Dodaj do ulubionych

Jeśli tylko się na coś przydam...

19.04.06, 16:50
Witajcie wszyscy!
Śledzę wpisy na forum od dłuższego czasu i stało się ono dla mnie swego
rodzaju "encyklopedią". Dowiedziałam się od Was rzeczy, o których żaden z
lekarzy nie raczył mnie informować. Dzięki Wam wróciła do mnie nadzieja, że
nie wszystko stracone, że każdy z nas walczy i nie może opadać z sił, że
motto to walczymy do końca. Miałam pecha, bo lekarze nie poznali się ani na
raku jajnika, ani szyjki macicy. Okrężnica i jelita były kwestią czasu.
Teraz - według lekarzy - zostały tylko leki przeciwbólowe i wiara w cuda.
Ale w sumie chciałam powiedzieć jedno - nie potrafię w sumie pomóc radą w
sensie medycznym, moje doświadczenia z lekarzami też raczej nikogo z Was nie
zbudują - to pewne. Ale b. chciałbym być dla Was użyteczna. Więc jeśli
ktokolwiek z Was potrzebuje porady, pomocy prawnej to służę pomocą.
Pozdrawiam Was sedecznie
Marzena
Obserwuj wątek
    • b_a_l_b_i_n_k_a Re: Jeśli tylko się na coś przydam... 19.04.06, 17:00
      Cześć Marzeno! Napisz coś więcej o sobie. Ile masz lat, od kiedy chorujesz,
      gdzie się leczysz...
      Bardzo Ci dziękuję, za to że chcesz pomóc.
      • marzena3007 Re: Jeśli tylko się na coś przydam... 19.04.06, 17:20
        Hej, hej.
        Choruje - rety, już prawie dwa lata. Tylko teraz jest już ciężej, bo trudno
        normalnie funkcjonować. Nie chciałam, żeby choróbska wpływało na moje życie,
        hamowało. Mam 28 lat, dwie córeczki, energia mnie rozpierała, A teraz "Stop",
        tego nie wolno, tu nie mam siły. To było nieakceptowalne. A i ludzie jakoś tak
        dziwnie. Jakby to był sars albo ptasia grypa. Żaden z klientów nie wie o
        chorobie bo pewno by mnie zmienił na lepszy (czytaj zdrowszy) model. Dziwne,
        prawda? Jakość człowieka jest czasem mierzona jego przydatnością. Cholera
        bierze! Ale postanowiłam się nie dawać i robić swoje. Na tyle, ile mogę.
        • emgoro Re: Jeśli tylko się na coś przydam... 19.04.06, 18:33
          A może jednak Tobie można jeszcze pomóc. To, że jeden lekarz rozkłada ręce, to
          nie znaczy, że drugi powie to samo. Napisz na co chorujesz i w jakiej jesteś
          obecnie sytuacji chorobowej. Napewno znajdą się na tym forum ludzie, którzy
          spróbują Ci pomóc od strony medycznej. Trzeba wykorzystać każdą drogę, aby
          dążyć do poprawy stanu zdrowia. Nie wolno Ci się poddać. Zapewne również z
          Twojej pomocy ktoś skorzysta. Po tu jesteśmy, aby sobie wzajemnie pomagać, bo
          od lekarza często się tyle nie usłyszy, co od ludzi po przejściach.pozdrawiam
          Robert
          • marzena3007 Re: Jeśli tylko się na coś przydam... 19.04.06, 19:07
            Witaj!
            Odkąd przeczytałam część historii choroby Twojej Żony dostałam niesamowitego
            kopniaka, żeby przestać lamentować i się brać do roboty. Jestem pełna podziwu
            dla Jej siły i odwagi. Naprawdę, trzymam kciuki za Was, żebyście wygrali. Tak
            jakoś mi się wydaje, że jeśli ktoś mógłby dać radę, to Wy.
            Co do mnie, to jest to rak szyjki macicy przekraczający granicę miednicy,
            naciekający typ IVb. Dał przerzuty i każdy lekarz, u którego byłam rozkładał
            ręce. Jestem leczona "objawowo". Co dalej, to nie wiem. Jutro mam jakąś
            konsultację z onkologiem, który pewno poklepie mnie po głowie, Jakoś mi się
            wydaje, że on jest zdziwiony, że jeszcze nie umarłam. Wkurza mnie to, bo ja się
            nigdzie nie wybieram, a nie mam wiedzy, żeby sobie pomóc. Nie nawykłam do
            takich sytuacji. A lekarze nie mają żadnego pomysłu na mnie. Sama nie wiem...
            Trzymajcie się dzielnie
            • emgoro Re: Jeśli tylko się na coś przydam... 19.04.06, 19:16
              Marzena a skąd jesteś i gdzie się leczysz? Czy byłaś może na konsultacji u
              Prof. Emericha z Gdańska? Może on widziałbym dla Ciebie szansę jest odważnym i
              doświadczonym ginekologiem, a w dodatku bardzo dobrym chirurgiem. Odpowiem
              jutro bo zaraz zmykam do pracy
              pozdrawiam
              Robert
              • marzena3007 Re: Jeśli tylko się na coś przydam... 19.04.06, 19:52
                A byłam, byłam. Na Chmieleckiego w Sopocie. Niestety, profesor też nie widział
                za bardzo sposobu. Jestem ze Szczecinka, więc lekarzy z pomorskiego, zach.-
                pom., kujawsko-pom. mam "objechanych. Ale cały czas mam nadzieję, że ktoś się
                znajdzie i wszystko będzie dobrze. A i z Wielkopolski też. Czytałam, że różne
                rzeczy się zdarzają, a najgłupsze co można zrobic to się poddać, nie?
                Pozdrawiam wszystkich
                • juta50 ;* 19.04.06, 22:41
                  Nie wolno się poddawać...trzymaj się dzielnie. całuje i modle się...o Twoje
                  zdrowie...:*
    • shadowland1 Re: Jeśli tylko się na coś przydam... 19.04.06, 22:35
      Marzena, jestem calym sercem z Toba; ja tez mialam nowotwor, na szczescie
      poczatkowe stadium, od operacji minely juz dwa lat i jak na razie wszystko jest
      okej; trzymam kciuki zeby mimo tego co mowia lekarze( oni nie sa nieomylni)
      wszystko dobrze sie potoczylo
      • marzena3007 Re: Jeśli tylko się na coś przydam... 19.04.06, 22:46
        Bardzo Ci dziękuję! Cieszę się ogromnie, że Ci się udało. Prawda, że lekarze to
        często tylko ludzie po studiach medycznych bez elementarnej zdolności łączenia
        faktów. Mam nadzieję, że i tym razem się "pomylili". W końcu skoro miało mnie
        już nie być - a jestem, to coś jeszcze funkcjonuje. Ściskam mocno!!!
    • ulaw2 Re: Jeśli tylko się na coś przydam... 20.04.06, 08:54
      Marzenko napisz coś więcej o twoim leczeniu.Jak byłaś leczona w momencie
      rozpoznania a jak teraz.Wiesz moja mama ma też raka szyjki macicy IIIb i była
      naświetlana paliatywnie(2 serie po 5 naświetlań).Jakieś pół roku było dobrze
      ale teraz naciek zaczął się szerzyć dalej.Nie wiem co można by jeszcze zrobić i
      czego się domagać od lekarzy.Onkolog wspomniał coś o paliatywnej
      brachyteraii.Czy ty może miałaś ją? Jest jeszcze jeden problem bo mama ma
      bardzo duże upławy czy to można jakoś leczyć bo widzę że lekarze to
      bagatelizują a to jest bardzo uciążliwe dla mamy.Wogóle napisz jak
      najwięcej.Pozdrawiam.Ula.
      • marzena3007 Re: Jeśli tylko się na coś przydam... 20.04.06, 13:39
        Hej Uluś,
        przede wszystkim pozdrowienia dla Twojej Mamy.
        U mnie etap postawienia diagnozy był momentem przerwania leczenia przez
        lekarzy, a początkiem leczenia objawowego. Naświetlenia i owszem miałam, tylko
        że była to raczej proforma aniżeli leczenie ze skutkiem. Na dzień dzisiejszy
        brachyterapia nie wchodzi w rachubę i stan ogólny mój wyklucza jakąkolwiek
        ingerencję bo ponoć by mnie powaliła - jakbym miała jakiś wybór - a tu siedź
        dziewczyno i czekaj Bóg wie na co.
        Upławy są kłopotem, którego i u mnie nie potrafią rozwiązać niestety.
        Najwyraźniej nie uznają tego za duży problem. Eech...
        Dosyć mam naszych rodzimych konowałów, a że jest mi ostatnio lepiej - wbrew
        medykom - więc szukam pomocy u lekarzy za granicą. Jeśli uzyskam jakąś
        pożyteczną info, podziele się nią od razu. Może inni (lekarze) mają wiedzę i
        sprzęt, który potrafi pomóc.
        Pozdrawiam Cię serdecznie
        Kiedy Twoja Mama zachorowała? Od razu poznali, że to rak szyjki macicy? Wiesz,
        bo u mnie myśleli, że to jakiś stan zapalny.
        • emgoro Re: Jeśli tylko się na coś przydam... 20.04.06, 15:36
          Rzeczywiście Marzena odbyłaś wiele konsultacji i cały czas jesteś czujna.
          Szkoda, że prof.Emerich nie widział szansy pomocy, ale to naprawdę bardzo dobry
          medyk. Nie na darmo przyjeżdżają do niego pacjentki z całej Polski. Dobrze, że
          szukasz za granicą,a na terenie UE można ubiegać się o refundację leczenia.
          Wierzę, że szukając znajdziesz dla siebie kolejną szansę, a wiara i nadzieja
          będzie rosła z wielką siłą. W Twoim przypadku nie było możliwości zastosowania
          chemioterapii? Próbowałaś może w CO w Warszawie, może tam jeszcze warto?
          pozdrawiam
          Robert
          • marzena3007 Re: Jeśli tylko się na coś przydam... 20.04.06, 15:57
            Cześć Robert!
            Właśnie przeczytałam, że o poprawie u Twojej Żony. Bardzo się cieszę! Pewnie że
            można pokonać tego - cytując za jedną Panią - "dziada" (nazwa pasuje)! Trzymamy
            z mężem za Was kciuki!
            W Warszawie byłam w PFESO u dr Panka, ale cóż, też mnie nie chciał leczyć. Może
            ze mną jest coś nie tak, że mnie wszyscy odsyłają z kwitkiem... Ale ja teraz
            czuję się naprawdę lepiej, a przecież powinnam teoretycznie gorzej, tylko że
            lekarza to jakoś nie przekonuje. On mówi, że sobie wmawiam poprawę. Dacie
            wiarę?! Skoro to działa to chyba dobrze. Zobaczymy, co powie po badaniach.
            Życzę mu opadnięcia "szczeny". Jestem ogromnie zdeterminowana, żeby się nie
            dać, więć jeszcze temu choróbsku pokażę!
            Pozdrawiam ciepło
            • tolka3 Re: Jeśli tylko się na coś przydam... 20.04.06, 16:11
              No i tak trzymaj, pewnie że pokażesz choróbsku, w końcu ktoś musi zrobić z nim
              porządek! Trzymam kciuki! Robercie za Was również!
    • ulaw2 Re: Jeśli tylko się na coś przydam... 20.04.06, 19:16
      Marzenko!
      Płakac mi sie chce i krzyczeć jak czytam to co piszesz!
      Przeczytaj wątki:jak to z nami było, i rak szyjki macicy cd.Jest tam historia
      horoby mojej mamy,mamy Tolki a także "cudowne" sposoby diagnozowania i leczenia.
      Moją mamę 5 miesięcy leczono na stan zapalny i grzybicę.Nawet ją rozcięto aby
      sobie diagnostyke ułatwić no bo to chyba prostsze niż pobrać wycinki, prawda?Co
      tam w takim wieku to można już poeksperymentować(69)najwyżej zaszyje się brzuch
      i nic się nie stanie.Wiesz szlag mnie trafia bo to ja zasugerowałam lekarzowi
      że to może nowotwór.I wiesz tak cały czas sobie tłumaczyłam, że to ten wiek
      powoduje takie olewanie aż do momentu kiedy przeczytałam twój wpis.Rany boskie!
      Ty masz dopiero 28 lat!
      I dziwią sie że jeszcze żyjesz?To samo mnie powiedziała onkolog że to i tak
      długo.Marzenko jak bardzo podobna jesteś do mojej mamy!Ona nie poddaje się jak
      może i jak coś postanowi to tak ma być.Może to zabrzmi paradoksalnie ale
      powtarza sobie że jak nie potrafili rozpoznać to i guzik wiedzą ile jeszcze
      będzie żyła.I wiesz co bardzo mi się to podoba.Raz jest gorzej raz lepiej ale
      się nie poddajemy.
      Czy Ty byłaś może operowana czy nie?
      Dziękuję za pozdrowienia dla mamy, my również serdecznie cie pozdrawiamy i
      życzymy dużo zdrowia.
      • marzena3007 Re: Jeśli tylko się na coś przydam... 20.04.06, 20:26
        Hej Uluś!
        te historie są chyba w cywilizowanym świecie niemożliwe! Wiesz, kiedy ktoś do
        mnie przychodzi, ja wiem co mam robić i to robię. A tu kompletne dyletanctwo!
        To się w głowie nie mieści. Ja jestem ze "skażonej" genetycznie rodziny (mama,
        babcia, wujek - brat mamy - nie żyją, oczywiście rak, siostrze wygrała z rakiem
        piersi - moja krew) i ten cymbał nie wziął opcji rak pod uwagę. Bo to wiesz
        zapalenie było... Tak, tylko jak mnie otworzył to mnie zaszył! Bo już nawet nie
        było co robić. Jak wysłałam historię choroby tak, dla konsultacji na uniwerek w
        Jenie, to Szwaby nie wierzyły, że coś takiego się mogło wydarzyć. I na dzień
        dzisiejszy kurcze mam odpowiedź że wyleczenie niemożliwe, zalecane czynności
        utrzymujące jakość życia. A że Szwab racji mieć nie może, to ja wyzdrowieję.
        Bo - zgadzam się z Twoją Mamą w 100% - lekarze się mylą cały czas więc dlaczego
        raptem mieliby mieć rację? Jedyna receta to się nie dawać, i walczyć jak się da
        i gdzie się da. I brać poprawkę na rokowania lekarzy.
        Ściskam mocno
        Masz bardzo dzielną Mamę!!!
        • marta11 Re: Jeśli tylko się na coś przydam... 20.04.06, 23:10
          Marzenko,
          nie miesci mi sie w glowie co Ci sie przytrafilo. Bardzo mi przykro. Podziwiam
          Twoja wole walki. Moja Mama ma albo lepiej miala? (daj Boze) raka pluc, wykryty
          przez przypadek, I stadium, miala operacje w styczniu. Zyje nadzieja i lekiem.
          Szanse sa spore ale to nie uspokaja do konca. Skad bierzesz sile? Jak nakrecac
          pozytywnie chora osobe?
          Pozdrawiam cieplo,
          Marta
    • ulaw2 Re: Jeśli tylko się na coś przydam... 21.04.06, 07:57
      Marzenko wiesz ja myślę że Bóg czuwa nad Tobą i moją mamą i nad tymi wszystkimi
      którzy mają jeszcze nie wszystko załatwione tu na ziemi.Piszesz że masz dwie
      córeczki i to dla nich musisz żyć.Bóg to wie.Moja mama opiekuje się już 35 lat
      moją chorą siostrą(porażenie mózgowe-nie chodzi od urodzenia).I On też to widzi
      że ma obowiązki tu na ziemi.
      Marzenko moją mamę też rozcieli i zaszyli, chociaż nie było żadnych
      przerzutów.Nie próbowali operacji ani nawet leczenia radykalnego.
      Zdrówka i pisz kiedy tylko możesz.Pozdrawiam.Ula.
      • marzena3007 Re: Jeśli tylko się na coś przydam... 21.04.06, 11:11
        Hej!
        Dzięki Wam za ciepłe słowa. Ulu, ja czytałam o walce o zdrowie Twojej Mamy i
        myślę, że jesteś Wielka. Ja czasem nie potrafię sobie poradzic z prostym
        obiadem i dziećmi, a Ty masz chorą Mamę, siostrę wymagającą opieki, rodzinę i
        jeszcze pracę. Dla mnie - to jest dziwne trochę - bo ja miałam (niestety czas
        przeszły) mamę chorą na raka, teraz sama jestem chora i patrzę na chorobę z
        punktu widzenia osoby, której ukochana bliska osoba zmagała się z rakiem i też
        chorej. Teraz wiem, że czasem nie rozumiałam Mamy w czasie choroby. Według mnie
        chorzy potrzebują ładowania w nich dużych dawek optymizmu i żeby nie traktować
        ich jak niepełnosprawnych, a chorych z szansą na wyleczenie. I można czasem
        popłakać i trzeba nawet. Ja kiedy czesałam po kolejnych chemiach Mamę i jej
        bujne kiedyś loki zostawały na szczotce to myślałam że pęknie mi serce. Widzę
        ile ciepła i zrozumienia potrzebujemy my chorzy i jak nas wkurza nasza niemoc.
        To,że nasi bliscy cierpią bo chorujemy, my cierpimy bo chorujemy. Potrzebujemy
        czasem takiej lokomotywy, która nas wyciągnie kiedy mamy doła. Ja myślę tak:
        jest Bóg, który się o nas troszczy, jest dla kogo znosić kolejne zabiegi, dla
        kogo żyć a nawet jeśli się nie da rady - przynajmniej się nie oddało pola bez
        walki. Bo rak żeruje na stresie, zwątpieniu. Nie wolno wątpić. Czasem wbrew
        rozsądkowi trzeba wierzyć, że będzie lepiej. A tak na marginesie znalazłam
        jeszcze coś. Patrzcie ile osób choruje, bo lekarze dali ciała. Gdyby u mnie
        zrobił co do niego należy byłabym zdrowa. Teraz ma 7%szans. Takich jak ja osób
        jest więcej. Ile jeszcze będzie ciągnąć się ta bezkarność lekarzy? Ile jeszcze
        osób pogrążą? Ja za błąd, który kosztuje co najwyżej przegraną w sądzie mam
        moralnego kaca i dywanik. Więcej niż jeden i pewnie mogłabym zmienić
        kancelarię. A oni? Co zrobić, żeby nauczyli się robić swoje porządnie, a nie na
        odwal się! Profilaktyka tak? Kiedy słucham tego w tv, że to wina kobiet, że
        mają zaawansowane stadium raka np. szyjki macicy to mam ochotę dać temu
        niedoinformowanemu dziennikarzynie w gębe! Ja kontrolowałam się regularnie! I
        co? Tylko fachowości lekarza nikt nie kontrolował. Kiedy miałam ogromne kłopoty
        z jelitami lekarz nie chciał mi zrobić nawet kolonoskopii - bo szkoda kasy!!!
        Żeby się tak troszczyli o zdrowie jak o pieniądze! I nie wrzucam wszystkich
        lekarzy do jednego worka, ale ja naprawdę poznałam tylko jednego porządnego.
        Nikt nie tłumaczy, że dużo z nas ma wyrok bo źle nas leczono. I co można z tym
        zrobić? Żeby inne kobiety miały nie 7% a 97?
        • b_a_l_b_i_n_k_a Re: Jeśli tylko się na coś przydam... 21.04.06, 11:40
          Po to ma być to Forum. Żeby mawet Ci, którzy nie choruja zdali sobie sprawę,
          jak ważne jest żeby samemu kontrolować swój stan zdrowia i ewentualne leczenie,
          żeby ufać lekarzom, ale zeby ta ufność nie była bezgraniczna, żeby być aktywnym
          uczestnikiem leczenia, który ma świadomość co się z nim dzieje.

          Marzeno, czy ty jesteś w tej chwili w jakikolwiek sposób leczona?
        • liina Re: Jeśli tylko się na coś przydam... 21.04.06, 11:43
          Ttrzeba kupic sobie samemu ksiazki medyczne i sie samemu kuc, zeby byc
          madrzejszym od lekarza.Chory wniosek,ale do takiego sie dochodzi czytajac to
          wszytko.
          Jak kobiety maja sie badac profilaktycznie, jesli cytologia na NFZ przysluguje
          raz na 3 lata najczesciej, a jak lekarz nie wdizi wskazan, to jeszcze rzadziej.
          Ostatnio poklocilam sie w przychodni, bo robilam cytologie rok temu i teraz jak
          chcialam zrobic, to mi kazano zaplacic i pokazano mi, ze na NFZ przysluguje mi
          raz na 3 lata, chyba, ze lekarz stwierdzi, ze potrzeba czesciej.
          Pytam sie wiec lekarza co jest podstawa wedlug niego do dania skierowania na
          cytologie na NFZ i co slysze? Ze daje je kobietom w ciazy i jak sam golym okiem
          widzi, ze np. nadzerka moze miec charakter rakowy..., a wedlug niego to on
          potrafi okiem rozpoznac czy nadzerka ma gozny charakter czy tez nie...Bravo! Nie
          wiedzialam, ze golym okiem widac raka...
          Z USG to jest jeszcze lepiej, w ogole nie dostane skierowania jesli nie mam np.
          bulwy na brzuchu...Mowie , ze moja zmarla na raka jajnika i chcialabym raz na
          jakis czas skierowanie na USG kontrolne, a lekarz mi odpowiada, ze jego
          przychodnia nie ma podpisanej umowy na profilaktyke i jesli moj stan nie
          wskazuje na konkretna chorobe, to skierowania na USG nie dostane...
          To jest takie chore myslenie, bo badanie USG jest bardzo tanim badaniem, kupi
          sie raz sprzet i potem badanie nic nie kosztuje, a jest jedynym badaniem, ktore
          moze wykazac raka jajnika np., ale widac sluzba zdrowia woli rozpoznawac raka
          jajnika w stadium bardzo zaawansowanym, zeby wiecej kasy potem wydawac na
          leczenie onkologiczne.Bardzo oplacalne dla NFZ-u i bardzo korzystne dla pacjentow...
          • rima Re: Jeśli tylko się na coś przydam... 21.04.06, 12:03
            Dokładnie jest tak jak mówicie. NFZ ciągle nie ma kasy na cokolwiek, albo się
            czeka tak długo że człowiek może rzeczywiście umrzeć czekając na jakieś
            konkretne badanie. Ja nie ukrywam, że większość, jak nie wszystkie badania
            robię prywatnie: ginekolog, USG piersi, gastroenterolog, morfologię krwi,
            kardiolog, stomatolog. Jak 4 lata temu zachorowałam na colitis ulcerosa iu
            byłam -rzez rok leczona na hemoroidy bo pani doktor rodzinna nie widziała
            innych przyczyn i ciężko jej było dać skierowanie na rektoskopie, nie mówiąc o
            kolonoskopii. I powiem wam co jest najgorsze, mój gastroenterolog, dfo którego
            chodzę prywatnie dał mi skierowanie na powtorzenie badań, m.in. na kolonoskopie
            oraz usg brzucha i inne dokładne badania, to szłam z duszą na ramieniu do
            szpitala, bo tak się bałam, żeby nie yjść bardziej chorą. Na szczęście okazało
            się że większość badań właśnie ona będzie robić i byłam przemile zaskocozna
            atmosfera panującą na oddziale wewnętrznym, pielęgniarki przemiłe, co prawda
            pani ordynator podwarzała to co mówię, bo oprzecież choruję od 4 lat, amam
            raptem 28 wiosen i że trzymam się z tą chorbą takl jak się trzymam, to dobrze
            że mnie nie odesłaa bez badania. Eh, chore i poronione to wszystko.
            Ale mam masę przykładów jak chorowała moja mama, jakl lekarze niedowierzali, że
            jeszcze żyje, że nikt nie chciał pomóc, że nie obchodziło ich co czuje człowiek
            tylko statystyki, kasa, brak czasu - rutyna!!! Kiedy się to zmieni??




            • liina Re: Jeśli tylko się na coś przydam... 21.04.06, 13:16
              Chyba sie nie zmeini, trzeba by było wszytkie takie rzeczy wyciagac na forum, do
              gazet, skarzyc lekarzy o odszkodowania, o straty morlane i o utrate zdrowia lub
              zycia chyba nawet..., ale to nie jest takie proste w naszym kraju.
              Nawet jesli lekarzom podwyzsza pensje,to i tak bedzie to samo, nic tutaj pensje
              podwyzszone nie dadza.
              Powinny byc prywatne przychodnie, tzn. rozne fundusze, ktore by sobie pacjent
              sam wybieral i wplacal do nich skladke i za nia w razie choroby sie leczyl. A
              fundusze te powinny miec swoje prywatne przychodnie, szpitale i tam zatrudniac
              lekarzy. Miedzy takimi funduszami bylaby wtedy konkurencja o pacjenta i nie
              byloby rutyny, olewania pacjenta, bo w takim przypadku moglby sie pacjent
              wyniesc do innego funduszu i wtedy kasa by uciekla temu, z ktorego by sie ktos
              ewakuowal.
              Pozdrawiam.
            • tolka3 Re: Jeśli tylko się na coś przydam... 21.04.06, 13:46
              Mnie zadziwiają (albo raczej przerażają) długie terminy oczekiwania na badania
              chorych na nowotwór (chorych po lecznieu, w remisji bądź całkowicie
              wyleczonych, pozostających pod kontrolą szpitala). No czekanie na tomografię
              kilka miesięcy jest absurdem. Gdy u mojej mamy wykryto nawrót, lekarka (która
              przez cały czas twierdziła, że stan mamy jest jak najbardziej normalny i
              prawidłowy i którą uświadomiliśmy pokazując zrobione na własnę rękę badanie
              hist-pat wycinka, że nawrót jest) dała skierowanie na badanie i do widzenia
              (wydawało mi się, że pacjent, który wraca z nawrotem choroby, zostaje
              natychmiast przyjmowany do szpitala, diagnozowany itd). Martw się pacjencie,
              szukaj sobie tomografu. To był wrzesień, w wielu przychodniach/szpitalach
              limity były już wykorzystane. Nawet nie chcę myśleć, ilu jest pacjentówl,
              szczególnie tych starszych, którzy nie mają kasy na robienie badań prywatnie...
              • liina Re: Jeśli tylko się na coś przydam... 21.04.06, 14:25
                WItaj Tolka!

                W ogóle to masz fajny nick.
                Jak mama? Co z tym mocznkiem i kreatynina? Cos juz wiesz?
                • tolka3 Re: Jeśli tylko się na coś przydam... 21.04.06, 15:06
                  Nick zupełnie przypadkowy, ale jest od dawna i przywykłam :)
                  Moja mama wyjechała sobie! :) Czuje się dobrze, morfologia ok wiec pojechala na
                  kilka dni do swojego miasteczka (leczy się w Wawie i tu niestety teraz przyszło
                  jej mieszkać, tymczasowo oczywiście, a mieszka na stałe w małym mieście w
                  lubelskim). Także nie wiem, jak mocznik i kreatynina obecnie (mam nadzieję, że
                  sprawdzi to, gdy tam pojedzie) i nie wiem, jak w przeszłości, bo nie miałam
                  możliwości sprawdzić tego (nie byliśmy w szpitalu ostatnio). W sumie to mama
                  czuje się naprawdę ok. Liina jedna rzecz nie daje mi spokoju, pisałaś kiedyś,
                  że nowotwór szyjki macicy jest odporny na chemię. Lekarz mojej mamy powiedział
                  coś odwrotnego, mianowicie, że jest bardzo nieodporny. W sumie ta ostatnia
                  chemia spowodowała rozpad guza w części centralnej (choć ogólnie masa
                  zwiększyła się znacznie). Także nie wiem, co mam myśleć.

                  Liina, chyba zostaniesz forumowym konsultantem medycznym.

                  P.S. jeśli chodzi o nerki, u mojej mamy jest tylko wodonercze. Takie
                  rozpoznanie widnieje w papierach, które przejrzałam. Pisałam wczesniej o
                  niewydolności nerek.
                  • liina Re: Jeśli tylko się na coś przydam... 21.04.06, 23:12
                    Hej Tolka!

                    Swietnie, ze mama Twoja czuje sie dobrze!
                    Co to oznacza, ze masa guza rozpadla sie w czesci centralnej, a ogolnie sie
                    znacznie powiekszyla? Nie za bardzo rozumiem co to ma znaczyc i jak lekarze to
                    wybadali? Jest guz, ktory w srodku jest pusty albo, ktory w srodkowej czesci ma
                    zdrowe komorki, czy jak?

                    Wodonercze, to nie jest tylko. Jesli ma wodonercze, to ma niewydolnosc nerek, a
                    przynajmniej tej nerki, na ktorej jest wodonercze . Wodonercze trzeba
                    zlikwidowac, bo w przeciwnym wypdaku grozi to utrata nerki.Bedzie trzeba ja
                    usunac chirurgicznie jesli tego wodonercza sie nie zlikwiduje.
                    Poza tym wodonercze moze powodowac grozne skoki cisnienia krwi, co moze sie w
                    skrajnym przypadku zle skonczyc.
                    Wodonercze powstalo prawdopodbnie na skutek poszerzenia UKM, przez ktore mocz
                    sie dobrze nie filtruje, bo UKM "spuchły". Jesli mocz sie dobrze nie filtruje,
                    to wzrasta kretynina i mocznik we krwi, co swiadczy o niewydolnosci nerek.
                    Musisz koniecznie zobaczyc ile ten mocznik i kreatynina wynosi, bo na podstawie
                    tego mozna ocenic czy to wodonercze wymaga natychmiastowej interwencji czy da
                    sie je jeszcze nieco przeczekac, ale lepiej nie czekac, bo to raczej sie nie
                    odwroci samo. Powinni zrobic nefrostomie, taki wezyk podlaczaja do nerki i w ten
                    sposob odciazaja nerke od wody, ktora zalega w miedniczce.To moze przywrocic
                    nerce sparwnosc. Bez tego mama nie moze chemii otrzymac z tym wodonerczem, bo
                    chemia nerki i caly organizm wykonczy calkiem. Nerki przy niewydolnosci nie
                    przefiltruja trucizny jaka jest chemia i chemia moze zatruc organizm i zabic
                    czlowieka.
                    Ten guz sie powiekszyl w trakcie brania chemii? Czy jakis czas po zaprzestaniu
                    brania chemii? I napisz mi jeszcze dokladniej co to znaczy, ze zmniejszyl sie w
                    czesci centralnej, a powiekszyl ogolnej???, bo jeszcze o takim czyms nie
                    czytalam ani nie slyszałam.
                    Pozdarwiam.
                    • liina Re: Jeśli tylko się na coś przydam... 21.04.06, 23:38
                      Z ta czescia centralna i ogolna masą, to ci chyba jakies kity wciskaja...
                    • tolka3 Re: Jeśli tylko się na coś przydam... 24.04.06, 09:20
                      Nie mam pojęcia, co to oznacza. Miała tomograf, są tam podane wymiary masy
                      nowotworowej i info, że nastąpił rozpad w cześci centralnej. Guz powiększył się
                      w trakcie brania chemii i/lub tuż po niej. Tak jak pisałam, tomograf we
                      wrześniu: guz 5x4 cm, od października chemia, do stycznia, w lutym tomograf i
                      guz już 9 cm na ileś tam.
                      Mama ma nefrostomię, założyli jej ją jeszcze przed chemią (październik), z tego
                      co czytałam, wodonercze nie musi oznaczać niewydolności nerki, źle czytałam? W
                      każdym razie, jedna nerka pracuje ok, na drugiej jest nefrostomia. Ona z powodu
                      tych nerek spędziła 3 tyg w szpitalu przed chemią, czekali, aż praca nerek się
                      poprawi i dopiero wtedy podali chemię.
                      • liina Re: Jeśli tylko się na coś przydam... 24.04.06, 13:52
                        Czesc Tolka!

                        Dziwne to co piszesz o tym rozpadzie w srodku, a powiekszeniu od zewnatrz, ale
                        przyszlo mi do glowy, ze z tymi guzami to jest tak, ze im te komoreczki blizej
                        tej pierwotnej , z ktorej sie wymnozyły, maja lepsze ukrwienie i lepiej sa
                        zaopatrzane w skladniki odzywcze itd., a im guz bardziej sie rozrasta, tym mu
                        gorzej, te komorki, ktore sa najdalej od "jądra", te maja najgorzej jesli nie
                        uda im sie wybudowac odpowiedniej sieci naczyn krwionosnych zasilajacych je
                        skladnikimi odzywczymi.
                        Przyszlo mi do glowy, ze skoro ta krew najlepiej dostaje sie do tych pierwotnych
                        komorek, najblizej srodka, to tam wlasnie moze chemia dotarla i je zabila, a
                        dalej juz te naczynia krwionosnie nie byly na tyle "przewodnie" aby ta chemie
                        doprowadzic, ale jednak dla raka wystaczajace aby sie odzywkic i namnozyc...Nie
                        wiem, taka mi przyszla chlopska teoria do glowy.
                        Inna teoria, to moze taka, ze chemia moze mutowac komorki rakowe i one po prostu
                        ucza sie jak sie przemutowac zeby chemia im nie zrobila krzywdy. Teraz to tak
                        opisalam moze w nieco chlopski sposob, ale mysle, ze tak tez moze byc, bo moja
                        mama po kazdej chemii z pobranych wycinkow miala nieco zmieniony obraz
                        histopatologiczny, wiec sam sie chyba nie zmienil.Lekarz nam powiedzial, ze to
                        prawdopodbnie przez chemie, ale tez jakos nie chcial za duzo na ten temat sie
                        wypowiadac, wiec sama dokladnie nie wiem.Mozliwe, ze do pewnego momentu chemia
                        zabijala te komorki rakowe, ktore byly najblizej zrodla, a potem nauczyly sie te
                        komorki rakowe omijac wroga.
                        Nie wiem, tak tylko kombinuje z tego co wyczytalam , z tego co doswiadczylam z
                        mama i z tego co gdzies od lekarza czasem udalo mi sie zaslyszec.
                        W kazdym badz razie chyba to nie jest dobra wiadomosc, ze sie rozpadlo w srodku,
                        a ogolnie sie powiekszylo, bo po chemii organizm jest wykonczony i duzo latwiej
                        jest sie mnozyc w nim komorkom rakowym, jesli nie zostana one wybite calkowicie
                        przez chemie.
                        Trzeba bylo zapytac dokladnie lekarza co to znaczy i czy ta chemia w ogole cos
                        daje, skoro w trakcie jej brania guz rosnie?, bo chyba logiczne jest, ze jak
                        bierze sie lek , a jest guz wiekszy niz byl, to chyba cos nie tak?
                        Czy nie dalo sie najpierw tego guza wyciac? Czemu we wrzesniu tego guza nie
                        wycieli? 5 cm na 4 cm to nie taki duzy, mozna chyba bylo spokojnie zmniejszyc
                        jego mase chirurgicznie.Byla operacja?

                        Odnosnie wodonercza, to prowadzi ono na pewno do postepujacego uszkodzenia
                        miąższu nerkowego, potem do martwicy i trzeba nerke usunac chirurgicznie.
                        Jesli uszkadza to miaz, to powstaje raczej niewydolnosc, bo nerka nie filtruje
                        sprawnie, ale twoja mama ma jeszcze druga nerke, a ta moze przejac funkcje tej
                        chorej i dzieki tej zdrowej, mocznik i kreatynina moga byc w normie, co jest
                        jednak malo prawdopodobne po chemiach.
                        Wodonercze nie musi oznaczac zaraz niewydlnosci, nie jest jedno z drugim
                        rownoznaczne, ale jesli wodonercze bedzie trwac dlugo i systematycznie uszkadzac
                        miaz, to nerka bedzie "siadac", az siadzie calkiem.
                        Dobrze, ze ma nefrostomie. Ma nefrostomie i nadal z nia wodonercze?
                        Zrobcie ten mocznik i kreatynine, nawet prywatnie, to nie jest drogie, w
                        pierwszej lepszej przychodni i bedziecie mialy jak na dloni na ile nerki sa
                        wydolne, a na ile nie. Nie ma co gdybyc po prostu.
                        POzdrawiam serdecznie.
                        • tolka3 Re: Jeśli tylko się na coś przydam... 24.04.06, 15:00
                          Jasne, że zrobimy, mam nadzieję, że zrobi to podczas swojego wyjazdu. No
                          właśnie, ogólnie guz się powiększył, między innymi dlatego zaprzestano chemii.
                          Wyciąć nie chcieli, nie wiem dlaczego nie wycięli za pierwszym razem, kiedy to
                          guz był jeszcze mniejszy, 3 lekarzy (w tym 2 prywatnie) twierdziło, że jest
                          nieoperacyjny. Liina ja nie wiem, jak to jest z tymi operacjami, stadium IIIb
                          teoretycznie się nie operuje przecież, ale może tylko u starszych osób się nie
                          operuje. Jedno wiem, że gdybym cofnęła czas, nalegałabym na operację, wtedy
                          zielona byłam kompletnie i ufałam lekarzom.
                          • liina Re: Jeśli tylko się na coś przydam... 25.04.06, 09:32
                            A na jakiej podstawie stwierdzili to stadium IIIb?
                            Przepraszam, jesli juz pisalas na jakiej, a ja tego nie pamietam.
                            • tolka3 Re: Jeśli tylko się na coś przydam... 25.04.06, 10:10
                              Pobrano wycinek.
                              • liina Re: Jeśli tylko się na coś przydam... 25.04.06, 10:29
                                Acha...Przeciez na podstawie jednego wycinka nie da sie zdiagnozowac na ile i co
                                jest w srodku zajete!!!, da sie jedynie powiedziec jaki to typ raka!
                                Chyba, ze pobrali laparoskopowo np. z 12-stu miejsc, np. macica, wezly chlonne,
                                jajniki, przymacicza, jelita itd..., ale skoro pobrali jeden i jeszcze do srodka
                                nie zajrzeli nawet laparoskopem, to jak mogli stwierdzic stan zaawansowania????
                                Skad wiedzili co jest obok guza na ile jest reszta zajeta?????
                                • tolka3 Re: Jeśli tylko się na coś przydam... 25.04.06, 10:35
                                  Tomograf przecież pokazuje zmiany w poszczególnych narządach.
                                  • liina Re: Jeśli tylko się na coś przydam... 25.04.06, 10:56
                                    I co pokazał?
                                    • tolka3 Re: Jeśli tylko się na coś przydam... 25.04.06, 11:18
                                      Pokazał guz o wymiarach ..., oprócz szyjki macicy, reszta czysta. Teraz ten
                                      wrześniowy tomograf wykazał dodatkowo jeszcze naciek na moczowód.
                                      • liina Re: Jeśli tylko się na coś przydam... 25.04.06, 11:31
                                        No walsnie, wiec jak? Byl jeden guz tylko na szyjce macicy i nie wycieli go?
                                        Czemu? Co lekarz powiedzial?
                                        Nie wycieli go, bo w badaniu ginekogologicznym jakis ixinski lekarz stwierdzil,
                                        ze jego zdaniem, to ten guz nacieka pecherz , jelita, odbyt i Bog wie jeszcze
                                        co??? i to juz koniec?

                                        Tolka, niech mame teraz zoperuja! A ktory to moczowod? Ten od tej nerki z
                                        wodonerczem czy od tej zdrowej?
                                        • tolka3 Re: Jeśli tylko się na coś przydam... 25.04.06, 11:44
                                          Był jeden guz na szyjce macicy i go nie wycięli. To był nasz błąd, że nie
                                          nalegaliśmy, teraz to wiem. Moczowód od tej chorej nerki.

                                          Wiecie co, ja już sama nie wiem, wspomniany tutaj dr Bidziński również odrzucił
                                          możliwość wykonania operacji, ja wtedy nie wnikałam w przyczynę, bo ta rozmowa
                                          (już przy nawrocie) generalnie do miłych nie należała, mama dowiedziała się, że
                                          szansę już ma niewielką, właściwie to może wybrać, chemia poliatywna, która
                                          niewiele da lub zrezygnowanie z leczenia i żyć dobie aż do śmierci, tak wielu
                                          robi. Tak poradził.
                                          • liina Re: Jeśli tylko się na coś przydam... 25.04.06, 12:07
                                            A kiedy byl ten ostatni tomograf robiony ? Bo teraz jest koniec kwietnia, kiedy
                                            bylo jakies ostatnie badanie robione, ktore stwierdza ile tych naciekow i gdzie sa?
                                            Jesli jest naciek na moczowodzie tylko i to jeszcze cale szczecie, ze od tej
                                            chorej nerki, to mozna moczowod i ta chora nerek wyciac o ile dobrze rozumuje.
                                            Druga nerka przejmie funkcje tej wycietej i bedzie wszytko ok.Nawet gdyby ta
                                            jedna nerka zaczela siadac, to pozostaja jeszcze np. dializy, to jest bardzo
                                            uciazliwe, ale ludzie jakos z tym zyja.

                                            Kiedy bylo jakies badanie takie ogolne, jak np. tomografia? We wrzesniowej
                                            tomografii napisali, ze jest naciek na moczowod? i od wrzesnia nie bylo juz
                                            zadnych badan?
                                            A mama chemie teraz bierze? Jak bierze chemie, to operacji zrobic nie mozna.
                                            Jesli nie bierze, to kiedy skonczyla?
                                            • tolka3 Re: Jeśli tylko się na coś przydam... 25.04.06, 12:17
                                              Naciek na moczowod wykazal juz wrzesniowy tomograf. Chemie mama skonczyla brac
                                              w styczniu, w lutym byl tomograf. Od stycznia chemii nie bierze.
                                              • liina Re: Jeśli tylko się na coś przydam... 25.04.06, 12:24
                                                A w lutym co tomograf wykazal?
                                                • tolka3 Re: Jeśli tylko się na coś przydam... 25.04.06, 12:29
                                                  Stan jak we wrześniu tylko guz 9x5. Cała reszta czysta.
                                                  • liina Re: Jeśli tylko się na coś przydam... 25.04.06, 12:57
                                                    No to na co oni czekaja????
                                                  • tolka3 Re: Jeśli tylko się na coś przydam... 25.04.06, 13:00
                                                    Morfologia była bardzo zła, teraz mamę wzmacniają.
                                                  • liina Re: Jeśli tylko się na coś przydam... 25.04.06, 13:04
                                                    A co dokladnie bylo zle? Czerwone kwinki? Krew niech przetocza, to sie poprawi z
                                                    dnia na dzien.Ile ma bilaych? i jaka hemoglobine?
                                                    ACha, chyba pisalas, ze hemoglobiny ma 11? tak? dobrze pamietam?
                                                  • tolka3 Re: Jeśli tylko się na coś przydam... 25.04.06, 13:16
                                                    Nie, to nie ja pisalam, miala powyzej 9, ostatnio nie pamietam ile bylo, ale
                                                    juz lepiej.
                                                  • liina Re: Jeśli tylko się na coś przydam... 25.04.06, 14:41
                                                    No to jak ma tak z 10, to krew powinni podac przed operacja i moga operowac.
                                  • ulaw2 Re: Jeśli tylko się na coś przydam... 25.04.06, 11:03
                                    Dziewczyny stopień zaawansowania IIIb można określić już na podstawie badania
                                    ginekologicznego i per rectum oraz innych wyników typu cystoskopia lub
                                    kolposkopia(pozwalają one stwierdzić lub wykluczyć naciekanie pęcherza lub
                                    odbytnicy).Onkolog w czasie badania ginekologicznego wyczuwa nacieki w pochwie
                                    i przymaciczach oraz czy guz jest ruchomy czy nie.I to decyduje o stopniu
                                    zaawansowania.Przynajmniej tak było w przypadku mojej mamy.Operacje w tych
                                    stadiach są bardzo ryzykowne no ale.....
                                    • liina Re: Jeśli tylko się na coś przydam... 25.04.06, 11:27
                                      Tak Ulaw mowi teoria, praktyka pokazuje jednak chyba cos zupelnie innego.
                                      Moja mama miala miała guzy bardzo duze w momencie wykrycia na nastym USG z rzedu
                                      robionym w ciagu ostatniego pol roku przed wykryciem.
                                      Golym okiem bys te guzy i wodobrzusze zobaczyla, a ginekolog tego nie wyczul w
                                      badaniu ginekologicznym..., z reszta nie tylko jeden ginekolog, bo byla u kilku.
                                      Nidgy wiec bym sie nie zgodzila aby ktos chorą osobe skazywal tylko na podstawie
                                      badania ginekologicznego, per rectum oraz cystoskopii lub kolposkopii na
                                      leczenie paliatywne. To sa tylko jakies tam proby zajrzenia do srodka brzucha,
                                      ale jesli sie nie rozkroi brzucha i nie zobaczy co gdzie nacieka i w ktorym
                                      miejscu, to nigdy sie nie dowiesz czy mozna bylo to usunac czy rzeczywiscie sie
                                      nie dalo.
                                      Moja mama w momencie pierwszej operacji miala pobierane 12 wycinkow z roznych
                                      miejsc, czyli jelita, przymacicza itd..., wszytkie byly juz zajete , lacznie z
                                      otrzewna, oprocz wezlow chlonnych, czyli wedlug klasyfikacji o ktorej piszesz,
                                      powinna byc juz leczona tylko paliatywnie wtedy...., a jednak otworzyli ja
                                      natychmiast,udalo im sie wyciac praktycznie wszytko, musieli usunac kawalek
                                      jelita, wstawic zamiast otrzwnej serwety, ale mimo , ze 12 wycinkow bylo juz
                                      zajetych, to operacja przedluzyla jej zycie o 4 lata.
                                      Po prostu, to, ze na odbytnicy czy na pecherzu sa nacieki albo na jelicie nie
                                      oznacza, ze nie da sie tego usunac chirurgicznie! U mojej mamy sie dalo,miala
                                      stomie, ale sie zyla! i to normalnie,bo pracowala, prowadzila normalne zycie.

                                      Jezli stadium jest zaawansowane, to ryzykowane jest owszem operowanie, czyli np.
                                      proba usuniecia czesci zajetgeo narzadu albo np. proba usuniecia czesci jelita i
                                      zszycia go, kiedy ono juz sie zrosnac nie chce, bo w miejscu gdzie jest tkanka
                                      rakowa sie nie zrosnie. Wtedy moze tresc z jelit dostac sie do otrzwnej i
                                      smierc, ale nie jest ryzykowane otworzenie chorego i ewentulanie zaszycie go z
                                      powrotem bez operowania dalszego, a TYLKO takie otowrzenie wlasnie daje
                                      calkowita pewnosc, ze nic juz sie zrobic nie da. Nie ma innego badania lepiej
                                      oceniajacego stan zaawansowania choroby, a samo rozciecie powlok i ich
                                      ewentulane zszycie nie jest grozne.

                                      • ulaw2 Re: Jeśli tylko się na coś przydam... 25.04.06, 13:22
                                        linia ja to wszystko rozumiem tylko akurat w raku szyjki macicy a konkretnie w
                                        IIIb czyli u mojej mamy i Tolki mamy jest naciek do kości miednicy i chyba
                                        dlatego nie operuje się w tym wypadku.A podobno po radioterapii wogóle takie
                                        operacje są trudne do przeprowadzenia ze względu na zmiany popromienne.Kiedyś
                                        jeden życzliwy lekarz powiedział mi że może dobrze że mamę nie operowano bo to
                                        bardzo trudna operacja.Wiesz każde wycięcie guza nowotworowego ma sens kiedy da
                                        się wyciąć go z jakimś marginesem zdrowej tkanki.Tu nie ma takiej
                                        możliwości.Wiesz ja też nie mogę się z tym pogodzić.
                                        • liina Re: Jeśli tylko się na coś przydam... 25.04.06, 13:50
                                          Nie wiem jak u Twojej mamy ULa, ale u mamy Tolki akurat chyba nie stwierdzono
                                          nacieku do kosci miednicy, bo Tolka nic o tym nie pisze, a zadne badanie takiego
                                          nacieku w wypadku mamy Tolki nie potwierdza ani nie potwierdzalo wczesniej.
                                          Po radioterapii owszem ciezko jest operowac, bo wszytko jest tam "poprzepalane"
                                          i sie nie chce potem zrastac.
                                          A czy mama Tolki miala radioterpie?
                                          Wiem, ze wyciecie guza ma sens, kiedy mozna go wyciac z marginesem, ale jesli
                                          jest tylko jeden guz i badania wykazuja, ze wokol nic nie ma, tak pisze Tolka o
                                          swojej mamie, to nie wiem czemu nadaje sie stopien zaawansowania IIIb i sie
                                          kieruje na leczenie paliatywne??
                                          Tolka wyraznie pisze, ze u jej mamy na poczatku zadnych naciekow nie stwierdzono
                                          w zadnym badaniu, a jednak jej nie otworzono i nie podjeto proby wyciecia guza.
                                          Chyba wielka szkoda, ze tak ja potraktowano. Zadne badanie jak pisze Tolka nie
                                          wskazywalo na nacieki na okoliczne narzady.Byc moze mozna bylo tego guza wlasnie
                                          wtedy usunac jeszcze z czystym marginesem wlasnie. Teraz ciezko powiedziec czy
                                          i na ile mozna, ale warto otworzyc i "luknac" do srodka, a jak sie nic nie da
                                          zrobic, to zaszyc i na tym zakonczyc najwyzej rzeczywiscie, ale wtedy nie bedzie
                                          sie wciaz myslec, ze moze byla jakas szansa, a my jej nie wykorzystalismy.
                                          • tolka3 Re: Jeśli tylko się na coś przydam... 25.04.06, 14:03
                                            Miała radioterapię. Podczas pierwszego leczenia. Była to radio i chemioterapia.
                                            Nacieku na kości miednicy nie stwierdzono, ani teraz ani przed pierwszym
                                            leczeniem. Wtedy, za pierwdzym razem rzeczywiście operacja byłaby najlepsza. To
                                            był niewielki guz, reszta czysta. Nie brano nawet pod uwagę otwierania jamy
                                            brzusznej.
                                          • ulaw2 Re: Jeśli tylko się na coś przydam... 25.04.06, 14:18
                                            Linia u mamy Tolki po rozpoznaniu wdrożono leczenie radykalne czyli
                                            radioterapię z chemioterapią i tak powinno być.Ten schemat leczenia jest równie
                                            skuteczny jak i operacja.Tolka pisała że po pierwszym leczeniu u mamy było
                                            czysto, guz znikł.Teraz jest nawrót.
                                            To moją mamę w tym samym stadium naświetlano paliatywnie.Onkolog powiedział mi
                                            że IIIb to duże miejscowe zaawansowanie co w przypadku raka szyjki macicy nie
                                            jest dobre.A co do tych ncieków to chyba muszą być jeśli to IIIb bo jeśli by
                                            ich nie było to byłby też niższy stopień zaawansowania. A tomografia może ich
                                            nie uwidocznić.Wszędzie przeczytasz że w tym stopniu są te nacieki.
                                            Nie wiem linia co już mam myśleć bo moją mamę otworzono i zaszyto.Dlaczego nie
                                            wycieli ?Pobrano tylko wycinek z otrzewnej ale po badaniach ni nie
                                            znaleziono.Lekarz powiedział mi że jest guz na szyjce a wszystkie inne narządy
                                            wyglądają normalnie.Ale po konsultacji z jakimś profesorem uważa że dobrze
                                            zrobił że nie podjął się operacji.Na moje pytanie dlaczego? odpowiedział: bo
                                            nie miałoby to sensu jeśli nie mógłbym ciąc radykalnie.
                                            • liina Re: Jeśli tylko się na coś przydam... 25.04.06, 14:40
                                              Opinie sa w tej kwestii nieco sprzeczne z ta radykalnoscia i jej brakiem. Ja
                                              czytalam, ze powinno sie operacyjnie jednak zmniejszyc mase guza, nawet jesli
                                              sie nie da go wyciac radykalnie, bo wtedy chemia i organizm fizycznie ma po
                                              prostu mniej do zwalczenia.
                                              Z zalozenia chemioterapia i radioterpia moze byc tak samo skuteczna jak
                                              operacja, tylko, ze operacja nie ma skutkow ubocznych tak ciezkich jak chemia i
                                              radioterapia i to przede wszytki! tutaj sie liczy. Po operacji wlosy nie
                                              wypadaja, organizm sie nie truje i ma zachowana odpornosc, a po chemii jej
                                              kompletnie nie ma i jest zniszczony.
                                              Jezli mialabym wybierac miedzy operacaja , a chemia +radioterpia, gdzie efekt by
                                              byl przy kazdym z tych sposob leczenia podobny, to wybralabym operacje, bo mniej
                                              obciaza organizm , a po 3 do 4 tygodniach wszytko wraca do normy i organizm
                                              funkcjonuje tak jak fukncjonowal, a po chemii niestety nie. Chemia raz na zawsze
                                              sieje swoje skutki uboczne w organizmie, radioterpia tez nie jest terapia bez
                                              skutkow ubczonych.

                                              Tolka pisała że po pierwszym leczeniu u mamy było
                                              > czysto, guz znikł.Teraz jest nawrót.

                                              Wiesz czemu jest nawrot? To tylko moje podejrzenia i wynik obserwacji mojej mamy
                                              i wielu innych chorych, ale jest nawrot, bo chemia i radioterpia oslabila
                                              organizm i przy tak duzym spadku odpornosci rak wrocil.Byc moze sie myle, nie
                                              wiem, moze nie mam absolutnie racji.
                                              Jestem bardzo ciekawa czy gdyby podac zdrowym ludziom chemie, to czy by
                                              przypadkiem nie chorowali na raka??? Mysle, ze to bardzo prawdopodbne, bo skoro
                                              ludzie z przeszepionymi narzadami dostaja leki immunosupersyjne aby narzad nie
                                              zostal odrzucony, a leki te bardzo obnizaja odpornosc ( podbnie jak chemia) i ci
                                              ludzie bywa czesto zapadaja wlasnie na nowotwor na skutek obnizenia naturalnej
                                              odpornosci.Kij ma dwa konce chyba...Nie wiem, ja po prostu chyba juz za duzo
                                              glowkuje nad tym wszytkim. Chyba powinnam sobie zrobic przerwe, bo zwariuje
                                              jeszcze troche od tego myslenia.

                                              Wiec powracajac do Tolki, to jednak Tolka wyraznie pisze, ze naciekow na kosci
                                              nie bylo, a zakwalifikowano jej mame na stopien IIIb....., bez komentarza...

                                              A tomografia może ich
                                              > nie uwidocznić.Wszędzie przeczytasz że w tym stopniu są te nacieki.

                                              I wszedzie przeczytasz, ze jak ich nie ma to stopien nie jest IIIb:-)



                                              Nie wiem linia co już mam myśleć bo moją mamę otworzono i zaszyto.Dlaczego nie
                                              > wycieli ?Pobrano tylko wycinek z otrzewnej ale po badaniach ni nie
                                              > znaleziono.Lekarz powiedział mi że jest guz na szyjce a wszystkie inne narządy
                                              > wyglądają normalnie.Ale po konsultacji z jakimś profesorem uważa że dobrze
                                              > zrobił że nie podjął się operacji.Na moje pytanie dlaczego? odpowiedział: bo
                                              > nie miałoby to sensu jeśli nie mógłbym ciąc radykalnie.

                                              Nie wiem Ula co myslec. Widac skoro pytal sie potem jakiegos innego profesora to
                                              go to meczylo, a tak przy okazji to co profesor moze powiedziec jak nie byl przy
                                              operacji? i nie widzial tego co twoja mama ma w brzuchu?
                                              Skad w momencie operacji ten lekarz wiedzial, ze jest naciekanie na te kosci
                                              miednicy? skoro twierdzil, ze guz jest tylko na szyjce , a reszta wyglada
                                              normalnie? czy te nacieki bylo widac golym okiem? Chyba ci by to powiedzial, ze
                                              guz naciekal na kosci miednicy i nie mialo sensu, a powiedzial ci tak? Jakim
                                              badaniem i kiedy stwierdzono, ze te nacieki sa?

                                              • tolka3 Re: Jeśli tylko się na coś przydam... 25.04.06, 15:07
                                                Jak jest IIIb jest naciek na kości? zawsze? To ja nic nie rozumiem. Jedna mała,
                                                choć może raczej ogromna uwaga: u mojej mamy rozpoznanie za 1-szym razem było
                                                IIb! I wierzcie mi, teraz nie wyszłabym z gabinetu, dopóki nie wycięliby mamie
                                                wszystkiego, co da się wyciąć. Zgadzam się z Liiną, operacja zwiększyłaby
                                                szanse na życie bez nawrotu, choć wiesz Liina, moja mama po pierwszym leczeniu
                                                czuła się rewelacyjnie, ja niestety nie widziałam wyniku ostatniego tomografu,
                                                dopiero wystąpię do CO o wydanie dokumentacji, jednakże załóżmy, że to, co
                                                mówiła lekarka, że jest czysto i mama jest zdrowa, jest prawdą. Moja mama miała
                                                i ma silny organizm, podczas pierwszego leczenia wyniki morfologii świetne,
                                                potem kobieta wręcz tryskająca życiem, góry mogłaby przenosić. Niestety
                                                przeżyła kilka niesamowicie stresujących, nieprzyjemnych sytuacji, przez kilka
                                                m-cy żyła właściwie w ciągłym stresie, w pewnym momencie pojawiły się bóle
                                                brzucha, bardzo silne, potem krwawienia. Także to jest przyczyną nawrotu. Ja
                                                jestem tego pewna.
                                                • tolka3 Re: Jeśli tylko się na coś przydam... 25.04.06, 15:09
                                                  IIIb jest teraz, choć jak wspomniałam, naciek tylko na moczowód.
                                                • liina Re: Jeśli tylko się na coś przydam... 25.04.06, 15:19
                                                  Jak najbardziej zgadzam sie, ze stres "wabi" raka.Widzialam to tez u mojej mamy,
                                                  zawsze kiedy "to" wracalo, wlasnie krotko przed nawrotem bylo jakies stresujace
                                                  wydarzenie, wiec masz absolutna racje, ze tak wlasnie jest jak piszesz, ale
                                                  mysle, ze chemia oslabiajac organizm moze dawac tez wieksze pole dzialania dla
                                                  raka potem.

                                                  Wiec, jesli za pierwszym razem bylo II b, a nie III b , to tym bardziej powinni
                                                  otworzyc i zobaczyc czy rzeczywiscie nic sie nie da wyciac!
                                                  Teraz czasu nie cofniesz, trzeba ratowac na chwile obecna co sie da.
                                                  Pozdrawiam Cie serdecznie i przemagluj dobrze lekarza czemu nie da sie mamy
                                                  jednak otworzyc i "lukanc" do srodka co i jak.Nic nie masz z mama do stracenia.




                                                  • tolka3 Re: Jeśli tylko się na coś przydam... 25.04.06, 15:30
                                                    Pewnie, że powinni byli wtedy mamę otworzyć. No ale cóż, teraz już niestety
                                                    choroba jest bardziej zaawansowana, przeraziła mnie szybkość narastania masy
                                                    nowotworowej, mam nadzieję, że teraz, gdy mama się wzmocniła, cholerstwo nie
                                                    będzie już tak gnało. O operację spytam. Pozdrawiam i dziękuję za rady.
                                                  • ulaw2 Re: Jeśli tylko się na coś przydam... 26.04.06, 07:36
                                                    Wiecie co,jutro jadę z mamą na kontrolna wizytę.Jestem nastawiona bardzo bojowo
                                                    choć nie wiem czy coś wskuram ale może chociaż upuszczę trochę żółci.Bo
                                                    szczerze powiedziawszy to mnie szlag trafia.Jak tak czytam linia twoje wpisy to
                                                    moją mamę kompletnie olali już na samym początku leczenia.Czy to możliwe? Nie
                                                    mieści mi się to w głowie.
                                                    Tolka moja mama po tych paliatywnych naświetlaniach też przez kilka miesięcy
                                                    czuła się wspaniale,choć one nie zniszczyły guza a tylko go zmniejszyły i
                                                    powstrzymały jego dalszy rozwój.
                                                    Wytłumaczcie mi jeszcze dlaczego wszędzie wyróżnia się te 4 stadia
                                                    zaawansowania raka szyjki macicy z charakterystyką odnośnie wielkości guza,
                                                    nacieków itd. dla każdego? Skąd się to wzięło? Bo odnoszę wrażenie że służy to
                                                    tylko manipulacjom lekarzy.Przykładowo jak w stadium IIIb jest powiedziane że
                                                    są nacieki to łatwo pacjentowi wmówić że ma te nacieki.Tylko czemu ma to służyć?
                                                  • tolka3 Re: Jeśli tylko się na coś przydam... 26.04.06, 09:05
                                                    Ula daj znać jak poszło. Czekamy na wieści.
                                                  • tolka3 Re: Jeśli tylko się na coś przydam... 26.04.06, 09:06
                                                    A nie, jutro jest dopiero jutro :) Więc jutro daj znać :)
                                                  • liina Re: Jeśli tylko się na coś przydam... 26.04.06, 10:50
                                                    Hej Ulaw,

                                                    mozliwe, ze olali, choc nie mozna tak z gory zakladac, ale jest to mozliwe i
                                                    powszechne...
                                                    Jesli chodzi o te stopnie zaawansowania, to niech sobie one beda, nie mam nic
                                                    przeciwko, tylko, ze zeby stwierdzic dokladnie jakis stopien, to trzeba
                                                    przeprowadzic dokladne badania, a najlepiej otworzyc wlasnie jame brzuszna i
                                                    "lunkac" dokladnie co i jak, a nie nie robiac badan i nie rozkrajajac brzucha
                                                    stwierdzac stopien "terminalny".
                                                    Poza tym mysle, ze wiele zalezy tez przy takiej operacji od telentu i checi
                                                    lekarza. Jeden bedzie wycinal i ratowal w stadium III, a inny stwierdzi, ze nie
                                                    da sie wyciac z marginesm kilku centymetrow i oleje sprawe. Placa mu tyle samo
                                                    za przylozenie sie do operacji jak i za olanie.Mysle, ze czesc lekarzy ma takie
                                                    wlasnie podejscie. Zaznaczam, ze czesc, bo nie chce skrzywdzic nikogo, spotkalam
                                                    na naszej drodze tez dobrych i uczciwych lekarzy, a byly to ogolnie 2 sztuki az...
                                                    A te stopnie tez sluza do manipulacji, ale to tak wyszlo przy okazji po prostu.
                                                    Najlatwiej jest walnac choremu:" ma Pan stopien czwarty" ( i po sprawie).
                                                    Dlatego trzeba niestety samemu czytac co kwalifikuje do stopnia czwartego czy
                                                    drugiego i ogladac wszytkie wybki badan bacznie czy potwierdzaja one stwierdzony
                                                    stopien przez lekarza.
                                                    Tak jak mowie, z moich obserwacji wynika, ze u nas bardzo latwo sie ludzi
                                                    skazuje na stadium terminalne i hospicjum. Zabawne jest to, ze na tym forum
                                                    nawet kazedgo dnia pisza ludzie,ktorzy podobno sa w stanie prawie ze terminalnym
                                                    i nic im juz nie pomoze. Prosty przyklad Marzeny, ktora rozpoczela ten watek.
                                                    Lekarze jej powiedzili, ze to juz koniec, a kobieta siedzi przez kompem i pisze
                                                    i chyba z tego co jeszcze wywnioskowalam, to pracuje...Przeciez to jakas
                                                    paranoja doslownie.Gdzie ta kobieta jest w ostatnim stadium?
                                                  • tolka3 Re: Jeśli tylko się na coś przydam... 26.04.06, 11:04
                                                    No właśnie dziewczyny ja też nie wiem, o co chodzi. Moja mama z guzem 5cmx4cm i
                                                    tylko naciekiem na moczowód (dla nie to wszystko to jest "tylko") została
                                                    poinformowana przez lekarza (na prywatnej wizycie), że nic się już nie da
                                                    zrobić. Po leczeniu chemią (w innym już szpitalu) bezskutecznym w sumie, lekarz
                                                    zasugerował zgłoszenie się do hospicjum. Czy naprawdę chorzy w tym stadium
                                                    choroby mają już tylko usiąść i czekać na koniec? Nie pojmuję tego zupełnie.
                                                  • liina Re: Jeśli tylko się na coś przydam... 26.04.06, 11:47
                                                    Niech nie idzie do zadnego hospicjum. Moze sie zapisac do hospicjum domowego,
                                                    ale poki nie ma takiej potrzeby aby pielegniarki przychodzily do domu i lekarz,
                                                    to niech tego nie robi, to nie dziala dobrze na psychike pacjenta.
                                                    Trzeba bylo zapytac sie czemu sie nic zrobic nie da?
                                                    Trzeba po prostu zadac konkretnych odpowiedzi i konkretow, a nie jakis
                                                    ogolnikow, typu:"juz koniec", "nic sie zrobic nie da" , " do hospicjum".
                                                    Trzeba pytac "dlaczego?".
                                                    Tolka ja bym jednak probowala rozmawiac z innym lekarzem o operacji
                                                    sprawdzajacej, najwyzej ja zaszyja i tyle.Nie bedzie przez to wiecej cierpiec, a
                                                    tak to bedziecie wy i ona ciagle sie meczyc z mysla, ze cos zostalo zaprzepaszczone.
                                                    Idz prywatnie na wizyte do ordynatora najlepiej chirurgii onkologicznej w Twoim
                                                    miescie albo szukaj w innym miescie na onkologii jakiegos ordynatora. Idz
                                                    prywatnie na wizyte i zapytajcie raz jeszcze kogos innego o opinie.

                                                    Tolka, musisz tez jeszcze wiedziec, ze...,prawdopodbnie jesli guz jest duzy,
                                                    tzn, sa odlegle przerzuty juz, np. do watroby albo do mozgu, to prawdpodbnie guz
                                                    pierwotny wytwarza takie substancje jak choliny. Choliny te hamuja rozwoj
                                                    przerzutow.Tzn, one sobie sa- te przerzuty, ale nie powiekszaja sie na tyle aby
                                                    szkodzic.
                                                    Natomiast jesli ruszy sie tego glownego guza, to przestaje on wytwarzaac te
                                                    choliny i wtedy przerzuty ruszaja do ataku, rak bardziej zlosliwieje.
                                                    Upewnijcie sie czy to nie ma przerzutow do watroby lub mozgu albo pluc np.Jesli
                                                    ten rak rozprzestrzenia sie tylko miejscowo, to jest lepsza sytaucja.
                                                  • ulaw2 Re: Jeśli tylko się na coś przydam... 26.04.06, 12:29
                                                    Niestety znam parę osób takich jak Marzena którym medycyna nie jest już w
                                                    stanie pomóc a jednak niektórzy z nich funkcjonują w miarę normalnie.Po prostu
                                                    jak boli to biorą leki.Czyli nie zawsze oznacza to leżenie w łóżku i czekanie
                                                    na śmierć.
                                                  • liina Re: Jeśli tylko się na coś przydam... 26.04.06, 12:36
                                                    Owszem, ale stadium terminalnym sie nazywa stan pacjenta, ktoremu zostalo 4 do 6
                                                    tygodni zycia.Moja mama w swoich ostnich 6-ciu tygodniach zycia raczej przed
                                                    kompem siadac i pisac nie mogla, pracowac tez juz nie mogla, a skierowanie do
                                                    hospicjum sugerowano rok przed "najgorszym", wiec wiem z doswiadczenia, ze mozna
                                                    sie bardzo pomylic z ta "terminalnoscia".
                                                  • marzena3007 Re: Jeśli tylko się na coś przydam... 26.04.06, 19:48
                                                    Cześć,
                                                    no faktycznie, my ze stadium IV nie mamy zamiaru kłaść się do łóżka i czekać
                                                    kiedy to po nas przyjdą. My ze stadium IV się nie dajemy. Bo my nie położyliśmy
                                                    lachy tak jak medycyna na nas. My walczymy o życie. I chociaż może czasem jest
                                                    bardzo trudno, bardzo boli, nie jesteśmy w stanie się ruszyć, zjeść, napić,
                                                    nawet myśleć kiedy boli i wtedy może modlimy się o śmierć, to idziemy do
                                                    przodu. Ja mam zdrowie żadne ale charakter mocny i silne postanowienie
                                                    wykończenia draństwa. Jak dotąd to działa znakomicie więc jeśli to da się
                                                    połączyć z odpowiednią ingerencją medyczną będzie dobrze.
                                                    Pozdrawiam serdecznie
                                                  • esosna2 Re: Jeśli tylko się na coś przydam... 26.04.06, 20:02
                                                    Brawo ,jak dobrze czytac takie slowa ,kiedy ktos ma tak mocny charakter,
                                                    niestety mi tego brakuje chociaz sie bardzo staram .Jestem po3 st raka jajnika
                                                    po chemioterapii,i dziennie sobie powtarzam ze to byl zly sen ,a drugiej strony
                                                    wiem ze musze sie liczyc z nawrotami ,tak mowia lekarze ,ze to zawsze wraca oby
                                                    jak najpoziej,bo tez mam jeszcze troche do zrobienia.
                                                  • marzena3007 Re: Jeśli tylko się na coś przydam... 26.04.06, 20:23
                                                    Doskonale Cię rozumiem. Też tak mam. Takie chwile muszą się zdarzać. Taka
                                                    choroba bardzo doświadcza człowieka. Ciężko się żyje z myślą, że można umrzeć.
                                                    Ale pomyśl, ile jest przed nami, ile osób nas potrzebuje, ile planów mamy?! Czy
                                                    pozwolimy sobie to zabrać? Nie! Niezależnie jak ciężko jest w danej chwili mi
                                                    pomaga myśl że będzie lepiej. Ja mam dwie córki, 5 i 6 latkę (młodsza ma
                                                    urodziny 14 maja) to dodatkowy doping. Przez nie muszą czasem nadrabiać miną.
                                                    Nie pozwalaj żeby negatywne myśli wzięły górę. I nie wierzę żeby Ci
                                                    czegokolwiek brakowało! Myśl o tym, że będziesz zdrowa i szczęśliwa. Pilnuj
                                                    się - swojego zdrowia - i myśl pozytywnie. Patrz na siebie jak na zdrową
                                                    kobietę po "przejściach". Kobietę, która wszystko co dobre ma przed sobą.
                                                    A jak potrzebujesz czasem kogoś do postawienia na nogi to ja się zgłaszam.
                                                    Pozdrawiam Cie ciepło!!!
                                                  • esosna2 Re: Jeśli tylko się na coś przydam... 26.04.06, 20:43
                                                    Marzena tak sie stalo ze choroba dotknela mnie w najlepszym momencie mojego
                                                    zycia, gdzie w zyciu bym nie pomyslala ze moge na cokolwiek zachorowac ,a
                                                    przynajmniej nie w tym wieku ,mam 40 lat i nagle ta straszna diagnoza , potem
                                                    operacja ,chemioterapia,i kolejna radykalna operacja,po ktorej do tej pory nie
                                                    umie sie pozbierac,zaczelam utykac na noge.Teraz juz mysle o kolejnej kontrol
                                                    ,ktora mam 19 maja ,i strach.A tak apropo moja corka ma 18 urodziny 5 maja to
                                                    tez jest wydarzenie.Wiem z musimy sie trzymac zeby zmienic te statystyki.
                                                  • marzena3007 Re: Jeśli tylko się na coś przydam... 26.04.06, 20:53
                                                    Córka wkracza w dorosłość.To dopiero wydarzenie!
                                                    Wyobrażam sobie jak się boisz przed kontrolnym badaniem. Mocno wierzę, że
                                                    wszystko będzie z Tobą dobrze. Z jakiej części Polski jesteś?
                                                  • esosna2 Re: Jeśli tylko się na coś przydam... 26.04.06, 21:02
                                                    Jestem z Knurowa ,to jest Slask leczylam sie w Gliwicach.Podobnie jak u Ciebie
                                                    moja ginekolog nie poznala sie na tym,a gdyby to bylo wylapane o te pol roku
                                                    wczesniej nie bylo y tego strachu, tak przypuszczam.
                                                  • marzena3007 Re: Jeśli tylko się na coś przydam... 26.04.06, 21:11
                                                    Wiem coś o tych błędach lekarzy. Ale najważniejsze, że u Ciebie zadziałali i
                                                    miejmy nadzieję, że kontrola pokaże że jest dobrze. Musi być! Chociaż strasznie
                                                    to "wkurza", że gdyby choroba była zdiagnozowana właściwie, to wiele by Ci to
                                                    oszczędziło i bólu i strachu. Trzymam za Ciebie mocno kciuki!!!
                                                  • liina Re: Jeśli tylko się na coś przydam... 27.04.06, 11:44
                                                    Najwieksza krzywda, jaka moze lekarz wyrzadzic choremu na raka pacjentowi, to mu
                                                    oznajmisc, ze choroba na pewno wroci...
                                                  • tolka3 Re: Jeśli tylko się na coś przydam... 27.04.06, 11:51
                                                    Zresztą co za bzdura, to nie jest prawda! Pewnie, że wróci, jeśli chory ciągle
                                                    bęzie o tym myślał i się tego bał. Ale ta choroba wcale nie musi wrócić.
                                                  • liina Re: Jeśli tylko się na coś przydam... 27.04.06, 12:01
                                                    Tolka, to wszytko jest czesciowo "magią mózgu"- tak to ja sobie nazywam.
                                                    Juz pisałam tutaj Patrykowi, ze moja siostra zawsze jak jedzie w wakacje na
                                                    jakis wyjazd, to nie chce miec okresu, bo wiadomo, ze jest on kłopotliwy,
                                                    zwlaszcza jak czlowiek chce sie wykapac w jeziorze czy morzu. I zawsze tak
                                                    dobiera terminy wyjazdu, ze okres na bank jej trafic nie pownien, a od lat ma
                                                    tak, ze okres albo sie przesuwa o tydzien do przodu albo o tydzien do tylu, a
                                                    nawet o dwa tygodnie i dostaje okres dokladnie w pierwszy dzien wyjazdu i tak
                                                    jest juz kilka lat.
                                                    To jest wlasnie zywy przyklad , ze mozg kieruje cialem.Bolisz sie,ze dostaniesz
                                                    okres i go dostajesz..., boisz sie, ze rak wroci i wraca...trezba nauczyc sie to
                                                    jakos eleminowac z mozgu, mysle, ze to jest podstawa walki.
                                                  • tolka3 Re: Jeśli tylko się na coś przydam... 27.04.06, 12:19
                                                    Ależ oczywiście, że tak jest. Nie zawsze ma się rozumieć, ale jednak. W
                                                    przypadku dzieci jest zupełnie inaczej...
                                                  • liina Re: Jeśli tylko się na coś przydam... 27.04.06, 13:22
                                                    Co jest inaczej? Co masz na mysli dokladnie?
                                                  • tolka3 Re: Jeśli tylko się na coś przydam... 27.04.06, 13:49
                                                    Trudno mówić o roli psychiki w PROCESIE POWSTANIA nowotworu u bardzo małych
                                                    dzieci. Jeśli chodzi o samo leczenie, dzieci mają ogromną wolę walki zawsze,
                                                    pewnie ma to związek z brakiem świadomości powagi sytuacji. Ufają swym
                                                    opiekunom (rodzicom, lekarzom, pielęgniarkom) chyba bezgranicznie. To komfort
                                                    ogromny dla psychiki. Ale o powstaniu, nawrocie choroby decydują już inne niż
                                                    psychika czynniki. Tak myślę.
                                                  • liina Re: Jeśli tylko się na coś przydam... 27.04.06, 15:28
                                                    Masz racje ogolnie na pewno, ale kto wie. U takiego dziecka, ktore ma np. 10
                                                    miesiecy i odkrywa guz sporgo guza, to owszem pewnie to genetyczne , ale u
                                                    takiego co ma juz np. z 2 lub 3 lata to mysle, ze psychika moze miec spore
                                                    znaczenie. Np. jesli dziecko jest zaniedbywane przez rodzica,brak mu milosci czy
                                                    poczucia bezpieczenstwa, to tez u dziecka wywoluje stres..., co moze powodowac
                                                    choroby rozne tez, byc moze i raka?? Kto wie.
                                                  • tolka3 Re: Jeśli tylko się na coś przydam... 27.04.06, 15:45
                                                    Oj chyba jednak nie. Nie wiązałabym nowotworów u małych dzieci z ich sytuacją
                                                    życiową, rodzinną, materialną. Stres, cierpienie związane z trudną sytuacją
                                                    maluszka 2-3 letniego, jeśli już ma jakiś wpływ, to chyba jedynie na rozwój już
                                                    istniejącego nowotworu. Chociaż zdecydowanie za mało wiem na ten temat... W
                                                    każdym razie znam (wirtualnie) mnóstwo dzieciaczków pochądzących ze wspaniałych
                                                    rodzin, dzieciaczków bardzo szczęśliwych, a jednak walczących z nowotworem...
                                                    walczących niesamowicie dzielnie.
                                                  • liina Re: Jeśli tylko się na coś przydam... 27.04.06, 16:01
                                                    Nie wiem, ja pracowalam sporo i nadal sporo pracuje z patologią, ze tak powiem
                                                    nie za ładnie, ale taka jest prawda, tzn. z rodzinami patologicznymi, gdzie jest
                                                    alkoholizm, zaniedbania dzieci, bywa pobicia bardzo cięzkie itd.
                                                    Nie czytałam na ten temat ksiazek zadnych, tylko tak z obserwacji wnioskuje, ze
                                                    stan psychiczny dzieci moze jak najbardziej wplywac na ich cialo.
                                                    Jesli chodzi o rodziny wirtualne, tzn. te, ktore znasz wirtulanie, to bardzo
                                                    ciezko powiedziec znajac je wirtualnie jak sytuacja wyglada, tzn. rodzina moze
                                                    byc nawet jak najbardziej porzadna, dbac o dziecko, ale cos robic zle w dobrej
                                                    woli np. i nie zdawac sobie sparwy, ze takim zachowaniem wywoluje u dziecka np.
                                                    stres, zawstydzenie czy jakis strach.
                                                    Moze troche ciezko zrozumiec co mam na mysli, musialabym sie sporo rozpisac skad
                                                    moj taki wniosek i podac kilka konkretnych sytuacji, ale mnie sie wydaje, ze to
                                                    moze miec jakis zwiazek, ze czasem dziecko cos przezywa nie mowiac o tym , a
                                                    rodzic robi cos zle, nie wiedzac o tym tez i nie zdajac sobie sprawy.
                                                    Nie wiem tak naprawde jak z tym jest, ale mam po prostu na podstawie obserwacji
                                                    takie przypuszczenia.

                                                    Do tych tzw. rodzin pataologicznych,z ktorymi pracuje naleza tez rodziny bardzo
                                                    bogatych i na pierwszy rzut oka ulozonych ludzi, ktorzy sa w spoleczenstwie
                                                    bardzo szanowanymi obywatelami, a jednak okazuje sie, ze z dzieckiem cos nie tak
                                                    i trzeba je wziac pod lupe.Takze, to, ze cos na zewnatrz ladnie wyglada, jeszcze
                                                    nie oznacza, ze srodku tez jest ladne- a to wiem na pewno.

                                                    Pozdrawiam Cie Tolka i wracajac do tego co najwazniejsze, to WALCZ o mame!!!
    • kalinosia witaj Marzenko 21.04.06, 14:42
      Ja tez chorowalam na raka szyjki. Jestem 2 lata po leczeniu (mam 30 lat, wiec
      chorobę wykryto u mnie też jak miałam 28 lat). U mnie wykryto ją w stadium
      Ib1.Moim lekarzem i osobą, której wiele zawdzięczam jest kierownik Kliniki
      Nowotworów Narządów Płciowych Kobiecych w CO w Wawie doc. Mariusz Bidziński
      (www.coi.waw.pl/. Może on widziałby jeszcze jakieś wyjście? To człowiek,
      który wiele podróżuje po świecie i poznaje wiele nowych metod leczenia (a
      zwłaszcza własnie w r.sz.m.- ja sama miałam nowatorską operację, 1-szą taką w
      PL). Jeśli miałabyś siły i chęci przyjazdu do Wawy, to służę swoją pomocą.
      Rozumiem Cię jak nikt Marzenko, pozdrawiam Cię ciepło i bardzo wierzę , że Ci
      się uda...agnieszka
      • marzena3007 Re: witaj Marzenko 21.04.06, 17:57
        Hej Agnieszko!

        Bardzo się cieszę, że leczenie u Ciebie skończyło się sukcesem. I dziękuję za
        namiary. U Docenta nie byłam, już sprawdziłam przyjmuje chyba gdzieś na
        Ursynowie, prawda? Bo już doświadczenie Dziewczyn z forum nauczyło mnie że
        opieka i służba zdrowia to raczej tylko prywatnie. Wiesz ja naprawdę spróbuję
        wszystkiego!!! Jeszcze raz b. dziękuję!
        Pozdrawiam gorąco
        • marta11 Re: witaj Marzenko 21.04.06, 21:32
          Ja tez niestety moge poskarzyc sie na sluzbe zdrowia. Raka pluc u mojej Mamy
          wykryto jak pisala przez przypadek, wykupilam jej pakiet w prywatnej klinice.
          Wczesniej wiele razy miala bole w klatce piersiowej, nawet kiedys lezala w
          szpitalu na obserwacji pod katem serca ale nic nie wykazywalo. Nie wiem czy juz
          wtedy to byl rak czy nerwica. Bole jakies miala i ostatnio wiec na sile prawie
          zapisalam ja do lekarza internisty, ktory jest tez kardiologiem, ot tak
          profilaktycznie i raczej pod katem cholesterolu i trojglicerydow, ktore ma za
          wysokie. Lekarka kazala zrobic rtg kl. piesiowej i ekg. Ekg wyszlo dobrze, za
          to rtg nie(prywatna klinika wyniki od razu). Nie zapomne tej chwili gdy lekarka
          poprosila mnie do gabinetu bo Mama zaczela bardzo plakac. Najgorsza chwila w
          moim zyciu, serce mi peka a musialam ja uspokoic bagatelizujac troche sprawe
          niby itd napewno to znacie. Naprawde w takich chwilach wolalabym zeby to mnie
          spotkalo a nie ja, jest chyba jedyna osoba, ktorej cierpienie odczuwam wrecz
          fizycznie! Gdy wrocilysmy do domu odszukalysmy poprzedni rtg sprzed dwoch lat.
          I tam juz byl guz! Mniejszy! A opis do rtg, ze wszystko w porzadku. Potwierdzli
          to tez potem lekarze. Mama byla wtedy 2 lata wstecz u lekarza z opisem a nie ze
          zdjeciem...
          troche sie rozpisalam,
          pozdrawiam cieplo,
          Marta
        • kalinosia Re: witaj Marzenko 21.04.06, 21:46
          Hej, tak docent przyjmuje na Ursynowie, niedaleko CO na ul. Meander (jeśli
          będziesz zainteresowana podam Ci namiary i niezbędne informacje). Jeśli
          zdecydujesz się na przyjazd, daj mi znać, mogę z Tobą pójść jeśli miałabyś
          ochotę. I powołuj się śmiało na mnie jakby cio - nazywam się Agnieszka Sobola.
          Pozdrawiam cieplutko
          • ulaw2 Re: witaj Marzenko 22.04.06, 18:13
            Tolka!
            Bardzo się cieszę ze u twojej mamy jest lepiej.Pozdrów ją serdecznie!
            Wiesz ja też nie bardzo rozumiem ten rozpad guza, czy mama miała jakieś objawy
            z dróg rodnych przy tym rozpadzie? Pytam bo u mojej mamy coś takiego było
            jeszcze przed rozpoczęciem leczenia onkologicznego, mama miała krwawienie z
            takimi jakby "skrzepami" i kiedy pobierano wycinki to lekarz powiedział że
            nastąpił rozpad guza tzn. w środku guza jest jakby dziura.Czy mama miała jakieś
            krwawienia ? No bo na zdrowy rozum tkanka z tego rozpadu powinna być jakoś
            wydalona.
            • tolka3 Re: witaj Marzenko 24.04.06, 09:26
              Ula, moja mama cały czas miewa krwawienia. Zarówno przed chemią, jak i w
              trakcie. Teraz też. Pozdrowienia dla Twojej mamy! Mojej też było bardzo miło,
              że tutaj sobie o niej rozmawiamy :)
              • ulaw2 Re: witaj Marzenko 24.04.06, 09:42
                Tolka, dziękuję za pozdrowienia.Mam jeszcze takie pytanie:czy Twoją mamę bolą
                czasem nogi i puchną?
                • tolka3 Re: witaj Marzenko 24.04.06, 09:48
                  Nie, nie bolą jej nogi, nogi ma zdrowiutkie. Nie wiem, czy dobrze kojarzę, ale
                  to może być powiązane z nerkami, Liina co Ty na to? Ula, czyli u Twojej mamy
                  guz również rozpad się w środku? Kurcze zupełnie nie wiem, jaka jest tego
                  przyczyna w takim razie, choć oczywiście mam nadzieję, że jest to dobry znak.
                  • ulaw2 Re: witaj Marzenko 24.04.06, 10:33
                    Tak powiedział lekarz o tym rozpadzie.Mamie pobierano wycinki w znieczuleniu
                    ogólnym i później stwierdził że w środku jest dziura.Tylko tak jak ci pisałam,
                    wcześniej mama miała takie dziwne krwawienia jakby z resztkami czegoś.
                    • liina Re: witaj Marzenko 24.04.06, 13:55
                      Nie wiem co z ta dziura, co to oznacza i czy to dobrze czy nie, ale w srodku
                      dziura, a na zewnatrz rosnie...
                      Nogi puchna od chemii albo juz po chemii nawet. Mojej mamie czasem tez puchly i
                      dretwialy. Moze byc tez od serca, ale prawdopodbnie od chemii.
                      Ciezko powiedziec.
                      Pozdrawiam Was dziewczyny!
                      • tolka3 Re: witaj Marzenko 24.04.06, 15:05
                        Ale mama Uli chyba nie miała chemii. Czy już mi sie wszystko pomyliło? A od
                        nerek nie puchną nogi? Jeju ja się teraz tych nerek czepiłam, ale to chyba dość
                        częste powikłanie popromienne...
                      • ulaw2 Re: witaj Marzenko 24.04.06, 18:33
                        Samo puchnięcie to jeszcze nie problem by był ale mamę te nogi bardzo bolą
                        szczególnie od kolan w dół.Mówi że ją po prostu w nich "kręci".Szczególnie w
                        nocy.A może to na pogodę?Tak opisuje te bóle.Mama ma tez niewydolnośc serca.A i
                        jeszcze coś, okresowo ma silne skurcze w tych nogach aż do bólu.
            • liina Do Ulaw pytanie. 24.04.06, 13:58
              Ale teraz tak mysle, ze jesli u Twojej mamy mial ten rozpad w sroskowej czesci
              miejsce przed leczeniem onkologicznym, to moze jednak chemia nie ma nic z tym
              wspolnego?
              ULaw, a jak nastpial rozpad tego guza i on "wylecial" na zewnatrz, to cos z
              niego w srodku zostalo?
              • ulaw2 Re: Do Ulaw pytanie. 24.04.06, 18:27
                Moja mama nie miała chemii.Po rozpadzie tego guza została w środku dziura i z
                niej było krwawienie.Specyfika raka szyjki macicy jest taka że rozrasta się on
                coraz bardziej na boki zajmując okoliczne tkanki czyli przymacicza,macicę.
                Stadium mojej mamy to IIIb czyli naciek dochodzi już do kości miednicy.Ta
                dziura zabliźniła się dopiero po radioterapii i wtedy ustały krwawienia.
    • ulaw2 Re: Jeśli tylko się na coś przydam... 22.04.06, 18:19
      Witaj Marzenko!
      Pozdrówka na początek!
      Mam do ciebie parę pytań.Jakie leki przeciwbólowe stosujesz?Piszesz też że masz
      problemy z jelitami czy od jelit też masz jakieś leki?Moja mama ma czasem
      uczucie goryczy w ustach czy może to być od jelit?
      • liina Re: Jeśli tylko się na coś przydam... 23.04.06, 00:35
        Gorycz moze wskazywac na cofanie sie zolci.
    • magdaszek czy mozna mieć nadzieje? 24.04.06, 13:05
      Moja mama w świeta znalazła sie w szpitalu (nie mogła jesc i wymiotowała, a
      lekarka rodzinna powiedziała, ze czasem człowiek musi pocierpieć kiedy go brzuch
      boli i leczyła ją na wrzody, których nie ma). W szpitalu zrobiono jej usg na
      internie i ginekologii. Operacja. Usunieto wszystkie kobiece sprawy. Podobno sa
      przerzuty na wątrobe. Szok dla wszystkich. Co teraz? jakie są szanse z taką
      watrobą? wciaż czekamy na wyniki badań histopalogicznych... . Już nie mamy siły...
      • b_a_l_b_i_n_k_a Re: czy mozna mieć nadzieje? 24.04.06, 13:23
        Magdo, póki nie ma wyników badań, nie wiadomo nawet jaki to nowotwór, a od tego
        zależy dalsze postępowanie i leczenie. Rozumiem, co czujesz pisząc, że nie masz
        siły. Ale dasz radę, jak my -wszystkie córki, których Mamy chorowały lub
        chorują. Jesteśmy z Tobą!
        W którym szpitalu operowano Mamę? Ile Mama ma lat?

        • magdaszek Re: czy mozna mieć nadzieje? 24.04.06, 13:33
          dzieki balbinko za odpowiedź.
          Mama nie ma jeszcze 60 lat, a jej siostra zmarła na raka niecały rok temu.
          Miałam sporo nadziei jeszcze do wczoraj, ale wczoraj sie załamałam (jak
          wszyscy). Ta watroba ... jesli sa na niej faktycznie przerzuty, to jest jeszcze
          jakaś szansa?
          wie, ze nie wolno zakładać najgorsezgo, ale lekarz jest realistą. Ja wierzę w
          cuda, tylko jakby słabiej od wczoraj.
          • liina Re: czy mozna mieć nadzieje? 24.04.06, 14:00
            Zalezy na ile i w ktorym miejscu watroba jest zajeta. Watroba ma to do siebie,
            ze mozna ja usunac w 60% procentach i odrosnie, wiec badz robrej mysli, moze
            akurat Twoja mame da sie zoperowac jednak.
            Trzymaj sie.
            • magdaszek Re: czy mozna mieć nadzieje? 24.04.06, 14:20
              dzieki!
              nie wiem jeszcze co z ta watroba. Podobo są tam jakieś liczne guzki.Staram sie
              myśleć pozytywnie. dzieki Wam jest mi juz nieco lepiej.
              Pozdrawiam
              • emgoro Re: czy mozna mieć nadzieje? 24.04.06, 14:37
                Podejrzenie jakiego organu może mieć nowotwór? Co mówią na ten temat lekarze?
                Przerzuty na wątrobę mogą być drogą krwionośną tzw. śródmiąższowe lub z
                rozsiewu otrzewnego czyli zmiany są wtedy podtorebkowe na powierzchni wątroby.
                Te podtorebkowe są często łatwiejsze w leczeniu. Poddawać się można, bo
                jesteście dopiero na początku drogi. Warto po wyniku histopatologicznym
                skonsultować z doświadczonymi lekarzami, a nawet poszukać odpowiedniego ośrodka
                w Polsce, który specjalizuje się w leczeniu nowotworów kobiecych. Zawsze
                najlepiej, gdy jest to szpital Akademii Medycznej.
                pozdrawiam Robert
                • emgoro Re: czy mozna mieć nadzieje? 24.04.06, 14:38
                  Oczywiście chciałem napisać, że poddawać się nie można i wierzyć trzeba zawsze.
                  pozdrawiam Robert
                  • magdaszek Re: czy mozna mieć nadzieje? 24.04.06, 16:32
                    dzieki Robercie!
                    tak na prawde to nie ma jeszcze ostatecznych wyników, ale lekarz po operacji
                    powiedział jak jest. Mówił o przerzutach, wiec sam rozumiesz jaki to był szok.
                    Teraz czekanie na wyniki i na to by chora zaczęła w ogóle przyjmowac pokarmy.
                    Póki co to jej to nie idzie w ogóle.
                    Wiem, poddawać sie nie mozna, ale jak to zrobić? to czekanie zabija...
                    • emgoro Re: czy mozna mieć nadzieje? 24.04.06, 17:16
                      Czyli lekarze nie mają konkretnych podejrzeń czy nowotwór wywodzi się np.
                      jajnika, macicy lub z jelit? A czy było wodobrzusze? Czy były badane np.
                      markery nowotworowe? Badanie histopatologiczne roztrzygnie czy jest to nowotwór
                      złośliwy i jakiego rodzaju i wtedy trzeba będzie odnieść się do wyboru
                      odpowiedniego leczenia onkologicznego. Rozumiem Twój niepokój i pewnego rodzaju
                      bezsilność. Ja kiedyś znalazłem na to sposób. Zacząłem drążyć i poszukiwać
                      metod leczenia, wyszukiwać dobre ośrodki, nawet metody niekonwencjonalne. Tak
                      zresztą czynię do dzisiaj, a przy okazji dzielę się wiedzą z innymi. Wiem, że
                      jest to bezcenne, bo sam kiedyś byłem "zielony" a na takim forum znalazłem
                      nieocenioną pomoc. To dawało mi siłę radzenia sobie z tym traumatycznym
                      przeżyciem. Myślę, że pierwszy krok już właśnie zrobiłaś pojawiając się na
                      takim forum. Internet i takie fora to kopalnia wiedzy, wymiana doświadczeń i
                      porozmawiania z ludźmi o podobnych przeżyciach. Myślę, że tutaj znajdziesz
                      sporą dawkę wiedzy i pomocy.
    • ulaw2 Re: Jeśli tylko się na coś przydam... 24.04.06, 18:36
      Marzenko co u Ciebie?
      Odezwij się proszę,martwimy się.Pozdrówka.
      • marzena3007 Re: Jeśli tylko się na coś przydam... 25.04.06, 00:04
        Hej!
        Byłam u bioenergoterapeuty. Jestem raczej sceptycznie nastawiona do takich
        sposobów leczenia, ale przecież są przypadki, gdzie ono pomogło. Zresztą moja
        siostra zagroziła mi, że jeśli nie pójdę, to się do mnie więcej nie odezwie.
        Nie ryzykowałam. Poszłam. Facet gapił mi się długo w oczy, potrzymał mnie za
        rękę i wymienił mniej więcej wszystkie moje znane mi dolegliwości. Potem
        zmierzył mi ciśnienie w pępku. Dziwne. Dowiedziałam się że nie mam odporności
        albo optymistycznie mam ale w stopniu zerowym i pewnie dobije mnie zwykłe
        przeziębienie. Dostałam przepis na różne mieszanki ziołowe, które mają
        odporność przywrócić. Ale nawet on nie robił mi nadziei na cokolwiek. Kurcze,
        więc nawet moje wisielcze poczucie humoru siadło. Ale mówił też że wiele dzieje
        się w mózgu. Ja bym wolała żeby działo się np. w jelitach. Albo płucach. Więc
        chyba niewiele zostało. Nie cierpię zostawiać niedokończonych rzeczy. Mam tyle
        do zrobienia, kto jeśli nie ja wychowa moje córki na porządny elektorat PIS-u?
        Się rozpisałam, ale tyle razy słyszłam ostatnio termin stan terminalny, że co
        ja jeszcze tutaj robię?! A logicznie rzecz biorąc skoro nie "terminuję" to nie
        wszystko stracone, nie? I nie umrę na żadnego durnego raka. To raczej ja
        wykończę jego! Umówiłam się na konsultację z doc. Bidzińskim. Kto wie może on
        będzie miał na mnie pomysł.
        Pozdrawiam Was gorąco!
        • tolka3 Re: Jeśli tylko się na coś przydam... 25.04.06, 09:14
          Marzenko kurcze no nie ma innego wyjścia jak wygrać!!!!!!!!!!!!!! Nie może, po
          prostu nie może być inaczej, wszyscy potrzebują tej wygranej! Począwszy od
          Twojej rodziny, córeczek, skończywszy na nas tutaj. Proszę nie trać humoru,
          przecież wiara naprawdę czyni cuda. No każdy chyba słyszał o beznadziejnych
          przypadkach, które jednak takie beznadziejne się nie okazały, ludziska chodzą
          po tym świecie już wiele wiele lat i mają się dobrze. Takie to właśnie
          choróbsko jest nieprzewidywalne, zaskakujące i to jego jedyny plus, bo rokuje
          nadzieje.
          Konsultowałaś się z innymi ośrodkami naświecie? Wiem, że z niemieckim, ale może
          warto uderzyć jeszcze gdzieś indziej? Stany może? Dopóki nie będzie pomysłu
          lekarzy na zabicie cholerstwa, weź to zniszcz od wewnątrz, tak codziennie
          kawałek i będzie po nim, zobaczysz! Jesteśmy z Tobą i trzymamy kciuki, a
          gdybyśmy mogli zrobić coś więcej, pisz!
        • b_a_l_b_i_n_k_a Re: Jeśli tylko się na coś przydam... 25.04.06, 10:34
          Super, że udało Ci się umówic na konsultację u Bidzińskiego. Daj znać co Ci
          powiedział, jak już będziesz po.
        • liina Re: Jeśli tylko się na coś przydam... 25.04.06, 10:55
          Marzenko!

          Pij te mieszanki, ktore ci zalecil. Napisz jak mozesz ich sklad. Znam sie nieco
          na ziolach, taki samouczek ze mnie.WYleczylam ziolami albo pomoglam sobie
          ziolami na wiele chorob i dolegliwosci. Osobiscie jestem na bank przekonana, ze
          ziola moga pomoc w chorobie nowotoworowej, ale nie robi sie na ten temat
          badan.Wiadomo, ze in vitro wiele ziol zabija komorki rakowe, ale nie wiadomo jak
          sie one zachowuja w organizmie, bo sie tego typu badan nie robi, szkoda.
          Pij jednak te ziola, ktore zalecil.Na pewno nie zaszkodza, nie poddawaj sie.
          Czy w ich sklad wchodza: szyszki chemielu lub melisa albo nagietek lekarski?
          Kazde z tych ziol in vitro zabija raka, nagietek dodatkowo laczy bardzo sprawnie
          wszytkie toskyny rakotworcze w organizmie i pomaga je wydalac.Wzamacnia odpornosc.
          Dobrze by bylo gdybys sie przeziebila:-)albo dostala dzikiej anginy:-) teraz to
          tak pisze pol zartem, ale i pol serio, bo ludzie , ktorzy rzadko sie
          przeziebjaja albo w ogole prawie nie choruja na anginy, grypy itd., czesciej
          zapadaja na raka, bo to, ze nie zpadaja na te anginy czy grypy to nie oznacza,
          ze maja super odpornosc, tylko oznacza najczesciej wlasnie, ze jej nie maja i
          orgaznim jest atakowany przez zarazki, tylko, ze czlowiek nie choruje, bo
          organizm sie nie broni, a wtedy nie ma goraczki, bolu glowy itd, wiec sie dobrze
          ktos czuje i wydaje mu sie, ze jest zdrowy. Ludzie, ktorzy prawie nigdy nie
          choruja na anginy, grypy (nie maja goraczki i system odpornosciowy sobie spi,
          spi takze wtedy kiedy rak zaczyna sie mnozyc), czesciej zpadaja na chorobe
          nowotoworowa.
          Absolutnie nie chce nikogo straszyc, bo to, ze ktos bardzo rzadko sie przeziebia
          , nie oznacza, ze zaraz zachoruje na raka, ale jest w tym na pewno jakas
          zaleznosc.Jest na ten temat nieco artykulow naukowych, teraz bedzie ksiazka
          wydana przez Instytut Immunologii na UMK w Toruniu.

          Takze, Marzenko! To, ze facet ci powiedzial, ze masz zerowa odpornosc, nie
          oznacza, ze przeziebienie cie zabije, tylko oznacza, ze orgaznim nie reaguje na
          intruzow.Dobrze by bylo gdybys mu podsunela jakis intruzow, zeby go zmobilizowac
          do walki nieco.
          Mysle, ze jesli mowil o mozgu, to mial bardziej na mysli Twoja psychike i
          podswiadomosc, ze na ta podswiadomosc musisz zwrocic szczegolna uwage.
          A w stadium terminalnym,to jeszcze nie jestes skoro siedzisz przez kompem i do
          nas piszesz;-), zauwazylam, ze u nas w Polsce to bardzo latwo ludzi sie
          przywporzadkowuje do grupy ludzi "terminalnych", czesto za szybko.

          Jedz kazdego dnia aspiryne, hamuje rozwoj raka. Nie jest wybadane w jaki sposob,
          ale na pewno hamuje. Kup sobie takie mniejsze dawki, nie za duze, ok 75 mg, bo
          zbyt duze moga zmniejszac zbyt mocno krzepliwosc krwi, co moze byc
          niebezpioeczne przy jakims wypadku, operacji itd.Moze byc zbyt duze krwawienie.
          Pij kazdego dnia lampke wina czerwonego z czarnych winogron.Wino tez hamuje w
          jakis sposob raka albo hamuje wzrost grzybow, ktore tego raka moga powodowac.

          Pozdrawiam serdecznie.
          • tolka3 Re: Jeśli tylko się na coś przydam... 25.04.06, 11:28
            Liina no właśnie, ja ostatnio się zastanwiałam nad tym, moja mama w ogóle nie
            chorowała, nigdy się nie przeziębiała, była jedyną osobą w rodzinie, wśród
            swoich przyjaciół i znajomych, zawsze zdrową. Żaden wirus jej się nie czepiał.
            Gdy wszyscy chorowali, zarażali się jeden od drugiego, ona była zdrowa. Coś w
            tym musi być.
            A co z dietą polecaną przez Tombaka? Liina poleć jakieś konkretne zioła (jeśli
            coś oprócz tych, które wymieniłaś jest jeszcze warte polecenia) lub mieszankę.
            • liina Re: Jeśli tylko się na coś przydam... 25.04.06, 12:02
              Nie jestem specjalista zadnym od diet, ale ta dieta Tombaka to chyba polega na
              piciu min. wody z solą.
              Nie wiem sama czy to dobry pomysl, mnie sie wydaje, ze to moze nieco "przezrec"
              zoladek:-), ale nie wiem tak naprawde. Czasem jak mnie gardlo bolało, to
              plukalam je woda z sola i nie powiem abym chciala to wypic:-)Raczej mnie na
              wymioty od tego bralo.
              Reszta jego zalecen jest ogolnie znana, chyba zadnej nowej filozofii nie wymsylil.
              Cukier trzeba na pewno odstawic, bo cukrem zywi sie rak. Absolutnie cukru jesc
              nie wolno, zadnych ciastek, a slodzic wszytko fruktoza. Mozna kupic nawet w Tesco.
              Jesli chodzi o to plukanie jelita, to trzeba byc ostroznym u osob chorych na
              raka, zwlaszcza jesli cos z jelitami nie gra. Jesli by byla w jelicie nawet
              jakas mala niedroznosc, a tutaj do jelita sie wpompmuje wode na sile, to moze to
              sie zle skonczyc chyba.
              A poza tym regularne plukanie czy regularnie lewatywy odzwyczajaja jelita od ich
              funkcji, robia sie leniwe i same juz po czasie nie beda sie dobrze "kurczyc" i
              moga powstawac zaparcia nawet potem.
              Wiec ja mysle, ze lepiej jest jesc duzo blonnika, kupic sobie nawet otreby
              pszenne i je dawkowac do jogurtu np. regularnie, zeby blonnik pobudzal
              naturalnie jelita do wydalania kalu, pic ziola oczyszczajace krew i lekko
              przeczyszczajace, ale tylko leciutko, tak, ze sie to odczuwa tylko w formie
              potrzeby codziennego oddania stolca.
              Pokrzywa np. bardzo ladnie reguluje czynnosci wydalnicze jelit.

              Jesli chodzi o mieszanki, to Maria Treben proponuje podstawowa mieszanke ze 100
              g krwawnika, 100 g pokrzywy i 300 g nagietka. Wymieszac to i pic 3 razy dziennie
              po lyzce na szklanke wody. Wazne jest aby to pic lykami co kilka minut, nie
              wszytko wypic jak leci, tylko co kilka minut dostarczac organizmowi
              lekarstwo:-), zeby regularnie to sie do krwi dostawalo i utrzymywalo sie we krwi
              na stalym poziomie.
              Ja dodatkowo do tej mieszanki dodaje melise- tez 100 g ( dla tych co np. pracuja
              i musza byc bardzo trzezwi, moga dodac 50 g melisy), dodaje tez 100 g szyszek
              chemielu i szklanke suszu z aronii.Aronie ma bardzo duzo wit. C i takze
              wlasciwosci oczyszcajace krew. wszytkie czerowne owoce , czyli maliny,
              porzeczki, wisnie itd. maja dobre "moce" oczyszcajace, ale aronia szczegolnie.
              Wiec reasumujac: 100 g pokrzywy, 100 g krwawnika, 300 g nagietka, 100 lub 50 g
              melisy, 100 g szyszek chemilu i szklanka suszu z aronii. W sklepach zielarskich
              mozna kupic suszona aronie 200 g chyba i to jest wlasnie ok. szklanki.
              Mozna tez pic zapobiegawczo,a wlasciwie to nawet lepiej pic zapobiegwaczo niz
              potem sie tym leczyc.Wszytkie skladniki wymieszac i pic po lyzce na
              szklanke.Parzyc ok. 20 do 30 minut.
              Acha, wazne! Jesli ktos jest chory, to zeby to pomoglo, to trzeba pic tego ok. 2
              do 3 litry dziennie, wiec trzeba to w siebie wlewac.Maria Treben miala podobno
              takim leczeniem dobre efekty.
              To tez wszytko nie jest takie jednoznaczne, bo to nie jest tez taka mieszanka
              uniwersal.U osob np. z wirusem zoltaczki, ktory po kilkunastu latach powoduje
              marskosc i raka watroby, powinno sie pic jeszcze przed jedzeniem widłaka
              gozdzistego, ktory moze opoznic rozwoj choroby.
              Nie pije tego ciagle, tzn. tylko to i nic poza tym, lubie czasem wypic tez
              zwykla herbate z miodem lub sok, ale kawy nie pije w ogole np., choc lubie
              generalnie.
              A tak odnosnie herbaty, to czarna herbata hamuje rozwoj wirusa opryszczki:-),
              wiec warto czasem wypic i czarna herbate, bo wirus opryszczki moze tez mutowac
              komorki i byc przyczyna raka ( np. szyki macicy).
              Mysle jednak, ze ta mieszanka ziolowa jest lepsza od herbaty.

              Zapomnialam jeszcze o czosnku i cebuli, jesli ile sie da, ale zeby sobie zoladka
              i watroby nie zmarnowac!
              Czytalam, ze czosnek moze miec miejscowe dzialanie antyrakowe, ale jeszcze tego
              nie udowodniono. Wiem jednak, ze moze zabic np. wirusa brodawczaka ludzkiego.
              Mialam kilka kurzajek na rece, podziurawilam te kurzajki wygotowana igla,
              starlam zabek czosnku na tarce i przylozylam ten starty czosnek na te podziabane
              kurzajki, zawinelam plastrem. Potrzymalam tak z pol godziny ( bo wiecej nie
              wyrobilam:-) i kurzajki zdechly wszytkie, wiecej w tym miejscu juz nie wyskoczyly:-)

              Odnosnie tego przeziebiania sie, to moja mama tez rzadko chorowala.Znam inne
              osoby chore na raka, ktore niestety tez wlasnie do czasu zachorowania byly tzw.
              okazami zdrowia.
              Pozdarwiam serdecznie.




              • tolka3 Re: Jeśli tylko się na coś przydam... 25.04.06, 12:26
                O wodzie z solą nie słyszałam, ale generalnie zaleca dużo kasz, sok z marchwi
                chyba, z buraka, cebule, czosnek, ogólnie tak jak mówisz, zero cukru itd.
                Cebula i czosnek są grzybobójcze, ja jestem ich fanką choć tylko swoje dziecko
                nimi katuję, siebie nie. Dziękuję za info o ziołach, przygotuję mamie
                mieszankę, o siebie też najwyższy czas zadbać, czy to wszystko da się kupić w
                sklepie? Czy musze sobie polowanie urządzić?
          • marzena3007 Re: Jeśli tylko się na coś przydam... 25.04.06, 12:03
            Cześć!
            Mówił mi o terapii krzemowej i kazał kupić:
            - thuja occidentalis, sulfur iodatum oraz ogonki czereśni, szanta zwyczajna,
            skrzyp polny, kłącze perzu, mącznica lekarska, liść borówki, liść czernicy,
            chinowiec i nagietek. To w oznaczonych dawkach mieszać i pić 3 x dziennie.
            I jeszcze chrom i sok z marchwi.
            To ma być na pobudzenie odporności. Wszystko, prawie wszystko kupiłam i będę
            piła. I jeszcze guz brzozy. Co o tym myślicie?
            • liina Re: Jeśli tylko się na coś przydam... 25.04.06, 12:23
              OK, guz brzozy pij tez, tylko kup pol na pol czarny z bilym.
              Tzn. w sklepach zielarskich jest najczesciej tylko czarny. Popytaj tez o bialy
              guz brzozy albo zamow jak nie beda mieli i zmieszaj to po polowie.
              O ile dobrze pamietam, to trzeba gotowac, wiec gotuj i cedz do termosu i nos ze
              soba np. do pracy lub gdzies gdzie wychodzisz na dluzej.
              Ja robilam z brzozy nalewki, gotowalam to z alkoholem, ale nie pamietam teraz
              przepisu.Wtedy pije sie po 3 lyzki dziennie tego.
              W ksiazce dr Ożarowskiego o medycznym ujeciu ziol wspomina on tez przy raku o
              hubie brzozowej.

              Tuja? Co z ta tuja masz robic? Pic ja tez? Tuje mozna podawac domiesniowo,
              podbnie jak jemiole, to ma wywolywac sztuczna reakcje obronna organizmu, ale to
              chyba co ci przepisal, to nie sa zastrzyki?
              Sulfur iodatum- to sa jakies krople, cos mi gdzies dzwoni, ale nie wiem za duzo
              na ich temat.
              Ogonki z czeresni? O tym nie slyszalam.
        • shadowland1 Re: Jeśli tylko się na coś przydam... 25.04.06, 18:05
          Czesc Marzenko, trzymam mocno kciuki za Ciebie, staraj sie nie przejmowac
          diagnozami lekarzy, oni troche wiedza, jedni mniej, drudzy wiecej, sa tacy co
          calkiem sporo ale tak naprawde kazdy z nich jest troche jak dziecko we mgle, nie
          znaja do konca mechanizmow jakie rzadza ta choroba i dlatego moim zdaniem
          odbieranie nadzieji chorym to z ich strony uzurpacja; mysle ze kazdy z lekarzy-
          onkologow, jesli ma spore doswiadczenie wie, ze nie raz kogos o swietnych
          rokowaniach choroba szybko pokonala a ten, ktoremu nie dawano szans- zyje i ma
          sie dobrze! dlatego nie bierz do siebie tego co mowia, sluchaj tego co
          podpowiada Ci Twoja intuicja i wola zycia, jestem z Toba calym
          sercem,pozdrawiam- aga
          p.s. to ze bioenergoterapeuta nie obiecuje Ci gruszek na wierzbie tylko dobrze o
          nim swiadczy; mysle, ze on moze wiele pomoc, mojej znajomej bioenergoterapeuta
          bardzo pomogl
    • ulaw2 Re: Jeśli tylko się na coś przydam... 12.05.06, 07:08
      Marzenko, co u Ciebie?
      Nic się nie odzywasz?
    • tupasia Re: Jeśli tylko się na coś przydam... 16.06.06, 08:57
      hej!
      Jestem nowa na tym forum, chociaż nowotwor to niestety żadna nowośc dla mnie.
      Przeczytałam historię Marzeny, długo nie pisze - ciakawe co u niej. Znam
      wypadki gdzie wiara naprawdę góry zdołała przenieść.
      • esosna2 Re: Jeśli tylko się na coś przydam... 16.06.06, 11:04
        Czesc -faktycznie Marzena cos dlugo sie nie odzywa.Tupasia jezeli znasz takie
        wypadki to przytocz je ,poniewaz czytanie o tym duzo pomaga,ze komus sie udało.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka