Dodaj do ulubionych

Walka z bólem i własną bezsilnością i smiercią

11.09.06, 12:30
Hej to znowu ja chciałabym napisac parę słów o tym jak bardzo czułam się
bezsilna kiedy odchodziła moja mamusia. Przebieg mamy choroby przedstawiłam
już w poście pt Odejście bliskiej osoby. Od początku tuż po diagnozie wzięłam
na barki swoje cały dom świat i leczenie mojej mamusi. Regulowałam leki
przyklejałam coraz mocneijsze plasterki dawałam coraz silniejsze leki,
niespałam kolejne noce. Przez 6 miesięcy od diagnozyja nie pamiętam tak
naprawde przespanej nocy bo ból był tak silny. Jedyny moment w czasie całego
leczenia który przniósł ulge to po radioterpaii paliatywnej-ból ustapił na
tyle że mama wróciła jakby do żywych. Najpiekniejsze i zarazem ostatnie Świeta
Bożego Narodzenia zostana mi na długo w pamięci. Ból towarzyszył mojej mamie
wczesniej jeszcze przed diagnozą więc była bardzo wyczerpana.Radioterapia dała
jej nową silę do walki bez bolu niestety na krótko. Potem zaczęła sie chemia
najpierw trfiłysmy do super lekarza dr Badurak CO w Warszawie był symaptyczny,
miły, rzetelny , zainteresowany losem pacjentki. Niestety poszedł robić dlaje
staż i trafiłysmy na Panią Doktór ktora na początku była taka sobie ale potem
okazała się bardzo miłą symaptyczną umiejącą się przznać do tego że ma za mało
czasu dla wszystkich pacjentów lekarką. Cały czas byłam przy mamie dzień i w
nocy.Jezdziłamna każdą chemię byłam z mamą zawsze wystając w kilometrowych
kolejkach i załatwiając wszystkie potrzebne rzeczy. To ja rozmawiałam z
lekarzami, to ja serfowałam po internecie szukając pomocy, wiedzy nowości. To
ja dawkowałam leki, pakowałam torbę do szpitala to ja trzyamałam ją za rekę
gdy wkuwali wenfloni to ja patrzyłam jak znika i marnieje. To ja patrzyałam
jak w kolejnej kolejce do przyjęcia coraz słabsza ledwo siedziała i jak
płakała bo maiała tego serdecznie dośc. A jednak pomomo tego że tak wiele
zrobiłam nie udało mi się jej uratować. Tego nie moge sobie darować że nie
pomyslłsm wczesniej po objawach że to przerzut do mózgu i że trzba naświetlać
póki mama stała jeszcze na nogach.ale nie chciałam w to wierzyć myslałam że to
chwilowa niedyspozycja. Byłam tak bardzo bezsilna i dobijało mnie najbardziej.
Potem już jak mama umierała też nie mogłam jej pomóc by nie cierpiała by
odeszła spokojnie musiała i wtedy sie meczyć. Gdzie był wtedy Bóg? Ale o czym
ja mówię jego nigdy przy nas nie było. najgorsze było gdy trzymałam ją za rekę
a ona juz mnie nie poznawała bo była juz nieświadoma tzn kogoś tam widziała do
kogoś mówiła ale nie domnie. Jak umierała trzymałam ją za rekę patrzyła na
mnie jakby chciała mi powiedzieć coreczko ja nie chcę odchodzić jeszcze nie
ale nie moge nic na to poradzić. Moja mama była dla mnie wszystkim jak wkońcu
po 16 godzinach agonii zmarła to pierwsze co to poszłam zwymiotować wiem że to
dziwne ale to była chyba reakcja organizmu na szok. Cierpie bardzo mocno tak
mocno że nikt nie wie że każdy dzień jest dla mnie wyzwaniem by wstac z łózka
zając się bratem niepełnosprawnym iśc do pracy a potem wrócić do domu w ktorym
jej już nie ma. Nie usmiecha się do mnie, nie siedzi jak zawsze na fotelu, nie
objadamy się jak kiedyś kaszą manną na gęsto. Minęły 4 miesiące a ja cały czas
cierpię i to z dnia na dzień coraz bardziej. Ona była dla mnie jak powietrze,
woda potrzebowałam jej do zycia a teraz Bóg mi ja odebrał. Wszyscy wtedy
pocieszają i pytają jak wy sobie dajcie rade z obowiązkami domowymi, jesteś
dzielna mówią. Ale przecież nie o to chodzi tu nie chodzi o obowiązki domowe
tu chodzi o to że załamał się mój świat psychiczny emocjonalny. Kocham ja
nadal bardzo mocno i oddałbym wszystko co mam aby wrociła do mnie. Nie wiem
kiedy znów bedę w stanie mysleć o niej i nie płakać. to co sięstało to
najwieksze tragedia zycia mojego. Zawsze miałam pod górkę nigdy z górki
zastanawiam się czy jeszcze kiedyś bedę żyła normalnie. Narazie cierpie bardzo
mocno i serce moje jest z nia n górze albo gdziekolwiek jest. Pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • malgosiader Re: Walka z bólem i własną bezsilnością i smierci 11.09.06, 13:51
      Nie zmienisz nic, nic już nie cofniesz. Co mogę tylko napisać, że Twoje
      odczucia są naturalne. Ja to samo odczuwam, do dziś. Myślę o Niej w dzień i w
      nocy. Kiedy jadę do pracy, i kiedy wracam do domu. Przed zasnięciem i kiedy się
      przebudzę. Wspominam różne sytuacje, nawet samą śmierć. Dokładnie tak jak Ty
      byłam ze swoją Mamusią wszędzie i też ciagle myślę czy aby zrobiłam wszystko
      żeby Ją uratować, że może coś mi umknęło. Myślę, że to jeszcze potrwa. I wcale
      czas nie leczy ran...
      Trzymaj się cieplutko.
        • malgosiader Re: Walka z bólem i własną bezsilnością i smierci 11.09.06, 19:39
          Tyle tylko mogę zrobić. Naprawdę Tobie współczuję, z tego co czytam masz
          napradę ciężką sytuację. Jedyne co mogę zrobic to pocieszyć Cię na odległość.
          Mnie Pan Bóg zabrał Mamusię, ale mam jeszcze męża, dzieciaki i zdrową siostrę
          wraz z Jej rodziną, no i oczywiście Tatko, którego trzeba teraz pocieszac jak
          małego chłopczyka. Moja Mamusia była jeszcze młoda, miała skończone 55 lat,
          razem z Tatą przeżyli 34 lata.
          • attenna11 Re: Walka z bólem i własną bezsilnością i smierci 11.09.06, 22:20
            Czytam wasze posty i powiem jedno. jesteście naprawdę bohaterkami. Bardzo wiele
            przezyłyście. Zrobiłyście dla waszych mam wszystko co było możliwe i
            najważniejsze , że byłyscie razem do końca. Możecie być tylko wzorem. I tak
            sobie myśle, że te mamy, których już nie ma wśród was są nadal obok, dodają wam
            sił i są dumne z Was! Pozdrawiam . Trzymajcie się.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka