Dodaj do ulubionych

Drugi najgorszy dzień w moim życiu:(((

24.03.06, 22:32
1,5 roku temu dowiedziałem się, że mam białączkę szpikową ostrą.Był to chyba
najgorszy dzień w moim życiu.Po serii 7 mega chemioterapii doczekałem się
przeszczepu szpiku...Niestety dzisiaj się dowiedziałem... że mam nawrót
choroby...i zaczynamy wszystko od początku z tym że moje szanse zmalały o
połowę:((( teraz wynoszą od 25-40%
BOŻE MIEJ MNIE W SWOJEJ OPIECE:((((
Obserwuj wątek
        • maxima10 Re: Drugi najgorszy dzień w moim życiu:((( 18.04.06, 08:27
          patryk2000-p1 napisał:

          > Wielkie dzięki
          > Przyda się każde słówko do "Najwyższego"
          > Ja mam 27 lat...nie chcę jeszcze umierać!!!!!!


          Patryk, jest w Lublinie ksiadz - mlody ktorego Pan Bog cudownie uleczyl z
          bialaczki on sam o tym chetnie opowiada. On dlatego jest ksiedzem bo obiecal
          Bogu, ze jesli go uzdrowi to poswieci sie Bogu przez cale zycie. Moze nawiazesz
          z nim kontakt i on ci cos podpowie, pomodli sie. To jest taki ksiadz z
          prawdziwego zdarzenia jakich trudno dzis spotkac. Drzwi jego mieszkania przy
          kosciele sa zawsze otwarte dla ludzi, mozna przyjsc porozmawiac. Podaje ci
          namiary na niego choc nie wiem dokladnego adresu. To jest kosciol przy szpitalu
          dla nerwowo i psychicznie chorych przy ul. Abramowickiej 2 w Lublinie, kosciol
          nalezy rowniez do okolicznych wsi tak, ze nie przerazaj sie, ze jest przy takim
          szpitalu. Ksiadz nazywa sie WALDEMAR i mysle, ze gdybys zadzwonil na pierwszy
          lepszy oddzial w tym szpitalu i zapytal o telefon lub adres do ksiedza
          Waldemara to by ci powiedzieli. Jego tam wszyscy znaja bo on chodzi po
          oddzialach i odprawia msze w kosciolku gdzie chodzi tez szpitalny personel. To
          tyle moich wiadomosci. Modl sie. Bog jest najlepszym Lekarzem. Pozdrawiam Cie
          serdecznie i Zycze ci zdrowia.
    • liina Re: Drugi najgorszy dzień w moim życiu:((( 24.03.06, 22:40
      Ale ta choroba uparta. Przemysl moze tez jakos swoje nastawienie, mysli. Moze
      miales kogos chorego w rodzinie na raka albo chorego kolege, znajmowego i bales
      sie , ze zachorujesz?
      Czytalam w ksiazce Epteina, ktory zajmuje sie wizualizacja, ze czasem
      podswiadomie wywolujemy chorobe i poki sobie nie uswiadomimy, ze my ja
      przyciagamy, to nie mozna jej sie pozbyc.Np. komus chorował ojciec i jest
      podswiadomie przekonany( bojac sie), ze spotka go to samo i go spotyka to wlasnie.
      Nie wiem, moze tutaj jest w Twoim przypadku jakis haczyk własnie.
        • liina Re: Drugi najgorszy dzień w moim życiu:((( 24.03.06, 22:52
          O, to juz cos!!!
          Swietna uwaga.
          Sluchaj, mam nadzieje, ze moja siostra teraz sie nie obrazi,ze o niej napisze,
          ale moja siostra jest typowym przykladem tego, jak dziala psychika na cialo.
          Zawsze kiedy jedzie latem nad morze, to tak cyrkluje wyjazd, zeby nie miec
          okresu, bo chce sobie poplywac i zawsze jest tak, ze wybiera takie dni na
          wyjazd, ze okresu byc nie powinno na bank, a tu jak ulal od kilku lat dostaje
          okres w pierwszy dzien wyjazdu i to niezaleznie od tego czy ma sie on spoznic
          tydzien czy byc tydzien za wczesnie.
          I u Ciebie jest pewnie to samo, z tym, ze ma to powazniejsze skutki.
          Wszytko ci sie uklada i sie boisz podswiadaomie, ze ci sie zepsuje, tak jak moja
          siotra wie, ze okresu dostac nie powinna, a go dostaje wtedy kiedy jej sie
          szykuje swietny wyjazd i ten strach go przyciaga.
          Prawdodopodbnie przyciagsz chorobe podswiadomie strachem.
            • liina Re: Drugi najgorszy dzień w moim życiu:((( 24.03.06, 23:07
              Absolutnie nie! Chodzi o to,zebys nauczyl sie ten podswiadomy strach jakos
              odrzucac, opanowywac. Prawdopodbnie twoja choroba jest w duzej mierze zalezna od
              tego co myslisz i co ci sie placze po glowie.Patryk, postaram ci sie poszukac
              cwiczen wizualizacyjnych,za pomoca ktorych byc moze uda ci sie przestawic mozg
              na inne tory, bo chemai swoja droga, ale chemia toku myslenia i strachu nie leczy.
              Jak cos znajde sensownego, to ci napisze jak najszybciej.
              Musisz przekonac samego siebie, ze choroba byla i juz jej nie ma i nie wroci, ze
              nie jest ci ona w stanie niczego zepsuc i ze sie jej nie boisz. Wiem, ze strach
              jest tak duzy, ze umiejetnosc" olewania " jej grniczy z cudem, ale da sie mozg
              wycwiczyc, jesli sie bardzo chce.
              • patryk2000-p1 Re: Drugi najgorszy dzień w moim życiu:((( 24.03.06, 23:20
                Byłbym Ci bardzo wdzięczny..
                Zastanawiam się teraz nad tym co powiedziałaśi być może masz rację..a
                mianowicie na początku 2001 roku na lewej pachwinie wyrósł mi mały guz.Nie
                wiedziałem do końca co to jest ale przypuszczałem że to rak. W lipcu 2003 r.
                usunięto mi narośl chirurgicznie i dano do badania histopatologicznego...i co
                się okazało???że to nowotwór tkanki mięśniowej...Następnie zacząłem czytać
                wiele na ten temat w internecie i wyczytałem że zostało mi 2 lata życia.Po roku
                czyli we wrzesniu 2004 roku choroba zaatakowała w postaci białaczki. 6 m-cy
                temu miałem przeszczep szpiku..ale cały czas myślałem o nawrocie choroby....no
                i choroba powróciła:(((
                  • patryk2000-p1 Re: Drugi najgorszy dzień w moim życiu:((( 24.03.06, 23:33
                    Zwlekałem...bo nie miałem czasu iść do lekarza (praca, praca,praca)
                    A skoro mnie to nie bolało..więc liczyłem na to że samo zniknie..ale nie
                    znikało tylko było coraz większe...Wkońcu się zebrałem po 2,5 roku i wycieli...
                    A skad wiedziałem że to rak????Nie wiedziałem...przypuszczałem
                    • liina Re: Drugi najgorszy dzień w moim życiu:((( 24.03.06, 23:43
                      Jak cos 2,5 roku nie ginie, to nie jest dobrze...
                      Poszperam w swoich ksiazkach, moze cos znajde sensowego. W kazdym badz razie rob
                      od jutra tak jak ci mowie: pal chorobe, wieszaj na scianach zdrowie i jedna
                      wazna rzecz! wszystkie tresci pozytywne jakie zapisujesz na kartkach musza byc
                      koniecznie w czasie terazniejszym! Nie tak, ze wyzdrowiejesz, tylko jestes
                      zdrowy, bo jesli napiszesz , ze wyzdrowiejesz, to bedzie to oznaczac, ze teraz
                      jestes jeszcze chory ( tak mozg bedzie podswiadomie to odbieral). Musisz podejsc
                      swoj mozg technicznie:-)

                      Pamietam tez takie cwiczenie jeszcze, moze nie dam rady teraz dokladnie go
                      napisac, ale napisze ogolnie. Wyobrazaj sobie grupe muzykantów. Czesc tych
                      muzykantow gra piekna muzyke, a druga czesc ma male miotelki w rekach i laskocze
                      zle komorki nimi. Widzisz jak te zle komorki smieja sie i krzycza:" nie laskocz,
                      daj spokoj, odejdz, zostaw mnie!!", ale muzykanci laskocza je dalej, az w koncu
                      nie wyrabiają z tych laskotek i sie ulataniaja.

                      Wykorzystuj kazda chwile do wizualizacji. Kiedy stoisz na przystanku lub w
                      kolejce w sklepie, ugnij lekko nogi w kolanach, nabierz powietrza głeboko,
                      zamknij na chwilke oczy i wyobraz sobie, że ze stop wyrastaja ci korzenie do
                      wnetrza ziemi i ze zle komorki spuszczasz nimi do ziemi.

                      Jak odkurzasz, wyobraz sobie, ze smieci , ktore odkurzacz wciaga, to twoje zle
                      komorki.

                      OK, napisze jeszcze wiecej, jak znajde cos.
                      Trzymaj sie i od jutra wrazaj nowe techniki, nie trac czasu, musisz mozg
                      przestawic na inne fale.
                      POzdrawiam.
                        • liina Re: Drugi najgorszy dzień w moim życiu:((( 24.03.06, 23:56
                          Gilgocz, ale jeszcze napisze ci jutro troche co do techniki oddychania. Jest
                          taka faza w mozgu, w ktorej mozg lepiej lapie to co sobie wyobrazasz, wazne,
                          abys sie nauczyl w ta faze wchodzic, wtedy cwiczenia sa bardziej skuteczne.
                          Jutro ci napisze kilka wskazowek, bo dzis juz umieram ze zmeczenia.
                          Badz nieco cierpliwy, bo dopiero wieczorem pewnie bede mogla napisac.
                          Trzymaj sie i nie trac czasu.
                          Wazne jest abys przed snem mial poztywne mysli, to co myslisz przed snem placze
                          sie cala noc po mozgu. NIgdy nie dopuszczaj zlych mysli wieczorem, sa kolejne
                          cwiczenia, ktore pomagaja je odganiac, ale to jutro ci napisze.
                          Trzymaj sie.
        • maxima10 Re: Drugi najgorszy dzień w moim życiu:((( 18.04.06, 08:29
          patryk2000-p1 napisał:

          > Jedynym chaczykiem jaki mi przychodzi do głowy...to jest to, że choroba
          atakuje
          >
          > w momencie kiedy wszystko sie układa i jestem najszczęśliwszym facetem na
          ziemi
          > .

          > Więc nie wiem o co chodzi:(((

          Patryk ja osobiscie nie wierze w zadne wizualizacje przyciagania i zaklecia.
          Wierze za to W Boga i Jego Nieskonczona Moc ktora moze Cie uzdrowic.
    • estelka1 Re: Drugi najgorszy dzień w moim życiu:((( 24.03.06, 23:03
      Patryk, nie myśl o śmierci. W tym wieku nie wypada :) Będzie dobrze. Ktoś musi
      wyjść z choroby, żeby dać dobry przykład innym chorym, by chcieli walczyć.
      Dlaczego nie miałbyś być to Ty??? Powiem Ci coś, moja ciocia... 18 lat temu
      wykryli u niej raka piersi w stadium... nikt nie dawał jej wielkich szans na
      życie. Ale moja ukochana ciocia uznała, ze jeszcze nie "pożeniła" swoich dzieci
      i nie ma wnuków, a umrze dopiero, kiedy będzie spokojna o swój los. I żyje do
      dziś, mobilizując do walki swoją najmłodszą siostrę, a moją mamę. Patryk walcz,
      Ty masz wszelkie szanse żeby wygrać. Jesteś młody, masz plany, masz dla kogo
      żyć...
        • estelka1 Re: Drugi najgorszy dzień w moim życiu:((( 24.03.06, 23:18
          Wiem Ci, ze jest ciężko. Ja sama tego nie przechodziłam, ale od 8 miesięcy
          widzę walkę mojej mamy o życie i zdrowie i jestem jedyną osobą, której mama
          wypłakuje cały ból i strach. Tatę oszczędza, bo sam nie jest zdrowy, siostra
          mieszka daleko i ma duże problemy ze swoim mężem - alkoholikiem. A dla mnie
          przyszedł czas, kiedy to ja jestem oparciem dla rodziców, a nie oni dla mnie,
          jak jeszcze rok temu. W inny sposób niż Ciebie, także i mnie dotyka ta choroba.
          Do tego jest spore ryzyko, że ja też mogę zachorować. Ale wierzę tak samo
          mocno, że Ty wyjdziesz z choroby, wyjdzie moja mama, moja serdeczna koleżanka i
          wielu innych ludzi i wierzę, że ani ja, ani moja siostra na nią nie
          zachorujemy.
    • liina Re: Drugi najgorszy dzień w moim życiu:((( 24.03.06, 23:18
      Patryk,

      z tego co sama stosuje czasem, to fizycznie- napisz nazwe choroby na kartce
      papieru oraz wszytkie uczucia jakie ci towarzysza chorobie i ja spal, rob tak
      kilka razy dziennie.
      Kazdego dnia jak wstajesz rano pisz na kartce kolorowym mazakiem:" jestm zdrowy"
      i wieszaj te kartki w pokoju, zalep nimi cale sciany.
      Pal chorobe, wieszaj zdrowie.
      Zmien miejsce do spania, mozliwe, ze spales lub spisz na zyle wodnej. Przenies
      lozko w inne miejsce na wszelki wypadek.
      Teraz na wiosne poprzytulaj sie do brzozy. Mowie calkiem serio, jedz do jakiegos
      czystego lasu, poszukaj swojej brzozy i sie do niej poprzytulaj. Rob tak
      regularnie. Brzoza wyrownuje przeplyw energii, leczy wiele chorob, wprowadza
      organizm w stan rownowagii.Galazki brzozy mozna zerwac i wlozyc pod lozko.
      Musisz zadbac o roznowage psychiczna, prawdopodbnie strach wywoluje chorobe,
      boisz sie i ja podswiadomie przyciagasz.
      Przeszedles chemie, przeszczep i stwierdziles, ze teraz zobaczymy, skonczylo sie
      leczenie i nadszedl najgorszy moment, w ktoym sie okaze czy choroba wroci czy
      nie i liczyles sie z mozliwoscia, ze moze wrocic i tego sie bales. Musisz sobie
      chorobe wybic z glowy, wiem, ze to bardzo trudne, ale moze ci sie uda.



      • maxima10 Re: Drugi najgorszy dzień w moim życiu:((( 18.04.06, 08:39
        liina napisała:

        > Patryk,
        >
        > z tego co sama stosuje czasem, to fizycznie- napisz nazwe choroby na kartce
        > papieru oraz wszytkie uczucia jakie ci towarzysza chorobie i ja spal, rob tak
        > kilka razy dziennie.
        > Kazdego dnia jak wstajesz rano pisz na kartce kolorowym mazakiem:" jestm
        zdrowy
        > "
        > i wieszaj te kartki w pokoju, zalep nimi cale sciany.
        > Pal chorobe, wieszaj zdrowie.
        > Zmien miejsce do spania, mozliwe, ze spales lub spisz na zyle wodnej. Przenies
        > lozko w inne miejsce na wszelki wypadek.
        > Teraz na wiosne poprzytulaj sie do brzozy. Mowie calkiem serio, jedz do
        jakiego
        > s
        > czystego lasu, poszukaj swojej brzozy i sie do niej poprzytulaj. Rob tak
        > regularnie. Brzoza wyrownuje przeplyw energii, leczy wiele chorob, wprowadza
        > organizm w stan rownowagii.Galazki brzozy mozna zerwac i wlozyc pod lozko.
        > Musisz zadbac o roznowage psychiczna, prawdopodbnie strach wywoluje chorobe,
        > boisz sie i ja podswiadomie przyciagasz.
        > Przeszedles chemie, przeszczep i stwierdziles, ze teraz zobaczymy, skonczylo
        si
        > e
        > leczenie i nadszedl najgorszy moment, w ktoym sie okaze czy choroba wroci czy
        > nie i liczyles sie z mozliwoscia, ze moze wrocic i tego sie bales. Musisz
        sobie
        > chorobe wybic z glowy, wiem, ze to bardzo trudne, ale moze ci sie uda.
        >
        >
        >

        Patryk przestrzegam Cie nie rob zadnych gusel, magii i wizualizacji a
        tymbardziej wrozb. Tym rzadza sily nie czyste. W Biblii jest napisane PAN BOG
        tego zabrania. Zwroc sie tylko do Boga nie ma wiekszej Potegi od Niego. Tylko
        On moze Cie uzdrowic.
    • gontcha Re: Drugi najgorszy dzień w moim życiu:((( 24.03.06, 23:21
      Hej Patryk,
      Trzymaj się chłopie dzielnie i nie poddawaj!
      Masz dla kogo żyć i walcz o swoje z całych sił. Sama mam 5,5 letniego synka i
      wierzę głęboko, ze cholerne choróbsko odczepi się ode mnie raz na zawsze. Im
      jesteśmy silniejsi tym choroba jest słabsza. Jak to powiedział mądry
      francuz 'lepiej diabła pokonać, niż zostać przez niego pokananym' - więc diabła
      w łeb, choć będzie ciężko.
      Trzymam mocno kciuki i pozdrawiam,
      Anka
    • liina u nas 24.03.06, 23:35
      U mojej mamy bylo dosyc podobnie, poki dostawla chemie bylo ok,ale ostatnim
      razem bylo widac, ze to raczej nie chemia jej pomaga, tylko glowa jest za to
      odpowiedzialna. Miala wyznaczonych generalnie 8 kursow, marker ladnie spadal do
      6 kursu i nagle na 7 kursie sie zatrzymal i na 8 kursie chemii zaczal nawet isc
      w gore. Lekarze nie umieli powiedziec co sie dzieje i skad ten wzrost markerow,
      skoro przez pierwsze 6 cykli marker spadal.
      A mama kiedys do mnie mowi:" rany, za jakis czas skonczy sie ta chemia, ktora
      zabija tego raka i co dalej? jak ja bez tej chemii bede zyla?" Miala na mysli,
      ze jak przestanie brac chemie, to choroba wroci, rak wstanie , co widac bylo po
      tym, ze koncowe dwa kursy chemii nie dawaly efektu, bo..., bo juz myslala o tym,
      ze chemia sie konczy i ze choroba wroci.
      Mysle, ze to jest ten sam mechanizm własnie, ktory ludzi konczy. gdyby sie
      pozbyc tego myslenia i nauczyc sie to zabijac w sobie, moze by byly lepsze efekty.
      • patryk2000-p1 Re: u nas 24.03.06, 23:40
        W tym problem że to nie jest takie łatwe.Wszyscy twierdzą, że jestem osobą
        bardzo optymistycznie nastwioną do życia...ale jeśli chodzi o chorobę to
        niestety nie mogę się przełamać
      • estelka1 Re: u nas 24.03.06, 23:41
        Wiesz co liina, niezmiernie ciekawe i ważne jest to co mówisz. Po rozmowie z
        lekarzem, który powiedział, że dopóki działa chemia i radio-, czyli przez kilka
        miesięcy po zakończeniu leczenia, nie powinno dziać się nic złego, zaczęłam
        myśleć w podobny sposób jak Twoja mama. I Bogu dziękować, że moja mama (czyli
        osoba chorująca) ma zdrowsze podejście od swojej czarnowidzącej córki i sama
        nie panikuje, tylko cieszy się, że upierdliwe leczenie się skończyło. Przeżywa
        jedynie to, że przez kilka najbliższych miesięcy może borykać się ze skutkami
        ubocznymi naświetlań.
        • liina Re: u nas 24.03.06, 23:51
          Problem w tym, ze Twoja mama moze mowic jedno, a podswiadomie myslec co
          innego.Tego sie nie dowiesz, towoja mama tez moze sobie z tego sprawy nie zdawac.
          Moja mama mowila zawsze, ze wszytko bedzie ok., ze operacja pierwsza sie udala,
          ze chemia podzialala itd., ale jednak...ciezko powiedziec co i jak sie na to
          wszytko zlozylo, czasem nie jestesmy swiadomi tego, co pod czaszka nam sie placze.
          Musisz tez swoje myslenie przestawic, bo mamie te mysli mozesz przekazywac
          podswiadomie.
          Mojej mamie tez lekarz po pierwszej operacji i pierwszych cyklach chemii
          powiedzial, ze chemia po zakonczeniu dziala jeszcze ok. roku do dwoch lat i moja
          mama miala nawrot choroby wlasnie po ok. roku, mysle, ze to glowa sprawiala w
          duzej mierze.
          OK, musze chyba isc spac, bo jutro mam ciezki dzien, moja mama nie jest w
          najlepszym stanie i ciemno to widze wszytko, ale mysle, ze sporo sie nauczylam
          przez to wszytko i mam sporo spotrzezen, ktore moze wlasnie komus sie przydadza.
          Szkoda, ze tak strasznym kosztem, ale widac wszytko ma swoj sens pewnie, nawet
          smierc, tylko, ze tego nie rozumiemy, bo jestesmy tylko ludzmi, a BOG wie lepiej
          od nas, co na co jest przydatne i dlaczego.
          Pozdrawiam wszytkich.
    • kalinosia Re: Drugi najgorszy dzień w moim życiu:((( 26.03.06, 11:12
      Pat, 3maj się. Wierzę, że wygrasz po raz drugi - NA ZAWSZE!. Grunt to wiara i
      niepoddawanie się. Ja wiem, że czasem takie słowa od osób, które nigdy nei
      chorowały na raka są denerwujące, bo sobie myslisz "co ona/on mogą kurcze o tym
      wiedzieć". Ale tu większość z nas (ja też) lub naszych bliskich przeszła przez
      tę paskudną chorobę i większośc z nas (ja też) wygrała! I bardzo wierzę w to,
      że Tobie się uda! Będę baaaaardzo mocno 3mać kciuki - agnieszka
    • patryk2000-p1 Re: Drugi najgorszy dzień w moim życiu:((( 27.03.06, 19:54
      Jak już napisałem jutro idę na spotkanie z ordynatorem w sprawie dalszego ,
      mojego leczenia....
      Mam jednak pytanie być może wiecie jak wygląda ponowne leczenie po nawrocie
      choroby???Bo jeżeli tak samo jak na początku to wiem że takich chemii nie
      przeżyję...:(((Czy mogę liczyć na mniej niszczącą chemię???
      • b_a_l_b_i_n_k_a Re: Drugi najgorszy dzień w moim życiu:((( 27.03.06, 21:00
        Patryk, mimo że w chorobach schematy leczenia sa podobne ich zastosowanie różni
        sie w zależności od tego, u kogo są stosowane. Dlatego tylko lekarz, który zna
        historię Twojego leczenia, zna Ciebie i Twoje wyniki będzie umiał odpowiedzieć
        na Twoje pytanie. My wszyscy trzymamy za Ciebie mocno kciuki, daj znać jak
        będziesz już po rozmowie z ordynatorem. Trzymaj się chłopie tak
        mooooccccnoooo :-)

        • liina Witaj Patryk!! 28.03.06, 09:18
          Ptryk, spokojnie, nie martw sie na zapas. Bedziesz sie martwic jak sie okaze ze
          ta sama chemia, ale nie bedzie to sama chemia prawdopodbnie, bo moja mama , choc
          ma zaupelnie innego raka, to za drugim razem dostala cos innego i za trzecim
          razem tez cos innego.
          postaw wiecej na psychike niz na te chemie. Chemia i leczenie onkologiczne
          swoja droga, ale zacznij od siebie, od szukania przyczyny nawrotu , a moze i
          nawet przyczyny choroby.
          Piszesz, ze robi ci sie nie za dobrze, jak pomyslisz o leczeniu.
          Postaraj sie zmienic do tego stosunek, postaraj sie potraktowac raka jako nauke,
          pojawil sie w Twoim zyciu, bo moze cos chcial ci zasygnalizowac. Absolutnie nie
          znam Ciebie,Twoich mysli, rodziny, innych problemow itd, ale mozliwe jest, ze
          ten rak , ze ta choroba chce cos ci dac do zrozumienia, cos przekazac. Wiem, ze
          sposob jest bardzo drastyczny, ale wiele badan naukowych wykazuje, ze ( teraz
          napisze to w przenosni)zlo trzeba zawalczac dobrem, nawet Biblia tak mowi, aby
          wybaczac wrogowi.
          Postaraj sie nie nawidziec tego raka, tylko z nim porozmawiaj.Zapytaj sie go po
          co sie zjawil i czego od ciebie chce. Mozna sie go o to zapytac uprawiajac
          medytacje odpowiednio, moga ci wtedy najsc mysli lub obrazy, ktore na to pytanie
          by ci daly odpowiedz lub cos podpowiedzily co jest przyczyna, jesli przyczyna
          nie jest np. czysto genetyczna, a raczej nie jest.
          Wiem, ze to co pisze moze ci sie wydawac glupie, ale mysle, ze to ma sens. To
          tylko moje obserwacje i troche moich doswidczen z moja mama oraz swoimi
          problemami zdrowotnymi.
          Wiele lat bolal mnie pecherz, meczylam sie z tym okropnie, lezalam w kilku
          szpitalach, tysiace niemilych badan, bywalo, ze upokarzajacych, biorac pod uwage
          zachowanie lekarzy. Nienawidzialm swojego pecherza i choroby, mialam prenetnsje
          do losu, ze akurat mnie ten pecherz spotkal. W koncu gdzies wyczytalam to co ci
          pisze, troche polaczylam fakty i zaczelam ze swoim pecherzem rozmawiac.
          Normalnie kladam sie na wersalce, kladam na nim rece i w myslach mowilam do
          niego. Pytalam sie go czemu mnie boli, czemu nie daje mi spokoju,mowialm do
          niego, ze nie jestem juz na niego zla, ze mnie boli, ze bardzo go prosze aby dal
          mi spokoj choc troche, czasem go glasakalam i uspokajalam, tak jak male dziecko.
          Kiedy czulam , ze mnie zaczyna bolec, poswiecelem mu nieco czasu, cgwile
          pogadalam z nim w myslach i przestawal bolec.
          Moze twoje cialo potrzebuje wiecej Twojej uwagi? Moze za malo mu poswiecasz
          czasu, troski? Moze sa jakies przyczyny w jakims zdarzeniu z Twojego zycia,
          ktore zapadlo ci w pamiec i krazy po glowie, nawet podswiadomie.
          Nie moge przez internet tego odkryc, nie wiem nawet czy bym sie nadawala do
          odrkywania takich rzeczy, ale mysle, ze u wielu ludzi, mozna by bylo dosjc
          przyczyny wlasnie w psyhice, w jakims wydarzeniu, w jakis tego typu okolicznosciach.
          Z pecherzmmam spokoj od 3 lat, czasem mnie zaczyna bolec, wtedy z nim rozmawiam.
          Kiedy boli mnie glowa, tez z nia rozmawiam.
          Wiadomo, ze rak to bardzo ciezka choroba, ale mysle, ze da sie moze z nim dojsc
          do jakiegos porozumienia lub ugody, a przde wszytkim porzomawiaj ze swoim
          cialem, przemysl co cie spotkalo tak ze 2 do 3 lat przed zachorowaniem, moze cos
          ci sie prztrafilo ciezkiego w zyciu? Z badan Simnotona wyniak, ze wiekszosc jego
          pacjentow chorych na raka ok. 2 do 3 lat przed zachorowaniem przeszlo w zyciu
          jakis niemil zdarzenie, np. rozwod albo smierc dziecka lub inne rzeczy, ktore
          np. daja poczucie samotnosci, zalu itd.
          Wizualizowac mozez sie wszedzie, w tramwaju, w pracy.
          W czasie wizlizacji najlepiej siadac na krzeslo opierajac sie lokaciami na
          oparciach, siedziec prosto, lepszy przeplyw energii wtedy jest.
          Oddcyahc zaczynasz od WYDECHU, to wazne, bo to wporwadza mozg w odpowiedni stan,
          w ktorym mozg szybciej lapie obrazy.
          Obraz wizualizuj do 3 minut.Jezli uda sie dobrze skupic, bedziesz bardzo
          zmeczony po seansie, poloz sie na chwile, jezli mozesz. ja bywalo zasypialam
          nawet na 2 godziny. Wizualizauj sie regularnie, najlepiej 3 razy dziennie,kiedy
          jest swit, kiedy slonce zachodzi i przed snem. Mozesz tez robic to w lozku, w
          pozycji lezacej na plecach, rece wzdloz ciala lub na brzuchu, ale moze sie
          zdarzyc, ze zasniesz w trakcie seansu.
          Nie nastawaij sie na walke z rakiem, tylko na ugode, wygon go dobrem, laskoczac
          go miotelkami, zalaskocz go na smierc, ale dobrem. badania wykazuja, ze duzo
          lepiej dziala wizualizacja "przyjazna", a nie wroga, czyli np. wyobrazanie sobie
          bialych krwinek jako zolniezy, ktorzy zabijaja komorki rakowe.
          OK, jesli masz jakies pytania, to moze bede mogla ci pomoc. Nie musisz
          pokrzystac z moich rad, ale mysle, ze moze cos z nich wyciagniesz, moze
          zauwazysz jakis szczegol, ktory przegapiles i ktory ci pomoze dojsc co jest
          przyczyna twojej choroby i jej nawrotu.
          Pozdrawiam serdecznie.

          • liina Re: Witaj Patryk!! 28.03.06, 09:35
            Przepraszam za literowki i przepraszam za blad w wyrazie "wzdłuż", napisalam nie
            takie "u".Jak przeczytalam swojego posta , to dopiero to zauważyłam.
            Pozdrawiam.
      • patryk2000-p1 Re: Patryk? 30.03.06, 11:53
        WItaj
        PO rozmowie z lekarzami muszą mnie położyć na oddziale..ale nie ma wolnego
        łóżka.Co do dalszego leczenia to zależy jeszcze od dodatkowych badań.
        Dzwoniłem wczoraj o 12 ale nie mają wolnego łóżka. Mam onownie dzwonić jutro o
        tej samej godzinie...bo być może zwolni sie jakieś łóżko.
      • patryk2000-p1 Re: Drugi najgorszy dzień w moim życiu:((( 05.04.06, 19:36
        Stwierdzam że lekarze w moim przypadku znowu zwlekali z decyzją.
        Lekarze z Katowic przekazali mnie spowrotem do Krakowa...ady Ci szybko
        zastosowali leczenie...Miia prawie 2 tyg a oni dopiero pobrali i zrobili
        badanie szpiku...Więc uważam że ktoś olewa sprawę...Jak mam to rozumieć???
        • kingax11 Re: Drugi najgorszy dzień w moim życiu:((( 05.04.06, 21:37
          hm 2 tygodnie to chyba i tak nie jest tak żle, ja miałam robione TK 07.03. po
          10 dniach dopiero były wyniki, póżniej onkolog odesłał mnie do chirurga, ten
          wysłał mnie do innego szpitala, bo nie byłam u nich operowana, tam usłyszałam
          że oni nie robią wogóle operacji raka wątroby, wysłał mnie do następnego
          szpitala, tam byłam już 4 razy u różnych lekarzy , a operację -może będę miała
          za tydzień, może za 2 tygodnie jak dobrze pójdzie. Mam czekać.
        • tolka3 Re: Drugi najgorszy dzień w moim życiu:((( 06.04.06, 09:37
          Patryk, ja doskonalę rozumiem Twój żal do lekarzy, nie rozumiem natomiast ich,
          nie pojmuję, jak można czekać, zwlekać, niestety tak się dzieje niemal w KAŻDYM
          przypadku, to chore i niebezpieczne, ale ja i tak wierzę, że Tobie się uda!
          Jestem bezsilna wobec problemów zw. ze służbą zdrowia i one mnie przerażają.
          Ale proszę myśl teraz tylko i wyłącznie o tym, że pokonasz choróbsko.
          • koofel Re: Drugi najgorszy dzień w moim życiu:((( 06.04.06, 18:16
            Witam Patryk.Sledzę twoje wypowiedzi.Jak cie nie widzę to sie ociebie martwie.W
            moim przypadkudecyzje byly zmieniane z dnia na dzien i byly tak krancowo rożne
            że myślałamże jest ze mną albo tak żle mnie zwodzą albo mają mnie w nosie.Ale
            nie zostawiono mnie samej sobie.Myślę ,że tak jest z tobą.Tobie pomogą
            też.Trzymam za Ciebie kciuki.Pozdrawiam.
            • patryk2000-p1 Re: Drugi najgorszy dzień w moim życiu:((( 06.04.06, 21:01
              Witam wszystkich
              Jutro rano idę do szpitala. W sobotę prawdopodobnie dostanę chemię...pod
              warunkiem że będzie jutro ktoś kto będzie mógł mi założyć wkucie centralne.(a
              jak wiecie jutro jest ogólnopolski strajk słuzby zdrowia)Jeżeli chodzi o
              chemioterapię...to niestety będzie to megachemioterapia..o silne porównywalnej
              z pierwszą..którą ledwo przeżyłem.Mam nadzieję że jakoś to zniosę.
              Zabieram ze sobą laptopa i GPRS więc będę z Wami w kontakcie..oczywiście w
              miarę samopoczucia.
              Pozdrawiam
                • mika751 Re: Drugi najgorszy dzień w moim życiu:((( 06.04.06, 22:04
                  Drogi Patryku, ja takze sledze Twoj watek od poczatku i bardzo trzymam za
                  Ciebie kciuki!! Pomysl, ze rozwoj nauki jest naprawde olbrzymi, kazdy dzien
                  przynosi nowe odkrycia, nowe leki (sama cos wiem na ten temat, bo jestem
                  biologiem molekularnym:). Dlatego byc moze Twoje kolejne leczenie bedzie o
                  wiele skuteczniejsze od poprzedniego! Wierze, ze wszystko bedzie dobrze! Zycze
                  Ci duzo sily, odzywaj sie czesto!! Usciski:)
                  Mika
                  • liina Do Patryka jeszcze. 07.04.06, 08:40
                    Patryk, nie nastawiaj sie , ze bedziesz padac na tej chemii, wizualizuj ja sobie
                    jak sie rozchodzi z krwia po Twoim organizmie i jak zabija komorki rakowe,
                    trzymaj ten obraz przed oczami, trzy razy dziennie go sobie wyobrazaj, mozesz
                    nawet go narysowac, bedzie bardziej skuteczny. nastaw sie do chemii pozytywnie,
                    to tylko przejsciowe. Nie traktuj jej jak wroga, lecz jako przyjaciela, ktory ci
                    pomoze.
                    Takie nastwienie zwiekszy skutecznosc leczenia i moze zalagodzi skutki uboczne.
                    Moja mama brala przy chemii taki wyciag z brzozy o nazwie BETULINA,zamawialismy
                    to poczta od producenta( mozna tez sprowadzic przez apteke, ale jest drozej),
                    takie male sloiczki, lekarze pozwalali to jesc, lagodzilo skutki chemii, nie
                    pamietam od kogo to sprowadzalismy, ale polecil nam to lekarz, ktory mame za
                    drugim razem operowal. Poszukam opakowania, to znajde producenta, moze bys
                    sprobowal tego, moze by to troche skutki uboczne zalagodzilo.
    • patryk2000-p1 Re: Drugi najgorszy dzień w moim życiu:((( 07.04.06, 11:17
      No i jestem juz w szpitalu.Psychicznie mam już wszystkiego dość chociaż staram
      się myśleć optymistycznie...Ta sama sala, te same pielegniarki, Ci sami lekarze
      Przyprawia mnie to o ból głowy:(((
      Jutro mają podać mi już chemię.Prawdopodobnie będzie lecieć 7 dni.
      Proszę Was wszystkich o modlitwę.
        • patryk2000-p1 Witam Was wszystkich!!!! 09.04.06, 11:11
          Chciałem Wam powiedzieć, że w piątek po nawodnieniu wypisałem się na
          przepsutkę. Poszedłem sobie ma krakowski rynek do Winiarni mojego znajmego na
          Jana 5. Wypiłem herbatkę i wieczorem wróciłem na 21 w celu przetoczenia
          osoczaiii i następnie pojechałem do domku na noc (nie ma to jak swoje
          łóżko)...Niestety musiałem rano na godz 7:30 wstawić się na badania i na
          przetoczenie płytek.Ok godz 12 założyli mi wkucie centralne.Chcieli mi założyć
          na szyi ale uprosiłem ich aby spróbowali założyć pod obojczykiem.Troszke
          kręcili nosem bo miałem tam już dwa razy zakładane i mam zrosty ale naszczęście
          się udało.Ok 15:00 poprosiłem lekarza żeby wypuścił mnie znowu do domku na noc
          skoro chemia ma iść dopiero w niedzielę..i zgodził się:))) Poszedłem więc znou
          do mojego znajomego do winiarni a póżniej pojechałem do domku.:)))
          JAk to powiedziała moja ukochana...poza murami szpitala mogę przejść kilka
          kilometrów i jestem pełen życia...natomiast jak przekraczam progi kliniki
          gaśnie we mnie życie i na nic nie mam siły. Nie potrafię tego zmienić..Staram
          się myśleć optymistycznie ale jest mi strasznie ciężko.Łzy mi same lecą -
          jakby płakała dusza a nie ciało.Byłem też wczoraj u mojego synka (P.s. Mój
          synek mieszka z moją byłą żoną - tak to się dziwnie namieszało).Jak go
          zobaczyłem to z radości leiały mi łzy.Teraz już leże.Nawadniają mnie, podali
          zofran i zaraz będzie podana chemia. Ma lecieć 7 dni. Trzy leki z tego jeden 24
          godziny na dobę przez 7 dni.Lekarz wie że nic nie musi mówić o sytuacji, bo wie
          że sobie zdaję z tego sprawę. Powiedział do mojej ukochanej, że wie że zdajemy
          sobie sprawę z sytuacji no i nie da mu się mnie okłamać, nawet jeśli by chciał
          bo jestem zbyt inteligentny..a interent też robi swoje:))
          Teraz będę się utożsamiał z chemią i zwalczał komórki nowotworowe. :)))
          Trzymajcie się. W miarę możliwości będę w kontakcie.
          Ściskam mocno.
          • 374.4w Re: Witam Was wszystkich!!!! 09.04.06, 12:00
            jak fajnie, że sie odzywasz. Dobry pomysł z tymi przepustkami, na Jana parę
            kroków z Instytutu.
            Ja w czwartek kwitnę pod pokojem nr 18(nie jestem pewna numeru-zakład
            radioterapii, tam jest jedna pielęgniarka, czarna, która strasznie krzyczy na
            pacjentów, że wchodzą do korytarzyka, a tam miejsce dla tych już "wywołanych" i
            druga ruda, ogromnie sympatyczna).
            Pozdrawiam i życzę dużo siły.
            Założyłam wątek z pytaniem do Ciebie, nie zauważyłeś chyba.
            Rozumiem, że w klinice tracisz siły i gaśniesz. mam to samo, po każdej kontroli
            wychodżę stamtąd ledwo żywa i obowiązkowo idę na kawę i duuuże ciacho. Żeby się
            odstresować
              • liina Re: Witam Was wszystkich!!!! 09.04.06, 12:56
                Hej Patryk,

                dobrze, ze tak z jako takim spokojem podchodzisz do wszytkiego. Mysle jak by
                tutaj ci pomoc przemoc ten lęk przed tym szpitalem, wiem, ze to bardzo ciezkie.
                Nie znajde takiego cwiczenia typowego na ta "dolegliwosc", ale mysle, ze dobre
                by bylo, gdybys sobie wchodzac do szpitala wyobrazal np. w nim łąkę, pełna
                pięknych kwiatów, pszczółek, dużo energii i pozytywnego słońca. Wyobraz sobie to
                na podlogach szpitala, na schodach, obok swojego lozka. Zanim pojdziesz spac
                albo jak dochodzisz do swojego lozka, to wyobraz sobie pelno zieleni, pełno
                zieleni i pełno kolorowych kwiatów wokól niego oraz dobrą energie , która z nich
                spływa na Ciebie i na innych chorych.Może taki obraz ci pomoze przezwyciezyc to
                meczace uczucia.
                TRzymaj sie, pozdrawiam.
          • gontcha Re: Witam Was wszystkich!!!! 09.04.06, 13:19
            Cześć Patryk :)
            Fajnie, ze puścili Cie na przepustki przed chemią jeszcze. Zawsze to trochę
            luzu, no i mogłeś pobyć z ukochaną i odwiedzić synka:)
            Trzymaj się dzielnie i w miare możliwości daj znać jak się czujesz.
            Ściskam mocno,
            Anka
          • mika751 Jak tam Patryk? 12.04.06, 15:38
            Witaj Patryk!! Wiem, ze jestes 'uziemiony' i prawdopodobnie nie najlepiej sie
            czujesz ale...odezwij sie! Napisz choc dwa slowa, bo martwimy sie tu o Ciebie:)
            Trzymaj sie cieplo, walcz dzielnie!!! A my wciaz trzymamy kciuki:)
            • patryk2000-p1 Witam Was wszystkich!!!! 13.04.06, 12:28
              Witam Was wszystkich i życzę Wesołych Świąt.
              U mnie...jak to po chemii.Mega osłanenie i mega wymioty.Na dpdatek strasznie
              sie pocę.Po cięzkim poniedziałku, wtorku i środziedzisiejsza noc i dzień była
              najlepsza.Jescze mam chemię do niedzieli...a potem "dołek" i czekanie na
              odbudowę.Lekko nie jesr...ale nikt też nie powidział że będzie lekko.Grunt żeby
              była remisja.
              A co do WIniarni AMPHORUM tj Na na Ul.Jana 5 na przeciw kina Sztka. Są tam
              typowo węgierskie wina.
              Naprawdę super obsługa i luźny wystrój. Właścicielem jest młody chłopak Piotr
              Saran -przyjemny gość...a co Wam będę mówił..idzcie to sami się przekonacie.W
              każdym razie knajpka różni się od tych wszystkich zadymionych, zatłoczoych
              lokali gdzie nie można nawet spokojnie porozmaiać.POLECAM
              Jeszcze raz wszystkich mocno ściskam!!!
    • gontcha HEJ PATRYK :))) 21.04.06, 17:03
      Czesc Patryk,
      Ciesze sie ze juz jestes po chemii i mam nadzieje, ze wszysciutko bedzie oki.
      Wygrasz kolejne bitwy i cala ta wojne.

      Pozdrawiam Cie bardzo serdecznie i trzymam mocno kciuki.
      Anka
      • liina Re: HEJ PATRYK :))) 02.05.06, 19:09
        Właśnie Patryk, co u Ciebie?
        Mam nadzieje, ze na forum piszesz mniej, bo jestes zajety spedzaniem wolnego
        weekendu z rodzina gdzies w milym miejscu.
        Pozdrawiam.
              • czap Re: HEJ PATRYK :))) 04.05.06, 17:05
                patryk2000-p1 napisał:

                > Kolejnej chemii jeszcze nie miałem.
                czść PATRYK, jestem nowy na forum,przeczytałem Twoją historię-ujmuje.Też mam
                syna i też mnie bezpośrednio dotyczy ta gówniana choroba. Jeśli masz choć
                chwilę ochoty i siły-napisz proszę trochę o tym , co robisz na codzień, oderwij
                się troche myślami od kitli. Ja też ciągle pracowałem i pracowałem aż do
                znamiennego dzwonka o zwolnienie tempa. Więc daj coś o sobie, bo stary pokładam
                w Tobie dużą wiarę że i Ty swoją postawą możesz mi pomóc. To nara i nie daj
                długo czekać.
              • gontcha Re: HEJ PATRYK :))) 04.05.06, 17:11
                Czolem Patryk :)
                No to czas najwyzszy, zeby szpik przestal leniuchowac i zabral sie do roboty.
                Trzymam za Ciebie bardzo mocno kciuki i kibicuje z calych sil.
                Serdecznie pozdrawiam,
                Anka
                • liina Re: HEJ PATRYK :))) 04.05.06, 23:47
                  Patryk, zapewniam Cie, ze umiesz swoim umyslem pobudzic szpik do dzialania.
                  Wyobraz sobie swoj szpik po prostu jak zaczyna dzialac, przemow do niego,
                  pogadaj z nim. Powiedz, ze ci bardzo na tym zalezy. Wyobraz sobie swietlista
                  energie plynaca do Cienie z niebios od Boga lub sily wyzszej, ktora osiada na
                  Twoim szpiku, laduje go energia do pracy i widzisz nagle jak Twoj szpik zaczyna
                  pracowac i pracuje juz pelna para.3 razy dziennie taki obraz sobie przywoluj, w
                  stanie relaksacji, wycisz sie, oddechy glebokie itd.
                  Zapewniam Cie, ze Twoj mozg kieruje cialem i moze ten szpik obudzic jesli dobrze
                  pokierujesz mozgiem.
                  Sprobuj prosze tej metody, ona pomaga, przetestowalam ja na sobie, to jest dobra
                  metoda do Twojego problemu akuart, serio, to w Twoim przypadlku bardzo dobra
                  metoda na pobudzienie pracy szpiku.
                      • patryk2000-p1 Witam Was Kochani 16.05.06, 15:20
                        Witam Was Serdecznie.Przepraszam, że się nieodzywałem...ale walczyłem z
                        wartościami. Obecnie jestem w domku.W tamtym tygodniu pobrali mi szpik i
                        zawieźli do Katowic do badania. Być może jutro będą wyniki i decyzja co dalej:
                        Czy kolejny cykl chemioterapii czy odrazu drugi przeszczep. Jak narazie cieszę
                        się pobytem w domku..chociaż morfologia nędzna: Leukocyty-900, Granulocyty-400
                        Hemoglobina-9, Płytki 37.000:(((. Szpik nadal coś nie chce się wziąść do pracy:
                        ((. Nadal walczę...:)))
                        • b_a_l_b_i_n_k_a Re: Witam Was Kochani 16.05.06, 16:08
                          Strasznie się cieszę, że na końcu Twojego postu są uśmieszki :-) i że nie
                          tracisz ducha. Patryk, nie wiem, czy by to pomogło, ale na poprawę morfologii
                          polecano kiedyś na Onkolinku barszczyk albo sok z buraków
                          czerwonych. Przepis na przykład moze być ten
                          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=777&w=32940164&a=32940164
                          Może nie przyprawiaj go az tak bardzo jak w przepisie. Jest pyszny :-)
                          • patryk2000-p1 Barszczyk:)) 16.05.06, 16:42
                            Wielkie dzięki za przepis...ale w moim przypadku to nie pomoże...bo szpik jest
                            zbyt marniutki...a barszczyk czy sok z buraczków ma troszkę za słabe działanie.
                            Biorę neupogen (czynnik wzrostu) ale niestety nic nie wzrasta. Nic mi nie
                            pozostało jak czekać na wyniki szpiku..i unikać infekcji.
                            • czap Re: Barszczyk:)) 16.05.06, 23:54
                              Miło Cie czytać.
                              barszczyk to głównie na wzrost czerwonych, a na leuko polecam surową natkę
                              pietruszki. Jeśli dasz radę , to zjadaj nawet trzy pęczki dziennie. Sam mało
                              wierzę w takie ceregiele, ale jak nie mogłem odbudować swojej odporności , to
                              po 5 dniach ścisłej diety ( głównie pietruszka-natka; sok z surowych buraków,
                              jabłek marchwi,korzenia selera; suszone morele, pestki dyni i słonecznika,
                              szpinak)podniosłem wynik trzykrotnie.Tylko właściwie to jadłem, bo na nic
                              innego nie było już miejsca ani ochoty. I uwierzyłem, że od właściwej diety
                              niesamowicie dużo zależy. Natki pietruszki nie należy zbyt bardzo rozgryzać i
                              bynajmniej jej nie siekać nożem. Neupogen pobudza związkiem chemicznym, który
                              jest symulowany do naturalnego, natomiast z tej mało smacznej diety związki są
                              przyswajane w naturalny sposób. Spróbuj pomóc neupogenowi. Aha - tego soku to
                              tak ok.2 litrów dziennie, a pietruchę lepiej zagryzaj chlebem, czy czymś -tak
                              lepiej. No to tyle. Pozdrawiam i życzę smacznego.
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka