Dodaj do ulubionych

Jak to było z nami

23.02.06, 13:28
Kilka lat temu moja mama, która robiła regularnie cytologię, miała 3 grupę.
Lekarz, który ją prowadził zbagatelizował sprawę i powiedział, że pracownia
pewnie się pomyliła (co za palant!). Mama zrobiła wiec jeszcze raz i wyszedł
tym razem silny stan zapalny. Ponieważ nie była to żadna nowość, a lekarz
powiedział, że to się ciągnie tak długo, że pewnie taka mamy uroda. Mama sie
uspokoiła i za rok znów zrobiła cytologię. Tym razem wyszła 2 grupa.
Zaznaczę, że za każdym razem pobierano jej cytologię wacikiem.
W 2002 roku mamę zaczął lekko pobolewać brzuch. W końcu pooszła do innego
lekarza, który powiedział, że wszystko powinno być OK i pobrał jej cytologię
szczoteczką. No i wyszła V grupa.
Ogromny szok i strach. Wycinki, czekanie potem ulga bo powiedziano że to jest
bardzo wczesny stopień. Potem operacja mamy a potem znowu strach, bo po
badaniach his-pat okazało się, że choroba była zaawansowana.
Mama przeszła jeszcze przez naświetlania, brachyterapię i chemioterapię.
Leczenie zakończono w lutym 2003 roku. O tego czasu cisza....
Obserwuj wątek
    • karo18 Re: Jak to było z nami 23.02.06, 17:25
      Wrzesień 2002r.mąż przeczytał w gazecie o badaniach profilaktycznych raka
      piersi. Myślę sobie pójde no i jedna mamografia, druga bo coś nie wyszło, USG i
      dalej za bardzo nie wiadomo. Skierowanie do onkologa następnie biopsja i już
      wszystko jasne nowotwór złośliwy. Operacja usunięcia guza i węzłów chłonnych.
      Potem czekanie na wynik i znowu okazało się że były zajęte też niektóre węzły.
      Więc chemioterapia, radioterapia oraz brachyterapia. Leczenie zakończyłam w
      czerwcu 2003 roku. W tej chwili jestem pod kontrolą onkologa, a czas mojej
      choroby traktuję jak zły sen. Wiedziałam że muszę szybko zdrowieć mam wspaniałą
      rodzine, męża dwóch synów w tym jednego głęboko upośledzonego więc mam dla kogo
      żyć. Żadna choroba nie jest straszna tylko trzeba bardzo chcieć i mieć wsparcie
      w najbliższych.Pozdrawiam
      • b_a_l_b_i_n_k_a Re: Jak to było z nami 24.02.06, 09:46
        Cześć Karo!
        Cieszę się z Twojego wpisu :-))) Chociaż szkoda, że temat dotyczy takich
        smutnych chwil. Mam jednak nadzieję, że mimo wszystko na tym forum będzie
        optymistycznie, bo w końcu - damy radę !!! :-))
        Jak myślisz, czy lepiej, żeby forum pozostało otwarte, czy lepiej, żeby trzeba
        było się zalogować? A nazwa? Jest OK?
    • olgajan Re: Jak to było z nami 24.02.06, 10:03
      Ciszę się ze sa osoby, ktorym się udała walka z nowotworem o takich przypadkach
      nalezy pisać wciąż, dużo, na okrągło aby dawać wiarę i siłe i nadzieję tym,
      którzy walczą. Moja mama po 2 letniej walce, odeszła dzisiaj miałaby urodziny
      57 (zabrakło 23 dni aby mogła je świętować) ale myślę, ze nalezy duzo pisać i
      mówić, ze tą walkę mozna wygrać, zmniejszy to nasz lęk, moze ktoś zrobi badania
      w odpowiednim czasie i wygra...
      Myslę, ze to forum powinno być otwarte, bo razem jest łatwiej.
      Pozdrawiam Ola. Cieszę się zkazdej pozytywnej wiadomości, że komus się udało!!!
    • rima Re: Jak to było z nami 24.02.06, 11:19
      Ja powinnam raczje zatytułować, jak to jest z nami. MOja mama choruje na raka
      płuc od 2003 roku, w osttanim okresie nastapiła dośc duża progresja choroby i
      pojawiły się przerzuty do tkanek miękkich. Dopóki chodziła o własnych siłach
      wszystko było ok, jednak przez opiesząłośc i obcesować niektorych lekarzy
      dokonano posunięć które nie powinny mieć miejsca, stało się: lekarze ortopedzi
      ukrywali że podejrzewają w dłoni przerzut (do tej pory nie zostało to
      stwierdzone), a przez dwa meisiące mówiili że to jedynei odwapnienie kości i
      zrobili zabieg gdzie powkładali druty mamie do ręki i wszystko usztywnili
      gipsową szyną, tak więc jedynie jedną rękę ma teraz sprawną. W pewnym momencie
      mama zczęła słabną c z dnia na dzień, trocić przytomność na bardzo krótko 2-3
      sekundy i my spanikowaliśmy, zaczęliśmy iobdzwaniać lekarzy jakich tylko można,
      każdy, bez wyjątku: PRZERZUTY DO GŁOWY, a gdy się pytałam czy tak bez tomografu
      można to stwierdzić odpowiadali , że przecież to jest rak, wiec na pewno. Nie
      wiem czy piszę na temat, ale gdy zaczęłam to skończę, a najwyżej potem zacznę
      nowy wątek. Omdlenia były głównie po większyzm wysiłku, a aprzypominam że mama
      już bvała się głowę unosić, juz wszystko robiła na leżąco żeby tylko nie
      omdlewać. Zdecydowaliśmy się przewieźć mamę na oddział opeki paliatywnej, bo
      byliśmy strasznie zmęczeni, zwłaszcza tata bo sam już nie dawał radt, my ,
      czyli ja z bratem staraliśmy się być tak długo jak to możliwe. Na oddziale
      opieki paliatywnej zrobiono mamie wyniki i okazało się że ma bardzo niski
      poziom potasu. Dostała go w kroplówce. Od 2 tygodnie nie zdarzyło się żadne
      omdlenie. zaczęła jeść i to dużo i z dużym apetytem. A 3 dni temu wstała, oprzy
      pomocy i zaczęła chpdzić pio 20 kroków przy łózku. A lekarze nie dawali
      nadzieki ze wstanioe, siedzi już sama bez oparcia, wczoraj zażyczyła sobie
      spacer po korytarzu i powiedziała że da radę. I dała. Podciąga się sama na
      takim temblaki z łóżka zwisającym. Wciąż walczymy. Ale to już w następnym wątku.
      • karo18 Re: Jak to było z nami 24.02.06, 12:37
        Nazwa dobra forum powinno być otwarte, bez logowania niekiedy ktoś trafia kto
        dopiero raczkuje w tych zawiłościach internetowych i wszelkie utrudnienia Go
        zniechęcają. Wiem sama jak to było ze mną na początku.
      • barbara_nn Re: Jak to było z nami 01.03.06, 13:30
        Oby sie udało udało !!!
        Tak jak z moim tatką-kiedy była remisja i wrócił do pracy- ponoć tomograf
        wykazał nawrót - operowano głowę- histopatologia nic nie wykazał - i zrobili
        kaleke- od razu wymyslili przerzuty do kości i td.

