Dodaj do ulubionych

Ciekawostki ze świata medycyny i nauki

20.06.06, 15:52
Zakładam nowy wątek na temat ciekawostek ze świata medycyny i nie tylko,
które mają odniesienie bezpośrednie lub pośrednie do chorób nowotworowych.
Inspiracją tego jest artykuł z Newsweeka na temat "Jedzenie lekarstwem".
Obecnie jest tylko dostępny skrót artykułu on-line, ale zapewne można ten
ostatni numer dostać w kioskach lub za jakiś czas będzie dostępny na stronie
tej gazety. Moim zdaniem bardzo ciekawy i przede wszystkim obszerny artykuł,
który ma swoje odniesienie również no nowotworów oraz mitów i faktów różnych
pokarmów spożywanych w małych ilościach lub nadmiarze oraz płynące z tego
korzyści i zagrożenia. Autor zwraca uwagę, że rozwijąjąca się nowa gałąź
nauki nutrigenomika może stać zagrożeniem dla firm farmaceutycznych, ale też
zbawienna dla wielu ludzi w podtrzymaniu dobrej kondycji i zdrowia.
link newsweek.redakcja.pl/wydania/artykul.asp?Artykul=15430
pozdrawiam
Robert
Obserwuj wątek
    • gontcha Re: Ciekawostki ze świata medycyny i nauki 22.06.06, 00:15
      Parę ciekawych linków z CancerCare - niestety tylko po angielsku.
      Dostaję od nich biuletyn co miesiąc i jak tylko będzie coś ciekawgo, to
      bedę 'doklejać'

      www.cancercare.org/pdf/booklets/ccc_braintumors.pdf?tr=y&auid=1766283
      www.cancercare.org/pdf/booklets/ccc_chemo_side_effects.pdf?tr=y&auid=1766288

      • gontcha Re: Ciekawostki ze świata medycyny i nauki 30.07.06, 16:01
        kolejne linki z CancerCare:

        www.cancercare.org/pdf/booklets/ccc_kidney_cancer.pdf?tr=y&auid=1838457
        www.cancercare.org/pdf/fact_sheets/fs_chemobrain_cognitive.pdf?tr=y&auid=1838461

        www.cancercare.org/pdf/fact_sheets/fs_chemobrain_memory.pdf?tr=y&auid=1838462

        www.cancercare.org/pdf/fact_sheets/fs_chemobrain_concentration.pdf?tr=y&auid=1838463

        www.cancercare.org/pdf/fact_sheets/fs_chemobrain_doctor_talk.pdf?tr=y&auid=1838464



        --
        mieux vaut tuer le diable
        que le diable no vous tue
        • emgoro Słaby prąd niszczy raka 24.02.07, 15:59
          Prąd elektryczny 1000 razy słabszy niż ten płynący w żarówce przez zaledwie 15
          minut wystarczy do zabicia komórek nowotworu - informuje "New Scientist."
          Jak wykazały badania prowadzone w Izraelu, prąd płynący między dwiema
          elektrodami potrafi zniszczyć guz nie uszakdzając sąsiadujących tkanek - w
          odróżnieniu od takich metod jak radioterapia. Jest to szczególnie ważne na
          przykład przy leczeniu raka prostaty, podczas którego często dochodzi do
          uszkodzenia cewki moczowej.

          W kwietniu co najmniej 10 pacjentów z rakiem prostaty zostanie poddanych
          pionierskiej terapii, opracowanej przez Borisa Rubinsky'ego z Uniwersytetu
          Hebrajskiego w Jerozolimie oraz jego kolegów z USA.

          Naukowcy ci wykazali, że u świń pole elektryczne o niewielkim natężeniu potrafi
          zniszczyć chorą tkankę. Pole otwiera mikroskopijne pory na powierzchni komórek.
          Jest to nieodwracalny proces, prowadzący w krótkim czasie do śmierci poddanej
          terapii chorej tkanki. Zdrowe komórki pozostają nietknięte, dlatego metoda nie
          uszkadza między innymi naczyń krwionośnych, ścian jelit czy tkanki łącznej.

          Podczas eksperymentów na uszkodzonych świńskich wątrobach naukowcom udało się
          zabić chore komórki, stosując impulsy o minimalnym natężeniu i napięciu 1,5 do
          2,5 kilovolta za pomocą dwóch elektrod o grubości 1 milimetra. Naczynia i
          przewody żółciowe, których pełno jest w wątrobie, pozostały nienaruszone, a
          regeneracja tkanek trwała dwa tygodnie - nie sześć miesięcy, jak przy innych
          terapiach.

          źródło Onet.pl
          wiadomosci.onet.pl/1491637,16,1,0,120,686,item.html
          • emgoro Polska morfina - szansa na 1 mld dolarów rocznie 25.02.07, 20:29
            Polska morfina - szansa na 1 mld dolarów rocznie
            "Rzeczpospolita": Polscy naukowcy chcą podbić światowy rynek leków
            przeciwbólowych. Opracowali zamiennik morfiny, który - w przeciwieństwie do
            niej - nie uzależnia. Gra toczy się o wysoką stawkę - miliard dolarów rocznie.
            - Nad przełomowym lekiem pracują naukowcy z warszawskiego Instytutu
            Farmaceutycznego. "Mamy ambicję, żeby wejść z tym specyfikiem na rynek
            światowy - nie ukrywa doktor Wiesław Szelejewski, dyrektor tej placówki.

            Eksperci instytutu rozwijają projekt profesora Andrzeja Lipkowskiego z
            Instytutu Medycyny Doświadczalnej i Klinicznej Polskiej Akademii Nauk. Wymyślił
            on kilkanaście lat temu substancję o nazwie difalina, ale brakowało mu
            pieniędzy na badania. Środki ma instytut, dostał je z budżetu. Dysponuje także
            instalacją do produkcji, której moce pozwoliłyby pokryć światowe
            zapotrzebowanie. "Rzeczpospolita" pisze, że wkrótce rozpoczną się badania
            kliniczne tej substancji na ludziach. Być może już za pięć lat trafi ona do
            sprzedaży. Ważne, że testy na zwierzętach wykazały, iż specyfik nie uzależnia,
            nie ma też tylu innych skutków ubocznych co morfina. Można go również stosować
            w mniejszych dawkach.

            Dziennik podkreśla, że wynalazek ma znaczenie nie tylko komercyjne. Na specyfik
            czekają specjaliści, którzy leczą osoby chore na nowotwory.

            źródło Onet.pl
            wiadomosci.onet.pl/1492380,16,1,0,120,686,item.html
            • emgoro Tamoksyfen a ryzyko zachorowania na raka piersi 26.02.07, 17:22
              Tamoksyfen zmniejsza ryzyko zachorowania na raka piersi z ekspresją receptorów
              estrogenowych nawet po wielu latach od rozpoczęcia profilaktyki.

              Autorzy brytyjscy opublikowali wyniki 20. letniej obserwacji kobiet, które
              uczestniczyły w tzw. badaniu Royal Marsden. Badanie to miało na celu ocenę
              wpływu stosowania tamoksyfenu na ryzyko wystąpienia raka piersi.

              Wcześniejsze wyniki tego badania (opublikowane po krótszym okresie obserwacji)
              razem z danymi pochodzącymi z innych randomizowanych prób klinicznych dowodzą,
              że tamoksyfen znacząco zmniejsza ryzyko zachorowania na inwazyjnego raka
              piersi. Jednakże dotychczas brak było danych na temat trwałości tego zjawiska w
              miarę upływu czasu od momentu rozpoczęcia profilaktyki. W omawianej pracy
              autorzy prezentują wyniki po 20 latach obserwacji (mediana = 13 lat).

              W badaniu Royal Marsden brało udział 2494 zdrowych kobiet, które otrzymywały
              tamoksyfen (20 mg/d) lub palcebo przez 8 lat. Pierwotnym punktem końcowym
              badania było rozpoznanie inwazyjnego raka piersi. Wtórnym punktem końcowym było
              rozpoznanie raka piersi z ekspresją receptorów estrogenowych (ER-pozytywnego).

              W analizie statystycznej uwzględniono dane dotyczące 2471 kobiet (1238 w grupie
              otrzymującej tamoksyfen oraz 1233 w grupie placebo). U 186 kobiet z tej grupy
              rozpoznano inwazyjnego raka piersi:
              82 przypadki w grupie tamoksyfenu i 104 przypadki w grupie placebo.
              Współczynnik ryzyka (HR) wystąpienia raka wynosił dla grupy tamoksyfenu 0,78
              [95% przedział ufności (95% CI): 0,58 – 1,04]. Omawiana róznica nie była
              statystycznie znamienna (p = 0,1).

              Spośród 181 raków w 139 przypadkach stwierdzono nowotwór ER-pozytywny: 53
              przypadki w grupie tamoksyfenu oraz 86 przypadków
              w grupie placebo. W zakresie omawianego parametru HR = 0,61 na korzyść
              tamoksyfenu (95% CI: 0,43 – 0,86). Tym razem omawiana różnica okazała się być
              statystycznie znamienną (p = 0,005). Co ciekawe, okazało się że różnica w
              częstości zachorowania na
              ER-pozytywnego raka piersi była nieznamienna w czasie 8 lat przyjmowania
              tamoksyfenu (30 przypadków wobec 39 przypadków w grupie placebo, HR = 0,77; 95%
              CI: 0,48 – 1,23; p = 0,3) natomiast w okresie po zakończeniu leczenia liczba
              przypadków tej postaci raka w grupie kobiet przyjmujących tamoksyfen była
              statystycznie znamiennie mniejsza (23 przypadki wobec 47 w grupie placebo, HR =
              0,48;
              95% CI = 0,29 – 0,79; p = 0,004).

              Śmiertelność niezależna od przyczyny była niemal identyczna w obu grupach (54
              zgony zarówno w grupie tamoksyfenu, jak i w grupie placebo, HR = 0,99; 95% CI:
              0,68 – 1,44; p = 0,95). Profil działań niepożądanych był podobny do opisanego
              poprzednio (po krótszym okresie obserwacji). Dzałania niepożądane w
              przeważającej części występowały w okresie przyjmowania tamoksyfenu.

              Na podstawie przedstawionych wyników można stwierdzić, że statystycznie
              znamienne zmniejszenie ryzyka zachorowania na ER-pozytywnego raka piersi u
              kobiet stosujących tamoksyfen jest widoczne przede wszystkim po zakończeniu
              przyjmowania tego leku przez okres 8 lat. Zatem efekt przewencyjny tamoksyfenu
              utrzymuje się długo po zaprzestaniu przyjmowania tego leku.

              Źródło: Powles TJ, Ashley S, Tidy A, Smith IE, Dowsett M. Twenty-year follow-up
              of the Royal Marsden randomized, double-blinded tamoxifen breast cancer
              prevention trial. J Natl Cancer Inst. 2007; 99: 283-290.
              Journal of National Cancer Institute

              źródło eOnkologia.pl portal.onkologiczny
              www.eonkologia.pl/news.php?id=93
              • emgoro Nieprawidłowa migracja komórek 26.02.07, 17:26
                Nieprawidłowa migracja komórek
                Współdziałanie efektów dwóch mutacji w genach Ras i p53 prowadzi do migracji
                komórek rakowych i ich przejścia w postać złośliwą - informuje najnowszy numer
                pisma "Nature Structural & Molecular Biology".
                Mingxuan Xia i Hartmut Land z University of Rochester Medical Center badali
                konsekwencje jednoczesnych mutacji w onkogenie Ras i genie supresorowym p53.

                Nowotwory powstają na skutek interakcji wielu mutacji zaburzających działanie
                białek. Jeżeli takie onkogeny jak Ras zostaną za sprawą mutacji nieprawidłowo
                aktywowane, prowadzą do rozwoju raka. Z kolei geny supresorowe nowotworów,
                takie jak p53, mają odwrotne działanie - ich zadaniem jest ochrona komórek
                przed nieprawidłowymi podziałami i wzrostem. Jednym z kluczowych zdarzeń w
                procesie przekształcania komórek w postać złośliwą jest nabycie zdolności do
                poruszania się, co pozwala komórkom guza na rozprzestrzenianie się i
                opuszczanie swojej oryginalnej lokalizacji.

                Głównym czynnikiem regulującym możliwości ruchu komórek jest białko Rho.
                Naukowcy odkryli, że jeżeli gen Ras jest aktywny, białko Rho przemieszcza się
                do swojego miejsca działania - błony komórkowej, ale nie umożliwia komórkom
                migracji. Ale jeżeli oprócz aktywacji Ras dojdzie do mutacji p53 i zmniejszenia
                jego aktywności, białka Rho aktywuje się w błonie komórkowej, co umożliwia
                komórkom poruszanie się.

                źródło Onet.pl
                wiadomosci.onet.pl/1492783,16,1,0,120,686,item.html
                • emgoro Nowy sposób na zabicie komórek raka piersi 27.02.07, 13:24
                  Usunięcie jednej kopii genu PARP1 prowadzi do apoptozy komórek nowotworu
                  piersi - donoszą naukowcy z USA na łamach pisma "Cell Death and
                  Differentiation". Odkryta metoda stanowi alternatywę dla dotychczas stosowanych
                  sposobów leczenia tego rodzaju raka.
                  Z wcześniejszych badań wiadomo, że mutacja genu BRCA1 jest odpowiedzialna za
                  około połowę dziedzicznych przypadków nowotworu sutka. Całkowite pozbawienie
                  komórek ze zmutowanym BRCA1 genu PARP1 prowadzi do ich samobójstwa na drodze
                  apoptozy. Na podstawie tych doniesień inhibitory enzymu PARP1 były uważane za
                  obiecujące środki do leczenia raka sutka. Niemniej jednak opublikowano również
                  wyniki badań, które wykazały, że całkowite pozbawienie myszy genu PARP1
                  wywołuje u tych zwierząt raka piersi. Stąd też naukowcy i lekarze poważnie
                  zastanawiali się nad bezpieczeństwem terapii z użyciem inhibitorów.

                  Chu-Xia Deng z National Institute of Health wraz z zespołem odkryli, że
                  pozbawienie komórek tylko jednej z dwóch kopii genu PARP1 jest wystarczające do
                  wywołania apoptozy w mysich komórkach ze zmutowanym genem BRCA1.

                  Zdaniem naukowców ich odkrycie oznacza, że leki prowadzące jedynie do
                  częściowego zahamowania PARP1 będą mogły zostać skutecznie i bezpiecznie
                  zastosowane w leczeniu raka piersi spowodowanego mutacją BRCA1.

                  źródło Onet.pl
                  wiadomosci.onet.pl/1493135,16,1,0,120,686,item.html
                  • emgoro Epoetyna-alfa skraca całkowity czas przeżycia 28.02.07, 07:29
                    Epoetyna-alfa skraca całkowity czas przeżycia pacjentów z zaawansowanym
                    niedrobnokomórkowym rakiem płuca.

                    Autorzy z Kanady opublikowali wyniki analizy bezpieczeństwa stosowania epoetyny-
                    alfa u pacjentów z zaawansowanym niedrobnokomórkowym rakiem płuca (NDRP).
                    Okazało się, że stosowanie epoetyny-alfa w tej grupie pacjentów powoduje
                    skrócenie całkowitego czasu przeżycia.

                    Omawiana analiza bezpieczeństwa była przeprowadzona w ramach randomizowanego
                    badania klinicznego wykonywanego metodą podwójnie ślepej próby. Celem tego
                    badania była ocena wpływu epoetyny-alfa na jakość życia pacjentów z
                    niedokrwistością w przebiegu zaawansowanego NDRP. Do udziału w badaniu
                    planowano docelowo zakwalifikować 300 osób. Podstawowym kryterium włączenia do
                    badania – obok rozpoznania zaawansowanego NDRP – było wyjściowe stężenie
                    hemoglobiny poniżej 12,1 g/dl.

                    Pacjenci byli losowo przydzielani do leczenia epoetyną-alfa lub otrzynywania
                    placebo (1 raz w tygodniu s.c. przez 12 tygodni). Jako docelowe stężenie
                    hemoglobiny przyjęto wartości 12 – 14 g/dl. Jakość życia oceniano w chwili
                    rozpoczęcia leczenia oraz po 12 tygodniach terapii.

                    Ze względu na doniesienia o prozakrzepowym działaniu epoetyny-alfa pochodzące z
                    innych badań klinicznych zdecydowano o przeprowadzeniu nieplanowanej analizy
                    bezpieczeństwa po randomizacji pierwszych 70 pacjentów (33 osoby w grupie
                    erpoetyny-alfa i 37 osób w grupie placebo). Przeprowadzona analiza wykazała, że
                    mediana całkowitego czasu przeżycia była statystycznie znamiennie krótsza w
                    grupie epoetyny- alfa w porównaniu z grupą placebo (odpowiednio 63 dni
                    i 129 dni; współczynnik ryzyka = 1,84; p = 0,04). Biorąc pod uwagę powyższy
                    wynik zdecydowano o przerwaniu badania ze względu na bezpieczeństwo
                    uczestniczących pacjentów. Zbyt mała liczba zrandomizowanych pacjentów nie
                    pozwoliła na przeprowadzenie wiarygodnej analizy jakości życia, tym niemniej
                    stwierdzono korzystny wpływ epoetyny-alfa na stężenie hemoglobiny.

                    Przedstawione wyniki wskazują na konieczność ścisłego monitorowania
                    bezpieczeństwa leczenia i długości całkowitego czasu przeżycia pacjentów
                    biorących udział w prowadzonych obecnie badaniach z zastosowaniem epoetyny-alfa
                    u pacjentów z niedokrwistością w przebiegu choroby nowtworowej.

                    Źródło: Wright JR, Ung YC, Julian JA, Pritchard KI, Whelan TJ, Smith C,
                    Szechtman B, Roa W, Mulroy L, Rudinskas L, Gagnon B, Okawara GS, Levine MN. J
                    Clin Oncol. 20.02.2007 [Wczesna publikacja w formie elektronicznej
                    wyprzedzająca wersję drukowaną.]
                    Journal of Clinical Oncology

                    źródło eOnkologia.pl portal onkologiczny
                    www.eonkologia.pl/news.php?id=94
                    • emgoro Kolorowy test na raka 01.03.07, 21:26
                      Kolorowy test pozwala wykryć w wydychanym powietrzu substancje
                      charakterystyczne dla raka płuc - informuje pismo "Thorax".
                      Metodę opracowali naukowcy z Cleveland Clinic. Sensor wielkości małej monety
                      jest tani i łatwy w użyciu. 36 małych kropeczek na czujniku zmienia kolor pod
                      wpływem kontaktu z odpowiednimi związkami chemicznymi u 3/4 pacjentów z rakiem.

                      Rak płuc często przebiega skrycie, a objawy w rodzaju przewlekłego kaszlu czy
                      bólu w klatce piersiowej ujawniają się późno, gdy leczenie jest mało skuteczne.
                      Od dawna było wiadomo, że u osób z rakiem płuc zmienia się skład wydychanego
                      powietrza - zawiera charakterystyczne substancje lotne. Psy, których węch jest
                      dużo bardziej czuły pod ludzkiego, potrafią wykryć te nietypowe substancje. Ich
                      obecność i dokładną ilość pozwalają także ocenić precyzyjne metody naukowe - na
                      przykład chromatografia gazowa czy spektrometria masowa. Ale spektrometria i
                      chromatografia są metodami kosztownymi - wymagają skomplikowanej aparatury i
                      wykwalifikowanego personelu. Natomiast nowy test daje szybkie wyniki, jest
                      łatwy do interpretacji i tani. Podczas badań przeprowadzonych na 21 zdrowych
                      osobach i 122 pacjentach z różnymi chorobami płuc (w tym 49 z rakiem) udało się
                      precyzyjnie wykryć raka u mniej więcej 3/4 chorych - także u osób z ma lo
                      zaawansowanymi postaciami choroby. Wydaje się że metoda pozwoli na wcześniejsze
                      wykrywanie raka, co bardzo zwiększyłoby skuteczność leczenia.

                      źródło Onet.pl
                      wiadomosci.onet.pl/1494238,16,1,0,120,686,item.html
                      • emgoro Wyczerpujące ćwiczenia chronią przed rakiem piersi 02.03.07, 10:55
                        kobiet, które regularnie zażywają intensywnego wysiłku fizycznego, rzadziej
                        rozwija się rak piersi - donoszą naukowcy na łamach pisma "Archives of Internal
                        Medicine".
                        - "Powszechne jest twierdzenie, że na rozwój tej choroby kobieta nie ma
                        właściwie żadnego wpływu - mówi autorka badania, dr Cher Dallal z University of
                        Southern California. - My pokazaliśmy, że istnieje taki czynnik ryzyka, który
                        każda z nas może kontrolować. Jest nim aktywność fizyczna.

                        Naukowcy pod jej kierunkiem postanowili dokładnie określić, z jaką częstością i
                        intensywnością należy ćwiczyć, aby zmniejszyć ryzyko zachorowania na raka
                        piersi. W tym celu przez kilka lat obserwowali grupę ponad 110 tys. kobiet,
                        między 20 a 70 rokiem życia. Na początku eksperymentu pytano je o czas, jaki w
                        codziennym życiu poświęcają umiarkowanej (np. spacery, gra w golfa i
                        koszykówka) oraz intensywnej (np. aerobik, pływanie i bieganie) aktywności
                        fizycznej. Sprawdzano także, czy występują u nich jakieś inne czynniki ryzyka,
                        np. dodatni wywiad rodzinny lub terapia hormonalna.

                        Pod koniec badania u 3242 pacjentek zdiagnozowano nowotwór piersi. Okazało się,
                        że w życiu większości z nich rzadko gościł intensywny wysiłek fizyczny.

                        Natomiast panie, które co najmniej pięć godzin w tygodniu poświęcały na
                        wyczerpujące ćwiczenia, miały aż o 20-30 proc. niższe ryzyko zachorowania (w
                        zależności od rodzaju raka). Jednocześnie zauważono, że ćwiczenia o
                        umiarkowanym natężeniu, nawet regularne, nie wykazują podobnych właściwości.

                        - Nasze wyniki są niezbitym dowodem na to, że intensywny wysiłek fizyczny pełni
                        dużą rolę w ochronie przed rakiem piersi.

                        źródło Onet.pl
                        wiadomosci.onet.pl/1494636,16,1,0,120,686,item.html
                        • emgoro Niebezpieczne suplementy diety 03.03.07, 10:16
                          Wbrew obiegowej opinii, wzbogacanie diety w przeciwutleniacze niekoniecznie
                          zapobiega chorobom. Wyniki badań duńskich naukowców świadczą o tym, że
                          antyoksydanty, takie jak beta karoten, witamina A i witamina E, mogą zwiększać
                          ryzyko śmierci - informuje najnowszy numer pisma "JAMA".
                          Wiele osób stosuje antyoksydanty w nadziei, że poprawiają stan zdrowia i
                          zapobiegają chorobom. Naukowcy z Kopenhagi przeprowadzili analizę dotychczas
                          wykonanych badań i ich wyników i stwierdzili, że nie można jednoznacznie
                          powiedzieć, czy suplementy te są dla naszego zdrowia korzystne czy szkodliwe.

                          Badacze skupili się na analizie związku stosowania przeciwutleniaczy, takich
                          jak beta karoten, witaminy A i E, selen i kwas askorbinowy (witamina C) z
                          ogólną śmiertelnością dorosłych w badaniach klinicznych. Przy użyciu
                          elektronicznych baz danych i historii pacjentów zgromadzili wyniki 68
                          randomizowanych badań 232 606 uczestników i poddali je ponownej analizie.

                          Okazało się, że stosowanie beta karotenu zwiększało ryzyko śmierci o 7 proc.,
                          witaminy A o 16 proc., a witaminy E o 4 proc. Nie stwierdzono związku
                          spożywania witaminy C i selenu z podwyższeniem ryzyka zgonu. Naukowcy informują
                          jednak, że nie ma żadnych danych świadczących o pozytywnym wpływie witaminy C
                          na długość życia przyjmujących ją osób.

                          - Nasze odkrycie przeczy dotychczasowym doniesieniom na temat pozytywnego
                          wpływu przeciwutleniaczy na zdrowie. Około 10 do 20 proc. populacji dorosłych w
                          Ameryce Północnej i Europie stosuje takie suplementy diety, zatem ich wpływ na
                          zdrowie publiczne może być znaczny, zwłaszcza że wszyscy jesteśmy poddawani
                          działaniu agresywnego marketingu - tłumaczą autorzy pracy.

                          Ich zdaniem jest kilka możliwych sposobów wytłumaczenia negatywnego wpływu
                          antyoksydantów na ryzyko śmiertelności. Pomimo że stres oksydacyjny jest
                          uważany za czynnik patogenny wielu przewlekłych chorób, może być również
                          konsekwencją tych schorzeń. Przez eliminowanie wolnych rodników z naszego
                          organizmu zaburzamy ważne mechanizmy obronne. Suplementy w postaci
                          antyoksydantów są syntetyzowane sztucznie i nie są tak rygorystycznie
                          kontrolowane jak inne lekarstwa, podkreślają naukowcy.

                          - Musimy lepiej zrozumieć działanie przeciwutleniaczy w kontekście
                          potencjalnych chorób - podsumowują autorzy pracy.

                          ŹRÓDŁO Onet.pl
                          wiadomosci.onet.pl/1496608,16,1,0,120,686,item.html
                          • emgoro Tamoksyfen, a ryzyko zachorowania na raka piersi 06.03.07, 10:33
                            Tamoksyfen zmniejsza ryzyko zachorowania na hormonozależnego raka piersi nawet
                            po zakończeniu stosowania tego leku.

                            Na łamach Journal of National Cancer Institute opublikowano wyniki długotrwałej
                            obserwacji pacjentek biorących udział w badaniu klinicznym IBIS-I
                            (International Breast Cancer Intervention Study). Okazało się, że zmniejszone
                            ryzyko zachorowania na raka piersi z ekspresją receptorów estrogenowych (rak ER-
                            pozytywny) utrzymuje się przez okres co najmniej 10 lat od momentu rozpoczęcia
                            leczenia i przez co najmniej 5 lat od chwili zakończenia przyjmowania leku.

                            Początkowe wyniki badania IBIS-I wykazały zmniejszenie o 31% względnego ryzyka
                            zachorowania na ER-pozytywnego raka piersi u zdrowych kobiet przyjmujących
                            tamoksyfen. Jednakże w czasie wykonywania analizy powyższych wyników czas
                            obserwacji pacjentek był stosunkowo krótki, przez co uzyskana redukcja ryzyka
                            ograniczała się do okresu przyjmowania leku. Celem omawianej pracy było
                            określenie, czy zmniejszenie ryzyka zachorowania utrzymuje się po zaprzestaniu
                            przyjmowania tamoksyfenu.

                            Do udziału w badaniu IBIS-I zakwalifikowano 7145 zdrowych kobiet w wieku 35-70
                            lat, u których stwierdzono zwiększone ryzyko zachorowania na raka piersi.
                            Kobiety biorące udział w badaniu przyjmowały tamoksyfen (20 mg/d) lub placebo
                            przez okres 5 lat. Pierwotnym punktem końcowym badania było zachorowanie na
                            raka piersi, włączając w to przypadki raka przewodowego in situ i raka
                            inwazyjnego. Względne ryzyko zachorowania było podstawowym parametrem
                            statystycznym określanym w omawianym badaniu.

                            Mediana czasu trwania obserwacji wyniosła 96 miesięcy. W tym czasie stwierdzono
                            142 przypadki zachorowania na raka piersi w grupie 3579 kobiet przyjmujących
                            tamoksyfen oraz 195 przypadków zachorowania wśród 3575 kobiet przyjmujących
                            placebo, co przekłada się odpowiednio na 4,97 oraz 6,82 przypadków raka piersi
                            w przeliczeniu na 1000 kobieto-lat. W omawianym przypadku ryzyko względne (RR)
                            wyniosło 0,73 przy 95% przedziale ufności (95% CI) = 0,58 – 0,91. Omawiana
                            różnica była statystycznie znamienna (p = 0,004). Zmniejszenie ryzyka
                            zachorowania pod wpływem stosowania tamoksyfenu utrzymywało się zarówno w
                            czasie przyjmowania leku, jak i w okresie do 10 lat od momentu randomizacji. Z
                            kolei działania niepożądane tamoksyfenu występowały znacznie rzadziej w okresie
                            po zakończeniu stosowania tego leku. Na przykład zakrzepica żył głębokich i
                            zatorowość płucna występowała znamiennie częściej w grupie kobiet przyjmujących
                            tamoksyfen w porównaniu z grupą placebo w okresie przyjmowania leku
                            (odpowiednio 52 i 23 przypadki, RR = 2,26; 95% CI: 1,36 – 3,87), ale nie w
                            czasie po zakończeniu jego stosowania (odpowiednio 16 i 14 przypadków, RR =
                            1,14; 95% CI = 0,52 – 2,53).

                            Tamoksyfen nie wpływał na ryzyko wystąpienia raka ER-negatywnego (35 przypadków
                            w każdym z ramion badania, RR = 1,00; 95% CI: 0,61 – 1,65). Zmniejszenie ryzyka
                            zachorowania dotyczyło inwazyjnego raka ER-pozytywnego – ryzyko względne było o
                            34% mniejsze w grupie kobiet przyjmujących tamoksyfen (87 przypadków wobec 132
                            przypadków w grupie placebo, RR = 0,66; 95% CI = 0,50 – 0,87).

                            Autorzy omawianej pracy wnioskują, że redukcja ryzyka zachorowania na raka
                            piersi pod wpływem tamoksyfenu przyjmowanego przez 5 lat utrzymuje się co
                            najmniej przez okres 10 lat od momentu rozpoczęcia przyjmowania leku. Znaczna
                            większość działań niepożądanych tamoksyfenu występuje natomiast w okresie jego
                            stosowania.

                            Źródło: Cuzick J, Forbes JF, Sestak I, Cawthorn S, Hamed H, Holli K, Howell A;
                            International Breast Cancer Intervention Study I Investigators Related
                            Articles, Long-term results of tamoxifen prophylaxis for breast cancer--96-
                            month follow-up of the randomized IBIS-I trial. J Natl Cancer Inst. 2007; 99:
                            272-282.
                            Journal of National Cancer Institute

                            źródło eOnkologia.pl portal onkologiczny
                            www.eonkologia.pl/news.php?id=95
                            • emgoro Skuteczny lek przeciwko nowotworom 06.03.07, 10:36
                              Imanitib, pierwszy lek na raka zaprojektowany do specyficznego hamowania enzymu
                              odpowiedzialnego za podziały komórek nowotworowych, powoduje również cofanie
                              rozwoju różnych rodzajów guzów - donoszą naukowcy z Niemiec na łamach
                              pisma "Leukemia".
                              Imanitib działa poprzez indukowanie w komórkach guza procesu o nazwie
                              autofagia, w którym białka i struktury komórkowe są niszczone wewnątrz komórki,
                              co prowadzi do jej śmierci.

                              Badania Hermanna Schaetzla i współpracowników z Technical University of Munich
                              znajdą zastosowanie w leczeniu raka, a zwłaszcza przewlekłej białaczki
                              szpikowej (CML). Imanitib podawany łącznie z innymi lekami wywołującymi
                              autofagię szybko i skutecznie prowadzi do zahamowania rozwoju nowotworu.
                              Naukowcy wykazali, że takie leczenie prowadzi do powstania na terenie komórek
                              raka autofagosomów - struktur w których dochodzi do enzymatycznego trawienia
                              białek i struktur komórkowych.

                              Co ważne, badacze zaobserwowali takie działanie leku w liniach komórkowych
                              pochodzących z różnych tkanek, co pozwala mieć nadzieję, że Imanitib będzie
                              można stosować w leczeniu różnego rodzaju nowotworów.

                              Autorzy wykazali również, że działanie leku jest zależne od zastosowanej dawki,
                              co ma ważne znaczenie kliniczne.

                              źródło Onet.pl
                              wiadomosci.onet.pl/1496954,16,1,0,120,686,item.html
                              • emgoro Medyczne lasery rentgenowskie coraz bliżej 06.03.07, 10:38
                                Amerykańskim naukowcom udało się opracować technikę, dzięki której potrafią
                                wytworzyć skupioną, laserową wiązkę promieni rentgenowskich przy niewielkim
                                zapotrzebowaniu na prąd - donosi internetowe wydanie "Nature Physics".
                                Dotychczasowe urządzenia tego typu wymagały zasilania przez instalacje
                                rozmiarów boiska do piłki nożnej. Czyniło je to całkowicie niezdatnymi do
                                użycia poza laboratorium.

                                Prof. Margaret Murnane i prof. Henry Kapteyn z Uniwersytetu stanu Colorado
                                opracowali laser, wytwarzający tzw. miękkie promieniowanie rentgenowskie przy
                                stosunkowo niewielkim zapotrzebowaniu na energię. Naukowcy sądzą, że ulepszenie
                                urządzenia tak, by emitowało twarde promieniowanie rentgenowskie, używane np. w
                                medycynie, jest tylko kwestią czasu.

                                - Jeśli uda nam się to osiągnąć, będziemy w stanie poprawić rozdzielczość zdjęć
                                rentgenowskich nawet tysiąckrotnie - mówi prof. Murnane. - Współczesne aparaty
                                do prześwietleń nie potrafią na przykład wykryć niewielkich nowotworów, gdyż
                                działają raczej jak żarówka, a nie laser - emitują promieniowanie w wielu
                                kierunkach przestrzeni. Mając laser rentgenowski, możemy dostrzec dużo mniejsze
                                obiekty - dodaje.

                                Naukowcy zastosowali w urządzeniu atomy argonu - bardzo stabilnego pierwiastka
                                chemicznego. Pobudzając atomy przy pomocy tradycyjnego lasera, udało im się
                                zmusić je do emisji promieniowania rentgenowskiego. Dzięki dokładnej kontroli
                                działania lasera, pobudzają oni atomy tylko w takich momentach, by promienie
                                rentgenowskie pochodzące od różnych atomów wzajemnie się wzmacniały.

                                - Przypomina to bujanie dziecka na huśtawce - wyjaśnia prof. Murnane. - Jeśli
                                je popychasz w odpowiednim momencie, huśtawka buja się coraz wyżej, jeśli w
                                złym - huśtawka staje. Udało nam się kontrolować urządzenie tak, by nie
                                popychać "huśtawki" w złym momencie" - dodaje.

                                źródło Onet.pl
                                wiadomosci.onet.pl/1496958,16,1,0,120,686,item.html
                                • emgoro Oznaczanie raka nanocząstkami 06.03.07, 10:39
                                  Precyzyjne oznaczanie komórek nowotworowych jest możliwe dzięki zmodyfikowanym
                                  magnetycznym nanocząstkom, połączonym z odpowiednio zaprojektowanymi
                                  przeciwciałami skierowanymi przeciwko określonym komórkom rakowym -
                                  informuje "Chemical Communications".
                                  Nanotechnologia umożliwia zupełnie nowe podejście naukowców do problemu
                                  zwalczania komórek nowotworowych, w tym również identyfikacji oraz precyzyjnego
                                  oznaczania zmienionych komórek rakowych.

                                  Jedną z metod umożliwiającą oddzielenie komórek rakowych od zdrowych, jest
                                  oznakowanie poszczególnych komórek nowotworowych magnetycznymi nanocząstkami
                                  połączonymi z przeciwciałami skierowanymi przeciwko określonym komórkom
                                  rakowym. Ta technika pozwala w prosty i dość szybki sposób określić badaczom, z
                                  jakim typem choroby nowotworowej mają do czynienia.

                                  Głównym problemem tej metody była niska wrażliwość (to jest ilość tworzących
                                  się specyficznych kompleksów magnetyczna nanocząstka- komórka rakowa), która
                                  wynikała z różnego, mało precyzyjnego połączenia się przeciwciała z nanocząstką.

                                  Naukowcy kanadyjscy z National Research Council of Canada, których prace
                                  koordynował dr Benoit Simard, opracowali metodę ułatwiającą łączenie
                                  przeciwciał z powierzchnią nanocząstek w ściśle określony, powtarzalny sposób.

                                  Badacze wykorzystali do tego celu małą cząsteczkę łącznikową, której zadaniem
                                  jest połączenie się z odpowiednim miejscem w strukturze przeciwciała.
                                  Zmieniając charakter cząsteczki łącznikowej naukowcy mogą zmieniać właściwości
                                  cząstek łączących się z komórkami nowotworowymi.

                                  W zależności od typu cząsteczki łącznikowej powstają nanocząsteczkowe sondy
                                  nowotworowe, które wyłapują od 60 do 85 procent komórek nowotworowych
                                  zawieszonych w badanej próbce.

                                  Jak zauważa dr Simard "rozwój nowoczesnych mikrochipowych platform
                                  analitycznych służących do wykrywania komórek rakowych ściśle związany jest z
                                  wrażliwością systemów detekcyjnych".

                                  Obecnie naukowcy pracują nad optymalizacją metody, by była ona równie skuteczna
                                  w płynach fizjologicznych (np. krwi) co w laboratoryjnych próbkach.

                                  źródło Onet.pl
                                  wiadomosci.onet.pl/1496956,16,1,0,120,686,item.html
    • emgoro Re: Ciekawostki ze świata medycyny i nauki 21.07.06, 23:24
      Z uwagi, że wklejane we fragmentach ciekawostki ze świata medycyny i nauki z
      innych stron w internecie mają czasem swoją krótką żywotność i przestają być w
      którymś momencie niedostępne do odczytu postanowiliśmy z Moderatorem zmienić
      styl tych informacji i wklejać całe opracowania z podawaniem źródła skąd
      pochodzą (z jakich stron w sieci). Większośc dotychczasowych wątków zostanie
      niebawem przywrócona.
      pozdrawiam Robert
      • emgoro Kwas foliowy - potencjalny lek przeciw nowotworom 21.07.06, 23:29
        Kwas foliowy może zapobiegać rozwojowi nowotworów i powodować reemisję choroby -
        donoszą włoscy naukowcy na łamach czasopisma "Cancer".

        Folian jest naturalnie występującą witaminą B (B9), znajdywaną w świeżych
        owocach i warzywach. Kwas foliowy, bardziej stabilna forma folianu, występuje w
        produktach spożywczych w bardzo zróżnicowanych ilościach. Bogatym witaminy B9
        są warzywa i owoce zawierające również duże ilości witaminy C np.: pomarańcze,
        brukselka, kapusta włoska oraz warzywa i owoce będące źródłem beta- karotenu,
        między innymi liście pietruszki, szpinak, cykoria, sałata, pomidory czy suche
        nasiona roślin strączkowych.

        Folian należy do grupy koenzymów, niezbędnych w wielu przemianach aminokwasów i
        kwasów nukleinowych, takich jak: synteza i naprawa DNA, oraz przekształcanie
        homocysteiny w metioninę. Homocysteina powstaje w organizmie na drodze
        przemiany aminokwasu obecnego w produktach pochodzenia zwierzęcego metioniny w
        inny - cysteinę. Folian oraz witaminy B6 i B12 umożliwiają przekształcenie
        metioniny w cysteinę, oraz homocysteiny w metioninę. Kiedy organizm nie ma
        witamin z grupy B, z metioniny zamiast cysteiny powstaje homocysteina, która
        uszkadza śródbłonek naczyń i przyspiesza tworzenie zakrzepów. Dlatego też osoby
        ze zwiększonymi poziomami homocysteiny są bardziej zagrożone miażdżycą.
        Aminokwas ten został uznany za niezależny czynnik ryzyka tej choroby.

        Grupa naukowców kierowanych przez Giovanniego Almadori, przeprowadziła badania
        z udziałem 43 pacjentów z objawami leukoplakii. Choroba ta, nazywana inaczej
        rogowaceniem białym, polega na przeroście nabłonka błon śluzowych jamy ustnej,
        ponadto nabłonek taki ma cechy nadmiernego rogowacenia. Leukoplakia uznawana
        jest za stan przedrakowy.

        Podczas badania pacjentom podawano trzy razy dziennie, przez sześć miesięcy po
        5 mg kwasu foliowego, co 30 dni sprawdzano stan zaawansowania choroby. Po
        zakończeniu leczenia, otrzymano następujące wyniki: u 12 pacjentów (28 proc.)
        nastąpiła całkowita reemisja, u 19 pacjentów (44 proc.) stwierdzono
        zmniejszenie o 50 proc. rozmiarów uszkodzenia błony śluzowej, natomiast u 12
        pacjentów nie nastąpiły żadne zmiany.

        Jednocześnie zaobserwowano wzrost poziomu kwasu foliowego we krwi i spadek
        poziomu homocysteiny, nie stwierdzając żadnych skutków ubocznych.

        Przeprowadzone badania wykazały związek pomiędzy niedoborem folianu, wzrostem
        poziomu homocysteiny a występowaniem nowotworów. Naukowcy sugerują, że
        przyjmowanie folianu może chronić przed powstawaniem nowotworów.
        żródło pochodzenia www.dzieci.org.pl/sdsinew/news/news.php?
        subaction=showfull&id=1150789355&archive=&start_from=&ucat=5&&alone=
        • emgoro Rusza bezpłatna infolinia onkologiczna 21.07.06, 23:35
          Rusza bezpłatna infolinia onkologiczna
          Bezpłatna infolinia onkologiczna rusza w poniedziałek 19 czerwca po południu -
          informuje przedstawiciel Polskiej Unii Onkologii (PUO). Mogą się tam zwrócić o
          pomoc osoby chore na raka lub podejrzewający u siebie tę chorobę. Przy
          telefonie będą dyżurować doświadczeni lekarze onkolodzy. Odpowiedzą na pytania
          związane z profilaktyką, rozpoznaniem i leczeniem chorób nowotworowych. Pod
          numer 0-800 49 34 94 można dzwonić od poniedziałku do czwartku w godzinach
          16.00- 22.00.

          Z infolinii mogą korzystać pacjenci walczący z rakiem, ich rodziny oraz osoby,
          które podejrzewają u siebie chorobę i nie wiedzą, gdzie szukać informacji lub
          boją się zgłosić po poradę lekarską.
          Zdaniem lekarzy, onkologiczna infolinia będzie szczególnie przydatna dla
          pacjentów z mniejszych miejscowości, którzy często nie wiedzą, dokąd zgłosić
          się po specjalistyczną poradę.

          "Potrzeba takiej linii jest ogromna" - mówi Dorota Jasińska z PUO. Jak
          informuje, trzy lata temu przez miesiąc funkcjonowała próbna infolinia. "Były
          trzy stanowiska, telefon dzwonił non stop. W najgorętszych godzinach na
          połączenie czekało trzydzieści osób" - dodaje.

          "To duże ułatwienie dla pacjentów. W Polsce jest ogromne zapotrzebowanie na
          informacje dotyczące choroby nowotworowej" – potwierdza prezes PUO, dr Janusz
          Meder. "Mam nadzieję, że telefoniczny kontakt z lekarzem specjalistą pomoże
          przełamać strach i zachęci niezdecydowanych do wizyty u onkologa" - zaznacza.

          źródło pochodzenia PAP - Nauka w Polsce, Anna Zdolińska
          www.naukawpolsce.pap.pl/nauka/index.jsp?place=Lead07&news_cat_id=&news_id=10592&layout=2&page=text

          • emgoro Ciepły kocyk ułatwia diagnostykę nowotworów 21.07.06, 23:38
            Przykrycie pacjenta ogrzanym kocem sprawia, że badania za pomocą tomografu
            komputerowego lub skanera PET są dokładniejsze - informuje serwis "EurekAlert".
            U mniej więcej 9 procent pacjentów z podejrzeniem nowotworu interpretację badań
            obrazowych utrudnia obecność brunatnej tkanki tłuszczowej. Brunatna tkanka
            tłuszczowa to specjalna odmiana tkanki łącznej wyspecjalizowana w wytwarzaniu
            ciepła - poprzez utlenianie kwasów tłuszczowych. U człowieka pojawia się na
            krótko przed urodzeniem i z wiekiem zanika, natomiast ma decydujące znaczenie
            dla zwierząt zapadających w sen zimowy.

            Niestety, sposób, w jaki brunatna tkanka tłuszczowa gromadzi znaczniki
            stosowane w diagnostyce nowotworów, może prowadzić do pomyłek. Lekarze błędnie
            uznają "wysepki" tkanki tłuszczowej za nowotwory - lub nowotwory są zakrywane
            przez brunatną tkankę tłuszczową. Szczególnie częste są takie kłopoty u osób,
            które przed badaniem piły kawę bądź były bardzo aktywne fizycznie.
            By zmniejszyć osadzanie się znaczników w tkance tłuszczowej, lekarze stosowali
            jak dotąd leki - beta-blokery lub diazepam. Jednak skuteczność tych środków
            wynosi tylko około 30 procent.

            Tymczasem, jak wykazali naukowcy z Saint Louis University, okrycie pacjenta
            ciepłym kocem przed rozpoczęciem badania jest dwukrotnie skuteczniejsze
            (redukuje wychwyt znaczników o 62 procent), a jednocześnie łatwe i tanie.
            Pacjenci nie są też narażeni na działania uboczne leków (na przykład po
            diazepamie nie można pić alkoholu ani prowadzić samochodu).

            źródło pochodzenia Onet.pl
            wiadomosci.onet.pl/1343777,16,1,0,120,686,item.html
            • emgoro Potwierdzono związek kadmu z ryzykiem raka piersi 21.07.06, 23:40
              Kobiety z wysokim poziomem kadmu w moczu mają ponad dwukrotnie wyższe ryzyko
              zachorowania na raka piersi, niż rówieśniczki z niskim stężeniem tego metalu -
              wskazują amerykańskie badania.
              Choć kadm został wciągnięty na listę potencjalnych substancji rakotwórczych -
              m.in. przez Amerykańską Agencję Ochrony Środowiska, do tej pory nikt nie
              potwierdził jego związku z rakiem piersi w badaniach na ludziach, przypominają
              autorzy pracy na łamach pisma "Journal of the National Cancer Institute".

              Wcześniej udało się jedynie wykazać, że metal ten może wpływać na rozwój raka
              sutka u zwierząt laboratoryjnych, a ponadto jego obecność stwierdzano w
              tkankach gruczołu piersiowego.
              Najnowsze badania zespołu z Uniwersytetu Stanu Wisconsin w Madison polegały na
              porównaniu poziomu kadmu w moczu 246 pacjentek z rakiem piersi z jego stężeniem
              u 254 zdrowych kobiet (dobranych pod względem wieku). Zebrano też dane na temat
              innych czynników ryzyka raka piersi.

              Okazało się, że ryzyko zachorowania na raka piersi było niemal dwa razy wyższe
              u kobiet, u których stężenie kadmu w moczu przekraczało pewne normy, w
              porównaniu z rówieśniczkami.

              Na razie mechanizm rakotwórczego działania kadmu pozostaje niewyjaśniony.
              Istnieją jednak przesłanki, by sądzić, że imituje on działanie hormonów
              płciowych estrogenów, działając na te same receptory. Estrogeny pobudzają
              wzrost przeważającej części guzów piersi.

              Prowadząca badania dr Jane A. McElroy uważa, że jeśli wyniki jej zespołu
              zostaną potwierdzone w większej grupie kobiet, to trzeba będzie wprowadzić
              bardziej restrykcyjne zasady usuwania kadmu ze środowiska.

              źródło pochodzenia Onet.pl
              wiadomosci.onet.pl/1345161,16,1,0,120,686,item.html
              • emgoro Jak azbest wywołuje nowotwór opłucnej? 21.07.06, 23:42
                Naukowcom udało się wreszcie rozwikłać, w jaki sposób azbest wywołuje złośliwy
                nowotwór opłucnej - tzw. międzybłoniak opłucnej.
                Zdaniem autorów artykułu na łamach pisma "Proceeding of the National Academy of
                Sciences", dzięki temu można będzie opracować lepsze metody prewencji
                międzybłoniaka u ludzi narażonych na działanie azbestu.

                Azbest, naturalnie występujący włóknisty minerał, jest uważany za główną
                przyczynę międzybłoniaka opłucnej. Ten groźny nowotwór jest dość rzadki -
                szacuje się, że dotyczy 1 na 120 tys. ludzi. Ponieważ nie daje typowych
                objawów, najczęściej wykrywa się go późno, gdy szanse na uratowanie pacjenta są
                bardzo małe. Rakotwórcze własności azbestu są powszechnie znane, a od lat 90.
                zakazano jego produkcji i użytkowania w wielu krajach świata.

                Dotychczas naukowcy nie wiedzieli, na jakiej zasadzie minerał ten wywołuje
                międzybłoniaka u ludzi. W przeciwieństwie do komórek opłucnej chomików i
                szczurów, komórki z opłucnej ludzi hodowane w laboratorium nie zmieniają się w
                nowotworowe pod wpływem azbestu, ale po prostu giną.

                Teraz badaczom z Loyola University w Chicago we współpracy z naukowcami z
                innych ośrodków USA udało się znaleźć wyjaśnienie tej zagadki.

                Ludzkie komórki opłucnej hodowane na szalkach pod wpływem azbestu produkują
                tzw. czynnik martwicy nowotworów alfa, TNF-alfa, jak również receptory, za
                pośrednictwem których białko to działa.

                Natomiast badacze dodawali TNF-alfa do hodowli komórek jeszcze przed ich
                kontaktem z azbestem. Okazało się, że dzięki temu liczba komórek, które
                przeżywały działanie minerału, znacznie rosła. TNF- alfa pobudzał bowiem
                produkcję innego białka - NF-kappaB, które blokuje apoptozę, czyli samobójczą
                śmierć komórek. W ten sposób komórki z usterkami genetycznymi wywołanymi przez
                azbest zamiast ginąć, zaczynają się dzielić i mogą dać początek nowotworowi,
                wyjaśniają autorzy pracy.

                Na podstawie tych obserwacji naukowcy zaproponowali model rozwoju
                międzybłoniaka opłucnej pod wpływem azbestu. Jak tłumaczą, wdychane włókienka
                azbestu powodują gromadzenie się w płucach i opłucnej komórek odporności o
                nazwie makrofagi. Komórki te produkują duże ilości TNF-alfa. W tym samym czasie
                zaczynają go wytwarzać również komórki opłucnej. TNF-alfa pobudza wydzielanie
                czynnika NF-kappaB, a ten z kolei blokuje apoptozę komórek, które z powodu
                uszkodzeń w DNA powinny zginąć. Zamiast tego mogą jednak dalej się dzielić i
                dać początek nowotworowi.

                Badacze uważają, że ich okrycie "podpowiada" sposoby, które pomogłyby
                zapobiegać międzybłoniakowi u osób narażonych na działanie azbestu. Jedną z
                proponowanych metod jest blokowanie TNF-alfa za pomocą eksperymentalnego leku o
                nazwie entanercept. Warto też sprawdzić skuteczność niesteroidowych leków
                przeciwzapalnych, wiadomo bowiem, że procesom zapalnym towarzyszy produkcja
                dużych ilości NF-kappaB, konkludują naukowcy.

                źródło pochodzenia Onet.pl
                wiadomosci.onet.pl/1346051,16,1,0,120,686,item.html
                • emgoro Jad skorpiona w leczeniu nowotworów mózgu 21.07.06, 23:43
                  Jad izraelskiego żółtego skorpiona ma szczególne powinowactwo z komórkami
                  nowotworu mózgu - glejaka - informuje serwis "EurekAlert".
                  Naukowcy pracujący dla Transmolecular Corporation w Cambridge (stan
                  Massachusetts) stworzyli radioaktywną wersję tej trucizny. Substancja o nazwie
                  TN-601 jest sztucznym jadem skorpiona z dodatkiem izotopu jodu I-131 (ten sam
                  krótko żyjący i silnie radioaktywny izotop, który skaził pół Europy po
                  katastrofie w Czarnobylu).

                  Dzięki połączeniu radioaktywności jodu 131 ze specyficznymi właściwościami jadu
                  skorpiona, powstał środek, który trafia do zmienionych nowotworowo komórek i
                  powoduje ich obumarcie z powodu napromieniowania. Jest on eksperymentalnie
                  podawany pacjentom z glejakiem - nowotworem bardzo trudnym do leczenia. Zwykle
                  glejak powoduje zgon już w pierwszym roku choroby.
                  Chorzy dostają po prostu zastrzyk nowego leku w warunkach ambulatoryjnych - bez
                  potrzeby chemioterapii czy też tradycyjnej radioterapii - a następnie trafiają
                  do domu. Poziom promieniowania, na jaki narażeni są członkowie rodziny, nie
                  jest wyższy niż przy leczeniu izotopami raka tarczycy. By radioaktywny jod nie
                  trafiał do tarczycy, przed leczeniem pacjent dostaje sporą dawkę jodu
                  niepromieniotwórczego (podobnie postąpiły po Czarnobylu polskie władze, podając
                  milionom obywateli zawierający jod płyn Lugola).

                  Wstępne wyniki wskazują na wydłużenie czasu przeżycia. Podczas planowanej
                  drugiej fazy badań klinicznych mają być podane wyższe dawki TN-601.

                  źródło pochodzenia Onet.pl
                  wiadomosci.onet.pl/1347390,16,1,0,120,686,item.html
                  • emgoro Rolnicze badania zainspirowały metodę leczenia rak 21.07.06, 23:46
                    Dzięki badaniom nad poprawą jakości owoców opracowano obiecującą metodę
                    hamowania rozrostu nowotworów - informuje pismo "Cancer".
                    Naukowcy z Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie badali actibind, białko
                    wytwarzane przez czarną pleśń Aspergillus niger. Actibind wiąże się z aktyną,
                    głównym składnikiem struktur wewnątrzkomórkowych w organizmach roślin. Prowadzi
                    to do zahamowania wzrostu komórek. Celem badań była poprawa jakości nektarynek
                    i brzoskwiń.

                    Okazało się jednak, że podobne do actibind białko RNaseT2 działa także na
                    aktynę w wędrujących komórkach ludzkich i zwierzęcych, na przykład tych, które
                    odpowiadają za tworzenie się nowych naczyń krwionośnych.
                    Zbyt mały dopływ krwi izoluje guz od dopływu tlenu i substancji pokarmowych. W
                    ten sposób w przypadku komórek raka jelita, piersi czy skóry udało się
                    powstrzymać zarówno jego wzrost, jak i tworzenie się przerzutów, nie szkodząc
                    zdrowym komórkom. Znaczne efekty uboczne należą do głównych wad tradycyjnych
                    metod leczenia - na przykład radio- i chemioterapii.

                    źródło pochodzenia Onet.pl
                    wiadomosci.onet.pl/1350916,16,1,0,120,686,item.html
                    • emgoro Sok z granatów zapobiega rakowi prostaty 21.07.06, 23:48
                      Sok z owoców granatowca może zapobiegać rozwojowi raka prostaty. Takie wnioski
                      wyciągnęli z badań naukowcy ze stanowego Uniwersytetu w Kalifornii.
                      Zdaniem amerykańskich onkologów granaty mogą tak skutecznie walczyć z rakiem
                      prostaty, że choroba ta może osiągnąć znacznie mniejszy stopień śmiertelności
                      wśród starszych mężczyzn.

                      Śródziemnomorskie owoce zawierają bowiem mieszankę związków chemicznych
                      minimalizujących uszkodzenia komórek, przez co mogą niwelować skutki choroby
                      nowotworowej.
                      Picie szklanki soku z granatów siedem razy w tygodniu może spowolnić rozwój
                      raka prostaty prawie czterokrotnie, dowodzą badacze na łamach Gazety
                      Klinicznych Badań nad Rakiem.

                      Zdaniem innych naukowców, jeśli wyniki eksperymentów uda się potwierdzić, owoce
                      granatnika mogą okazać się bardzo skutecznym lekarstwem we wczesnych stadiach
                      rozwoju raka prostaty.

                      źródło pochodzenia Onet.pl
                      wiadomosci.onet.pl/1349433,16,1,0,120,686,item.html
                      • emgoro Paracetamol może zapobiegać rakowi jajnika 21.07.06, 23:49
                        Regularne przyjmowanie paracetamolu może zmniejszyć ryzyko raka jajnika niemal
                        o jedną trzecią, ale lepiej nie przesadzać - informuje "British Journal of
                        Clinical Pharmacology".
                        Zespół naukowców z uniwersytetu w Atenach dokonał analizy ośmiu wcześniejszych
                        badań nad środkami przeciwbólowymi, obejmujących ponad 746 000 kobiet z USA,
                        Wielkiej Brytanii i Danii. Okazało się, że długotrwale przyjmowany paracetamol
                        (około 30 tabletek na miesiąc) obniża ryzyko raka jajnika.

                        Jednak naukowcy ostrzegli, że jednocześnie rośnie ryzyko niewydolności nerek i
                        wątroby. Dlatego kierujący greckim zespołem dr Stefanos Bonovas zastrzega, że
                        nie poleca kobietom profilaktycznego przyjmowania paracetamolu. Potrzebne są
                        dalsze badania, zwłaszcza że nie wiadomo, w jaki sposób lek miałby zapobiegać
                        rakowi.
                        Rak jajnika nie jest zbyt częsty, ale śmiertelność pozostaje wysoka - mniej niż
                        co trzecia chora przeżywa 5 lub więcej lat od postawienia diagnozy. Rak jajnika
                        jest trudny do wykrycia, więc często daje o sobie znać gdy jest już bardzo
                        zaawansowany

                        źródło pochodzenia Onet.pl
                        wiadomosci.onet.pl/1353099,16,1,0,120,686,item.html
                        • emgoro Fullereny w walce z nowotworami 21.07.06, 23:50
                          Fullereny (odmiana węgla), połączone z przeciwciałami, które selektywnie
                          reagują z komórkami nowotworowymi, np. czerniaka, mogą dostarczać substancje
                          lecznicze bezpośrednio do rakowych komórek we wnętrzu fullerenowej "węglowej
                          klatki".
                          "Odkrycie, iż rozpuszczalne w wodzie pochodne fullerenów swobodnie przenikają
                          przez błonę komórkową spowodowało wzrost zainteresowania naukowców możliwością
                          zastosowania "węglowych klatek" w medycynie" - mówi profesor Lon J. Wilson z
                          Rice University (USA).

                          Fullereny, będące obok diamentu i grafitu kolejną alotropową odmianą węgla,
                          zbudowane są z kilkudziesięciu do kilkuset atomów węgla. Tworzą one zamkniętą
                          kulę lub elipsoidę. Naukowcy współpracujący z prof. Wilsonem opracowali metodę
                          chemicznego łączenia rozpuszczalnych w wodzie fullerenowych kulek (pochodnych
                          fullerenu C60) z przeciwciałami, skierowanymi przeciw specyficznym komórkom
                          nowotworowym.

                          W badaniach wykorzystano przeciwciała ZME-018, które skierowane były przeciw
                          komórkom czerniaka.

                          "Fullereny mogą pełnić funkcję magazynów substancji chemicznych, np. leków
                          stosowanych w terapii nowotworowej, które pozostają zamknięte do czasu, aż
                          cząsteczka magazynująca - fulleren - dotrze do określonej komórki" - wyjaśnia
                          prof. L. J. Wilson.

                          Dzięki połączeniu przeciwciał z fullerenami, można precyzyjnie kierować
                          węglowymi magazynami leków. W tej sytuacji dostarczane są one dokładnie w
                          miejsce, które wymaga chemioterapii.

                          Według naukowców, niemal 100 procent fullerenów połączonych z przeciwciałami
                          łączy się z komórkami, przeciw którym skierowane są przeciwciała.

                          "Wiele lat zajęło naukowcom opracowanie metody zamykania i
                          otwierania "węglowych klatek", by móc w nich transportować różne substancje
                          chemiczne. Teraz przyszła kolej na badania nad skutecznym dostarczeniem
                          wypełnionych lekami fullerenów do wymagających leczenia komórek" - konkluduje
                          prof. Lon J. Wilson z Rice University.

                          źródło pochodzenia Onet.pl
                          wiadomosci.onet.pl/1353102,16,1,0,120,686,item.html
                          • emgoro Składnik morskich glonów chroni przed rakiem 21.07.06, 23:52
                            Karagen, substancja zawarta w glonach morskich i od lat stosowana w przemyśle
                            spożywczym, może chronić przed infekcją wirusową, która prowadzi do raka szyjki
                            macicy - zaobserwowali naukowcy z USA.
                            Artykuł na ten temat zamieszcza pismo "PLoS Pathogens".

                            Karagen to substancja uzyskiwana z krasnorostów, tj. czerwonych glonów o nazwie
                            chrząstnica kędzierzawa lub mech irlandzki (Chondrus crispus). Krasnorosty te
                            można spotkać w północnych wodach Atlantyku, u skalistych wybrzeży Północnej
                            Ameryki i Europy.
                            Od lat karagen jest używany w przemyśle spożywczym i kosmetycznym jako
                            zagęstnik - do tworzenia żeli i galaret. W związku z tym można go znaleźć w
                            wielu produktach codziennego użytku, takich jak pasty do zębów lub jogurty.

                            Z dotychczasowych badań wiadomo, że karagen blokuje wirusa HIV. Trwające
                            aktualnie w Afryce testy na ponad pięciu tysiącach kobiet mają ostatecznie
                            potwierdzić jego rolę w prewencji zakażeń HIV u ludzi.

                            Najnowsze doświadczenia naukowców z National Cancer Institute w Bethesda (stan
                            Maryland) ujawniły jednak, że substancja ta ma szersze działanie
                            przeciwwirusowe. Hamuje bowiem ona rozwój infekcji spowodowanej ludzkim wirusem
                            brodawczaka - HPV. Wirus ten przenosi się droga płciową i jest uważany za
                            podstawową przyczynę raka szyjki macicy.

                            "W testach in vitro sprawdziliśmy wiele substancji pod kątem ich zdolności do
                            blokowania HPV. Karagen, niedrogi i powszechnie dostępny produkt, wykazał się
                            wyjątkową skutecznością" - komentuje biorący udział w badaniach Douglas Lowy.
                            Jak podkreślił, karagen skutecznie blokował rozwój infekcji HPV w stężeniach
                            100 razy niższych niż najlepszy znany obecnie inhibitor tego wirusa.

                            Dokładne analizy ujawniły, że substancja ta działa jak rodzaj "kontroli
                            granicznej". Przyłączając się do białek wirusa, zapobiega jego wnikaniu do
                            komórek nabłonka szyjki.

                            Autorzy pracy uważają, że karagenan może się stać składnikiem tanich preparatów
                            zapobiegających przenoszeniu zakażeń HPV drogą płciową. Takie preparaty do
                            użytku zewnętrznego noszą nazwę mikrobicydów.

                            Zastosowanie karagenu w prewencji raka szyjki macicy może być ułatwione przez
                            fakt, że obecnie jest on składnikiem wielu żeli- nawilżaczy dopochwowych, a -
                            jak wykazał zespół Lowy'ego - niektóre z tych ogólnodostępnych produktów
                            skutecznie zapobiegały zakażeniu komórek szyjki macicy w probówce.

                            Obecnie za bardzo obiecującą metodę zapobiegania infekcjom HPV, i co za tym
                            idzie rakowi szyki, uważana jest szczepionka przeciwwirusowa, która zyskała już
                            aprobatę Amerykańskiej Komisji ds. Żywności i Leków. Decyzja o zatwierdzeniu
                            jej w krajach UE ma zapaść pod koniec roku 2006.

                            Już teraz wiadomo jednak, że będzie ona kosztowna (kilkaset dolarów USA), a
                            przez to niedostępna dla większości mieszkanek biednych krajów, w których
                            ciągle zbyt wiele kobiet umiera na ten nowotwór. Podobnie jest zresztą w
                            Polsce, która pod względem zachorowalności na raka szyjki i umieralności z jego
                            powodu zajmuje niechlubne pierwsze miejsce w Europie.

                            "Karagen jest tani i łatwo dostępny. Został uznany za +generalnie bezpieczny+
                            przez Amerykańską Komisję ds. Żywności i Leków. Z tych powodów wprowadzenie do
                            użytku mikrobicydów z karagenem nie musi być wcale sprawą dalekiej
                            przyszłości" - komentuje kliniczna konsultantka Centrum Badań nad Rakiem w
                            Londynie, Anne Szarewski. Jednak zanim do tego dojdzie, potrzebne będą szeroko
                            zakrojone testy na pacjentach - zaznacza badaczka.

                            Z najnowszych badań wynika też, że karagen może chronić przed zakażeniem innymi
                            wirusami niż HIV i HPV. Naukowcy z zespołu Lowy'ego zaobserwowali, że hamuje on
                            również infekcję wirusem opryszczki - HSV, ale w dawce 1000 razy wyższej niż w
                            przypadku HPV.

                            źródło pochodzenia Onet.pl
                            wiadomosci.onet.pl/1356767,16,1,0,120,686,item.html
                            • emgoro Badanie krwi pomoże wcześnie wykrywać raka płuc 21.07.06, 23:54
                              Nowo opracowane badanie krwi pomoże wcześniej wykrywać raka płuc niż jest to
                              możliwe z użyciem metod radiografii, zarówno konwencjonalnej, jak i tomografii
                              komputerowej - wynika z badań amerykańskich, które publikuje "Journal of
                              Thoracic Oncology".
                              Test, opracowany przez naukowców z Uniwersytetu Stanu Kentucky, polega na
                              wykrywaniu białek odporności produkowanych przez organizm w odpowiedzi na
                              obecność raka płuc we wczesnym stadium rozwoju.

                              Aby sprawdzić jego czułość i dokładność, naukowcy przebadali próbki krwi
                              pobrane w grupie pacjentów leczonych z powodu niedrobnokomórkowego raka płuc.
                              Guzy z tej grupy stanowią większość, bo aż 75 do 80 proc. wszystkich przypadków
                              raka płuc. Około 40 proc. pacjentów z rakiem niedrobnokomórkowym przeżywa 5 lat
                              od momentu jego wykrycia. Okazało się, że czułość testu (tj. odsetek
                              pozytywnych wyników wśród osób chorych) wyniosła 90 proc. Innymi słowy, test
                              potwierdził obecność raka w 90 proc. przypadków. Co więcej, jego swoistość, tj.
                              odsetek negatywnych wyników w grupie osób zdrowych, również była wysoka -
                              uzyskano niewiele pozytywnych wyników u osób bez raka płuc.

                              Zachęceni tymi wynikami naukowcy przebadali też próbki krwi kilkunastu
                              pacjentów, które pobrano kilka lat przed wykryciem u nich guza płuc. Za pomocą
                              testu udało się wykryć raka w 4 na 7 próbkach pobranych rok przed diagnozą oraz
                              we wszystkich 18 próbkach pobranych 2, 3 lub 4 lata przed nią.

                              Zdaniem naukowców, wyniki te wskazują, że rak płuc może rozwijać się u pacjenta
                              przez ok. 3 do 5 lat zanim osiągnie rozmiary pozwalające go wykryć z użyciem
                              metod radiograficznych.

                              "Dlatego wykrywanie przeciwciał we krwi pacjenta może być doskonałym narzędziem
                              do wczesnej diagnostyki tego raka, zwłaszcza jeśli połączy się je z innymi
                              metodami diagnostycznymi" - komentują autorzy pracy.

                              Rak płuc jest obecnie uważany za największego zabójcę wśród wszystkich
                              nowotworów, gdyż przeważnie wykrywa się go w zbyt zaawansowanych i opornych na
                              leczenie stadiach rozwoju. Jak wskazują dane Global Lung Cancer Coalition,
                              każdego roku jest on wykrywany u 10 mln ludzi. Połowa wszystkich pacjentów
                              umiera w ciągu roku od diagnozy.

                              Obecnie w diagnostyce guzów płuc powszechnie stosuje się metody radiografii,
                              ale dają one zbyt wysoki odsetek pozytywnych wyników u osób zdrowych.
                              Potwierdzenie obecności raka płuc można uzyskać tylko w badaniu histologicznym
                              jego fragmentu. W tym celu trzeba jednak wykonać badanie inwazyjne, np. biopsję
                              aspiracyjną.

                              źródło pochodzenia Onet.pl
                              wiadomosci.onet.pl/1357418,16,1,0,120,686,item.html
                              • emgoro Białko odpowiedzialne za rozwój raka pęcherza 21.07.06, 23:55
                                Białko o nazwie proepitelina odgrywa kluczową rolę w rozprzestrzenianiu się
                                raka pęcherza moczowego - donosi najnowszy numer czasopisma "Cancer Research".
                                Według szacunków Amerykańskiego Towarzystwa Badań Raka, w 2006 roku 61 420
                                mieszkańców USA zachoruje na raka pęcherza moczowego, czyniąc go tym samym
                                piątym pod względem częstości występowania rodzajem nowotworu w tym kraju.
                                Szacuje się, że koło 13 060 pacjentów umrze z powodu tej groźnej choroby.
                                Wcześnie wykryty nowotwór jest wyleczalny, choć często zdarzają się nawroty i
                                przerzuty do innych narządów.

                                Doktor Morrione i jego zespół z Jefferson Medical College i Jefferson's Kimmel
                                Cancer Center badali rolę białka o nazwie proepitelina w powstawaniu raka
                                pęcherza moczowego. Proepitelina pełni funkcję czynnika wzrostu nabłonka (tzw.
                                epitelium) - warstwy komórek wyściełających powierzchnie narządów wewnętrznych.
                                Podobnie jak inne czynniki wzrostu reguluje tempo namnażania się, różnicowania
                                i migracji komórek. Podwyższony poziom tego białka jest wykrywany u pacjentów z
                                nowotworami piersi, jajników i nerek.

                                Naukowcy użyli do badań 5637 komórek pobranych z guzów pęcherza moczowego.
                                Wykazali, że proepitelina pobudza migrację komórek nowotworowych pęcherza i
                                stymuluje narastanie nowotworu. Dr Morrione sądzi, że białko to odgrywa podobną
                                rolę w rozwoju guzów innych narządów. Jego zdaniem kolejnym krokiem będzie
                                zbadanie czy proepitelina może być markerem przerzutów raka pęcherza.

                                "Guzy pęcherza są trudne w leczeniu, ponieważ dają nawroty. Potrzebna jest
                                nieinwazyjna metoda wczesnego wykrywania tych nowotworów" - mówi dr
                                Morrione. "Fakt, że proepitelina nie pobudza silnie podziałów komórkowych ale
                                stymuluje migrację i inwazyjność - dwie kluczowe cechy, prowadzące do
                                powstawania przerzutów - sugeruje, że może być bardzo istotna dla przejścia z
                                nieinwazyjnej do inwazyjnej postaci raka" - podsumowuje Morrione.

                                źródło pochodzenia Onet.pl
                                wiadomosci.onet.pl/1358020,16,1,0,120,686,item.html
                                • emgoro Radioterapia przypominająca w raku piersi 21.07.06, 23:57
                                  Radioterapia przypominająca - najskuteczniejsza w zapobieganiu nawrotom raka
                                  piersi
                                  Radioterapia przypominająca może być skutecznym sposobem na zapobieganie
                                  nawrotom raka piersi przez długie lata po operacji.

                                  Zdaniem ekspertów powinna być stosowana razem z zabiegiem chirurgicznym u
                                  pacjentem z prekursorowymi komórkami nowotworowymi. Naukowcy przeanalizowali
                                  dane 373 kobiet spełniających warunki zwiększające ryzyko wystąpienia nowotworu
                                  piersi i stwierdzili, że najskuteczniejszą metodą zapobiegania nawrotom choroby
                                  była radioterapia całej piersi oraz następująca po niej radioterapia
                                  przypominająca.

                                  źródło pochodzenia Onet.pl
                                  zdrowie.onet.pl/1346790,2056,,,,radioterapia_przypominajaca_najskuteczniejsza_w_zapobieganiu_nawrotom_raka_piersi,ciekawostki.html
                                  • emgoro Radioterapia - niewskazana przy łagodnym nowotworz 21.07.06, 23:58
                                    Radioterapia - niewskazana przy łagodnym nowotworze prostaty
                                    Z najnowszych badań wynika, że mężczyźni z mało zaawansowanym i łagodnym
                                    nowotworem prostaty nie potrzebują radykalnej terapii, która może wywoływać
                                    bardzo uciążliwe skutki uboczne.

                                    Analizy brytyjskiej fundacji Cancer Research dowodzą, że jedynie 1% mężczyzn w
                                    wieku 55-59 lat, u których wykryto łagodnego raka prostaty, umiera w ciągu 15
                                    lat od diagnozy. Jednocześnie wiadomo, że efekty uboczne radykalnej terapii
                                    antynowotworowej, czyli m.in. interwencji chirurgicznej i radioterapii, mogą
                                    być bardzo poważne. Rak prostaty to najczęściej wykrywana odmiana nowotworu
                                    wśród Brytyjczyków. Każdego roku wykrywa się prawie 32 tysiące nowych
                                    przypadków, a około 10 tysięcy pacjentów umiera. Obecnie chorobę tę leczy się
                                    przy pomocy radykalnych rozwiązań - usunięcia prostaty lub radioterapii -
                                    chociaż alternatywą jest również metoda obserwacji.

                                    Zdaniem ekspertów, radykalne metody leczenia są skuteczne jedynie u mężczyzn z
                                    agresywną odmianą nowotworu, wśród których bez radykalnej terapii na raka
                                    prostaty umiera aż 68% pacjentów.

                                    źródło pochodzenia Onet.pl
                                    zdrowie.onet.pl/1345926,2056,,,,radioterapia_niewskazana_przy_lagodnym_nowotworze_prostaty,ciekawostki.html
                                    • emgoro Imbir może być stosowany w leczeniu nowotworów 22.07.06, 00:01
                                      Imbir może być stosowany w leczeniu nowotworów jajników
                                      Naukowcy amerykańscy odkryli, że imbir może być stosowany w leczeniu nowotworów
                                      jajników.

                                      Testy prowadzone na uniwersytecie w Michigan wykazały, że popularna przyprawa
                                      niszczy komórki nowotworowe i zapobiega uodparnianiu się zagrożonych tkanek na
                                      kurację. U większości pacjentek z nowotworem jajników choroba utrwala się i
                                      powoduje, że organizm uodparnia się na standardową chemioterapię.

                                      Imbir, który do tej pory stosowano w medycynie w celu zapobiegania mdłościom
                                      oraz leczenia stanów zapalnych, zapobiega również procesowi uodparniania się
                                      komórek na chemioterapię.

                                      źródło pochodzenia Onet.pl
                                      zdrowie.onet.pl/1330220,2056,,,,imbir_moze_byc_stosowany_w_leczeniu_nowotworow_jajnikow,ciekawostki.html
                                      • emgoro Nikotyna osłabia skuteczność terapii raka płuc 22.07.06, 00:03
                                        Nikotyna blokuje działanie leków stosowanych w chemioterapii raka płuc, takich
                                        jak np. taksol - zaobserwowali naukowcy z USA.

                                        To odkrycie wskazuje, że leczenie raka płuc może nie dawać pożądanych efektów
                                        nawet u tych pacjentów, którzy rzucili palenie, ale stosują zastępcze produkty
                                        z nikotyną, np. w postaci gumy do żucia czy plasterków.

                                        Artykuł na ten temat zamieszcza pismo "Proceedings of the National Academy of
                                        Sciences".

                                        Zawarta w tytoniu nikotyna sama w sobie nie jest związkiem rakotwórczym.
                                        Naukowcy z H. Lee Moffitt Cancer Center i z Research Institute w Tampa
                                        (Florida) zaobserwowali jednak, że może ona wpływać na procesy biochemiczne,
                                        które pobudzają wzrost raka płuc i mogą przeszkadzać w jego leczeniu.

                                        Zespół kierowany przez Srikumara Chellappana analizował czy nikotyna może
                                        wpływać na skuteczność trzech leków stosowanych standardowo w chemioterapii
                                        raka płuc - jak gemcytabina, cisplatyna i taksol. Leki te wywołują apoptozę,
                                        tj. samobójstwo komórek nowotworowych.

                                        Okazało się, że dodatek nawet małych ilości nikotyny hamował zdolność tych
                                        leków do niszczenia komórek różnych nowotworów. Jak podkreślają naukowcy, efekt
                                        ten obserwowano przy takich ilościach nikotyny, jakie występują we krwi
                                        przeciętnego palacza.

                                        Nikotyna chroniła komórki raka przed samobójczą śmiercią pobudzając nadmiernie
                                        aktywność dwóch genów - genu surwiwiny oraz genu XIAP. Jednak, gdy naukowcy
                                        zablokowali obydwa geny, nikotyna traciła swą ochronną moc, a komórki raka
                                        ginęły.

                                        źródło pochodzenia Onet.pl
                                        zdrowie.onet.pl/1327240,2056,,,,nikotyna_oslabia_skutecznosc_terapii_raka_pluc,ciekawostki.html
                                        • emgoro Substancje rakotwórcze w farbach do włosów 22.07.06, 00:04
                                          Po kremach do opalania, wiceszef Komisji Europejskiej Guneter Verheugen
                                          przyjrzał się farbom do włosów i - w trosce o zdrowie konsumentów - zakazał
                                          używania w ich produkcji 22 substancji chemicznych.
                                          Zakaz, który dotyczy 22 substancji, zacznie obowiązywać 1 grudnia tego roku.
                                          Specjaliści - doradcy KE uznali, że długotrwałe stosowanie farb zawierających
                                          te substancje może spowodować raka pęcherza.

                                          Rzecznik komisarza Verheugena, odpowiedzialnego za przemysł, nie mógł wskazać
                                          na konferencji prasowej, w jakich produktach dokładnie mogą się obecnie
                                          znajdować te niebezpieczne związki. Wręcz przeciwnie - dał do zrozumienia, że
                                          duże i znane firmy farmaceutyczne już ich nie stosują, co potwierdza
                                          europejskie stowarzyszenie producentów kosmetyków. Komisja wprowadza więc
                                          zakaz "na wszelki wypadek", zwłaszcza wobec mniejszych firm.

                                          Aby podnieść wagę swojej decyzji, KE przypomniała w komunikacie prasowym, że w
                                          Europie aż 60 proc. kobiet i od 5 do 10 proc. mężczyzn farbuje włosy, średnio 6-
                                          8 razy w roku.

                                          Doradcy Komisji nie skończyli badań wszystkich substancji używanych w przemyśle
                                          farb do włosów. KE zapowiada więc, że w przyszłości może rozszerzyć "czarną
                                          listę".

                                          Listę zakazanych substancji oraz informację o prowadzonych testach można
                                          znaleźć na stronach internetowych KE.

                                          źródło pochodzenia Onet.pl
                                          wiadomosci.onet.pl/1359574,16,1,0,120,686,item.html
                                          • emgoro Wirusy ułatwiają badania obrazowe 22.07.06, 00:07
                                            Cząsteczki wirusa, "udekorowane" atomami gadolinu, pozwalają uzyskać
                                            dokładniejsze niż dotąd obrazy tkanek, na przykład drobnych ognisk
                                            nowotworowych - informuje pism "Nano Letters".

                                            Środki kontrastujące to substancje używane w radiologii, dzięki którym różnice
                                            między poszczególnymi rodzajami tkanek stają się wyraźniejsze, a na zdjęciach
                                            rentgenowskich lub uzyskiwanych za pomocą jądrowego rezonansu magnetycznego
                                            widać drobniejsze szczegóły.

                                            Jako środków kontrastujących w zwykłych badaniach rentgenowskich i tomografii
                                            komputerowej używa się zwykle organicznych związków jodu, w ultrasonografii -
                                            drobniutkich pęcherzyków gazu, zaś w przypadku rezonansu jądrowego - związków
                                            rzadkiego metalu, gadolinu. W tym ostatnim przypadku im większe są cząsteczki
                                            kontrastu, tym lepszy obraz.

                                            Naukowcy z New York University jako nośnikiem kontrastu posłużyli się wirusami.
                                            Ich białkowe cząsteczki są wyjątkowo duże i mają regularną budowę. Łatwo łączą
                                            się z wieloma rozmaitymi grupami chemicznymi.

                                            Wirusy, do których dołączono chelatowe związki gadolinu, podczas badania za
                                            pomocą rezonansu magnetycznego dały bardzo wyraźny sygnał. Gdyby na
                                            cząsteczkach wirusa umieścić specyficzne receptory dla określonych nowotworów,
                                            można by wykrywać także guzy bardzo małe, zbyt małe, by się uwidaczniały
                                            podczas obecnie dostępnych badań.

                                            źródło pochodzenia
                                            www.laboratoria.net/pl/modules.php?name=News&file=article&sid=2449
                                            • emgoro Rewolucja w leczeniu raka szyjki macicy 22.07.06, 00:09
                                              Amerykańska Agencja do spraw Żywności i Leków (FDA) zarejestrowała GARDASIL,
                                              pierwszą na świecie szczepionkę, zapobiegającą rakowi szyjki macicy oraz stanom
                                              przedrakowym szyjki macicy, pochwy i sromu powodowanym zakażeniem wirusami HPV
                                              (typ 16, 18).

                                              Podanie szczepionki zapobiega również powstawaniu brodawek płciowych oraz
                                              neoplazji szyjki macicy niskiego stopnia (CIN1) powodowanym zakażeniem HPV 6,
                                              11, 16, 18.

                                              Badania kliniczne wykazały 100% skuteczność szczepionki GARDASIL w zapobieganiu
                                              rakowi szyjki macicy, zmianom przednowotworowym typu CIN2/3, oraz zmianom
                                              przednowotworowym sromu i pochwy, powodowanym przez wirusy HPV 16 i 18 u osób
                                              którym podano szczepionkę. Amerykański koncern farmaceutyczny Merck & Co
                                              pracował nad szczepionką ok 10 lat. W badaniach II i III fazy wzięło udział
                                              ponad 20 tys. kobiet w wieku 16 – 26 lat. Badania kliniczne skuteczności
                                              szczepionki były prowadzone w 13 krajach, w tym również w Polsce.

                                              Prowadzone są dalsze badania, umożliwiające rozszerzenie wskazań i grup
                                              pacjentów. W Stanach Zjednoczonych szczepionka jest wskazana dla pacjentów od 9
                                              do 26 roku życia, ponieważ jej podanie zapobiega zakażeniom wirusem HPV. USA są
                                              drugim krajem na świecie w którym zarejestrowano GARDASIL. 1 czerwca 2006
                                              szczepionkę dopuszczono na rynek w Meksyku.

                                              "Wniosek o rejestrację szczepionki w Unii Europejskiej w tzw. procedurze
                                              centralnej został złożony w grudniu 2005 roku. Decyzja rejestracyjna
                                              spodziewana jest pod koniec 2006 roku. W przypadku pozytywnej decyzji,
                                              szczepionka ta pod nazwą SILGARD powinna być dostępna w polskich aptekach na
                                              początku 2007 roku." – mówi dyrektor medyczny MSD Polska Adam Czernik.

                                              Na świecie rak szyjki macicy jest drugim, co do częstości rakiem, który dotyka
                                              kobiety i drugą, co do częstości przyczyną zgonów wśród kobiet z powodu raka.
                                              Globalnie, co roku notuje się ok. 500 000 nowych zachorowań , a około 240 000
                                              kobiet umiera z powodu raka szyjki macicy. W Polsce zapada na ten typ raka
                                              ponad 3 600 kobiet rocznie, z czego umiera co roku ok. 2000. – to 5 Polek,
                                              każdego dnia.

                                              źródło pochodzenia www.niepelnosprawni.info/ledge/x/15691
                                              • emgoro Odkryto gen zwiększający ryzyko raka piersi 22.07.06, 00:12
                                                Odkryto gen zwiększający ryzyko raka piersi u Europejek
                                                Naukowcy odkryli kolejny gen związany z rakiem piersi, który poważnie zwiększa
                                                ryzyko tej choroby u części Europejek - podaje internetowe pismo Public Library
                                                of Science Medicine.

                                                Nowo odkryty gen współdziała z innymi, dobrze znanymi genami BRCA1 i BRCA2,
                                                zwiększając ryzyko raka piersi nawet o 80% - ogłosili naukowcy.
                                                U kobiet z określonymi mutacjami na obu tych genach ryzyko raka piersi jest
                                                niemal pewne - twierdzą prowadzący badania z islandzkiej firmy
                                                biofarmaceutycznej Decode Genetics.

                                                Nowy gen nazwano BARD1. Kobiety z wariantem tego właśnie genu, u których
                                                rozwinie się rak piersi, są ponadprzeciętnie zagrożone rozwojem raka także w
                                                drugiej piersi - stwierdziła Kari Stefansson z Decode.

                                                Skłonność do nowotworu piersi jest dziedziczna, choć bardzo często pojawia się
                                                także u kobiet, w których rodzinach choroba się wcześniej nie ujawniła. W
                                                rozwoju raka piersi gra rolę czynnik genetyczny (ma w tym udział kilka genów,
                                                nie tylko BRCA1 i BRCA2).

                                                Poznane dotąd mutacje genów BRCA1 i BRCA2 odpowiadają za jedynie ok. 3%
                                                wszystkich przypadków raka piersi. Eksperci próbują ustalić, jakie jeszcze geny
                                                współdziałają z tymi dwoma, zwiększając ryzyko choroby.

                                                Dotąd porównali 1090 kobiet z Islandii chorych na raka piersi i 703 zdrowych.
                                                Ryzykowną mutację genu BARD1 wykryto u 5,4 proc. pacjentek z rakiem piersi i u
                                                3,1% kobiet bez tej choroby. Oznacza to, że mutacja zwiększyła ryzyko choroby o
                                                80%.

                                                Samo posiadanie mutacji BARD1 nie było specjalnie niebezpieczne dla kobiet.
                                                Mimo tego naukowcy stwierdzili, że u pań z tą mutacją, i posiadających
                                                jednocześnie specyficzną mutację BRCA2, ryzyko raka piersi było "dramatyczne"
                                                (wyliczono, że w takim układzie ryzyko choroby rośnie niemal o 100%.).

                                                Naukowcy sugerują, że warto opracować test na wykrycie niebezpiecznej
                                                kombinacji zmutowanych genów. W czasie badań taką mutację BARD1 wykryto w
                                                rodzinach włoskich i fińskich, w których występowały przypadki nowotworów
                                                piersi i jajników. Nie znaleziono ich za to u Chinek, Japonek i kobiet
                                                czarnoskórych.

                                                "Wariant ten może występować jedynie u osób z europejskimi korzeniami, może
                                                przyczyniać się do większego obciążenia rakiem piersi, jaki obserwuje się w tej
                                                grupie" - stwierdzili badacze.

                                                Natomiast u osób pochodzących z Japonii i czarnoskórych Amerykanek wykryto inne
                                                warianty genu BARD1. Ich udział w pojawieniu się ryzyka choroby wciąż nie jest
                                                pewny - zastrzegli naukowcy.

                                                Rak piersi jest drugą, po nowotworze płuc, wiodącą przyczyną nowotworowych
                                                zgonów kobiet. Na świecie choruje na niego 1,2 mln pań i co roku umiera ich
                                                ponad 400 tys. - szacuje Międzynarodowa Agencja Badań nad Rakiem (IARC). (mj)

                                                źródło pochodzenia
                                                wiadomosci.wp.pl/kat,18032,wid,8358194,wiadomosc.html?ticaid=12010
                                                • emgoro Nadzieja na lek przeciw rakowi nerek 22.07.06, 07:49
                                                  Ze złośliwym nowotworem nerki można walczyć - wyniki testów nowych preparatów
                                                  ogłosili właśnie specjaliści na konferencji Amerykańskiego Towarzystwa
                                                  Onkologii Klinicznej (ASCO).

                                                  Nowotwory nerek są ciągle olbrzymim wyzwaniem dla medycyny - są niewrażliwe na
                                                  radioterapię i chemioterapię. W Polsce co roku wykrywa się około 3,5 tys.
                                                  nowych przypadków. Ponad połowa chorych umiera.

                                                  Głównym czynnikiem zwiększającym ryzyko zapadnięcia na nowotwór nerki jest
                                                  palenie. Jeżeli nowotwór przeniesie się na inne organy, wtedy choroba jest już
                                                  praktycznie nie do powstrzymania.

                                                  Nowe leki testowano na chorych, u których nowotwór osiągnąłtakie właśnie wysoce
                                                  zaawansowane stadium. Wyniki są zachęcające: chorzy, którzy brali nowatorskie
                                                  leki, żyli dwa razy dłużej niż ci, których leczono w sposób standardowy, czyli
                                                  zamiast pięciu - siedmiu miesięcy przeżywali jedenaście.

                                                  Nowe leki na raka nerki to temsirolimus, sutent i nexavar. Należą one do tak
                                                  zwanych terapii celowanych, które atakują raka, pozostawiając w spokoju zdrowe
                                                  komórki. Temsirolimus blokuje działanie białka mTOR, odpowiadającego za
                                                  podziały komórkowe i w ten sposób napędzającego rozwój guza. Podczas
                                                  eksperymentu porównywano działanie nowych leków ze standardową terapią, za jaką
                                                  uważa się interferon, medykament wzmacniający system odpornościowy.

                                                  źródło pochodzenia www.dzieci.org.pl/sdsinew/news/news.php?
                                                  subaction=showfull&id=1149576870&archive=&start_from=&ucat=1&&alone=
                                                  • emgoro Kolejny gen odpowiedzialny za przerzuty raka 22.07.06, 07:55
                                                    Gen, który przyczynia się do powstawania przerzutów raka, udało się
                                                    zidentyfikować naukowcom brytyjskim. Odkrycie to może pomóc w opracowaniu
                                                    nowych, skuteczniejszych metod leczenia chorych na raka - czytamy na łamach
                                                    pisma "Cancer Research".

                                                    Gen, o którym mowa, koduje białko nazywane w skrócie S100P. Należy ono do
                                                    rodziny białek S100 i występuje powszechnie w różnych zdrowych tkankach, takich
                                                    jak łożysko, śledziona, jelito grube, jajniki, prostata, płuca i serce. Jak
                                                    wskazują badania, rola S100P polega na pobudzaniu migracji białych krwinek w
                                                    całym organizmie.

                                                    Naukowcy z Uniwersytetu w Liverpoolu wykazali jednak, że obecność białka S100P
                                                    w komórkach nowotworu złośliwego ułatwia im przemieszczanie się wraz z krwią do
                                                    innych tkanek, czyli tworzenie przerzutów. "Raka, który daje przerzuty,
                                                    znacznie trudniej jest leczyć niż guza pierwotnego, którego można z dobrym
                                                    skutkiem usuwać chirurgicznie" - komentuje prowadzący najnowsze badania prof.
                                                    Philip Rudland.

                                                    Według badacza, przerzuty można obecnie leczyć wyłącznie z pomocą chemio- i
                                                    radioterapii. Metody te mają jednak ograniczoną skuteczność i dużo działań
                                                    ubocznych, bowiem oprócz chorych, nowotworowych komórek uszkadzają również
                                                    tkanki zdrowe.

                                                    Przerzuty raka są główną przyczyną zgonów pacjentów chorych na nowotwory
                                                    złośliwe. Fundamentalną rolę w tym procesie odgrywają geny, podkreśla prof.
                                                    Rudland. Poznanie ich może odegrać kluczową rolę w opracowaniu nowych metod
                                                    walki z rakiem, takich, które pozwolą przedłużać życie pacjentów.

                                                    Dotychczasowe badania w tej dziedzinie, prowadzone przez zespół prof. Rudlanda,
                                                    zaowocowały odkryciem jeszcze trzech innych - poza genem S100P - genów, które
                                                    przyczyniają się do przerzutów raka. Są to gen kodujący białko S100A4, gen
                                                    osteopontyny oraz białka AGR2.

                                                    "Kolejnym krokiem będzie opracowanie leków, które blokowałyby aktywność tych
                                                    genów i na tej drodze powstrzymywały przerzuty komórek nowotworowych z guza
                                                    pierwotnego do innych organów" - mówi prof. Rudland. Badacz liczy, że dzięki
                                                    temu można by przedłużać życie osobom chorym na raka.

                                                    źródło pochodzenia www.dzieci.org.pl/sdsinew/news/news.php?
                                                    subaction=showfull&id=1144080254&archive=&start_from=&ucat=1&&alone=
                                                  • emgoro Bąbelki w walce z rakiem 24.07.06, 13:56
                                                    Pęcherzyki gazu mogą blokować dopływ krwi do nowotworów lub ułatwiać
                                                    doprowadzanie do tkanek leków - informuje "Journal of Biomechanical
                                                    Engineering".
                                                    Badania nad bąbelkami prowadzą naukowcy z University of Michigan. Proces
                                                    blokowania dopływu krwi do guza nazywany jest embolizacją, a stosowanie do tego
                                                    celu pęcherzyków gazu - emboloterapią. Obie nazwy pochodzą od greckiego
                                                    słowa "embolos", oznaczającego czop. Ponieważ można precyzyjnie określić, gdzie
                                                    formują się pęcherzyki, uszkodzenia zdrowych tkanek są minimalne. Biochemik dr
                                                    Joseph Bull pracuje wraz z radiologiem, prof. Brianem Fowlkesem. Wcześniej w
                                                    emboloterapii do blokowania przepływu używano korków zrobionych na przykład ze
                                                    skrzepu krwi lub pewnego rodzaju żelu. W ich przypadku główna trudność polega
                                                    na ograniczeniu uszkodzeń w innych tkankach. Pęcherzyki pozwalają na bardzo
                                                    precyzyjne blokowanie, ponieważ do ich wytwarzania i kontrolowania może służyć
                                                    skoncentrowana wiązka ultradźwięków.

                                                    Planowana technika ma być według Bulla procesem dwuetapowym. Najpierw
                                                    pacjentowi wstrzykuje się przegrzane mikrokapsułki z perfluorokarbonem, na tyle
                                                    małe, że swobodnie przechodzą przez naczynia krwionośne.
                                                    Lekarze mogą je obserwować za pomocą typowego aparatu USG - gdy osiągną miejsce
                                                    przeznaczenia, są poddawane działaniu ultradźwięków o dużej energii.
                                                    Ultradźwięki te działają jak pinezka na wypełniony wodą balon - otoczka
                                                    kapsułek pęka, zaś perfluorokarbon rozpręża się, tworząc pęcherzyk gazu, o
                                                    objętości mniej więcej 125 razy większej niż pierwotna kapsułka. Napotykając
                                                    opór ścian naczynia, pęcherzyk gazu przyjmuje kształt kiełbaski. Dwie lub trzy
                                                    porcje takich pęcherzyków mogą zamknąć przepływ krwi niemal całkowicie.
                                                    Niedokrwiony guz obumiera.

                                                    Szczególnie wartościowa może być nowa technika w leczeniu raka nerki czy raka
                                                    wątrobowokomórkowego - najpospolitszego z raków wątroby (powoduje 1,25 miliona
                                                    zgonów rocznie). Jego leczenie konwencjonalnymi metodami utrudnia towarzysząca
                                                    mu zwykle marskość wątroby, poza tym jest odporny na promieniowanie i leki
                                                    przeciwnowotworowe.

                                                    źródło pochodzenia Onet.pl
                                                    wiadomosci.onet.pl/1360041,16,1,0,120,686,item.html
                                                  • emgoro Zanim rak zaatakuje kości 24.07.06, 15:39
                                                    Naukowcy odkryli sposób na zmniejszenie ryzyka przerzutów nowotworowych do
                                                    kości. Mamy już nawet potrzebne do tego lekarstwo.

                                                    Wszystkiemu winna jest jedna cząsteczka białka produkowana w szpiku kostnym -
                                                    dowodzą naukowcy z kanadyjsko-austriackiego zespołu onkologów. Cząsteczka nosi
                                                    nazwę RANKL. - To białko, które przyciąga komórki rakowe - tłumaczy prof. Josef
                                                    Penninger z Instytutu Biotechnologii Molekularnej Austriackiej Akademii Nauk,
                                                    jeden z odkrywców tego mechanizmu. - RANKL znajduje się na kościach i gdy
                                                    komórki nowotworowe krążą w organizmie, to właśnie ta cząsteczka nakłania je,
                                                    by przykleiły się do tkanki kostnej - dodał naukowiec.

                                                    Mechanizm działania RANKL i leku blokującego tę cząsteczkę przetestowano na
                                                    zwierzętach. Myszom, u których wywołano raka skóry, podawano osteoprotegerynę
                                                    (OPG) hamującą RANKL. - U zwierząt, którym podawano OPG,wystąpiło mniej
                                                    przerzutów do kości niż u myszy nieleczonych - powiedziała D. Holstead Jones z
                                                    Uniwersytetu Ontario, należąca do zespołu Penningera. Blokowanie RANKL nie
                                                    ogranicza jednak atakowania przez nowotwór innych narządów. Opis eksperymentu
                                                    zamieszcza najnowsze wydanie magazynu "Nature".

                                                    Zwykle droga od testów laboratoryjnych na zwierzętach do zastosowania terapii u
                                                    ludzi jest dość daleka. - Odkrycia bazujące na badaniach myszy powinny być
                                                    bardzo ostrożnie przenoszone na to, co dotyczy człowieka - podkreśla prof.
                                                    Penninger.

                                                    Tym razem może być jednak inaczej - lek hamujący RANKL jest już bowiem
                                                    opracowywany. W wypadku większości typów nowotworów piersi kobiet komórki
                                                    rakowe mają receptor dla cząsteczki RANKL, dlatego - jak uważa prof. Penninger -
                                                    pomysł na terapię sprawdzi się również u ludzi. - Nowe leki, inhibitory RANKL,
                                                    są już w zaawansowanej fazie rozwoju - potwierdza Holstead Jones. - Nasz pomysł
                                                    polega na tym, by ludzie z rakiem zagrażającym przerzutami do kości dostawali
                                                    ten lek natychmiast po zdiagnozowaniu choroby - dodała.

                                                    To właśnie przerzuty choroby nowotworowej - nie tylko zresztą do kości - są
                                                    głównym problemem w leczeniu raka. Więcej pacjentów umiera z powodu przerzutów
                                                    niż z powodu guzów, które dały im początek.

                                                    Dziś lekarze w większości wypadków dają już sobie radę z usunięciem pierwszego,
                                                    pierwotnego, ogniska choroby. Kłopoty pojawiają się jednak wtedy, gdy komórki
                                                    rakowe trzeba tropić i niszczyć w całym organizmie. To właśnie jest powodem,
                                                    dla którego specjaliści onkolodzy tak wielką wagę przykładają do wczesnego
                                                    zdiagnozowania raka.

                                                    Z badań wynika, że u ok. 70 proc. kobiet z zaawansowanym rakiem piersi dojdzie
                                                    do przerzutuchoroby do kości. Dotyczy to również 84 proc. mężczyzn z rakiem
                                                    prostaty. - Przerzuty raka do kości to ogromny problem - powiedział prof.
                                                    Penninger. - Szacujemy, że co roku zdarza się to u ok. miliona pacjentów,
                                                    szczególnie dotyczy to kobiet cierpiących na raka piersi - dodał.

                                                    źródło pochodzenia www.dzieci.org.pl/sdsinew/news/news.php?
                                                    subaction=showfull&id=1143788653&archive=&start_from=&ucat=1&&alone=
                                                  • emgoro O złośliwości raka płuc decyduje wielkość guza 24.07.06, 15:41
                                                    Im mniejszy guz nowotworowy w płucach, tym większa szansa, że nie doszło
                                                    jeszcze do przerzutów - donoszą naukowcy na łamach najnowszego numeru "Archives
                                                    of Internal Medicine".

                                                    Nowotwory płuc należą do najczęstszych nowotworów w krajach wysokorozwiniętych.
                                                    Ich powstawaniu sprzyja zanieczyszczenie środowiska oraz palenie papierosów.

                                                    Nowotwory płuc są często bardzo złośliwe. Powodują szybki rozwój choroby i
                                                    przerzuty. W przypadku złośliwej formy raka płuc szansa na wyleczenie jest
                                                    szacowana tylko na ok. 10 procent< Nowotwory płuc na najwcześniejszym etapie
                                                    rozwoju, to znaczy zanim dadzą przerzuty do innych narządów, dzieli się na
                                                    stadium IA (guzy rakowe o średnicy mniejszej niż 30 milimetrów) oraz IB
                                                    (średnica powyżej 30 milimetrów). Gruzy te można wykryć i zmierzyć za pomocą
                                                    tomografii komputerowej, nieinwazyjnego i bardzo czułego badania obrazowego.

                                                    W przypadku nowotworów płuc dających już objawy wiadomo, że im większe są guzy,
                                                    tym większe prawdopodobieństwo, że dały już przerzuty. Jak dotąd nie było
                                                    jednak dowodów na związek wielkości guza z jego złośliwością w przypadku bardzo
                                                    wczesnych stadium nowotworu, kiedy rak nie daje jeszcze żadnych objawów.

                                                    Grupa naukowców z nowojorskiego szpitala prezbiteriańskiego Weill Cornell
                                                    Medical Center pod kierunkiem dr Claudii Henschke przebadała pod kątem
                                                    obecności nowotworów płuc grupę 28689 kobiet i mężczyzn - pacjentów różnych
                                                    szpitali w latach 1993-2004.

                                                    W wyniku tej analizy u 464 pacjentów zdiagnozowano nie dającego jeszcze objawów
                                                    klinicznych raka płuc, w 436 przypadkach - niedrobnokomórkowego raka płuc, w
                                                    pozostałych 28 - jego postać drobnokomórkową.

                                                    W przypadku pacjentów z niedrobnokomórkowym rakiem płuc ryzyko wystąpienia
                                                    przerzutów wzrastało wraz z wielkością guza. Podobnie było w przypadku
                                                    drobnokomórkowego nowotworu.

                                                    Dzięki wczesnemu wykrywaniu nowotworów płuc (np. za pomocą tomografii
                                                    komputerowej lub innych metod obrazowych) oraz określeniu wielkości guzów
                                                    nowotworowych, możliwe będzie dokładniejsze prognozowanie przeżycia, a co za
                                                    tym idzie - włączenie najbardziej odpowiedniego leczenia tych nowotworów.
                                                    Większość przypadków raka płuc wykrytych wcześnie (gdy jeszcze nie doszło do
                                                    przerzutów komórek rakowych do węzłów chłonnych ani innych narządów) jest
                                                    uleczalna, szczególnie w przypadku niewielkich guzów.

                                                    źródło pochodzenia www.dzieci.org.pl/sdsinew/news/news.php?
                                                    subaction=showfull&id=1139993293&archive=&start_from=&ucat=1&&alone=
                                                  • emgoro Test do wykrywania nawrotów raka pęcherza 24.07.06, 15:42
                                                    Proste badanie moczu pomaga wykryć nawroty raka pęcherza w 99 proc. przypadków -
                                                    informują naukowcy z USA na łamach pisma "Journal of the American Medical
                                                    Association". Dzięki temu szanse pacjenta na wyleczenie znacznie rosną.

                                                    Test nosi nazwę BladderChek i jest tak prosty jak test ciążowy. Do jego
                                                    wykonania potrzeba zaledwie czterech kropli moczu pacjenta.

                                                    Badanie polega na wykryciu w moczu podwyższonego poziomu białka macierzy
                                                    jądrowej - NMP22, który zdradza obecność raka nawet w jego początkowych
                                                    stadiach. Gdy test stwierdzi obecność raka pojawia się czerwona linia.

                                                    Obecnie nie ma jednej skutecznej metody oceny ryzyka nawrotów raka pęcherza.
                                                    Dlatego naukowcy stosują kombinację dwóch technik - cystoskopii i cytologii.

                                                    Cystoskopia to minimalnie inwazyjne badanie pęcherza i cewki moczowej za pomocą
                                                    wziernika. Nie pozwala jednak wykryć bardzo małych guzów, czy guzów zajmujących
                                                    mięśniówkę pęcherza. Wyniki cystoskopii konfrontuje się więc często z wynikami
                                                    cytologii, tj. obserwacji patologicznych zmian w komórkach izolowanych z moczu
                                                    pacjenta.

                                                    Analiza cytologiczna zajmuje jednak tydzień lub więcej i wymaga interpretacji
                                                    specjalisty. Poza tym czułość metody zależy od rozmiarów i rodzaju guza.

                                                    Natomiast wynik nowego testu lekarz lub pielęgniarka mogą poznać w ciągu 30-50
                                                    minut, czyli zanim pacjent opuści gabinet. Ponadto, jego czułość jest większa
                                                    niż czułość cytologii.

                                                    Dowiodły tego badania w grupie 668 pacjentów, którzy w przeszłości byli leczeni
                                                    na raka pęcherza. Od wszystkich pobrano próbki moczu do wykonania cytologii
                                                    oraz testu BladderChek. Poddano ich również badaniu z użyciem wziernika.

                                                    Okazało się, że cystoskopia wykryła nieco ponad 91 proc. przypadków nawrotu
                                                    choroby nowotworowej. Gdy połączono ją z badaniem cytologicznym, czułość testu
                                                    wzrosła do 94 proc. Natomiast kombinacja cystoskopii z testem BladderChek
                                                    pozwoliła wykryć aż 99 proc. wszystkich przypadków nawrotu raka.

                                                    Dzięki nowemu testowi udało się wykryć raka w 8 przypadkach, na 9 pominiętych w
                                                    badaniu wziernikiem. Aż 7 z nich było groźnych. Dla porównania cytologia
                                                    pozwoliła wykryć 3 z nich.

                                                    "Z naszych badań wynika, że szybki, prosty test może zmniejszyć częstość
                                                    wykonywania cystoskopii" - komentuje prowadzący badania prof. Barry Stein.
                                                    Cystoskopia wprawdzie nie jest badaniem bolesnym, ale może być uciążliwa i
                                                    krępująca dla pacjenta, dodaje badacz.

                                                    Rak pęcherza moczowego dotyka głównie mężczyzn między 50. a 80. rokiem życia.
                                                    Kobiety chorują na niego 3-4 razy rzadziej. Liczba zachorowań na ten nowotwór
                                                    wzrosła wyraźnie w ostatnich dziesięcioleciach.

                                                    Wiadomo, że chorobie sprzyja palenie tytoniu i kontakt z barwnikami anilinowymi
                                                    oraz zawarta w niektórych preparatach przeciwbólowych fenacetyna. Typowy objaw
                                                    zaawansowanego raka to krew w moczu, zwłaszcza z postaci skrzepów.

                                                    źródło pochodzenia www.dzieci.org.pl/sdsinew/news/news.php?
                                                    subaction=showfull&id=1138280387&archive=&start_from=&ucat=1&&alone=
                                                  • emgoro Nowy lek na przewlekłą białaczkę szpikową 24.07.06, 15:44
                                                    Naukowcy odkryli nowy lek, który może być skuteczny w leczeniu przewlekłej
                                                    białaczki szpikowej, donosi najnowszy numer "Nature Chemical Biology".

                                                    Białaczka jest chorobą nowotworową atakującą komórki krwiotwórcze, głównie
                                                    niedojrzałe limfocyty. Można ją leczyć stosując chemioterapię i niekiedy
                                                    przeszczep szpiku.

                                                    Wszystkie choroby nowotworowe wynikają z zaburzenia funkcjonowania i podziałów
                                                    komórek. W komórkach nowotworowych dochodzi nie tylko do niekontrolowanego
                                                    mnożenia się komórek, ale także do zmian w strukturze chromosomów. Najczęstszą
                                                    odmianą białaczki występującą u dorosłych jest przewlekła białaczka szpikowa, w
                                                    skrócie CML, stanowiąca około 15- 20 proc. wszystkich białaczek i rozwijająca
                                                    się u osób po 40. roku życia.

                                                    CML jest bardzo ciężkim nowotworem, niestety, najczęściej kończącymi się
                                                    śmiercią. Ważną rolę w powstawaniu tej białaczki pełni onkogen BCR/ABL.

                                                    Produkt genu BCR/ABL jest enzymem, który hamuje procesy naprawy DNA oraz
                                                    apoptozy zmutowanych komórek szpiku kostnego, co prowadzi do nagromadzenia
                                                    takich komórek. Organizm zostaje pozbawiony prawidłowych limfocytów i nie jest
                                                    w stanie skutecznie walczyć z infekcjami.

                                                    Na rynku dostępny jest lek o nazwie Gleevec, który hamuje działanie zmutowanego
                                                    enzymu BCR/ABL. Jednak coraz częściej pojawiają się postacie nowotworu odporne
                                                    na działanie tego chemioterapeutyku.

                                                    Grupa naukowców z Instytutu Genomiki Fundacji Novartis z San Diego pod
                                                    kierunkiem Nathanaela Graya odkryła nową klasę cząsteczek, w tym związek o
                                                    nazwie GNF-2, które hamują produkcję enzymu BCR/ABL.

                                                    Nowe cząsteczki są trujące dla komórek produkujących enzym BCR/ABL, ale nie
                                                    niszczą normalnych komórek. Hamują więc one podziały komórek rakowych, nie
                                                    niszcząc zdrowych komórek szpiku.

                                                    Ponieważ mechanizm działania nowej klasy substancji jest inny niż Gleevecu,
                                                    leki takie mogą być skuteczne w leczeniu opornych na działanie Gleevecu postaci
                                                    przewlekłej białaczki szpikowej.

                                                    źródło pochodzenia www.dzieci.org.pl/sdsinew/news/news.php?
                                                    subaction=showfull&id=1137659555&archive=&start_from=&ucat=1&&alone=
                                                  • emgoro Lek przeciwnowotworowy uszkadza serce 25.07.06, 13:52
                                                    Imatinib (Glivec, Gleevec), jeden z najskuteczniejszych leków
                                                    przeciwnowotworowych, może być szkodliwy dla serca - informuje sieciowa wersja
                                                    pisma "Nature Medicine".
                                                    Glivec należy do nowej generacji leków wprowadzonych do użytku w ostatnich
                                                    latach. Hamując działanie nieprawidłowej kinazy tyrozynowej - enzymu, dzięki
                                                    któremu powstają i namnażają się komórki nowotworowe, pozwala skutecznie leczyć
                                                    pacjentów z przewlekłą białaczką szpikową.

                                                    Dotąd uważano, że poza bólami kości, wymiotami i zmęczeniem nie powoduje on
                                                    poważniejszych skutków ubocznych. Jak jednak wykazali naukowcy z Jefferson
                                                    Medical College w Filadelfii, zarówno Glivec jak i podobne leki z grupy
                                                    inhibitorów kinazy tyrozynowej mogą uszkadzać serce i prowadzić do
                                                    niewydolności krążenia.
                                                    Badania przeprowadzono na myszach oraz hodowanych w laboratorium komórkach
                                                    ludzkiego mięśnia sercowego. Okazało się, że blokowany przez Glivec i podobne
                                                    leki enzym - kinaza tyrozynowa - jest niezbędny dla dobrego funkcjonowania
                                                    komórek mięśnia sercowego.

                                                    U myszy dochodziło do uszkodzenia ważnych części komórek - endoplazmatycznego
                                                    retikulum oraz mitochondriów. U niektórych pacjentów blokowanie kinazy może
                                                    prowadzić do zaburzeń w pracy lewej komory serca, a nawet do niewydolności
                                                    krążenia.

                                                    Odkrycie nie podważa przydatności Glivecu w leczeniu przewlekłej białaczki
                                                    szpikowej czy niektórych nowotworów układu pokarmowego, jednak lekarze będą
                                                    musieli zwracać większą uwagę na stan układu krążenia swoich pacjentów.

                                                    żródło pochodzenia Onet.pl
                                                    wiadomosci.onet.pl/1360745,16,1,0,120,686,item.html
                                                  • emgoro Dieta a nowotwory 26.07.06, 00:02
                                                    Większość obserwacji dotyczących związku między dietą i nowotworami nadal nie
                                                    ma charakteru rozstrzygającego. Gromadzi się jednak coraz więcej danych
                                                    świadczących, że modyfikacja diety może zmniejszyć ryzyko wystąpienia
                                                    nowotworów o jedną trzecią, a nawet dwie trzecie. Badania doświadczalne na
                                                    zwierzętach dostarczają wiele dowodów na to, że dieta może wpływać występowanie
                                                    nowotworów złośliwych. Wykazano, że wpływ ten może się realizować na wiele
                                                    sposobów i wynikać nie tylko z wprowadzenia do ustroju kancerogenów czy
                                                    substancji, z których mogą się one wytwarzać in vivo. Dieta może też wpływać na
                                                    przemianę tych związków oraz reakcję ustroju na nie. Badania epidemiologiczne
                                                    szukające korelacji między występowaniem nowotworów, a dietą pozwalają sądzić,
                                                    że rodzaj diety, sposób żywienia, obecność substancji dodatkowych (takich jak
                                                    konserwanty, barwniki, różnego rodzaju polepszacze smaku) mogą być czynnikami
                                                    indukującymi rozwój lub wspomagającymi promocję różnych nowotworów.

                                                    Przykłady

                                                    Badania epidemiologiczne wykazały, że nadużywanie alkoholu sprzyja powstawaniu
                                                    raka jamy ustnej, gardła, przełyku, górnej części krtani i odbytu. Odnośnie
                                                    tego ostatniego przypadku stwierdzono, większą częstość występowania raka
                                                    odbytu u piwoszy niż u osób nienadużywających tego trunku.
                                                    Stwierdzono dodatnią korelację między rakiem przełyku, a wysokim spożyciem
                                                    marynat (włączając marynowane i solone warzywa), spożywaniem używek i posiłków
                                                    o zbyt wysokiej temperaturze oraz żywności zepsutej, spleśniałej (zawartość
                                                    nitrozoamin).
                                                    Pleśń pokrywająca przetwory owocowe i warzywne jest silnym kancerogenem, często
                                                    szkoda jest wyrzucić pozornie dobry produkt, więc spożywa się go po usunięciu
                                                    wierzchniej warstwy grzyba, niestety już w całym produkcie znajdują się
                                                    produkowane przez pleśniaki aflatoksyny (bardzo silne kancerogeny), także
                                                    zjadanie owoców po wykrojeniu nadgniłej części jest niebezpieczne, ponieważ
                                                    toksyny grzyba (mogące mieć właściwości mutagenne) powodującego się psucie
                                                    owocu również znajdują się w całej objętości owocu.
                                                    Szczególnie w odniesieniu do raka pierwotnego wątroby uważa się, że powstaje on
                                                    przy obecność w diecie aflatoksyn, dla których optymalne warunki do wytwarzania
                                                    występują przy wysokiej temperaturze i dużej wilgotności najbardziej skażone
                                                    mogą być produkty pochodzące z obszarów tropikalnych takie jak orzeszki ziemne,
                                                    brazylijskie, pistacjowe, kukurydza, ryż, sorgo, pszenica żyto, zanieczyszczona
                                                    pasza może być przyczyną skażenia mięsa i mleka metabolitami tych substancji.
                                                    (występowanie endemiczne Kenia, indie).
                                                    Zapadalność na raka żołądka wiąże się wg badań epidemiologicznych ze
                                                    spożywaniem żywności wędzonej i konserwowanej za pomocą soli (sprzyja to
                                                    rozwojowi atypowej flory bakteryjnej, biorącej udział w wytwarzaniu
                                                    nitrozoamin. Te bardzo silne kancerogeny powstają w żołądku z azotynów i
                                                    azotanów obecnych w różnych wędlinach (służące do ich konserwacji).
                                                    Garbniki zawarte w herbacie, czerwonych winach mimo słabych właściwości
                                                    mutagennych, przy dużym spożyciu tych napojów mogą stanowić zagrożenie dla
                                                    zdrowia.
                                                    W kawie, mocno palonej mogą znajdować się substancje smoliste o właściwościach
                                                    mutagennych.
                                                    Rakotwórcze WWA tworzą się podczas pieczenia mięsa na ruszcie, smażenia,
                                                    wędzenia; ryby, skorupiaki wydobyte z zanieczyszczonej wody mogą być skażone
                                                    przez chlorowane pochodne pestycydów, polichlorowanymi bifenylami i innymi
                                                    zanieczyszeniami organicznymi o charakterze mutagennym.
                                                    Wykazano zwiększony procent nowotworów u ludzi otyłych i ludzi odżywiających
                                                    się wysokokalorycznie, szczególnie spożywających duże ilości tłuszczów , duża
                                                    ilość tłuszczów w diecie może zwiększyć rozpuszczalność i pochłanianie
                                                    lipofilnych (rozpuszczalnych w tłuszczach) substancji rakotwórczych. Dieta
                                                    wysokotłuszczowa powoduje też nadmierną sekrecję soli kwasów tłuszczowych,
                                                    uważanych w dużych stężeniach za czynniki rakotwórcze.
                                                    Dieta wysokobiałkowa z kolei może zmieniać działanie enzymów wątrobowych
                                                    metabolizujących substancje kancerogenne, może obniżać zdolność wątroby do
                                                    detoksykacji i neutralizacji kancerogenów.
                                                    Wykazano wpływ diety wysokotłuszczowej i wysokobiałkowej na częstość
                                                    występowania nowotworów przewodu pokarmowego. Na rozwój nowotworów wpływają
                                                    również niedobory pokarmowe, szczególnie niedobory witamin A i C, ryboflawiny,
                                                    kwasu nikotynowego, składników mineralnych takich jak magnez, wapń cynk
                                                    molibden, selen oraz długotrwały niedobór białka w pożywieniu.
                                                    Istnieją silne dowody, że spożywanie dużych ilości owoców i warzyw chroni przed
                                                    nowotworami złośliwymi, najsilniejszy związek znaleziono w przypadku nowotworów
                                                    układu oddechowego i pokarmowego.
                                                    Włókno pokarmowe - wyniki badań dotyczące ochronnej roli błonnika w
                                                    zapobieganiu raka jelita grubego są rozbieżne i nie mają charakteru
                                                    rozstrzygającego. Nazwa włókna pokarmowe obejmuje wiele substancji, które mają
                                                    różne działanie fizjologiczne. W większości badań nad rakiem jelita grubego nie
                                                    stwierdzono ochronnej roli włókien zbożowych, efekt natomiast zaobserwowano w
                                                    odniesieniu do włókien pochodzących z owoców i warzyw. Chociaż takie działanie
                                                    może być związane z obecnością w warzywach i owocach innych substancji, dla
                                                    których błonnik może być tylko wskaźnikiem ich spożycia.

                                                    żródło pochodzenia
                                                    zp.lo3.wroc.pl/~jojo/modules.php?name=News&file=article&sid=15&mode=&order=0&thold=0
                                                  • emgoro Ciemna karnacja nie chroni przed rakiem skóry 30.07.06, 15:45
                                                    Wbrew obiegowej opinii, osoby o ciemnej karnacji są bardziej narażone na
                                                    niszczące działanie promieni słonecznych oraz śmierć z powodu raka skóry, niż
                                                    te o jasnej karnacji - ostrzegają naukowcy z Uniwersytetu w Cincinnati.
                                                    Wprawdzie ludzie o ciemniejszej karnacji rzadziej chorują na raka skóry, jednak
                                                    jeśli już się to zdarzy, choroba ma w ich przypadku dużo poważniejszy przebieg.
                                                    Znacznie później udaje się ją także zdiagnozować.

                                                    Amerykańscy badacze apelują do wszystkich tych, którzy uważają, że czekoladowy
                                                    odcień skóry zabezpiecza ich przed nadmiarem słońca, by nie ulegali
                                                    stereotypom. Oni także powinni pamiętać, że nadmiar kąpieli słonecznych jest
                                                    niebezpieczny dla zdrowia. Dr Hugh Gloster przyznaje, że ciemna skóra,
                                                    zawierająca więcej pigmentu, jest nieco bardziej odporna na promienie UV, a jej
                                                    właściciele są zwykle bardziej zadowoleni z efektu opalenizny. Nie oznacza to
                                                    jednak, że niszczące działanie słońca jej nie dotyczy.

                                                    Rak skóry może rozwijać się różnie u ludzi różnych ras. W przypadku osób o
                                                    jasnej skórze, zmiany wywołane chorobą pojawiają się zwykle w miejscach
                                                    eksponowanych na słońcu, stąd łatwo je zauważyć.

                                                    W przypadku ciemnej skóry zmiany te można w pierwszej kolejności zauważyć na
                                                    tych partiach ciała, które nie mają wiele wspólnego ze słońcem – np. na
                                                    stopach. Jest to jeden z powodów, dla których choroba bywa zbyt późno
                                                    diagnozowana.

                                                    Według lekarzy, używanie kremów chroniącym przed skutkami promieniowania UV
                                                    jest niezbędne nawet w przypadku Afroamerykanów.

                                                    źródło pochodzenia Onet.pl
                                                    wiadomosci.onet.pl/1363187,16,1,0,120,686,item.html
                                                  • emgoro Terapia łączona raka trzustki 30.07.06, 15:46
                                                    Jednoczesne stosowanie chemioterapii i radioterapii może znacznie zwiększyć
                                                    szansę na przeżycie pacjentów po usunięciu raka trzustki - donosi najnowszy
                                                    numer brytyjskiego czasopisma "Cancer".
                                                    Rak trzustki jest jednym z najgorzej rokujących nowotworów, co skłania
                                                    naukowców na całym świecie do poszukiwania nowych metod leczenia, głównie w
                                                    grupie terapii skojarzonych.

                                                    Radioterapia jest metodą leczenia choroby nowotworowej oraz łagodzenia bólu
                                                    związanego z powstawaniem przerzutów za pomocą promieniowania jonizującego.
                                                    Chemioterapia polega na stosowaniu leków, które blokują podziały komórek i na
                                                    tej drodze hamują wzrost guza. Ich wadą jest jednak to, że działają toksycznie
                                                    na wszystkie często dzielące się komórki organizmu. Naukowcy z Francji
                                                    przeprowadzili badanie wśród 46 pacjentów z zaawansowaną postacią raka
                                                    trzustki. Uczestników przez sześć tygodni codziennie poddawano radioterapii,
                                                    jednocześnie dwa razy w tygodniu otrzymywali gemcytabinę - lek o działaniu
                                                    przeciwnowotworowym. W celu podtrzymania działania tego leku po zakończeniu
                                                    terapii pacjenci otrzymali dwie dodatkowe dawki gemcytabiny.

                                                    Po zastosowaniu terapii średnia długość życia pacjentów wynosiła ponad 18
                                                    miesięcy, w porównaniu z 11 miesiącami w przypadku pacjentów, u których terapia
                                                    łączona nie była stosowana.

                                                    "Otrzymane wyniki są obiecujące, stosowanie jednocześnie chemioterapii i
                                                    radioterapii wydłuża czas życia pacjentów z ostrą postacią nowotworu trzustki.
                                                    Jednoczesne stosowanie radioterapii, pozwala na zmniejszenie dawki gemcytabiny,
                                                    jest więc mniej toksyczne dla organizmu." - podsumowuje profesor Blackstock,
                                                    główny autor pracy.

                                                    źródło pochodzenia Onet.pl
                                                    wiadomosci.onet.pl/1362297,16,1,0,120,686,item.html
                                                  • emgoro Jedzenie jak lekarstwo 31.07.06, 22:58
                                                    Wzrasta liczba dowodów na to, że odpowiednie odżywanie może zwiększyć
                                                    efektywność leczenia raka. Niestety, niewielu pacjentów o tym wie
                                                    Odpowiednia dieta pomaga w walce z rakiem, ale bardzo niewielu chorych
                                                    otrzymuje porady, jak zmienić swój jadłospis. Nowe badania pokazują, jak ważne
                                                    w zmaganiach z tą chorobą jest właściwe odżywianie się.
                                                    Znaczenie zdrowego jedzenia w profilaktyce nowotworowej dostrzegają już niemal
                                                    wszyscy. Światowy Fundusz Badań nad Rakiem (WCRF) poświęcił temu problemowi 650-
                                                    stronicową „biblię” wypełnioną tysiącami wyników badań. A jeszcze do niedawna
                                                    nikt nie zwracał uwagi na odpowiednią dietę.
                                                    Coraz więcej jest dowodów na to, że sposób odżywiania się pacjenta może mieć
                                                    wpływ na przebieg choroby. Nowy raport Funduszu, który ma ukazać się w
                                                    przyszłym roku, po raz pierwszy będzie zawierał rozdział o żywieniu osób
                                                    zmagających się z rakiem. Jak na razie te istotne informacje nie docierają
                                                    jednak do samych zainteresowanych.

                                                    Niedawna ankieta Bristol Cancer Help Center, pozarządowej organizacji znanej z
                                                    holistycznego podejścia i promowania zdrowego żywienia w walce z nowotworami,
                                                    pokazuje, że 83 procent pacjentów nie otrzymało od lekarzy żadnych wskazówek co
                                                    do diety. 38 procent osób, które same zmieniły swój jadłospis w związku z
                                                    chorobą, spotkało się z krytyczną lub niechętną reakcją ze strony doktora lub
                                                    pielęgniarki.

                                                    Niektórzy eksperci sądzą, że odpowiednie odżywianie się powinno być częścią
                                                    leczenia nowotworów w takim samym stopniu, jak lekarstwa czy operacje. Dlaczego
                                                    więc zwraca się na nie tak mało uwagi? Przyczyna leży po części w braku
                                                    wiarygodnych badań. Ale równie ważnym powodem jest to, że – w odróżnieniu od
                                                    farmaceutycznych rozwiązań – przemysł nie zarobi pieniędzy na terapii, której
                                                    podstawę stanowi zdrowy rozsądek. Nie chodzi tu bowiem o żadne dziwaczne
                                                    nowinki. Michael Gearin-Tosh, naukowiec z Oksfordu, był pewien, że uda mu się
                                                    pokonać złośliwego szpiczaka za pomocą diety składającej się z soków warzywnych
                                                    i surowego czosnku. Większość lekarzy była mocno sceptyczna (Gearin-Tosh zmarł
                                                    w zeszłym roku wskutek zatrucia krwi). Bardziej przekonujące i rozsądne jest
                                                    założenie, że utrzymanie wysokiego poziomu odżywiania i stałej wagi w trakcie
                                                    oraz po kuracji może zwiększyć efektywność leczenia.
                                                    „Codziennie obserwujemy, jak dzięki zdrowej diecie ludziom poprawia się
                                                    samopoczucie fizyczne i psychiczne”– mówi Liz Butler, technolog żywienia w
                                                    Bristol Center. Simon Cawthorn, konsultant ds. chirurgii piersi w szpitalu
                                                    Frenchay w Bristolu idzie jeszcze dalej: „Są dowody na to, że pewne potrawy
                                                    bardziej niż inne pomagają pacjentom w walce z rakiem i zmniejszają ryzyko
                                                    nawrotu choroby”.

                                                    Wyniki australijskich badań, opublikowane w 2003 roku w
                                                    periodyku „International Journal Of Cancer”, wskazują, że kobiety z nowotworem
                                                    jajnika, które jadły dużo warzyw, miały większą szansę na dłuższe przeżycie,
                                                    podczas gdy pacjentki, które spożywały duże ilości nabiału, były bardziej
                                                    narażone na przedwczesną śmierć.

                                                    Analiza badań dotyczących raka piersi pokazuje, że w pięciu przypadkach na
                                                    osiem wystąpił związek między zwiększonym spożyciem owoców i warzyw a wyższymi
                                                    wskaźnikami przeżywalności. Ponadto ogłoszone w zeszłym roku wyniki dużej
                                                    amerykańskiej próby 2437 kobiet po menopauzie we wczesnym stadium raka piersi
                                                    dowodzą, że pacjentki, które oprócz konwencjonalnej terapii otrzymały także
                                                    dietetyczne zalecenie ograniczenia spożycia tłuszczów, rzadziej doświadczały
                                                    nawrotu choroby niż pacjentki, którym tego nie powiedziano. Różnica ta
                                                    zaznaczyła się zwłaszcza w grupie kobiet, u których nowotwór piersi nie miał
                                                    związku z zaburzeniami hormonalnymi. „To doniosłe odkrycie. Zmieni ono opinię
                                                    świata medycyny – ocenia Richard Rainsbury, specjalista chirurgii piersi w
                                                    Szpitalu Hrabstwa Hampshire w Winchester, który chciałby przeprowadzić podobne
                                                    badania w Wielkiej Brytanii. – Do tej pory we wszystkich badaniach nad
                                                    nowotworem piersi pytano kobiety, co jadały przed zachorowaniem. To była
                                                    pierwsza próba ingerencyjna i na pewno trudno będzie środowisku zignorować te
                                                    wyniki”.

                                                    Przeprowadzenie eksperymentu polegającego na wpływaniu na sposób odżywiania
                                                    nastręcza wiele trudności, twierdzi dietetyczka Barbara Parry z zespołu dra
                                                    Rainsbury’ego. „Farmaceutyki generują ogromne pieniądze, które potem są
                                                    inwestowane w badania. Przy interwencji dietetycznej nie tak łatwo jak w
                                                    testach leków dostrzec przyczynę i skutek, a żadna firma nie czerpie z tego
                                                    zysków – zauważa Parry. – Patenty przyznawane są rzadko, trudno więc zdobyć
                                                    środki. Poza tym eksperymenty z dietą przynoszą efekty dopiero po dłuższym
                                                    czasie, nawet po pięciu latach, podczas gdy wyniki testów leków są szybsze i
                                                    bardziej efektowne”.

                                                    Tylko radykałowie sugerowaliby porzucenie konwencjonalnej terapii nowotworów na
                                                    rzecz samej diety. Dziwi jednak, że mimo poważnego wpływu choroby i jej
                                                    leczenia na układ pokarmowy pacjenci nie otrzymują porad na temat odżywiania
                                                    się. „Wskutek stresu, działania leków lub samej choroby może zanikać apetyt –
                                                    twierdzi Liz Butler. – U trzech czwartych respondentów naszej ankiety po
                                                    leczeniu zmieniła się waga ciała, ale tylko 15 procent otrzymało od swoich
                                                    lekarzy wskazówki, jak osiągnąć optymalną masę. A badania pokazują, że przy
                                                    nowotworach piersi nadwaga oznacza gorsze rokowania. Również niedożywienie to
                                                    gorsze prognozy: skuteczność leków jest wtedy mniejsza, pojawia się więcej
                                                    skutków ubocznych”.

                                                    Wielu uczestników ankiety Bristol Center poszukiwało informacji o właściwym
                                                    odżywianiu. „Znajdują je w książkach, czasopismach, u rodziny, przyjaciół, no i
                                                    w internecie – mówi Butler. – Problem w tym, że spora część tych danych może
                                                    być wątpliwej jakości”.

                                                    Zdrowa dieta wspiera funkcje immunologiczne i regeneracyjne organizmu. Ma także
                                                    dla pacjentów znaczenie psychologiczne – czują, że mogą coś dla siebie zrobić,
                                                    nawet gdy ciężka choroba i leczenie zdają się wypełniać całe ich życie.
                                                    Przeważająca część, 95 procent respondentów, wierzyła, że zdrowe odżywianie
                                                    pełni ważną rolę w ich powrocie do zdrowia.

                                                    U Janis Dear, wykładowczyni uniwersyteckiej z Tonbridge w Kent, w 2002 roku
                                                    wykryto trzy złośliwe guzy piersi. Po wizycie w Bristol zaczęła jeść więcej
                                                    owoców, warzyw i produktów pełnoziarnistych, ograniczyła zaś spożycie produktów
                                                    przetworzonych. „Byłam pewna, że wcześniej odżywiałam się zdrowo, ale teraz
                                                    wiem, że w mojej diecie były niedobory żywieniowe. Nie mam wątpliwości, iż moja
                                                    reakcja na chemioterapię – którą lekarz określił jako »fenomenalną«, co
                                                    znaczyło, że nie musiałam poddawać się mastektomii –wzięła się stąd, że
                                                    zadbałam o duchowe, emocjonalne i żywieniowe potrzeby mojego organizmu. Dzięki
                                                    temu pracował on na pełnych obrotach i mógł pokonać raka”.

                                                    Co jeść, by wygrać z rakiem?

                                                    * Bristol Center, opierając się na najnowszych badaniach, zaleca chorym na
                                                    nowotwór jeść żywność organiczną, kiedy to tylko możliwe.

                                                    * Należy spożywać duże ilości: produktów pełnoziarnistych, świeżych warzyw i
                                                    owoców (8 do 10 razy dziennie), roślin strączkowych, orzechów i ziaren, ryb
                                                    oleistych, bogatych w kwasy tłuszczowe Omega-3 (łosoś, makrela, węgorz, panga),
                                                    ziół i przypraw, olejów roślinnych tłoczonych na zimno, soków i wody (1,5 do 2
                                                    litrów dziennie).

                                                    * W umiarkowanej ilości można jeść: drób i jajka (z naturalnych hodowli),
                                                    niehodowlane białe ryby morskie (np. dorsz, flądra, halibut) oraz małe ryby
                                                    oleiste (sardynki).

                                                    * Trzeba ograniczyć do minimum: czerwone mięsa, mięsa wędzone, produkty
                                                    konserwowane i solone, jedzenie grillowane i przypalone, artykuły przetworzone
                                                    i mrożonki, kofeinę, alkohol, sól, tłuszcze trans i modyfikowane (margaryna,
                                                    zupy w proszku, batony, fr
                                                  • emgoro Kwasy tłuszczowe zmniejszają tempo wzrostu raka pr 03.08.06, 10:32
                                                    Kwasy tłuszczowe zmniejszają tempo wzrostu raka prostaty
                                                    Zwiększenie udziału kwasów tłuszczowych omega- 3 i zmniejszenie ilości kwasów
                                                    omega-6 w diecie może redukować szybkość wzrostu raka prostaty - donoszą
                                                    amerykańscy naukowcy na łamach pisma "Clinical Cancer Research".
                                                    Kwasy tłuszczowe w zależności od budowy chemicznej można podzielić na nasycone
                                                    i nienasycone. Nasycone kwasy tłuszczowe występują głównie w tłuszczach
                                                    stałych, zwierzęcych, ich nadmiar podnosi poziom cholesterolu we krwi, zwiększa
                                                    krzepliwość krwi i w efekcie może zwiększać ryzyko zawału serca bądź udaru.
                                                    Natomiast nienasycone kwasy tłuszczowe, występujące głównie w olejach
                                                    roślinnych oraz tłuszczu ryb i ssaków morskich, obniżają poziom trójglicerydów
                                                    i "złego" cholesterolu we krwi, zapobiegają więc miażdżycy i chorobom układu
                                                    krążenia.

                                                    Wielonienasycone kwasy tłuszczowe omega-3 oraz omega-6 regulują wiele ważnych
                                                    procesów zachodzących w organizmach żywych, np. rozwój układu nerwowego,
                                                    odporność, prawidłowe funkcjonowanie skóry i innych tkanek. Ludzki organizm nie
                                                    produkuje tych związków i dlatego są one niezbędnymi składnikami naszej diety.
                                                    Kwasy tłuszczowe omega-6 znajdują się w ziarnach zbóż, kukurydzy, oleju
                                                    krokoszowym, czerwonym mięsie i są wielonienasyconymi kwasami tłuszczowymi
                                                    dominującymi w typowej zachodniej diecie. Bogatym źródłem zdecydowanie
                                                    zdrowszych kwasów omega-3 są ryby morskie takie jak łosoś, tuńczyk czy sardynki.

                                                    "Olej kukurydziany jest podstawą amerykańskiej diety. Stosując ją spożywa się
                                                    do 20 razy więcej kwasów omega-6 niż omega-3" - mówi dr William Aronson,
                                                    specjalista urolog, główny autor pracy. "Wyniki naszych badań wskazują, że
                                                    spożywanie kwasów tłuszczowych w zdrowszych proporcjach może zmniejszać tempo
                                                    wzrostu raka prostaty" - dodaje.

                                                    Naukowcy przeprowadzili badania na specjalnym mysim modelu raka prostaty,
                                                    naśladującym przypadek wrażliwego na hormony nowotworu u ludzi. Na czas trwania
                                                    eksperymentu myszy podzielono na dwie grupy. Jedną karmiono dietą zawierającą
                                                    20 proc. tłuszczy w zdrowych proporcjach kwasów omega-3 i omega-6 jeden do
                                                    jednego. Druga grupa zwierząt była karmiona taką samą dietą, różniącą się tylko
                                                    pochodzeniem tłuszczy - większość z nich stanowiły kwasy tłuszczowe omega-6.

                                                    U myszy karmionych dietą o zdrowych proporcjach kwasów tłuszczowych tempo
                                                    wzrostu komórek nowotworowych zmniejszyło się o 22 proc. a poziom antygenu
                                                    swoistego dla prostaty PSA (markera raka prostaty) we krwi obniżył się aż o 77
                                                    proc., w porównaniu do grupy zwierząt karmionej dietą o wysokiej zawartości
                                                    kwasów omega-6.

                                                    Według naukowców najbardziej prawdopodobnym mechanizmem zredukowania tempa
                                                    wzrostu nowotworu w badanym modelu jest wzrost stężenia kwasów omega-3
                                                    dokozaheksaenowego (DHA) i eikozapentaenowego (EPA) w obrębie guza prostaty i
                                                    spadek stężenia kwasu omega-6 arachidonowego (AA).

                                                    Trzy wymienione kwasy tłuszczowe są przekształcane przez enzymy nazywane
                                                    cyklooksygenazami (COX-1 i COX-2) w prostaglandyny. Prostaglandyny są hormonami
                                                    tkankowymi działającymi lokalnie, mogą działać prozapalnie i stymulować wzrost
                                                    guza lub przeciwzapalnie hamując jego rozwój.

                                                    Badacze odkryli, że poziom prozapalnej prostaglandyny PGE-2 był o 83 proc.
                                                    niższy w obrębie nowotworu u myszy karmionych większą ilością kwasów omega-3, w
                                                    porównaniu do grupy na diecie bogatej w kwasy omega-6. Sugeruje to, że
                                                    podwyższenie poziomu kwasów DHA i EPA może prowadzić do powstawania większej
                                                    ilości prostaglandyn działających przeciwzapalnie.

                                                    "To jedno z pierwszych badań wykazujących, że zmiana diety wpływa na reakcje
                                                    zapalną organizmu, która może odgrywać ważną rolę we wzroście nowotworu
                                                    prostaty" - mówi Aronson.

                                                    "Możliwe, że używając suplementów kwasów EPA i DHA przy jednoczesnym
                                                    ograniczeniu kwasów omega-6 w diecie będziemy potrafili zapobiegać zachorowaniu
                                                    na raka lub hamować rozwój raka prostaty u mężczyzn" - dodaje autor.

                                                    Obecnie grupa dr Aronsona przeprowadza pierwsze badania kliniczne wpływu
                                                    niskotłuszczowej diety oraz suplementów kwasów omega-3 na stan zdrowia mężczyzn
                                                    po usunięciu raka prostaty.

                                                    źródło pochodzenia Onet.pl
                                                    wiadomosci.onet.pl/1365106,16,1,0,120,686,item.html
                                                  • emgoro Potrzebne jest leczenie wspomagające chorych 03.08.06, 17:11
                                                    Potrzebne jest leczenie wspomagające chorych na raka

                                                    W Polsce powinno się powszechniej stosować leki wspomagające leczenie
                                                    nowotworów. Poprawiłoby to jakość życia pacjentów poddawanych agresywnej
                                                    terapii, której skutki uboczne są często nie mniej przykre, niż sam nowotwór –
                                                    postulują onkolodzy.

                                                    Chorych na nowotwór leczy się chirurgicznie oraz radioterapią,
                                                    chemioterapią i immunoterapią. Niesie to jednak ze sobą wiele
                                                    uszkodzeń organizmu. Pojawiają się np. uszkodzenia błony śluzowej
                                                    przewodu pokarmowego, mdłości i wymioty. Jednym z najczęstszych
                                                    powikłań po chemioterapii jest neutropenia (niedobór białych
                                                    krwinek) i niedokrwistość (mogąca powodować dalsze, poważne
                                                    komplikacje).

                                                    "Niektórym z tych chorób, np. wtórnej niewydolności nerek,
                                                    próbuje się częściowo zapobiegać. Powszechnie leczy się zakażenia
                                                    bakteryjne, wirusowe i grzybicze. Jednak leczenie towarzyszące
                                                    leczeniu zasadniczemu jest wciąż za mało popularne" - podkreślała
                                                    onkolog prof. Jadwiga Dwilewicz-Trojaczek z Akademii Medycznej w
                                                    Warszawie podczas warszawskiego spotkania prasowego w czwartek 2 marca.

                                                    Tymczasem agresywne leczenie nowotworu może się okazać dla
                                                    chorego gorsze niż sama choroba.

                                                    Jak wyjaśnia prekursor leczenia wspomagającego, wieloletni prezes
                                                    Międzynarodowego Stowarzyszenia Leczenia Wspomagającego w Onkologii prof. Jean
                                                    Klastersky, leczenie wspomagające przede wszystkim poprawia jakość życia,
                                                    zwłaszcza osób nieuleczalnie chorych.

                                                    W stosunku do nich, a jest to około połowa pacjentów onkologii,
                                                    stosuje się tzw. leczenie paliatywne - przynoszące ulgę, a nie
                                                    wyleczenie. W ich przypadku bardzo ważna jest nie tyle długość, co
                                                    jakość życia.

                                                    „Leki wspomagające są w Polsce dostępne, jednak w placówkach
                                                    opieki medycznej - w praktyce - często nieobecne. To, że się po nie
                                                    nie sięga to nie tylko kwestia braku pieniędzy, ale i
                                                    nieświadomości lekarzy” - podkreśla Konsultant Krajowy w
                                                    dziedzinie onkologii klinicznej, prof. Maciej Krzakowski.

                                                    "Leki te powinni przepisywać nie onkolodzy, lecz lekarze
                                                    pierwszego kontaktu. Tych zaś przez lata nie kształcono
                                                    odpowiednio ani w temacie wczesnych objawów nowotworów, ani też
                                                    leczenia powikłań im towarzyszących" - zauważa profesor.

                                                    W czasie spotkania onkolodzy zasugerowali, że w Polsce powinno
                                                    powstać stowarzyszenie zajmujące się leczeniem wspomagającym.
                                                    "Potrzebne jest ono i pacjentom, których jakość życia mogłaby się
                                                    znacznie poprawić, jak i lekarzom, którym często dopiero trzeba
                                                    uświadomić problem znaczenia leczenia wspomagającego" - mówią
                                                    eksperci.

                                                    źródło pochodzenia Nauka w Polsce
                                                    www.naukawpolsce.pap.pl/nauka/index.jsp?page=text&news_cat_id=134&news_id=7748&layout=6&place=Text01
                                                  • emgoro Kiełbasy i bekon sprzyjają nowotworom 03.08.06, 19:58
                                                    Jedzenie przetworzonych mięs zwiększa ryzyko zachorowania na raka żołądka -
                                                    odkryli Szwedzi

                                                    To efekt porównania 15 różnych badań dotyczących częstotliwości występowania
                                                    raka żołądka. W sumie, analizy objęły aż 4,7 tys. osób i sięgają one aż 1966
                                                    roku. - Nikt przed nami nie wykonał podobnego badania związków między jedzeniem
                                                    przetworzonych mięs a rakiem - uważa Susanna Larsson z Karolinska Institutet,
                                                    jedna z autorek analiz, których wyniki zamieszcza "Journal of the National
                                                    Cancer Institute". - Nasze rezultaty pokazują ten związek bardzo wyraźnie -
                                                    dodała Larsson.

                                                    Szwedzi oszacowali wzrost ryzyka z naukową precyzją. Zwiększenie o 30 gramów
                                                    dziennego spożycia przetworzonego mięsa równa się wzrostowi ryzyka zachorowania
                                                    na raka żołądka od 15 do nawet 38 proc. Nie wiadomo jednak, co jest
                                                    bezpośrednią przyczyną wzrostu zagrożenia nowotworem. Susanna Larsson sądzi, że
                                                    może to być efekt wędzenia, dodawania soli i substancji konserwujących,
                                                    przedłużających trwałość. - Kolejne badania wyjaśnią ten związek, a także
                                                    pozwolą ocenić wpływ innych czynników - takich jak dieta czy obecność bakterii -
                                                    uważa Larsson.

                                                    Rak żołądka jest czwartym najczęściej występującym typem nowotworów na świecie.

                                                    źródło pochodzenie
                                                    www.dzieci.org.pl/sdsinew/news/news.php?subaction=showfull&id=1154610861&archive=&start_from=&ucat=4&&alone=
                                                  • emgoro Azjatyckie grzyby mogą pomóc w terapii raka prosta 04.08.06, 09:10
                                                    Azjatyckie grzyby mogą pomóc w terapii raka prostaty
                                                    Wyciąg z grzybów stosowanych od stuleci w azjatyckiej medycynie ludowej może
                                                    zwiększać skuteczność powszechnie stosowanego leku na raka prostaty - wskazują
                                                    najnowsze badania amerykańskie.
                                                    Informację na ten temat zamieszcza pismo "British Journal of Cancer".

                                                    Chodzi tu o rosnącego w krajach wschodniej Azji grzyba z rodzaju czyreni, które
                                                    pasożytują na pniach drzew. Phellinus linteus, bo tak brzmi jego łacińska
                                                    nazwa, pasożytuje na morwach. Grzyb ten jest od stuleci stosowany w tradycyjnej
                                                    medycynie w Chinach, Japonii i Korei, m.in. do wzmacniania ogólnej odporności.
                                                    Wcześniejsze badania sugerowały, że ten gatunek grzybów może spowalniać wzrost
                                                    niektórych nowotworów, przypomina prowadzący najnowsze badania dr Chang-Yan
                                                    Chen z Wydziału Medycyny Uniwersytetu Bostońskiego (stan Massachusetts).

                                                    Naukowcy kierowani przez dr Chena badali przeciwnowotworowe własności wyciągu z
                                                    P. linteus na hodowlach komórek raka prostaty. Ekstrakt został dostarczony
                                                    przez południowo-koreańskiego naukowca, prof. Sung-Hoon Kima z Uniwersytetu
                                                    Kyung Hee.

                                                    W jednym z doświadczeń badacze dodawali go do pożywki hodowlanej razem z lekiem
                                                    stosowanym najczęściej w chemioterapii raka prostaty - doksorubicyną.

                                                    Jak zaznaczają, stężenie leku było zbyt niskie by mógł on niszczyć komórki
                                                    nowotworu. Jednak po dodaniu wyciągu z grzybów skuteczność doksorubicyny w
                                                    uszkadzaniu komórek raka znacznie rosła i była porównywalna z działaniem
                                                    większych dawek. Jednocześnie lek nie szkodził zdrowym komórkom.

                                                    Zdaniem autorów najnowszej pracy, rodzi to nadzieję, że w przyszłości w
                                                    leczeniu raka prostaty możliwe będzie stosowanie niższych, niż obecnie, dawek
                                                    doksorubicyny. Jest to o tyle ważne, że wysokie dawki tego leku mają ogólnie
                                                    bardziej toksyczny wpływ na organizm i dają więcej niepożądanych skutków
                                                    ubocznych.

                                                    Jednak zanim wyciąg z P. linteus będzie można wykorzystać w praktyce medycznej,
                                                    badacze muszą jeszcze potwierdzić, że efekty jego działania są długoterminowe.

                                                    Według Międzynarodowej Agencji Badań nad Rakiem w Lyonie, co roku na świecie
                                                    wykrywa się 543 tys. nowych przypadków raka prostaty, a 200 tys. mężczyzn co
                                                    roku umiera z jego powodu. Te statystyki powodują, że obecnie jest on na
                                                    trzecim miejscu listy najczęstszych nowotworów złośliwych u mężczyzn.

                                                    źródło pochodzenia Onet.pl
                                                    wiadomosci.onet.pl/1365719,16,1,0,120,686,item.html
                                                  • emgoro Popołudniowe operacje? Lekarze odradzają 11.08.06, 19:06
                                                    Późne popołudnie może być najgorszym czasem na operację. Niepożądane objawy
                                                    pooperacyjne występują najczęściej u pacjentów operowanych po godz. 15.00 -
                                                    informuje pismo "Quality and Safety in Health Care".
                                                    Negatywne skutki towarzyszące narkozie lub następujące po niej to np. ból lub
                                                    mdłości. Występują one najczęściej po operacjach wykonywanych późnym
                                                    popołudniem - stwierdzili naukowcy z amerykańskiego Duke University.

                                                    Analizowali oni bazę danych anestezjologicznych, dotyczącą ponad 90 tys.
                                                    operacji, przeprowadzonych w centrum medycznym tej uczelni. Badaczy
                                                    interesowały szczególnie niepożądane objawy po operacjach. Znaleźli 31
                                                    przykładów ewidentnych błędów (jak podanie pacjentowi złej dawki środka
                                                    znieczulającego) oraz 2.662 przykładów niepożądanych objawów w trakcie lub po
                                                    operacji.

                                                    Najczęściej niepożądane objawy występowały około godz. 15.00 - podkreśliła
                                                    prowadząca badania dr Melanie Wright.

                                                    U pacjenta operowanego od godz. 15.00 ryzyko mdłości i wymiotów, zakażenia ran
                                                    lub innych dolegliwości było trzy razy większe, niż gdy operację zaczęto o
                                                    godz. 8.00.

                                                    Oprócz poooperacyjnych mdłości, innym często wymienianym problemem było
                                                    niedostateczne łagodzenie bólu pacjentów podczas i po operacji.

                                                    Według autorów badań, może być wiele przyczyn takiego popołudniowego załamania.
                                                    Rolę może grać np. zmęczenie lekarzy po całym dniu pracy bądź przypadające na
                                                    ten czas zmiany dyżurów personelu.

                                                    Możliwe także, że pod koniec dnia pacjenci są bardziej podatni na ból i
                                                    mdłości, np. po całodziennej głodówce, albo w efekcie stresu z powodu czekania
                                                    na moment "pójścia pod nóż".

                                                    Naukowcy stwierdzili także, że po południu częściej niż zwykle zdarzały się
                                                    także "opóźnienia administracyjne" (oczekiwanie na wyniki badań laboratoryjnych
                                                    czy spóźnienia lekarzy). To, jak spekulują, także mogło się przyczyniać do
                                                    zwiększenia ryzyka problemów związanych z narkozą.

                                                    W kolejnym badaniu naukowcy planują analizę każdego elementu operacji. Chcą
                                                    ustalić procedury, różniące operacje poranne od popołudniowych.

                                                    źródło pochodzenia Onet.pl
                                                    wiadomosci.onet.pl/1369792,16,1,0,120,686,item.html
                                                  • emgoro Psi nowotwór ma zakaźną naturę 16.08.06, 22:56
                                                    Udało się potwierdzić, że guz weneryczny występujący u psów, ma naturę zakaźną
                                                    i przenosi się między zwierzętami za pośrednictwem swoich komórek - informują
                                                    badacze brytyjscy.
                                                    Autorzy artykułu na łamach pisma "Cell" wykazali też, że nowotwór ten pojawił
                                                    się około 200 lat temu, prawdopodobnie u wilka szarego lub starożytnej rasy
                                                    psów. Następnie niczym pasożyt rozprzestrzenił się w populacji psów na całym
                                                    świecie.

                                                    Chodzi tu o mięsaka Stickera (CTVT), zwanego też zakaźnym guzem wenerycznym
                                                    psów, między którymi przenosi się najczęściej drogą płciową. Zdarza się jednak,
                                                    że zwierzęta zarażają się komórkami CTVT w trakcie lizania, gryzienia, a nawet
                                                    obwąchiwania obszarów zajętych przez nowotwór u innego psa. Około 30 lat temu
                                                    zrodziło się podejrzenie, że mięsak Stickera przenosi się za pośrednictwem
                                                    swoich własnych komórek. Ale w dotychczasowych badaniach nie udało się wyjaśnić
                                                    na czym dokładnie polega zakaźna natura tego nowotworu. Kilka prac sugerowało
                                                    np., że może on być wywoływany przez wirusa.

                                                    Aby określić pochodzenie CTVT zespół Robina Weissa z Londyńskiego Collegium
                                                    Uniwersyteckiego wykorzystał do badań metody stosowane w medycynie sądowej.
                                                    Przeprowadził mianowicie analizy genetyczne na komórkach nowotworowych i
                                                    próbkach krwi pobranych od 16 nie spokrewnionych, cierpiących na CTVT psów z
                                                    krajów na 5 kontynentach (m.in. z Włoch, Indii, Kenii, Brazylii, USA, Turcji,
                                                    Hiszpanii).

                                                    Posługując się kilkoma genetycznymi cechami (tzw. markerami) badacze wykazali,
                                                    że DNA z komórek nowotworu i z komórek psiej krwi wyraźnie się różni. Oznacza
                                                    to, że komórki mięsaka nie wywodzą się z komórek psich, tłumaczy biorący udział
                                                    w badaniach weterynarz Claudio Murgia.

                                                    Dalsze badania genetyczne ujawniły, że geny CTVT mają więcej wspólnego z genami
                                                    wilka szarego, niż z psimi. Zdaniem autorów, sugeruje to, że zakaźny mięsak
                                                    CTVT mógł pojawić się po raz pierwszy ok. 200 lat temu u wilka, bądź u blisko
                                                    spokrewnionej z nim starożytnej wschodnio-azjatyckiej razy psa. Innymi słowy,
                                                    współczesne CTVT wywodzą się z jednej komórki nowotworowej, są niejako jej
                                                    klonami.

                                                    "Wygląda na to, że CTVT opuszczając swojego pierwotnego gospodarza szybko stał
                                                    się pasożytem przenoszącym się z psa na psa, aż skolonizował światową populację
                                                    tych zwierząt" - komentuje Wiess. Jak tłumaczą naukowcy tak skuteczne
                                                    rozprzestrzenianie się CTVT było możliwe dzięki temu, że komórki nowotworu
                                                    nabyły przystosowań, które pozwalają im umknąć przed atakiem układu odporności
                                                    psów. W przeciwnym razie, byłyby szybko rozpoznawane przez komórki odporności i
                                                    niszczone.

                                                    Co ciekawe, u większości psów zakażonych CTVT kilka miesięcy później nowotwór
                                                    przestaje rosnąć i zmniejsza się aż w końcu całkiem zanika. Być może układ
                                                    odporności dopiero po czasie zaczyna na niego reagować i lepiej sobie z nim
                                                    radzi, spekulują naukowcy. Z drugiej strony taka, paradoksalnie zjawisko to
                                                    jest dla nowotworu korzystne. Gdyby CTVT zbyt szybko zabijał psy, to nie byłby
                                                    w stanie rozprzestrzenić się na cały świat. Gdy gospodarz żyje dłużej, szanse,
                                                    że przekaże komórki nowotworu dalej rosną, wyjaśniają badacze.

                                                    Zdaniem badaczy, mimo nietypowej natury CTVT, najnowsze odkrycie może pomóc
                                                    lepiej zrozumieć pewne cechy ludzkich nowotworów, jak również zakaźną naturę
                                                    nowotworu dziesiątkującego populację diabłów tasmańskich w Australii. "Na razie
                                                    nie ma na to dowodów, ale obydwa te nowotwory wydają się być bardzo podobne" -
                                                    zaznaczają naukowcy.

                                                    Praca ta rodzi również poważne obawy o losy dzikich i zagrożonych gatunków
                                                    psowatych. Jeśli nowotwór przeniesie się na ich przedstawicieli, to populacje
                                                    te mogą w krótkim czasie wyginąć.

                                                    Wprawdzie u ludzi trudno badać zakaźną naturę nowotworów, istnieje jednak
                                                    prawdopodobieństwo, że do podobnych przypadków może dochodzić u osób z
                                                    osłabionym układem odporności, np. po przeszczepie organów czy cierpiących na
                                                    AIDS

                                                    źródło pochodzenia Onet.pl
                                                    wiadomosci.onet.pl/1369471,16,1,0,120,686,item.html
                                                  • emgoro Test na agresywność raka płuc 16.08.06, 22:57
                                                    Skanując geny można zidentyfikować szczególnie agresywne odmiany raka płuc i
                                                    zadecydować, którzy pacjenci oprócz operacji powinni dostać także
                                                    chemioterapię - informuje "New England Journal of Medicine".
                                                    Naukowcy z Duke University Medical Center w USA przyjrzeli się genetycznemu
                                                    profilowi niedrobnokomórkowego raka płuc (NSCLC). Stanowi on cztery piąte
                                                    wszystkich przypadków płuc. Jak się okazało, guzy, które powodują nawroty
                                                    choroby, zasadniczo się różnią pod względem genetycznym od tych, które nie
                                                    powodują takich problemów.

                                                    Obecny system oceny zawansowania raka płuc nie jest dokładny - opiera się na
                                                    pomiarze wielkości guza i wykazaniu - lub nie - przerzutów do innych narządów.
                                                    Jeśli pacjent ma guza o średnicy 2,9 centymetra, jest tylko operowany, jeśli
                                                    średnica guza sięga 3,1 centymetra - dostaje również chemioterapię. Po
                                                    operacyjnym usunięciu guza u około 30 procent osób z najmniej zaawansowanym
                                                    rakiem dochodzi do nawrotu choroby. Jeśli będzie wiadomo, komu podać dodatkowo
                                                    chemioterapię, ogromnie wzrośnie liczba wyleczonych przy możliwych do
                                                    poniesienia kosztach leczenia.

                                                    Test ma wkrótce wejść w etap prób klinicznych w USA i Kanadzie. Zaangażowanych
                                                    jest 50 centrów klinicznych i około 12 000 pacjentów. Wyniki powinny zostać
                                                    udostępnione za mniej więcej dwa lata.

                                                    źródło pochodzenia Onet.pl
                                                    wiadomosci.onet.pl/1369472,16,1,0,120,686,item.html
                                                  • emgoro Bakteria podejrzana o związek z rakiem okrężnicy 16.08.06, 23:05
                                                    Pałeczka okrężnicy, bakteria wchodząca w skład flory bakteryjnej jelita grubego
                                                    człowieka, może odgrywać rolę w rozwoju raka jelit - wynika z najnowszych
                                                    niemiecko- francuskich badań. Informację na ten temat zamieszcza
                                                    tygodnik "Science".
                                                    Pałeczki okrężnicy (Escherichia coli) powszechnie występują w ludzkich
                                                    jelitach, jako element naturalnej flory bakteryjnej. Są to bakterie
                                                    nieszkodliwe dla ludzi (tzw. komensale).

                                                    Z drugiej strony, nieszkodliwe w jelicie E. coli, mogą wywoływać różne
                                                    schorzenia gdy zainfekują inne narządy. Są na przykład jedną z najczęstszych
                                                    przyczyn zakażeń układu moczowego, mogą powodować niebezpieczne infekcje
                                                    otrzewnej, ogólnoustrojowe zakażenie zwane sepsą, zapalenia płuc lub zapalenie
                                                    opon mózgowych u noworodków. Poza tym, wśród szczepów jelitowych E. coli
                                                    znajdują się również takie, które wywołują zatrucia pokarmowe, czasem bardzo
                                                    poważne. Te właściwości chorobotwórcze są związane z zestawem substancji
                                                    produkowanych przez bakterie; od działania tych substancji zależy bowiem, czy
                                                    zakażona bakterią komórka będzie się dalej dzielić, czy zginie.

                                                    Teraz badacze Uniwersytetu w Wuerzburgu i Uniwersytetu w Tybindze wraz z
                                                    kolegami z Narodowego Instytutu Nauk Rolniczych (INRA) w Tuluzie odkryli, że
                                                    niektóre bakterie E. coli posiadają grupę genów, nazwanych umownie "wyspą pks".
                                                    Geny te pozwalają bakteriom produkować związki, które podnoszą ryzyko raka
                                                    okrężnicy.

                                                    Analiza kilkudziesięciu szczepów E. coli wykazała, że "wyspa pks" jest obecna u
                                                    bakterii należących do tzw. grupy B2. Zalicza się tu zarówno szczepy
                                                    chorobotwórcze, powodujące zapalenie opon mózgowych lub układu moczowego, jak i
                                                    nieszkodliwe szczepy jelitowe - w tym szczep określany jako Nissle 1917.
                                                    Wykorzystywany jest on do leczenia schorzeń jelit, w tym choroby Crohna lub
                                                    wrzodziejącego zapalenia okrężnicy.

                                                    Komórki E. coli posiadające "wyspę pks" powodowały zahamowanie podziałów i
                                                    nienaturalne powiększanie się ludzkich komórek oraz ich jąder w hodowli. Gdy
                                                    badacze usuwali "wyspę pks", bakterie nie powodowały już patologicznych zmian w
                                                    komórkach ludzkich, natomiast laboratoryjne szczepy E. coli nabywały takiej
                                                    zdolności dopiero gdy wprowadzono im tę grupę genów.

                                                    Jak wyjaśniają autorzy pracy, w genach z "wyspy pks" zapisane są enzymy, które
                                                    biorą udział w produkcji związków poliketydowo- peptydowych, toksycznych dla
                                                    komórek. Doświadczenia prowadzone na komórkach ludzkich pozwoliły naukowcom
                                                    uściślić, że związki te powodują uszkodzenia DNA (pęknięcia w podwójnej nici
                                                    DNA) i w ten sposób blokują podziały komórkowe.

                                                    Zdaniem naukowców, jest to prawdopodobnie strategia, która pozwala bakteriom
                                                    przedłużyć okres kolonizacji nabłonka jelitowego - dzięki zablokowaniu
                                                    podziałów wymiana warstwy nabłonka na nową opóźnia się. Ale takie zmiany w DNA
                                                    zwiększają ryzyko procesów nowotworowych i mogą prowadzić do rozwoju raka
                                                    jelita grubego. Jak zaznaczają badacze, o tym czy dany szczep E. coli
                                                    posiadający wyspę pks jest szkodliwy, czy neutralny, decydują różne czynniki, w
                                                    tym ilości produkowanych toksyn.

                                                    Co ciekawe, do związków poliketydowo-peptydowych zalicza się wiele substancji o
                                                    właściwościach leczniczych, np. antybiotyki, związki przeciwnowotworowe lub
                                                    immunosupresyjne. Dlatego naukowcy liczą, że dzięki technikom inżynierii
                                                    genetycznej można będzie w przyszłości zaprząc enzymy E. coli do biosyntezy
                                                    tych leczniczych substancji.

                                                    źródło pochodzenia Onet.pl
                                                    wiadomosci.onet.pl/1369473,16,1,0,120,686,item.html
                                                  • emgoro Barwy wojenne Celtów, a leczenie raka 16.08.06, 23:06
                                                    Roślina, z której starożytni Celtowie pozyskiwali niebieski barwnik służący im
                                                    do malowania się przed bitwą, jest bogatym źródłem związku, pomocnego w walce z
                                                    rakiem piersi - informuje "Journal of the Science of Food and Agriculture".
                                                    Roślina ta to urzet barwierski (Isatis tinctoria), należąca do tej samej
                                                    rodziny co kapusta, kalafior i brokuły. Urzet w przeszłości był uprawiany dla
                                                    niebieskiego barwnika, podobnego do indygo.

                                                    Jak wykazał zespół Stefanii Galletti z uniwersytetu w Bolonii, urzet zawiera co
                                                    najmniej 20 razy więcej cennego związku zwanego glukobrassicyną niż brokuły. Co
                                                    więcej, zawartość glukobrassicyny w tej roślinie można jeszcze bardziej
                                                    podnieść, uszkadzając jej liście. Pobudza to wydzielanie glukobrassicyny, co
                                                    jest swoistym mechanizmem obronnym; w ten sposób urzet próbuje się bronić,
                                                    ponieważ substancja ta zabija niektóre szkodniki. Już wcześniej zauważono, że
                                                    jedzenie warzyw obfitujących w glukobrassicynę zmniejsza ryzyko nowotworów.

                                                    Glukobrassicyna może znaleźć zastosowanie w zapobieganiu i leczeniu nowotworów,
                                                    zwłaszcza raka piersi, ponieważ oczyszcza organizm z substancji rakotwórczych -
                                                    w tym pochodnych estrogenu lub związków wdychanych przez palaczy.

                                                    Na razie urzet ułatwi naukowcom tańsze i łatwiejsze pozyskanie odpowiednich
                                                    ilości glukobrassicyny do prowadzenia badań nad jej ochronnymi właściwościami.

                                                    źródło pochodzenia Onet.pl
                                                    wiadomosci.onet.pl/1370897,16,1,0,120,686,item.html
                                                  • emgoro Pionierska operacja rekonstrukcji kości udowej 17.08.06, 20:49
                                                    Gliwice: Pionierska operacja rekonstrukcji kości udowej
                                                    Pierwszą w Europie i jedną z niewielu w świecie operacji rekonstrukcji kości
                                                    udowej zniszczonej przez nowotwór przeprowadził w lipcu zespół chirurgii
                                                    rekonstrukcyjnej i mikronaczyniowej w Centrum Onkologii - Instytucie w
                                                    Gliwicach.
                                                    Poinformował o tym dyrektor placówki prof. Bogusław Maciejewski. Dzięki
                                                    operacji 21-letni pacjent zachował nogę, obecnie pomyślnie przechodzi
                                                    rehabilitację.

                                                    Mężczyzna chorował na złośliwego mięsaka kości udowej, który naciekał
                                                    otaczające mięśnie. Zgodnie z obowiązującymi standardami terapeutycznymi
                                                    groziła mu amputacja całej kończyny.
                                                    Rozległy zabieg rekonstrukcji kości trwał ponad 12 godzin. Uczestniczyło w nim
                                                    6 chirurgów onkologów i ortopedów. Po wycięciu nowotworu wraz ze zniszczoną na
                                                    długości 21 cm kością udową oraz mięśniami i naczyniami oraz sprawdzeniu w
                                                    ponad 20 badaniach histopatologicznych, czy nie pozostawiono żadnych komórek
                                                    nowotworowych, przystąpiono do rekonstrukcji.

                                                    Wykorzystano materiał tkankowy z banku kostnego oraz kość strzałkową z podudzia
                                                    pacjenta wraz z mięśniami i naczyniami krwionośnymi. Odtworzono całkowicie
                                                    struktury kostne, mięśniowe i naczyniowe. Obecnie pacjent jest rehabilitowany w
                                                    Reptach Śląskich i obserwuje się znaczną poprawę w chodzeniu.

                                                    W Instytucie w Gliwicach przeprowadzono dotychczas ponad 150 operacji
                                                    rekonstrukcyjnych, głównie zaawansowanych raków podstawy czaszki, twarzoczaszki
                                                    oraz piersi.

                                                    źródło pochodzenia Onet.pl
                                                    wiadomosci.onet.pl/1372117,16,1,0,120,686,item.html
                                      • emgoro Imbir niszczy komórki raka jajnika 26.01.07, 22:02
                                        Imbir, znany z blokowania stanów zapalnych i łagodzenia nudności, może stać się
                                        składnikiem leku na raka jajnika - wskazują najnowsze badania amerykańskie, o
                                        których informuje serwis internetowy EurekAlert.
                                        Najnowsze doświadczenia zostały przeprowadzone przez naukowców z Uniwersytetu
                                        Stanu Michigan na komórkach raka jajnika hodowanych w laboratorium. Do pożywki
                                        hodowlanej dodawano im imbiru.
                                        Badacze wykorzystali w tym celu sproszkowany imbir, podobny do tego, który
                                        można kupić w sklepach spożywczych, ale znacznie lepiej oczyszczony.
                                        Okazało się, że ta popularna przyprawa niszczyła różne komórki raka jajnika
                                        użyte w doświadczeniu równie skutecznie, a nawet lepiej niż cisplatyna - lek
                                        używany standardowo w terapii tego nowotworu.
                                        Co więcej, imbir zwalczał komórki nowotworu na dwa sposoby - bądź pobudzał je
                                        do samobójczej śmierci, tzw. apoptozy, bądź do samostrawienia, tzw. autofagii.
                                        Zdaniem naukowców, ta cecha utrudni komórkom raka jajnika rozwinięcie oporności
                                        na terapię z użyciem imbiru.

                                        źródło PAP - Nauka w Polsce
                                        www.naukawpolsce.pap.pl/nauka/index.jsp?news_cat_id=118&news_id=8739&layout=2&page=text&place=Lead01

                                        Imbir, znany z blokowania stanów zapalnych i łagodzenia nudności, może stać się
                                        składnikiem leku na raka jajnika - wskazują najnowsze badania amerykańskie, o
                                        których informuje serwis internetowy EurekAlert.
                                        Najnowsze doświadczenia zostały przeprowadzone przez naukowców z
                                        Uniwersytetu Stanu Michigan na komórkach raka jajnika hodowanych w
                                        laboratorium. Do pożywki hodowlanej dodawano im imbiru.
                                        Badacze wykorzystali w tym celu sproszkowany imbir, podobny do
                                        tego, który można kupić w sklepach spożywczych, ale znacznie
                                        lepiej oczyszczony.
                                        Okazało się, że ta popularna przyprawa niszczyła różne komórki
                                        raka jajnika użyte w doświadczeniu równie skutecznie, a nawet
                                        lepiej niż cisplatyna - lek używany standardowo w terapii tego
                                        nowotworu.
                                        Co więcej, imbir zwalczał komórki nowotworu na dwa sposoby -
                                        bądź pobudzał je do samobójczej śmierci, tzw. apoptozy, bądź do
                                        samostrawienia, tzw. autofagii. Zdaniem naukowców, ta cecha
                                        utrudni komórkom raka jajnika rozwinięcie oporności na terapię z
                                        użyciem imbiru.
                                        "Rak jajnika ma tendencję do częstych nawrotów i w miarę leczenia
                                        bardzo często traci wrażliwość na standardową chemioterapię, która
                                        wywołuje apoptozę. W takim wypadku imbir mógłby jednak zachować
                                        swoją skuteczność i zniszczyć komórki rakowe na drodze autofagii" -
                                        wyjaśnia prowadząca badania dr J. Rebecca Liu.
                                        Inną zaletą imbiru jest to, że spożywanie go nie wywołuje żadnych
                                        znanych skutków ubocznych i będzie go można podawać łatwo w
                                        postaci kapsułek, dodają badacze.
                                        Jak podejrzewają, imbir może hamować wzrost raka jajnika dzięki
                                        swojej zdolności do łagodzenia stanów zapalnych, które biorą
                                        udział w rozwoju nowotworów.
                                        Badacze podkreślają zarazem, że wyniki ich badań są wstępne i
                                        wymagają jeszcze potwierdzenia w przyszłych doświadczeniach -
                                        m.in. na zwierzętach.
                                        Aktualnie naukowcy z zespołu dr Liu sprawdzają też możliwość
                                        wykorzystania imbiru w łagodzeniu nudności towarzyszących
                                        chemioterapii oraz z prewencji raka jelita grubego. Dotychczasowe
                                        wyniki tych badań są obiecujące.
                                        Naukowcy zaprezentowali wyniki swoich badań na dorocznym
                                        spotkaniu Amerykańskiego Stowarzyszenia Badań nad Rakiem. (PAP)

                                        źródło www.studentka.pl/serwis.php?&s=10&pok=6443&l=40&id=20016
                                        • emgoro Błonnik zmniejsza ryzyko raka piersi 28.01.07, 17:25
                                          Błonnik spożywany przez kobiety przed menopauzą może dwukrotnie zmniejszyć
                                          ryzyko raka piersi - informuje "International Journal of Epidemiology."
                                          Badania obejmujące 35 000 kobiet w wieku od 35 do 69 lat przeprowadzili w ciągu
                                          siedmiu lat naukowcy z University of Leeds. Badane pracowicie wypełniały
                                          ankietę z 217 punktami. Były wśród nich między innymi całkowite wegetarianki
                                          oraz osoby nie jedzące czerwonego mięsa.

                                          W okresie obserwacji rak piersi rozwinął się u 257 kobiet przed menopauzą
                                          Okazało się, że dieta zawierająca 30 gramów błonnika dziennie zmniejsza ryzyko
                                          raka piersi o połowę w porównaniu ze spożywaniem 20 gramów dziennie. Częściej
                                          zapadały na raka kobiety, których dieta obfitowała w białka, a była uboga w
                                          błonnik i witaminę C. Jednak podobnych prawidłowości nie obserwowano w
                                          przypadku kobiet po menopauzie (zachorowało 350 z nich). Zdaniem autorów
                                          błonnik wpływa na metabolizm żeńskiego poziomu - estrogenu. Po menopauzie
                                          poziom estrogenu się obniża.

                                          Błonnik to substancja zawarta w produktach roślinnych. By spożyć 30 gramów
                                          błonnika dziennie, wystarczy zjeść na śniadanie pełnoziarniste płatki zbożowe,
                                          przestawić się na pełnoziarniste pieczywo i jeść owoce oraz warzywa pięć razy
                                          dziennie.

                                          źródło Onet.pl
                                          wiadomosci.onet.pl/1473387,16,1,0,120,686,item.html
                  • emgoro Re: Jad skorpiona w leczeniu nowotworów mózgu 03.08.06, 10:41
                    Kontynuacja powyższego tematu

                    Żyją dzięki skorpionom

                    Nowatorska terapia lekiem opartym na jadzie skorpiona jest bezpieczna i
                    skuteczna w walce z nowotworami mózgu - wynika z najnowszych badań
                    amerykańskich specjalistów.

                    Testy prowadzono na 18 pacjentach z wyjątkowo niebezpiecznym nowotworem -
                    glejakiem. Chorzy ze zdiagnozowanym rakiem tego typu przeżywają średnio kilka
                    miesięcy. W badanej grupie dwóch pacjentów nadal żyje - prawie trzy lata po
                    rozpoczęciu kuracji! Wyniki tych badań będą opublikowane w najbliższym
                    numerze "Journal of Clinical Oncology".

                    O niezwykłej metodzie walki z glejakiem napisaliśmy 29 czerwca. Do redakcji
                    zgłosiło się kilkanaście osób poszukujących informacji o tej terapii. Dla
                    chorych na glejaka nowatorska metoda leczenia jest szansą na życie. - Testujemy
                    substancję, która ma ogromny potencjał leczniczy dla osób, dla których obecnie
                    nie ma żadnej skutecznej terapii - powiedział dr Adam Mamelak, neurochirurg
                    prowadzący badania w Centrum Medycznym Cedars-Sinai w Los Angeles.

                    Jak ten lek działa? Biotechnolodzy stworzyli syntetyczny odpowiednik cząsteczki
                    występującej w jadzie skorpionów. Po wstrzyknięciu pacjentom przyłączają się
                    one do komórek glejaka. Można do nich przyczepić lekarstwo - w badaniach
                    dołączono radioaktywny jod, który ułatwia śledzenie cząsteczek w organizmie
                    chorego, może też niszczyć nowotwór.

                    - Czy to znaczy, że mamy cudowny lek? Na pewno nie - zastrzega dr Mamelak - ale
                    dowiedliśmy, że jest to metoda bezpieczna i możemy kontynuować prace. - Trwają
                    kolejne badania - tym razem na 54 pacjentach. Ich wyniki nie są jeszcze znane.

                    Syntetyczną wersję jadu skorpiona opracowała firma Transmolecular Industries z
                    Bostonu. Wśród innych potencjalnych leków uzyskanych od zwierząt znajdują się
                    np. białko z jadu węża, które hamuje krwawienie, środek przeciwbólowy bazujący
                    na jadzie morskiego ślimaka i trucizna lecząca cukrzycę. - Ewolucja pracowała
                    nad tym przez pewien czas, więc sądzę, że zwierzęta mają parę rzeczy, z których
                    możemy skorzystać - uważa Michael Egan, szef Transmolecular.

                    źródlo pochodzenia
                    www.dzieci.org.pl/sdsinew/news/news.php?subaction=showfull&id=1154431729&archive=&start_from=&ucat=1&&alone=

    • reloud2 Na tropie złośliwych przerzutów ... 18.08.06, 10:03
      Laurie Tarkan


      Na tropie złośliwych przerzutów


      Moment, w którym nowotwór zaczyna się szerzyć w organizmie, tworząc przerzuty,
      zawsze jest punktem zwrotnym choroby, który budzi największy strach.

      Bez przerzutów rak nie zyskałby takiego znaczenia w zbiorowej świadomości.
      Mniej niż 10 procent przypadków śmierci związanych z nowotworami powodowanych
      jest przez pierwotny guz. Za resztę odpowiadają przerzuty do ważnych dla życia
      narządów: płuc, kości czy mózgu.

      Chociaż chemioterapia i inne sposoby leczenia wydłużyły życie osób z
      przerzutami, nie opracowano żadnych specjalnych leków, które zatrzymywałyby ten
      proces. To dlatego, że aż do ostatnich lat przerzuty pozostawały czymś
      tajemniczym.

      - W ostatnich 30 latach nauczyliśmy się wszystkiego o identyfikacji genów,
      których mutacje zapoczątkowują guzy - mówi dr Joan Massague, kierownik programu
      biologii i genetyki raka w nowojorskim Memorial Sloan-Kettering Cancer Center.
      Jak jednak dodaje, te postępy nie wyjaśniły procesu tworzenia się przerzutów.

      Obecnie wiedza na ich temat zaczyna się kumulować i jesteśmy coraz bliżej
      nowych terapii. - Można się wkrótce spodziewać jakiegoś przełomu - dodaje
      Massague.

      Dr Patricia S. Steeg, kierująca wydziałem nowotworów kobiet w laboratorium
      farmakologii molekularnej National Cancer Institute, patrzy w przyszłość z
      optymizmem. - Pierwsze preparaty są lub wkrótce będą we wczesnej fazie badań
      klinicznych. Jestem pełna entuzjazmu, znacznie bardziej, niż byłam pięć lat
      temu.

      Złożoność zagadnienia mogła zniechęcać do badań. - Aby doszło do przerzutów,
      komórki nowotworowe muszą ulec dziesiątkom zmian genetycznych – co kontrastuje
      z niewielką ich liczbą, wystarczającą zwykle do zapoczątkowania pierwotnego
      guza - wyjaśnia dr Massague. Jeszcze bardziej sprawę komplikuje fakt, że każdy
      rodzaj przerzutów – na przykład rak piersi szerzący się do płuca czy rak
      prostaty dający przerzuty do kości – jest genetycznie i molekularnie odmienny.
      (…)


      Naukowcy przez długi czas mieli tylko podstawową wiedzę na temat tego procesu.
      Niektórzy oceniali, że codziennie milion komórek nowotworowych odrywa się od
      guza o średnicy centymetra, z czego rozwija się zaledwie jedna na setki
      milionów. Gdyby nie zdarzało się to tak rzadko, rak byłby daleko bardziej
      zabójczy.

      Ponad 80 procent nowotworów wywodzi się z wewnętrznej wyściółki narządów. By
      stać się przerzutem, komórka nowotworowa musi zerwać więzi z innymi komórkami -
      uwolnić się, przebić przez tkankę łączną, zmienić kształt i wypuścić „nóżki”,
      które pomogą jej przejść poprzez zbitą tkankę.

      Po tej godnej iluzjonisty Harry’ego Houdini ucieczce, komórka przedostaje się
      poprzez naczynia włosowate do krwiobiegu, gdzie mogą ją rozerwać siły związane
      z krążeniem krwi albo też zaatakować białe krwinki.

      Jeśli złośliwa komórka to przetrwa, przywiera do maleńkiego naczynia
      włosowatego, dopóki w końcu nie przedostanie się do tkanki obcego narządu.

      W obcej tkance komórka nowotworowa, zwana teraz mikroprzerzutem, napotyka
      wrogie otoczenie. Na przykład wątroba jest obcym terytorium dla komórki raka
      piersi. Niektóre komórki obumierają natychmiast, inne giną po kilku podziałach.
      Są i takie, które pozostają w uśpieniu.

      Ocalałe komórki regenerują się i kolonizują otoczenie, stając się
      makroprzerzutem, który można wykryć testami diagnostycznymi. W miarę jak
      przerzut się powiększa, staje się zabójczy, przytłaczając normalne komórki i
      zaburzając funkcjonowanie narządu.

      W ostatnich latach naukowcy zaczęli badać wszystkie te etapy, aby
      zidentyfikować geny i ich molekularne produkty odpowiedzialne za opisane
      zmiany. Związane z tym odkrycia wzbudziły zainteresowanie specjalistów
      zajmujących się badaniami nad rakiem.

      Jedno z nich dotyczy krytycznej roli, jaką odgrywa w tworzeniu się przerzutów
      dotknięty inwazją narząd, czyli mikrośrodowisko.

      Nie jest to całkiem nowy pomysł. W roku 1889 brytyjski patolog Stephen Paget
      zaproponował „hipotezę ziarna i gleby”, według której rozwój komórki
      nowotworowej zależał od narządu, do którego trafiła.

      Obecnie wiemy, że narząd w pewnym stopniu musi stać się podatny na guz. Im
      lepsze środowisko stwarza, im mniej sprawia ono trudności, tym łatwiej przeżyć
      komórkom rakowym. Ta teoria częściowo wyjaśnia, dlaczego niektóre pierwotne
      nowotwory wolą się szerzyć w pewnych narządach. Na przykład rak piersi daje
      przerzuty do mózgu, wątroby, kości i płuc, rak prostaty woli kości, zaś raki
      jelita grubego często dają przerzuty do wątroby.

      - Przez długi czas byliśmy skupieni na ziarnie, a teraz zaczynamy lepiej
      rozumieć glebę i wzajemne oddziaływania pomiędzy glebą a ziarnem - mówi dr Lynn
      M. Matrisian, kierująca badaniami nad biologią nowotworów na Uniwersytecie
      Vanderbilt. – Najistotniejszą rzeczą będzie zrozumienie, co czyni określony
      narząd podatnym na przerzuty, a co temu przeszkadza.


      --
      Jak chcesz rośmieszyć Pana Boga -to powiedz mu o
      swoich planach...
      • emgoro "Geny długowieczności" chronią przed rakiem 21.08.06, 15:43
        Robaki, które mają geny wydłużające czas ich życia, lepiej sobie radzą z
        nowotworami - informuje "Science".
        Mierzący około milimetra nicień (Caenorhabditis elegans) należy do ulubionych
        przez naukowców zwierząt laboratoryjnych. Znane są między innymi odmiany, która
        żyje znacznie dłużej niż typowe dla tego gatunku 2-3 tygodnie. Jak wykazał
        zespół Cynthii Kenyon z University of California w San Francisco te same
        mutacje, które wydłużają czas życia nicienia, wydają się pomagać mu również w
        walce z nowotworami.

        Mogłoby się wydawać, że geny zapobiegające rozwojowi nowotworów po prostu dają
        w ten sposób większe szanse na długowieczność. Jednak zależność nie jest tak
        oczywista. Geny, które przedłużają niektórym zwierzętom życie za pośrednictwem
        nie związanych z rakiem mechanizmów, także wydają się mieć szczególna zdolność
        do hamowania rozwoju nowotworów.
        W przypadku Caenorhabditis elegans wiadomo, że mutacje, które przedłużają
        życie, wpływają na takie procesy, jak przekazywanie sygnałów hormonalnych,
        odżywianie czy oddychanie. Hamując aktywność, na przykład genu daf-2, który
        wpływa na działanie insuliny, można wydłużyć życie robaka z 17 do 35 dni.

        Gdy naukowcy genetycznie zmienili robaki w ten sposób, że stały się podatne na
        nowotwory, zahamowanie działania daf-2 nadal pozwalało nicieniom żyć (mimo
        nowotworu) przez 35 dni, a powstające u nich guzy miały rozmiary o połowę
        mniejsze niż oczekiwane.

        Aby przeprowadzić badania, zespół naukowców najpierw wyłączył działanie genu
        tłumiącego rozwój nowotworów (gld-1). W rezultacie komórki ich gonad zaczynały
        się dzielić w niekontrolowany sposób, tworząc guzy. W typowych warunkach taki
        nowotwór rozrasta się błyskawicznie i skraca życie robaka do 9 dni. Tymczasem
        przy zablokowaniu daf-2 robaki żyły 35 dni... Podobnie było z innymi
        badanymi "genami długowieczności".

        W przypadku genu daf-2 sprawa nie jest zbyt zagadkowa. Naukowcy od dawna
        wiedzieli na przykład, że insulina pobudza wzrost nowotworów u szczurów, a gdy
        szczury chorują na cukrzycę i poziom insuliny spada, guzy rosną wolniej.
        Badanie byłoby więc jeszcze jednym dowodem wpływu insuliny na tworzenie się
        guzów - wyjaśnia David Kritchevsky z Wistar Institute w Filadelfii, który
        zajmuje się wpływem diety na raka.

        W przypadku robaków obniżony poziom insuliny wydaje się spowalniać dzielenie
        komórek i nasilać apoptozę - proces, w którym niektóre komórki - zwłaszcza
        nowotworowe - popełniają samobójstwo. Wydaje się, że komórki nowotworowe są
        szczególnie podatne na działanie "długowiecznych" mutacji w porównaniu ze
        zwykłymi komórkami. Poznanie tego mechanizmu mogłoby dostarczyć lepszych
        sposobów zwalczania nowotworów. Nie wykluczone, że leki wykorzystujące ten
        mechanizm miałyby nietypowy efekt uboczny - przedłużanie życia poza granicę,
        jaką dany pacjent osiągnąłby nawet nie chorując na raka.

        Być może uda się również wyjaśnić, dlaczego starość tak bardzo sprzyja
        nowotworom. Starzejące się w błyskawicznym tempie robaki są bardzo wygodnym
        modelem do takich badań, ale najprawdopodobniej trzeba będzie popracować na
        zwierzętach bardziej zbliżonych do człowieka - chociażby myszach.

        źródło pochodzenia Onet.pl
        wiadomosci.onet.pl/1373010,16,1,0,120,686,item.html
        • emgoro Pionierska operacja rekonstrukcji języka 21.08.06, 19:39
          Pierwszą w Polsce rekonstrukcję języka z odtworzeniem ruchomości i czucia tego
          organu przeprowadzono w Centrum Onkologii - Instytucie im. Marii Skłodowskiej-
          Curie w Gliwicach.
          Operowano 23-letniego mężczyznę, cierpiącego na nowotwór języka. Przed operacją
          bardzo cierpiał i mówił z trudem. Lekarze musieli mu usunąć cały język wraz z
          nasadą, dno jamy ustnej i węzły chłonne. Materiał do rekonstrukcji pobrano z
          uda pacjenta.

          Podczas kilkugodzinnego zabiegu najpierw usunięto zaatakowane przez nowotwór
          organy, potem w badaniach histopatologicznych sprawdzono, czy nie pozostawiono
          żadnych komórek nowotworowych, a następnie z uda pacjenta pobrano płat tkanki -
          skóry, tkanki tłuszczowej i mięśni z nerwami i naczyniami krwionośnymi, który
          po odpowiednim wymodelowaniu zastąpił jego język.
          "Ten chory nie mógłby żyć bez rekonstrukcji, ponieważ ubytki byłyby za duże i
          nie mógłby korzystać z kluczowych dla życia funkcji" - powiedział dziennikarzom
          Adam Maciejewski z zespołu chirurgów rekonstrukcyjnych.

          Po operacji chorego czeka radioterapia, a potem rehabilitacja, również z
          logopedą. Będzie mógł poruszać językiem, będzie też odczuwał nim ból czy zmiany
          temperatury, nie da się natomiast przywrócić funkcji smaku.

          W zabiegu uczestniczył prof. Ron Yu z Centrum Raka im. Andersona w Houston w
          Stanach Zjednoczonych - jeden z najwybitniejszych chirurgów rekonstrukcyjnych
          na świecie. W ośrodku tym kształcili się lekarze z gliwickiego instytutu. W
          placówce tej w poniedziałek rozpoczęło się dwudniowe sympozjum, poświęcone
          postępom w skojarzonym leczeniu raka z udziałem lekarzy z całej Polski i gości
          zza granicy.

          Jak podkreślił prof. Yu, rekonstrukcja języka należy do najtrudniejszych
          operacji tego typu. "W porównaniu z tym zabiegiem rekonstrukcja piersi to rzecz
          bardzo prosta. Jest tak dlatego, że język pełni bardzo ważne funkcje -
          odpowiada za mówienie i połykanie. Po takiej operacji przynajmniej połowa
          pacjentów może jeść normalnie, mogą też dość dobrze mówić - na tyle dobrze, by
          rozumieli ich obcy ludzie, nie tylko rodzina" -powiedział PAP.

          To kolejna pionierska operacja, przeprowadzona w gliwickim Instytucie
          Onkologii. W lipcu 21-letniemu pacjentowi zrekonstruowano kość udową,
          zniszczoną przez nowotwór. Była to pierwsza w Europie i jedna z niewielu na
          świecie operacji tego typu.

          Mężczyzna chorował na złośliwego mięsaka kości udowej, który naciekał
          otaczające mięśnie. Zgodnie z obowiązującymi standardami terapeutycznymi
          groziła mu amputacja całej kończyny.

          Dzięki operacji pacjent zachował nogę, obecnie pomyślnie przechodzi
          rehabilitację. Do rekonstrukcji wykorzystano kość strzałki z drugiej nogi,
          zastosowano też płytę tytanową, stabilizującą zrekonstruowane udo.

          Od listopada 2001 r. w Instytucie Onkologii w Gliwicach przeprowadzono ponad
          300 operacji rekonstrukcji elementów głowy i szyi oraz ponad 50 rekonstrukcji
          piersi.

          źródło pochodzenia Onet.pl
          wiadomosci.onet.pl/1373898,16,1,0,120,686,item.html
          • emgoro NFZ zachęca kobiety do profilaktyki nowotworowej 22.08.06, 19:35
            Narodowy Fundusz Zdrowia zachęca kobiety do onkologicznych badań
            profilaktycznych. Pierwsze zaproszenia na badania zostały już wysłane - są to
            listy imienne, sms-y oraz informacje na ulotkach i plakatach.
            Fundusz ma sfinansować badania profilaktyczne dla około 10 milionów kobiet.

            "Mamy tu na myśli programy onkologiczne - profilaktykę raka szyjki macicy i
            raka piersi" - powiedziała we wtorek rzecznik NFZ Renata Furman na konferencji
            prasowej w Warszawie. Dodała, że Funduszowi zależy na szybkim dotarciu z
            informacją o badaniach do kobiet, szczególnie po 50. roku życia. Na stronie
            internetowej - www.nfz.gov.pl/profilaktyka - znajdują się informacje poświęcone
            programom profilaktycznym raka szyjki macicy i raka piersi. Jest tam lista
            zakładów opieki zdrowotnej, w których realizowane są bezpłatne badania w tym
            zakresie.

            Jak powiedziała naczelnik Wydziału Systemów Informatycznych NFZ Anna Wójcik, od
            1 sierpnia działa SIMP, czyli System Informatyczny Monitorowania Profilaktyki.
            Ma on na celu przygotowanie bazy danych, będącej podstawą do wysyłki zaproszeń
            do kobiet na badania profilaktyczne. Do Systemu włączane są placówki
            realizujące badania - jak dotąd jest ich 16. Zaproszenia zostaną rozesłane na
            przełomie września i października.

            Ponadto kobiety po 50. roku życia są informowane za pomocą sms-ów o
            profilaktycznych badaniach mammograficznych i cytologicznych. W połowie czerwca
            NFZ uruchomił umożliwiający to program pilotażowy. "Wysłaliśmy 10 tys. sms-ów,
            otrzymaliśmy około 1 tys. zwrotnych odpowiedzi, z deklaracją o chęci wzięcia
            udziału w programie" - powiedziała Furman.

            Według NFZ w Polsce jest 2,5 mln kobiet, które powinny przejść badanie
            mammograficzne lub cytologiczne. Z danych Funduszu wynika, że rocznie ok. 11
            tys. osób zapomina o umówionych wizytach u lekarza, a 10-12 proc. wizyt jest
            anulowanych. W placówkach, gdzie wprowadzono sms-owy system przypominania o
            wizytach (np. w Centrum Zdrowia Matki Polki) liczba anulowanych wizyt spadła o
            9 tys. rocznie.

            Rak piersi jest najczęściej występującym nowotworem złośliwym u kobiet. Stanowi
            ok. 20 proc. wszystkich zachorowań na nowotwory złośliwe u Polek. Występuje
            częściej po menopauzie; ryzyko wzrasta po 50. roku życia.

            Rak szyjki macicy jest drugim co do częstotliwości występowania, nowotworem u
            kobiet w naszym kraju - stanowi 10,7 proc. nowotworów. Szacuje się, że rocznie
            dotyka ok. 4 tys. Polek, a ok. 2 tys. umiera z tego powodu.

            źródło pochodzenia Onet.pl
            wiadomosci.onet.pl/1374485,16,1,0,120,686,item.html
            • emgoro Przyszłość onkologii to protony i biologia molekul 23.08.06, 12:22
              Przyszłość onkologii to protony i biologia molekularna
              Terapia protonowa, biologia molekularna, genetyka - to obszary, w których
              onkolodzy szukają obecnie lekarstwa na nowotwory.
              Kluczowe znaczenie ma jednak prewencja, czyli właściwy tryb życia i badania
              profilaktyczne - podkreślają uczestnicy sympozjum, które w poniedziałek
              rozpoczęło się w Centrum Onkologii - Instytucie im. Marii Skłodowskiej-Curie w
              Gliwicach.

              W trakcie dwudniowego sympozjum, jego uczestnicy podsumowują 15- letnią
              współpracę między gliwickimi lekarzami i ich kolegami z Centrum Raka im.
              Andersona w Houston w Stanach Zjednoczonych - jednego z wiodących ośrodków w
              tej dziedzinie na świecie.
              Prof. James Cox zaprezentował m.in. centrum terapii protonowej, działające w
              ramach Centrum im. Andersona. Akcelerator protonowy waży aż 190 ton i zajmuje
              potężny pawilon.

              Terapia protonowa, gdzie nowotwór jest atakowany przez cząstki - protony -
              pozwala na niezwykłą precyzję w leczeniu, dzięki czemu maksymalnie oszczędza
              się zdrowe narządy. Ma to kluczowe znaczenie np. w przypadku nowotworów
              umieszczonych za gałką oczną.

              "To niezwykle droga metoda, odpowiednia tylko dla wąskiej grupy chorych. Dzięki
              Unii Europejskiej współpracujemy jednak z Niemcami i nasi chorzy mogą być
              leczeni w razie potrzeby w ośrodku w Dreźnie" - powiedział dyrektor Centrum
              Onkologii w Gliwicach prof. Bogusław Maciejewski.

              Jak podkreślił, inne nauki wykorzystywane ostatnio w onkologii - biologia
              molekularna i genetyka - wskazały z kolei na konieczność bardzo indywidualnego
              dobierania metod leczenia. "Nauczyły nas, że nie ma takiego samego nowotworu u
              dwóch pacjentów" - zaznaczył.

              W podejściu do leczenia nowotworów zmieniły się też standardy - kiedyś liczyło
              się przede wszystkim to, by pacjent przeżył. Teraz nie mniej ważny jest komfort
              jego życia, stąd m.in. dynamiczny rozwój chirurgii rekonstrukcyjnej.

              Choć polscy lekarze, którzy odbyli staże w Centrum Raka w Houston porównując
              polskie i amerykańskie warunki pracy przywołują porównanie "malucha" i porsche,
              to amerykańscy lekarze są dobrego zdania o możliwościach leczenia nowotworów w
              Polsce.

              Prof. Ron Yu, chirurg rekonstrukcyjny, który kształcił młodych polskich lekarzy
              w Stanach Zjednoczonych podkreślił, że ośrodek w Gliwicach dysponuje bardzo
              dobrym sprzętem, salą operacyjną i wykwalifikowanymi lekarzami. "Operując tu
              czuję się jak u siebie" - powiedział PAP.

              źródło pochodzenia Onet.pl
              wiadomosci.onet.pl/1374106,16,1,0,120,686,item.html
              • emgoro Pacjenci po rekonstrukcjach: warto walczyć 24.08.06, 12:48
                Utrata piersi, nogi, części twarzy - taki wyrok słyszą nieraz chorzy na
                nowotwory. Prawda, że najważniejsze jest, by przeżyć, ale kalectwo to wielkie
                obciążenie. Stąd szybki rozwój chirurgii rekonstrukcyjnej. W Centrum Onkologii -
                Instytucie im. Marii Skłodowskiej-Curie w Gliwicach, czołowym pod tym względem
                polskim ośrodku, przeprowadzono już ponad 350 rekonstrukcji. 22 sierpnia, przy
                okazji sympozjum poświęconego postępom w skojarzonym leczeniu nowotworów,
                spotkali się w Gliwicach pacjenci, którzy przeszli rekonstrukcje.

                21-letni Marek Wilczek, pierwszy pacjent, któremu zrekonstruowano kość udową,
                porusza się już sprawnie o kulach. We wrześniu ubiegłego roku, gdy zakończył
                służbę w wojsku, zaczęła go lekko boleć noga. "To nic takiego, odczepienie
                mięśnia od kości" - bagatelizowali lekarze. Szybko okazało się jednak, że to
                złośliwy mięsak kości udowej.

                Standardowe postępowanie w takiej sytuacji to amputacja całej nogi, aż po
                biodro. Wilczek się nie zgodził. "Trafiłem do instytutu w Gliwicach i okazało
                się, że mogę mieć rekonstrukcję. Nie miałem nic do stracenia" - wspomina.

                Lekarze wycięli nowotwór wraz ze zniszczoną na długości 21 cm kością udową. Do
                rekonstrukcji wykorzystali kość strzałkową z drugiej nogi. "Czekają mnie
                jeszcze trzy cykle chemioterapii, ale rodzina odetchnęła. Plany na przyszłość?
                Byle tylko być zdrowym" - mówi.

                Dla 20-letniej Ani Wilk informacja o tym, że ma nowotwór piersi była, jak mówi,
                nieciekawym prezentem na 17. urodziny. Pierś bolała ją podczas kąpieli, więc
                zgłosiła się do lekarza. Potem było USG, biopsja i diagnoza - nowotwór
                złośliwy. Trzy lata temu amputowano jej pierś. Rekonstrukcja była możliwa
                dopiero teraz, po trzech latach. Ania w zeszłym roku zdała maturę, teraz uczy
                się w studium kosmetycznym i myśli o otwarciu własnego salonu.

                Barbara Jonczyk z Radzionkowa jest wykładowcą akademickim. W jej przypadku
                rekonstrukcja piersi była możliwa od razu, podczas jednej operacji. "Radzę
                wszystkim kobietom, żeby prosiły lekarza o badanie piersi podczas wizyty, gdyż
                ginekolodzy rzadko to robią z własnej inicjatywy" - radzi.

                Guz u Anieli Twardzik pojawił się za okiem. Żeby się go pozbyć, trzeba było dwa
                lata temu usunąć oko i górną szczękę. Teraz nosi specjalne okulary z wbudowaną
                protezą oka. Materiał do rekonstrukcji twarzy pobrano jej z brzucha. "Najgorsze
                było dowiedzieć się o raku. Potem byłam już przygotowana na wszystko. Teraz
                cieszę się, że tak się to skończyło. Z każdym rokiem jest lepiej" - opowiada.

                Wszyscy pacjenci mówią, że znaleźli wsparcie w rodzinie i znajomych. "Gorzej
                bywa z dalszym otoczeniem. Chorzy nieraz mają problemy ze znalezieniem pracy,
                są jak naznaczeni. Nowotwór wciąż przeraża" - podkreśla dyrektor gliwickiego
                instytutu prof. Bogusław Maciejewski.

                Marek, Aniela, Barbara i Ania przyznają, że przeszli chwile załamania, ale
                nigdy się nie poddali. "Cały czas miałem wolę walki i wiarę, a wiara czyni
                cuda. Żyję i mam nogę" - podkreśla Marek Wilczek.

                PAP - Nauka w Polsce, Anna Gumułka

                źródło pochodzenia Nauka w Polsce Serwis PAP
                www.naukawpolsce.pap.pl/nauka/index.jsp?place=Lead07&news_cat_id=134&news_id=12315&layout=6&forum_id=4664&page=text
                • emgoro Antymon przenika z butelek do soków owocowych 26.08.06, 13:35
                  Antymon, rakotwórczy pierwiastek chemiczny, dotąd wykryty w śladowych ilościach
                  w wodzie przechowywanej w butelkach PET, odkryto również w sokach owocowych
                  zamkniętych w plastikowych pojemnikach (PET).
                  Stężenie pierwiastka wzrasta wraz z przedłużającym się czasem przechowywania
                  soku - donosi "Journal of Analytical Atomic Spectrometry".

                  Badania przeprowadzone przez doktora Spirosa Pergantisa z Uniwersytetu
                  Kreteńskiego miały na celu określenie ilości oraz formy chemicznej antymonu
                  zawartego w sokach owocowych zamkniętych w różnych opakowaniach.
                  WHO - Światowa Organizacja Zdrowia, określiła antymon (Sb), jako substancję
                  toksyczną i niebezpieczną dla ludzkiego zdrowia, gdy stężenie w próbce wody
                  przekracza 20 mikrogramów/L. Regulacje amerykańskie i japońskie zalecają
                  jeszcze niższe stężenie antymonu w wodzie - 6 mikrogramów/L (USA) i 2
                  mikrogramy/L (Japonia).

                  Wśród przebadanych próbek dr Pergantis, odkrył podniesiony poziom antymonu w
                  sokach owocowych (cytrynowym i pomarańczowym) zarówno gazowanych, jak i
                  niegazowanych, przechowywanych w butelkach PET (ang. PET - polyethylene
                  terephthalate). Trójtlenek antymonu jest stosowany, jako katalizator przy
                  produkcji polimeru PET.

                  Badania przeprowadzone zostały z wykorzystaniem najnowocześniejszej i
                  superdokładnej aparatury badawczej (HPLC oraz ICP-MS). By wyniki były
                  wiarygodne, każda z próbek analizowana była zarówno za pomocą jonowymiennej
                  wysokosprawnej chromatografii cieczowej (HPLC), jak i spektrometru masowego
                  (ICP- MS).

                  W przebadanych próbkach soku cytrynowego naukowcy wykryli obecność dwóch form
                  antymonu - mniej toksycznej (V) - obecnej również w wodzie mineralnej
                  przechowywanej w butelkach PET - oraz bardziej niebezpiecznej dla zdrowia
                  formie Sb (III).

                  Wyniki eksperymentów są dość zaskakujące, jak przyznają sami naukowcy, ponieważ
                  poziom antymonu obecnego w sokach wzrasta znacząco z każdym dniem od
                  przekroczenia daty przydatności produktu do spożycia. Takie zjawisko, według
                  doktora Pergantisa wskazuje, iż większość analizowanego pierwiastka obecnego w
                  soku pochodzi z pojemnika, w jakim był on przechowywany.

                  Według naukowców antymon, który przedostaje się z butelki do soku, reaguje z
                  substancjami zawartymi w cieczy (kwas cytrynowy) tworząc kompleksy o nie znanym
                  wpływie na ludzkie zdrowie.

                  źródło pochodzenia Onet.pl
                  wiadomosci.onet.pl/1376018,16,1,0,120,686,item.html
                  • emgoro Lek na AIDS zapobiega rakowi szyjki macicy 27.08.06, 12:15
                    Stosowany do zwalczania wirusa HIV lek lopinavir może zapobiegać rakowi szyjki
                    macicy - informuje pismo "Antiviral Therapy".
                    Jak wykazały wstępne badania laboratoryjne, przeprowadzone przez naukowców z
                    University of Manchester, obok HIV lopinavir zwalcza także wirusa HPV,
                    odpowiedzialnego za raka szyjki macicy i selektywnie zabija zarażone nim
                    komórki raka szyjki macicy. Pod wpływem lopinaviru wirus nie może usuwać z
                    zarażonej komórki szkodliwych dla siebie białek.

                    Lek stosowany jest zwykle w formie doustnej, jednak zdaniem autorów badań,
                    nietrudno będzie otrzymać go w formie kremu lub pessarium do bezpośredniego
                    stosowania na szyjkę macicy. Dzięki temu tysiące kobiet mogłyby uniknąć
                    zabiegów chirurgicznych, stosowanych przy usuwaniu wczesnych postaci raka.
                    Choć trwają prace nad szczepionkami przeciwko HPV, jednak będą one skuteczne
                    tylko u osób, które jeszcze się nie zaraziły. Kobiety zarażone HPV muszą
                    regularnie uczęszczać na wizyty kontrolne. Pierwsze niepokojące zmiany często
                    ustępują, jednak gdy stają się bardziej zaawansowane, potrzebna jest operacja.

                    Autorzy badań mają nadzieję, że lopinavir okaże się równie skuteczny podczas
                    rozpoczynających się wkrótce badań klinicznych, co w warunkach laboratoryjnych.
                    Jeśli tak się stanie, lek mógłby być stosowany przeciw rakowi szyjki już za
                    kilka lat.

                    Rak szyjki macicy zabija co roku 250 tys. kobiet na całym świecie, większość z
                    nich w krajach rozwijających się. W Polsce rak szyjki macicy jest drugim co do
                    częstotliwości występowania nowotworem u kobiet - stanowi 10,7 procent
                    nowotworów. Szacuje się, że rocznie dotyka ok. 4 tys. Polek, a ok. 2 tys.
                    umiera z tego powodu.

                    źródło pochodzenia Onet.pl
                    wiadomosci.onet.pl/1376226,16,1,0,120,686,item.html
                    • emgoro Nanocząstki złota walczą z nowotworem 28.08.06, 11:48
                      Nanocząstki złota, połączone z lekami przeciwnowotworowymi, których
                      antynowotworowe działanie stymulowane jest światłem, skutecznie niszczą komórki
                      rakowe.
                      Co więcej, kompleksy nanocząstka-lek są o 50 proc. bardziej wydajne w walce z
                      rakiem, niż nie połączone ze złotem cząsteczki leku - donosi "Photochemical &
                      Photobiological Sciences".

                      Badania nad nową metodą wykorzystującą najnowsze osiągnięcia nanotechnologii do
                      walki z nowotworami prowadzone są w wielu laboratoriach na całym świecie.
                      Zespół badawczy profesora Davida Russella z brytyjskiego University of East
                      Anglia w Norwich opracował nową metodę walki z nowotworami za pomocą kompleksów
                      nanocząstek złota połączonych z tradycyjnymi lekami zabijającymi komórki
                      zrakowaciałe.

                      Naukowcy przyłączyli do powierzchni drobinek złota o średnicy 2-4 nanometrów
                      wrażliwą na światło ftalocjaninę (ang. phthalocyanine photosensitizer),
                      należącą do grupy leków fotodynamicznej terapii (ang. photodynamic therapy -
                      PDT).

                      "Terapeutyczne działanie związków z grupy PDT jest znane od 25 lat, jednakże
                      dopiero w połowie lat 90. terapia ta została oficjalnie zalegalizowana" -
                      wyjaśnia prof. D. Russell.

                      Niszczenie komórek rakowych za pomocą terapii PDT z wykorzystaniem ftalocjaniny
                      polega na dostarczeniu do chorych komórek leku aktywowanego światłem oraz jego
                      aktywacji, by produkował zabójczy dla komórek tlen singletowy (bardzo reaktywna
                      i niebezpieczna nietrwała odmiana tlenu).

                      Ponieważ nanocząstki złota połączone z ftalocjaniną niechętnie rozpuszczają się
                      w środowisku wodnym (dominującym w żywych komórkach), niezbędna okazała się
                      modyfikacja kompleksu za pomocą cząsteczki o cechach czynnika przeniesienia
                      fazowego, zmieniającej właściwości na bardziej wodolubne (hydrofilowe).

                      Po dostarczeniu leczniczych zmodyfikowanych nanocząstek do chorych komórek
                      zmienione rakowo komórki zostały naświetlone światłem do długości fali 695 nm,
                      co uruchamia terapię PDT.

                      Powstały w ten sposób tlen singletowy atakuje DNA komórek, niszcząc je - co
                      prowadzi do śmierci komórki.

                      Przeprowadzając analizy porównawcze, naukowcy odkryli, iż kompleksy leku i
                      nanocząstek złota są o 50 procent bardziej wydajne w produkcji śmiercionośnego
                      tlenu singletowego, niż niezwiązana ftalocjanina.

                      "Kolejnym etapem na drodze do opracowania skutecznej terapii przeciw
                      nowotworowej dla ludzi, jest potwierdzenie dotąd eksperymentalnie otrzymanych
                      wyników poprzez badania in vivo, w chorym organizmie" - konkluduje brytyjski
                      nauk.

                      źródło pochodzenia Onet.pl
                      wiadomosci.onet.pl/1376636,16,1,0,120,686,item.html
                      • emgoro Strączkowe i soja chronią przed rakiem prostaty 29.08.06, 09:27
                        Spożywanie strączkowych, w tym głównie soi, chroni mężczyzn przed zachorowaniem
                        na raka prostaty - twierdzą szwedzcy naukowcy.
                        Prawie co drugi mężczyzna stosując dietę bogatą fitoestrogeny zawarte m.in. w
                        produktach sojowych, wszystkich strączkowych i orzechach, może zmniejszyć
                        związane z jego cechami genetycznymi ryzyko raka prostaty

                        Chodzi o oddziaływanie wspomnianych fitoestrogenów - izoflawonoidów, roślinnych
                        odpowiedników żeńskich hormonów płciowych - estrogenów. Fitoestrogeny od dawna
                        stanowiły obiekt zainteresowania naukowców zajmujących się chorobami
                        nowotworowymi, jako potencjalna sojusznik w walce przeciwko rakowi piersi oraz
                        prostaty. Przełomem w tych badaniach było odkrycie dokonane w 1996 r. przez
                        szwedzki zespół kierowany przez Jana-Ake Gustafssona. Udowodnili oni, że
                        estrogen ma dwa receptory. Obok znanego i zwanego er-alfa, drugi nazwany przez
                        odkrywców er-beta. Dalsze badania pokazały, że ten "nowy" receptor wpływa na
                        antyrakowe oddziaływanie genu.

                        Na początku 2006 r. badacze z Wydziału Epidemiologii i Biostatystyki Instytutu
                        Karolińskiego donieśli, że bogata w fitoestrogeny dieta, oparta głównie na
                        strączkowych, zmniejsza zagrożenie nowotworem prostaty nawet o 26 proc.

                        Wynikało to z badań na temat składu pożywienia 1499 pacjentów, u których
                        odkryto niedawno chorobę i 1130 zdrowych mężczyzn.

                        Obecnie naukowcy posunęli się znów dalej w badaniach genu, który wytwarza
                        niedawno poznany receptor er-beta i który wiąże się z fitoestrogenami. -
                        "Pobraliśmy krew od prawie 2200 mężczyzn i analizowaliśmy gen er-beta" -
                        tłumaczy Maria Hedelin, kierująca zespołem badawczym.

                        Celem badań było znalezienie odmian występujących w tym genie u różnych
                        osobników. Udało się wyróżnić cztery jego odmiany, a wśród nich wskazać jedną
                        powodującą wzrost odporności na zachorowanie.

                        "Jedynie ci, których geny wykazują tą szczególną odmianę i którzy w pożywieniu
                        otrzymują dużą ilość fitoestrogenów, są według nas, aż o 60 proc mniej
                        zagrożeni zachorowaniem na raka prostaty niż pozostali" - twierdzi Maria
                        Hedelin.

                        Odkrycie dokonane w Sztokholmie tłumaczy różnice w poziomie zachorowań na raka
                        prostaty w różnych częściach świata. Azja jest w tej dziedzinie najmniej tym
                        dotknięta, a USA i świat zachodni najbardziej. Wynika to właśnie z odmienności
                        tradycyjnych diet. Ponadto, wyniki uzyskane przez zespół z Instytutu
                        Karolińskiego, pomogą zapewne farmaceutycznym ośrodkom badawczym w pracy nad
                        nowymi lekarstwami przeciwko nowotworom.

                        źródło pochodzenia Onet.pl
                        wiadomosci.onet.pl/1377388,16,1,0,120,686,item.html
                        • emgoro Syntetyczny związek "nakłania" komórki raka do sam 29.08.06, 09:30
                          Syntetyczny związek "nakłania" komórki raka do samozniszczenia
                          Małą syntetyczną cząsteczkę, która pomaga doprowadzić komórki raka do
                          samobójstwa, zidentyfikowali badacze z USA i Korei Południowej.
                          Zdaniem autorów pracy, którą zamieszcza internetowe wydanie pisma "Nature
                          Chemical Biology", odkrycie to może zaowocować nowymi metodami leczenia raka,
                          skrojonymi na potrzeby indywidualnego pacjenta.

                          Jak tłumaczą badacze na łamach artykułu, większość żywych komórek zawiera
                          białko o nazwie prokaspaza-3, które po aktywacji zmienia się w kaspazę-3, enzym
                          inicjujący samobójczą śmierć komórek. Proces ten, nazywany apoptozą, jest
                          ściśle zaprogramowany i uruchamiany w komórkach chorych czy uszkodzonych, po to
                          by nie mogły się dalej dzielić i były eliminowane z organizmu. Jednak w
                          komórkach nowotworowych ścieżka prowadząca do aktywacji prokaspazy- 3 jest
                          uszkodzona, co w rezultacie pozwala im uniknąć zniszczenia i dalej się mnożyć.
                          Teraz naukowcom z Uniwersytetu Stanu Illinois w Urbana-Champaign razem z
                          kolegami z Seulskiego Narodowego Uniwersytetu udało się zidentyfikować mały
                          syntetyczny związek, który bezpośrednio aktywuje prokaspazę-3 i uruchamia
                          proces apoptozy. Cząsteczkę nazwano w skrócie PAC-1 (aktywujący prokaspazę
                          czynnik 1).

                          Można powiedzieć, że PAC-1 pomaga uruchomić maszynerię uszkodzoną w komórkach
                          nowotworowych i w ten sposób "nakłania" je do samobójstwa, wyjaśnia biorący
                          udział w badaniach prof. Paul J. Hergenrother.

                          Badacze "wyłowili" PAC-1 spośród ponad 20 tys. odmiennych strukturalnie
                          związków, w trakcie sprawdzania ich zdolności do aktywacji prokaspazy-3 i co za
                          tym idzie do niszczenia raka. Przeciwnowotworowe własności PAC-1 wykazano w
                          testach na hodowlach komórek nowotworowych oraz na trzech szczepach myszy
                          predysponowanych do rozwoju raka. Związek niszczył też komórki nowotworów
                          złośliwych pobranych od 23.

                          Okazało się, że też im więcej prokaspazy-3 zawierały komórki nowotworowe, tym
                          mniejsze stężenie PAC-1 było potrzebne by je uśmiercić.

                          "To oznacza, że w przyszłości pacjentów chorych na raka można będzie
                          klasyfikować do leczenia z użyciem PAC-1 na podstawie ilości prokaspazy-3 w
                          komórkach ich guza" - komentuje prof. Hergenrother.

                          Ostatnio naukowcy coraz częściej podkreślają, że takie zindywidualizowane
                          podejście do chorego jest przyszłością onkologii i całej medycyny. Dzięki niemu
                          można będzie m.in. uniknąć szpikowania pacjentów nieskutecznymi w ich przypadku
                          lekami oraz ograniczyć uboczne skutki terapii.

                          Autorzy najnowszej pracy uważają, że PAC-1 to tylko pierwszy z całej grupy
                          nieodkrytych jeszcze związków, które są zdolne uruchamiać apoptozę w komórkach
                          nowotworowych.

                          źródło pochodzenia Onet.pl
                          wiadomosci.onet.pl/1377385,16,1,0,120,686,item.html
                          • emgoro SELOL - Czy nastąpi przełom w walce z rakiem? 01.09.06, 09:32
                            Między medycyną klasyczną i niekonwencjonalną jest szeroki pas „ziemi
                            niczyjej". Właśnie tam biolodzy, we współpracy z farmakologami, szukają
                            naturalnych substancji przeciwrakowych i próbują odkryć mechanizmy ich
                            działania. W Zakładzie Analizy Leków Wydziału Farmaceutycznego warszawskiej
                            Akademii Medycznej 15 lat temu rozpoczęto prace nad selolem, preparatem o
                            szczególnych właściwościach antyrakowych.

                            UZASADNIONE NADZIEJE

                            „Selol jest mieszaniną pierwszych w świecie seleninotrójglicerydów, otrzymanych
                            na bazie oleju słonecznikowego” – informuje dr Piotr Suchocki z Zakładu Analizy
                            Leków AM. Jak wyjaśnia, jest to jeden z nielicznych organicznych związków
                            selenu zawierający ów pierwiastek na czwartym stopniu utlenienia - Se(IV). Do
                            trójglicerydów selen został wbudowany w wyniku reakcji estryfikacji.

                            ZABÓJCZY DLA RAKA, BEZPIECZNY DLA ORGANIZMU

                            „Selol atakuje wszystkie istotne życiowo mechanizmy metabolizmu komórek
                            nowotworowych” – wyjaśnia Suchocki. Komórki nowotworowe są bezbronne wobec
                            wolnych rodników, które stanowią „oręż” selolu. Badania wykazały, że komórki
                            nowotworowe, poddane wpływowi selolu, nie uruchamiają nawet podstawowych
                            mechanizmów obrony przed wolnymi rodnikami. Oznacza to, że nie zwiększają
                            produkcji glutationu (GSH) (tripeptyd, wystepuje we wszystkich komórkach, pełni
                            funkcję ochronną dla wielu enzymów i biologicznie czynnych białek - PAP).
                            Tymczasem komórki zdrowe reagują w sposób odwrotny. Jak podaje Suchocki,
                            produkcja GSH w mitochondriach wątroby szczurów, po podaniu selolu, rośnie
                            nawet szesnastokrotnie. Zdrowe komórki są więc całkowicie bezpieczne.

                            GENEZA W KOSMOSIE?

                            Mechanizm działania selolu na komórki nowotworowe jest wielokierunkowy.
                            Dlatego, zdaniem twórców preparatu, trudno go dokładnie opisać. Wieloletnie
                            prace badawcze pozwoliły jednak ustalić sporo istotnych kwestii. Suchocki
                            tłumaczy, że ogromna ilość glutationu, wyprodukowana przez zdrowe komórki,
                            powoduje redukcję Se4+ do Se2- (selenki). Równocześnie wytwarza się
                            selenodiglutation, jeden z najsilniejszych naturalnych stymulatorów apoptozy
                            komórek nowotworowych. Selenki reagują z seryną, wymieniając jej grupę -OH na -
                            SeH. Tak powstaje selenocysteina, która wbudowuje się specyficznie do centrów
                            aktywnych selenoenzymów. Selenoenzymy naprawiają uszkodzenia błony komórkowej i
                            DNA w zdrowych komórkach oraz likwidują niekontrolowany nadmiar wolnych
                            rodników.

                            Tak to brzmi w języku chemika. Suchocki stara się jednak "przetłumaczyć"
                            naukowe wyjaśnienie, aby było zrozumiałe dla laika. Stosuje ciekawą
                            analogię. „Należy przypuszczać, że selol wykorzystuje mechanizm, dzięki któremu
                            kilka miliardów lat temu mogło przetrwać życie na Ziemi, bombardowanej
                            promieniowaniem kosmicznym i UV” - mówi.

                            SELEN URUCHAMIA PROCES SAMOWYLECZENIA?

                            Nowotwory są likwidowane przy pomocy zdrowych komórek. W ten sposób, w ogromnym
                            skrócie, podsumować można mechanizm działania selolu. Czy mowa zatem o
                            samowyleczeniu? „Niewykluczone, że tak” – ocenia dr Suchocki. „Należy tylko
                            dostarczyć organizmowi selenu – pierwiastka naturalnie występującego w glebie.
                            Obecnie w Polsce selen występuje w śladowych ilościach, ale miliony lat temu
                            było go wielokrotnie więcej” - dodaje.

                            Jak wynika z badań, selen jest jednak pierwiastkiem bardzo toksycznym. Suchocki
                            podaje, że dopuszczalna maksymalna dzienna dawka selenu(IV) dla dorosłego
                            człowieka wynosi około 200 mg (0,2 mg). „Selol jest wielokrotnie mniej
                            toksyczny i można go podawać w dawkach setki razy większych, nawet przez
                            kilkanaście lat, bez jakichkolwiek skutków ubocznych” – zapewnia.

                            SUBSTANCJA JEDYNA W SWOIM RODZAJU

                            Selol nie ma swoich odpowiedników w lecznictwie. Zdaniem Suchockiego, można go
                            porównywać jedynie z seleninem sodowym, który również zawiera Se(IV), ale jest
                            związkiem nieorganicznym, bardzo toksycznym. Selenin sodowy jest dostępny w
                            aptekach w postaci tabletek. Ze względu na swoją szkodliwość może być stosowany
                            tylko w profilaktyce, w dawkach nie przekraczających 0,2 mg dziennie.

                            Onkologom wiadomo, że do zlikwidowania bardzo zaawansowanego nowotworu potrzeba
                            od 1,5 do 3,2 mg Se(IV) na kilogram masy ciała chorego. „Jest to dawka
                            niewyobrażalna, jeśli chodzi o zastosowanie seleninu sodowego, ale całkiem
                            niewielka w przypadku selolu” – porównuje Suchocki. Podkreśla, że stosowanie
                            tak dużych dawek selolu, nawet przez wiele miesięcy, nie powoduje skutków
                            ubocznych.

                            WYSOKI STOPIEŃ ZAAWANSOWANIA BADAŃ

                            Prace nad preparatem są bardzo zaawansowane. „Znajdujemy się w końcowej fazie
                            badań przedklinicznych” – informuje Suchocki. „Przechodzimy do testów na
                            zwierzętach z wszczepionymi nowotworami” - zapowiada. Członkowie zespołu Piotra
                            Suchockiego współpracują z najlepszymi specjalistami w dziedzinie medycyny i
                            biologii, m.in. z prof. Mieczysławem Kurasiem z Zakładu Morfogenezy Roślin
                            Wydziału Biologii Uniwersytetu Warszawskiego i dr Grażyną Hoser z Centrum
                            Medycznego Kształcenia Podyplomowego w Warszawie. Zespół biologów, biorących
                            udział w pracach nad istotą i molekularnym podłożem działania selolu, podziela
                            optymizm Suchockiego. „Selol to jeden z najlepszych preparatów cytostatycznych,
                            które dotychczas badaliśmy” – mówi prof. Kuraś.

                            Z powodów etycznych oraz ze względu na niewielką ilość gotowego selolu Zespół
                            Analizy Leków AM nie prowadzi badań na ludziach. Z tych samych przyczyn
                            preparaty wytwarzane w wąskich kręgach uczelnianych nie są szeroko dostępne.
                            Jednak w przypadkach bardzo ciężkich, gdy w grę nie wchodziło jakiekolwiek inne
                            leczenie (terminalne stadia choroby nowotworowej), selol bywa wydawany
                            pacjentom. Warunkiem udostępnienia preparatu jest pisemna prośba lekarza
                            onkologa bezpośrednio opiekującego się chorym. Badacze wymagają również
                            udokumentowania stanu chorego wynikami badań wykonanych w szpitalu.

                            DOŚWIADCZENIA TERAPEUTYCZNE

                            Selol jest najskuteczniejszy w przypadku raka prostaty, nawet z przerzutami do
                            kości. Suchocki mówi o kilkudziesięciu przypadkach całkowitego wyleczenia, co
                            stanowi 100 proc. wyleczonych spośród osób poddanych eksperymentalnej terapii
                            (po 2 latach leczenia). Równie imponujące są efekty leczenia gwiaździaka
                            (Astrocytoma) - 5 przypadków, również 100 proc. wyleczeń. Skuteczność w
                            przypadku nowotworów wątroby, płuc, piersi, szyjki macicy, jelita grubego i
                            trzustki jest znacznie mniejsza i wynosi od 65 proc. do około 80 proc. wyleczeń
                            po pięcioletniej terapii.

                            Jak widać, liczba osób, które zdecydowały się na leczenie selolem, jest zbyt
                            mała, aby można było stawiać tezy o jego przełomowym znaczeniu w onkologii. Z
                            drugiej strony, wyniki terapii są zbyt optymistyczne, by nie przywiązywać do
                            nich wagi.

                            Z obserwacji prowadzonej przez ekspertów z AM wynika, że gdy chory narząd
                            jeszcze funkcjonuje, można go uratować. „Wszystko zależy od dawki” – mówi
                            Suchocki. „Nigdy jednak nie przekraczaliśmy dawki 3,2 mg selolu na kilogram
                            masy ciała. To bardzo niewiele jak na możliwości selolu” - dodaje.

                            Najbardziej zaawansowane są prace nad odmianą selolu, która likwiduje białaczki
                            i czerniaka. Jest skuteczniejsza w zwalczaniu nowotworów chemioopornych niż
                            podatnych na chemię. Preparat ten znajduje się już w fazie badań
                            farmakologicznych i farmakokinetycznych.

                            SELOL MA DUŻE MOŻLIWOŚCI – LEKARZE WCIĄŻ NIE

                            Ze względu na znikome rozmiary produkcji i fakt, że jako lek selol nie został
                            jeszcze zarejestrowany, jego stosowanie jest bardzo ograniczone. Na podawanie
                            preparatu decydują się jedynie lekarze z kilku Klinik Onkologicznych, które
                            współpracują z AM. Kliniki te występowały do Komisji Etycznych o zgodę na
                            terapię selolem w wyjątkowych, skrajnych przypadkach choroby nowotworowej.

                            W ocenie
                            • emgoro Kłucie w guza 01.09.06, 10:03
                              Jednym ze sposobów na walkę z rakiem są szczepionki mające zachęcić układ
                              odpornościowy chorego do skuteczniejszego niszczenia złośliwych komórek

                              W ponad 150 ośrodkach na świecie trwają obecnie badania nad szczepionkami m.in.
                              na raka piersi, żołądka, jelita grubego i białaczkę. Duża część tych programów
                              dotyczy również czerniaka.

                              Prototyp takiej szczepionki stworzył w 2004 r. David Berd z Thomas Jefferson
                              University w Filadelfii. Wykorzystał on komórki nowotworowe pobrane od
                              pacjentów. Wszystkie najpierw unieszkodliwiono, by nie dawały przerzutów, a
                              następnie połowę oznaczono chemicznie, by układ odpornościowy mógł je łatwiej
                              rozpoznać.

                              Skuteczność szczepionki sprawdzono na 20 osobach z zaawansowanym czerniakiem.
                              Pozytywną odpowiedź stwierdzono u ośmiu spośród dziesięciu chorych, którzy
                              dostali oznaczone komórki, i sześciu spośród dziesięciu chorych, którym podano
                              komórki nieoznaczone. U jednego z pacjentów guz, który powstał już w wyniku
                              przerzutu, zmalał o połowę. Najprawdopodobniej białe krwinki zachęcone do
                              działania przez szczepionkę wniknęły do niego i zniszczyły większą część jego
                              komórek.

                              źródło pochodzenia Gazeta.pl
                              serwisy.gazeta.pl/nauka/1,34138,3587712.html
                            • emgoro Re: SELOL - Czy nastąpi przełom w walce z rakiem? 01.09.06, 11:59
                              nie wkleił sie cały artykuł - poniżej dokończenie

                              W ocenie Suchockiego są duże szanse na wpisanie selolu do oficjalnego katalogu
                              leków. Na przeszkodzie naukowcom stają bariery ekonomiczne. Z uwagi na bardzo
                              niewielkie możliwości finansowe kilkunastu zespołów badawczych w Polsce proces
                              rejestracyjny bardzo się wydłuża. Być może przydałoby się wsparcie ośrodków
                              zagranicznych. „Chcemy jednak zrobić wszystko, aby selol pozostał polskim
                              preparatem” – tłumaczy Suchocki.

                              BARIERY FINANSOWE

                              Polskie firmy farmaceutyczne deklarują zainteresowanie selolem. Jak informuje
                              Suchocki, wymagają jednak dowodów jego skuteczności. „Nie mamy pieniędzy, aby
                              rozpocząć kosztowne badania kliniczne. Walczymy o każdy grosz. Na szczęście
                              selol broni się sam, ratując życie, i nie pozwala, aby instytucje
                              odpowiedzialne za finansowanie badań o nim zapomniały” - pociesza.

                              Badaczom udało się zgromadzić niewielkie sumy. Duże ma tu Fundacja Profilaktyka
                              i Zwalczanie Nowotworów w Radomiu, kierowana przez mgr inż. Mieczysława
                              Grabowskiego. Pomoc jednak jest bardzo niewielka w stosunku do potrzeb - zespół
                              naukowy AM zdobywa zaledwie środki na produkcję selolu do badań.

                              VILCACORA – NADZIEJE ROZBUDZONE

                              Zwolennicy medycyny naturalnej obiecywali już przełom w walce z nowotworami.
                              Miał się on dokonać za sprawą południowoamerykańskiej rośliny o nazwie
                              Vilcacora (Uncaria tomentosa). Walory terapeutyczne tej rośliny od lat stanowią
                              jednak obiekt kontrowersji. Przedstawiciele medycyny niekonwencjonalnej
                              zalecają ją chorym, dając tak potrzebną nadzieję w sytuacjach, kiedy metody
                              chirurgiczne, chemio- i radioterapia zawodzi. Za ich racją przemawiają liczne
                              potwierdzone efekty terapii vilcacorą – efekty pozytywne, wyrażone nie tylko
                              przedłużeniem życia, ale niejednokrotnie całkowitym wyleczeniem. Nie istnieją
                              wszakże żadne badania, ujmujące te efekty w liczbach. Nie prowadzi się
                              statystyk na ten temat. Dlatego medycyna klasyczna prezentuje przeciwstawne
                              stanowisko. Lekarze, którzy nie znajdują podstaw do stosowania
                              niezarejestrowanego preparatu, przepisują go (o ile w ogóle) jedynie w
                              terminalnych stadiach choroby.

                              VILCACORA POD MIKROSKOPEM

                              W Polsce badaniami nad vilcacorą zajmuje się m.in. zespół naukowców Wydziału
                              Biologii Uniwersytetu Warszawskiego pod kierunkiem profesora Mieczysława
                              Kurasia. „Badania prowadzone w wielu światowych laboratoriach, w tym w
                              Zakładzie Morfogenezy Roślin UW, zmierzają do ustalenia mechanizmu działania i
                              oceny skuteczności Vilcacory, a także do poznania ewentualnych ubocznych
                              skutków jej stosowania” – mówi Kuraś.

                              Dotychczasowe analizy, wykonane przy współpracy z prof. Gulewiczem z Instytutu
                              Chemii Bioorganicznej PAN w Poznaniu pozwoliły na wstępne ustalenie różnych
                              wariantów składu chemicznego preparatów i określenie standardów przygotowania
                              szeregu preparatów o różnym zastosowaniu, w zależności od typu i stadium
                              zaawansowania nowotworu. Stwierdzono zróżnicowane oddziaływanie tych preparatów
                              na komórki rakowe (w stosunku do komórek kontrolnych) oraz immunomodulacyjne
                              ich działanie w zależności od stosowanej koncentracji”.

                              „Należy jednak pamiętać, że od odkrycia substancji biologicznie aktywnej do
                              leku jest bardzo daleka droga” – mówi długoletni współpracownik Kurasia, dr
                              Suchocki.

                              Jak ocenia Kuraś, wyniki laboratoryjne rysują optymistyczne perspektywy
                              wykorzystania preparatów Vilcacory (samej lub w połączeniu z innymi naturalnymi
                              produktami) do badań klinicznych, a w dalszej konsekwencji dla możliwości ich
                              zastosowania w terapii przeciwrakowej. Do tego jednak, aby vilcacora trafiła na
                              listę dostępnych w Polsce leków, potrzeba zintensyfikowania badań oraz większej
                              integracji i wzajemnego zrozumienia środowisk naukowych i lekarskich.

                              UKŁON W STRONĘ NATURY

                              Leki chemiczne nie działają specyficznie na komórki nowotworowe. Doprowadzają
                              do wyniszczenia wszystkich, szczególnie odpornościowych komórek organizmu.
                              Natomiast najnowsze nadzieje, leki nowej generacji, są trudno dostępne ze
                              względu na koszt leczenia. Metody genetyczne czy fotodynamiczne ciągle
                              pozostają w fazie dopracowywania, klinicznych badań i planów. Stąd coraz
                              wyraźniejsza tendencja (także w środowiskach akademickich) powrotu do medycyny
                              naturalnej (niekonwencjonalnej), tak popularnej w USA, w Kanadzie, czy w
                              krajach Europy Zachodniej.

                              W Polsce medycyna naturalna wciąż jeszcze jest na marginesie nauk medycznych.
                              Zdaniem prof. Kurasia, mamy duże braki i zaległości w stosunku do krajów wysoko
                              uprzemysłowionych, gdzie medycyna naturalna zyskała sobie pełną akceptację i
                              jest w pełni skorelowana z klasyczną gałęzią tej nauki.

                              ***

                              Prof. dr hab. Mieczysław Kuraś przyczynił się do pogłębienia wiedzy o
                              naturalnych, cytostatycznych i cytotoksycznych substancjach
                              przeciwnowotworowych. Prowadził badania dotyczące struktury i fizjologii
                              komórki, a szczególnie regulacji podziałów i wzrostu komórek pozostających w
                              bezpośrednim związku z indukcją nowotworów. Zidentyfikował szereg preparatów o
                              bardzo skutecznym działaniu antymitotycznym, które aktualnie testowane są już
                              na nowotworowych liniach komórkowych oraz indukowanych bądź pasażowanych
                              formach nowotworów.

                              Obecnie jego zespół wraz z prof. Alicją Zobel z Uniwersytetu w Peterborough
                              (Kanada) przygotowuje do opatentowania przeciwnowotworowe działanie kumaryny
                              (alfabenzopyronu). Przedmiotem wspólnych analiz i opracowań jest również
                              synergistyczne działanie kilku preparatów w stosunku do mutagennego Taxoteru®.

                              Wyniki tych badań, a przede wszystkim ich użyteczność, obok wybitnych osiągnięć
                              z zakresu strukturalnej determinacji rozwoju roślin oraz wieloletnich sukcesów
                              dydaktycznych, zaowocowały przyznaniem profesorowi Kurasiowi 16 listopada 2005
                              roku Krzyża Oficerskiego Orderu Odrodzenia Polski.

                              PAP - Nauka w Polsce, Karolina Olszewska

                              żródło pochodzenia Gazeta.pl - Nauka
                              www.naukawpolsce.pap.pl/nauka/index.jsp?place=Lead01&news_cat_id=249&news_id=7002&layout=6&forum_id=1933&page=text
      • emgoro Re: Ciekawostki ze świata medycyny i nauki 01.09.06, 10:01
        Doklejam pełny tekst z uwagi , jak wskazano na początku przy założeniu wątku za
        jakis czas ta wiadomośc może byc już niedostępna w sieci.

        wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3587711.html
        Po raz pierwszy naukowcom udało się zmienić geny komórek układu odpornościowego
        tak, że te podjęły skuteczną walkę z nowotworem
        Zespół badaczy z USA za pomocą inżynierii genetycznej przekształcił komórki
        ludzkiego układu odpornościowego w wyspecjalizowanych zabójców czerniaka -
        jednego z najbardziej złośliwych nowotworów. Zmienione komórki są w stanie
        przetrwać w ludzkim organizmie i zniszczyć duży guz nowotworowy. Szczegóły
        odkrycia publikuje dzisiejsze "Science".

        Najlepszą obroną jest atak

        Organizm człowieka jest bezustannie atakowany przez różnego rodzaju bakterie,
        wirusy, pasożyty czy grzyby. Na szczęście natura wyposażyła nas w wiele
        mechanizmów obrony przed nimi. Pierwszą barierą jest skóra, ale gdy zarazkom
        uda się ją pokonać, do działania przystępuje nasz najważniejszy ochroniarz -
        układ odpornościowy. Czasami musi on jednak stanąć do walki nie tylko z
        intruzami z zewnątrz, ale również ze zbuntowanymi komórkami ciała, w którym
        pracuje - z nowotworem.

        Skąd się biorą komórki nowotworowe? To wciąż zagadka. Wiemy jedynie, że w
        którymś momencie komórki, np. krwi, skóry czy nerki, zamiast dzielić się i
        umierać w wyznaczonym rytmie, zaczynają mnożyć się bez żadnej kontroli,
        formować guzy i - co najgorsze - tworzyć przerzuty.

        Część naukowców jest przekonana, że podczas całego życia człowieka do takiej
        sytuacji dochodzi wiele razy. To, że w większości przypadków z wariujących
        komórek nie rozwija się poważna choroba, to zasługa właśnie układu
        odpornościowego, który jest w stanie je rozpoznać i błyskawicznie zniszczyć.
        Nie zawsze się to jednak udaje. Choroba atakuje wtedy organizm z niszczycielską
        siłą.

        Jednym z pomysłów na walkę z nowotworem jest wzmocnienie układu
        odpornościowego, tak by radził sobie nie tylko wtedy, gdy złośliwych komórek
        jest kilka lub kilkadziesiąt, ale też w sytuacji, gdy choroba jest w
        zaawansowanym stadium.

        Steven Rosenberg z amerykańskiego National Cancer Institute jest jednym z
        pierwszych, którzy teorię postanowili wcielić w życie.

        Nowa kasta wojowników

        Rosenberg wraz z zespołem skupił się na tzw. limfocytach typu T - jednym z
        kluczowych elementów układu odpornościowego. To one rozpoznają i atakują obce
        dla naszego organizmu komórki, w tym także te nowotworowe.

        Uczeni postanowili wykorzystać naturalne zdolności limfocytów do tworzenia
        nowej kasty swoistych antyrakowych wojowników, którzy będą w stanie szybko
        zlokalizować i zniszczyć złośliwe komórki.

        Na powierzchni każdego limfocytu T znajdują się receptory - białka rozpoznające
        tzw. antygeny, cząsteczki obecne na komórkach - także nowotworowych. Od
        materiału genetycznego danego limfocytu zależy, jaki typ antygenu rozpoznają
        jego receptory. Tak więc niektóre limfocyty T zawierają geny, które umożliwiają
        im przyczepianie się do komórek czerniaka, inne z kolei są w stanie rozpoznawać
        komórki raka płuc czy piersi.

        Ocaleni przez wirusy

        Rosenberg pobrał pewną liczbę limfocytów T z organizmów 17 osób chorych na
        zaawansowanego (dającego już przerzuty) czerniaka. Następnie za pomocą wirusów
        wprowadził do nich geny odpowiedzialne za tworzenie się receptorów
        rozpoznających czerniaka.

        Używając tych "zbrojonych" komórek, naukowcy starali się nakierować układ
        odpornościowy pacjentów na wzmożoną walkę z nowotworem.

        Okazało się, że ulepszone przez badaczy limfocyty na dobre zadomowiły się w
        organizmach 15 pacjentów. W ciągu dwóch miesięcy od rozpoczęcia leczenia
        zmienione komórki stanowiły już 10 proc. wszystkich limfocytów T krążących we
        krwi chorych.

        Szczególnie dobrze na pionierską terapię zareagowało dwóch mężczyzn (w ich krwi
        było najwięcej nowych limfocytów). Guzy znikły, a po półtora roku oficjalnie
        uznano ich za zdrowych. Naukowcy szukają teraz sposobu na to, by tak wspaniałe
        wyniki leczenia udało się osiągnąć większości chorych.

        - Po raz pierwszy pokazaliśmy, że manipulując genami limfocytów, można
        zahamować, a nawet cofnąć rozwój guza nowotworowego u ludzi - podsumowuje swoje
        badania Rosenberg. Naukowiec jest przekonany, że będzie w stanie wyprodukować
        limfocyty zdolne atakować również komórki np. raka piersi, płuc czy wątroby. -
        Już zidentyfikowaliśmy receptory odpowiedzialne za ich rozpoznawanie - dodaje
        amerykański uczony.

        oraz jeszcze serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34308,3588293.html

        Mamy nową broń na choroby nowotworowe - ogłosili w dzisiejszym "Science"
        naukowcy z USA. Udowodnili, że manipulując ludzkimi genami, można zniszczyć
        rozwijający się w organizmie złośliwy guz. To pierwszy taki przypadek w
        historii.
        Zespół badaczy kierowany przez Stevena Rosenberga z amerykańskiego Narodowego
        Instytutu Raka zajął się czerniakiem - jednym z najgroźniejszych nowotworów (w
        Polsce czerniak atakuje prawie 2 tys. osób rocznie, umiera ok. tysiąca).

        Rosenbergowi udało się przekształcić komórki układu odpornościowego w zabójców
        wyspecjalizowanych w rozpoznawaniu i atakowaniu czerniaka. Dwóch z leczonej
        nowatorską metodą grupy pacjentów pomimo zaawansowanego stadium choroby i
        obecności przerzutów wróciło całkowicie do zdrowia. To nie koniec. Badacze
        zapowiadają, że są na dobrej drodze do stworzenia antyrakowych wojowników
        potrafiących skutecznie walczyć również z innymi nowotworami: rakiem płuca,
        piersi czy wątroby.

        - Od lat liczymy, że terapia genowa zadziała. Wygląda na to, że tym razem
        rzeczywiście się udało - powiedział "Gazecie" prof. Andrzej Mackiewiecz,
        czołowy polski specjalista zajmujący się czerniakiem. - Jednak na otrąbienie
        zwycięstwa nad rakiem jeszcze zdecydowanie za wcześnie. Musimy poczekać, aż
        inni powtórzą wyniki badań Rosenberga i większa liczba chorych odpowie na
        leczenie.

        źródło pochodzenia Gazeta.pl
        • emgoro Re: Ciekawostki ze świata medycyny i nauki 01.09.06, 11:47
          W uzupełnieniu tego wątku jeszcze z portalu Onet.pl

          Sensacyjne doniesienie ws. terapii genowej
          Świat obiegło sensacyjne doniesienie - terapia genowa uwolniła od złośliwego
          nowotworu dwóch pacjentów, którym konwencjonalne metody leczenia nie dawały
          szans.
          O tym sukcesie poinformował w najnowszym wydaniu pisma "Science" dr Steve
          Rosenberg z amerykańskiego Narodowego Instytutu Raka.

          Dwaj mężczyźni nie zmarli na czerniaka dzięki nowatorskiej metodzie leczenia,
          polegającej na wykorzystaniu genetycznie zmodyfikowanych wersji ich własnych
          komórek - krwinek białych. Naukowcy przestrzegają przed nadmiernym optymizmem -
          Mark Oringer i Thomas M. byli jedynymi z grupy 17 pacjentów, u których ta
          terapia genetyczna poskutkowała w stu procentach; u pozostałych zaobserwowano
          zmniejszenie się guzów.

          Niemniej jednak - jak powiedział dyrektor Instytutu dr John Niederhuber -
          pojawiła się szansa nowatorskiego leczenia czerniaka, a w przyszłości zapewne
          innych złośliwych nowotworów - piersi, odbytnicy, płuc, wątroby. Doktor
          Rosenberg podkreślił, że inżynierię genetyczną udało się wykorzystać w leczeniu
          po raz pierwszy.

          Zespół doktora Rosenberga wykorzystał do walki z rakiem układ odpornościowy
          pacjentów; dzięki genetycznym modyfikacjom ich krwinki białe uzyskały większe
          zdolności rozpoznawania i likwidowania guzów.

          Wkrótce mają się rozpocząć próby kliniczne z pacjentami, chorymi na inne
          rodzaje raka. Dr Rosenberg na razie nie ujawnia, jaki konkretnie nowotwór
          zamierza zaatakować.

          57-letni Mark Origer, jeden z dwóch całkowicie wyleczonych pacjentów,
          opowiedział o swoich doświadczeniach brytyjskiemu dziennikowi "Telegraph"
          (wydanie piątkowe). Przed tygodniem lekarze przekazali mu najlepszą z możliwych
          wiadomości - jego organizm jest absolutnie wolny od raka. A miał czerniaka, i
          to z przerzutami na wątrobę.

          Terapię genową rozpoczęto u niego w grudniu 2004 roku, po fiasku chemoterapii i
          leczenia operacyjnego; w styczniu 2005 roku jego guzy zmniejszyły się o połowę.
          We wrześniu uczestniczył w ślubie córki.

          U Marka Origera i Thomasa M. choroba nie powróciła od 18 miesięcy.

          źródło pochodzenia Onet.pl
          wiadomosci.onet.pl/1379340,16,item.html
    • emgoro Naukowcy apelują, by się szczepić 02.09.06, 07:48
      W ciągu najbliższych lat pojawią się nowe szczepionki, które będą miały wpływ
      na poprawę naszego zdrowia. Są to szczepionki m.in. przeciwko nowotworom płuc i
      prostaty.
      Naukowcy apelują, by korzystać z takiej formy profilaktyki zdrowotnej.

      "W przygotowaniu są szczepionki przeciwko rakowi płuc, prostaty. Będą to bardzo
      drogie szczepionki. Jednak jeśli nie zapłacimy tej ceny, szczepionek nie
      będzie" - podkreślił podczas piątkowej konferencji prasowej w Warszawie ekspert
      ds. szczepień w Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) prof. Heinz-Josef Schmitt.
      Według niego, jednym ze sposobów na pokrycie kosztów produkcji nowych
      szczepionek mogą być dotacje rządowe.

      "Szczepienia ochronne umożliwiają całkowite wyeliminowanie chorób - tak, jak
      było w przypadku ospy prawdziwej czy obecnie z chorobą Heinego-Medina. Poza tym
      bardzo redukują liczbę powikłań i zgonów oraz powodują oszczędności dla systemu
      ochrony zdrowia i dla społeczeństwa" - zaznaczył Schmitt. Zaleca on np.
      szczepienie się przeciwko krztuścowi co 10 lat.

      Zdaniem prof. Jacka Wysockiego z Akademii Medycznej w Poznaniu, szczepieniom
      przeciwko grypie szczególnie powinny poddawać się dzieci i osoby starsze.
      Według niego, u znacznej części społeczeństwa funkcjonuje mit, że szczepienie
      to powinno chronić przed każdym przeziębieniem i że uodporniać należy przede
      wszystkim osoby pracujące.

      "Konieczne jest upowszechnienie wiedzy na temat grup szczególnego ryzyka
      powikłań grypowych, a także zwrócenie uwagi na fakt, że szczepienia można
      prowadzić w okresie od września do grudnia, a jeśli szczepionka jest dostępna,
      także w styczniu" -powiedział prof. Wysocki.

      Prof. Claude Hannoun z paryskiego Instytutu Pasteura podkreślał, że szczepienie
      przeciwko grypie zapobiega samej chorobie, ciężkiemu jej przebiegowi oraz
      niektórym jej powikłaniom, np. zapaleniu płuc.

      Obecnie w Polsce odbywają się szczepienia: obowiązkowe dzieci i młodzieży
      (uporządkowane według wieku), obowiązkowe dla osób narażonych w sposób
      szczególny na zakażenie (np. personelu medycznego) - finansowane z budżetu
      Ministerstwa Zdrowia oraz szczepienia zalecane, których koszty pokrywają osoby
      zaszczepiające się.

      Zdaniem prof. Wysockiego, w Polsce szczególnie zalecane są szczepienia
      przeciwko m.in. wirusowemu zapaleniu wątroby typu A, grypie, ospie wietrznej
      czy odkleszczowemu zapaleniu mózgu.

      źródło pochodzenia Onet.pl
      wiadomosci.onet.pl/1379611,16,1,0,120,686,item.html
      • emgoro Jak lek na raka pomaga wirusowi zwalczać guzy mózg 02.09.06, 14:13
        Jak lek na raka pomaga wirusowi zwalczać guzy mózgu
        Lek stosowany w chemioterapii nowotworów pomaga zmienionemu wirusowi opryszczki
        niszczyć nieuleczalne obecnie guzy mózgu - zaobserwowali badacze amerykańscy.
        Artykuł na ten temat zamieszcza pismo "Proceedings of the National Academy of
        Sciences".

        W ostatniej dekadzie pojawiło się kilka eksperymentalnych metod leczenia raka
        wykorzystujących zmodyfikowane wirusy. Testy wirusowych terapii raka prowadzone
        np. na pacjentach z rakiem trzustki czy płuc wykazały, że są one bezpieczne.
        Zdaniem autorów najnowszej pracy, bezpieczeństwo to wynika m.in. z faktu, że
        wirusy w nich wykorzystywane są bardzo osłabione i pozbawione własności
        chorobotwórczych. Z drugiej strony, te właśnie cechy mogą zagrozić skuteczności
        terapii. Przykładem jest tu użycie zmodyfikowanego wirusa opryszczki w terapii
        nieuleczalnych obecnie u ludzi guzów mózgu. Wirus przechodzi obecnie intensywne
        testy na zwierzętach. Jest on wstrzykiwany bezpośrednio do guza, gdzie wnika
        wyłącznie do komórek nowotworowych i niszczy je. Badania wykazały jednak, że w
        kilku godzin później do guza napływają komórki odporności predysponowane do
        walki z infekcjami. Zwalczając wirusa komórki te obniżają skuteczność terapii.

        Teraz okazuje się, że lek od lat stosowany w chemioterapii raka - cyklofosamid
        może na krótko osłabić aktywność tych komórek, a przez to dać wirusowi szansę
        na powielenie się i zniszczenie większego fragmentu guza.

        Najnowsze badania przeprowadzili naukowcy z Uniwersytetu Stanu Ohio.
        Analizowali oni wycinki z mózgów szczurów, którym z powodu guza wstrzykiwano
        leczniczego wirusa. Część gryzoni otrzymała jednocześnie cyklofosfamid.

        Jak zaobserwowali naukowcy, już w 6 godzin po zastrzyku do guza zaczęły
        wędrować liczne komórki odporności stanowiące pierwszą linię obrony przed
        infekcjami - tzw. naturalni zabójcy (komórki NK) i makrofagi oraz komórek
        odporności tkanki nerwowej - tzw. mikrogleju.

        W rezultacie, w miejscu guza liczba makrofagów na przykład uległa potrojeniu.
        Zupełnie inaczej było u zwierząt, którym podano cyklofosfamid - liczba
        makrofagów wzrosła u nich tylko o połowę.

        Jak wykazały dalsze doświadczenia, cyklofosfamid działa hamując w komórkach
        odporności produkcję związku sygnałowego o nazwie interferon gamma (IFN gamma),
        którego rolą jest "przyciąganie" komórek odporności do miejsca infekcji.

        W mózgach szczurów, którym wstrzykiwano wirusa, ale nie podawano cyklofosfamidu
        poziom IFN gamma rósł 10-krotnie po 6 godzinach i 120-krotnie po 72 godzinach.
        Natomiast zwierzęta, którym podano lek miały tylko niewielki wzrost stężenia
        IFN gamma z mózgu.

        Badacze wykazali też, że w guzach mózgu u myszy niezdolnych do wytwarzania IFN
        gamma leczniczy wirus powielał się znacznie skuteczniej, niż w u zwykłych myszy.

        "Nasze badania wykazały, że z użyciem cyklofosfamidu możemy zahamować działanie
        wcześnie reagujących na infekcje komórek odporności, a przez to poprawić
        zdolność wirusa HSV do niszczenia guzów mózgu" - komentuje prowadzący badania
        prof. Antonio Chiocca.

        Dzięki tej metodzie, można będzie zablokować wybrane komórki odporności na
        bardzo krótki okres czasu, bez potrzeby stosowania ogólnej immunosupresji.

        Jak zaznaczają autorzy pracy, póki co wirus i lek nie mogą być jednak stosowane
        u pacjentów.

        Zanim do tego dojdzie metoda ta wymaga jeszcze dopracowania, a później będzie
        jeszcze musiała przejść kliniczne testy oceniające jej bezpieczeństwo i
        skuteczność.

        źródło pochodzenia Onet.pl
        wiadomosci.onet.pl/1379280,16,1,0,120,686,item.html
        • emgoro Kontakt z ołowiem grozi nowotworem mózgu 03.09.06, 13:45
          Osoby narażone na regularny kontakt z ołowiem, np. w pracy, mają o 50 proc.
          większe ryzyko zgonu z powodu guza mózgu - informują naukowcy z USA na łamach
          pisma "International Journal of Cancer".
          Do takich wniosków doszli badacze z University of Rochester, którzy
          wykorzystali dane na temat przyczyn zgonu oraz ekspozycji na ołów związanej z
          wykonywanym zawodem wśród 317 968 osób, które w latach 1979-81 dostarczyły
          informacji o miejscu zatrudnienia do Amerykańskiego Biura ds. Spisu Ludności.

          Każdy zawód oceniano pod względem prawdopodobieństwa kontaktu z ołowiem oraz
          intensywności tego kontaktu. Na przykład, osoby obsługujące stacje benzynowe w
          latach 70. i wczesnych latach 80., gdy stosowano jeszcze benzynę z ołowiem,
          zaliczono do grupy o wysokim ryzyku narażenia na ten metal, ale ich bezpośredni
          kontakt z ołowiem oceniono na średni. Za zawody o potencjalnie największym
          kontakcie z ołowiem uznano malarzy, ze względu na obecność tego pierwiastka w
          farbach oraz mechaników samochodowych, narażonych na niego podczas spawania,
          naprawy chłodnic, kontaktu z bateriami akumulatorowymi, ze smarami i farbami.

          W ciągu 9 lat naukowcy odnotowali w badanej grupie 119 przypadków zgonu z
          powodu guza mózgu. Analiza ujawniła, że osoby najbardziej narażone w pracy na
          kontakt z ołowiem miały o 50 proc. większe ryzyko zgonu z tej przyczyny niż
          osoby nie mające styczności z tym pierwiastkiem.

          Naukowcy ciągle za mało wiedzą na temat przyczyn rozwoju guzów mózgu, a jedynym
          dobrze udokumentowanym czynnikiem ryzyka tych nowotworów jest promieniowanie,
          przypomina prowadzący badania dr Edwin van Wijngaarden. "Dlatego badania tego
          rodzaju są tak ważne, nawet jeśli pozwolą zrozumieć przyczyny tylko 1-2 proc.
          wszystkich przypadków nowotworów mózgu" - podkreśla badacz.

          Naukowcy od lat podejrzewają, że ołów jest pierwiastkiem rakotwórczym, zdolnym
          pokonywać barierę krew-mózg, przypomina. Dlatego tkanka nerwowa mózgu może być
          szczególnie wrażliwa na jego toksyczne działanie.

          Ostatnio prace nad toksycznością ołowiu dotyczą głównie dzieci. Obecnie
          naukowcy wiedzą już, że kontakt z ołowiem może u młodych osób wywoływać ostre
          choroby i zaburzenia zachowania, ale ciągle za mało wiadomo na temat odległych
          skutków działania tego pierwiastka, podkreśla dr van Wijngaarden.

          źródło pochodzenia Onet.pl
          wiadomosci.onet.pl/1379306,16,1,0,120,686,item.html
          • emgoro Plemniki sprzyjają rakowi szyjki macicy? 04.09.06, 11:11
            Zawarte w nasieniu prostaglandyny mogą pobudzać wzrost nowotworów szyjki
            macicy - informuje "Journal of Endocrinology and Human Reproduction".
            Prostaglandyny występują w naturalnych warunkach w komórkach wyściełających
            wnętrze macicy - biorą one udział w cyklicznych procesach regulacyjnych.
            Stężenie prostaglandyn w nasieniu jest jednak 1000 razy wyższe.

            Jak wynika z badań naukowców z Medical Research Council, wysoki poziom
            prostaglandyn pobudza wzrost nowotworów - ich komórki mają na powierzchni
            receptory dla prostaglandyn. Zdaniem autorów badań, partnerzy kobiet chorych na
            te nowotwory (lub nimi zagrożonych) powinni używać prezerwatyw. Z drugiej
            strony - leki blokujące działanie prostaglandyn mogłyby się okazać skuteczne w
            leczeniu nowotworów.

            Komentujący artykuł eksperci zauważają, że w przypadku zagrożonych rakiem
            kobiet ważniejsze jest regularne wykonywanie badań wymazów z szyjki macicy niż
            zabezpieczanie się przed nasieniem.

            Najczęstsza przyczyna raka szyjki macicy to wirus ludzkiego brodawczaka,
            przenoszący się drogą płciową. Nowotwór ten należy do najczęstszych wśród
            kobiet poniżej 35. roku życia.

            źródło pochodzenia Onet.pl
            wiadomosci.onet.pl/1379946,16,1,0,120,686,item.html
            • emgoro Geny odpowiedzialne za raka piersi 08.09.06, 20:34
              Trzy geny, których mutacje są odpowiedzialne za rozwój niektórych typów raka
              piersi, zidentyfikował zespół prof. Jana Lubińskiego z Międzynarodowego Centrum
              Nowotworów Dziedzicznych Pomorskiej Akademii Medycznej w Szczecinie.
              Wyniki swoich badań naukowcy zaprezentowali na odbywającej się w poniedziałek w
              Lund (Szwecja) konferencji naukowej, poświęconej wykrywaniu raka piersi.

              Jak wyjaśnił PAP Gronwald, zidentyfikowanie tych genów stanowi ogromny przełom,
              ponieważ pozwala wykryć predyspozycje do zachorowania na raka piersi u kobiet,
              w których rodzinie nie było przypadków tej choroby.
              "Część nowotworów jest uwarunkowana genetycznie. Wśród nich mogą być takie,
              które są uwarunkowane jednogenowo lub wielogenowo. Jeżeli mamy do czynienia z
              uwarunkowaniem jednogenowym, zmiana w obrębie jednego genu sprawia, że ryzyko
              wystąpienia choroby jest bardzo wysokie. Natomiast w przypadku uwarunkowań
              wielogenowych zmiana w jednym genie w bardzo małym stopniu podnosi ryzyko
              zachorowania, potrzebne są zmiany w konkretnej kombinacji genów" - tłumaczył
              Gronwald.

              W związku z tym w rodzinie osoby, która ma predyspozycje do zachorowania na
              raka piersi, zakodowane w trzech genach, mogło nie być przypadków tej choroby.
              Dzieje się tak dlatego, że część zmutowanych genów odziedziczyła ona po jednym
              z rodziców, resztę po drugim.

              "Osoby, u których wywiad rodzinny wskazuje na skłonność do raka piersi, objęte
              są dodatkową profilaktyką. Częściej muszą się badać pod tym kątem. Dzięki
              odkryciu kombinacji trzech genów, odpowiedzialnych za skłonność do rozwoju
              nowotworu, będzie można zidentyfikować także te pacjentki, u których ryzyko
              jest wysokie, ale wywiad rodzinny na to nie wskazuje" - podkreślił lekarz.

              Do odkrycia doszło dzięki badaniom kilkunastu wyselekcjonowanych genów u około
              2 tys. kobiet z rakami piersi i 3 tys. zdrowych osób z grupy kontrolnej.
              Wykazały one, że nagromadzenie u jednej osoby kilku szczególnych zmian niskiego
              ryzyka w genach BRCA2, CHEK 2 i/lub CY1B1 związane jest z wysokim, sięgającym
              30 proc. ryzykiem zachorowania na raka piersi.

              "Zidentyfikowane układy genetyczne występują w Polsce u około 100 tys. kobiet i
              są one przyczyną ponad 2 proc. wszystkich zachorowań na raka piersi (kilkaset
              przypadków rocznie). Około 40 proc. tych raków rozwija się w młodym wieku" -
              poinformował Gronwald.

              Dodał, że w przyszłości będą prowadzone badania nad zidentyfikowaniem innych
              kombinacji genów, odpowiedzialnych za ryzyko rozwoju innych typów raka piersi,
              a także np. raka jajników.

              źródło pochodzenia Onet.pl
              wiadomosci.onet.pl/1399653,16,1,0,120,686,item.html
              • emgoro Profilaktyka raka piersi ratuje życie 09.09.06, 10:33
                Prawie 10 proc. kobiet może zachorować na raka piersi w ciągu swojego życia. Co
                roku w Polsce umiera z tego powodu ok. 5 tys. pacjentek.
                Wczesne wykrycie choroby daje dużą szansę całkowitego wyleczenia - przypomniał
                w czwartek mazowiecki konsultant wojewódzki w dziedzinie onkologii, dr hab.
                Tadeusz Pieńkowski na konferencji prasowej w Warszawie.

                Według przedstawionych na konferencji danych WHO, każdego roku w krajach
                rozwiniętych wykrywa się 580 tys. nowych przypadków nowotworów piersi, ok. 370
                pacjentek umiera z tego powodu. W Polsce rak piersi jest najczęstszym
                nowotworem złośliwym u kobiet i najczęstszą przyczyną zgonów z powodu
                nowotworów w naszym kraju. Na raka sutka mogą chorować także mężczyźni, chociaż
                takich przypadków jest sto razy mniej niż zachorowań kobiet. "Wszystkie kobiety
                powinny poddawać się regularnie badaniom. Połowa pacjentek we wczesnym stadium
                raka piersi może być wyleczona dzięki szybkiemu zastosowaniu leczenia" -
                powiedziała prowadząca konferencję dr Barbara Czerska z Polskiego Towarzystwa
                do Badań nad Rakiem Piersi.

                Wczesne leczenie, jak podkreślają onkolodzy, ma kluczowe znaczenie, ponieważ
                nie jest możliwe całkowite wyleczenie już rozwiniętej choroby. Tylko nieliczne
                znane leki są w stanie przedłużyć życie osoby z zaawansowanym nowotworem piersi.

                Najczęściej leczy się raka piersi przez chirurgiczne usunięcie guza w
                połączeniu z naświetlaniem lub chemioterapią. W przypadku niektórych rodzajów
                raka skuteczna jest też terapia hormonalna.

                Aby odpowiednio wcześnie wykryć nowotwór, wszystkim kobietom po 20 roku życia
                zalecane jest badanie lekarskie piersi co trzy lata. Po ukończeniu 40 roku
                życia należy co dwa lata wykonywać badania mammografem, po ukończeniu 50 lat -
                co roku. Bezpłatna mammografia przysługuje w Polsce każdej kobiecie,
                niezależnie od wieku, co dwa lata.

                źródło pochodzenia Onet.pl
                wiadomosci.onet.pl/1400101,16,1,0,120,686,item.html
                • emgoro Mandarynki zapobiegają rakowi wątroby 12.09.06, 07:37
                  Jedzenie mandarynek może zmniejszać ryzyko raka wątroby i innych poważnych
                  chorób - wynika z japońskich badań.
                  Jak wykazało przeprowadzone na 1073 osobach badanie w japońskim mieście
                  Mikkabi, jedzenie mandarynek poprawiło wskaźniki związane z ryzykiem miażdżycy
                  i cukrzycy typu II.

                  Z kolei naukowcy z uniwersytetu w Kioto badali 30 pacjentów z przewlekłym
                  wirusowym zapaleniem wątroby, którzy przez rok codziennie pili sok
                  mandarynkowy. W tym czasie żaden z nich nie zachorował na raka. Natomiast w
                  kontrolnej, niepijącej soku grupie 45 osób zachorowało 8,9 procenta pacjentów.
                  Działanie ochronne mają przede wszystkim zawarte w tych owocach karotenoidy,
                  którym zawdzięczają swój mandarynkowy kolor. Planowana jest dalsza obserwacja
                  pacjentów z Kioto, a także przeprowadzenie badań na większej grupie pacjentów.

                  źródło pochodzenia Onet.pl
                  wiadomosci.onet.pl/1401378,16,1,0,120,686,item.html
                  • emgoro Dzień Wiedzy o Chłoniakach w piątek 13.09.06, 10:40
                    Rozpowszechnienie wiedzy o chłoniaku, jego objawach i sposobach leczenia, to
                    cele kampanii społecznej "Chłoniak - nowotwór, który można pokonać. Zbadaj
                    się!". W piątek przypada Światowy Dzień Wiedzy o Chłoniakach.

                    Kampanię przygotowało Stowarzyszenie Wspierające Chorych na Chłoniaki "Sowie
                    Oczy" grupujące osoby chore, ozdrowieńców, oraz ich rodziny i bliskich.
                    Chłoniaki to grupa nowotworów układu limfatycznego. Rozróżnia się dwa typy
                    zachorowań: chłoniaki Hodgkina (ziarnica), oraz chłoniaki nieziarnicze. W
                    Polsce zapada na tę chorobę co roku 8 tys. osób, według danych Światowej
                    Organizacji Zdrowia zachorowalność rośnie o 4 proc. rośnie.

                    Jak mówi prof. Andrzej Lange, dyrektor Dolnośląskiego Centrum Transplantacji
                    Komórkowych z Krajowym Bankiem Dawców Szpiku, współcześnie chłoniaki są
                    wyleczalne. Ważne jest jednak, aby pacjent został szybko i prawidłowo
                    zdiagnozowany.

                    "Pamiętam, jako młody lekarz miałem pacjentkę, 16-letnią dziewczynę. Miała ona
                    objawy - płyn w płucach, duszności. Okazało się, że była to ziarnica. Wtedy
                    oznaczało to szybkie rozstanie się z życiem. Teraz, po 30 latach, taka diagnoza
                    nie jest już równoznaczna z wyrokiem śmierci. Co więcej, ziarnica złośliwa jest
                    prototypem uleczalności nowotworów" - powiedział we wtorek Lange.

                    Jak zaznaczył lekarz, wpływ na wzrost zachorowalności na chłoniaki ma
                    pojawienie się wirusów osłabiających odporność, z wirusem HIV na czele, oraz
                    innych czynników sprzyjających, środków ochrony roślin, oraz farb do włosów.

                    Objawy towarzyszące rozwojowi chłoniaków, to powiększone węzły chłonne,
                    gorączka i nocne pocenie się, osłabienie, spadek wady i świąd. Organizatorzy
                    kampanii apelują, aby każdy, kto wykrył u siebie podobne symptomy, szybko
                    zgłosił się do lekarza. Przykładem źle diagnozowanej osoby jest Marta
                    Świerczyńska ze stowarzyszenia "Sowie Oczy".

                    "Na początku leczono mnie na grzybicę i gronkowca. To zostało zaleczone, ale
                    choroba rozwijała się dalej. Byłam w ciąży, gdy chłoniaka wykrył u mnie
                    ginekolog. Przyjęłam chemię, urodziła zdrowe dziecko i dokończyłam terapię" -
                    opowiadała Świerczyńska.

                    Stowarzyszenie przyjęło nazwę "Sowie Oczy", ponieważ jest to potoczna nazwa
                    jakiej histopatolodzy używają do określenia komórek ziarniczych w węzłach
                    chłonnych.

                    Rozpowszechnienie wiedzy o chłoniaku, jego objawach i sposobach leczenia, to
                    cele kampanii społecznej "Chłoniak - nowotwór, który można pokonać. Zbadaj
                    się!". W piątek przypada Światowy Dzień Wiedzy o Chłoniakach.

                    Kampanię przygotowało Stowarzyszenie Wspierające Chorych na Chłoniaki "Sowie
                    Oczy" grupujące osoby chore, ozdrowieńców, oraz ich rodziny i bliskich.
                    Chłoniaki to grupa nowotworów układu limfatycznego. Rozróżnia się dwa typy
                    zachorowań: chłoniaki Hodgkina (ziarnica), oraz chłoniaki nieziarnicze. W
                    Polsce zapada na tę chorobę co roku 8 tys. osób, według danych Światowej
                    Organizacji Zdrowia zachorowalność rośnie o 4 proc. rośnie.

                    Jak mówi prof. Andrzej Lange, dyrektor Dolnośląskiego Centrum Transplantacji
                    Komórkowych z Krajowym Bankiem Dawców Szpiku, współcześnie chłoniaki są
                    wyleczalne. Ważne jest jednak, aby pacjent został szybko i prawidłowo
                    zdiagnozowany.

                    "Pamiętam, jako młody lekarz miałem pacjentkę, 16-letnią dziewczynę. Miała ona
                    objawy - płyn w płucach, duszności. Okazało się, że była to ziarnica. Wtedy
                    oznaczało to szybkie rozstanie się z życiem. Teraz, po 30 latach, taka diagnoza
                    nie jest już równoznaczna z wyrokiem śmierci. Co więcej, ziarnica złośliwa jest
                    prototypem uleczalności nowotworów" - powiedział we wtorek Lange.

                    Jak zaznaczył lekarz, wpływ na wzrost zachorowalności na chłoniaki ma
                    pojawienie się wirusów osłabiających odporność, z wirusem HIV na czele, oraz
                    innych czynników sprzyjających, środków ochrony roślin, oraz farb do włosów.

                    Objawy towarzyszące rozwojowi chłoniaków, to powiększone węzły chłonne,
                    gorączka i nocne pocenie się, osłabienie, spadek wady i świąd. Organizatorzy
                    kampanii apelują, aby każdy, kto wykrył u siebie podobne symptomy, szybko
                    zgłosił się do lekarza. Przykładem źle diagnozowanej osoby jest Marta
                    Świerczyńska ze stowarzyszenia "Sowie Oczy".

                    "Na początku leczono mnie na grzybicę i gronkowca. To zostało zaleczone, ale
                    choroba rozwijała się dalej. Byłam w ciąży, gdy chłoniaka wykrył u mnie
                    ginekolog. Przyjęłam chemię, urodziła zdrowe dziecko i dokończyłam terapię" -
                    opowiadała Świerczyńska.

                    Stowarzyszenie przyjęło nazwę "Sowie Oczy", ponieważ jest to potoczna nazwa
                    jakiej histopatolodzy używają do określenia komórek ziarniczych w węzłach
                    chłonnych.

                    źródło pochodzenia Onet.pl
                    wiadomosci.onet.pl/1401875,16,1,0,120,686,item.html
                    • emgoro Re: Dzień Wiedzy o Chłoniakach w piątek 16.09.06, 09:55
                      Onkolodzy: Chłoniak jest groźny, bo mało znany
                      15 września - Światowy Dzień Wiedzy o Chłoniakach
                      Objawy chłoniaka są mało charakterystyczne, a poziom wiedzy na jego temat -
                      niski. Dlatego wiele osób dowiaduje się, że ma nowotwór zbyt późno, aby można
                      je było uratować - alarmują onkolodzy. Jak informuje kierownik Kliniki
                      Nowotworów Układu Chłonnego Centrum Onkologii w Warszawie dr Janusz Meder,
                      chłoniaki to grupa nowotworów występujących coraz częściej; w Polsce rejestruje
                      się co roku 6 tys. nowych zachorowań.

                      Niestety, jak podkreśla onkolog, objawy chłoniaka mogą przypominać objawy
                      innych, mniej groźnych chorób: to powiększone węzły chłonne, zmęczenie i
                      duszności po wysiłku, utrata wagi. "Może wystąpić podwyższona temperatura
                      ciała, obfite pocenie się, zwłaszcza w nocy, swędzenie skóry" - tłumaczy Meder.
                      Dlatego zanim rozpoznany zostanie nowotwór, wielu pacjentów leczonych jest na
                      infekcje. Specjalista podkreśla, że jeżeli takie objawy utrzymują się przez
                      dwa, trzy tygodnie, a antybiotyki nie pomagają, pacjent sam powinien zgłosić
                      się do onkologa.

                      "Aby zweryfikować podejrzenie chłoniaka, trzeba wykonać rentgen klatki
                      piersiowej i zbadać stan węzłów chłonnych w śródpiersiu. Potrzebna jest też
                      morfologia krwi i USG jamy brzusznej" - mówi Meder. Jak zaznacza, konieczne
                      jest indywidualne ustalenie strategii dalszych badań w specjalistycznym ośrodku
                      onkologicznym, których w kraju jest stosunkowo dużo.

                      "Tam już są odpowiednie standardy postępowania. Lekarze rozpoczynają stawianie
                      diagnozy od wycięcia węzła chłonnego i zbadania go, aby ustalić rodzaj
                      chłoniaka. Od tego zależy dalsze diagnozowanie i leczenie" - mówi lekarz.
                      Diagnoza powinna być postawiona jak najszybciej, a leczenie należy rozpocząć
                      natychmiast. Jak ostrzega onkolog, niektóre rodzaje chłoniaka, nie leczone,
                      mogą doprowadzić do śmierci chorego w ciągu kilku miesięcy.

                      Jak podkreśla prezes Stowarzyszenia Wspierającego Chorych na Chłoniaki "Sowie
                      Oczy" Paweł Moszumański, diagnoza chłoniaka nie jest wyrokiem. "To choroba,
                      przez którą można przejść i wyzdrowieć. Chcemy, żeby ludzie nie bali się badać,
                      nie lekceważyli niepokojących objawów" - tłumaczy.

                      Moszumański zdradza, że sam wygrał walkę z chłoniakiem. Zanim się dowiedział,
                      na co jest chory, wcale nie łączył swoich dolegliwości z ewentualnym nowotworem.

                      "Cieszyłem się, że chudnę. Żona zawsze mi powtarzała, że mam za dużo ciała.
                      Pociłem się w nocy, ale mnie to nie martwiło; bo była zima i mieszkanie mocno
                      ogrzewano. Swędzenie? To pewnie mydło. Wszystko można sobie wytłumaczyć" -
                      opowiada.

                      Kiedy jednak wystąpiły dodatkowe objawy - kaszel i gorączka - zgłosił się do
                      lekarza. Ten zaczął go leczyć na zapalenie górnych dróg oddechowych. Kuracja
                      nie skutkowała, ale przyczyny dalej nie można było odkryć. "Podejrzenie
                      chłoniaka pojawiło się dopiero kiedy zacząłem pluć krwią" - relacjonował
                      Moszumański.

                      Dlatego, jak mówi, założył stowarzyszenie, które działa od roku - wspiera
                      chorych na chłoniaki i prowadzi kampanie informacyjne mające na celu poprawę
                      stanu wiedzy społeczeństwa na temat tej choroby.

                      PAP - Nauka w Polsce, Urszula Jabłońska

                      źródło pochodzenia Nauka w Polsce
                      www.naukawpolsce.pap.pl/nauka/index.jsp?place=Lead07&news_cat_id=14&news_id=12897&layout=12&forum_id=4941&page=text
    • emgoro Festiwal Nauki: Akceleratorem w nowotwór 16.09.06, 15:33
      Wiązka fotonów, precyzyjnie nakierowana na nowotwór, przenika przez skórę i
      niszczy raka nie naruszając zdrowych komórek.
      O najnowocześniejszych osiągnięciach fizyki jądrowej wspomagających medycynę
      mówił w sobotę w Warszawie dr hab. Zygmunt Szeliński z wydziału fizyki
      Uniwersytetu Warszawskiego.

      Jak podkreślił ekspert podczas wykładu wygłoszonego w ramach X Festiwalu Nauki,
      stosowanie w medycynie akceleratorów ciężkich jonów, a zwłaszcza jonów węgla,
      to przyszłość onkologii.
      W Polsce terapię akceleratorową stosuje obecnie 80 ośrodków w całym kraju;
      przechodzi ją rocznie około 50 tys. pacjentów. Stosowane są tam jednak
      akceleratory elektronowe. "Urządzenia te kierują wiązkę elektronów przez skórę
      pacjenta do tkanki nowotworowej. Niestety, wadą tej metody jest silne
      naświetlenie, a tym samym zniszczenie obszaru zdrowej tkanki w kanale
      wejściowym wiązki i znaczne naświetlenie obszaru za nowotworem" - wyjaśnia
      Szeliński.

      Jak tłumaczy, w przypadku nowotworów ulokowanych z dala od znaczących organów -
      jak nowotwory płuc - nie stanowi to problemu. Jednak przy nowotworach głowy,
      szyi lub prostaty terapia ta może wywołać tak znaczne skutki uboczne, że
      niekiedy jest wręcz wykluczona.

      "Inaczej wygląda sytuacja w przypadku zastosowania akceleratorów ciężkich
      jonów, a zwłaszcza jonów węgla. Dzięki temu osiąga się bardzo dobre rezultaty
      terapeutyczne" - podkreślił Szeliński. Jak wyjaśnił, nowotwór jest wówczas
      naświetlany jonami o ładunku dodatnim, które są masywniejsze od elektronów. Co
      ważne, tzw. depozyt dawki jest najmniejszy przy powierzchni skóry, po czym
      rośnie - w miarę, jak wyhamowujące cząstki tracą energię.

      "Obecnie potrafimy już sterować wiązką fotonów tak precyzyjnie, że
      promieniowanie dociera wyłącznie do obszaru nowotworu, bez naruszania zdrowych
      komórek. Nowoczesna technologia pozwala nawet na skorelowanie pracy komputerów,
      sterujących polem magnetycznym, z ruchami towarzyszącymi oddychaniu" - zapewnia
      Szeliński.

      Najnowsze osiągnięcia fizyki jądrowej pozwalają niszczyć nowotwory, nie
      uszkadzając nerwów. Przy nowotworach mózgu terapia hydronowa - ciężkimi jonami -
      może być alternatywą dla metod klasycznych, w tym chirurgii. Co istotne dla
      pacjenta, pozwala ona na zredukowanie liczby naświetlań średnio z 20 (przy
      klasycznych akceleratorach elektronowych) nawet do pięciu.

      Terapię protonami i jonami węgla prowadzi już kilka ośrodków onkologicznych na
      świecie. Wiodącą pozycję zajmuje pod tym względem Japonia, gdzie onkologia
      rozwinęła się po atakach na Hiroshimę i Nagasaki. W Europie również realizowany
      jest program budowy sieci akceleratorów klinicznych nowego typu, np. działa już
      ośrodek w Darmstadt w Niemczech. Eksperymentalną terapię i badania o
      charakterze ogólnym prowadzą tam również polscy fizycy.

      Do końca 2007 roku mają powstać akceleratory jonowe w Heidelbergu (Niemcy) i w
      Pavii (Włochy), w 2009 roku ma skończyć się budowa akceleratora w Wiedniu
      (Austria), a rok później - w Lyonie (Francja); finalizowany jest projekt
      ośrodka w Sztokholmie (Szwecja).

      Według Szelińskiego, doświadczenia ośrodków pilotażowych na świecie dowodzą
      ogromnej skuteczności tego rodzaju terapii. "Polscy fizycy i lekarze są już
      gotowi do obsługi nowoczesnych ośrodków terapii nowotworów" - deklaruje
      Szeliński.

      "Mamy też gotową technologię. Średni czas budowy akceleratora i kliniki
      onkologicznej wynosi pięć lat; koszt to ok. 300 milionów złotych" - szacuje
      naukowiec. Jak podkreśla, eksploatacja takiego ośrodka jest wprawdzie bardzo
      droga, a koszt budowy niemały, ale warto rozważyć zalety tej
      inwestycji. "Decyzja o tym, czy Polacy będą mieli dostęp do
      najnowocześniejszych metod walki z nowotworami leży w gestii parlamentu. Na
      razie polscy eksperci pracują za granicą" - podsumowuje fizyk.

      Warszawskie spotkania z nauką obejmą ponad 500 imprez. Do 24 września ponad 100
      naukowców zaprezentuje warszawiakom swoje dokonania i zainteresowania badawcze.
      Wykłady, pokazy, warsztaty i prezentacje odbędą się nie tylko w laboratoriach i
      aulach wyższych uczelni lub instytutów naukowych, ale również w muzeach,
      parkach, obserwatoriach i pod gołym niebem.

      źródło pochodzenia Onet.pl
      wiadomosci.onet.pl/1404056,16,1,0,120,686,item.html
      • emgoro Rzeżączka podnosi ryzyko raka prostaty 27.09.06, 11:38
        Przebycie przez mężczyznę rzeżączki, bakteryjnej choroby wenerycznej, podnosi
        ryzyko raka prostaty w przyszłości - zaobserwowali naukowcy z USA.
        Artykuł zamieszczony na łamach pisma "Journal of Urology" dostarcza kolejnych
        dowodów na to, że choroby przenoszone drogą płciową mogą przyczyniać się do
        rozwoju raka prostaty.

        Już wcześniejsze obserwacje, prowadzone wśród białych mężczyzn sugerowały, że
        taki związek istnieje. Najnowsze badania naukowców z Uniwersytetu Stanu
        Michigan w Ann Arbor objęły ponad 800 Afro- Amerykanów płci męskiej, którzy są
        bardziej niż biali mężczyźni narażeni na raka prostaty. Wiek pacjentów wahał
        się od 40 do 79 lat.
        Okazało się, że mężczyźni, którzy w przeszłości chorowali na rzeżączkę, byli o
        78 proc. bardziej narażeni na raka prostaty niż panowie, którzy nie mieli
        rzeżączki ani żadnych innych chorób wenerycznych.

        Co więcej, u mężczyzn, którzy mieli największą liczbę partnerek seksualnych w
        ciągu życia - 25 lub więcej - ryzyko to było niemal trzy razy wyższe niż u
        pacjentów z małą liczbą partnerek.

        Jak spekulują autorzy pracy, być może przewlekłe stany zapalne gruczołu
        krokowego, wywołane zakażeniem dwoinką rzeżączki, stanowią dobre podłoże do
        rozwoju procesów nowotworowych.

        Jeśli przyszłe badania potwierdzą związek rzeżączki z ryzykiem raka prostaty,
        można będzie rozpocząć prace nad nowymi metodami prewencji tego nowotworu -
        uważa kierująca zespołem naukowców dr Aruna V. Sarma. ?"Jest to o tyle istotne,
        że obecnie znamy niewiele takich czynników ryzyka raka prostaty, na które
        możemy mieć wpływ" - konkluduje badaczka.

        źródło pochodzenia Onet.pl
        wiadomosci.onet.pl/1408981,16,1,0,120,686,item.html
        • emgoro Ruszył program profilaktyki raka szyjki macicy 28.09.06, 10:17
          O uruchomieniu ogólnopolskiego programu profilaktyki raka szyjki macicy -
          poinformował prezes Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego prof. Marek
          Spaczyński.
          Ma zachęcić Polki do dbania o siebie oraz zmienić zatrważające statystyki
          umieralności z powodu tego nowotworu. Główną częścią programu - pod nazwą
          Ogólnopolski Program Aktywnej Profilaktyki Raka Szyjki Macicy - są badania
          profilaktyczne, które mogą objąć ok. 9 mln kobiet. Zaproszenia na indywidualne
          bezpłatne konsultacje wysyła Narodowy Fundusz Zdrowia.

          "Bezpłatne skierowanie na badania cytologiczne dostaną wszystkie Polki w wieku
          od 25 do 59 lat, które w ciągu trzech ostatnich lat nie robiły takiego badania
          finansowanego przez NFZ" - zapewniał prof. Spaczyński.
          Pacjentka, która dostanie zaproszenie może zadzwonić do wybranego - wskazanego
          na zaproszeniu ośrodka, który wykona darmowe badanie. W przypadku wykrycia
          nieprawidłowości pacjentki będą kierowane na dalsze specjalistyczne badania lub
          leczenie.

          "Rak szyjki macicy to choroba, której można skutecznie zapobiegać. Tymczasem
          ten nowotwór każdego dnia zabija w Polsce 5 kobiet. To musi się zmienić.
          Recepta jest prosta - regularne wizyty u ginekologa, coroczne badania
          cytologiczne, które są najskuteczniejszymi metodami wykrycia choroby, a w
          przyszłości - szczepienia" - powiedział prof. Marek Spaczyński.

          Według statystyk Polska jest krajem o największej liczbie zachorowań i śmierci
          z powodu raka szyjki macicy w Unii Europejskiej. Dlatego profilaktyka raka
          szyjki macicy stała się jednym z ministerialnych priorytetów w ochronie
          zdrowia. Do 2014 roku organizatorzy akcji chcieliby aby zachorowalność na
          inwazyjnego raka szyjki macicy spadła o 50 proc. Oprócz PTG program organizują
          Ministerstwo Zdrowia i Narodowy Fundusz Zdrowia.

          "Można skutecznie budować świadomość zagrożenia rakiem szyjki macicy, ale
          niezbędne jest współdziałanie wielu środowisk: organizacji rządowych i
          pozarządowych - organizacji kobiecych, stowarzyszeń pacjentów, środowisk
          katolickich, środowiska medycznego, mediów, a także partnerów komercyjnych i
          pracodawców." - dodał prof. Spaczyński.

          źródło pochodzenia Onet.pl
          wiadomosci.onet.pl/1409555,16,1,0,120,686,item.html
          • emgoro Biopsja bez igły 30.09.06, 09:12
            Dzięki nowej metodzie badania, można będzie badać właściwości guzów mózgu nie
            używając igły do biopsji - informuje "New Scientist".
            Badania takie jak tomografia komputerowa i rezonans magnetyczny pozwalają
            wprawdzie rozpoznać guz mózgu, ale aby rozpoznać rodzaj nowotworu i jego
            złośliwość, zwykle potrzebna jest jeszcze biopsja, czyli pobranie fragmentu
            tkanki. Wbijanie igły w mózg jest nie tylko nieprzyjemne dla pacjenta, ale
            także niebezpieczne - może prowadzić do komplikacji takich jak udar mózgu lub
            paraliż. Mimo zachowania wszelkich reguł sztuki medycznej, takie powikłania
            zdarzają się w około 2 procentach przypadków.

            Zespół Johna Griffithsa z brytyjskiego Cambridge Research Institute wykorzystał
            skaner MRI do analizy chemicznej guza. Niektóre substancje są zawarte w
            nowotworach w większym stężeniu niż w normalnej tkance, wahają się także w
            poszczególnych rodzajach guzów. Dokładną ich analizę umożliwia technika
            spektroskopii rezonansu magnetycznego (MRS), oparta na charakterystycznym
            rezonansie poszczególnych cząsteczek w silnym polu magnetycznym.

            Naukowcy skompletowali bazę, zawierającą charakterystyczne cechy 91
            najczęstszych rodzajów nowotworów mózgu. Opracowali też oprogramowanie, które
            potrafi rozpoznać typ i stopień zawansowania poszczególnych nowotworów z
            dokładnością sięgającą 93 procent.

            Dalsze parce powinny jeszcze podnieść dokładność diagnozy. Być może metoda ta
            znajdzie zastosowanie także w rozpoznawaniu innych nowotworów, na przykład
            chłoniaków.

            źródło pochodzenia Onet.pl
            wiadomosci.onet.pl/1411132,16,1,0,120,686,item.html
    • emgoro Antybiotyk na raka? 03.10.06, 11:49
      Mało znany antybiotyk o nazwie siomycyna A działa przeciwnowotworowo, hamując
      ekspresję genu niezbędnego dla rozwoju raka.
      Wyniki badań naukowców z University of Illinois at Chicago College of Medicine
      opublikowano w najnowszym numerze pisma "Cancer Research".

      Główny autor badania, Andrei Gartel, mikrobiolog i immunolog, tłumaczy, że
      badany gen FoxM1 jest bardzo aktywny w komórkach większości nowotworów. Jest
      odpowiedzialny za włączanie ekspresji genów niezbędnych do podziałów komórki
      (proliferacji) i wyłączania tych genów, które je hamują. Jak wiadomo
      niekontrolowana proliferacja jest główną cechą charakterystyczną komórek
      nowotworowych.
      Na potrzeby badania naukowcy opracowali nowy system do identyfikacji małych
      cząsteczek, które hamują działanie białek włączających i wyłączających geny.
      Przy użyciu tego systemu odkryli, że antybiotyk o nazwie siomycyna A działa
      specyficznie na FoxM1 nie wpływając na żadne inne białka komórki.

      W następnych doświadczeniach wykonanych na hodowlach komórek, badacze wykazali,
      że siomycyna A indukowała samobójstwo (apoptozę) komórek nowotworowych, ale nie
      normalnych prawidłowych komórek w hodowli.

      Gartel mówi, że nowa technika oferuje naukowcom szybki sposób identyfikacji
      substancji, które wpływają na onkogeny - geny, których aktywacja powoduje
      rozwój nowotworu. Pierwszym związkiem odkrytym w ten sposób jest siomycyna A,
      substancja bardzo obiecująca ponieważ nie jest toksyczna.

      Teraz lek musi przejść dalsze badania laboratoryjne z użyciem innych rodzajów
      komórek i wstępne testy na zwierzętach zanim będzie można rozpocząć badania
      kliniczne.

      źródło pochodzenia Onet.pl
      wiadomosci.onet.pl/1411972,16,item.html
    • emgoro Czy aspiryna może pomóc na raka? 05.10.06, 07:53
      Według naukowców z University of Newcastle w Wielkiej Brytanii aspiryna
      wykazuje właściwości antynowotworowe - donosi październikowy numer
      pisma "FASEB".
      Znana od bardzo dawna i powszechnie stosowana podczas przeziębienia czy grypy
      aspiryna działa przeciwzapalnie między innymi poprzez hamowanie aktywności
      enzymów o nazwie cyklooksygenazy. Brytyjscy naukowcy opisali kolejny mechanizm
      działania aspiryny podczas stanu zapalnego i choroby nowotworowej.

      W swoich badaniach dowiedli, że aspiryna działa na cząsteczkę sygnałową o
      nazwie NFkappaB, która jest zaangażowana między innymi w powstawanie nowych
      naczyń krwionośnych.
      Okazało się, że lek hamuje powstawanie naczyń krwionośnych odżywiających
      rozwijającego się guza. Proces ten nazywany angiogenezą jest niezbędny do
      wzrostu nowotworu.

      Co więcej, naukowcy zaobserwowali, że aspiryna działa na ten proces zależnie od
      stosowanej dawki leku.

      Autorzy pracy piszą, że ich odkrycie potwierdziło wcześniejsze sugestie, jako
      że przeciwzapalne działanie aspiryny wiąże się z jej wpływem na NfkappaB. Teraz
      naukowcy będą mogli dowiedzieć się, jak sygnał przekazywany przez tę cząsteczkę
      (a hamowany przez aspirynę) wpływa na proces zapalny i biologię rozwoju
      nowotworu. Celem tych badań będzie opracowanie skutecznej terapii
      przeciwnowotworowej.

      "Aspiryna zawsze była uważana za »cudowne lekarstwo«. To badanie uświadamia
      nam, że stale uczymy się, na jak wiele sposobów działa ten niesamowity lek" -
      komentuje nowe odkrycie Gerald Weissmann z pisma "FASEB".

      źródło pochodzenia Onet.pl
      wiadomosci.onet.pl/1413188,16,1,0,120,686,item.html
      • emgoro Chemioterapia zostawia trwałe ślady w mózgu 06.10.06, 09:29
        Leczenie chemoterapią zmienia przepływ krwi i metabolizm mózgu, a zmiany są
        wykrywalne nawet 10 lat po zakończeniu terapii. Mogą one powodować u pacjentów
        uczucie niejasności myśli, trudności w skupieniu uwagi i zapominanie.
        Takie są wyniki badań przeprowadzonych przez naukowców z David Geffen School of
        Medicine na uniwerytecie w Los Angeles i opublikowane w internetowej wersji
        pisma "Breast Cancer Research and Treatment".

        Chemioterapię stosuje się w walce z rakiem, w celu uniknięcia powstawania
        przerzutów, najczęściej łącznie z leczeniem operacyjnym. Niestety, niszczone są
        zarówno komórki guza, jak i zdrowe normalne komórki organizmu.

        Pacjenci, którzy dzięki chemioterapii przeżyli chorobę nowotworową, mają po
        leczeniu bardzo osłabiony organizm. Jedną z przypadłości, na którą się skarżą,
        jest uczucie roztargnienia i trudności w zapamiętywaniu faktów.

        Naukowcy nazwali ten zespół zaburzeń "chemo brain" - mózgiem po chemioterapii.

        Odkrycie naukowców z USA może pomóc w zrozumieniu zaburzeń w procesie
        formowania myśli i powody roztargnienia męczącego wielu pacjentów po
        chemioterapii.

        "Nasze badania po raz pierwszy wykazały, że pacjenci cierpiący na tego typu
        zaburzenia poznawcze mają specyficznie zmieniony metabolizm mózgu" - mówi autor
        pracy, profesor farmakologii, Daniel Silverman.

        Co roku diagnozuje się 211 000 przypadków raka piersi, jest to najczęściej
        występujący nowotwór u kobiet. Eksperci podejrzewają, że przynajmniej 25 proc.
        pacjentek leczonych chemioterapią cierpi na objawy "mózgu po chemioterapii".

        Wyniki ostatnich badań przeprowadzonych na University of Minnesota wskazują, że
        problem ten może dotyczyć aż 82 proc. pacjentek.

        Silverman i współpracownicy przy użyciu pozytonowej emisyjnej tomografii
        komputerowej (PET) badali mózgi 21 kobiet, 5 do 10 lat po operacyjnym usunięciu
        guzów piersi. U 16 z nich stosowano dodatkowo chemoterapię (w okresie
        okołooperacyjnym), żeby uniknąć nawrotu choroby. W czasie badania uczestniczki
        poproszono o wykonanie serii ćwiczeń na pamięć krótkotrwałą.

        Dzięki technice PET naukowcy otrzymali obrazy przepływu krwi w mózgu badanych
        kobiet podczas ćwiczeń pamięciowych i odpoczynku. Porównali 16 obrazów mózgu
        kobiet po chemioterapii i 5 tych, które tylko operowano z 13 obrazami mózgu
        kobiet, które nie miały ani raka piersi, ani chemioterapii.

        Okazało się, że w mózgach kobiet po chemioterapii metabolizm w bardzo ważnym
        dla procesów poznawczych regionie kory czołowej był spowolniony.

        "Odkryliśmy, że im wolniejszy był metabolizm podczas odpoczynku mózgu
        pacjentki, tym więcej miała ona trudności w rozwiązywaniu testów pamięciowych" -
        mówi Silverman.

        Podczas rozwiązywania testów przepływ krwi w korze czołowej i drugim rejonie
        mózgu tzw. móżdżku u pacjentek po chemioterapii gwałtownie wzrastał, co
        świadczy o nagłym, skokowym zwiększeniu aktywności tych samych obszarów mózgu,
        które w czasie odpoczynku były bardzo mało aktywne.

        "W efekcie mózgi tych kobiet, żeby przywołać tę samą informację, pracowały
        zdecydowanie ciężej niż mózgi kobiet nie poddawanych nigdy chemoterapii" -
        tłumaczy autor pracy.

        Co więcej naukowcy odkryli, że kobiety, które oprócz chemioterapii były leczone
        hormonalnie, miały dodatkowo zmiany w tzw. zwojach podstawy mózgu - rejonie
        koordynującym myślenie i działanie. Średnio zaobserwowano u nich
        ośmioprocentowy spadek metabolizmu w tym rejonie podczas odpoczynku mózgu.

        Naukowcy piszą, że ich odkrycie dowodzi, że technika PET może być z powodzeniem
        stosowana do monitorowania zmian wywołanych przez chemioterapię u pacjentów z
        nowotworami. Badacze podsumowują, że do tej pory nie wiadomo, co powoduje
        efekt "chemo brain" - mózgu po chemioterapii. Podkreślają, że niezbędne są
        dalsze badania w celu odkrycia jego przyczyn oraz modyfikacji leków stosowanych
        w chemioterapii, tak żeby im zapobiegać.

        źródło pochodzenia Onet.pl
        wiadomosci.onet.pl/1413864,16,1,0,120,686,item.html
        • emgoro Można zahamować raka jelita grubego 08.10.06, 16:48
          Leki, które blokują enzym znany ze swego udziału w powikłaniach cukrzycy, mogą
          też hamować rozwój raka jelita grubego, najczęstszego z nowotworów - wskazują
          badania amerykańskie. Artykuł na ten temat zamieściło pismo "Cancer Research".
          Chodzi tu o tzw. reduktazę aldozy - enzym, który bierze udział w
          metabolizowaniu glukozy w sytuacji, gdy jest jej za dużo, jak u cukrzyków.

          Zgodnie z wynikami badań, reduktaza aldozy odgrywa ważną rolę w powstawaniu
          takich powikłań cukrzycy, jak retinopatia czy nefropatia cukrzycowa. Dlatego
          obecnie inhibitory tego enzymu są testowane pod kątem ich wykorzystania w
          leczeniu cukrzycy. Chorzy na tę chorobę mają zwiększone ryzyko raka
          okrężnicy.Naukowcy z oddziałów Uniwersytetu Stanu Teksas w Galveston i w
          Arlington analizowali udział reduktazy aldozy w rozwoju raka jelita grubego.
          Najpierw komórki raka okrężnicy hodowane w laboratorium poddawali działaniu
          czynników wzrostu, które wywołują reakcje zapalne i pobudzają komórki raka do
          niekontrolowanego powielania się. Coraz więcej ostatnich badań wskazuje, że
          stany zapalne odgrywają ważną rolę w rozwoju nowotworów.

          Następnie naukowcy hamowali w komórkach raka aktywność reduktazy aldozy za
          pomocą różnych związków lub manipulacji genetycznych. Dzięki temu zastopowali
          rozwój zapalenia i powstrzymali wzrost komórek raka.

          Tak dobre wyniki zachęciły naukowców do przeprowadzenia testów na myszach,
          którym pod skórę przeszczepiono ludzkie komórki raka okrężnicy. Badano szczep
          określany jako nagie myszy. Z powodu modyfikacji genetycznych są one nie tylko
          łyse, ale też mają niedorozwinięty układ odporności. W rezultacie
          przeszczepiane im komórki nowotworowe nie są skutecznie rozpoznawane i
          zwalczane przez komórki odporności, co prowadzi do szybkiego wzrostu nowotworu.

          U części myszy naukowcy blokowali aktywność genu reduktazy aldozy tak, że enzym
          ten w ogóle nie powstawał. "Okazało się, że dzięki tej metodzie byliśmy w
          stanie całkowicie zahamować rozwój raka jelita grubego u myszy" - komentuje
          biorący udział w badaniach prof. Satish K. Srivastava. Nie zaobserwowano
          żadnych skutków ubocznych tej terapii. Natomiast u myszy nieleczonych nowotwory
          rozrastały się w niekontrolowany sposób.

          Zdaniem prof. Srivastavy, w przyszłości inhibitory tego enzymu można by podawać
          pacjentom po chirurgicznym wycięciu raka okrężnicy po to, by zahamować podziały
          jakichkolwiek pozostałych po operacji komórek rakowych.

          Jeśli badania na ludziach będą równie zachęcające co na myszach, to leki
          hamujące reduktazę aldozy można będzie stosunkowo szybko wprowadzić do leczenia
          raka jelita grubego u ludzi, zaznaczają naukowcy. Jeden z nich przechodzi
          bowiem w USA końcowe testy w grupie pacjentów chorych na cukrzycę, a w Japonii
          lek ten jest już nawet zatwierdzony do długoterminowego leczenia cukrzycy.
          źródło pochodzenia Onet.pl
          wiadomosci.onet.pl/1414450,16,1,0,120,686,item.html
          • emgoro Polowanie na raka 09.10.06, 23:30
            Przełomowe odkrycie, które być może pozwoli stworzyć uniwersalny lek na
            wszystkie nowotwory, zostało dokonane niemal 100 lat temu. Świat nauki
            przegapił je i dopiero ostatnio zaczął doceniać jego wagę.
            Mało kto słyszał o Theodorze Boverim. A to może właśnie jego wnikliwe
            spostrzeżenia na temat raka uratują kiedyś życie wielu z nas. Szanse są na tyle
            duże, że nawet wśród powściągliwych zazwyczaj naukowców zapanowało ożywienie. -
            Wszystkie czasopisma fachowe cytują ostatnio Boveriego, rozprawia się o nim na
            konferencjach naukowych - mówi Peter Sorger, biolog z Massachusetts Institute
            of Technology, zajmujący się badaniami onkologicznymi.
            Uznanie osiągnięć naukowych przyszło dla Boveriego o wiele za późno. Zmarł w
            1915 roku. Rok wcześniej zauważył i napisał, że w komórkach nowotworowych widać
            pod mikroskopem zaburzenia w układzie chromosomów. Chromosomy, fragmenty DNA o
            kształcie zbliżonym do litery x, występują niemal w każdej komórce ciała. I to
            w nich mieści się owe 25 tysięcy genów, tworzących w sumie przepis na
            człowieka. Theodor Boveri doszedł do wniosku, że rak zaczyna się od jednej
            komórki, w której materiał chromosomowy ulega przypadkowemu poplątaniu, a
            efektem tego są jej niemożliwe do opanowania podziały.
            źródło pochodzenia Newsweek Polska
            newsweek.redakcja.pl/wydania/artykul.asp?Artykul=16635
            Pełny tekst artykułu w najnowszym Newsweek Polska
            • emgoro Bioroboty przyszłością medycyny 10.10.06, 21:03
              Naukowcy potrafią już tworzyć moduły sztucznego życia i budować struktury,
              które wielkością i właściwościami przypominają włókna, błony, receptory lub
              komórki żywych organizmów. Nanocząstki, takie jak fulereny, mogą spowodować
              przełom w terapii nowotworów, ponieważ potrafią transportować leki bezpośrednio
              do komórek rakowych. "Współczesna robotyka wkracza w świat mikrocząstek" –
              uważa prof. Mariusz Olszewski z Politechniki Warszawskiej.
              O mikrorobotach, użytecznych nie tylko w medycynie, naukowiec mówił podczas X
              Festiwalu Nauki w Warszawie.

              Na potwierdzenie swojej tezy profesor zaprezentował słuchaczom mikroroboty
              medyczne wielkości rzędu mikrometrów. "Buduje się również roboty latające
              wielkości owadów, które mają pomagać człowiekowi w rolnictwie: w zapylaniu
              roślin, w walce ze szkodnikami" – mówi Olszewski.

              Jak wyjaśnia, droga do stworzenia "sztucznego człowieka" prowadzi przez budowę
              poszczególnych organów. "Potrafimy zbudować sztuczny nos, sztuczne gruczoły
              wydzielania wewnętrznego, sztuczne ucho, nad którego doskonaleniem pracuje
              m.in. prof. Henryk Skarżyński z Akademii Medycznej w Warszawie" – opowiada. Na
              całym świecie trwają badania nad sztucznym okiem. Zdaniem profesora, wiele już
              osiągnięto. "Umiemy budować urządzenia umożliwiające niewidomym widzenie
              kanałowe. Dzięki nim człowiek odróżnia barwy jasne od ciemnych i może
              bezpiecznie poruszać się w otoczeniu" – tłumaczy.

              Olszewski podkreśla znaczenie badań nad neuromechanizmem, czyli wywoływaniem
              ruchu przez bodźce powstające w mózgu. Jak wyjaśnia, dzięki eksperymentom
              przeprowadzonym na zwierzętach wiadomo już, że w mózgu da się wyodrębnić
              okolice odpowiedzialne za ruch poszczególnych części ciała. Okazuje się, że
              wystarczy myśl o wykonaniu ruchu, żeby bodziec mógł dotrzeć do wybranego organu
              zwierzęcia.

              "Odkrycie to ma przełomowe znaczenie dla osób niepełnosprawnych. Już wkrótce
              pojawią się wózki inwalidzkie, którymi osoba sparaliżowana będzie mogła
              sterować poprzez myśl" – uważa profesor.

              źródło pochodzenia PAP – Nauka w Polsce, Agnieszka Uczyńska
              www.naukawpolsce.pap.pl/nauka/index.jsp?place=Lead07&news_cat_id=145&news_id=13472&layout=6&forum_id=5313&page=text
              • emgoro Medyczny Nobel może przyczynić się do postępu 10.10.06, 21:07
                Medyczny Nobel może przyczynić się do postępu w leczeniu wielu chorób
                Odkrycia tegorocznych Noblistów mogą się znacznie przyczynić do leczenia wielu
                chorób dziedzicznych i schorzeń do tej pory nieuleczalnych, takich jak
                nowotwory, choroby neurodegeneracyjne i autoimmunologiczne. "Będzie można też
                chronić ludzi, zwierzęta lub rośliny przed groźnymi wirusami" - uważa doc.
                Marek Figlerowicz z Instytutu Chemii Bioorganicznej PAN w Poznaniu.

                "Dzięki badaniom i odkryciom tegorocznych laureatów poznano fundamentalny
                mechanizm kontroli przepływu informacji genetycznej" - podkreśla Komisja
                Noblowska wyjaśniając zasługi tegorocznych laureatów. Nagrodę w dziedzinie
                medycyny i fizjologii otrzymali w poniedziałek 2 października dwaj Amerykanie,
                Andrew Z. Fire i Craig C. Mello za odkrycie "zjawiska interferencji RNA -
                polegające na wyłączaniu genów za pomocą dwuniciowych fragmentów RNA".
                Współpraca obu naukowców zaowocowała odkryciem mechanizmu, który pozwala
                wyłączać aktywność genów w komórkach.

                Zjawisko interferencji RNA występuje u roślin, zwierząt i ludzi.

                "To mechanizm naturalnie funkcjonujący w komórce, będący częścią systemu
                regulacji aktywności genów i ochrony komórki przed niektórymi wirusami.
                Amerykańskim badaczom udało się tym samym podejrzeć, w jaki sposób funkcjonuje
                komórka i wykorzystać to zjawisko" - mówi biochemik, prof. Jan Barciszewski z
                Instytutu Chemii Bioorganicznej PAN w Poznaniu.

                "Początkowo wykorzystywano je w badaniach podstawowych dla badania funkcji
                genów, a następnie zaczęto dostrzegać możliwości zastosowania go w medycynie.
                To tylko tyle i aż tyle" - dodaje.

                "Interferencja RNA jest terapią genową drugiej generacji, drugim skrzydłem
                biotechnologii molekularnej" - zaznacza zajmujący się biochemią roślin prof.
                prof. Jerzy Buchowicz z Instytutu Biochemii i Biofizyki PAN.

                "Środowisko naukowe spodziewało się Nobla dla Fire'a i Mello; ich odkrycia
                doprowadziły do przełomu w nauce, zarówno w medycynie, jak i w badaniach nad
                roślinami" - ocenia biolog molekularny z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w
                Poznaniu, prof. Artur Jarmołowski.

                W Polsce metodę interferencji RNA wykorzystuje się w badaniach nad guzami
                mózgu. Prowadzi je kierowana przez prof. Stanisława Nowaka w Klinika
                Neurochirurgii Akademii Medycznej w Poznaniu we współpracy z poznańskim
                zespołem prof. Barciszewskiego.

                47-letni Andrew Z. Fire pracuje na Massachusetts Institute of Technology w
                Cambridge oraz na Stanford University w Kalifornii. W młodości był wybitnie
                uzdolnionym matematykiem, jednak całą swoją energię poświęcił na zgłębianie
                tajemnic genetyki.

                Prowadzone w Cambridge w Wielkiej Brytanii doświadczenia na nicieniu
                Caenorhabditis elegans zaowocowały odkryciem zjawiska interferencji RNA. Razem
                z drugim tegorocznym laureatem Nobla z medycyny Fire opisał je w 1998 roku na
                łamach tygodnika "Nature".

                Z kolei 46-letni Craig C. Mello jest zatrudniony na Harvard University w
                Bostonie i University of Massachusetts School of Medicine w Worcester.

                Obecnie w swoim laboratorium Mello kontynuuje nie tylko badania nad
                interferencją RNA, ale i swoje starsze prace nad różnicowaniem się i
                komunikacją komórek zarodka na najwcześniejszych etapach jego rozwoju. Do tej
                pory udało mu się m.in. dowieść, że położenie komórki w zarodku może decydować
                o tym, w jaki rodzaj tkanki ostatecznie z niej powstanie. Badacz zidentyfikował
                też wiele genów, które wpływają na losy komórek zarodków C. elegans.

                źródło pochodzenia PAP - Nauka w Polsce
                www.naukawpolsce.pap.pl/nauka/index.jsp?place=J10&news_cat_id=91&news_id=13313&layout=0&forum_id=5154&page=text
                • emgoro Gen odpowiada za oporność raka płuc na chemioterap 12.10.06, 13:49
                  Gen odpowiada za oporność raka płuc na chemioterapię
                  Nadmierna aktywność genu, który odpowiada za oczyszczanie komórek z toksyn,
                  może w wielu przypadkach odpowiadać za oporność raka płuc na chemioterapię -
                  wskazują badania amerykańskie, o których poinformowało pismo "PLoS Medicine".
                  Naukowcy z Medycznych Instytutów Johnsa Hopkinsa prowadzili badania na
                  komórkach raka piersi hodowanych długo w laboratorium - tzw. liniach
                  komórkowych oraz na pobranych od pacjentów komórkach niedrobnokomórkowego raka
                  płuc i zdrowych komórkach płuc.

                  Badania pozwoliły stwierdzić, że w wielu próbkach raka jak i w komórkach
                  nowotworowych hodowanych w laboratorium nazbyt aktywny jest gen, który
                  odpowiada za proces detoksykacji komórek. Chodzi tu o gen NRF2, którego
                  naturalną rolą jest chronić komórki przed zanieczyszczeniami chemicznymi ze
                  środowiska, np. z dymu papierosowego, czy spalin samochodowych. NRF2 koduje
                  białko, które uruchamia produkcję enzymów i innych cząsteczek wymiatających
                  zanieczyszczenia na zewnątrz komórek.
                  Okazało się jednak, że w komórkach raka płuc opornego na chemioterapię
                  aktywność NRF2 osiąga granice szaleństwa. W efekcie komórki te pompują na
                  zewnątrz wszystkie niebezpieczne dla siebie toksyny, również leki stosowane w
                  chemioterapii.

                  W części komórek za nadaktywność NRF2 odpowiedzialne były mutacje w genie
                  KEAP1, który ma za zadanie hamować białko zapisane w NRF2. W innych komórkach
                  brakowało nawet jednej z kopii KEAP1. Z kolei, w zdrowych komórkach płuc
                  pobranych od tych samych pacjentów naukowcy nie wykryli tego typu zmian.

                  Badaczom udało się też ustalić, że komórki raka z mutacjami w KEAP1 są bardziej
                  odporne na działanie chemioterapii niż zdrowe komórki płuc.

                  "Z naszych badań wynika, że komórki raka płuc wykorzystują aktywność genu NRF2,
                  aby obronić się przed toksycznym działaniem chemioterapii" - komentuje biorący
                  udział w badaniach dr Shyam Biswal.

                  Zdaniem badacza, blokowanie tego genu lub zapisanego w nim białka mogłoby
                  poprawić efektywność leków standardowo wykorzystywanych w chemioterapii raka
                  płuc, zwłaszcza związków platyny.

                  W najbliższej przyszłości naukowcy planują potwierdzić wyniki tych badań na
                  większej liczbie próbek raka płuc. Chcą również poszukiwać leków, które
                  hamowałyby aktywność genu NRF2 lub zapisanego w nim białka i w ten sposób
                  zwiększały wrażliwość komórek raka na leki chemioterapeutyczne.

                  źródło pochodzenia Onet.pl
                  wiadomosci.onet.pl/1416502,16,1,0,120,686,item.html
                  • emgoro Celna broń w walce z przewlekłym bólem 13.10.06, 10:17
                    Ból neuropatyczny potrafi trwać latami. Nie wybiera ofiar i nie poddaje się
                    klasycznemu leczeniu przeciwbólowemu. Razem z niemieckimi kolegami pracujemy
                    nad nowym podejściem terapeutycznym do tego rodzaju bólu" – mówi prof. Barbara
                    Przewłocka z Instytutu Farmakologii PAN w Krakowie, polski koordynator
                    międzynarodowych badań nad przeciwbólowym działaniem endomorfin.
                    FUNKCJE BÓLU

                    Przewłocka tłumaczy, że ostry ból niejednokrotnie ratuje życie, ostrzegając
                    przed czynnikami uszkadzającymi tkanki. Czasem pojawia się pomimo braku
                    widocznych bodźców. Ból o charakterze przewlekłym powstaje w wyniku stanów
                    zapalnych, uszkodzenia układu nerwowego, wskutek wypadku lub choroby. Występuje
                    z pewnym opóźnieniem, co utrudnia dokładną lokalizację i miejsce uszkodzenia, a
                    czasem też jego przyczynę.

                    Często ból zapalny i neuropatyczny nakładają się na siebie, dając obraz trudny
                    do leczenia. Tym, co je odróżnia, jest odmienna reakcja na morfinę. W bólu
                    zapalnym jej działanie jest silniejsze, natomiast w neuropatycznym – słabsze.
                    Terapia bólu neuropatycznego stale pozostawia wiele do życzenia.

                    SKOMPLIKOWANE CIERPIENIE

                    Żeby organizm odczuwał ból, natura musiała stworzyć skomplikowany nerwowy szlak
                    nocyceptywny (nocere – z łac. szkodzić), przewodzący bodźce z obwodu do
                    ośrodkowego układu nerwowego. Jak tłumaczy Przewłocka, szlak ten zbudowany jest
                    z wolnych zakończeń nerwowych rejestrujących szkodliwe czynniki oraz nerwów
                    przenoszących informację bólową z tkanek obwodowych do rdzenia kręgowego i
                    kolejno do struktur mózgu.

                    "Cały ten układ nie dość, że jest skomplikowany, to jeszcze bardzo dynamiczny.
                    Oprócz szlaków przewodzenia bodźców bólowych działają w nim liczne mechanizmy
                    ich hamowania, ograniczające siłę bólu i czas jego trwania" – wyjaśnia
                    profesor.

                    "Czasem ból nasila się, choć szkodliwy bodziec przestał już działać, a
                    uszkodzone tkanki dawno się zagoiły. Dochodzi do bólu przewlekłego. Jednym z
                    jego rodzajów jest ból neuropatyczny, którego przyczyną są uszkodzenia w
                    układzie nerwowym, prowadzące do zmian struktury i funkcjonowania dróg
                    bólowych" - mówi Przewłocka.

                    Ból neuropatyczny może przybierać różne formy. Często opisywany jest przez
                    chorych jako piekący, kłujący, także podobny do tego, który towarzyszy
                    drażnieniu prądem elektrycznym. Jego nasilenie czasem ogranicza się do lekkiej
                    przeczulicy, czasem zaś przechodzi w skrajną allodynię, czyli stan, w którym
                    trudną do zniesienia dolegliwość wywołują czynniki tak łagodne, jak na przykład
                    dotknięcie włosem.

                    Zdaniem Przewłockiej, przyczyn takiego stanu może być wiele, np. wypadkowe lub
                    jatrogenne uszkodzenie nerwów (częste u kobiet po mastektomii), naciekanie
                    układu nerwowego przez nowotwór, półpasiec, neuropatie (np. cukrzycową).

                    SKĄD SIĘ BIERZE BÓL

                    Jak tłumaczy naukowiec, w wyniku uszkodzenia neuronu w jego otoczeniu dochodzi
                    do uwalniania substancji prozapalnych, które aktywują drogi bólowe. Dodatkowo
                    następuje rozkrzewianie uszkodzonego neuronu (jak przyciętego drzewa). W
                    błonach komórkowych "odrostów" gromadzą się kanały sodowe, odpowiedzialne za
                    przewodzenie bólu. Miejsca te stają się ogniskami samopodtrzymującej się
                    aktywacji szlaku bólowego. Podobne zmiany obserwuje się też na wyższych
                    piętrach układu nerwowego.

                    "W naszych badaniach stosujemy modele obu rodzajów bólu, zapalnego i
                    neuropatycznego, aby potencjalne działanie proponowanych substancji leczniczych
                    wykorzystać w różnych rodzajach bólu. Porównując wyniki badań uzyskane na tych
                    modelach możemy wnioskować o mechanizmach rozwoju bólu przewlekłego" – mówi
                    Przewłocka.

                    PROBLEMY DŁUGOTRWAŁEJ TERAPII

                    W przypadku bólów ostrych najskuteczniejsze są leki opioidowe, np. morfina. Jak
                    wyjaśnia profesor, lek wraz z krwią trafia do odpowiednich receptorów układu
                    nerwowego. Łącząc się z nimi wywołuje szereg procesów wewnątrz komórki
                    nerwowej, prowadzących do hamowania aktywności neuronu, a co za tym idzie - do
                    hamowania przekazu bodźca do mózgu. Morfina działa na receptory zwane
                    opioidowymi, a szczególnie na tzw. receptor typu m. Działając na te receptory w
                    mózgu, wywołuje jednak dokuczliwe, a czasem niebezpieczne dla zdrowia skutki
                    niepożądane.

                    Przewłocka zaznacza, że w tym miejscu rodzi się problem z leczeniem bólów
                    neuropatycznych. Okazuje się bowiem, że bóle neuropatyczne w większości
                    przypadków nie poddają się leczeniu opioidami. Aby je zwalczyć, potrzeba
                    znacznie większych dawek leku niż w przypadku leczenia bólu ostrego (np.
                    bezpośrednio po operacji lub wypadku). Zwiększenie dawki leku podwyższa jednak
                    ryzyko działań niepożądanych.

                    "Jak tu przez wiele lat trwania takiego bólu podawać choremu znaczne ilości
                    leku działającego poprzez receptory opioidowe?" – zastanawia się
                    neurofarmakolog. Jej zdaniem, chorym trzeba zaproponować leczenie powodujące
                    minimalne skutki niepożądane. Przewlekłe stany zapalne, takie jak np.
                    artretyczne zapalenia stawów, też trwają latami, dlatego trzeba znaleźć
                    bezpieczną możliwość dla stosowania przynoszących ulgę leków.

                    W NATURZE SIŁA

                    Według Przewłockiej, dobrym punktem wyjścia do poszukiwań metody terapeutycznej
                    jest pytanie o rolę receptorów opioidowych w naszym organizmie.

                    "Natura nie tworzyła ich miliony lat temu po to, by współcześni lekarze mieli
                    zwalczać ból morfiną" - przypuszcza profesor. Tłumaczy, że wraz z tymi
                    receptorami powstały ich naturalne ligandy, czyli występujące w naszych
                    organizmach cząsteczki zdolne do ich aktywacji. Są nimi endorfiny, zróżnicowana
                    grupa endogennych peptydów opioidowych, wykazujących działanie przeciwbólowe.

                    "Człowiek w szoku powypadkowym bólu nie czuje. Przeciwbólowe działanie
                    akupunktury też wydaje się być uwarunkowane wydzielaniem endorfin. Przykładów
                    jest więcej i dowodzą one skuteczności wewnętrznych mechanizmów
                    przeciwbólowych" – zauważa neurofarmakolog.

                    Dodaje, że do zwalczania bólów neuropatycznych dobrze byłoby zatrudnić
                    endogenne peptydy opioidowe. To endomorfiny które, w odróżnieniu od endorfin,
                    są bardzo selektywne w stosunku do receptora, na który działa morfina.

                    Wstępne badania wykazały, że w modelach zwierzęcych siła ich działania nie
                    słabnie - w odróżnieniu od morfiny, której dawkę należy podnieść, aby uzyskać
                    efekt terapeutyczny w bólu neuropatycznym.

                    ENDOMORFINY DZIAŁAJĄ LOKALNIE

                    "Działaniem lokalnym endomorfin w bólu przewlekłym zajmujemy się wraz z
                    zespołem dr Haliny Machelskiej z Klinik für Anaesthesiologie und Operative
                    Intensivmedizin, Charité-Universitätsmedizin w Berlinie" – mówi specjalistka.

                    "Okazało się, ze endomorfiny znacznie lepiej radzą sobie z bólem
                    neuropatycznym, niż morfina. Chorym podawać można niższe dawki leku, a to
                    zmniejsza ryzyko działań niepożądanych" – tłumaczy Przewłocka. Podkreśla, że
                    podawanie endomorfin nie jest jednak takie proste, ponieważ nie przechodzą one
                    z krwi do mózgu.

                    "W przypadku bólu neuropatycznego, kiedy dolegliwości bólowe dotyczą dużych
                    obszarów skóry, można wykorzystać receptory opioidowe, występujące na nerwach
                    obwodowych. Najprostszym rozwiązaniem byłyby maści, żele, spreje lub płukanki
                    zawierające endomorfiny podwane wprost na miejsce powstawania bólu" – podkreśla
                    specjalistka.

                    Działając lokalnie na nerwy obwodowe wielokrotnie zmniejsza się ryzyko
                    działania ośrodkowego, a tym samym pojawienie się działań niepożądanych,
                    charakterystycznych dla stosowanej obwodowo morfiny. Peptydowa budowa
                    endomorfin sprawia również, iż najsilniej działają one dokładnie tam, gdzie je
                    zaaplikowano. Bardzo małe jest ryzyko migracji leku, na przykład do ośrodkowego
                    układu nerwowego.

                    PERSPEKTYWY TERAPEUTYCZNE

                    Jedną zalet endomorfin, jako potencjalnych czynników terapeutycznych, jest ich
                    prosta budowa. Substancje te produkuje z pominięciem metod biotechnologicznych,
                    lek mógłby więc być niedrogi. Prosta budowa endomorfin rodzi
                    • emgoro Re: Celna broń w walce z przewlekłym bólem 19.10.06, 23:43
                      Dokończenie tematu

                      PERSPEKTYWY TERAPEUTYCZNE

                      Jedną zalet endomorfin, jako potencjalnych czynników terapeutycznych, jest ich
                      prosta budowa. Substancje te produkuje z pominięciem metod biotechnologicznych,
                      lek mógłby więc być niedrogi. Prosta budowa endomorfin rodzi też pewne
                      problemy. Wprowadzona do organizmu substancja w ciągu kilkunastu minut ulega
                      rozkładowi i przestaje działać.

                      "Z tym problemem już się uporaliśmy. Współpracujący z nami chemicy
                      zmodyfikowali cząsteczki w ten sposób, że ich trwałość w organizmie zwierząt
                      wydłużyła się do ok. 2 godzin. Sądzimy, że u ludzi przetrwają jeszcze dłużej.
                      Poza tym możliwe są dalsze modyfikacje" – uważa neurofarmakolog.

                      Szacuje się, że problem przewlekłego bólu dotyczy 0,5-2 proc. społeczeństwa.
                      Polsko-niemiecki zespół nie obiecuje spektakularnych efektów prowadzonych prac.
                      Badania mają charakter podstawowy i służą pogłębieniu wiedzy na temat
                      potencjalnych zastosowań endomorfin.

                      "Sądzę jednak, że w przyszłości działające w ten sposób leki mają szansę trafić
                      na apteczne półki" – nie kryje nadziei prof. Barbara Przewłocka.

                      źródło pochodzenia PAP – Nauka w Polsce
                      www.naukawpolsce.pap.pl/nauka/index.jsp?place=Lead07&news_cat_id=91&news_id=13500&layout=0&forum_id=5341&page=text
                      • emgoro Brakuje sprzętu dla chorych na raka 19.10.06, 23:46
                        Wstrząsający raport onkologów dla Ministerstwa Zdrowia: pacjenci w Polsce
                        umierają, bo nie mają dostępu do leczenia. Jeśli szpitale nie będą mieć nowego
                        sprzętu, sytuacja jeszcze się pogorszy, bo coraz więcej osób zapada na
                        nowotwory - pisze "Rzeczpospolita".
                        Zdaniem autorów raportu, sytuacja jest dramatyczna. Brakuje sprzętu, więc
                        chorzy czekają w kilkumiesięcznych kolejkach do leczenia radioterapeutycznego.
                        Gdy już się na nie dostaną, nie mają gwarancji, że naświetlanie będzie dla nich
                        bezpieczne.

                        Z raportu przygotowanego dla Ministerstwa Zdrowia przez Centrum Onkologii w
                        Krakowie wynika, że prawie jedna piąta urządzeń do radioterapii nadaje się do
                        natychmiastowej wymiany - jest przestarzała albo wyeksploatowana. Awaria
                        takiego sprzętu może skończyć się tragicznie - przekonały się o tym pacjentki z
                        Białegostoku, dotkliwie poparzone w czasie radioterapii.

                        Osoby, które mają za sobą leczenie choroby nowotworowej, opowiadają, że
                        zdarzało się, iż po rozpoczęciu naświetlań psuł się sprzęt i trzeba było czekać
                        na jego naprawienie kilka tygodni. - Pacjenci dobrze wiedzą, że przy leczeniu
                        nowotworu nie wolno czekać, liczy się każdy dzień - mówi Elżbieta Kozik,
                        szefowa Klubu Amazonek w Warszawie, stowarzyszenia kobiet po amputacji piersi.


                        Onkolodzy biją na alarm. "Pacjenci, którzy potrzebują naświetlania, czekają na
                        dostęp do radioterapii po dwa, trzy miesiące" - pisze w raporcie prof. Marian
                        Reinfuss z Centrum Onkologii.

                        Z raportu Centrum wynika, że pod koniec ubiegłego roku w Polsce było 55 w pełni
                        sprawnych urządzeń, dwa razy mniej, niż być powinno. Tymczasem w najbliższych
                        latach w Polsce, według danych Organizacji Europejskich Instytutów Raka (OEIC),
                        radioterapia będzie niezbędna co roku dla nawet 100 tysięcy chorych. Teraz ma
                        szansę z niej skorzystać niespełna 60 tysięcy pacjentów.YY

                        źródło pochodzenia PAP - Nauka w Polsce
                        www.naukawpolsce.pap.pl/nauka/index.jsp?place=Lead07&news_cat_id=134&news_id=13621&layout=6&forum_id=5461&page=text

                        • emgoro Witamina D może pomóc w walce z rakiem piersi 19.10.06, 23:48
                          Witamina D może w przyszłości znaleźć zastosowanie w leczeniu raka piersi,
                          uważają naukowcy brytyjscy. Wyniki ich badań, opublikowane na łamach
                          pisma "Journal of Clinical Pathology", sugerują, że może ona spowalniać wzrost
                          nowotworu.
                          Naukowcy z Imperial College w Londynie doszli do takich wniosków po zbadaniu
                          poziomu witaminy D w surowicy krwi 279 kobiet chorych na inwazyjnego raka
                          piersi. U większości pacjentek (204 kobiety) choroba była w początkowych
                          stadiach, u reszty natomiast stwierdzono zaawansowanego raka.

                          Okazało się, że kobiety z mało zaawansowanym rakiem poziom witaminy D był
                          wyższy, niż u kobiet w zaawansowanym stadium choroby. Na razie naukowcy nie
                          znają dokładnej przyczyny tych różnic, nie mają też pewności czy niższy poziom
                          witaminy D u pacjentek z zaawansowanym rakiem piersi jest przyczyną czy też
                          skutkiem rozwoju nowotworu. Jednak biorąc pod uwagę wyniki innych badań,
                          podejrzewają, że obniżone stężenie witaminy D we krwi może przyspieszać rozwój
                          raka do bardziej zaawansowanych stadiów.

                          Doświadczenia na hodowlach komórkowych wykazały, że witamina D hamuje podziały
                          komórek raka i nasila ich obumieranie. Z kolei prawidłowy poziom witaminy D w
                          organizmie powiązano z niższym ryzykiem zachorowania na raka piersi.

                          Z badań wynika też, że witamina D wzmaga bądź hamuje aktywność różnych genów,
                          które mogą odgrywać rolę w rozwoju nowotworów. Przykładem genu, którego
                          aktywność rośnie pod wpływem witaminy D, jest p21, kontrolujący podziały
                          komórek.

                          W przyszłości naukowcy chcą lepiej zrozumieć rolę witaminy D we wzroście raka
                          piersi. Ich zdaniem może to pomóc w zwiększeniu skuteczności leczenia tego
                          nowotworu.

                          Najbogatszym źródłem witaminy D są jaja i tłuste ryby. Związek ten produkują
                          też w dużych ilościach komórki skóry wystawione na działanie promieni
                          słonecznych.

                          źródło pochodzenia Onet.pl
                          wiadomosci.onet.pl/1420092,16,1,0,120,686,item.html
                          • emgoro Wyciąg z pestek winogron hamuje raka 20.10.06, 10:18
                            Substancje zawarte w pestkach winogron wyraźnie hamują wzrost raka jelita
                            grubego, wykazali naukowcy z USA w badaniach na hodowlach komórkowych i
                            myszach. Artykuł na ten temat zamieszcza pismo "Clinical Cancer Research".
                            Skórka i pestki czerwonych winogron zawierają duże ilości proantocyjanów -
                            związków z grupy flawonoidów, które są silnymi przeciwutleniaczami i zwalczają
                            toksyczne dla komórek wolne rodniki. Dlatego produkty z winogron, w których
                            wykorzystuje się również ich skórkę czy pestki, jak np. czerwone wino, są znane
                            ze swego korzystnego wpływu na zdrowie, zwłaszcza na układ krążenia i serce.

                            O przeciwnowotworowych własnościach wyciągu z pestek winogronowych naukowcy pod
                            kierunkiem prof. Rajesha Agarwala z Uniwersytetu Stanu Kolorado w Denver po raz
                            pierwszy poinformowali w 1999 r. Ówczesne badania dotyczyły raka skóry. Później
                            udało im się potwierdzić, że ekstrakt ten spowalnia również wzrost raka
                            prostaty.
                            W najnowszych badaniach naukowcy testowali wyciąg na ludzkich komórkach raka
                            okrężnicy hodowanych w laboratorium. Rak ten jest drugim co do częstości
                            występowania nowotworem złośliwym wśród mieszkańców krajów dobrze rozwiniętych.

                            Badania ujawniły, że im większa była dawka i czas działania wyciągu, tym
                            silniej hamował on wzrost raka. W najlepszym wypadku liczba żywych komórek
                            nowotworu obniżyła się o 92 proc.

                            Naukowcy stwierdzili, że pod wpływem ekstraktu w komórkach raka rósł poziom
                            białka Cip1/p21, które kontroluje podziały komórkowe. Już po 12 godzinach
                            stężenie białka było wyższe o ponad 150 razy od stężenia wyjściowego.

                            Jak wyjaśniają autorzy pracy, jedną z cech komórek raka jest to, że tracą one
                            naturalną kontrolę nad swoim cyklem życiowym i zaczynają się w szalonym tempie
                            dzielić i powielać. Odpowiadają za to zaburzenia w poziomie białek
                            kontrolujących cykl, takich jak Cip1/p21. Aktywność Cip1/p21
                            powoduje "zamrożenie" komórek w stadium przed podziałem. Następstwem tego jest
                            często śmierć komórki nowotworowej na drodze tzw. apoptozy.

                            Na koniec naukowcy przetestowali wyciąg z winogronowych pestek na myszach,
                            którym przeszczepiono komórki ludzkiego raka okrężnicy w zaawansowanym stadium
                            rozwoju. Jednocześnie z przeszczepem część gryzoni otrzymała doustnie
                            pojedynczą dawkę badanego ekstraktu. Po 8 tygodniach okazało się, że objętość
                            guzów u tych myszy była mniejsza średnio o 44 proc., niż u zwierząt, które nie
                            otrzymały ekstraktu, tzw. kontrolnych. Choć dawka, którą zastosowano była
                            bardzo duża nie zaobserwowano żadnych toksycznych efektów działania preparatu.

                            Podobnie jak w przypadku hodowli komórkowych, wyciąg z pestek winogron
                            powodował, że w kom