pdragun
07.09.06, 13:48
Witam wszystkich. Mam na imię Patrycja i mam 25 lat. Moja tragedia zaczęła się
około roku temu kiedy moja najukochańsza mamusia zaczęła mieć dziwne bóle
barku i ręki. Zapisywali jej lekarze leki przeciwbólowe, przeciwzapalne zrobil
rezonans górnego odcinka kregosłupa, rehabilitacja, ekg itd itd,.nic nie
pomagało bóle były tak silne że zwykłe leki nie pomagały niestety.Trwało to
około 6 miesięcy.Wkońcu zdecydowano że byc może na zdjęciachwyszło jest to
przepuklina górenj cześci kregosłupa i trzeba to leczyc operacyjnie.Tuz przed
operacja w bydgoszczy zrobili mamusi kontrolnie zdjęcie klatki piersiowei i
ogromny szok.Guz w szczycie płuca lewego duzy, naciekający żebra tetnice
podobojczykowa i narastający na splot nerwowy stad te bole. Diagnoza guz
Pancoasta odmiana niedrobnokomorkowego raka płuc płaskonabłonkowego.
Nieopoeracyjny.W centrum onkologii w bydgoszczy mama wzięła naświetlania 15
seansów tzw radioterpaia paliatywna w celu usunięcia bólu. Jak ten ból odszedł
wszyscy xzapomnielismy że mamusia jest chora i że czeka nas walka. Było to
przed bozym narodzeniemzeszłego roku.Mamusia kwitła to były najpiekniejsze
święta.A potem zaczęła sie chemia straszne przezycie ale walka o zycie była
najwazniejsza. Rokowoania z góry były złe ale nadzieja umiera ostatnia. Wzieła
2 chemie i okazało się guż sie zmniejsza więc nowa nadzieja.niestety nie na
długo bo po trzeciej chemii było gorzej z mamy samopoczuciem nikła w oczach,
nie jadła spała.Myslłam że to objawy po chemii i może poprostu troche brak jej
woli walki.Niestety z mamusia było coraz gorzej.Zaczeła miec napady
padaczkowe, prawie nie wstawała z łózka, miała zmiany nastroju i
charakterologiczne stawała się jak dziecko. Okazał się że to przerzut do
mózgu.Bardzo się meczyła wszystko się rozegrało w tydzień.W niedzielę jeszcze
troszkę chodziła choć z zawrotami głowy a w poniedziałek juz nie
wstała.Przyjechali z hospicjum bo taknam poradziła pani doktor i kbieta od
razu powiedziała że to jest stan krytyczny.Moja mamusia ukochana umierała to
było straszne. Leżała 2 dni i umierała w środę w noc yzaczełaosie napady
padaczkowe,płytki oddech zaczęła sie dusić i tak umierała 16 godzin. To było
straszne nie da się tego nazwać i opisać.Nie mogła mjej pomoć zmarała w
czwartek 27.04.06 o 16 po długich cierpieniach trzymając mnie za rekę.to
zostaje w pamieci.Choć miają już 4 miesiące nadal bardzo to przezywam winię
się za to że nie dałam rady jej pomóc choć byłam z nią od początku leczenia
dzien w dzień.moja mam która zawse mowiła że kocha jak stąd na koniec swiata i
z powrotem, moja najlepsza przyajciółka, wzystko robiłysmy razem
odeszła.Koszmar chciałam odejśc za nią ale mam jeszcze brata niepełnosprawnego
i tatę ktoś musi sie nimi zając. Z dnia na dzień zyję, usmiecham się przez łzy
tak bardzo ja kochałam tak bardzo była moja. Musiała się z kimś podzielic
moimi uczuciami a wy najlepiej zroumiecie co czuje.Dla mnie to co się stało to
tragedia jakby ktoś odebrał mi cześc serca.nie wiem czy kiedys bedę jeszcze
szczęsliwa. Dzięki tym przezyciom mam spora wiedzę i moge troszkę
poradzić.Pozdrowienia jest mi cięzko i zle