Moi bliscy - moje wsparcie?

02.04.06, 18:40
Czytałam dziś wpis Krystyny, która chorowała kilka lat temu i najoględniej
mówiąc nie miała w swoim mężu żadnego wsparcia... Mam nadzieję Krysiu
,że wybaczysz mi powrót do Twojej historii.
Mama mojego kolegi, kiedy kolega miał 12 lat, umierała na r. szyki m. W tym
czasie ojciec był już z nową panią. Kolega opowiadał, że niewiele z tego
rozumiał, ale wydawało mu się, że przed chorobą mamy rodzice byli całkiem
niezłym małżeństwem.
Często chore osoby podkreślają, jak wielkim wsparciem jest dla nich rodzina.
Zastanawiam się , dlaczego są i zupełnie inne przykłady, kiedy najbliżsi
zawodzą...Dlaczego tak się dzieje? Boją się? Sytuacja ich przerasta?


    • aga2006 Re: Moi bliscy - moje wsparcie? 03.04.06, 19:39
      Witam,
      Jestem ty pierwszy raz nazywam się Aga, w kwietniu 2005 r wykryto u mnie raka
      jajnika. Jestem po operacji (oszczędnościowej) po 6 kursach chemioterapi.

      Moi bliscy moje wsparcie - brak, męża nic to nie obchodzi, jedna z sióstr od
      kiedy się dowiedziała o mojej chorobie nie odzywa się (po co marnować czas na
      kogoś kto zachorował na raka...) podobnie postąpiła najbliższa koleżanka.
      Zostałam z tym sama. Nie mam wsparcia i jak jest mi z tym bardzo żle . Wiem, że
      czułabym się zupełnie inaczej gdybym miała wsparcie ale po co marnować na mnie
      czas....
      Pozdrawiam
      • tolka3 Re: Moi bliscy - moje wsparcie? 04.04.06, 09:39
        Aga brak mi słów. Naprawdę nie wiem, co napisać, bo parwdę mówiąc zupełnie nie
        pojmuję... Skąd jesteś? Gdzie się leczysz? Proszę nie myśl w takich
        klategoriach "po co marnować na mnnie czas". Ja wiem, że potwornie ciężko jest
        walczyć w pojedynkę... Ale oni nie są warci tego, by się nimi przejmować, by
        pogrążać się w smutku, choć łatwo mi pisać... Aga pisz do nas, bądź tutaj, nie
        poddawaj się! Pokonasz to paskudztwo. A my jestesmy z Tobą!
        • reed28 Re: Moi bliscy - moje wsparcie? 04.04.06, 10:41
          Aga przykro mi strasznie z tego powodu walcz, i niepoddawaj sie. U mnie tata
          jest chory ma raka pluc. Jestem z nim prawie codziennie chodz mieszkam daleko bo
          on w polsce ja w uk ale dzwonie mysle pisze sms i on o tym wie nie wyobrazam
          sobie sytuacji zebym mogla sie teraz odwrocic ciezko by mi bylo. Trzymaj sie jak
          masz ochote napisz. Masz o co walczyc bo niewiesz czy za rogiem nie czai sie
          milosc.... :))) Wspieram duchowo.
      • rima Re: Moi bliscy - moje wsparcie? 04.04.06, 10:39
        AGA!!!
        Dlatego jestesmy my, Gdy moja mama chorowala wszyscy bylismy przy niej,
        chrowalismy razem znia... nie poddawaj sie... u nas zawsze znajdziesz wsparcie
        a my dla ciebien zawsze bedziemy starali sie byc wsparciem...
        badz dzielna i pamietraj ze wszyscy do nas wraca jak bumerang...
        trzymaj sie
        iza
        • ulaw2 Re: Moi bliscy - moje wsparcie? 04.04.06, 11:18
          Aga dobrze że,trafiłaś na to forum.Zapewniam cię że zawsze otrzymasz tutaj to
          czego nie dają ci najbliźsi.Trzymaj się droga Agusiu, głowa do góry bo zyskałaś
          nowych przyjaciół.Jesteśmy z Tobą.
      • emgoro Re: Moi bliscy - moje wsparcie? 04.04.06, 12:12
        Aga możesz na nas liczyć w temacie metod leczenia i najlepszych ośrodków od
        raka jajnika i nie tylko. Oferujemy swą pomoc, bo też zmagamy się od ponad 4
        lat z tą chorobą. Jak chcesz pogadać np. na GG to bardzo chętnie podajemy nr
        3190023.
        pozdrawiamy Ciebie bardzo serdecznie i pamiętaj, że pomimo tej samotności to
        dzięki temu forum ta samotność będzie mniejsza.
        Gosia i Robert ze Szzczecin
      • gontcha Re: Moi bliscy - moje wsparcie? 04.04.06, 22:53
        Hej Aga..
        Trzymaj się dzielnie. Zawsze możesz liczyć na wsparcie tu na forum. Możesz
        liczyć na ciepłe słowa jak i na informacje dotyczace choroby, lekarzy, badań,
        leczenia etc...Tu jest sporo wspaniałych ludzi. A Ci którzy się od Ciebie
        odsuneli...hmmm....nie sa Ciebie warci.
        Głowa do góry, trzymam kciuki i pozdrawiam ciepło :)
        Anka
    • aga2006 dziękuję 04.04.06, 22:42
      Dziękuję
    • kalinosia Re: Moi bliscy - moje wsparcie? 06.04.06, 14:33
      witam Was, bardzo przykre to co napisala Aga :(. W głowie się nie mieści, że
      ktoś bliski Ci sercu może być tak nieludzki... Wsparcie osób bliskich to jeden
      z ważniejszych czynników wyzdrowienia. Ja spotkałam się z ogromną życzliwością
      mojej rodziny i przyjaciół. Wsparcie miałam wspaniałe i łatwiej mi było przejść
      przez chorobę. Najbardziej oczywiście wspierał mnie mąż i mama. Pozdrawiam
      ciepło zycząc wszystkim zdrowia - agnieszka
      • koofel Re: Moi bliscy - moje wsparcie? 06.04.06, 17:47
        Witam.Wątek śledzę,ale nie miałam odwaginapisać osobie bez wsparcia,że o mnie
        dbali wszyscy.Maz ,dzieci,a ukochane wnuki całowały moją łysą głowe zaewniając
        mnie tu cyt."babciu bez włosków tez jesteś śliczniusia".Itak jest do dziś.Oni
        byli dzielniejsi niż ja.To im zawdzieczm że przetrwałam i sie nie zalamałam.
        Pozdrawiam.
        • aga2006 Re: Moi bliscy - moje wsparcie? 06.04.06, 19:03
          Witam,
          Wsparcie mam jedynie ze strony jednej siostry (kłamałabym nie pisząc o tym), ale
          nie mam sumienia jej ciągle wykorzystywać – ona ma swoje życie dom rodzina
          dzieci. Najbardziej boli mnie obojętność mojego męża i to, że on jej – (swojej
          obojętności) nie zauważa. Nie wytrzymałam już któregoś dnia i powiedziałam mu o
          tym wprost – było mi już tak ciężko... Uwierzcie mi... Zdrowy człowiek nie umie
          żyć normalnie pozbawiony miłości i troski. Nie chcę się użalać nad sobą nie o to
          mi chodzi. Nie o to, że zachorowałam na raka – są inne gorsze choroby ta JEST
          WYLECZALNA!!! I co do tego jestem przekonana.

          Ale nawet powiedzenie, wprost, że jeszcze żyje jestem człowiekiem i potrzebuje
          troski miłości czasami po prostu przytulenia a nie krzyczenia tylko na mnie,
          „czego ty ryczysz”.. To boli.
          Chciałam napisać tu o tym, aby wszyscy (lepiej by było jakby nie było takich
          osób, ale niestety..), Którym zachoruje bliska osoba mieli świadomość, że często
          lepszym lekarstwem na to jest po prostu miłość, troska zainteresowanie a nie
          obojętność i traktowanie jak „trędowatych?.
          Pewnie też chciałam się poskarżyć szukając ulgi.
          Nigdy nie zrozumiem tych, którzy przestali nawet do mnie dzwonić, od kiedy
          zachorowałam. Nigdy nie zrozumiem obojętności mego męża. Choć często mówiłam mu,
          wprost czego potrzebuję.
          I to nie chodzi o to, że powinnam im wybaczyć. Ja mam do nich żal i Tak bolało
          to strasznie i boli... To takie zabijanie po troszkę. Zapominanie, że jestem.
          Pozdrawiam Was wszystkich serdecznie i dziękuję za wszystkie ciepłe słowa.
          • b_a_l_b_i_n_k_a Re: Moi bliscy - moje wsparcie? 07.04.06, 09:53
            Pisałam jakiś czas temu o narzeczonym mojej znajomej i jego sytuacji zawodowej:
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=37372&w=38103256&a=38103256
            Tak sobie myślę, że takie podejście otoczenia to być może wyraz strachu i
            konieczności skonfrontowania swojego życia z przerazającą rzeczywistością. Po
            prostu jak ktoś sobie nie daje rady z tym, że z bliską osobą dzieje się coś
            złego, stara się od tego ucieć. Tylko kurcze, co mają powiedzieć Ci którzy są
            chorzy... Oni nie mogą uciec.
            • kingax11 Re: Moi bliscy - moje wsparcie? 07.04.06, 10:13
              może chodzi też o to że wiele osób sobie uświadamia, widząc chorego, że oni też
              mogą zachorować, i też umrą i to ich przeraża, nie chcą o tym mysleć, a kontakt
              z chorym na raka im o tym przypomina, moja rodzina też się ode mnie odsunęła,
              szczerze mówiąc nie bardzo miałam ochotę na spotkania, szczególnie z dalszą
              rodziną, i ciągłe pytania jak się czujesz, ciągłe opowiadania o chorobie.Tak
              jakby ze mną już nie można było o niczym innym porozmawiać. Czasem miałam
              ochotę krzyknąć: Hej, ja jeszcze żyję.
              • ulaw2 Re: Moi bliscy - moje wsparcie? 07.04.06, 12:05
                Też mi się wydaje że oni boją się tej konfrontacji z chorobą.Siostra mojej mamy
                zachowuje się podobnie, wydzwania bez przerwy do mnie i dopytuje się o wszystko
                ale rzadko przyjeżdża do nas, choć mieszka bardzo blisko.Jak już przyjedzie, to
                widac ten strach w jej oczach a odkąd mama zachorowała ciotka zaczęła robić
                różne badania.Kiedys nie przywiązywała do tego takiej uwagi.
                • kingax11 Re: Moi bliscy - moje wsparcie? 07.04.06, 12:20
                  też zauważyłam że wiele osób zaczęło robić sobie badania,chociaż wcześniej tego
                  nie robili, a rodzinę najbardziej interesowało właśnie to czy oni też mogą
                  zachorować, czy to sprawa genetyczna,
                  • ulaw2 Re: Moi bliscy - moje wsparcie? 07.04.06, 12:40
                    I wiesz jeszcze wkurza mnie to litowanie się:oj jak ty sobie dasz radę ze
                    wszystkim.Ale pomocy - zero.
                    • kingax11 Re: Moi bliscy - moje wsparcie? 07.04.06, 12:59
                      dokładnie, nie przyjeżdżają bo może trzeba by było pomóc? U mnie nawet się nie
                      litują, niektórzy dają do zrozumienia że to chyba nie rak bo "nie wyglądam na
                      chorą" tzn. nie jestem bardzo chuda.
                      • ulaw2 Re: Moi bliscy - moje wsparcie? 07.04.06, 13:15
                        Wiesz identyczniebyło z moją mamą.Jak się sąsiedzi dowiedzieli .ze to rak to
                        już ją prawie pochowali a później konsternacja że jeszcze chodzi, ładnie
                        wygląda.Najbardziej ubawiło mnie stwierdzenie jednej z sąsiedek: aleście
                        pieniędzy podpakowali doktorom że tak ją na nogi postawili.
          • marzena3007 Re: Moi bliscy - moje wsparcie? 16.04.06, 15:45
            Hej Agula!
            Właśnie przeczytałam Twój wpis i oniemiałam. Opisałaś dokładnie to, co
            przeżyłam, kiedy zdiagnozowano u mnie raka szyjki macicy. Dlatego wiem jak
            bardzo musiało być Ci ciężko i jak bardzo to Cię dobijało. Chyba najbardziej
            ten zawód, że nie możesz się oprzeć o najbliższych. Ale wiesz co? Głowa do góry
            Malutka! Nie daj się chorobie. Walcz o siebie i o swoje życie. Zdrowie. Bądź
            dzielna! Bo musisz. Bo wredne raczysko nie powali kogoś takiego jak Ty. A
            rada "doświadsczonej" na złe emocje to olej to (przepraszam za zwrot).
            Odkryjesz prawdziwych przyjaciół i na nich będziesz mogła polegać.
            Ściskam Cię mocno
Pełna wersja