szymonstanczyk
13.06.06, 00:02
w jednym z postów pytałem się jak i kiedy się pożegnać. Ale napiszę w skrócie
że tata ma raka płuc. We wtorek miał operacje na kręgosłup który miał być
zniszczony przez wieloletnią pracę na dole ( na kopalni) niestety jak się
okazało to już przerzut na kości i lekarze nie dają mu żadnych szans.Z tatą od
kilku tygodni było coraz gorzej.Wczoraj wydawało się ze to już koniec ,co
chwilę tracił świadomość, nie orientował się w sytuacji i w czasie. Jakie było
moje zdziwienie gdy dzisiaj ( w poniedziałek rano) w słuchawce usłyszałem
mocny (dawny) głos taty który z niesłychanym optymizmem zapewniał mnie że
wygra walkę
Co prawda naświetlania na płuca które przeszedł miesiąc temu dały doskonały
wręcz rezultat , ale po wtorkowej operacji lekarze dają mu kilka tygodni życia.
Tata nic nie wie ( zapewne domyśla się ) o przerzutach . Ja osobiście zdaję
sobie sprawę , przyjąłem do wiadomości że to już pewny koniec Jego życia.
Jestem realistą i wiem że Jego „walka” na nic się już teraz zda.
Niestety dla mojej mamy , każda taka poprawa jest powodem do wielkiej
radości. Szczerze powiedziawszy po cichu byłem zadowolony że mama tak dzielnie
oswoiła się z myślą o nieuchronnym końcu. Boję się że gdy za kilka dni znowu
nastąpi pogorszenie stanu zdrowia , gdy znowu tata będzie majaczył i mówił
szeptem , mama będzie musiała jeszcze raz przechodzić ten dramat gdy zostanie
Jej odebrana nadzieja. Jak wiec mam ja się zachować?