Jak wszystko się skończyło czyli śmierć.

15.07.06, 21:36
Gdy pisałem temat"jak wszystko sie zaczeło" nie wierzyłem że pewnego dnia napiszę "jak wszystko sie skończyło".Proszę wiec i by tym razem , każdy kto przeżył taką historie napisze jak się skończyło.

Tata od kilku tygodni leżał w domu.W sobote Jego stan znacznie się polepszył,wtedy też właściwie po raz ostatni normalnie rozmawialiśmy.Od czwartu stan Taty się pogorszył.Stracił świadomośc majaczył , ciśnienie spadało a Jego działo coraz bardziej ogarniał złowrogi chłód.Dziś rano Tata zaczął się dusić.Karetka przewiozła go na oddział intensywnej terapii , tam nam lekarze dali do zrozumienia że to już koniec.Mimo że Jego serce biło coraz słabiej, brak ćiśnienia to Tata umarł w chwilę potem gdy na sale weszła mama a Jego żona.

No i pytanie do Was , co nauczyła Was śmierć Waszych bliskich? Mnie to że życie to ogromny dar , bezcenny, że rodzina jest najważniejsza.A mimo że mam dopiero 19 lat wiem że moje życie będzie teraz inne,lepsze.Przepraszam za błędy ale w takich chwilach nie myśli sie o ortografii czy stylistyce.
    • gontcha Re: Jak wszystko się skończyło czyli śmierć. 15.07.06, 21:40
      Wyrazy wspólczucia Szymon.
      Twój Tato zawsze pozostanie z Wami..
      Trzymaj się dzielnie.
      Anka
      • lucolb Re: Jak wszystko się skończyło czyli śmierć. 15.07.06, 22:02
        Współczuję Ci tak bardzo, jakbyś był osobą z mojego najbliższego otoczenia.
        Poprostu to forum zjednoczyło wszystkich których dotknęła ta straszna choroba.
        Ktoś jest za tym , ktoś jest po tym. Ale pamiętaj, życie naprawdę jest piękne a
        już szczególnie dla tych, którzy nie mieli lekko. Pozdrawiam mocno
        Jestem myślami z Tobą i Twoimi bliskimi.
    • mmmw5 Re: Jak wszystko się skończyło czyli śmierć. 15.07.06, 22:09
      Bardzo współczuję.
      Czasami odwiedzam to forum, raz się nawet wypowiadałam. Moja mama umarła 5 lat
      temu. Była w domu - to było dla mnie i dla Niej bardzo ważne. Pomimio że w
      ostatnich godzinach była w śpiączce to ja wierzę, że wiedziała że jest u siebie,
      wśród bliskich. Na szczęście nie cierpiała.
      No i odpowiedż na Twoje pytanie. Właściwie to mogę powiedzieć to samo co Ty już
      napisałeś. Trzeba cieszyć się każdym dniem, dbać o dobre relacje z bliskimi
      osobami i doceniać wszystkie, nawet najdrobniejsze dobre rzeczy, które nas w
      życiu spotykają. Myślę, że Twój tato zawsze będzie przy Tobie, w Twoim sercu i
      pamięci.
      Pozdrawiam mocno
      • kol32 Re: Jak wszystko się skończyło czyli śmierć. 15.07.06, 23:46
        Szymon, bardzo Ci współczuję.

        Kasia
    • agies2000 Re: Jak wszystko się skończyło czyli śmierć. 16.07.06, 02:59
      Moja Mama rowniez zmarla wczoraj,w sobote,15 lipca.Miala raka pluc,w piatek
      miala wylew i byla sparalizowana,nic nie czula juz,nie slyszala,nie
      mowila.........Odeszla spokojnie 15 minut przed polnoca........Juz nigdy jej
      nie uslysze,nie zobacze,nie przytule..........
      • goniatara Re: Jak wszystko się skończyło czyli śmierć. 16.07.06, 05:01
        Szymku i Agies...
        przykro mi bardzo, ze przezywacie najtrudniejsze chwile swojego zycia. Jedynym
        pocieszeniem jest, ze Wasi Rodzice juz nie cierpia. Przeszli na druga strone i
        sa wsrod tych, za ktorymi oni tak bardzo kiedys tesknili. To jedyne pocieszenie.
        Nie potrafie natomiast znalezc slow pociechy na Wasze cierpienie i tesknote,
        ktora teraz przezywacie, ale mysle o Was i o wszystkich, ktorym przychodzi
        przezywac tak trudne chwile.
        Trzymajcie sie dzielnie
        Malgorzata
      • gontcha Re: Jak wszystko się skończyło czyli śmierć. 16.07.06, 15:42
        Wspólczuję Agies...
        Mama zostanie z Tobą w sercu na zawsze.
        Trzymaj sie, pozdrawiam
        Anka
    • winner2006 Re: Jak wszystko się skończyło czyli śmierć. 16.07.06, 11:56
      Do Szymona i Agies
      Ja też Wam bardzo współczuję.
      3 lata temu zmarł mój dziadek - też miał raka - meczył sie i chudł od długiego
      czasu, wiec niejako byliśmy przygotowani na rychły koniec - choć wiem, że to
      brzmi okropnie - zawsze był chorowity no i już w podeszłym wieku ....
      Był bardzo dobrym człowiekiem i bardzo go kochałam.
      Pierwsza myśl jaka mi przyszła do głowy to - on juz się nie męczy, zyje sobie
      gdzieś tam w górze i jest mu dobrze i spokojnie.
      Nie jestem fanatyczką religii, ale pociesza mnie mysl, ze od jego śmierci
      mam "u góry" swojego człowieka, który i tak na mnie patrzy i wspiera
      duchowo .....
      Takie myslenie pomaga, naprawdę ...
      Trzymam za Was kciuki.
    • ulaw2 Re: Jak wszystko się skończyło czyli śmierć. 17.07.06, 07:53
      Szymku i Agies........
      Bardzo wam wspólczuję.
    • b_a_l_b_i_n_k_a Re: Jak wszystko się skończyło czyli śmierć. 17.07.06, 09:45
      Szymek, Agies!

      Wasi Bliscy czuli napewno, że jesteście tuż obok. Wydaje mi się, że
      przeprowadzenie na druga stronę tych, któym zawdzięczamy życie to jedna z
      najważniejszych rzeczy, które możemy dla nich zrobić.

      Bardzo mi przykro - mocno Was ściskam.
Pełna wersja