        Zabierzcie Mamę z paliatywnej i jedzcie do Byfdgoszczy - niech duzo Je ryb,
        mało miesa i duzo warzyw - Moze sie do Ojca Grande do Wrocławia !!!- kiedy
        jeszcze mozna
        Ratujcie - jest szansa !!!
        Pozdrawiam
        AB
    • ulaw2 Re: Jak to było z nami 02.03.06, 08:50
      Witam wszystkich.Balbinko jak bym czytała historię choroby mojej mamy.I szlag
      mnie trafia jak mówi się że, kobiety zaniedbują badania profilaktyczne.Moja
      mama chodziła regularnie do lekarza, robiła cytologię a kiedy zaczęły się
      krwawienia leczono ją na zapalenie szyjki macicy.Cytologia 2 grupa.Brak efektów
      leczenia i decyzja lekarzy o usunięciu wszystkiego.I szok. Otworzyli i
      zaszyli.Następnie wycinki i trafiłyśmy do onkologa.I wyrok :duże miejscowe
      zaawansowanie IIIb.Niestety zaproponowano nam już tylko naświetlania
      paliatywne.Dlaczego ? Nie potrafię się pogodzić.
        • ulaw2 Re: Jak to było z nami-do Uli 02.03.06, 14:16
          Balbinko jestem z okolic Lublina. Mama leczy się w Centrum Onkologii od lipca
          2005.Wtedy miała pierwszą serię 5 naświetlań, w sierpniu następne 5 czyli w
          sumie 10 naświetlań. Przez parę miesięcy było dobrze ale skończyło sie.Teraz
          mama ma bóle kręgosłupa,mało je,jest coraz słabsza a do tego doszły dosyć duże
          upławy. Boję się.Kiedy byłyśmy na kontroli na początku lutego nic mi nie
          powiedziano że jest gorzej a na moje pytanie o te bóle pani doktor stwierdziła
          że to może sprawy zwyrodnieniowe ,przepisala tez biseptol bo stwierdziła stan
          zapalny. Kolejna wizyta w kwietniu.Nie wiem co dalej robić?
          • b_a_l_b_i_n_k_a Re: Jak to było z nami-do Uli 02.03.06, 14:35
            Może warto byłoby zrobić prześwietlenie miednicy i kręgosłupa? Oczywiście mogą
            też boleć zmiany zwyrodnienie, ale to trzeba sprawdzić! Stan zapalny może być
            następstwem naświetlań,czy twoja mama miała też brachterapię (naświetlania
            wewnętrzne), wtedy śluzówka pochwy bardzo trudno się regeneruje.
            Czy macie możliwość skonsultowania się z innym lekarzem, niż ta doktor, do
            której chodzicie? Nie wiem czy wiesz, ale jest taka strona www.onkonet.pl i jak
            się zapiszesz tam na listę dyskusyjną (forum), to możesz wysłać pytanie, na
            które w ciągu tygodnia odpowie lekarz. Ale moim zdaniem powinnaś wybrać się z
            mamą do innego specjalisty i nie czekać na kwiecień.
            • ulaw2 Re: Jak to było z nami-do Uli 03.03.06, 07:46
              Wiesz że ja też pomyślałam że to może być następstwo naświetlań.Mama ma odczyn
              popromienny na skórze w miejscu naświetlanym ,biegunki jeśli zje coś cięższego.
              To przypomina mi sytuację krótko po naświetlaniach. Też ciężko było. Teraz może
              być to późny odczyn popromienny.A te bóle kręgosłupa nie są codziennie. Mama
              nie miała brachyterapii.Z tego co wyczytałam to naświetlania paliatywne to
              naświetlania wysokimi dawkami w krótkim czasie więc późne odczyny popromienne
              chyba też mogą być poważne.Po niedzieli chcę to skonsultować z innym
              lekarzem.Wiesz onkonet i onkolink to ja znam na pamięć.Tam jest po prostu
              cząstka mnie.Balbinko ja po prostu uwierzyłam lekarzom że nie można radykalnie
              leczyć mojej mamy a teraz sądzę że zrobiłam jej krzywdę tą swoją
              naiwnością.Lekarze mogli zawalczyć no ale wiesz statystyki.......Pamiętam jak
              po pierwszej serii naświetlań lekarz stwierdził że pięknie się cofa i podadzą
              drugą serię.A ja cieszyłam się jak dziecko...... zamiast walczyć o możliwość
              radykalnej terapii.Nigdy nie zapomnę oczu mojej mamy jak inne pacjentki z
              oddziału opowiadały jej że leżą już po kilka tygodni, mają po 30 naświetlań i
              chemię.W tych oczach widziałam pytanie: a ja dlaczego tylko 5 lamp?. Nigdy tego
              nie zapomnę.
              • b_a_l_b_i_n_k_a Re: Jak to było z nami-do Uli 03.03.06, 09:51
                Lekarz mojej mamy powiedział, że czasem bywa tak, ze powikłania popromienne
                pozostają już na zawsze. Od zakończenie leczenia mojej mamy minęły trzy lata a
                ona ma cały czas duże problemy z jelitami i nawracająe silne stany zapalne.

                Ula jeśli znasz angielski to poczytaj tu, jak leczy się w USA poszczególne
                stopnie zaawansowania raka sz. macicy.
                www.cancer.gov/cancertopics/pdq/treatment/cervical/Patient/page2
                Jeśli nie, ja ci przetłumaczę, tylko napisz.
                Ściskam Cię mocno i jestem przy Was myślami
                • ulaw2 Re: Jak to było z nami-do Uli 03.03.06, 12:49
                  Dziękuję ci Balbinko za wsparcie.Widzisz ja wiele rzeczy dowiedziałam się już
                  po fakcie.Najpierw byl szok i całkowite zawierzenie lekarzom.Kiedy mama
                  rozpoczęła pierwsze naświetlania zapytalam lekarza : dlaczego paliatywne? czy
                  sa przerzuty? odpowiedział że nie ale jest duże miejscowe zaawansowanie.
                  Później dużo czytałam i dochodzilam do wniosku że można było mamę jeszcze
                  probować leczyć radykalnie.Przynajmniej z tego co wyczytalam w necie nawet w
                  Polsce leczy się radioterapią + chemioterapią.Byc może znaczenie miał tu wiek
                  mamy - 69 lat.Niestety angielski znam słabo.
                  Kalinosiu znam twoją historię z netu.Cieszę się razem z tobą.
                  Kochani chciałam wam jeszcze podziękować za to forum, dzięki wam nie czuje się
                  taka samotna.Moja sytuacja rodzinna jest też nieciekawa,mam siostrę chorą na
                  porażenie mózgowe nie chodzacą wogóle , ojca z ciężką rozedmą płuc i jeszcze
                  mama. Czasem zadaję sobie pytanie czy nie za dużo jak na jedną osobę.
                  • b_a_l_b_i_n_k_a Re: Jak to było z nami-do Uli 03.03.06, 13:13
                    Specyfika r. szyjki m. polega na tym, że rosnie on miejscowo. To znaczy,
                    zdarzają się odległe przerzuty do wątroby, kości, płuc czy mózgu, ale ona
                    pojawiają się późno. Pytałam kiedyś lekarza, dlaczego więc choroba jest taka
                    groźna. Przecież można byłoby wyciąć całą zmianę i byłoby po kłopocie. On wtedy
                    powiedział, że przy dużym zaawansowaniu miejscowym nie jest to mozliwe z czysto
                    technicznego punktu widzenia. Rak bowiem może naciekać n.p. moczowody, pęcherz
                    czy odbyt a ich wycięcie wiązałoby się z tak dużymi komplikacjami że w
                    rzeczywistości skróciłoby życie pacjentki.
                    Myślę ze to nie jest tak, że nie chciano operować Twojej Mamy ze względu na
                    wiek. Niedawno czytałam list chłopaka, którego babcia ma 74 lata i była własnie
                    operowana z powodu raka piersi.
                    Napisz jaki stopień zaawansowania był u Twojej mamy, to przetłumaczę Ci to, co
                    napisane jest na tej stronie.

                    Ula, bardzo mi przykro, że tak dużo jest na Twojej głowie. Tak to kurcze jest
                    zazwyczaj, że ciężkie doświadczenia nadchodzą takimi falami i wydaje nam się,
                    ze nie damy rady. Ale damy- bo kto ma dać jak nie my :-)
                    • ulaw2 Re: Jak to było z nami-do Uli 03.03.06, 14:11
                      Odnośnie operacji masz zupełną rację, stopień zaawansowania mamy określono na
                      IIIb więc operacja nie wchodzila w grę.Ale teraz jestem pewna że można było ją
                      leczyć radykalnie radioterapią w połączeniu z chemioterapią a nie tylko
                      naświetlać paliatywnie.Takie naświetlania powodują tylko wstrzymanie choroby na
                      jakiś czas a nie dają możliwości wyleczenia.I to miałam na myśli pisząc o wieku
                      mamy.A może po prostu chcę uspokoić własne sumienie że nie dopilnowałam
                      wszystkiego.
                        • ulaw2 Re: Jak to było z nami-do Uli 03.03.06, 19:13
                          A jakże zapytałam Balbinko.I otrzymałam wlasnie taka odpowiedź: duże miejscowe
                          zaawansowanie.I na poczatku uwierzyłam że nie ma innej możliwości.Dopiero jak
                          zaczęłam szukac wiedzy na temat tego nowotworu w necie to zaczęły pojawiać się
                          wątpliwości.I mam je nadal.
                          Wiesz kiedyś nawet chcialam podejśc lekarkę dyplomatycznie i powiedziałam że
                          konsultowałam się z innym lekarzem i on zapytał dlaczego nie podjęto leczenia
                          radykalnego.Oburzyła sie strasznie i znowu puściła te samą wiązankę o
                          miejscowym zaawansowaniu, naciekaniu itd.
                • 374.4w Re: Jak to było z nami-do Uli 02.04.06, 09:59
                  ojej, jestem po naświetlaniach i tez od tego czsu mam kłopoty z jelitami. Tj,
                  mysle, że to jelita. Nie chce opisywać szczegółów-trochę to uprzykrza zycie,
                  czasami jest krępujace. W czasie samych naświetlań (36 razy)straszne bóle,
                  wzdecia. ech, zycie. serdeczne pozdrowienia
              • liina Re: Jak to było z nami-do Uli 28.04.06, 11:00
                Nigdy nie zapomnę oczu mojej mamy jak inne pacjentki z
                > oddziału opowiadały jej że leżą już po kilka tygodni, mają po 30 naświetlań i
                > chemię.W tych oczach widziałam pytanie: a ja dlaczego tylko 5 lamp?. Nigdy tego
                >
                > nie zapomnę.



                O matko.
    • kalinosia chorowałam na raka szyjki macicy 03.03.06, 11:41
      Witam Was. Ja też chorowałam na raka szyjki macicy (2,5 roku po operacji
      jestem). Mam 29 lat. U mnie na szczęscie zostało to wykryte wcześnie (stadium
      IB1). I miałam wiele szczęscia, bo trafiłam do cudownego lekarza, jedenego z
      najlepszych gin-onkologów w Polsce. Dzięki Niemu pomimo tej choroby mam macicę
      i moge miec dzieci. Moja operacja była 1-szą taką w Polsce (od kliku lat
      stosowana na Zachodzie, trachelectomia radicalis). Jest to operacja
      oszczędzająca macicę a równoznaczna z histerektomią. Mam usuniętą prawie całą
      szyjkę, przymacicza i węzły chłonne ( przymacicza i węzły oczywiście były
      czyste). Nie potrzebowałam żadnych lamp i chemii. Jestem 2,5 roku po
      operacji.Oczywiście ta operacja ma sens tylko w poczatkowym stadium choroby (i
      to tez musi być spełnionych kilka warunkó, np. czyste węzły chłonne) i w
      przypadku młodych kobiet, które chca jeszcze rodzić. Dziś odebrałam wynik
      cytologii - gr II,czyli wszystko ok :). Jestem oczywiście pod stałą opieką
      onkologiczną. Co 3 mce mam robioną cytologię i usg dopochwowe, co pół roku
      kolposkopię, raz do roku rtg klatki i usg brzucha. Wiem, że będa problemy w
      ciąży (na pewno będzie leżąca), ale to nie ważne. Ważne, że mogę być mamą :).
      Coż to jest 9 mcy leżenia w porównaniu z całym życiem i macieżyństwem :). Jak
      widać, z tą chorobą można wygrać. Każdy rak wykryty we wczesnym stadium (a tym
      bardziej rak szyjki ) może być całkowicie wyleczony. Apeluję do wszystkich
      kobiet, aby robiły cytologię. To proste badanie może uratować zycie a ja jestem
      tego zywym przykładem. Niestety najczęsciej rak szyjki jest wykrywany już w
      zaawansowanym stadium, kiedy operacja już nie ma sensu i zostaje tylko
      radioterapia i chemia (chociaż chemię rzadko się stosuje w r.sz.m.). Dodam, że
      ja nei miałam właściwie żadnych objawów choroby, poszłam na rutynowe bad.
      cytologiczne. To własnie taka podstępna choroba, któa w tym wczesnym I stadium
      nie daje żadnych objawów :(. Dlatego badajcie się dziewczyny nawet gdy nic nei
      dolega! Życze dużo zdrówka - agnieszka
        • tolka3 Re: chorowałam na raka szyjki macicy 06.03.06, 16:10
          Ula, czytając historię Twojej mamy, jakbym o swojej czytała. Jaki badania
          kontrolne lekarz zleca Twojej mamie? Moja mama wiek miała podobny (troszkę
          młodsza była), stopień zaawansowania choroby ten sam, leczenie: radioterapia
          plus chemioterapia. Potem przez jakiś rok tylko kontrole, lekarka zawsze
          mówiła, że jest wszystko ok, gdy zaczęły się bóle brzucha, też mówiła, że tak
          może być, że to skutki uboczne leczenia, nawet gdy pojawiło się krwawienie,
          mówiła to samo, nie zlecając żadnych badań. Konsultacja z innym lekarzem i
          badanie hist-pat potwierdziły nawrót choroby. Tym razem naciek na moczowód
          (skutek radioterapii), jelita niestety też zniszczone, jedna nerka została
          odłączona, założono mamie nefrostomię. Niestety po radioterapii tak bywa,
          TRZEBA koniecznie to kontrolować, może niech mama zrobi usg? Ja żałuję, że
          wcześniej nie zauważyłam, że w CO ją po prostu olali, że nie zrobiliśmy
          tomografii na własną rękę. Pisze to po to, żebyś nie dawała się zbyć. Jeśli
          mamę coś niepokoi, coś ją boli, róbcie badania, konsultujcie się z innym
          lekarzem.
          • b_a_l_b_i_n_k_a Re: chorowałam na raka szyjki macicy 06.03.06, 16:17
            Tolka, to było w CO w Wawie? Kto tak zbagatelizował sprawę? Pytam, bo moja mama
            jest pod ich kontrolą i też mam wrazenie że lekarka mojej mamy czasami olewa.
            Kiedy mama miała krwawienia z odbytu to machnęła reką i powiedziała, ze to od
            naświetlań.
            Na własna rękę musiałyśmy zrobić kolonoskopię i wycinki z owrzodzenia w
            jelicie. Okazało się, że to rzeczywiście od naświetlań, ale równie dobrze mógł
            to być nawrót!
            • tolka3 Re: chorowałam na raka szyjki macicy 06.03.06, 16:37
              Tak, to CO w Warszawie. Jeśli krwiawienie z odbytu to rzeczywiście raczej od
              naświetlań. Sprawdzę nazwisko lekarki (ale dopiero jak mama wyjdzie ze
              szpitala) i napiszę Ci na priva. na adres gazetowy mam napisać? Generalnie
              bardziej polecam szpital na Szaserów. Życzę zdrowia!
              • b_a_l_b_i_n_k_a Re: chorowałam na raka szyjki macicy 06.03.06, 16:42
                Ok, napisz na priv na gazeta.pl. Rak sz.macicy moze naciekać zarówno odbyt jak
                i pęcherz, dlatego byłam okropnie zła, że nawet nie chcieli sprawdzić co
                powoduje te krawawienia. Moja mama jest w remisji od trzech lat, jeszcze
                conajmniej przez dwa lata powinna być pod stałą opieką i kontrolą onkologa.
                Tymczasem w CO nie można sie doprosić nawet o głupią morfologię czy USG.
                Badania kontrole tam to fikcja.
                • tolka3 Re: chorowałam na raka szyjki macicy 06.03.06, 16:49
                  Balbinka jest dokładnie tak jak piszesz. Przeraża mnie to, bo już o kilku
                  podobnych przypadkach słyszałam... Tam nie robią żadnych badań kontrolnych. Nie
                  ma innego wyjścia jak kontrolować się samemu. Ale jeśli by się coś działo,
                  zmieńcie szpital może, choć wierzę, że wszystko już będzie dobrze.
                  • kalinosia Re: chorowałam na raka szyjki macicy 06.03.06, 20:43
                    heh, muszę stanąc w obronie CO w W-wie. Sama się tam leczyłam i jestem pod ich
                    opieką. Badania kontrolne mam robione bardzo często, wręcz mój lekarz sam mi
                    przypomina o nich. Znam wielu lekarzy z Kliniki Ginekologii i nie mogę złego
                    słowa o nich powiedzieć. Sama wiele zawdzieczam CO i lekarzom z ginekologii.
                    Tylko dzięki temu, że tam trafiłam mam macicę. Wszędzie indziej chcieli mi ją
                    usuwać a w 1 szpitalu chcieli usunąć wszystko. W CO się okazało, że mogę być
                    poddana operacji oszczędzającej i dzięki temu moge być matką. Opieka była
                    wspaniała. Ja dziękuję Bogu, że tam trafiłam, że trafiłam na cudownego lekarza.
                    Tyle ode mnie. Pozdrawiam ciepło życząc zdrowia - agnieszka
                    • ulaw2 Re: chorowałam na raka szyjki macicy - do Tolki 07.03.06, 07:31
                      Więc jednak moje odczucia są słuszne.Wiesz w przychodni do której jeździmy na
                      kontrole zalecają tylko rutynowe badania tj.morfologia. Termin badania usg mama
                      ma na PAŻDZIERNIK 2006!.Uwierzycie? Dzisiaj kazałam mamie zrobić kwas moczowy
                      bo podejrzewam to o czym piszesz czyli moczowody albo nerki.Z wynikiem wybieram
                      się do lekarza. Robiłyśmy usg niby wszystko okey z nerkami ale nie bardzo
                      wierzę.Tolka po jakim czasie od skończenia leczenia był nawrót?Moja mama nie ma
                      krwawień ale ma okresowo bardzo duże upławy.A odnośnie traktowania lekarzy to
                      już brak mi słów. Boję się że znowu mnie oleją.
                        • tolka3 Re: chorowałam na raka szyjki macicy - do Tolki 07.03.06, 11:19
                          Nawrót był po ok półtora roku. Tzn wtedy rozpoznany, symptomy były dużo
                          wcześniej. Leczenie teraz to tylko chemioterapia, bo maksymalną dawkę
                          naświetlań mama wzięła podczas pierwszego leczenia. Wzięła 6 cykli chemii, 2
                          miesiące temu był ostatni. Dalsze leczenie na razie nie jest mozliwe ze wzgledu
                          na zly stan ogolne, teraz mama bedzie dostawala leki na wzmocnienie organizmu.
                          I nie wiadomo co dalej :( Chemię mama znosiła kiepsko, bardzo źle się czułą,
                          bardzo osłabła. teraz jest już lepiej. Niestety masa nowotworowa nie
                          zmniejszyła się po chemii, nawet powiększyła się trochę, na szczęście nie ma
                          przerzutów.
                          • ulaw2 Re: chorowałam na raka szyjki macicy - do Tolki 07.03.06, 11:52
                            Powiedz mi jeszcze jakie objawy miała Twoja Mama ze strony pęcherza i nerek?
                            Wiesz już sama nie wiem o co pytać, bo czy tak naprawdę to my powinnyśmy
                            diagnozować swoje Mamy?.Szlag mnie trafia!!!
                            Nie wiem co zrobią w przypadku mojej Mamy, aż boję się myśleć a najgorsze że
                            ona nie chce słyszeć o szpitalu.Co można zrobić jeszcze po takich paliatywnych
                            naświetlaniach?. Boję się strasznie.
    • gemini091 Re: Jak to było z nami 09.03.06, 11:17
      U mojego taty 20 listopada 2004 roku wykryto raka płuc IIIA. W kwietniu
      ubiegłego roku miał usuniety płat płuca, W sierpniu przerzut do mózgu.
      Nieoperacyjny. Miał robiony Gamma Knife. Po dwóch miesiącach kolejne dwa
      przerzuty w mózgu ikomórki rakowe w płynie mózgowo-rdzeniowym.Chemia+
      naświetlanie. Mó tatomieszkał w Chicago i tam był leczony. Tydzień temu wrócil
      do polski, do dzieci ,do rodziny. Czuje się dość dobrze, wierzy , że
      wyzdrowieje. Poszłam z nim do lekarza(był bardzo dobrze zdiagnozowany-wiadomo
      Stany), a ta po analizie dokumentacji zleciła bad krwi za miesiąc i usg, no i
      kontrol za miesiąc. Jestem przerażona.To co ja mam teraz czekać na kolejne
      przerzuty? Chyba zwariuję? Ja wiem , ze to nie ameryka. Poradżcie mi , co mam
      robić? Jakie są wasze doświadczenia?
    • armelia Re: Jak to było z nami 13.03.06, 15:06
      Dziękuję za miłe przyjecie. Nie bardzo sobie radzę jeszcze z pisaniem na forum.
      Jesli chodzi o moją mamę, to ma 56 lat, rak wykryto jakies 2 tygodnie temu.
      Miała upławy podbarwione krwią, trochę pobolewał brzuch. Do ginekologa nie
      chodziła regularnie, waściwie to nie była kilka lat. No i mamy efekty. Ciągle
      jestem jeszcze przerażona i szukam informacji gdzie się da, tak trafiłam tutaj.
      Na wyniku (po pobraniu wycinka) napisano "rak szyjki macicy 1B". Będzie
      operowana w Rzeszowie, bo tutaj mamy najblizej. Teraz jest w szpitalu i robią
      jej różne badania. Najbardziej boję się o te nerki. Ogólnie radzę sobie z tym
      wszystkim fatalnie. Cieszę się, ze jest to forum, bardzo. Dziekuje za życzliwe
      slowo, to daje odwagę i nadzieje, że będe mogła siedo was zgłaszać i pytać.
      Pozdrawiam bardzo serdecznie.
      • kalinosia Re: Jak to było z nami 13.03.06, 21:04
        witaj, czytałas moje wątki? Ja tez miałam r.sz.m. 1B1. Miałam operację
        oszczędzającą (mam macicę), żadnych chemii i lamp i jestem zupełnie zdrowa :).
        Operację miałam 2,5 roku temu. Ostatnia cytologia to II :). Całe szczęście, że
        u Mamy wykryto to w I stadium bo wcześnie wykryty rak to szansa na całkowite
        wyleczenie . A ja jestem tego zywym przykładem :).Zdrowia życzę i jeśli
        chciałabyś pogadać to kliknij na gg 2811716 - agnieszka
        • armelia Re: Jak to było z nami 13.03.06, 21:50
          Dzięki. Odezwę się na gg jak tylko Cię zobaczę. Czytałam chyba wszystko na tym
          forum, dlatego odważyłam się napisać. W moim otoczeniu nie znam nikogo, kto
          miałby podobne doświadczenia. Ja strasznie się boję o mamę, żeby nie znalazło
          się tam coś jeszcze, żeby to dało się wyleczyć. Nie moge sobie darować, że
          wcześniej nie zaciągnęłam jej do ginekologa. Być może w tym tygodniu będzie
          mieć operację, ale w jej wieku to ma już być radykalne wycięcie wszystkiego
          (nie pamiętam jak to się nazywa), tak mówi lekarz.
          • b_a_l_b_i_n_k_a Re: Jak to było z nami 14.03.06, 10:06
            Pełna histeroktomia :-) Jesli kobieta nie planuje mieć więcej dzieci i jest w
            wieku okołomenopauzalnym, to lekarze zalecają jej wycięcie wszystkich narządów
            rodnych razem z jajnikami. Robi sie tak, ponieważ są to potencjalne drogi
            dalszego szerzenia się choroby.
            Jeśli mama bedzie mieć wyciete jajniki, niech poprosi zaraz na pierwszej
            wizycie o plasterki hormonalne. Moja mama tak zrobiła i dzięki temu łagodniej
            zniosła skutki usunięcia jajników-taka operacja to hormonalny szok dla
            organizmu.
            Armelia, wiem, co czujesz, ja też miałam ogromne wyrzuty sumienia, ze nie
            dopilnowałam mamy. Ale to już za nami, nie zmienimy tego co było, teraz trzeba
            wziąć się w garść, choć to ogromnie trudne, i walczyć.
            Pisz jeśli masz jakie pytania, a nawet jak nie masz to też pisz- ściskam Cię
            mocno :-)
    • niebieski_motylek Re: Jak to było z nami 02.04.06, 16:23
      Tato rak prostaty : dwa lata choroby... zmarl 5 lat temu. Meczyl sie
      Mama 74 lat zdiagnozowana z rakiem piersi- her+++ - do dzisiaj nie moge
      uwierzyc,
      Przezyla chemie... ciezko ale przezyla.... narazie cisza..minal rok..
      zmienilo mnie to....trzeba z kazdego dnia sie cieszyc.... zyc pelnia zycia.. i
      pamietac ze nigdy nie jest tak zle zeby nie moglo byc jeszcze gorzej..

      aska
    • julkaaaa Re: Jak to było z nami 24.04.06, 13:31
      Moja mama jeździła po lekarzach i szpitalach przez około 2 lata zanim wkońcu
      stwierdzono u niej szpiczaka. Przez tak długi czas lekarze leczyli ją na
      korzonki! Dawali leki przeciwbólowe jak mama nie mogła już chodzić i się ruszać.
      Najpierw okazało się, że ma złamanie w kręgosłupie! Chodziła tak z nim wiele
      tygodni. Teraz jest po 6 seriach chemioterapii i właśnie jest na badaniach
      kontrolnych. Nic nie wiadomo.
      Pozdrawiam Was
      • sajgonetka Re: Jak to było z nami 28.09.06, 15:23
        mój tato choruje na szpiczaka mnogiego.
        wykryto go przypadkowo.
        miał już 6 chemii.
        teraz comiesięczne wlewki pamifostu i badania kontrolne.
        jest dobrze. tzn. nic mu się nie złamało, "skurczył" się o ok. 8 cm.
        ubytków wagi nie ma, przerzutów też nie ma.
        najważniejsze to dobre samopoczucie. i optymizm. i wiara w to, że będzie dobrze.

        najgorsze już za nami. mam taką nadzieję. [jak kogoś interesuje, to w
        sygnaturce znajdzie więcej]
    • mari401 Re: Jak to było z nami 24.04.06, 16:47
      Mój mąż ma raka płuc z przerzutami do mózgu.Diagnoza na początku marca tego
      roku.Leczenie paliatywne.Dostał 2 chemie i 5 naświetleń głowy.W trakcie
      naświetlań bardzo osłabł i boli go głowa. W tej chwili jest trochę lepiej,
      dostaje leki zmniejszające obrzęk mózgu i przeciwbólowe. Jest bardzo dzielny. Ja
      jeszcze nie mogę sie z tym pogodzić.Od jakiegos czasu zagladam na forum, ale
      dopiero dzis postanowiłam napisać o nas.Może ktoś jest w podobnej sytuacji.
      • estelka1 Re: Jak to było z nami 25.04.06, 19:51
        Moja mama w lipcu ub. roku miała zdiagnozowanego raka płuc. Na szczęście bez
        przerzutów. Jest po 4 chemiach, 27 naświetlaniach płuc i 12 profilaktycznych
        naświetlaniach głowy. Onkologicznie w tej chwili jest ok, co dzisiaj po wielu
        przeprawach potwierdzono. ALe mama boryka się z różnymi dolegliwościami po
        radioterapii (pisałam o tym w wątku "przeżyłam horror"), omdlenie, zaburzenia
        równowagi, pamięci, słuchu, koncentracji, straszne osłabienie... Dużo tego, ale
        organizm powoli wraca do normy. Jeśli masz jakieś pytania lub chcesz
        porozmawiać, a ja mogę Tobie pomóc, to pisz śmiało. Czy tu na forum, czy na
        priva, jak Ci wygodniej.
        • mari401 Re: Jak to było z nami 25.04.06, 21:38
          Jaki typ nowotworu ma twoja mama i w jakim stadium? Czy guz zniknął czy tylko
          się zmniejszył. Mój maż ma niedrobnokomórkowy rak płuc typ gruczolakorak.
          Wyczytałam, że nizbyt wrażliwy na chemię.Czy mama była operowana?Mąż ma 39 lat
          • estelka1 Re: Jak to było z nami 26.04.06, 09:06
            Moja mama ma drobnokomórkowego raka płuc, czyli takiego którego z zasady nie
            operują, tylko leczą chemią i radioterapią. Na szczęście został wykryty w
            stadium, kiedy jeszcze nie było przerzutów. Guz zmniejszył się już po drugiej
            chemii, po czwartej wcale go nie było i tak jest do dziś. Ale w międzyczasie
            mama miała też radioterapię, najpierw płuc, a potem mózgu - bo tam najszybciej
            pojawiają się przerzuty. Leczenie onkologiczne skończyła ponad dwa miesiące
            temu, teraz niestety walczymy ze skutkami ubocznymi (zwłaszcza naświetlania
            głowy zrobiły straszne spustoszenie w organiźmie). I cały czas modlimy się o
            to, by nie było nawrotu choroby oraz przerzutów. A taka obawa była. Wczoraj
            tomografia wykazała, że w głowie jest czyściutko. Pozdrawiam, Agnieszka
    • monique_1 Re: Jak to było z nami 27.04.06, 13:14
      Witam wszystkich,
      dopiero dzisiaj zauwazyłam, ze mam sie tutaj wpisac
      jezeli jestem na tym forum pierwszy raz.
      No ale juz wczesniej zaczelam watek "rak zolodka" wiec teraz się przedstawie .
      No to pisze jak to bylo z nami czyli z moja mama i mna.
      Lekarze mimio duzego spadku wagi i innych
      symptomow "nowotworowych" (o czym dowiedzialam sie
      dopiero jak bylo juz po operacji) skierowali mame na operacje z zupelnie innym
      rozpoznaniem.
      Zabieg mial byc dosyc maly. Jak operacja zaczela sie przeciagac z godziny do 5
      juz wiedzielismy ze cos jest nie tak.
      Okazalo sie, ze to nowotwor zolodka w stadium zaawansowanym.
      Nasz szok byl olbrzymi, ale mysle
      ze wszyscy z tego froum tego doswiadczyli.
      Koszmarne jest powiedzenie najkochanszej
      osobie, ze operacja sie udala,
      ale niestety nie byla jest inny problem rak.
      O opiece szpitalnej nie wspomne bo sami wiecie czego się można spodziewac
      (podawanie lekow, ktore nie powinny byc podane,
      brak kompetencji pielęgniarek, zapominanie o podawaniu lekow i tak bym mogla
      dlugo)
      Obecnie mama jest po radioterapii i chemioterapii
      za dwa tygodnie sprawdzenie czy cos to dalo……
      Pozdrawiam
      Monika


      • liina Re: Jak to było z nami 28.04.06, 11:21
        WItam!
        Ja tez teraz zauwazylam dopiero ten wątek:-)
        Napisze krotko i zwiezle. Moja mama majac raka jajnika i brzuch wielkosci
        polowicznej ciazy nie byla w ogole na nic leczona, bo wszytko wedlug kilku
        ginekologow bylo ok, jeden twierdzil, ze to krzyz, drugi, ze psychika...
        Na USG pisali "jajniki w normie", ale wymiarow jajnikow nie podawali. Widac
        norma dla nich byla bardzo plynna.Mama robila przez ostnie 6 miesiecy przed
        faktycznym rozpoznaniem 6 razy USG ( wszytkie prywatnie, bo lekarze na NFZ nie
        widzieli potrzeby), brzuch rosl golym okiem, twardy byl jak cegla.
        Pisali:" narzad rodny w normie".
        Powiedzcie mi, gdzie ci lekarze sie ucza? Co oni studiuja? Czy oni cos w ogole
        wiedza?
        • monique_1 Re: Jak to było z nami 28.04.06, 11:55
          No własnie. Ma sie wrazenie, ze dla nich wazna jest tylko ich dzialka.
          Jak sie zajmuja chemioterapia to juz ich nie interesuja np. objawy
          uboczne.Dorwalam kiedys w internecie taki material - poradnik dla pacjentow
          onkologicznych. Dosyc fajna rzecz bo tlumaczy mechanizmy radio i chemioterapii
          i mozliwosci np powiklan i w tym materiale po kazdym wytlumaczonym objawie byl
          tekst: o szczegoly prosze pytac lekarza prowadzacego :-))))Powiedzialam mamie
          zeby tak zrobila i lekarz usmial sie i powiedzial a skad pani to wogole
          wytrzasnela. A pisal ten poradnik jego kolega po fachu....
          Poza tym lekarze wiedza, ze jakis rodzaj leku moze powodowac bole i np. silna
          biegunke, przeciez moga o tym powiedziec pacjentowi i dac mu na zapas
          lekarstwa, tak zeby nie musial przyjezdzac jak wlasnie lezy w toalecie i
          naprawde nie moze czekac na przyjecie u lekarza pol dnia.
          lekarze onkolodzy odsylaja pacjentow do lekarzy ogolnych z problemami innej
          natury niz onkologiczne i teraz pojawia sie problem bol problem onkologiczny
          czy juz nie??? A jezeli pacjent trafi do lekarza wewnetrznego bo ma do niego
          latwoiejszy, oczywiscie za pieniadze, dostep to ten lekarz rozklada rece dalby
          cos przeciwbolowego ale nie wie jak to dziala przy chemii. TO NIECH SIE DOWIE!.
          Dla niego taka wiedza jest bardziej dostepna niz dla pacjenta.
    • majo-m2 Re: Jak to było z nami 04.05.06, 23:32
      Dwa i pól roku temu okazało się,że mój mąż jest chory na raka jelita
      grubego.Wcześnie widziałam ze chudnie i brak mu energii.Potem doszły bóle
      brzucha.Lekarz rodzinny zrobił podstawowe badania oraz USG,które wyszły dobrze
      i zaczą leczyć męża m.in no-spą.Bóle się nasilały ,więc zastosowano antybiotyki.
      Bóle tak się nasiliły,że mąż po rpzyjściu z pracy leżał na kanapie z
      podkurczonymi nogami.Wreszcie po kilku miesiącach lekarz wyczuł przez dotyk
      guza i skierował męża na badania do szpitala.Okazałó się,że to faktycznie guz
      umioeszczony w esicy.Ordynator /internista/ powiedział,że to z dużą dozą
      trafności to nowotwór.Natychmiast skierował męża do szpitala wojewódzkiego na
      onkologię.Po kilku dniach mąż był po operacji.Lekarz,który go operował spytał
      mnie jak mogliśmy dopuścić do takiego rozwoju guza-był wielkości gęsiego
      jaja.Nie skomentował mojej informacji ,że kilka miesięcy mąż był leczony przez
      lekarza rodzinnego.stwierdził tylko,że wystrczyło zrobić badania na krew
      utajoną.Nowotwór był zaawansowany III stopnia z naciekami na błonę sluzową.
      Całe szczęscie,że węzły chłonne nie były jeszcze zaatakowane,Ijeszcze to
      szczęscie ,że guc zamknął światło jelit i że mąż miał te bóle.
      Bezpośrednio po operacji lekarz stwierdził,że będzie potrzebna chemia.Potem
      jednak chemii nie zastosowano.
      Mąż w początkowym okresie co 3 m-ce robił badania,teraz raz na pól roku.Jednak
      ja się niepokoję.badania polegaję na oznaczeniu markerów CAE i USG jamy
      brzusznej.Kiedyś mąż robił USG W SZpitalu w Elblągu i wówczas radiolog
      powiedział,że powinien robić badania również wątroby i płuc,ponieważ ten rodzaj
      guza "lubi" dawać przerzuty do tych organów.Jednakże lekarz -onkolog prowadzący
      nie widzi takiej potrzeby.
      Niepokoi mnie to,że każde kolejne badanie markerów wykazuje stały ich
      wzrost.Poziom ich jest w normie ale dlaczego rosną?
      USG jamy brzusznej wychodzi dobrze.
      Ale czy powinnyśmy na tym poprzestać?
      Przyznam się,że się boję iż możemy coś przeoczyć.Mąż ufa lekarzowi,który go
      prowadzi i nie wiem jakbym miałabym go przekonać do dodatkowych badań.I jakie
      badania powinien jeszcze wykonać?
      Może ktoś mi pomoże i odpowie na dręczące mnie wątpliwości.
      będę bardzo wdzięczna

      • kwiecinska Re: Jak to było z nami 05.05.06, 17:30
        Witaj,

        nie powiem Ci jakie badania powinniscie wykonac bo sie na tym nie zznam (moze
        Lina pomoze..??), natomiast wypowiem sie w innej kwestii.

        Koniecznie poproscie lekarza prowadzacego o dodatkowe badania i nie przyjmuj
        odpowiedzi "nie". Zrobcie to chociazby dla swietego spokoju.
        Niektorzy lekarze nie kieruja na badania, bo kazde badanie to koszta dla ich
        placowki (niestety spotkalam sie z takimi lekarzami).

        Moja mama tez myslala ze wszystko jest w porzadku. Tym bardzej ze lekarz nie
        kierowal na bardziej skomlikowane badania, a z tych podstawowych wszystko
        wychodzilo ok. Ja prosilam ja i przekonywalam zeby zrobic jakies inne badania,
        pojsc do innego lekarza.. Niestety nie udalo mi sie wowczas jej przekonac.
        Ona ponad to, tak bardzo przezywala swoja operacje ze chciala o tym wszystkim
        szybko zapomniec i nie dopominala sie u lekarza badan oraz niedopytywala sie o
        wszystko.
        Stalo sie najgorsze i teraz moge winic tylko swoja slaba sile perswazji,
        niewiedze lekarzy itd.

        Koniecznie porozmawiaj z mezem i postaraj sie wytlumaczyc, ze lepiej teraz
        zapobiec niz pozniej leczyc. Skonsultujcie sie z innym lekarzem (jak bedzie
        trzeba) i rozwiejcie wszystkie watpliwosci. Niestety III gr to bardzo powazne
        zagrozenie dla zdrowia i nie mozna nad tym przejsc do porzadku dzienego liczac
        przy okazji, ze skoro lekarz jest specjalista to nic zlego nam nie grozi.

        Pozdrawiam i zycze duso sily. Wierze, ze wszystko bedzie dobrze.
      • liina Re: Jak to było z nami 05.05.06, 19:30
        Witam Cie!

        Wiesz, najlepiej bedzie jak meża przyproeadisz na to forum i niech poczyta nasze
        historie, to wtedy zobaczy, ze ci co ufali, to najczesciej zle konczyli albo
        mieli potem duzo problemow, ktorych miec nie musieli, dlatego nie nalezy nikomu
        ufac do konca, bo lekarz to nie Bog.Czasem nawet jak chce dobrze, to mu nie
        wychodzi, ludzie sa omylni, a do tego maja czasem zle cechy charakteru.

        Nie rozumiem Twojego meza, bo juz gerelanie doświadczył glupoty lekarza
        rodzinnego, ktory go doprowadzil do tego stanu, wiec chyba pownien zrozumiec, ze
        taka sytuacja jest mozliwa i kolejnym razem jesli nie wezmie sprawy w swoje
        rece. Zwroc mu na to uwage, ze lekarz rodzinny ladnie go wyprowadzil..., a
        dlatego, ze pewnie tez mu ufal i nie poszedl sam na USG.

        USG nie ma co ufac, znam wielu radiologow, ale praktycznie spotkalam sie tylko z
        jedynm lekarzem, kobieta radilogiem, ktora jest dobra, reszta lekarzy to bajki
        opowiada.
        POza tym na USG nie widac za dobrze wody w jamie brzusznej w przypadku raka, bo
        jelita same w sobie nornalnie sa w wodzie czesciwo, aby mogly sie poruszac bez
        tarcia, wiec jesli na USG widac wode nawet, to nigdy do konca nie jest wiadome,
        czy to ta normalna woda czy ta zla, no chyba, ze jest juz jej litr lub wiecej,
        ale wtedy to juz nie ma co kogos ratowac.Robcie tomografie, moze cos wiecej wykazac.
        Jesli markery rosna, to absolutnie powinniscie na to zwrocic uwage lekarzowi.
        Przeswietlnie pluc obowiazkowo co jakis czas, jesli lekarz onkolog nie widzi
        powodu do zrobienia tego, to nie nalezy sie bac powiedziec tego, co wam
        powiedzial inny lekarz radiolog.
        Pluca przeswietlac, USG watroby robic, najlepiej na aparacie z Dopplerem.

        Raz jeszcze powtarzam, przyprowadz go na to forum i niech poczyta ile osob ufalo
        i poszlo na temten swiat juz. Pewnie, ze rak jest ciezka choroba i wiekszosc
        ludzi umiera na niego i nawet gdyby nasi bliscy i tak i tak mieli umrzec, to
        gdyby w pore byl rak wykryty, to by zyli moze latami albo zostali calkiem wyleczeni.
        Ja niestety moge moja mame ogladac tylko na zdjeciu teraz,nie z winy mamy...
        Powiedz mu, ze nie chcesz go ogladac tylko na zdjeciu, a odwiedzac na
        cmentarzu.Moze to nim troche potrzasnie, bo to nie sa przelewki.

        • tolka3 Re: Jak to było z nami 11.05.06, 15:35
          > USG nie ma co ufac, znam wielu radiologow, ale praktycznie spotkalam sie
          tylko
          > z
          > jedynm lekarzem, kobieta radilogiem, ktora jest dobra, reszta lekarzy to bajki
          > opowiada.

          Możesz polecić?
    • bozenazaba Re: Jak to było z nami 11.05.06, 12:51
      Od kilku lat miałam problemy z miesiączkami, były obfite, bolesne i w różnych
      terminach,a bardzo chciałam urodzić drugie dziecko. Wtedy lekarz stwierdził, że
      pomoże terapia hormonalna. Bez żadnych dodatkowych badań i
      konsultacji "eksperymentował" z moim ciałem, zmieniał leki, 2 razy mnie w tym
      czasie operował (wyrosły mi torbiele na jajnikach po lekach)i tak po kilku
      latach i 40 kilogramach później stwierdził, że nie wie co ma robic dalej.
      Ponieważ dolegliwosci utrzymywały się dalej, a ja nie dawałam mu "spokoju"
      zdecydowała się na pobranie materiału z tzw. wyskrobania macicy do badań.Stało
      się to we wrzesniu 2004r. Po pobraniu stwierdził że juz wie "co jest grane", że
      mam stan zapalny i poda antybiotyk (kolejny) tylko trzeba poczekac na wyniki
      aby podac własciwy. Gdy przyszłam do niego w październiku (zg. z umową) nie
      wiedział jak ze mną rozmawiać. Okazało się że mam raka trzonu macicy w formie
      naciekowej wysoko dojrzałego. Nie umiał spojrzeć mi w oczy. Poddałam się
      operacji (całkowite usunięcie narządów rodnych wraz z węzłami chłonnymi), w
      badanych po wycięciu narządach nie stwierdzono zmian nowotworowych. Hurra! mam
      się cieszyć. Nie poddano mnie chemioterapii ani naświetlaniom, jeżdżę co 3
      miesiące do kontroli. I wszystko byłoby ok, gdyby nie mały problem. Mam 39 lat,
      a ponieważ rak miał podłoże hormonalne nikt nie weźmie odpowiedzialności i nie
      poda mi terapii zastępczej. Jestem bez narządów, bez hormonów.....i czasami bez
      chęci do życia. Sama wychowuje dziecko, rodzina daleko, w pracy nikt nie
      rozumie że potrzebuję urlopu aby pojechac na badania - kogo to obchodzi,
      przecież to moja sprawa. Mam problem z nadwagą, nadciśnieniem, stawami.....Może
      znajdzie się ktoś , kto jest, był lub zna sytuacje podobna do mojej. Prosze o
      pomoc.
          • bozenazaba Re: Jak to było z nami 12.05.06, 19:30
            Bardzo Ci dziękuję! Proszę powiedz jak się czułaś, jak znosiłaś zmiany
            nastrojów, uderzenia gorąca, stany lękowe, czy tez miałaś problem z wagą? Ja
            jestem potwornie nerwowa, byle głupstwo powoduje że zachowuje sie jakby to był
            koniec świata. Zachowuje się czasami jak histeryczka, boję się że nie zdążę, że
            czegoś nie zrobię. A moja pamięć to jak sito, i to takie z dużymi okami.
            Najdziwniejsze jest to że wczesniej bałam się śmierci, i to bardzo! a teraz już
            nie, a raczej prawie nie. Nie umiem rozmawiać z moimi bliskimi, a raczej to oni
            nie potrafią słuchać. Czasami chciałabym tylko powiedzieć że źle się czuję,
            jestem ciągle zmęczona, nie mam siły - i tylko powiedziec, wiesz móc się
            wygadać,ale zaraz wszystko jest przerywane i siostry opowiadaja jakie to one
            mają kłopoty. Ja wiem że one nie radzą sobie z tą sytuacja, moja mama zmarła na
            tego samaego raka co mam ja, jak miałam 13 lat i one się boją. A są ode mnie
            starsze o 10 i 11 lat, a brat o 6 lat. Myślę że są szczęsliwi że mieszkają
            oddaleni o 300 km. A mój ojciec jeszcze gorzej. Jak się z nim spotkam to
            czasami chciałabym aby mnie przytulił, powiedział że jestem silna, że dam radę
            i że będzie dobrze, a on tylko cały czas narzeka jaki jest chory. Jestem tym
            wszystkim zmęczona. Tylko mój 17 letni syn najwięcej rozumie. Zresztą jesteśmy
            sami, skazani tylko na swoje towarzystwo może dlatego.
        • bozenazaba Re: Jak to było z nami 12.05.06, 19:15
          Leczę się w Centrum Onkologii w Gliwicach. W pobranych do badań materiałach po
          operacji nie wykryto nigdzie zmian nowotworowych, dlatego nie poddano mnie
          chemioterapii i naświetlaniom. Nowotwór stwierdzono przed operacją, gdy pobrano
          wyskrobiny z macicy do badań.
          • gnulka Re: Jak to było z nami 13.05.06, 23:38
            Bożenko!
            Z wagą mam problem do dzisiaj(minęło prawie 6 lat). Miałam uderzenia
            gorąca,ogólne zniechęcenie, niewiarę w to ,że życie może się jakoś ułożyć.Przez
            pół roku dochodziłam do siebie fizycznie i psychicznie.Ale potem powiedziałam
            sobie, że wszystko ma dobre strony: skończyły się krwotoki w czasie
            miesiączki ,choróbsko wycięte. Przestałam przejmować się błahostkami, które
            przedtem były ważnymi sprawami- zupełnie inna perspektywa.
            Uderzenia gorąca przeszły po 3 tygodniach brania ziół-duża ulga.
            Optymistycznie podchodzę do świata- pomagają mi w tym kłopoty z pamięcią- nie
            rozpamiętuję przeszłości.
            Nie dziw się że twoi bliscy nie potrafią cię zrozumieć. Kto czegoś nie przeżył,
            nie wczuje się w sytuację.A z drugiej strony, tak jak ciebie męczy słuchanie o
            ich dolegliwościach, ich niepokoją twoje.( a najpewniej boją się o tym
            rozmawiać).
            Bożenko,jestem pewna że dasz sobie radę. Jesteś ZDROWA i najgorsze już za
            tobą.Może być tylko lepiej.Fajnie ,że masz taki dobry kontakt z synem , w tym
            trudnym wieku ( 17 lat)to duża sztuka.
            Swoją drogą zadziwiłam się, że był stwierdzony zaawansowany rak ,a po operacji
            go nie ma. Rozumiem,że w rezultacie nie miałaś raka?
            To byłaby pozytywna wiadomość.
            Pozdrawiam cię serdecznie
            Trzymaj się
            Ania
            • bozenazaba Re: Jak to było z nami 14.05.06, 17:57
              Dziękuje Ci Aniu! Cieszy mnie że są zioła które pomogą, ale jak możesz to
              napisz mi jakie. Niestety raka miałam ale lekarz przy pobieraniu wycinka do
              badań tak się przyłożył że wyciął go w całości. Rak zajmował 65% badanego
              materiału. Więc masz rację - to jest powód do radości. Pozdrawiam. Bożena
    • ewusia13 do majo-m 11.05.06, 23:54
      witam jak przeczytałam historię twojego męża to jest ona identyczna jak mojego
      ojca. tez długie leczenie nospą i innymi tego typu ażw końcu operacja i guz w
      III stopniu zaawansowania. twój post mnie podbudował bo ja osobiście czasem mam
      złe dni i boję się, że coroba będzie szybko postępowała ale jak widzę twój mąż
      jest już po operacji 2,5 roku i jest dobrze. mam nadzieje, że z moim ojcem też!!!

      a swoją drogą to dlaczego nie zastosowano chemii? leczono go w inny sposób? mój
      ojciec ma chemie, własńie bierze 3 serię. operacje miał 3,5 miesiąca temu

      jeszcze jedno pytanie- czy twój mąż miał wyłonioną stomię?

      pozdrawiam serdecznie
      p.s. siłą zabierz męża na badania kontrolne!!!
      • ewusia13 Re: do majo-m 11.05.06, 23:58
        zapomniałam doda,że z moich informaacji jakie udało mi sięzdobyćprzy tego typu
        nowotworze powinno się wykonywać:
        usg jamy brzusznej
        rtg płuc
        markery
        kolonoskopię
        tomografię komputerową

        TRZYMAJCIE SIĘ!!!!!!!!

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka