Gdy liczą się już tylko zmarli.

14.07.06, 19:28
Wiem że to dość częsty objaw przy tej chorobie.Mój tata który przedwczoraj wieczorem stracił świadomość ( rak płuc + przeżuty ) nie poznaje już najbliższej rodziny , w pewnych chwilach ma jednak przebłyski świadomości i bardzo często pojawiają się pytania gdzie jest Jurek ( zmarły pięc lat temu ) , sytuacja ta powtarza się czesto , głównie chodzi o osoby zmarłe.
No i pytanie jak odpowiedzieć na takie pytanie.Zazwyczaj odpowiadam że już poszedł , ale tata często sam dochodzi do wniosku że dana osoba przecież nie żyje i być może czuje się oszukiwany.
    • szymonstanczyk przepraszam za błędy 14.07.06, 19:29
      ale trudno mi skupić myśli
    • agies2000 Re: Gdy liczą się już tylko zmarli. 14.07.06, 20:27
      Tak mi ciezko pisac,moze to nie na temat,ale chodzi o moja Mame,ktora tez ma
      raka pluc.Miala dzisiaj wylew,lezy sparalizowana ,nie reaguje na nic,na
      glosy,dotyk,na nic.............Nie musze chyba pisac co teraz przezywamy........
      • goniatara Re: Gdy liczą się już tylko zmarli. 15.07.06, 06:55
        Kochani!
        Wiem, ze wiekszosc ludzi odbiera mnie jako dosc "zimna" osobe, a przynajmniej
        zdecydowana w odpowiedziach. To jest czesc obrony przed wlasnymi slabosciami,
        zeby sie nie rozmazac, nie poddac itp. Najczesciej odpowiadam na posty
        niezwiazane z duchowa strona chorowania, cierpienia... Celowo? Chyba tak. Bo
        chyba jestem zbyt wrazliwa, nie umiem znalezc odpowiednich slow, okreslen, bo
        odbiera mi to sile do dalszej walki z tym piorunstwem ( w postaci pomagania,
        wspierania innych, gdyz ja sama mam sie dobrze-poki co)? Natomiast Wy nie
        pozwalacie mi tak zwyczajnie odejsc od tego, co przeczytalam.
        Kiedy zostalam zdiagnozowana z czerniakiem zlosliwym 3,5 roku temu, po
        operacjach, kompletnych przetasowaniach psychicznych, przewroceniu calego
        spokojnego zycia do gory nogami, lezeniu w unieruchomieniu z niepewna
        przyszloscia, osoba, ktora nie dawala mi na chwile utonac w lzach byl moj
        sasiad, kumpel... Czlowiek przeciekawy, z niesamowita historia (weteran wojny
        wietnamskiej), dosc wrzaskliwy, ale nieprawdopodobnie absorbujacy otoczenie i
        uwage swiata. Gadula, gadula, gadula... przy tym o urodzie mafioso (swoja droga
        z pochodzenia Sycylijczyk). Wiele razy wkurzyl mnie. Wpadal z jakims dziwnym
        (nie polskim) rosolem do mnie i wrzeszczal od progu, ze nie mam pojecia, co sie
        wydarzylo tu i tu, kiedy ja zdychajaca, zlana lzami, rozzalona na Pana Boga, ze
        nie pozwala mi dluzej zostac z moja rodzina i nie chce, abym mogla nadal
        eksperymentowac to nasze zycie, nie mialam akurat ochoty nikogo widziec.
        Zwlaszcza osoby tak glosnej i tak radosnej. I to on niejednokrotnie sprawiajac
        mi bol tracal mnie mocno, mowiac: nie martw sie, ja biore wszystko na siebie,
        bedziesz zdrowa, zobaczysz. Po kilku m-cach, kiedy uwierzylam, ze wszystko
        rzeczywiscie moze nie jest tak tragiczne,jak to sobie wyobrazalam przyszla nagla
        wiadomosc, ze Lou wyladowal w szpitalu z wyrostkiem. Ale to nie byl wyrostek.
        Sytuacje odwrocily sie tak blyskawicznie, ze bardziej nie mozna byloby sobie
        wyobrazic. W ciagu kilku tygodni to ja zamienilam sie w krzyczaca i paplajaca
        kumpele. To ja jadac z nim na kolejna serie chemii klepalam go po wychudzonych w
        blyskawicznym tempie ramionach. I pamietam jego ostatnie dni (trzy m-ce od
        diagnoz i dramatycznych prob leczenia, wlaczajac w to eksperymentalne nowosci).
        Bedac do tej pory zagorzalym ateista widzial i rozmawial z niezyjacymi. Lezac
        niemal martwo, przysypiajac oslabiony od czasu do czasu wybudzal sie i bladzil
        oczami po suficie, scianach i znajdowal tam osoby, ktorych mysmy nie widzieli.Te
        jego rozmowy, ktorych bylam swiadkiem byly tak wyrazne, ekspresja na jego twarzy
        tak wyrazista, ze uwierzylam, ze to jest przechodzenie jednak na druga strone. I
        ze to my zostajemy w strachu, w niewiedzy, w bolu. A oni juz sie widza, juz
        witaja i nie czulam w tym cierpienienia, a wielki spokoj. Zdziwienie, ale mile,
        przyjazne...
        Cierpienie jest nieodlaczna czescia naszego istnienia, zycia. Tesknota jest
        potwornoscia. Jedynym ukojeniem w tym wszystkim jest wiara, ze ci, co cierpieli
        juz sie maja dobrze i sa pod dobra i czula opieka.
        Trzymajcie sie dzielnie w tych trudnych chwilach
        Malgorzata
    • agies2000 Re: Gdy liczą się już tylko zmarli. 15.07.06, 12:53
      Moja sytuacja jest o tyle gorsza,ze mieszkam za granica,Mamy nie widzialam juz
      od prawie 3 lat i nie mam zadnych mozliwocsi ,zeby teraz pjechac do
      Polski.Nawet jej nie zobacze,nigdy nie uslysze jej glosu i cennych
      rad..........Tak bardzo ja kocham......
      • szymonstanczyk Re: Gdy liczą się już tylko zmarli. 15.07.06, 21:38
        powiem brzydko : zaprzyj się a nie daj się.Musisz być przy mamie.Dziś zmarł mój tata i jestem szczęśliwy że byłem przy nim w chwili gdy odchodził.
        • b_a_l_b_i_n_k_a Re: Gdy liczą się już tylko zmarli. 17.07.06, 09:25
          Szymek, byłeś bardzo dzielny.
        • sandra-31 Re: Gdy liczą się już tylko zmarli. 17.07.06, 12:28
          TRudno cokolwiek powiedziec w takiej chwili,bo zadne slowa nie mogo byc pocieszeniem.Przykro mi z powodu Twojego taty.Podobnie jak Ty bylam przy mamie kiedy odchodzila i nie wyobrazam sobie zeby mogo byc inaczej.
    • rima Re: Gdy liczą się już tylko zmarli. 17.07.06, 12:40
      Wiesz Szymku, gdy moja mam również z rakiem płuc, zaczynała oddychac tak
      głębo9ko i ciężko że mieliśmy wrażenie iż za chwilę zapadnie się jej klatka
      piersiowa, również w przebłyskach wołała zmarłą swoja 5 lat temu siostrę,
      starszą. Nie mogłam tego słuchać, bo bałam,, a do końca nie dawałam wiary że
      odchodzi, tak się bała, że ciocia Henia ją woła, jedyne co mnie pocieszało że b
      ędzie tam ze swoją mamą i siostrą, że nie zostanie tam sama.
      Wiem co czujesz...
      Bądź silny
      Iza
Inne wątki na temat:
Pełna wersja