może lepiej, ze wczesniej niz pojawiły sie jakiekolwiek objawy. Musisz teraz być bardzo silna bo tak naprawę nie wiadomo co Was jeszcze czeka. Mam nadzieję, że złe sceneriusze w Waszym przypadku się nie sprawdzą. U nas bylo trochę inaczej mama nie miala operacji. Wiem jak to ciężko się uśmiechac jak cała dusza płacze. Chorzy to naprawdę dobrzy psychologowie często np. moja mama bez słów wiedziala co tak naprawdę w czlowieku siedzi.
        Pozdrawiam,
        • polijanka Re: Rak pluc-po 3 latach od operacji przerzuty do 08.12.10, 13:13
          Och Izapelo, dziekuje i uwazam ze jestes bardzo madra i dzielna i pomodle sie dzis do Twojej mamy o jej dusze i o to zeby objela moja ramieniem:) i zeby na nia czekala, bo jest... bardzo dobra, jak kazda Mama.

          Moja mama zawsze mowi ze Pan Bog zabiera z ziemi Anioly, najlepszych ludzi, do siebie:)

          Co z tymi naszymi mami jest (jest, bylo, bedzie w pamieci!!) ze one zawsze wszystko wiedza o nas. Tak, nie mowie jej wszystkiego i niech sie cieszy ze kadzego dnia, ten utarty frazes jest jak mantra dla mnie teraz, chyba w takiej sytuacji dla kazdego i chorego i zdrowego. U mnie jeszcze moj 5-cio latek ktory tez jak radar wyczuwa ze cos jest nie tak ze mna, z babunia (jego jedyna babcia i najukochansza) i i tez to sie na nim odbija, musze zmieniac sie jak kameleon.....

          Wczoraj tez sie splakalismy bo akurat Gabrieli Kownackiej pogrzeb pokazywali w TV, pamietam jak wczoraj, jak mama jak sie dowiedziala o chorobie to zmarl prof. Religa i tak to wszystko krazy w glowie.. kazdy przypadek.
          Twoja mama nie miala operacji, ale teraz widze ze czy sie ma operacje czy nie to jest tak naprawde niewazne.. Oszukuje sie tylko na troche czas...

          Czekamy do czwartku do USG i czekamy co dalej, jakie nastepne dni i co przyniosa. Pa!

    • niucha72 Re: Rak pluc-po 3 latach od operacji przerzuty do 09.12.10, 20:28
      kochana polijanko, zycze ci duzo , duzo sily!!! tez przez to przechodzilam, moja kochana mama miala przerzuty czerniaka do kregoslupa. zaczelo sie od bolu w krzyzach, potem poszlo wszystko inne... napisz, czy twoja mama chodzi o wlasnych silach? jakie leki przyjmuje? dajecie jej plastry? sciskam cie i twoja kochana mame, niucha.
      • polijanka Re: Rak pluc-po 3 latach od operacji przerzuty do 10.12.10, 20:30
        dzis jeszcze chodzi sama...dzis. dzis. dzis.

        rano miala te radioterapie 800, za tydz ma dostac tabletke biofosforanow (?chyba), ale zmarniala bardzo, zle znosla naswietlania W szpitalu od razu po radioteapii, mysle ze wzgledu na to ze naswietlany byl bardzo duzy odcinek kregoslupa (wlasciwie 2 odcinki gorny, piersiowy i ledzwoiowy) kazala lekarka jak najszybciej zglosic sie sie po gorset i bron boze sie nie przewrocic (a tu sniezyca i lod i okropna zima za oknem - a do szpitala czy ze, do lekarza lub od trzeba jakos dojsc.....) Trzymam ja pod reke ale ja waze 50 kg a mama (jak na dzis) 86, jeszcze mysl zeby sie nie przewrocila, zeby sie nie przewrocila.. powoduje strach. Jak tu z chorym sie przemieszczac, jezdzic, dojezdzac, z pietra na pietro, wszedzie schody, slisko....

        • mama.rozy Re: Rak pluc-po 3 latach od operacji przerzuty do 11.12.10, 10:43
          a nie mozecie Mamy na czas naświetlań dac do szpitala?
          jak ja jeździłam na radioterapię,to proponowali mi zatrzymanie się w szpitalu,na cały miesiąc.ale że nie miałam z kim zostawic dzieci,to wolałam dojeżdżac.
          jest spore ryzyko,że mama się przewróci,bo jest coraz bardziej slisko.a to dopiero poczatek zimy...
          może porozmawiajcie z lekarzem?i czy mama by sie zgodziła?
          pamiętajcie,że nie może moczyc tych naświetlanych zmian,bo sa teraz bardzo wrażliwe.
          • polijanka Re: Rak pluc-po 3 latach od operacji przerzuty do 11.12.10, 19:00
            Dziekuje zapytam! Nie ma problemu dla niej, mama nawet lubi (jesli mozna lubic) szpital w tym sensie ze mozna porozmawiac z ludzmi, na oddziale znajda sie zawsze jakies serdeczne pacjentki i mile, zawarla nawet kilka przyjazni po operacji i na chemiach, takie szpitalne przyjaznie, mama ma bardzo slaba psychike ona potrzebuje ludzi wokol siebie, i w szpitalu zawsze sie mniej boi, pod reka opieka na kazdy dzwonek. Zalezy oczywiscie gdzie sie trafi ale jak lezala na Plockiej to byl wspanialy personel, od lekarzy po salowe, na oddziale same kobitki po 50-tce a salowa zawsze "no dziewczynki... " i takie tam drobiazgi dnia codziennego ktore w sumie sa wazne.

            Ale to odpada bo ona ma na razie 1 naswietlanie, ma za duzo zmian w kregoslupie i za slaby kregoslub - zwyrodnienia zeby dostac wiecej, ale to takie moje gdybanie. I caly czas jest na proszkach antywymiotnych Atossa bo ma nudnosci. Przeciwbolowych proszkow nie chce brac, (paracetamolu)

            Choroba choroba ale ona jest psychicznie rozwalona, a i tak caly czas bierze proszki antydepresyjne i nasenne, nie ma sily zeby przestala, absolutnie.

            A, o moczeniu nie wiedzialam! Smarowac czyms, czy nie ruszac nic?
            • izapela3010 Re: Rak pluc-po 3 latach od operacji przerzuty do 11.12.10, 19:52
              Witam,
              jeżeli mama ma cały czas wymioty to zróbcie jak najszybciej TK głowy (lub rezonans magnetyczny). Rozumiem, że nie jest teraz w trakcie chemioterapii? Czy mówiłaś lekarzowi o tych wymiotach? A tak doraźnie to lekko strawne pokarmy przyjmowane w pozycji siedzącej, spanie z glowa powyżej linii barków.
              Pozdrawiam
                • mama.rozy Re: Rak pluc-po 3 latach od operacji przerzuty do 12.12.10, 11:52
                  nudności były po nąsiwetlaniach czy juz wcześniej?jeśli dopiero po,to moze byc spowodowane radioterapią,w końcu ten odcinek miała naświetlany.niech je delikatne rzeczy,mało przyprawione. jogurty naturalne,płyny o temp.pokojowej.nic co może podrażnic.
                  to było jedno naświetlenie,jeśli mama dotychczas nię nie umyła,to spróbujcie naj[ierw delikatnie jakimś mokrym ręcznikiem i poczekajcie dzień,czy ją nie będzie bolec,czy nic się z tą skórą nie dzieje.potem delikatne mycie,bez tarcia.można smarowac jakimś kremem nawilżającym,ale też najpierw sprawdźcie na mniejszym odcinku,czy nie ma reakcji alergicznej.
                  no i do końca zycia zakaz opalanie się i solarium:)
                  mama ma deprasję,bo ją boli.niestety.a ponieważ nie bierze leków p.bólowych(dlaczego?),to kółko się zamyka.boli ją-nie bierze leków-boli coraz bardziej-zamyka się w sobie.dopókinie zacznie z tym czegoś robic,czyli dopóki nie ma ustawionej terapii p.bólowej,antydepresanty nie pomogą.ból kostny przebija wszystko...
                  pozdrawiam,powodzenia
                  • polijanka Re: Rak pluc-po 3 latach od operacji przerzuty do 12.12.10, 20:38
                    ok. nudnosci miala tylko teraz po radioterapii ale w sumie chwilowo, teraz przeszlo, lek przepisali profilaktycznie (przeciwymiotny). Ale tez musialam jezdzic z recepta bo bez "P" "przewlekle" kosztuje 90 zl a z wpisanym "P" "przewlekle" kosztuje 3,75... (mama nie ma ani emerytury-jeszcze; ani renty bo wspanialy zus zakwalifikowal ja jako zdolna do pracy)

                    Teraz bierze paracetamol, raczej wiecej lezy i patrzy w sufit, jest oslabiona bo tej radioterapii ale prawie caly tydzien nic nie jadla przed USG i po otrzymaniu wyniku rezonansu o przerzutach, teraz tak jakby troche sie uspokoila, moze jesc, apetyt wrocil:) Wizyte u Onkologa mamy dopiero 21.12 wiec na razie zadnych rzeczy nie wiem, o plastrach ani nic, tyle co od was czytam Kochane:)

                    Jutro jade sie dowiadywac o gorset.

                    • mama.rozy Re: Rak pluc-po 3 latach od operacji przerzuty do 13.12.10, 11:01
                      kiedy zus odrzucił podanie o rentę?jeśli przed tymi wynikami teraz,to składajcie znowu!
                      dajcie wszystkie możliwe wyniki i opinie lekarskie.powinno zadziałac.
                      mama może brac nie tylko paracetamol,jeśli dolegliwości żołądkowe nie będą sie nasilac,nich spróbuje coś z ibuprofenem,bo on działa dodatkowo p.zapalnie,a nie tylko p.bólowo jak leki z paracetamolem.
                      i porozmawiajcie z lekarzem,co sądzi o ketonalu,moze mama się nadaje,chociaż tu jest więcej przeciwwskazań niż przy tamtych lekach.
                      mama powinna dostawac leki zgodnie z drabiną analgetyczną,czyli najpierw niesterydowe leki p.zapalne,a dopiero potem inne,czyli opioidy.
                      dobrze,że dbasz o leki
                      trzymaj się dzielnie
                      uściski dla mamy:)
                      • izapela3010 Re: Rak pluc-po 3 latach od operacji przerzuty do 13.12.10, 21:51
                        Witam,
                        jeżeli chodzi o leki przeciwbólowe to ja swoją mamę zapisałam do poradni leczenia bólu. Tam miała ustawione całe leczenie w tym kierunku. Powiem tak, że nie nadużywaliśmy leków przeciwbólowych zaczynaliśmy od najlżejszych i stopniowo w miarę postępu choroby leczenie było zmieniane. Bardzo długo ok 7 m-cy była na łagodnych lekach przeciwbólowych typu paracetamol, ibufen. Dodatkowo zrobiliśmy jej badania w kierunku osteroporozy bo tak polecił nam lekarz i leczenie dodatkowo zostało wspomagane lekami na osteroporozę aby trochę odbudowywać utracony wapń w kościach (miała przepisane specjalne wapno według wagi i ubytku wapnia, które zażywała codziennie oraz raz w tygodniu przyjmowała specjalny lek na kości). Z pewnością jej to pomagało jak sama mówiła, nawet przy złamaniu kręgu lędźwiowego, który w naszym przypadku był w pewnym stopniu spowodowany przerzutami do kości, chemioterapią oraz radioterapią po stosowaniu tego dodatkowego leczenia krąg sie odbudował i zrósł się co w takim przypadku nie często się zdarza. Popytaj lekarza prowadzącego aby w jakiś sposób te kości wzmocnić.
                        Pozdr
    • polijanka Re: Rak pluc-po 3 latach od operacji przerzuty do 14.12.10, 21:17
      Dziekuje za podpowiedz w sprawie prowadzenia / leczenia bolu. Musze poszukac takiej placowki. Moze w centrum Onkologii? Ale tam pewnie trzeba jezdzic. A kiedy mozna dowiadywac sie o opieke z Hospicjum? Tyle sie nasluchalam / naczytalam, ze tam zupelnie inni lekarze pracuja, zupelnie inni ludzie..... Mozna tak po prostu poszukac hospicjum? Moze by ktos przyjechal do domu? Chyba ze moge sama jechac.

      A dzis dzien uciekl mi przez palce.....Najpierw od rana wyczekiwalam az przyjmie mnie pani onkolog w sprawie wypisania "tabletek" (bylam bez zapisu bo juz nie bylo miejsc wiec poslusznie wyczekiwalam az skoncza sie pacjenci planowi...) , skonczylo sie na przepisaniu wlewu (kroplowka) Pamifos 60 (ale najpierw musze kupic ze 400zl i sama przywiezc do przychodni:), podobno lepiej przyswajalny dla organizmu niz tabletki ktore trzeba brac pod ostrym rezimem (przestrzegac zalecen)
      Wiec w nastepny wtorek musimy mame przetransportowac do przychodni na kroplowke.

      Powiedzialam jej o tym a ona sie tylko dopytuje czy to "lek", czy chca ja "leczyc", nadal bardzo sie boi bardzo ze juz po niej, ze to juz koniec. Ciezko to znosi. Szczerze mowiac psychicznie duzo gorzej na nia podzialaly "przerzuty" niz sama diagnozna "nowotwor", bo wtedy czekala a to na operacje, a to na chemie... a teraz taka nicosc, bezradnosc, niewiadoma.... cos strasznego.

      W dodatku Pani Onkolog kategorycznie przypomniala ze sa zle rokowania przerzutow na kosci - srednia europejska to 8 miesiecy, dwa razy podkreslila srednia i podkreslila europejska. I to liczac od rozpoznania a rozpoznanie jest lekko spoznione. Moze moze moze doczekamy.

      Tak szczerze mowiac to ciagle na wizytach kontrolnych kazali jej robic RTG a nigdy TK ani rezonans, a na RTG nic nie bylo widac. A nagle na TK "mnogie meta". No ale. Stalo sie. Jest. Nic nie zmienie. Nic.

      Po wizycie, potem pojechalam do NFZ-tu po klepniecie gorsetu. Pewna bylam ze to tylko formalnosc. Guzik! Po 50 min oczekiwania na swoja kolej okazuje sie ze jesli chodzi o schorzenia kregoslupa skierowanie moze dac absolutnie NIE Onkolog ani Onkolog Radiolog tylko do wyboru: reumatolog, ortopeda, neurolog lub chirurg. I tylko Panstwowo, czyli najlepiej do lekarza pierwszego kontaktu po skierowanie potem do specjalisty... Pojade jutro po prosbie moze jakiegos chirurga w tej przychodni co sie mama leczy i poprosze. Druk tez odpowiedni dostalam.... - inny - dwustronny.

      I dzien zlecial. Takie niby drobiazgi ale jak czlowiekowi dzien ucieka na takich duperelach to szkoda..... mamie obiad zrobilam dopiero o 16.00 i to tez biegiem, bo po dziecko do przedszkola, i tak juz jak tu zajrzalam to 21.00..... Ech

      Mamie kazalam dzis wziac srodki nasenne zeby usnela i wypoczela a teraz ide dziecku czytac bajki na dobranoc.... Pozdrawiam Was i dziekuje Wam, Pa!

        • niucha72 Re: Rak pluc-po 3 latach od operacji przerzuty do 15.12.10, 10:07
          normalnie mnie szlag trafia, jak slysze cos o zusie... moja mama tez zachorowala jak juz nie pracowala, zlozylismy papiery w zusie,oczywiscie kazdy mowil co innego, odsylali nas w rozne miejsca, az trafilismy na osobe, ktora byla tak mila, ze powiedziala dokladnie co trzeba, jakie dokumenty i tak dalej... zlozylismy wszystko w sierpniu, poczatkiem pazdziernika przyszla decyzja, ze mamie pieniazki sie naleza. niestety, mama zmarla koncem pazdziernika... czekalismy nadal na te pieniadze, skoro sie nalezaly, to sie nalezaly... w listopadzie zapytalismy kiedy je dostaniemy, i tam uslyszelismy, ze przeciez mama juz nie zyje, to oni mysleli, ze juz ich nie potrzebujemy... a tak w ogole, to o tym zapomnieli... wiec po moich doswiadczeniach - zeby cokolwiek zalatwic, trzeba sie bylo strasznie nadeptac... o wszystko pytaj po kilka razy, jak nie jednego to drugiego. masz kogos z rodziny, kto moze ci w tym wszystkim pomoc? czy to wszystko na twojej tylko glowie? trzymaj sie cieplo i uwazaj na mame, pozdrawiam, niucha
          • mama.rozy Re: Rak pluc-po 3 latach od operacji przerzuty do 15.12.10, 12:00
            w zusie bzdury,że tak powiem,gadają
            ja zachorowałam w styczniu,do końca grudnia miałam umowę o pracę,ale że to był urlop wychowawczy,a do pracy nie wracałam,umowa wygasła.o zusie dowiedziałam sie w kwietniu,chyba w maju złożyłam papiery.onkolog wypisała dokumentację,daliśmy wszystkie wyniki badań.po jakimś czasie było wezwanie na komisję.i renta na dwa lata.a byłam juz po chemii i przed naświetlaniami.i wszyscy mówili,czemu nie złożyłam od początku choroby...a działo się to w Warszawie.
            jeśli myślisz o hospicjum,to może byc dobry krok.przynajmniej by pomogli z tym bólem.a wasza pani onkolog chyba się po prostu ubezpiecza tym podawaniem terminu,żeby nie było,że nie mówiła.gdzie będziesz szukac tego hospicjum?możesz jechac sama i zgłosic mamę do hospicjum,albo do hospicjum domowego,albo do poradni leczenie bólu.najlepiej tam pojedź i z kimś porozmawiaj,gdzie mame skierowac.
            masz rację,tam pracują (a przynajmniej powinni)pracowac inni ludzie.ale to wynika ze specyfiki placówki.bo tam nie boją sie rozmów o śmierci,tylko próbują ją oswoic.przecież wiadomo,ze chory umrze,czas nie jest taki ważny.ważne,jest,żeby chorego nie bolało,żeby mu chociaż troche ulżyc.bo pacjent terminalny nadal jest człowiekiem...
            uściski,dawaj znac
    • majagor Re: Rak pluc-po 3 latach od operacji przerzuty do 20.12.10, 13:07
      Dla jasności tylko - Hydroksyzyna NIE UZALEŻNIA!!!
      Jest dobrym środkiem uspakajającym, wyciszającym. Absolutnie nie robi z człowieka roślinki, ani nie uzależnia [jak tu niektórzy pisali]. Hydroksyzyna może być nawet podawana dzieciom.

      Te środki z apteki, bez recepty... to można sobie schować do kieszeni. Taki pic na wodę. Hydroksyzyna działa świetnie i jest bezpieczna.

      P.S. Uzależniają/otumaniają leki z grupy benzodiazepinów.
      • mama.rozy Re: Rak pluc-po 3 latach od operacji przerzuty do 21.12.10, 10:13
        majagor-to sa dwa linki z wielu.które znalazłam na temat hydroxyzyny.to nie jest lek obojętny dla człowieka,a to,ze można go podawac dzieciom,o niczym nie świadczy...
        owszem,na ludzi bez problemów psychicznych działa prawidłowo,ale jeśli dochodzi do tego depresja,to nie jesteś w stanie przewidziec zachowań chorego.
        www.atopowe.pl/forum/tematy/2891/hydroxyzyna/
        www.ilekarze.pl/leki/H/hydroxyzinum/
        • majagor Re: Rak pluc-po 3 latach od operacji przerzuty do 21.12.10, 21:52
          O hydroksyzynie rozmawiałam z kilkoma psychiatrami.
          I wszyscy jednym głosem mówili - jest bezpieczna. Na pewno nie uzależnia.
          Sama zresztą długo ją przyjmowałam.
          Więc stąd takie me zdanie, a nie inne, na temat tego leku.

          I jest stosowana w depresji, w innych zaburzeniach psychicznych także.

          Co do przewidywania zachowań po tym leku... To nie jest AŻ tak silny lek uspakajający, by ścinał człowieka z nóg. Jest to jeden ze słabszych leków uspakajających dostępnych na receptę.
          • mama.rozy Re: Rak pluc-po 3 latach od operacji przerzuty do 22.12.10, 11:14
            majagor,ja wiem,że ten lek jest w miarę słaby.ale jednak jest przepisywany na receptę i to lekarz decyduje o podaniu.
            moje dzieci dostawały hydro.przy zapaleniu oskrzeli,żeby spały w nocy.i było dobrze.
            ale kiedyś wzięła ją maja mama,która ma przewlekłą depresję.podałam jej dawkę dla dzieci.i nie mogliśmy jej obudzic po 12.godzinach snu.
            jest uzależnienie fizyczne i psychiczne.ludzie są różni.
    • polijanka Re: Rak pluc-po 3 latach od operacji przerzuty do 27.12.10, 18:50
      Mamie radioterapia i Pamifos dodaly sil i wiary. Czy na dlugo, nie wiem, ale na razie funkcjonuje w miare normalnie w ciagu dnia, rozmawiamy, nawet zartujemy, kradniemy kazda chwile normalnosci! Poki mozna.

      Wszystkim na Forum zycze spokoju i jak najwiecej sily na Nowy Rok. Dla nas jakze inny od poprzednich.

    • polijanka Re: Rak pluc-po 3 latach od operacji przerzuty do 28.01.11, 15:32
      Witam wszystkich, dawno nie pisalam bo Mama czuje sie w miare dobrze, nie miala jak dotychczas zadnych mocniejszych bolow (na tyle mocnych zeby np. brac leki przeciwbolowe), Trudno mowic o poprawie po radioterapii i Pamifosie, ale dostala juz 3 wlewy Pamifosu (dziala to na nia bardzo dobrze psychicznie), nie ma do czego porownac stanu przed i po, jest caly czas tak samo.

      Jednak na dzien dzisiejszy czuje sie dobrze i na razie nic nie boli. Czekamy na nowe zlecone wyniki RTG za 2 tyg i za miesiac ma scyntygrafie. Materialy rakowe pooperacyjne ktore wozilam do CO niestety nie przydaly sie, pewnie lekarz mial na cos nadzieje ale niestety nie powiedzial na co.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka