Dodaj do ulubionych

co robić żeby pomóc a nie zaszkodzić - nowotwór

18.03.06, 14:58
Jestem tu pierwszy raz. Moja mama została wypisana ze szpitala 16.02.2006 r.
z diagnozą raka trzustki –nie operacyjny i nie nadający się pod chemioterapię
ani radioterapię, a choroba dała o sobie znać dopiero miesiąc przed pójściem
do szpitala. Trafiła do szpitala 02.02.2006 r.z bólami kręgosłupa, po
tygodniu 9.02.2006 r. miała operację ze względu na pojawienie się żółtaczki
mechanicznej. Gdy 16.02.2006 dostaliśmy diagnozę lekarz stwierdził, że musimy
zdecydować czy przewozimy mamę na oddział paliatywny, gdzie będzie czekała na
onkologa (miał być dopiero za tydzień, później okazało się że był dopiero za
dwa tygodnie) czy zabieramy do domu. Nad tym nie musieliśmy się zastanawiać.
Wzieliśmy mamę do domu, a następnego dnia (17.02.2006) udaliśmy się do
polecanych przez rodzinę, znajomych specjalistów - do innych miast. Nie dali
nam nadziei, ale przynajmniej wytłumaczyli co i jak jest z mamą. Jeden mówił
o ewentualnej operacji + zespolenia, co da - jak się powiedzie - może miesiąc
więcej życia. Drugi stwierdził, że owszem - jest to możliwe - jak się
powiedzie !!! - ale wg niego trzeba się zastanowić czy to humanitarne, gdyż
mamę zamęczymy i większość reszty życia spędzi w szpitalach.
Dlatego tez postanowiliśmy - i mama też-ze nie chcemy tej operacji.

Teraz żyjemy z dnia na dzień ciesząc się każdą chwilą spędzoną z mamą, każdą
łyżką pokarmu, jaką w siebie wciśnie , każdą jej zachcianką, każdym dniem,
kiedy mniej boli.

Odnośnie tego, co napisałam o jedzeniu – to lekarz powiedział nam
(17.02.2006) – chcąc nas przygotować, że w tym stanie w jakim mama jest w
ciągu najbliższych dwóch tygodni nie będzie już mogła jeść bo rak jest tak
się rozprzestrzenił rozprzestrzenia, że mama już na pewno nie będzie w stanie
nic zjeść, bo wszystko będzie wymiotowane.

Na razie jak widać mama po ponad czterech tygodniach nadal coś może „wcisnąć”
w siebie. Nie jest to niestety dużo, ale zawsze coś. A wczoraj po raz
pierwszy od bardzo długiego czasu miała ochotę na sezamki – człowiek się
potrafi cieszyć nawet z takich drobiazgów

Jesteśmy „na etapie” bólu w dolnej części kręgosłupa – głównie spowodowane
przez zaparcia. Tak też stwierdził lekarz z paliatywnego, który przyjechał na
wizytę, gdy mama miała silne bóle głowy.

Przyznam, że jak medycyna konwencjonalna nie dała nam już w ogóle nadziei
postanowiliśmy skorzystać z tej drugiej - niekonwencjonalnej
(bioenergoterapia) I to tylko dlatego, że mój wujek mając „wyrok” 1 miesiąca
życia (lekarze nie dawali mu więcej) – żyje po wizytach u Tej Pani –
bioenergoterapeuty już osiem lat.

Wiem, że może się łudzimy, ale wiem, że najgorsze byłoby się poddać i czekać
tylko na śmierć. Dlatego robimy wszystko żeby mama nie cierpiała i żeby miała
wszystko czego zapragnie.
Ta strona jest bardzo potrzebna bo czlowiek naprawde nie wie co i jak, ani
kogo sie spytac

Dopóki człowiek żyje jest nadzieja
Obserwuj wątek
    • tolka3 Re: co robić żeby pomóc a nie zaszkodzić - nowotw 20.03.06, 10:18
      Weroniki, trzymam za Was kciuki, ja, choć już troszkę mniej, wciąż wierzę w
      cuda! I wierzę, ze przed Wami jeszcze wiele wspaniałych chwil. Bo o wielu
      cudach w tej chorobie słyszałam, dlatego nie poddawajcie się. Pozdrawiam was
      serdecznie! Pisz tu częściej, co u mamy, u Was słychać.
      • weronika99 Re: co robić żeby pomóc a nie zaszkodzić - nowotw 21.03.06, 09:59
        Hej
        Mieliśmy ciężki poczatek tygodnia. Już było w miare w miare, ale mamę
        zaczęła boleć głowa - tak bardzo, że musieliśmy podać jedne z silniejszych
        zastrzyków przeciwbólowych (nie wspomnę, że lekarz z paliatywnego z chęcią
        dawałby mamie "kobylastą" dawkę codziennie i nawet nie pytając się czy boli
        mniej profilaktycznie podawałby coraz silniejsze).
        Ostatnio -gdyby nie ta głowa - bóle były tylko na dole kręgosłupa i to tylko
        takie, że najprostszy zastrzyk pomagał.
        Bioenergoterapeutka mówi,że mama naraz, jak najszybciej chce wyjść z choroby i
        dlatego wsystko w organiźmie pracuje, nerki zaczynają pracować i ciśnienie
        znacznie rośnie co wiąże się z mocnymi bólami głowy.
        Ale przez głowę mama nie chce jeść, nie chce pić. W niedziele zemdlała -
        myślałam, że .... Długo nie mogłam się uspokoić. Daliśmy jej kroplówki, odżywki
        i trochę może się poprawi. Juz nie wiem co robić, jak jej pomóc.
        Pani bioenergoterapeutka mówi, że kazdy organizm inaczej reaguje. Mówi, że u
        mamy wszystko dzieje się w bardzo szybkim tempie - ze względu, że mama ma dużo
        energii do życia i chce jak najszybciej wyzdrowieć. Osłabieniem mamy w ogóle
        się nie przejmuje - mówi, że tak musi być, bo mama wtedy jest rozluźniona i
        toksyny znajdują szybciej wyjście z jej organizmu.

        Wykończymy się :) Podziwiam mojego tatę, który codziennie jest przy mamie -
        modli się z nią, przebiera ją, podtrzymuje ją na duchu, robi jej codziennie
        rosołki z myślą, że może w końcu będzie chciała cokolwiek zjeść, a przede
        wszystkim patrzy na jej cierpienie i nie załamuje się , ani pozwala załamać się
        jej. A ja po pracy próbuje Go odciążyć, nieraz udaje mi się wziąć urlop. A w
        nocy tak jak na przykład dzisiaj trochę popłaczę w rękaw pidżamy męża i
        nasłuchuje ciągle czy mama na dole (mieszkamy w domu) "nie krzyczy" że ją głowa
        boli - bo do tej pory tylko ta glowa ją tak mocno boli - nie trzustka, nie
        plecy tylko ta głowa. Lekarz stwierdził, że może to przerzut (ale gorączki,
        która powinna niby przy tym być-nie ma. Temperatura ostatnia mierzona wczoraj
        to 36,6).

        Wierzę w cuda - i mam jeszcze nadzieje, że do niego dojdzie
        • rima Re: co robić żeby pomóc a nie zaszkodzić - nowotw 21.03.06, 13:00
          Weroniko... Tata twój jestr bardzo dzielny, ajk wy wszyscy. Moj tez byl, przez
          dlugie miesiace opiekowal sie mamą, mył ją karmił, woził, gotował,m pomimo iż
          nigdy w życiu tegio wcześniej nie robil. Bierz przykład z taty, bo to wielki
          dar dawany nam rpzez rodziców. Moja mama też w pewnym momencie zaczęła mdleć
          (nie sluchalabym w tej chwili bioenergoterapeutki o toksynach i innych). Mama
          miala na glowie taki neiwielki guzik i wsyzscy lekarze mowili zet o przerzu i
          być może był to przerzut ale nikt tego nie sprawdził do konca, jednak gdy jakis
          lekarz zrobilo mamie wyniki9 krwi i stwierdzil ze mama potrzebuje potasu,
          dostala kroplowke i okazalo sie ze i mama przestala mdleć. Moze warto to
          zasugerować lekarzowi.
          A prbowaliście plastrów przeciwbólowych Duragesic - zmienia się je co trzy dni,
          łatwe w użyciu, moze niewarto zeby lekarz robil zastrzykli moze starczy
          plaster? Daj znac jak się czuje mama.
          A moze spóbuj ją pokarmić Nutridrinkiem - wysokojakościowy pokarm w formie
          płynu.
          Pozdarwiam
          Iza
          • weronika99 Re: co robić żeby pomóc a nie zaszkodzić - nowotw 21.03.06, 13:36
            Plastrów nie próbowałam, gdyz moja sąsiadka, która jest pielęgniarką pracowała
            na paliatywnym kilka lat i mówi, że na razie dawać te zastrzyki. Nie wiem jak z
            potasem, ale tydzień temu miała robione wyniki i wyszedł dobrze. Tylko chyba z
            sodem????? było coś nie tak. Teraz mama dostała kroplówki i odżywki, ma
            założony wenflon i wszystko dostaje dożylnie. Wydaje mi się, że to brak
            jedzenia. Jak tylko coś włożyliśmy jej do ust to przez ostatnie dwa dni nam
            wypluwała (bardziej to była ślina niż wymioty). Jestem przerazona ze względu na
            ten brak jedzenia, bo ile wytrzyma jak nic nie włoży do ust.
            A nutridrinki są pożywne, ale mama i tak wszystko "pluje" a akurat ich nie
            lubi . Jak ostatnio przeszedł jej ten ból głowy to zaczęła trochę jeść -
            dlatego też mam nadzieje, że jak minie ten kryzys to znowu będzie coś jadła.
            I mam ogromną nadzieje, że Bóg nam pomoże (dzięki naszym modlitwom i przez ręce
            bioenergoterapeuty)i zostawi nam mamę, a jeśli nie to mam nadzieje, że
            pokieruje nas tak, aby mama nie musiała cierpieć.

            Jeszcze mnie trzymają zpewnienia bioenergoterapeutki, która mówi żeby się nie
            bać bo wszystko będzie dobrze. Gdyby nie to, że uleczyła mojego wujka z raka
            mózgu (miał żyć miesiąc - żyje już osiem lat) to pewnie nie miałabym aż tak
            wielkiej nadziei.
            Dziękuję za okazaną troskę. Jaka jest wielka potrzeba rozmawiania o tym, wie
            chyba tylko ten kto musiał to przejść
            Dziękuję jeszcze raz
            • liina Re: co robić żeby pomóc a nie zaszkodzić - nowotw 21.03.06, 14:51
              Weroniko,

              a jakie rokowania miał Twój wujo? Był poddany operacji? Chemii? Naświetlaniom?
              Gerelanie jestem duza wolneniczka natury i przyrody, wiem, ze mozna leczyc za
              pomoca bioterpii , o ktorej pisze duzo Klimuszko w swoich ksiazkach, ale nie do
              konca jestem przekonana o tym, ze moze ona hamowac rozwoj komorek rakowych.
              Bardziej do mnie przemawiaja ziola.Robilam sama np. wyciagi alkoholowe z huby
              brzozowej. Na wiosne bede robic sok z pokrzywy z miodem ( UWAGA! trzeba szukac
              pokrzywy, ktora nie bedzie zawierala siusiu pieska w swoim składzie). Ostatnio
              zajelam sie robieniem octu jablkowego,za 2 tygodnie bedzie gotowy:-)
              Rak , generalnie choroba , moze powstawac na skutek zlego, nieuporzadkowanego
              przeplywu energii i mozna ja regulowac za pomoca medytacji albo np. przytulajac
              sie do drzew, np. do brzozy ( do niektorych drzew nie nalezy sie przytulac,
              kazde drzewo ma inne wlasciwosci)albo np. za pomoca bioterapii.Odnośnie drzew,
              to mozna sobie zrobic naszyjnik z kory i lisci danego drzewa i nosic go na
              szyji lub zakladac do snu:-), aby w nocy sie wyrownywal przeplyw energii:-)
              Klimuszko opisuje w swoich ksiazkach jak takie zabiegi bioterapii
              wygladaja.Mysle, ze moze byc to pomocne na pewno, o ile sie nie trafi na
              oszusta. NA pewno sa ludzie, ktorzy maja mniej lub wiecej takich właściwosci
              leczniczych, ale czy potrafia wstrzymac rozwoj raka? Nie wiem.
              Zły przeplyw energii moze powstawc na skutek nawet materialu , z ktorego jest
              zbudowany dom lub blok i ludzie sobie z tego nie zdaja sprawy. Nie wolno klasc
              na podzlodze linoleum, bo jest rakotworcze i masa innych rzeczy do tego...

              Piszesz o tym, ze ta kobieta uleczyla Twojego wujka, a czy kogos jeszcze
              uleczyła?
              • weronika99 Re: co robić żeby pomóc a nie zaszkodzić - nowotw 21.03.06, 15:29
                Wyjaśnie na początku, że nie wiem kim ta pani do końca jest:śmieszne, ale moja
                ciocia przywiozła ją i nikt nie wie do końca jak nazywa się to co robi - ja to
                zaliczam jako bionergoterapię, czy energoterapię. Nie wiem.
                Wujek miał miesiąc życia wg lekarzy, którzy przed operacją powiedzieli cioci,
                że jest możliwe,że umrze na stole operacyjnym - w ogóle nie chcieli go operować
                (nie miał ani chemii ani naswietleń). Sądzili że i tak umrze - do miesiąca bez
                operacji, a jeśli ciocia zdecydowałaby się na operacje to nie dawali mu szans.
                Jeszcze będąc w szpitalu przywieziono tą Panią - zrobił to przyjaciel wujka,
                który leczy u niej całą rodzinę - i powiedziała, że wujkowi pomoże, że będą
                potrzebne przyjazdy co drugi dzień przez cały miesiąc. Będąc w szpitalu - tak
                mówiła ciocia - ta Pani podeszła do pacjenta, który od miesiąca leżał koło
                wujka sparaliżowany. Ciocia mówi, że będąc przy wujku ta Pani patrzyła się na
                tego chłopca i podeszła w końcu do niego i polożyła mu ręce na głowie, zaczęła
                masować, ...????????? Później kazała mu się podnieść i usiąść. I faktycznie
                podobno usiadł, ale podleciały pielęgniarki i Go położyły przerażone z
                powrotem. Później powiedziała, cioci, że ona pomogłaby mu - że mogłoby to trwać
                nawet rok, ale chodziłby. Tylko powiedziała, że po prostu niektórzy nie chcą
                jej pomocy, bo nie rozumieją tego i sie boją.
                Ciocia w końcu zrezygnowała z operacji i ta Pani przyjeżdżała do wujka co drugi
                dzień, a po miesiącu wujek już jeździł od czasu do czasu do niej.

                Teraz żyje już osiem lat.

                Gdy przyjechała do mamy powiedziała, że mama przy wujku to dla niej lepszy
                przypadek, gdyż u wujka musiała się bardzo namęczyć. Tak samo mówiła, że nie
                lubi leczyć węzłów chłonnych i zatok, bo mówi, że jest po tym bardzo zmęczona i
                że to jest bardzo dużo roboty przy "odplątywaniu" tego wszystkiego.
                Tylko powiedziała, ze u mamy jest dla niej gorzej ze względu na to, że mamę już
                poddano operacji - wdała się żółtaczka mechaniczna - dlatego mama musiała mieć
                operacje - ma teraz dren (wtedy właśnie pobrano wycinki do badań). Gorzej ze
                względu na to, że mama przeżyła wielki strach juz związany z samą myślą o tej
                operacji - faktycznie mama płakała przed operacją, żegnała się, bo bała się, że
                nie przeżyje. mówi, że gdyby trafiła do niej wczesniej to bariera
                psychologiczna nie byłaby taka jaka jest teraz i szybciej skończyłoby się
                leczenie.

                Jeśli chodzi o inne przypadki pozytywne to nie znam, ale kolega z pracy męża
                mówił, że ta Pani była u jego wujka, który juz był w fatalnym stanie. Weszła do
                niego na chwilę sama i jak wyszła to powiedziała żonie, ze jest jej przykro,
                ale tu życia nie ma i że nie daje mu więcej niż trzy dni życia. I faktycznie po
                trzech dniach zmarł. Zaś drugi przypadek taki to mój własny dziadek, gdy
                lekarze stwierdzili, że nie wiedzą co dziadkowi jest, bo wyniki są dobre,
                ciocie i mój tata przywieźli Ją do dziadka, żeby może jakos pomogła. Była
                chwile i potem od razu powiedziała, że dziadek jest faktycznie zdrowy - nie ma
                w nim nic chorego, ale mowiła, że w dziadku nie ma juz energii do życia, że on
                juz tu na ziemi zrobił co swoje i chce iśc już do babci (bardzo się kochali, a
                dziadek juz długo żył bez babci).
                Więc wierzyć lub nie.





                • weronika99 Re: co robić żeby pomóc a nie zaszkodzić - nowotw 21.03.06, 15:42
                  póki pamiętam. gdy przyjechała do mamy pierwszy raz, to ciocie z tatą mówiły,
                  ze nie mogła złapać w ogóle równowagi w tym pokoju co zawsze mama spała z tatą.
                  Zaczęła się chwiać i kazała szybko wyprowadzić mamę stamtąd. Powiedziała, że
                  mama sama dokarmiała raka leżąc na żyle wodnej. powiedziała, że rak tylko
                  jeszcze bardziej wzmacniał się otrzymyjąc to niezdrowe promieniowanie. Mama
                  wcześniej mówiła, z cztery miesiące temu, że jakoś gdy przemeblowali pokój to
                  ma kłopoty ze snem, ale nic z tym nie robili bo tacie wygodniej było z tego
                  miejsca oglądać telewizor i tymbardziej, że nikt wtedy nie interesował się
                  takimi rzeczami.
                  Mam PYTANIE, jeśli chodzi o zioła. Mamę bardzo boli teraz głowa-są jakieś
                  zioła, sposoby, które sa osiągalne. Bioenergoterapeutka twierdzi, że praca
                  nerek powoduje wysokie ciśnienie, a co za tym idzie ból głowy - tylko jest on
                  tak silny, że nie moge patrzeć na cierpienie mamy.
                  Wujek przechodził to w ogóle inaczej - podobno cały miesiąc tylko spał i
                  bardzo dużo jadł - i nic więcej
                    • weronika99 Re: co robić żeby pomóc a nie zaszkodzić - nowotw 21.03.06, 15:50
                      Tak jest przytomna. Rozmawiam, ale na razie jej odpowiedzi ograniczają się do
                      słów : tak, dobrze, chcę, jeszcze, nie wiem - nie ma sił na dłuższą
                      rozmowę. Jest teraz słaba jak nigdy przedtem. a przytomność straciła dwa razy,
                      ale na około dwie, trzy sekundy - głównie wtedy gdy podniosła się, żeby usiąść
                      i z wysiłku opadła na poduszki. Po wczorajszych kroplówkach jest troszke lepiej
                      • liina Re: co robić żeby pomóc a nie zaszkodzić - nowotw 21.03.06, 16:01
                        Ta Pani ma racje, ale to by ci tez powiedzial kazdy madrzejszy lekarz. Jezli
                        nerki sa niewydolne na skutek jakis mechanicznych głównie rzeczy, np. zaleganie
                        moczu w miedniczce nerkowej i jej rozciagniecie, to cisnienie moze byc bardo
                        wysokie. Nie wiem co sie dzieje z nerkami, ale wskazane by było chyba USG, zeby
                        ustalic, czy UKM sa poszerzone, bo jesli sa, to jest mechniczna niewydolnosc i
                        wtedy to ciensnienie idzie w gore. To grozi utrata calkowita nerki nawet (
                        jezli taka niewydolnosc by byla za dlugo), nalezy to sprawdzic.
                        Jezli glowa boli od cisnienia, to mama powinna brac leki na nadcisnie, takie
                        jak np.Bisocard albo Acupro lub jakies inne. Czy mama twoja chorowala na
                        nadcisnienie zanim raka wykryto? Jezeli glowa boli od cisnienia, a to jest
                        wynikiem niewydolnosci nerek, to trzeba sprawdzic nerki przede wszytkim i
                        uwazac na to cisnienie, bo od tego mozna szybciej niz od raka umrzec, a jezli
                        to od nerek, to leki tez na dluzsza mete nie pomoga. Trzeba zlikwidowac
                        przyczyne.
                        Nie ma ziol na bol glowy, z reszta i tak nic nie pomoga, jesli jest mechaniczna
                        przeszkoda w nerkach i od tego wzrasta cisnienie.Z nerki mozna wyprowadzic taki
                        wezyk z woreczkiem i to bedzie nerke odciazac, nie pamietam fachowej
                        nazwy,nefrostomia chyba.
                        Pozdrawiam.
                          • mamamarysi Re: co robić żeby pomóc a nie zaszkodzić - nowotw 21.03.06, 18:43
                            witaj
                            dziękuje za namiar na tą panią. Z wielkim zainteresowaniem śledzę Twój wątek -
                            mój Tata też ma raka (płuc z przeruztami m.in. do wątroby).
                            Od przyszłego tygodnia zaczynamy wzmacnianie -leczenie? Taty u
                            bioenergoterapeuty Bogusława Mikołajaczka (może ktoś o nim coś słyszał???). Mam
                            nadzieję, że jakoś nam pomoże. A z ta panią pewnie tez się skontaktujemy -
                            sądząc po nr tel. przyjmuje gdzieś w okolicy Częstochowy?
                            pozdrawiam i życzę dużo siły i zdrowia
                            majka
                            • weronika99 Re: co robić żeby pomóc a nie zaszkodzić - nowotw 22.03.06, 09:20
                              Tak przyjmuje koło Częstochowy.
                              Z mamą wczoraj było lepiej... Ciśnienie miała w końcu przez cały dzień w
                              porządku (Dzwoniąc to tej Pani przedwczoraj mówiłam jej o ciśnieniu mamy -
                              mówiła, że jeszcze mamy "nie sprawdzała" bo ma dużo pacjentów, ale
                              wcześniejszego dnia mówiła, że sprawdzała i mama na pewno miała dobre
                              ciśnienie - i faktycznie wtedy gdy ta Pani sprawdzała - powiedziała mi kiedy
                              sprawdzała - ciśnienie miała mama w porządku. Powiedziała, żeby dać na razie
                              tabletkę na ciśnienie, a ona po wyjściu pacjenta znowu zacznie działać), a
                              głowa też mniej bolała, ale jeśli bolała mocniej to od razu dawliśmy środki
                              przeciwbólowe.

                              Jeśli chodzi olekarza to faktycznie - pytałam taty - nawet nie dociekał
                              przyczyn - stwierdził, że to może być przerzut i "rzutem na taśmę" wypisał
                              jeszcze więcej środkow przeciwbólowych. Nawet nie wspomniał, że może to nerki
                              lub brak wypróżnień. Bioenergoterapeutka od razu powiedziała, że to nerki, zeby
                              się nie bać - bo ona widzi co się u mamy dzieje i ma wszystko pod kontrolą. A
                              ból też jest potrzebny nieraz organizmowi. Pytałam sie o jedzenie, mówiłam, że
                              mama nie chce jeść - powiedziała, że wcale się nie dziwi bo to nie jest tak
                              szybko - stwierdziła, że trzustka dopiero zaczyna pracować i jeszcze nie daje
                              sygnałów o braku pożywienia

                              I co - człowiek głupieje

                              Z mamą był o wiele większy kontakt. Cały czas jej zanudzam, że będzie dobrze,
                              że ta Pani mówi, że wszystko idzie dobrze - tylko, ze mama próbuje za szybko
                              wyzdrowieć, więc wszystko dzieje się naraz. Że będzie dobrze, że musi się
                              postarać, żeby już na Wielkanoc wyzdrowieć, bo trzeba schować zajączki wnukom w
                              trawie [moja mama pochodzi z okolic Zielonej Góry i tam zawsze rodzice,
                              dziadkowie chowali zajączki czekoladowe w trawie, żeby dzieci po obiedzie mogły
                              szukać ich po całym podwórzu - super zwyczaj - dzieci mają taka radochę].
                              Tymbardziej, że nie potrzebuję wiedzy medycznej ani niekonwencjonalnej, żeby
                              wiedzieć, że psychika jest tu najważniejsza. Że jeśli mama się podda to ....
                              Śmiać mi sie chce, bo nieraz ma już tak dosyć mojego gadania, że woła tatę żeby
                              mnie stąd zabrał, bo ją męczę i jej dokuczam. W ogóle mój TATA to jest Istny
                              GURU dla mamy. Jego ręka pomaga prawie na wszystkie średnie bóle, wystarczy, że
                              tata się zjawi poda mamie rękę i już jest dobrze.
                              Na pytanie "Mamuś boli Cię coś" - "Spytaj taty", "Mamuś zjesz coś, może jakiś
                              owoc?" - "Nie wiem - spytaj taty - On wie najlepiej" :) Dobrze, że w ogóle mi
                              odpowiada, a nie tylko pokazuje na tatę, żeby mi odpowiedział:)
                              Miło jest widzieć - jak rodzice - 19 czerwca bedą mieli trzydziestolecie ślubu -
                              przez cały czas tak bardzo się szanują i kochają.
                              Nawet można powiedzieć, że tata jest lekiem na całe zło i jeśli nikomu się nie
                              uda to tacie i mamie z tą ich miłością na pewno się uda

                              Zobaczymy........
    • liina Re: co robić żeby pomóc a nie zaszkodzić - nowotw 22.03.06, 09:51
      Powinni sprawdzic czy to przerzut na nerke, choc niekoniecznie, ale mozliwe, bo
      jak piszesz, chyba nie zdazyli podac Twojej mamie chemii, gdyz w momencie
      wykrycia choroby była za słaba na chemie. Moja mama przeszła sporo chemii i
      własnie poszerzyły jej sie w jednej nerce UKM-y przez to, co skutkuje
      niewydolnoscia czesciowa nerki, ale to akurat na pewno nie od przerzutow, bo
      miala to juz dawno, jak choroba byla jeszcze calkiem pod kontrola, wiec taka
      niewydolnosc mechniczna niekoniecznie musi byc od przerzutow, ale jesli Twojej
      mamie chemii nie dawali, to nie moze byc to skutek chemii. Powinni wiec
      sprawdzic czy to przerzut, na USG byc moze by było cos widac, a juz na pewno na
      urografii, ale o tym to mozna posnić, bo na pewno chorego na raka w
      zaawansowanym stadium na urografie nie skieruja, zwlaszcza, ze to jest
      niebepieczne badanie nawet dla calkiem zdrowego, a co tu mowic dla chorego, ale
      USG nie zaszkodzi.Choc tez w to watpie, zeby an USg dali skierowanie, jak widac
      wypisuja przeciwbolowe. Moze mame boli glowa i cisnienie za duze z nerwow
      zwyczajnie? Moze cos na uspokojenie?
      POzdrawiam.
      • weronika99 Re: co robić żeby pomóc a nie zaszkodzić - nowotw 22.03.06, 10:13
        Hej
        Czemu przerzut i czemu na nerce - jakie mogą być objawy, bo ciśnienie przeszło -
        ale też właśnie może boleć glowa od zdenerwowania, od stresu i myślenia
        typu : "co będzie". lekarz nawet nic nie wspomniał o nerce - to
        bionergoterapeutka tylko coś wspomniała
        Jeśli chodzi o medycynę to nie jestem zorientowana aż tak. Ale moja mama może o
        niej w ogóle zapomnieć, bo jest to nieoperacyjne ani pod chemię. Tylko w grę u
        lekarzy wchodzi (widząc wyniki mamy) opieka paliatywna i na nic nie można
        liczyć więcej.
        Bioenergoterapeutka powiedziała, żeby uważać i nie mówić, że ona leczy mamę -
        chyba, że dopiero po wyleczeniu - ze względu na to, że po pierwsze lekarze nie
        wierzą, po drugie - mamy uważać ze względu właśnie na to, że oni tylko widzą te
        wyniki ze szpitala, widzą raka, dlatego dla nich oczywiste jest, że muszą
        podawać jak najsilniejsze leki. Zaś ona już widzi, że raka nie ma, a tylko już
        wysuszony musi znaleźć wyjście na zewnątrz, toksyny muszą wyjść z mamy.
        dlatego mamy uważać na leki, żeby nie doprowadzić coraz to zdrowszej osoby do
        pogorszenia ze względu na zbyt dużą ilość leków, których nie podawalibyśmy
        osbie, która nie miałaby raka.........????????!!!!!!!!!
          • weronika99 Re: co robić żeby pomóc a nie zaszkodzić - nowotw 22.03.06, 10:51
            Nie nie
            Żle mnie zrozumiłaś... Mama bierze leki. Ale wystarczają jej mniejsze dawki, a
            lekarz cały czas juz chce przejść na plastry przeciwbolowe i tylko śmieje się z
            taty, gdy tata mówi, że przecież te zwyklejsze przeciwbólowe pomagają to po co
            przechodzić na mocniejsze.
            Ja tego też nie rozumię. Lekarz - specjalista, u którego szukaliśmy pomocy -
            też powiedział, że juz w mamy przypadku wchodzi medycyna paliatywna - ale
            mówił, że dopóki działają leki mniejsze przeciwbólowe nie wchodzić na większe,
            bo i po co. Dopóki działają i mamie pomagają słabsze to nie wchodzić na
            mocniejsze. A lekarz z paliatywnego dawałby coraz mocniejsze. Mama byłaby juz
            naprawde "narkomanką" - niepotrzebnie. Lekarz z paliatywnego widzi mamę "jakby
            w drugim miesiącu raka po stwierdzonej diagnozie - a jak nam tłumaczyli
            lekarze specjaliści, to nieleczony rak trzustki w tym stanie nie daje więcej
            niż pół roku życia - i to z wielkim "błogosławieństwem".
            Więc lekarz z paliatywnego co widzi - że musi potwornie boleć, bo jak może nie
            boleć w takim stadium raka trzustki, jak rak trzustki i rak kości to jedne z
            najgorszych chorób powodujących niesamowity ból. A mama teraz tylko narzeka na
            ból głowy mniejszy lub większy i to taki, który po zażyciu lekarstw odchodzi na
            nieraz ponad caly tydzień. Więc dla lekarza z paliatywnego to jest niemożliwe.
            Musi boleć mamę i to BARDZOOOOOOOOO, a tak nie jest.

            Ja ciągle zapominam, nie, źle nie zapominam, ale chcę wyrzucić z pamięci
            wszystkie wyniki mamy.Przede wszystkim ze względu na to, że samej mamie
            powiedzieliśmy tylko o raku trzustki i tylko żeby jej do końca nie załamać. Bo
            wtedy na pewno już nie wierzyłaby w wyleczenie. Wg pobranych wycinków jest to
            rak trzustki z przerzutami już na jelita i na dwunastnicę. Mojej mamy mama
            (moja babcia) umarła na raka jelita - dlatego mama będąc w szpitalu przed
            operacją bała się że jej też to wykryją - tymbardziej, że babcia była w tym
            samym wieku co mama.
            Dlatego stwierdziliśmy, że rak trzustki juz wystarczy mamie, a my zostawiliśmy
            sobie tą wiedzę o przerzutach. Dlatego specjalista mówił, ze mama w ciągu dwóch
            tygodni nie będzie już napewno jadła, bo rak się tak rozszerzy, że zatka
            każde "wejście". A mama w piątym tygodniu (już chyba jest końcówka piątego)
            wczoraj - oczywiście od taty - i tylko od taty - wypiła pół szklanki gęstej
            manny.
            A leki dajemy (tymbardziej, że sąsiadka jest pielęgniarką)- nie moglibysmy tak
            nie dawać i patrzeć na cierpiącą z bólu głowy mamę
          • liina Re: co robić żeby pomóc a nie zaszkodzić - nowotw 22.03.06, 10:51
            Lekow odsatwic nie mozna kompletnie, bo bol i inne objawy moga mame zameczyc i
            tym samym odebrac jej pozostale jeszcze sily.
            Zdarzaja sie cuda, ale ostroznie z tymi cudami.
            Z mojego punktu widzenia, ta kobieta probuje mamie wmowic, ze jest zdrowa juz i
            ufa, ze twoja mama w to uwierzy ,co moze spowodowac proces wyzdrowienia.
            Generalnie z punktu widzenia psychoonkologii jest to mozliwe jak najbardziej,
            ale nie jest to zadanie latwe.
            Jedna z metod, opierajacych sie na "wbiciu " sobie do glowy przekonania, ze
            jest sie juz zdrowym, jest metoda wizualizacji, ktorą po czesci ta kobieta na
            Twojej mamie stosuje, ale tylko po czesci, bo nie kaze jej sobie wyobrazac
            konkretnego obrazu menatlnego, lecz kaze ufac w swoje slowa, ktore jesli mame
            przekonaja, moga odniesc sukces.Biblia mowi, ze "wiara czyni cuda" i dokladnie
            tak jest, nie jest wazne czy wierzymy, ze Bog nas uratuje czy tez kawalek
            drewna czy tez taka kobieta.Jezli uwierzy, ze jej pomoze, to moze pomoc raczej
            nie ta kobieta, co wiara w nia, choc nie przecze, ze kobieta moze miec
            dodatkowe zdolnosci widzenia tego czego przecietny czlowiek nie widzi.
            Byl kiedys taki program o dziewczynce, 16 lat miala, Rosjanka, ktora patrzac na
            czlowieka dokladnie opsisywala jego chorobe z bardzo duza trafnascia,gdzie
            medycyna za pomoca roznych badan dochodzila do tego bardzo dlugo albo w ogole
            nie dochodzila. Okazalo sie, ze jesli tej dziewczynce zakryli oczy, to juz nie
            umiala opisac choroby.Dziewczyna nie uzywala okreslen medycznych, bo ich nie
            znala, opisywala swoimi slowami. Prawdopodbnie miala taka zdolnosc, ze jakos z
            zachowania, oznak na skorze, twarzy, spojrzeniu, nie wiem po czym, ale cos
            musiala widziec zewnetrznie na czlowieku i dzieki temu opisywac schorzenie.
            Tez ciekawa sprawa. Lekarze odnosili sie do niej z pogarda i uwazali, ze "cos
            kręci", ale czemu odnosic sie z pogarda , skoro dziewczyna byla dobra i
            pomagala ludziom, a jak?, to chyba nie ma znaczenia, wazne, ze pomagala.
            Takze , ta kobieta, ktora leczy Twoja mame, moze dobrze znac sie na psychice
            pacjenta, miec duza sile przekonywania i umie tej sily uzyc, a moze dodatkowo
            ma jakies zdolnosci, kto wie...
            • liina Re: co robić żeby pomóc a nie zaszkodzić - nowotw 22.03.06, 10:59
              A jeszcze jedno,co mnie irytuje, to gadanie choremu i rodzinie, ze rak zatka
              jelita, zatka wszytko i za 2 tygodnie, to juz nic jesc nie bedzie mozna
              itd.Gdzie ci lekarze sie kształcili, czy oni nie mieli choc troche psychologii
              na tych studaich, przynajmniej w podejsciu do pacjenta chorego na raka? Powinni
              powiedziec:" Nie jest najlepiej, ale znam przypadek, ze pacjent w takim stadium
              jak pani wyzdrowial i dzis zyje juz kilka lat.Prosze sie nie poddawac."
              Tak wlasnie powinni mowic!, to by ludziom zycie przedluzylo, a nie gadac, ze za
              2 tygodnie bedzie zgon.
              Uwazam tez, ze powinni na oddzialach onkologicznych i w ogole powinni stworzyc
              przychodnie zajmujace sie psychika chorych na raka. Kazdy chory tak jak dostaje
              po operacji skierowanie na chemie, powinien dostac skierowanie do przychodni
              zdrowia psychicznego dla chorych na raka, gdzie by ludzie do tego przygotowani
              uczyli jak walczyc ze strachem, lękiem, jak zmienic nastawienie do zycia, do
              choroby itd. Powinni uczyc technik wizualizacji, medytacji, muzykoterpii itd. ,
              a nie pacjent slyszy, ze za 2 tygodnie, to bedzie koniec.
              Ach..., pozdrawiam.
              • weronika99 Re: co robić żeby pomóc a nie zaszkodzić - nowotw 22.03.06, 11:26
                Liina
                Ja uważam tak samo. Jak pojechaliśmy z rodzeństwem do specjalistów szukać
                ratunku to mój brat starszy ode mnie – mający 30 lat – po pierwszej rozmowie u
                specjalisty był taki chory, że powiedział, że na wejście do drugiego już nie ma
                siły, ze on woli poczekać w samochodzie – bo już ma dosyć.
                Jeśli chodzi o szpitale to zgadzam się w zupełności – powinny do tego być osoby
                związane z omawianiem diety dla pacjentów. Nic nie wspomnę że jak mama miała na
                początku przed operacją diagnozę „ostrego zapalenia trzustki” – to dostawała
                takie samo jedzenie co inni na oddziale, a które po przeczytaniu mnóstwa
                artykułów na tematy związane z trzustką – jej tylko szkodziły i to
                bardzooooooooooooooooooooo
                Po operacji nic się nie zmieniło, chociaż lekarz operujący mamę, do którego
                poszłam powiedział, że jest jakiś guz, że pobrali wycinek i wyniki będą w
                przyszłym tygodniu, ale żeby się nie łudzić – można oczywiście wierzyć w cud –
                ale to nie wygląda za pięknie i to może być najgorsze. To nawet jak
                przypuszczał, że to może rak to nie mógł powiedzieć żeby mamę stosować dietę
                póki co . Człowiek jest taki głupi, nie wie nic, bezradny. Przecież mógł
                powiedzieć – to wozilibyśmy nawet do szpitala obiady, wszystko dla mamy z domu.
                Tak samo lekarz rodzinny, który skierował mamę do szpitala zaznaczył podobno,
                żeby skierować na tomografię brzucha. Zrobili…??????? !!!!!!!! Leżała mama dwa
                tygodnie i nic ……. Dopiero potem sami dowiedzieliśmy się że lekarz zalecił
                tomografię, żeby skierować na to mamę, ale nikt nam o tym nie powiedział.
                Nawet – a na pewno jest drogie takie badanie – Przecież mogli
                powiedzie, „słuchajcie szpital jest za biedny na takie badania”- Dalibyśmy
                pieniądze – zrobilibyśmy prywatnie-jakby było trzeba. A oni dopiero zaczęli
                działać po takim czasie………….., aż wdała się żółtaczka mechaniczna i łaskawie
                musieli zrobić operacje i założyć dren.
                Jaka jestem zła i wściekła, że człowiek jest taki bezradny
            • weronika99 Re: co robić żeby pomóc a nie zaszkodzić - nowotw 22.03.06, 11:11
              Właśnie to samo uważam, że psychologię pacjenta to ona ma opanowaną perfekt i
              sama nam mówiła, że bardzo dużo zależy od nastawienia mamy. Dlatego kazała nam
              mówić o każdej najmniejszej rzeczy, która się zmienia u mamy, żeby zaczęła sama
              coraz bardziej wierzyć.
              Jeśli chodzi o zdolności to na pewno ma - bo mama sama opisywała, ze faktycznie
              robiąc coś z nią czuła zmiany w organizmie.
              Psychika jest bardzo ważna. Sama ostatnio stwierdziłam - słysząc słowa mamy,
              która mówiła, że nie boli ją "z powodu raka” ale że ją dokładnie nerka boli, a
              nie kręgosłup. Taka sugestia pozwala mamie nie myśleć w kategoriach: ten rak
              tak boli – tylko już : „Pani mówiła, że nerki będą boleć”
              Tak samo – nie wiem jak to jest z oczami, ale ta Pani powiedziała, żeby
              obserwować język i oczy. Że zacznie się pojawiać w końcu hemoglobina – nie
              umiem powiedzieć co dokładnie i jak to powiedziała, ale faktycznie mama
              jeśli chodzi o oczy miała tylko cały czas troszkę żółte po bokach i takie
              bezbarwne – żadnej plamki – nic. A wczoraj po raz pierwszy pojawiło się na dole
              czerwone zabarwienie i pojedyncze „żyłeczki” – nie wiem jak nazwać.
              Bioenergoterapeuta mówiła, że jeśli chodzi o oczy to dopiero na końcu schodzi
              z nich choroba.
              Więc ja profilaktycznie *taka jestem* już mamie zaczęłam mówić, o tych oczach,
              ze robią się takie „ładniejsze” tak jak mówiła ta Pani. Wiem, że niepodawanie
              się jest najważniejsze i że mama potrzebuje takich wiadomości, żeby coraz
              lepiej się czuła
              • kingax11 Re: co robić żeby pomóc a nie zaszkodzić - nowotw 22.03.06, 17:34
                Witam
                mam raka jelita grubego, teraz okazało sie że są przerzuty na wątrobę, lekarz
                nie chce podawać chemii mówi że już nie pomoże. Czy mogłabyś podać może namiary
                na tą bioterapeutkę?
                Jeśli chodzi o plastry przeciwbólowe to trzeba uważać ja po przyklejeniu
                pierwszego plastra, rano z trudem łapałam oddech, podobno tak może być. Więc
                trzeba uważać żeby nie był zbyt silny.
                • liina Do Kingax!! 23.03.06, 08:44
                  HejKinga,

                  sluchaj, nie daj sie, walcz o swoje. Jezli masz przerzuty tylko na watrobie, to
                  watrobe mozna akurat operowac, bo watroba odrasta. Mozna jej wyciac nawet 60 %
                  bez szkody dla zdrowia, bo odrosnie. Niech cie otworza i niech zobacza jak
                  sytuacja wyglada, a moze to daw jakies guzki albo jeden guz i mozna go spokojnie
                  wyciac!
                  Idz do innego onkolga.
                  Znam kobieta, ktora miala podobna sytuacje,miala zajeta watrobe w ponad 60%
                  procentach i probowali to wyciac mimo to.Nie udalo sie, bo bylo za mocno juz
                  zajete, ale to tez dlatego, ze kobieta czekala sporo czasu na operacje.
                  Probuj i nie poddawaj sie.
                  Niech otworza cie probnie i zobacza w srodku jak wyglada sytuacja.
                  Pozdrawiam i trzymaj sie.
                  • weronika99 Re: Do Kingax!! 23.03.06, 09:23
                    Napisałam na priva do Ciebie.
                    Jeśli chodzi odnośnie wypowiedzi liiny to informuję, że nie mogę mieć zdania i
                    wypowiadać się z punktu medycznego. Ale moją mamę faktycznie "otworzyli" i
                    stwierdzili dokładnie co jest. I dopiero wtedy zdiagnozowali, że nie ma dla
                    mamy szans jeśli chodzi o medycynę. Gdyby powiedzieli inaczej, ze można
                    operować to pewnie dalibyśmy mamę do szpitala, ale nie mieliśmy takiego
                    dylematu, bo nie mieliśmy między czym wybierać. Została nam tylko medycyna
                    niekonwencjonalna.
                    Dlatego leczymy mamę u tej Pani. Nie mieliśmy innego wyjścia, - chyba że czekać
                    na................
                    • kingax11 Re: Do Kingax!! 23.03.06, 17:01
                      Dziękuję za informację. Byłam właśnie wczoraj i dziś już u trzech chirurgów,
                      ale problem polega na tym że guzy są w środkowej części wątroby obok żyły
                      głównej i operacja jest ryzykowna. Jestem umowiona ale dopiero na przyszły
                      tydzień do lekarza w sprawie termoablacji, krioterapii itd. Ale nie wiem czy
                      będzie możliwa do wykonania. Jesli nie to pozostanie mi tylko medycyna
                      niekonwencjonalna. Wydaje mi sie że bioenergoterapia jest najbezpieczniejsza bo
                      nawet jeśli nie pomoże to nie zaszkodzi.
    • ewaw1022 Re: co robić żeby pomóc a nie zaszkodzić - nowotw 23.03.06, 13:26
      Witam
      Weroniko dzisiaj przeczytałam Waszą historię. Trzymam za Was kciuki, na pewno
      wszystko się pomyślnie ułoży. My też próbujemy wszystkiego, ziół,
      bioenergoterapii. Podstawa, to żeby się nie poddawać!!!
      Mam prośbę, czy możesz podać namiary na tę bioenergoterapeutkę? ewa1022@wp.pl
      (dziękuję)
      Pozdrawiam, Ewa
      • weronika99 Re: co robić żeby pomóc a nie zaszkodzić - nowotw 24.03.06, 09:47
        Nie chcę nic zapeszać, ale wczoraj mama poraz pierwszy od kilku dni miała
        ochotę w ogóle usiąść na łóżku - i to nie raz ale trzy razy:)
        Wczoraj rano o ósmej dostała - na mały ból głowy - tylko jedną pyralginę
        (tabletkę nie zastrzyk). Cały dzień wytrzymała - mówiła, że tylko boli ją
        troszkę na dole kręgosłupa - Pani bioenergoterapeutka mówiła, że ten bół na
        dole tak szybko nie przejdzie bo mama za bardzo zaniedbała sobie kręgosłup. Noc
        także poraz pierwszy wytrzymała bez żadnej tabletki przeciwbólowej - aż boję
        się cieszyć żeby nie zapeszyć.

        Dzisiaj też na razie jest ok - na nic sie nie skarży....!!!!!!!!
        Żadnego bólu silnego nie ma - tylko ciśnienie ma troszkę wyższe i daliśmy na
        wszelki wypadek tabletkę pod język na zmniejszenie i ustabilizowanie cisnienia.

        Także wczoraj poraz pierwszy od kilku dni chciała sama czegokolwiek się napić i
        wypiła po przyjściu moim z pracy prawie dwie szklanki kompotu - staramy sie
        dawać wszystko naturalne - nie ze sklepu. Trochę ją "przestraszyłam", że jak
        nie będzie pic to znowu będzie musiała dostać kroplówkę, żeby sie nie odwodnić.
        Żeby jej było wygodnie - jeszcze jest słaba - daję jej pić strzykawką - 20-stką
        żeby nie musiała się męczyć. Nawet zażartowała - pijąc ostatni łyk, że ma
        nadzieje, że jej nie okłamuje - nie wiedziałam o co jej chodzi, więc
        powiedziała, że chodzi o to, że jak wypije ten ostatni łyk to ma nadzieje, ze
        jej nie wcisne kroplówki:). Wypiła także wczoraj rano mleko z gęstą manną -
        najlepszą robi tata:)
        Miała siły podnieść się, bo ostatnio jak była taka słaba - to spróbowała
        podnieść się tylko raz i gdy kładliśmy ją na poduszkę to nam zemdlała, a
        wczoraj usiadła trzy razy i to po kilka minut:)

        Cały czas jej truję, że musi nabierać sił, bo Pani bioenergoterapeutka mówi że
        już jest zdrowa i raka na pewno nie ma, więc teraz tylko musi zacząć powoli
        jeść i "wracać" do nas. Truję jej że Wielkanoc się zbliża i musi szybciej
        nabrać sił to zdąży iść jeszcze z tatą na Drogę Krzyżową przed Wielką Sobotą.
        Kupiłam juz jej nawet bluzkę na święta w stylu orientalnym:) i pokazałam jej,
        że ta bluzka jest już na Wielkanoc, więc musi zdrowieć szybciej, bo tak to się
        zmarnuje.

        Z innej beczki - nasza sąsiadka ma białaczkę i od dwóch lat jest na chemii -
        mają jej zrobić przeszczep.
        Druga sąsiadka - alergiczka - ostatnio wykryli jej torbiela w płucach???.
        Trzeci sąsiad rak nerki??? łącznie mamy piątkę sąsiadów, bo nasza działka jest
        bardzo długa, a wokół są działki sąsiadów. Nie wiem czy to ma jakiś związek,
        ale wydaje mi się, że te działki muszą mieć jakąś żyłę wodną, która nas
        doprowadza do tych chorób, bo to jest aż niemożliwe. tylko u jednego sąsiada na
        razie dzieki Bogu cisza. No i mama też chora. po prostu szok
    • weronika99 Re: co robić żeby pomóc a nie zaszkodzić - nowotw 27.03.06, 15:46
      Po przerwie mam chwilke na pisanie.... weekend minął w porządku. Mamę nic nie
      boli już piąty dzień - aż boję się, że to jakiś moment przed kolejnym
      kryzysem.... tfu-tfu. Mam nadzieje, że teraz będzie coraz lepiej. Jeszcze mama
      nie ma ochoty na jedzenie - jest przez to bardzo słaba - tylko to co wcisniemy,
      ale zaczęła sama prosić o picie - w końcu coś chce sama z siebie. Wcześniej
      zawsze były pytania - czy chce pić, a od wczoraj sama chce. Bez przymusu -
      tłumaczę to tym, ze tak jak bioenergoterapeutka mówiła mama tą samą drogą musi
      wrócić co zachorowała. Czyli mama "przed" chciała już tylko pić - jeść jej się
      nie chciało. Potem nie chciała ani pić ani jeść. Teraz od wczoraj zaczęła mieć
      ochotę na picie, dzisiaj także jej dobrze idzie. Tylko jeszcze
      jedzenie.......... Ale może po ochocie na picie nadejdzie ochota na jedzenie.
      OBY. Teraz każdego dnia proszę Boga żeby nie zaczęło boleć. I mama już piąty
      dzień na nic się nie skarży - może dwa razy na dzień powie, że ma lekkie bóle
      na dole kręgosłupa i to wszystko. A chyba w jej stanie powinna już żyć tylko na
      morfinie i plastrach (tak ostatnio stwierdziła Pani Lekarz, która wysłała mamę
      do szpitała: "To mama pewnie już tylko na morfinie może wytrzymać?" Na razie
      tylko kiwamy głową nic nie mówiąc, bo ... i tak nikt nam nie uwierzy).Pani
      pielęgniarka dała nam do zrozumienia, że zawsze przed śmiercią jest taki
      jakby "błogi" czas i większość pacjentów tak ma, że później odchodzą. Bo
      ostatnio opowiadała, że na obchodzie w szpitalu pytali się pacjentki czy nie
      boli czy dobrze się czuje. A ona powiedziała, że od dawna tak dobrze się nie
      czuła. A za nim obchód obejrzał dwie inne pacjentki w tym samym pokoju, po
      kilku minutach ta Pani odeszła. ............... Więc ....... człowieka takie
      opowiadania, tak podnoszą na duchu, że szok. Po wysłuchaniu jej gadania byłam
      taka wkurzona...... Z ich punktu widzenia robimy sobie tylko nadzieje. Ale Ta
      Pani miała 10 minut bez cierpienia przed odejściem na tamten świat, a moja mama
      niby 5 długich dni przed odejściem!!!!!!! Rozumiem, gdyby ja nie bolało 20
      minut ale nie 5 dni.....!!!!!!!!!!

      Druga pielęgniarka - sąsiadka powiedziała, że może i tak być, ze Bóg pozwala
      ostatnie chwile przeżyć bez bólu osobie cierpiącej, ale mówi, że wtedy ta osoba
      na pewno nie ma 5 dni i nie ma ochoty na picie. Bo mówi, że wtedy człowiekowi
      nie chce się nic oprócz tego "błogiego sposobu". I na pewno nikt wtedy nie
      myśli o piciu - a mama wczoraj rano po przyjściu taty z porannej mszy wypiła
      podobno dwie szklanki picia, bo tak miała ochotę!!!!!!!!

      Więc niech Bóg da, zeby jeszcze powoli wracała ochota na jedzenie.

      Będę się o to modliła, bo Wielkanoc tuż tuż, a bluzka czeka :)
      • weronika99 Re: co robić żeby pomóc a nie zaszkodzić - nowotw 31.03.06, 15:20
        pisałam trochę w wątku rimy "No my nie daliśmy rady... "

        Cieszę się bardzo i jednocześnie przykro mi, że też musisz czytać te wątki.
        Nie wiem czy napisać: jest dobrze czy szkoda, że jeszcze nie jest lepiej??????
        Już wyjaśniam.
        Mama dzięki tej Pani, bo na pewno nie dzięki innym staraniom np lekarzy już
        dziewiąty dzień z rzędu nie skarży się na żaden ból, absolutnie żadnen.
        Ostatnio w czwartek (23 marca) jeszcze rano dostała jedna tabletkę pyralginy i
        to wszystko do tej pory. Nie sądzę, żeby z punktu widzenia lekarzy był to stan
        normalny choroby. Nie wiem jak przebiega normalnie ta choroba, ale z tego co
        wyczytałam, rak trzustki jeszcze z przerzutami na dwunastnice i jelito nie
        jest "bezbólowym rakiem", a wręcz przeciwnie jednym z gorszym jeśli chodzi o
        nasilenie bólu. Więc nie sądzę żeby to co sie dzieje z mamą teraz było objawami
        raka trzustki.
        Więc jesli chodzi o ból - mamy go z głowy - chyba, że mama (jest bardzo słaba,
        bo mało bardzo je) chce się przekręcić z boku na bok to wtedy wysila się i
        nieraz podnosi się jej ciśnienie - to wtedy nieraz mówi, że ją coś delikatnie
        zaboli w głowie. Jak mama np: chce się załatwić - dajemy jej basen - to wtedy
        przy wysiłku podnoszenia nóg nieraz mdleje, bo nie ma siły z braku normalnego
        jedzenia - i te omdlenia - rzadkie - mnie najbardziej rozwalają- boje sie że
        sie nie dobudzi czy cośśśśś - po prostu juz przewrażliwienie.

        Tak więc bólu nie ma, od niedzieli zaczęła normalnie pić - sama woła, że chce
        picia - potrafi teraz wypić trzy - cztery szklanki kompotu, troche kiślu.
        cześniej musielismy ja prosić żeby się trochę napiła. Codziennie udaje nam sie
        wcisnąć od czterech łyżek stołowych do pół szklanki kaszy manny na mleku -
        zależy kto daje :) tacie mniej to idzie, a ja jak ostatnio zagroziłam, że
        zwolnię się w końcu z pracy, żeby ją karmić - to zjadła naraz nawet małą
        filiżankę (taką od kawy) - dużo przy tym pijąc.
        Przestała także wypluwać, więc z wszystkim tym jakoś organizm sobie radzi.

        Wczoraj była Pani bioenergoterapeutka, która powiedziała, że rozumie że boimy
        się tej wielkiej słabości mamy, ale organizm zrobił taką ogromna pracę w środku
        regenerując wszystkie tkanki i komórki, które były zatrute, że mama nie ma
        nawet prawa być aktywna. Wczoraj pobudzała do pracy trzustkę, która mówi, ze
        się regenerowała, a teraz trzeba ją na nowo pobudzić, aby mama powoli zaczęła
        odczuwać głód. Na razie wszystko dzieje sie tak jak ta Pani mówi.
        Powiedziała, że już 80% toksyn wyszło z organizmu, ale jeszcze trzeba powoli
        się pozbyć tej pozostałej części. Mówiła - tak jak się dzieje, że wszystko
        wróci, ale po kolei. Najpierw przyjdzie ochota na picie, a później na jedzenie.
        I faktycznie jeszcze tydzień temumusielismy starać się żeby mama się nie
        odwodniła, a dzisiaj mama ma takie pragnienie, że nieraz nie wiemy że tak
        szybko kończy się picie i trzeba robić kompot.

        Tak więc gdyby nie to osłabienie z braku jedzenia- totalne - nie ma nieraz siły
        podnieść ręki - to
        byłoby po prostu lux.

        Bioenergoterapeutka twierdzi, że musimy to osłabienie przeżyć, że ciężko jest
        patrzeć na tak osłabioną mame, ale z czasem wszystko się unormuje.

        A ja jak tylko słyszę, że mamie chcę się "siku" - to modlę się żeby tylko nam
        nie zemdlała. Panicznie się boję tego, choć wiem, że nic takiego się nie
        dzieje.

        Mam zamiar wcisnąć w mame dzisiaj trochę manny - może powoli .... powoli
        zacznie nabierać siły. Tymbardziej, że od jakichś dwóch dni tak mamie burczy w
        brzuchu, że sądzę że niedługo organizm sam zawoła - tak jak po takim ogromnym
        czasie sam zawołał picia.

        Mija kolejny - już - szósty tydzień od wyjścia mamy ze szpitala z dianozą, a my
        mamy wiele nadziei, wiele miłości (szkoda, że człowiek dopiero, gdy jest ciężko
        docenia wszystko co mu Bóg ofiaruje), wiele trosk i mimo wszystko wiele sił na
        kolejne dni walki o powrót do zdrowia.

          • weronika99 Re: co robić żeby pomóc a nie zaszkodzić - nowotw 31.03.06, 15:45
            Właśnie dzisiaj zamierzam spróbować - chociaż mama już je piła w szpitalu i
            mówiła, ze są okropne i ona nie może tego pić, a szczególnie truskawkowego. mam
            zamiar, bo wiem, ze to jest bardzo odżywcze - kupić waniliowego. Sama go
            spróbuje i najwyżej jak faktycznie nie będzie za dobry to może dodam np pożywne
            kiwi:) albo banana :) i wcisnę mamie, że to jest taki przepis specjalny-
            Namówię do podawania tego męża, żeby to On wcisnął mamie chociaż trochę, bo On
            jest w tym jeszcze lepszy ode mnie. Nasza rodzina to bardziej osoby
            nierozrywkowe a Mój mąż to rozweseli "sam siebie" i potrafi tak mamę
            zbajerować, że może co jakiś czas weżmie chociaż tak po dwie - trzy łyżeczki.
            Spróbujemy z tym nutridrinkiem - właśnie dzisiaj mam wejść do apteki i kupić.
            Bo faktycznie zauważyłam, że wystarczy choć troszkę jedzenia i mama jest
            troszeczkę silniejsza
            • ewaw1022 Re: nutridrink 03.04.06, 08:27
              Weroniko, w aptece można kupić, z tej samej firmy co nutrindrinki, proszek, z
              którego samemu przyrządza się koktaile odżywcze, jest to tańsze, ale
              najważniejsze, że duże smaczniejsze, moja mama też nie lubiła nutrindrinków, bo
              za słodkie, a te koktaile robione przeze mnie bardzo mamie smakowały. Nie
              pamiętam niestety jak to się nazywa, ale w aptece napewno będą wiedzieli. papa
    • st-adam Re: co robić żeby pomóc a nie zaszkodzić - nowotw 11.04.06, 22:59
      Weroniko mój tata ma nowotwór, który wykryto przy okazji badań gastrologicznych,
      11.04 przeszedł operację (udrożniono dwunastnicę) nie usunięto jednak guza z
      powodu połączenia się z narządami m.in.dwunastnica, aortą, trzuską. Lekarze nie
      maja pomysłu na dalsza terapię Taty, My jednak (najblizsza rodzina) nie poddamy
      się (myslę, że podobny mechanizm zachowywania się jest u wszystkich którym
      najblizszych dotknęła ta straszna choroba). Weroniko i my zwróciliśmy się w
      kierunku medycyny naturalnej, bioenergoterapii (wczoraj spędziłem w internecie
      pół nocy celem wyszukania odpowiedniej osoby). Prosze podaj mi adres tej Pani,
      która pomogła Twojemu wójkowi i leczy obecnie mamę, może Ona pozwoli nam cieszyc
      się Tatą, bardzo boje sie jeszcze jego potencjalnego cierpienia Taty. Pozdrawiam
    • magda2123 Re: co robić żeby pomóc a nie zaszkodzić - nowotw 25.11.06, 18:27
      Znam ten ból kiedy patrzysz na najbliższ ci osobe najukochańszą mame i widzisz
      żemarnieje w oczach,moja mama ma przerzutowy nowotwór wątroby bo zaczeło sie od
      niby nic nieznaczącego woreczka z kamienaiami.Teraz diagnoza podobna jak u
      twojej mamy nieoperacyjny guz wątroby.
      Moja mama też po powrocie ze szpitala nie jadła teraz jet troche
      lepiej,podawane ma 3razy dziennie lek przeciw wymiotny,oraz przeciw zapalny
      dexawen, jeśli chodzi o leki przeciw bólowe to moja mama urzywa plasterków o
      których ktoś wyżej wspomniał,pomagają jeseśmy z nich zadowoleni.
      Niepoddawaj sie my też walczymy,i trzeba wierzyć że bedzie lepiej z każdym
      dniem nawet jeśli sąchwile złamań.
      Jeśli moge jakoś pomóc pisz śmiało,choć sama dowiaduje sie wielu rzeczy z forum.
      Pozdrawiam i życze wytrwanaia Magda

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka