Dodaj do ulubionych

Nowotwór płuc i przerzuty do mózgu.

30.03.12, 11:59
Nie będę ukrywała, że to forum nie jest jedynym w którym szukam rad, świeżego spojrzenia itp. Jednak przy tak ciężkiej i zaskakującej chorobie wsparcie i możliwość "wygadania się" jest niesamowicie potrzebna a pomoc jaką można przy tym otrzymać, bezcenna.
U mojego taty wykryto raka w tamtym roku ( lipiec- sierpień). Nieoperacyjny, zbyt zaawansowany z przerzutem do nadnercza. Zaczęła się chemia, z tego co obecnie kojarzę 2 cykle, później możliwość szczepionki, którą niestety wykluczyły przerzuty do mózgu. Naświetlanie, w trakcie którego pojawił się atak epilepsjii, długi pobyt w szpitalu, coraz gorsze samopoczucie.
Aktualnie jesteśmy po kolejnym ataku, jednak spowodowany był odmówieniem przyjmowania lekarstw przez tatę. Dokładnie we wtorek po tygodniu tato wyszedł ze szpitala i to co się dzieje od momentu zabrania przez karetkę do dnia dzisiejszego to kosmos.
Przperaszam, że się tak rozpiszę, ale może ktoś ma/miał podobnie i trochę mi pomoże w tym wszystkim.
Pierwsze doby w szpitalu to był koszmar. Tato wyglądał tak jakby miał już nie wrócić do żadnej formy. Praktycznie brak kontaktu, ciągłe spanie, zniechęcenie i widoczny brak woli walki. Po kilku dniach tato odzyskał siłę i zaczął "wariować". Stawać na łóżku, uciekać, mieć omamy... Widział pianę, uciekał przed nią, patrzył na pustą salę tak jakby rozgrywały sie tam jakieś niezwykłe sceny, wstawał z łóżka, chciał za kimś iść... Kazał nam uczestniczyć w tych omamach. Np. mi zatykać pianę, zasłaniać stojak na kroplówkę, łóżko ręcznikami itp. Mówił, że rozmawiał ze śmiercią, że widzi dzieci które mają takie śliczne uśmiechy... Siedząc na łóżku szukał czegoś, oglądał koc jakby był czymś niezwykłym. Mówił o kimś kto chodzi i zbiera sumienia. Totalnie inny i przerażający świat. Do tego stopnia, że pielęgniarki musiały czasami przypinać Tatę do łóżka, ponieważ nie dawały sobie rady. Później z biegiem czasu zaczynał powoli odzyskiwać świadomość ( wcześniej nas tylko poznawał, pytał o coś kilka razy, ale zupełnie nie słuchał co odpowiadamy), kiedy zaczęliśmy chodzić z nim po korytarzu, prowadzić do toalety i nie pozwalać aby tak dużo dnia spędzał w łózku przypięty ( chyba każdy by zwariował), odzyskał powoli siły, zaczął z nami rozmawiać, chcieć do domu ( co wieczór pakował się i chciał iść z nami), więc poprosiliśmy aby wypisali już tatę skoro i tak uważają, że nie ma dla taty leczenia.
Poza tym lekarz powiedział, że jest to stan zagrażający życiu więc bałam się tego żeby tato nie był tam sam w razie ewentualnego pogorszenia.
Teraz tato jest w domu. Pierwsza doba to był koszmar. Tato chciał wstawać mimo, że nie miał sił. Nie chciał rozmawiać, nie wiedział gdzie się załatwiać, po co i gdzie idzie, nie był w stanie założyć nóg na łózko jak kładł się z pozycji leżącej, nie dawał rady przewrócić się na bok... DO toalety praktycznie go nieśliśmy. Wieczorem całkowita poprawa. Tato sprawny, rozmowny, świadomy w pełni. Chociaż z masakrycznymi dziurami w pamięci. Wołał swoją mamę, kiedy powiedzieliśmy, że nie żyje już od ponad roku to myślałam że mi serce pęknie jak widziałam jego reakcję. Wczoraj kolejne zaskoczenie. Tato słyszy głosy. Przez cały dzień latał jak szalony (skąd ta energia?) nawet nie wahając się zbytnio przy chodzeniu. Otwierał dzwi, szukał kogoś w domu, słyszał jak go ktoś woła ( babcia która nie żyje, brat ). Denerwował się na jakąś kobietę, niby sąsiadkę... Kazał nam jej nie słuchać. Kiedy tłumaczyliśmy mu że nic nie słyszymy to dziękował nam i mówił, że coś mu się wali w głowie i przeprasza, że mamy mu mówić jak świruje. Jednak pod wieczór nic nie działało. Obrażał się. Wkładał mi w usta jakieś rzeczy, których nie mówiłam...

Rozpisałam się strasznie, ale chciałam pokazać nasz problem.
Nie wiem co robić. Czy zwiększać dawkę leku promazine czy to taka naturalna kolej rzeczy?
Na co jeszcze się nastawiać w tej chorobie?
Ile czasu nam zostało?

Obserwuj wątek
    • oliwia244 Re: Nowotwór płuc i przerzuty do mózgu. 30.03.12, 15:41
      Ja Ci nie doradzę, ale z zapartym tchem przeczytałam… co być może nas czeka.
      Mój tata miał mieć teraz tomografie głowy (co dla mnie było jasne jakie są przypuszczenia). Nie została zrobiona, bo poprawiło się samopoczucie.

      Rozumiem, ze Twój tata nie dostaje teraz chemii?
      Gdzie się leczycie, w jakim mieście?

      Czuję, że ja mogłabym się wiele dowiedzieć od Ciebie.
        • mama.rozy Re: Nowotwór płuc i przerzuty do mózgu. 30.03.12, 18:35
          przepraszam,ale jak to czytam to mi się nóż w kieszeni otwiera
          mam przepracowane na paliatywie i w hospicjum większośc życia zawodowego.cholera,że tak napiszę.a gdzie leki na uspokojenie?pasy?na psychiatryku,widziałam kiedyś.u alkoholików którzy stawali z łóżkiem,będąc do niego przywiązani.wtedy-owszem-nie było innego wyjścia
          przerzuty do mózgu,padaczka,to normalne rzeczy w zaawansowanym raku płuc.ale od tego jest farmakologia,żeby temu zaradzic.jesli nie działają środki łagodne,stosuje się silniejsze,a jeśli dochodzi do zagrożenia życia -pacjent jest agresywny dla siebie czy otoczenia-wprowadza się go w śpiączkę farmakologiczną(tak samo,jak przy total pain,kiedy nic nie działa,tylko boli).wklejam linki do artykułów o przerzutach,ale też o leczeniu bólu-w lakach wspomagających jest dużo o środkach p.drgawkowych czy uspokajających
          nowotwory.wieszjak.pl/guzy-mozgu/236848,2,Mozg-zaatakowany--przerzuty-nowotworow-do-mozgu.html
          www.onkonet.pl/dp_oppaliatywna.html
          www.onkonet.pl/dp_leczeniebolu.html
          a pod jaką opieką jesteście?szpitala-na onkologii czy jakiegoś oddziału paliatywnego?
    • cotynatoo Re: Nowotwór płuc i przerzuty do mózgu. 30.03.12, 20:51
      oliwia244- jeżeli jakoś mogę pomóc to chętnie. Już trochę przeszliśmy, trochę wiem, więc jak coś to pisz śmiało.

      beatka :( właśnie obawiam się, że ten stan nie wróży nam dobrze :(

      mama.rozy- na początku sama się przeraziłam ponieważ wydawało mi sie, że tato może być agresywny i stąd te pasy- tato ma "coś" nieokreślonego na płacie czołowym. Co może podobno skutkować agresją... Okazało się jednak, że tato po prostu koniecznie chciał wstać z łóżka. Skończyło się to poobijaniem, zdartymi łokciami itp. Później stwierdziłam, że z mężem spróbujemy tatę przytrzymać i okazało się, że daje radę i już całe dnie byliśmy obok i go odpinaliśmy, spacerował - widać, że czuł się wtedy znacznie lepiej. Zresztą rano kiedy przychodziłyśmy to potrafiłyśmy zastać go walczącego z tymi pasami, odsuniętym łózkiem od ściany, zdenerwowanego- po prostu czuł się jak wariat i opowiadał nam właśnie, że to się w głowie nie mieści, że traktują go jak psychopatę. Mimo niepełnej świadomości musiało to być dla niego strasznie uwłaczające.

      Dzisiaj tato próbuje rozszyfrować telewizor. Zawołał męża i pyta czy umie zapanować nad tym komputerem. Trochę mnie to wszystko przeraża. Tato zawsze był i pewnie teraz gdzieś w głębi jest mądrym facetem. Wykształcony, zabawny, wygadany i bardzo obyty. Nie dało się go zagiąć. A teraz... Jest taki nieporadny. Czasami mam wrażenie, że jak dziecko.
      Myli fakty. Nie wie gdzie jest. Dzisiaj mnie spytał czy on zna moją mamę, albo pytał ile ma dzieci. Ale ten rak mu tam nabałaganił :(
      • mama.rozy Re: Nowotwór płuc i przerzuty do mózgu. 31.03.12, 09:58
        biegiem do jakiegoś ośrodka,może byc hospicjum
        te objawy nie znikną,będą się nasilac.może przed samą śmiercią się wyciszyc,może dostac krwotoku,może miec silny atak padaczki,może coś wam zrobic.czyli wszystko.i to nie jego wina.taka choroba.sami nie dacie rady.
        są zwykłe leki,normalnie dostępne,które go wyciszą,uspokoją i pozwola w miarę funkcjonowac.ale stopień zaawansowania choroby jest duży i naprawdę nie pozwalajcie na to,żeby doprowadzac go do takiego stanu.to zbytnie cierpienie,tym bardziej,ze może miec przebłyski świadomości,a to bardzo upokarzające.
        to,co chory w takim stanie robi jest kompletnie niewytłumaczalne.równie dobrze moze ten telewizor wyrzucic przez okno,albo trafic w was.to jest choroba,nie on.
        i dlaczego nikt się nim teraz nie zajmuje-rozumiem,że chemia się skończyła i nie będzie już żadnego leczenia.ale dlaczego nie jest pod inną opieką?
    • cotynatoo Re: Nowotwór płuc i przerzuty do mózgu. 31.03.12, 12:07
      O rozszyfrowanie telewizora chodziło mi o włączenie go i przełączanie kanałów.
      Ogólnie wydaje się bardziej jak dziecko niż jak groźny mężczyzna ( przynajmniej teraz), ale na pewno masz rację z koniecznością załatwienia opieki.
      W poniedziałek będziemy dzwonić ( bo chyba w weekend się nieda?).
      Tato przyjmuje leki w tym- promazyne, chyba właśnie na te omamy (?).

      Tato nie mówi, żeby go coś bolało. Większość czasu jest świadomy. Czasami słyszy głosy i chyba kogoś widzi, ale to rzadko obecnie. Bardziej wygląda to na jakieś spore dziury w pamięci. Wczoraj pokazywaliśmy mu zdjęcia to pomylił jednego kolegę a resztę poznawał, nazywał itp. Nie pamięta swojego miejsca pracy w którym spędzał prawie 24h dziennie od kilkunastu lat. Ma dezorientację w terenie. Ciągle pyta czy jest w swoim domu czy tym rodzinnym. Chodzi sam do toalety, normalnie je i pije. Trochę marudzi przy lekarstwach i każe sobie za każdym razem tłumaczyć dlaczego tyle, kto przepisał kiedy ma brać itp.
      Poza tym przepraszał dzisiaj mnie i mojego męża za to, że musimy w tym uczestniczyć ( raz w nocy nie kontrolował swoich potrzeb) i jak się dowiedział to ciągle ma z tego powodu wyrzuty, przeprasza...

      Zawsze wydawało nam się, że ta opieka hospicjum potrzebna jest pod koniec, kiedy to w gre wchodzą zastrzyki, cewniki i tym podobne. ... Ale chyba faktycznie lepiej pomyśleć o tym już teraz.W końcu nie wiemy jak życie nas poprowiadzi.
      Onkolog już dawno stwierdził, że jego udział w tym wszystkim niestety się kończy bo nie ma leku który pomoże tacie, więc jedyne co to może odesłać nas na naświetlanie płuca i nadnerczy aby jeszcze jakoś ulżyć tacie ( kaszel). Kilka dni przed terminem zdarzył się ten atak epilepsji ( mnogi) i od tego czasu w sumie nie wiem gdzie ewentualnie moglibyśmy szukać pomocy.
      • mama.rozy Re: Nowotwór płuc i przerzuty do mózgu. 31.03.12, 14:20
        a jesteście z większego miasta?to możecie spróbowac zadzwonic i w weekend.czasem jest taka pre-wizyta u chorych nie zarejestrowanych.ale często trzeba czekac na dzień roboczy.hospicjum,czy w ogóle opieka paliatywna obejmuje chorego od momentu zakończenia leczenia,są chorzy,którzy tak funkcjonują latami,a za to w razie czego mają szybką opiekę.a przede wszystkim-opieką objęta jest cała rodzina.a to dużo,rak dotyka wszystkich w domu...
        kolejna rzecz-te omamy i w ogóle zaburzenia świadomości mogą byc po źle dobranym leku.dlatego ważna jest kontrola kogoś,kto to widzi i umie zmodyfikowac dawkę na miejscu.
        z postów widac,że świetnie sobie dajecie radę i wsparcie z zewnątrz naprawdę potrzebne jest w minimalnym stopniu.ale lepiej za niektórymi rzeczami rozejrzec się ze spokojem,keidy jeszcze świat nie wali się tak dramatycznie na głowę-pogotowie owszem,przyjedzie,jakby się coś działo,ale poda lek i każe się zgłosic do specjalisty.a tu potrzeba kompleksowej opieki,żeby Was poprowadzic.
        pozdrawiam
        • beatkaa32 Re: Nowotwór płuc i przerzuty do mózgu. 31.03.12, 15:52
          O rozszyfrowanie telewizora chodziło mi o włączenie go i przełączanie kanałów.
          Ogólnie wydaje się bardziej jak dziecko niż jak groźny mężczyzna ( przynajmniej teraz), ale na pewno masz rację z koniecznością załatwienia opieki.

          u nas było to samo. Były takie momenty kiedy Tato zachowywał się jak mały chłopczyk:( do mojej Mamy, a swojej żony zwracał się jak do swojej Mamy, przepraszał, prosił żeby Go nie karała. Kiedy na to wszystko patrzyłam, to czułam ogromne przerażenie i strach o jutro. Ale ten etap minie... Twój Tato się wyciszy... My też myslelismy, że taki agresywny i nieobliczalny będzie do końca, ale nie... na kilka dni przed śmiercią wyciszył się, był całkiem sprawny na umyśle, kontaktował na 100% . Wtedy pomyślałam, że koniec jest bliski, bo chorym przed śmiercią się poprawia. I tak właśnie było w naszym przypadku.
          Polecam lekturę tego artykułu:www.forum-onkologiczne.com.pl/forum/umieranie-jak-rozpoznac-ze-to-juz-blisko-vt4837.htm
          nam bardzo pomógł, moglismy się przygotować do odejścia tatusia...
    • cotynatoo Re: Nowotwór płuc i przerzuty do mózgu. 31.03.12, 18:05
      Beatko ten wątek przeczytałam już jakiś czas temu. Faktycznie bardzo przydatny. Chociaż w chwilach gorszego samopoczucia człowiek od razu panikuje, ogląda nogi, sprawdza dłonie... Przynajmniej ja tak miałam. Po czym później dopadały mnie wyrzuty sumienia, że mogłam tak pomyśleć...

      Właśnie tato już od bardzo długiego czasu jest "inny". Całe moje życie widziałam go jako silnego, upartego i niesamowicie mądrego Tatulka :) Czasami był awanturnikiem i urządzał wielkie kłótnie do upadłego... Kiedy zaczął przyjmować chemię stał się o wiele bardziej porywczy, agresywny... Pamiętam, że kiedy rozwalił patelnię w przypływie gniewu- pomyślałam , że może oznaczać to, że źle się dzieje. Trochę później miał opcję wzięcia udziału w szczepionce i przy serii badań okazało się, że mózg jest zaatakowany a tato wykluczony z tej szansy. Później - już nie pamiętam jak to dokładnie było, ale chyba po naświetleniach...Tato zrobił się taki spokojny, ugodowy, stronił od walk, przepraszał, wolał wyjść niż dyskutować. Byłam w mocnym szoku. A teraz to już w ogóle jak dziecko.
      Czasami widzę w nim takiego zagubionego małego chłopca i mam ochotę go mocno wyściskać. Momentami bezradny, zagubiony... Podległy i posłuszny. Sama nie umiem tego określić.

      Beatko trochę mnie zaniepokoiłaś tym wyciszeniem, ponieważ tato właśnie jakby się wycisza. Już teraz mało co wstaje. Raczej leży, podsypia... Już nie ma takich omamów jak wcześniej i głosów jakby mniej.Oczywiście dalej wstaje, rozmawia chętnie, ale zdecydowanie jest tego mniej i spokojniej. Myślałam, że mogę zacząć się po cichu cieszyć z tych kolejnych danych nam tygodni, ale widzę, że to niekoniecznie.
      A powiedz mi. Ile przy was był Tatuś od czasu tych majaków itp? Ile wy dostaliście czasu?

      mama.rozy- Zastanawiam się właśnie jak to jest teraz z Tatą i jego leczeniem. Niby jest opcja naświetlania płuc i nadnerczy ( z czego drugiego nie jestem już pewna), ale nie wiem czy zechcą tatę przyjąć biorąc pod uwagę to wszystko co miało i ma miejsce. Jeżeli będzie naświetlany to wtedy nie łapie się pod opiekę hospicjum domowego i dopiero po naświetlaniu możemy się rejestrować ( ?). U nas to mama się tym wszystkim zajmuje. Ma papiery, kompletniejszą wiedzę itp. a niestety trochę odkłada to w czasie. Nie śpieszy jej się, ponieważ ciągle wierzy ( zresztą jak ja gdzieś w głębi), że jest poprawa, więc nie ma się co martwić.
      Ja to w ogóle mam wyrzuty bo pozwoliliśmy tacie samemu kontrolować swoje leczenie na początku. On nie mówił nam wszystkiego, słuchał to czego sam chciał i w efekcie my nie wiedziałyśmy jak jest źle. Tatuś sam nie był tego do końca świadomy. Przekładałyśmy wszystko aż nagle uderzyło to w nas jak grom z jasnego nieba :(

      Tato ma lek depadine, dexamethason i gasec ( brane wcześniej już).
      Teraz do tego doszedł lek moczopędny verospiron i promazine.

      Dziekuję wam za wszystkie odpowiedzi. Każda jest dla mnie cenna.

      • beatkaa32 Re: Nowotwór płuc i przerzuty do mózgu. 01.04.12, 18:09
        Ile przy was był Tatuś od czasu tych majaków itp? Ile wy dostaliście czasu?

        po tym wyciszeniu mieliśmy jakieś dwa tygodnie:( niestety...Tatuś przez cały czas spał, budził się jedynie na krótko; też myśleliśmy, że się poprawiło, ale cóż... chcę zaznaczyć, że tak było w naszym przypadku, u Was może być inaczej. Trzymajcie się, życzę wam dużo siły:)
    • cotynatoo Re: Nowotwór płuc i przerzuty do mózgu. 01.04.12, 12:26
      Tato gorzej się czuje :(
      Dzisiaj przyjechał jego brat to ledwo co posiedział, porozmawiał i już musiał się położyć.

      Boli go brzuch z prawej strony i jest tam jakby twardszy.
      Skarży się też na zaparcie a my w sumie nie wiemy jak mu pomóc. Lewatywa? Tabletki? Nie wiem czy teraz to normalnie można?
      • mama.rozy Re: Nowotwór płuc i przerzuty do mózgu. 01.04.12, 14:21
        zaparcia od kiedy?bo może dopiero teraz się przyznał...cholerka,jutro do tego hospicjum,załatwcie to,przez internet niewiele się da zobaczyc...
        najpierw spróbujcie od góry-jak macie coś w domu...zioła,owoce?od dołu to potem,chyba,że już jest późno i zrobił się zastój,kamienie kałowe-wtedy trzeba bedzie ręcznie...ale to już nie Wy.
        ospały może byc po promazynie,to dośc silny lek i zdarza się,że nie jest dobrze tolerowany.stąd też mogą byc omamy.dlatego tak naciskam na opiekę na miejscu.
        tam też Wam powiedzą,co z innym leczeniem,czy w ogóle jest sens czegokolwiek.z mamą,trudno,musicie porozmawiac otwarcie.a może i ona z ulga przyjmie pomoc...
        www.psychoonkologia.info.pl/index.php?dzial=&mid=45&parent=1
        tu masz trochę o zaburzeniach psychicznych przy nowotworach.nie bójcie się,najczęściej trzeba wiedziec,czego można sie spodziewac,bo wtedy możecie szybko reagowac.o "moich"chorych,swiętej już pamięci,mozna by pisac książki...
        www.przychodnia.pl/el/leki.php3?lek=1701&id=1701&forum=40&akcja=view
        poczytaj o objawach ubocznych...
        • cotynatoo Re: Nowotwór płuc i przerzuty do mózgu. 01.04.12, 14:54
          Wiem, że tato załatwiał się w szpitalu przy nas. Około niedzieli. Nie pamiętam dokładnie. Możliwe, że do teraz nic... ciężko stwierdzić ponieważ raczej sam chce przebywać w toalecie.

          Dzisiaj zakupimy chyba polecane tabletki przeczyszczające a jutro skontaktujemy się z hospicjum.

          Co do tego leku promazine to mamy 3 tabletki dziennie. Mama jak zobaczyła na wypisie że można ich podawać więcej to w trakcie omamów podawała mu 2 dni jedną więcej wieczorem. teraz widzę, że może niesłusznie.

          A możecie powiedzieć jak wygląda załatwianie takiego hospicjum. lepiej dzwonić, jechac? Ile trwa czas od telefonu/ustalenia czegoś do pierwszej wizyty? Mam wrażenie, że to wszystko jest strasznie skomplikowane.
    • cotynatoo Re: Nowotwór płuc i przerzuty do mózgu. 03.04.12, 18:53
      Mama dzisiaj zadzwoniła do swojej bliskiej koleżanki- pielęgniarki, która zdecydowanie odradziła hospicjum. Powiedziała, że podobno przy problemach można zgłosić się do przychodni i oni założą cewnik, podadzą zastrzyk, ale ile w tym prawdy? Już sama nic nie wiem. Nie będę walczyła z mamą, może faktycznie dobrze wybiera ?!
      Poza tym kolejna kolezanka poleciła mamie jakieś suplementy- vision, które chce zakupić dla taty. ..
      • mama.rozy Re: Nowotwór płuc i przerzuty do mózgu. 03.04.12, 20:45
        załamka.totalna.
        pielęgniarka do skreślenia z zawodu-jako pielęgniarka to mówię...ona to rozprowadza?czy tylko reklamuje?
        tylko,że niewiele możesz zrobic sama.chyba,że porozmawiasz z mamą,ale czy Ci uwierzy...
        a hospicjum czemu nie?
        przychodnia?
        wiesz co,nie chcę Cię dobijac,nie napiszę więcej.
        ale strasznie szkoda.
      • hiacynta333 Re: Nowotwór płuc i przerzuty do mózgu. 03.04.12, 20:58
        Ale to nie chodzi o to, by Twój tato leżał w hospicjum, tylko, żeby był pod ich opieką. Raz na jakiś czas przychodzi do domu lekarz, który ocenia stan chorego, przepisuje potrzebne leki, w razie konieczności przyśle pielęgniarkę. A co zrobicie, gdy będzie potrzebna morfina? Rodzinny nie wypisze, a dopiero wtedy wszystko załatwiać, gdy tata będzie cierpiący ?
        Dwanaście lat temu zmarła mi mama, bardzo cierpiała, nie miałam nikogo, kto by mi doradził co mam robić i gdy półtora roku temu umierał mi tata byłam już mądrzejsza i bardziej wyedukowana.
        To tylko taka moja rada, ale i tak zrobicie jak będziecie chcieli.
        Życzę dużo siły.
        • mama.rozy Re: Nowotwór płuc i przerzuty do mózgu. 03.04.12, 21:13
          przepraszam,że tak w nerwach pisałam,ale-tu nie ma czasu na błędy.bo cierpiec będzie niewinny człowiek.a nawet zbrodniarz ma prawo do rzetelnej opieki...
          przychodnia to jedno.opieka w czasie terminalnym i przedterminalnym,to drugie.czy ta pielęgniarka przyjdzie zrobic tacie rws?robiła kiedyś?to ręczne wydobycie stolca,o którym wcześniej pisałam.raczej nikt,poza paliatywem,tego nie zrobi.a chory umiera z bólu.
          w sumie to nie wiem,czy masz w ogóle możliwośc manewru.jeśli to mama decyduje,my-jako anonimowi z internetu-nie mamy takiej siły przebicia...
          możesz jej podsunąc tylko myśl,żeby teraz załatwiała hospicjum,tak na później,jakby co.żeby potem nie biegac.możesz postraszyc kolejkami(co nie będzie prawdą,ale ...).ona jest teraz na etapie wyparcia i szukania potwierdzenia,że nic się nie dzieje.normalne.tylko ze Tata w tym momencie jest królikiem doświadczalnym...
    • cotynatoo Re: Nowotwór płuc i przerzuty do mózgu. 03.04.12, 23:40
      Właśnie. Nie wiem czy jako córka mogłabym podejmować główne decyzje, ale nawet gdybym mogła, to jednak chyba najlepiej te wszystkie ostateczne decyzje pozostawić mamie, która aktualnie sprawuje główną opiekę. Ja mam dziecko więc moja opieka jest bardziej doraźna. Poza tym mama jeszcze pracuje. Lata, ledwo już nogami plącze. Mąż ją wozi tam gdzie potrzebuje, ale czasami realnie nie może ponieważ synek ząbkuje a ja wysiadam jak przychodzi mi trzymać tatę, który idzie do sąsiadów z zawiniętym pampersem, aby przeprosić że nie zdążył do toalety a na na drugiej ręce dziecko, marudzące, chcące pełnej uwagi... dlatego staramy się aby zawsze ktoś jeszcze był w domu a to ciężkie...
      Dużo osób po dordze doradza hospicjum domowe. Mama też do dzisiaj już była za, jedyne co to się ociągała bo chciała jakiejś pampersy darmowe załatwić. Iść do lekarza ( nie wiemy właściwie do jakiego iść, czy do internisty czy do onkologa z jednego szpitala, czy tego który chwilę przed atakiem kierował na naświetlanie...) i dopiero po rozmowie z nim poprosić o to skierowanie.
      Dla mnie jedyną przeszkodą był fakt, że wyczytałam na stronach wrocławskich hospicjów, że wymagana jest zgoda pacjenta a jednak nie chcielibyśmy w razie czego- aby tato wiedział o tym pod jaką opieką konkretnie się znajduje...
      Wiem też, że ktoś mamie powiedział, że ludzie pod opieką hospicjum dostają dużo leków, które otępiają, mocno uspakajają, doprowadzają do tego, że człowieka trzeba karmić i wszystko z nim robić, ale na spokojnie to z mężem analizowaliśmy i przecież to nierealne, żeby szkodzili ludziom. Może po prostu chodziło o ludzi, którzy musieli już zażywać morfinę i inne leki kojące ból?
      • cotynatoo Re: Nowotwór płuc i przerzuty do mózgu. 03.04.12, 23:47
        Poza tym tato dalej skacze pomiędzy mocnym wyczerpaniem, kiedy to chodzi podparty o nas i nie ma sił położyć nóg na łózko a całkiem dobrą kondycją kiedy to chce wychodzić na dwór.
        Apetyt ma spory, czasami denerwuje się jak za dawnych czasów... Jednak nie daje się przekonać do pampersów- a jednak czasami nie udaje mu się dobiec lub nie czuje...
        Bacznie też go obserwujemy w drodze do ubikacji ponieważ często wchodzi zaaferowany do kuchni i niewiele brakuje... Teraz już się na nas złości, że jest pod ciągłą obserwacją a kiedy tylko wstaje z łóżka, ktoś odprowadza go wzrokiem, ale co zrobić :(? Poza tym znowu miesza wyrazy i ma omamy, ale to drugie to już codzienność niestety.
        • mama.rozy Re: Nowotwór płuc i przerzuty do mózgu. 04.04.12, 10:05
          od razu piszę-lepiej nie będzie,będzie gorzej.taki jest postęp choroby.i brutalna prawda.
          macie dwa wyjścia-albo czekac i może zdążyc z opieką,albo załatwiac to teraz.
          obiegowe opinie,jak ta o hospicjum,służą głownie plotkom.chorym raczej nie.ale o tym przekonac możecie się sami.
          kolejna rzecz-tata ma zaburzenia świadomości,w takim wypadku zgodę wyraża rodzina.
          kolejna rzecz-najpierw idziecie -jeśli pójdziecie-do wybranego hospicjum i pobieracie formularz zgłoszenia.jeśli dobrze pamiętam,kazde ma swoje,tam wam powiedzą,czy wystarczy lekarz pierwszego kontaktu.
          i przepraszam,ale darmowych pampersów w hospicjum raczej nie dostaniecie.chyba,że tata sie położy na oddziale.rozdawaniem darmowych zajmuje się raczej mops,hospicjum musi się utrzymac.
          • cotynatoo Re: Nowotwór płuc i przerzuty do mózgu. 04.04.12, 10:17
            Tak wiem. Napisałam, że mama chciała załatwić te pampersy przed ewentualnym "zgłoszeniem" do hospicjum. Nie wiem gdzie, ale mam świadomość, że nie w hospicjum.
            Czyli pierw formularz.
            Dziękuję to bardzo przydatne dla mnie informacje.
            Wczoraj rozmawiałam z mamą i się zgodziła. Bez przekonania, ale jednak. Mam nadzieję, że do końca tygodnia uda nam się coś już załatwić.
            • mama.rozy Re: Nowotwór płuc i przerzuty do mózgu. 04.04.12, 11:24
              super,chociaż o radości w takich sytuacjach ciężko pisac
              najlepsza droga to póśc do wybranego hospicjum-bo rozumiem,że macie wybór do jakiego-najczęściej jest to to najbliższe,żeby najszybciej reagowac.jeśli jest ich więcej,to mogą miec też podzielone rejony.
              mamie będzie potrzebny psycholog-jeśli to Ty będziesz załatwiac sprawy-możesz,nie musi mama-możesz od razu zaznaczyc,że ma problemy z akceptacją choroby,to ważna wiadomośc dla zespołu.
              • cotynatoo Re: Nowotwór płuc i przerzuty do mózgu. 04.04.12, 11:50
                Kolejna przydatna wiadomość. Czyli najlepiej najbliższe.
                Jak na razie szukałam w google patrząc bardziej na to czego oczekują i co "oferują", nawet nie zwróciłam uwagi na odległość.
                Jesteśmy z wrocławia, więc wybór raczej duży. Czy są lepsze i gorsze? Powinnam na coś szczególnie zwrócić uwagę? Przepraszam, że tak truję,ale ciężko mi odnaleźć się w tym temacie :(
                • mama.rozy Re: Nowotwór płuc i przerzuty do mózgu. 04.04.12, 12:15
                  szczerze-zależy od ludzi.jak wszędzie.
                  ja znalazłam dwa,możesz uderzyc do obu i wybrac
                  www.hospicjumbonifratrow.pl/
                  hospicja.pl/lokalizacja/clinic/221.html
                  na co zwrócic uwagę-na ich możliwości,czyli-szybką interwencję,jeśli tata będzie w hosp.domowym(niektórzy nie przyjeżdżają w weekendy...),możliwośc umieszczenia na oddziale(czasem rodzina jest tak wypalona,że nie daje rady...),i chyba najwazniejsze-na podejście do człowieka,a o tym przekonasz się już sama,w sposób,jaki Ci przyjdzie załatwiac sprawy...
                  powodzenia
                  • beatkaa32 Re: Nowotwór płuc i przerzuty do mózgu. 04.04.12, 18:49
                    co do pampersów- w NFZ-cie należy pobrać specjalny druk(czasem mają go również przychodnie) o częściową refundację zakupu pampersów; taki druk musi wypełnić lekarz rodzinny(chodzi o rodzaj choroby) i zawozi się do NFZ-tu, miła pani podbija i wracasz do apteki lub sklepu medycznego, który specjalizuje się w tego typu wyrobach medycznych . Co do hospicjum- my nie zdążyliśmy z niego skorzystać, ale wiem, że nie miałyśmy zamiaru wtajemniczać Tatka skąd będzie przychodzić lekarz lub pielęgniarka. Mama mówiła, że w razie czego powie Mu, że to z rejonu . Ja wiem, że hospicjum kojarzy się ze śmiercią:(, też byłam przerażona jak pielęgniarki z chemioterapii zaproponowały takie wyjście, ale przemyślałyśmy to z Mamcią i doszłyśmy do wniosku, że to dobre wyjście.
                    Piszesz, że Twoja Mama jeszcze pracuje; na pewno jest wykończona tą całą sytuacją i tak naprawdę nie wiecie ile jeszcze da radę to wszystko ciągnąć. porozmawiaj z Nią , spróbuj przekonać. Pozdrawiam i trzymam kciuki.
    • cotynatoo Re: Nowotwór płuc i przerzuty do mózgu. 05.04.12, 16:11
      Po dzisiejszej nocy kiedy to tato prawie nie zmrużył oka... po tym jak zapalał wszędzie światła ( w tym też u nas) twierdząc, że szuka nożyczek " bo ciśnie go coś w pachy, bo krew go ciśnie i on nie wytrzyma" oraz po konwersacjach w kuchni do rana- z kimś kogo nie było...Mama stwierdziła, że faktycznie potrzebujemy pomocy, bo nie da rady. Jest wykończona psychicznie i niewyspana. Dzisiaj zamiast odsypiać biega i załatwia. Tato co gorsze jest uparty. Nie da się mu nic przetłumaczyć. Wymyśla nocne, kilkugodzinne kąpiele. A wiadomo, że nie można go zostawić samego sobie, bo jak zasłabnie lub wyjdzie i się poślizgnie... Poza tym po tym tekście z nożyczkami był pilnie obserwowany...
      Polecieliśmy dziś do onkologa po skierowanie do hospicjum. Okazało się, że dał tylko informację dla lekarza rodzinnego, który dopiero może wydać nam skierowanie. Tak więc po świętach jak coś możemy spodziewać się ich pomocy i pierwszej wizyty-wywiadu. Dobrze, że chociaż jutro odwiedzi nas psychiatra, który miejmy nadzieję poradzi nam co mamy robić w te noce, które zaczynają być coraz bardziej niespokojne. Mam wrażenie, że te kilka dni przy takim zachowaniu może być wiecznością a mama mi wysiądzie bo już dzisiaj się popłakała z tej bezsilności i zmęczenia :(

    • cotynatoo Re: Nowotwór płuc i przerzuty do mózgu. 05.04.12, 21:52
      Czy psychiatrze można opowiedzieć o tym, że tato chce się ciągle załatwiać w kuchni? Czy gdzie zgłaszać taki problem? Jak sobie z nim radzić? Już wysiadam od tego latania i kontrolowania a później pretensji taty, który w sumie chyba sam nie wie co jest grane.
      Wcześniej walka o pampersy. Walka wygrana dopiero po kilku incydencikach... i to też nie do końca. Niby tato jest świadomy, ale nagle jak zacznie coś mówić, robić to ręce opadają. Ja wiem, że to choroba, kochana osoba, ale skąd brać te pokłady cierpliwości ;(
      • mama.rozy Re: Nowotwór płuc i przerzuty do mózgu. 06.04.12, 09:06
        nie pocieszę-ale to naprawdę częste zachowania przy przerzutach...i naprawdę nie będzie lepiej.dlatego tak nalegam na fachową opiekę,oni pomogą Wam bardzo,Wam-rodzinie.bo na raka choruje cała rodzina,ale co innego jest,kiedy chory się leczy i jest sprawny,a co innego,kiedy ma zaburzenia...
        psychiatra nic nie pomoże,bo to nie są zaburzenia dotyczące samej psychiki,tu choruje całe ciało i to nieodwołalnie,tu pomogą tylko specjalne,paliatywne leki.bo psychiatra może dac coś na wyciszenie,ale nie na poprawę zachowania...
        to Wam głównie będzie potrzebna pomoc psychologa,żeby sobie poradzic z chorobą.tatajest już jakby poza tym,z nim za bardzo już się nie da nic zrobic(w sensie poprawy, zachowania też).i to Wam będzie ciężko,wstyd i będziecie się czuc upokorzeni jego "dziwnymi"zachowaniami,on już tego nie będzie odczuwał,może w przebłyskach.to nie jego wina,oczywiście.ale Wy macie niesamowicie duży ciężar do udźwignięcia...
        i tak macie dużo,dużo cierpliwości.tylko że macie też duże obciążenie,bo życie się nie zatrzymuje tylko dlatego,że w domu jest chory człowiek...wiem i rozumiem,ale na odległosc masz mnie tylko na monitorze...musi byc ktoś,kto Wam pomoże na miejscu,od razu.załatwiajcie to jak najszybciej.
        • cotynatoo Re: Nowotwór płuc i przerzuty do mózgu. 06.04.12, 11:41
          Ja już się poddaję. Mama zapisała tatę na naświetlenia płuc. Nie wiem czy to dobrze, czy źle. W każdym razie mimo, ze jadę dzisiaj po skierowanie to chyba długo go nie wykorzystam w takim wypadku.
          To wszystko co czytam, co piszecie jest takie przekonujące a mimo, że ja bym postępowała inaczej to jednak mama ma tu władzę. Nie wiem czy te naświetlania coś dadzą. Już nic nie wiem. Tylko usiąść i ryczeć.
          • mama.rozy Re: Nowotwór płuc i przerzuty do mózgu. 06.04.12, 12:23
            no nie,zły kierunek jak najbardziej.ale -ona działa.ale jak to -zapisała?nikt tego nie konsultował?przeciez w jego stanie on nie wylezy pod lampami...
            tylko czy Wy mieszkacie razem?bo to Wam bardzo utrudni życie...
            i jeszcze-będziesz próbowała z tym hospicjum?bo ja bym mimo wszystko poszła i to jak najszybciej.niech ktoś z nią porozmawia,moze coś jej tam zaskoczy...
            • cotynatoo Re: Nowotwór płuc i przerzuty do mózgu. 06.04.12, 14:02
              Aktualnie mieszkamy z rodzicami. I faktycznie bywa ciężko, tym bardziej, że mamy półrocznego synka i ciężko to wszystko razem ogarnąć i ja często nie jestem w stanie pomóc tyle ile bym chciała.
              Idę o 16 do lekarza, odbiorę skierowanie i we wtorek będę dowiadywała się co i jak. Zaniosę wyniki taty i mam nadzieję w końcu będziemy mieć jasne informacje bo teraz to jest kocioł.
              Poza tym był właśnie psychiatra. Nie wiem co dała ta wizyta poza delikatną zmianą dawkowania i nową receptą.
              Na innym forum czytałam, że można przy leczeniu mieć pomoc hospicjum domowego. Zobaczę jak to będzie w naszym przypadku.
              • mama.rozy Re: Nowotwór płuc i przerzuty do mózgu. 06.04.12, 16:13
                ja pracowałam na oddziale,na domowym się znam średnio,ale zawsze watro spróbowac
                co jeszcze-na pierwszą wizytę w hosp.poszłabym sama,ale od razu przedstawiając sytuację w domu,tak,żeby mama tez tam poszła,np.na drugą.albo już wtedy do domu by przyjechali.tylko zeby zespół był uprzedzony o nastawieniu mamy,Twoim/Waszym zmęczeniu,zaburzeniach taty.wtedy tez lepiej się przygotują do wizyty.
                Tobie bardzo,bardzo współczuję,zmęczona musisz byc niesamowicie...i na maluchu tez się pewnie sytuacja odbija...ważne,żeby teraz jak najszybciej ustabilizowac sytuację
              • estelka1 Re: Nowotwór płuc i przerzuty do mózgu. 06.04.12, 22:48
                Nie wiem, czy dobrze zrozumiałam, w razie czego mnie wyprostuj. Wydaje mi się, że priorytetem w przypadku Twojego taty powinna być paliatywna radioterapia głowy. Płuca w tym momencie powinny "zejść' na drugi plan, bo mózg jest ważniejszy.
                Niezależnie od wszystkiego, szukaj pomocy w hospicjum domowym. Będzie Wam łatwiej. I jeszcze coś... wiem, że o tym trudno mówić. W przypadku, kiedy przerzuty z płuc atakują mózg, wspólnego czasu zostaje bardzo mało. Wykorzystajcie ten czas maksymalnie. Chłońcie te momenty, kiedy tata jest świadomy, mówicie jak najwięcej o uczuciach, jakie Was łączą, dajcie tacie maksymalne poczucie akceptacji, bezpieczeństwa i poczucia że jest kochany. To jest takie ważne, dla Was wszystkich. Trzymaj się. Jestem myślami z Tobą i Twoją rodziną.
                • cotynatoo Re: Nowotwór płuc i przerzuty do mózgu. 10.04.12, 00:20
                  Nikt nic nie mówił o kolejnych już naświetlaniach głowy. Jedynie o płucach i z tego co wiem wątrobie. nadnerczach. A tu nas wysłano dlatego, że swojego czasu tato miał bardzo męczący kaszel. Nie wiem też czy przyjmą nas na to naświetlanie- ponieważ jak by nie patrzeć tato był w szpitalu i było mocne pogorszenie.

                  Teraz tato ma od kilku dni prawie pełną świadomość. Raz na jakiś dłuższy czas powie coś od rzeczy, albo zrobi jakąś "głupotkę", ale ogólnie można z nim porozmawiać, kojarzy, interesuje się telewizorem, tym co się dzieje. Dzisiaj rozmawiał z nami o tym gdzie chce być pochowany. Tzn. Tatuś mówił a my ryczałyśmy bo jednak człowiek żyje tą nadzieją i każdą poprawę chce odbierać, jako ten cud o który się modli, a tu nie zawsze to jest aż tak kolorowe.
                  Nie pamięta w ogóle pobytu w szpitalu i wszystkiego co po i chwilę przed. Trochę mu opowiedzieliśmy to się dziwił.
                  Polprazolu (?) i ketralu brać nie chce... mam nadzieję, że nie będzie bez tego aż tak źle. Jutro zanoszę skierowanie i zobaczę jak to będzie.
                  Tato po wizycie Psychiatry nie chce już lekarzy. Nie wiem dlaczego i jak, ale w trakcie rozmowy wynikło jakiej specjalizacji jest lekarz i tato się obruszył- więc może być ciężko.
                  No nic. Ta choroba mnie co rusz zaskakuje i wiem, ze już niczego nie mogę być pewna.
                  • estelka1 Re: Nowotwór płuc i przerzuty do mózgu. 11.04.12, 18:44
                    Być może Cię zaskoczę, ale wydaje mi się, że Twój tata doskonale zdaje sobie sprawę z tego, co się z nim dzieje, dlatego chce rozmawiać o śmierci. Wiem, jak bardzo jest to trudne dla Was, ale dla niego jest to bardzo ważne. To, że tata nie chce lekarzy, niekoniecznie musi mieć związek z wizytą psychiatry. Być może tata po prostu nie chce już tracić czasu na lekarzy, terapie itp. a zwyczajnie chce jeszcze pobyć z Wami, powiedzieć Wam o czymś istotnym, nacieszyć się Wami, Waszą miłością i się pożegnać. Jeśli tata nie chce już lekarzy, nie męczcie go. Ograniczcie się do tego, by ulżyć mu w cierpieniu i po prostu bądźcie z nim.
    • cotynatoo Re: Nowotwór płuc i przerzuty do mózgu. 12.04.12, 01:12
      Chyba naiwnie wierzyłam, że ten powrót do świadomości to tak na dłużej... Bardzo ciężko wygospodarować czas przy małym dziecku, więc mam wrażenie, że tego czasu pełnej świadomości nie wykorzystałam w pełni :(
      Dzisiaj - nie wiem czy po naświetlaniu czy po prostu... ale gorzej wygląda, słabiej chodzi, więcej śpi i mniej kontaktuje. Tzn można się porozumieć, ale czasami nie umie się wysłowić, mówi dziwne rzeczy i jak wcześniej nie umie ubrać w słowa tego co myśli.
      Wkurza mnie trochę ta moja naiwność, ponieważ przez nią przestaję patrzeć realnie na to co się dzieje i co się może stać. Teraz poszłam go spytać jak się czuje, przytulić i aż serce pęka jak patrzę na tego mojego bidulka kochanego. Z załzawionymi oczami, siedzi na skraju łóżka, coś mu ewidentnie przeszkadza, ale sam nie wie co.
      Ciągle myślę ile nam czasu zostało, boję się że tak niewiele.

      Dzisiaj mama zarejestrowała tatę do opieki paliatywnej. Bardzo "sympatyczna" Pani powiedziała Mamie, że muszą poinformować skąd są i kim są bo przecież "z choinki się nie urwali, nie?". Jutro ma być telefon i może da się jednak jakoś wybłagać o omijanie tematu opieki paliatywnej/hospicjum...
        • cotynatoo Re: Nowotwór płuc i przerzuty do mózgu. 13.04.12, 00:50
          Dziękuję za odpowiedzi.

          Właśnie o to chodzi, że tato jest świadomy. Czasami ma gorsze chwile i powie coś bez sensu albo nie umie nazwać przedmiotu czy się wysłowić, ale ogólnie jest kontakt, rozmowy- co gorsze coraz więcej tych o odchodzeniu. Dzisiaj np. mówił, że muszę zająć się mamą i w razie gdyby było źle to nie przeciągać tego wieki, tylko pozwolić godnie odejść. Smutne są takie rozmowy. A raczej monologi taty przy których ja płaczę- bo jednak ciężko mi przejść nad tym do porządku dziennego. Poza tym tato dzisiaj skarżył się, że nie ma pełnego czucia w lewej ręce i faktycznie widziałam, że musi wspomagać się prawą.
          Właśnie jestem po kolejnej rozmowie w której tato pokazuje nam, że wie, że umiera ;(
          • cotynatoo Re: Nowotwór płuc i przerzuty do mózgu. 13.04.12, 09:10
            W sumie nie wiem jak zareaguje na opiekę paliatywną, ale z drugiej strony skoro jest świadomy swojego stanu? Ciężko to wszystko ogarnąć i przewidzieć. Jednak najbezpieczniej by było gdyby jednak ominąć te wszystkie nazwy.Zobaczymy.
            Mama zarejestrowała tatę. Zobaczymy jak to będzie.
      • anka7961 Re: Nowotwór płuc i przerzuty do mózgu. 12.04.12, 22:50
        cotynatoo napisała:


        > Wkurza mnie trochę ta moja naiwność, ponieważ przez nią przestaję patrzeć realn
        > ie na to co się dzieje i co się może stać.

        Nie wkurzaj się. wiem, że rozsądek podpowiada Ci jedno, a serce drugie. Wiesz, że z Tatą jest źle, ale pewnie w głębi serca masz nadzieję na cud. I tego cudu Wam życzę.
        To straszne rozdarcie. Ja też przez to przeszłam.
        • mama.rozy Re: Nowotwór płuc i przerzuty do mózgu. 13.04.12, 09:52
          widzisz,bo takie właśnie jest zycie.nie da się uniknąc takich sytuacji...a im bardziej człowiek ucieka,tym bardziej one go gonią...predzej czy później bedziecie musieli o smierci porozmawiac,o tym,kto zostaje i co ma do przekazania.spróbuj pomyślec w ten sposób,że teraz macie okazję.jutro,pojutrze,za tydzień,może byc inaczej.
          wiem,że to sprawy najtrudniejsze...
          mam nadzieję,że to hospicjum pomoże Wam przebrnąc przez te rozmowy.łzy są potrzebne,odchodzi kochana osoba...
          macie zaplanowaną wizytę?
    • cotynatoo Re: Nowotwór płuc i przerzuty do mózgu. 13.04.12, 10:22
      Była Lekarka z hospicjum. Zupełnie nas zaskoczyła. Właśnie zbieraliśmy się na naświetlanie a tu Pani w domofonie oświadcza, że wizyta z przychodni paliatywnej. Popatrzyła na tatę i spytała jakiej pomocy wymagamy. W sumie tato w pełni kontaktowy, samodzielny, rozmawiał sam. Pani go osłuchała, sprawdziła, że ma mocny uścisk w obu rękach, że nogi nie są spuchnięte i w sumie nie wiedziała co więcej robić. Dała dwie opcje , albo hospicjum domowe - 2 razy w tyg. pielęgniarka i chyba raz na 2 tyg lekarz, albo przychodniana, dzwonimy jak mamy problem i wtedy ktoś przyjeżdża. Wybrałam drugą opcję, ponieważ obecnie nie potrzebujemy raczej pielęgniarki- tato sam się załatwia, leki łyka...
      Poza tym tato dzisiaj miał ciężką noc. Podobno bolało go serce, miał uczucie pieczenia i ciężką noc ogólnie.
      • aron68 Re: Nowotwór płuc i przerzuty do mózgu. 18.04.12, 08:31
        Witaj, to dobry wybór, przyda się dodatkowa opieka, jest ona inna niż szpitalna, całkiem inne podejście do chorego. Dobrze, że macie z nimi kontakt, opieka paliatywna to walka o komfort chorego w jego walce. Często mają specjalistów od ustawienia przeciwbólowego ( na szczęście nie potrzebujecie tej pomocy) czy pomoc w wydolności krążeniowo-oddechowej.
        Trzymajcie się.
          • cotynatoo Re: Nowotwór płuc i przerzuty do mózgu. 28.04.12, 01:18
            O ile można mówić tak, w sytuacji w której się znajdujemy obecnie to całkiem nieźle. Tato ma lepsze i gorsze dni. Właściwie po serii- całkiem długiej, znowu jakby się pogarsza. Tzn. był taki czas kiedy tato rozmawiał w pełni świadomie, wysławiał się poprawnie, ogólnie super. Teraz znowu mylą mu się słowa, ma problemy z powiedzeniem tego co chce. Zadaje dziwne pytania i irytuje się kiedy my nie znamy na nie odpowiedzi. Ketralu nie przyjmuje w ogóle. Wszystko inne tak. Co prawda mama idąc po receptę sama, dostała polecenie zmniejszenia dawki sterydów ( bez oglądania itp) i tak jakoś sama nie wiem co o tym myśleć. Na innym forum kiedy pisałam o drętwieniu ręki, bólach nogi, uda... większych zachwianiach równowagi oraz bólach głowy i tych powoli pogłębiających się pomyłkach słownych- to ktoś powiedział, ze może trzeba zwiększyć dawkę sterydów. A tu nagle zmniejszamy. No nic. Zadzwonimy do poradni paliatywnej i poprosimy o wizytę.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka