dziwne zachowanie mamy...

06.10.06, 08:03
Dzisiejszej nocy bardzo zaniepokoilo mnie zachowanie mamy. Otoz budzila mnie
czesto, a jak do niej przychodzilam to "bredzila". Mowila cos o jakis
ludziach, ktorzy maja przyjsc, o tym, ze musi isc sos robic, o jakis
babeczkac itp itd... Wydaje mi sie, ze snilo jej sie cos i ona myslala, ze do
dzieje sie tez w rzeczywistosci. Musialam jej kilka razy tluamczyc, ze to byl
sen. Uwierzyla, ale dopiero po czasie, a potem plakala bo stwierdzila, ze juz
zle sie z nia robi...
Nie wiem co o tym myslec... wczesniej tez jej sie to zdarzalo, ale raz na
tydzien, a dzisiejszej nocy ze 3, albo 4 razy!!!
czy to moga byc sygnaly przerzutow do mozgu???
    • pdragun Re: dziwne zachowanie mamy... 06.10.06, 08:27
      Hej owszem to moga byc takie sygnały ale równie dobrze działanie jakiś leków.Czy
      mama bierze jakieś mocne leki przeciwbólowe lub jakieś uspokajające? wiesz moja
      mamusia miała przerzuty do mózgu niestty i też recytowała wiersz ptasie radio na
      pamięć lub leząc widziała rzeczy o których my nie mielismy pojęcia też mówiała
      do mnie jak do swojej zmarłej siostry i wogóle takie rózne dramatyczne rzeczy.
      Po czym wracała to rzeczywistości. Trudno okreslić czy sa to oznaki przezrutów?
      Trzeba by było zrobic tomografie głowy. A sa jakies inne dziwne objawy? Twoja
      mamusia jest leżaca czy chodząca? Nie zycze nikomu by patrzył na bliska osobę
      która zachowuje sie jak dziecko albo gada rózne dziwne rzeczy przerzuty do mózgu
      to najgorsza rzecz jaka ja przezyłam. ale jak mówię według mnie moga to byc
      objawy przerzutów albo działania jakiś leków. Pozdrawiam serdecznie. Trzymaj sie
      cieplutko i obserwuj mamę.
    • malgosiader Re: dziwne zachowanie mamy... 06.10.06, 08:28
      a mama ma stwierdzone przerzuty do mózgu?
      wiesz moja mama miała stwierdzone przerzuty,
      czasami mówiła coś nieskładnie, była nawet sytuacja (raz), że wręcz mówiła bez
      sensu,
      • jo81joanna Re: dziwne zachowanie mamy... 06.10.06, 08:34
        Moja mama nie ma stwierdzonych przerzutow do mozgu.
        Jest osoba lezącą i watpie, aby chciano jej zrobic jakiekolwiek badania bo jest
        pod opieka hospijum domowego i wiadomo...
        Poza tymi objawami nic innego nie zaobserwowalam, poprostu minionej nocy te jej
        dziwne zachowanie dalo wiele do myslenia.
        Mama bierze silne leki przeciwbolowe - Tramal i MST.
        Wczoa byl u nas lekarz z hospicjum ( nowy bo ze starego zrezygnowalam) i
        odstawil na probe tramal. Jesli mama nie bedzie miala wiekszych boli bedzie
        przyjmowac tylko MST.
        Lekow uspakajacych nie bierze.
        Tak bardzo sie boje.... i drze na kazdy "zly" sygnal.... ja ciagle wierze, ze
        jeszcze to wszystko sie odwroci i spotka nas jakis cud. Tak bardzo bym tego
        chciala...
        • rima Re: dziwne zachowanie mamy... 06.10.06, 09:48
          Joanno, ja stracilam mamusie w lutym, nie chce ani ciebie straszyc, ani
          niepokoic, chcialabym ci dac jak najwiecej nadziei i wiary w to ze bedzie
          lepiej, jednak napisze ci ze moja mamcia podobnie miala. My sobie to
          tłumaczylismy silnym dzialenim lekow przeciwbolowych, ale mama dostawala
          najslabsza dawke jaka mogla byc wiec nam lekarz uswiadomil ze to raczhje nie od
          tego. Zdarzalo jej sie ze mowila zebym jej cos upiekla podawala przepis po czym
          potrafila sie na mnie zezloscic ze juz wczoaj mi o tym mowila a ja jeszcze nie
          jestem gotowala. Takie jazdy miala wiesz... Po czym wracla do rzeczywistosci i
          mowila ze wogole nie pamieta co sie z nia dzieje. Asiu, ona tez plakala ze juz
          sie z nia zle dzieje ze takei rzeczy sie dzieja.. bardzo sie tego bala... Nie
          opuszczaj jej, badz cierpliwa, bo aj wiem ze duzo cierpliwosci rowniez
          potrzeba... Trztmaj sie mocno.. Jak cos to pisz...
          • jo81joanna Re: dziwne zachowanie mamy... 06.10.06, 10:08
            Rima,

            a jak dlugo trwaly "te jazdy"??? Piszesz, ze Twoja mama odeszla w luty...kiedy
            sie to zaczelo??
            • mamamarysi Re: dziwne zachowanie mamy... 06.10.06, 20:20
              Joanno, mój Tata miała raka płuc z przerzutami do wątroby. Podobne zachowania
              miał na kilka dni przed śmiercią i prawdopodobnie to były już przerzuty do
              mózgu (drobnokomórkowy rak płuc bardzoje lubi). Był bardzo niespokojny, nie
              mógł w ogóle spać, co chwilę chciał wstawać i przy naszej pomocy wstawał,
              przechodził na fotel, po kilku minutach, chciał przenosić się na łóżko - tak
              przez całą noc. Były momenty, że nie wiedział gdzie jest, widział jakieś osoby,
              opowiadał dziwne historie, męczył się, był rozgorączkowany...Bardzo cierpiał.
              Nie chcę Cię straszyć, piszę jak było u nas.
              Piszesz, że mama brała Tramal - wiem, że ten lek ma takie skutki uboczne,
              trochę działa jak narkotyk. To może być więc i to...
              Bądź dzielna i okazuj mamie jak najwięcej miłości. Bo chyba tylko tyle możemy
              zrobić...Pozdrawiam Cię bardzo gorąco. Myślę o Was i modlę się, by nastapiła
              poprawa
              majka
              • jo81joanna Re: dziwne zachowanie mamy... 15.10.06, 23:01
                od kilku dni zauwazylam, ze rano, w nocy i wieczorami moja mama "dziwnie sie
                zachowuje" - pyta o jakies rzeczy, kaze czegos szukac, myli nazwy przedmiotow,
                opowoada o zjawiskach, ktore nie mialy miejsca.... dlaczego tak sie dzieje,
                dlaczego w ciagu dnia wszystko jest OK???
                • rima Re: dziwne zachowanie mamy... 16.10.06, 08:46
                  Joasiu...
                  Otóż ja dokładnie mam daty wyryte w głowie: 31 stycznia mamę wypieli się
                  wszyscy lekarze i to b ył bardzo przełomowy moment bo ona się wtedy naprawdę
                  załamała, straciła po raz pierwszy podczas 2,5 letniej choroby wolę walki.
                  Ponieważ łapalismy się wszystkiego, a dla mojego taty potraktoweanie przez
                  lekarzy oraz coraz bliższa świadomość że mama może odejśc (jego żona)
                  postanowił wziąć się za ziołolecznictwo. Gdy naxstepnego dnia 1 lutego
                  przyjechałam do niej z ziołami, ni8e byłan to ta sama kobieta: postarzała się w
                  ciagyu jednej nocy, oczy miała zapłakane, była przeraźliwie smutna... patrzyła
                  się na mnie cały czas i mówiła jak bardzo mnie kocha (moja rodzina nigdy nie
                  była nazbyt wylewna, my nie mówiliśmy sobie takich rzeczy, żądko się tuliliśmy
                  ale byliśmy siłą, czynami staraliśmy się pokazać jak bardzo kochamy daną osobę -
                  długo wyrzucałam sobie że tak żadko mówiłam mamie że ją kocham, chociaż jestem
                  pewna żeona to wiedziała... Mówilismy inne rzeczy, że zrobimy wszystko, że nie
                  damy się, że nie wyobrażamty sobie życia bez niej, że jest najwspanialszą z
                  Matek, etc.) jak jest ze mnie dumna, z nas ze swoich dzieci, żę cały czas
                  martwi się o Marka (mam starszych od siebie braci o 8 i 9 lat, jajstarszy jest
                  niestety wciąż pijącym alkoholikiem i mama zawsze się o niego martwiła, zresztą
                  każdy swie że choroba alkoholowa jest straszna, taki rak, tyle że działający
                  pod postacią alkoholu). I gdy tak siedziałam przed nią, a potem ja zostawiłam w
                  pokoju z moim mężem, którego bardzo ceniła i lubiła, zresztą ze wzajemnością, a
                  sama z tata posząłm mieszać zioła, to dopiero po jej śmierci mój maż
                  powiedział, że mama mu powiedziała, że chyba jej czas jest bliski końca, ale że
                  nam tego nie powie, bo widzi jak my się staramy, że mu ufa i wuierzy że będzie
                  się mną dobrze opiekował gdy jej już nie będzie. Ale dwa dni mamę nastawiłam na
                  pozytywne mysleniem, że jeszczwe tl nie koniec, że lekarze nic nie wiedzą,
                  zresztą Dr Agnieszka która jest z nami na forum, wie jaka byłam zdesperowana,
                  dzwoniłam do niej a ona z prawdziwą cierpliwością mnie wysłuchiwała, radziła,
                  jeszcze raz Jej za tom wszystko dobre co dla mnie i mojej rodziny zrobiła
                  dziekuję z całegfio serca. Taki marazm Joasiu trwał tydzień, z dnia na dzień
                  jej stan się pogarszał. APo tygodniu tak jakby wstąpiły w nią nowe siłty,
                  zxadzopwnuiła do mniei do brata i powiedziała że będzie qwalczyć do jkońca. Ze
                  się nie podda (mama miała przerzuty na tkanki miękkie), że musi doczekać
                  komunii swojej jedynej wnuczki która miała sie odbyć w maju, że jeszcze świeta.
                  Cudownie nas tym telefonem uradowała. To był poniedziałek, obiecała że będzie
                  jadła terqaz więcej a jak ja [przyjadę w sobotę to oan już o własnych siłach
                  będzie chodziła. Po kilka razy dziennie do niej dzownilismy, mówiła że czuje
                  się coraz lepiej z dnia na dzień. Gdy przyjechałam w sobote tata zabrał mnie na
                  bok i powiedział że wyadzryło się coś niepokojącegow piatek wieczorem. Że
                  poszli z mama do ubikacji (piatek to był 10 lutego) i gdy przyszlui do pokoju
                  mama usiadła, onsię schylił żeby jej zdjąć kapcie i mama w tym momencie
                  zemdlała. BYła tego świadoma, nie wiedziała jak gto sie stało. Dokładnie nam
                  powiedziała jak to było, że naszło ją gorąco i nagle ciemnośc przed oczami.
                  Trwao okolo 3 sekund. W sobotę zdarzyło jej się to jakieś 5 razy. Od rana od
                  soboty ciągle ktoś przy mamie siedział i trzymał ją za rekę, nawetwb nocy
                  robilismy dyżury. Zaczęłam wydzwaniać po pogotowiach, hospicjach,
                  pielęgniarkach, lekarzach prowadzących. Pogotowie powiedziałao że nic nie
                  zrobi, że w sumie nikt nic nie jest w stanie zrobić . Każdy z lekarzy mówił ze
                  100% pewnością że to przerzuty do mózgu. W niedzielę wieczorem pojechałam do
                  siebie bo w poniedziałek rano bart miał mnie zmienić a ja musiałam wziąć wolne
                  w pracy. Od niedzieli b lagałam kogoś z hospicjum domowego żeby przyejchał i
                  obejzrał mamę i w końcu we wtorek pielęgniarka się zlitowała, przyjechała
                  obejzrała,.Podłaczyła jakąs kroplówke, powiedziała że trochę panikujemy, że
                  jest w domu za ciepło, żweby otwierać okna, a my się baliśmy żeby mamy nie
                  przeziębić, bo tegoby jeszcze brakowało. A mame te krótkotrwałe utraty
                  świadomości łapały przy zmianie pozycji, przy przekręcaniu, pielęgniarka
                  przywiozła również koncentrator tlenu, ale po 30 paru godzinach mama
                  powiedziała że ją boli głowa już od tego huku od tego koncentratora. Cały czas
                  byliśmy przy mamie i gdzieś od poniedziałku 13 lutego mama zaczęła troszeczkę
                  mówić od rzeczy, np. mówiłam ostrowskiej żeby upiekła mi to ciasto. Ale było to
                  bardzo żadko i takie w sumie że jeszcze soboe to łączylismy jakimś snem. W
                  środę 15, gdy mama zaczęła na dłużej tarcić przytomność powiedziała że chyba
                  bezpieczniej by się czuła w szpiotalu gdyby była cały cZas pod okiem lekarza,
                  że boi się już spać, nawet gdy ją trzymamy za rękę, że boi się zamnkąć oczy,
                  jeść, przewracać. A mieliśmy od zaprzyjaźnionej lekaqrki załatwione miejsce na
                  oddziale opieki paliatywnej, nawet nie było czuć że to taki oddział bo to były
                  wyodrebnione 3 sale z oddziału chirurgii. Gdy mama trafiła tam przestała mieć
                  utraty świadomości, bardzo dobra, szybka, miła, uprzejma idąca na rękę opieka.
                  Mama dostała odrębna salę, cały czas z nią ktoś był, pielegniarki na każd
                  ezawołanie, przeuprzejme. Zrobili mamie wyniki krwi, lekarka pwoiedziała że to
                  może być od braku potasu i mama doastała potas... I gdzieś potem za dwa dni
                  czyli w piatek 17 zaczęła coraz częściej gadać od rzeczy. Rzeczy wyrwane
                  zkontekstu, o dawnych znajomych, przyjaciołach, jakieś wspomnienia z dawnych
                  lat... Złościła sie momenatmi że czegoś nie załatwilismy a przeciez nas
                  prosiła, etc. etc. Joasiu, jeszcze przez kilka dni to kontrolowała wiedziała że
                  tak troszkę chyba mówi jakby nie do nas, alepotem już tego nie kontrolowała. We
                  wtorek 21 lutego nagle ożyła. zjadła bnardzo duzo, chciała chodzić, zaczęła
                  mówić że z tego odziału juz pójdzie do domu, dlatego tak dużo je i pije, i
                  załatwiała się tak duzo, soczyście... Umówiła się ze mna na kapiel na sobotę,.
                  I taka pobudzonaq była do piątku rano. Po południu jeszcze ją brat z moim mężem
                  po oddziale prowadzili, a potem nagle opadła z sił, pogorszył się jej oddech,
                  wieczorem nie przyjęła kolacji, nie wzięła tabletek, nie chciała pić, ani się
                  załatwiać. Nie chciała rozmawiac. Wieczorem tata zadzownił do nas, że późno w
                  nocy od niej wyjechał, ale że chyba się wykapie przebierze i tam, wróci bo ma
                  złe rpzeczucia, że to chyba już koniec. Oczywiście wiesz jaka to byla noc...
                  Ledwo świt pojechała do niej, było źle... Nic nie mówiła, wiem że mnie poznała,
                  uścisnęła mi rekę, oddychała bardzo cięzko, o 8 pierwszy raz podali jej
                  morfinę, Żeby lżej oddychała. Jej stan pogarszał się z godziny na godzinę, do
                  końca wierzyłam że zdarzy się cud. Przyjechała jej młodsza siostra a on do
                  niej resztkami sił powiedziała, witaj Heniu (to nie była Henia, Henia zmarła w
                  2000 roku, a to była ZOsia) - wtedy bnie wytrzymałam już i się rozpłakałam. O
                  16 przyjęła sakrament chorych (po raz 4 w swojej chorobie). O 17 postanowiłam
                  zadzwonić po brata tego najstarszego bo zwlekalismy bo myśleliśmy że się
                  polepszy, był trzeźwy, przyjechał. Tak jakby na niego czekała. Postanowilismy,
                  ja mój sredni brat i mój mąż pojechać do domu około 21, tata z drugim bratem
                  zostali na noc, bo sie uspokoiło, mieliśmy przyejchac z rana. Pożegnmalismy
                  się. W domu, kązdu swoim usiał na fotelu i zasnął. O 22.25 obudziałm się,
                  spojrzałam na komórkę i wzięłam ja do ręki i już jeju nie odłozyłam, zadzwonił
                  tata, wiedziałam że zadzwoni. BYł na środkach uspokajjaących które dostał od
                  lekatrzy tam na miejscu w zastrzyku bo podobno mało nie oszalał. Zadzwoniłam do
                  brata, on piwsze słowa ktyóre powiedział iza obudziłem sie o 22.25 i
                  wiedzaialem ze zadzwonić. Mama zmarła o 22.25. Njgorsze dni, godziny , minuty,
                  sekundy w naszym życiu. Trauma która zostani
                  • jo81joanna Re: dziwne zachowanie mamy... 16.10.06, 09:17
                    Rima,

                    jestem Ci niezmiernie wdzieczna za to, ze podzielilas sie ze mna tym wszytskim.
                    Czytajac "Twoja historie" mialam wrazenie, ze niektore konteksty sa wyciete z
                    mojego zycia... Przeraza mnie to, ze tak wiele sie pokrywa i to jaki koniec
                    moze byc... mimo, ze zdaje sobie sprawe z tego, ze sytuacja jest naprawde
                    nieciekawa, ze rokowania sa zle, ale mimo to wierze i to bardzo, ze zdarzy sie
                    cud i to wszystko sie odwroci.... Mam takie wrazenie, ze Pan Bog chce nas
                    przestrzec i pokazac jak zycie jest ulotne a zdrowie wazne i ze w pewnym
                    momencie zlituje sie i da nam jeszcze jedna szanse... U nas podobnie jka u
                    Ciebie Rimo nie wylewamy uczuc. My tez czynami pokazujemy co czujemy i
                    solidaryzujemy sie w takich sytuacjach jak ta. Slowo "kocham Cie" padlo tylko
                    kilka razy ( i to tylko przez telefon jak bylam za granica), nawet
                    pieszczotliwe zwroty tez byly zadkoscia, a teraz mama wola
                    mnie "golabeczku", "zabko", "skarbie", "asienko" itp itd.
                    Napisalas tez, ze w momencie, gdy mama zaczela zazywac potas pojawily sie coraz
                    to wieksze zatracenia swiadomosci - otoz ja tez moge to samo powiedziec!!! Mama
                    przyjmuje furosemid, a przez to musi tezbrac potas i od kiedy zaczela
                    przyjmowac te leki pojawily sie "te dziwne zachowania" jak ja to nazywam...
                    Kolejna sparwa - mama chyba tez przeczuwa, ze to juz niedlugo.... W ostatni
                    czwartek przyjela ostatni skrament, komunie i wyspowiadala sie.... To bylo
                    okropne uczucie jak ksiadz przyszedl do domu i zostal z mama sam na sam.
                    Mama potrafi tez mnie sie zapytac gdzie jest Asia?? (czyli ja!)
                    Narazie te wszystkie "odchylenia" sa kontorolowane i mama szybko wraca do
                    swiadomosci, ale boje sie, ze ktoregos dnia mama bedzie "zyla w innym swiecie"
                    i nic jej nie da sie przetluamczyc... jak wtedy sie zachowywyac?? Co mowic???
                    Tlumaczyc, ze jest inaczej??? Czy tez zyc razem z nia w tym "innym swiecie"??

                    Rima jeszcze raz dziekuje za Twojego posta, mimo iz nie byl on z happy endem
                    mam nadzieje, ze ja wyciagne z niego jakies wnioski....

                    Trzymaj sie

                    pozdrawiam

                    asia
                    • pdragun Re: dziwne zachowanie mamy... 16.10.06, 10:59
                      Do jo81joanna

                      Joasiu mam naimię Patrycja i podobnie jak rima miałam niestety podobne przejścia
                      kiedy umierała moja mamusia. Moja mamusia miała jak sie okazało przeżuty do
                      mózgu i podobnie jak mama rimy miałam utraty swiadomości a także mówiła od
                      rzeczy wracając za chwilę do rzeczywistości. Pamiętam jak dziś ja mamę pierwszy
                      raz sparalizowało a własciwie cała zdretwiała taki rodzaj napadu padaczkowego
                      wezwalismy pogotowie na co moja mamusia jak zobaczyła lekarza zaczeła się
                      zachowywac jak dziecko jak nie moja mamamowiła"Panie doktorze niech mi pan
                      pomożei takie tam rózne rzeczy które do niej nie pasowały" Lekarz zbagatelizował
                      sprawę a mamusia po jakimś czasie doszła do siebie i już zachowywała się
                      normalnie. Potem było kilka takich incydentów kiedy mnie myliła ze swoja
                      niezyjącą siostrą i myslała że jest w bartoszycach w domu w którym sie urodziła
                      i że ma 15 lat. Po chwili wracała. Tydzień przec smiercią miała czesten apady
                      drgawkowe utraty swidomości poprostu mdlała i np w nocy co sekunde musielismy
                      pomoagać jej wstawać do toalety. Kiedy tam szła przy naszej pomocy bo inaczej
                      już nie chodziła nie załatwiała się, wracalismy do łózka kładała się i dosłownie
                      momencik i znów wstawać chciała bo jej się siusiu che i tak przez całutka noc
                      chyba ze 40 razy wstawalismy. To była sobota. W niedzielę wstałą o własnych
                      siłach przyszła pomóc w gotowaniu obiadu ale nie miałą siły więc poszła do
                      pokoju za chwilę słysze lilus pomóż mi przewróciłam się ja mam na imię Patrycja
                      a lila to jej niezyjąca siotra była. W chodze do pokoju a ona lezy na dywanie.
                      Posadziłam ją nafotel a on znów dostała napadu drgawek i zaczeła mowić
                      wierszpatasie radio którego uczyła mnie jako dziecko. To by l koszmar.Noc znów
                      była chodzona a własciwie ciągnelismy ją już do toalety bo nie maiłą siły a w
                      poniedziałek już nie wstała.W niedzielę zjadła obiad ale już wymiotowała
                      wszystkim od tygodnia. Od poniedziałku już nie chodziła nie jadła nie piła.
                      Przyjechali lekarzez hospicjum powiedzieli że to stan krytyczny podłączyli leki
                      i tyle. Mamusi juz nie kontaktowła by ła w swoim świecie coś nam pokazywała coś
                      widziała do kogoś mowiła ale tak niewyraznie że nic nie rozumielismy i cały czas
                      ten napday padaczki. W srodę w nocy jakby polepszyłao się zasneła spokojnie koło
                      20 jak dawniej nawet pochrapywała ale o 22 się zaczeła trwająca 16 godzin agonia
                      umierała w cierpieniach i bólu choć swiadomościu już nie miała. Ocknęła się
                      tylko tuż przed ostatnim wdechem i trzymając mnie aa rekę i mojego tatę
                      spojarzała swidaomie na nas i odeszła. Przepraszma że piszę też smutnego posta
                      ale chyba i w przypadku twojej mamy mozemy miec do czyneinia z przerzutami i
                      chciałabym abyś wiedziała co ciebie moze czekać. myslę że nie warto tłumaczyć że
                      jest inaczej niz mama mysli że jest bo to nic nie da jesli wejdzie w swój swiat
                      to trzeba z nią tam byc niec wiecej nie da się zrobić. tylko kochać. chciałbym
                      napisać ci Joasiu że te zachwoania to wynik leków ale nie sadze. Mysmy tez do ko
                      nca wierzli jak to sie zaczynało te dziwne zachowania że to rodzaj depresji
                      nerwicy wycienczenia, do piero jak lekarze nam powiedzieli że to stan krytyczny
                      dopiero to do nas dotarło. I tez prosiliśmy mamusię by wróciłą z tego świata bo
                      my na nią czekmy tutaj i dosc już tych wygłupów. Niestety odeszła. A ten czas
                      odchodzenia w bolu cierpieniach dusszeniu sie i majkach to najgorsze dni mojego
                      zycia które na zawzze bedą we mnie. Pisz joasiu to co zaobserwujesz u mamusi w
                      miare możliwości postaram się napisać co to moze oznaczać jeli oczywiście
                      bedziesz chciała wiedzieć. Trzyamj się ciepło ucałuj mamusię i pamiętaj nadzieja
                      umiera ostatnia. Bądz przy mamie w miare możliwości, trzymaj ją za rekę poprostu
                      ja kochaj.
                      Patrycja
                    • rima Re: dziwne zachowanie mamy... 16.10.06, 11:02
                      Joasiu,
                      pytasz jak się zachowywać. To Ci podpowie serce, nie ma jakiegoś złotego
                      środka, będziesz sama najlepiej wiedziała czy wejść w te jazdy czy lepiej nic
                      nie mówić, bo często takl ejst, że One mówiąo czymś o czym my nie mamy pojęcia
                      ale i nie oczekująjakiegoś szczególnego ustosunkowania się.
                      Wiesz Joasiu, wierzyc musisz, i wierz. Trudne chwile przed Toba, Ja myslałam że
                      się swiatr zawali, że niemożliwe że ta nasza walka, przecież błagalismy o
                      jeszcze jedną szansę, a jej już nie dostalismy dobiega lub dobiegła końca. Ale
                      nic sie nie stało Joasiu. W TV leciały te same programy, poczułam głód więc coś
                      przekąsiłam chociaż wcale nie chciałam, ludzie po ulicy chodzili też
                      no0rmalnie, wszystko toczyło się dalej... A ja też wstałam i poszłąm do swoich
                      obowiązków po pogrzebie i uznałam to za największe przekleństwo że odeszła
                      najważniejsza osoba w moim życiu a świat nie runął.
                      W pewnym momencie Asiu czułam juz takie zmęczenie materiału, taki nacisk
                      psyuchiczny, że myślałam iz zwariuję, już czułam że nie mam siły, w tę pamiętną
                      sobotę, widziałam i czułam co się dzieje, i nachodziły mnie takie dziwne mysli,
                      że już nie mam siły, że niech coś się stanie albo w te albo wewte bo wszyscy
                      wykończymy się. To są emocje Asiu. Wszystkie emocje są właściwie w zmaganiu się
                      znowotworem.
                      Całuję Cię i życzę Ci przeogromnie dużo siły - i wal jak w dym, jak będziesz
                      się chciała coś dowiedzieć. Pisz zawsze i o każdej porze jak będziesz chciała
                      pogadać.
                      Podam ci moj numer gg i telefonu. 1050761 oraz +89/5415670.
                      Trzymaj się Asiu
                      • jo81joanna Re: dziwne zachowanie mamy... 16.10.06, 11:20
                        Rima,

                        zapisalam twoje namiary bo mysle, ze ktoregos dnia bede je potrzebowala.
                        Dzis mama ubzdurala sobie, ze 18.10 ma imieniny... miala, ale 19.09 i co
                        teraz??? Poprosila mnie o gozdziki - taki duzy bukiet nic wiecej.. i chyba to
                        zrobie bo nie chce jej dolowac, ze imieniny juz miala.

                        Natomiast wczoraj poznym wieczorem ogladala jakis film w TV , gdzie jakiejs
                        dziewczynie porwano konia, czy cos takiego... mamam mnie zawoala, opowiedziala
                        co zobaczyla i zapytala, czy moge gdzies zadzwonic, aby tej dziewczynce pomc
                        odzyskac konia... serce sie kraje.... w takich sytuacjach...

                        dziekuje wam za podzielenie sie waszymi historiami

                        ja juz od ponad tygodnia mam nieprzestapne noce bo mama wola co 15 - 20 minut z
                        jaimis "glupotami".... podobnie jak u was bylo... ech...
                        • rima Re: dziwne zachowanie mamy... 16.10.06, 11:23
                          Joasiu więc kup jej te goździki... Niech ma. A film to pewnie zaklinacz koni
                          który wczoraj leciał.
                          Tak, serce się kraju, dlatego musi przez nas córki utwardzane stopniowo, bądź
                          silna...
                          ATwój tato, jak on sobie z tym radzi, czy pomaga??
                          • jo81joanna Re: dziwne zachowanie mamy... 16.10.06, 11:50
                            Tata pracuje i od 5.30 - 15.00 nie ma go w domu ( od pn do pt) i ja sie mama w
                            tym czasie opiekuje.
                            Ja narazie nie pracuje, wiec jestem caly czas w domu. Jak potrzebuje gdzies isc
                            to planuje swoje sparwy na popoludnie ( w miare mozliwosci).
                            Tata bardzo mama sie opiekuje, stara sie, aby jak najwiecej jadla, aby jak
                            najwiecej siadala na wozek i bierze ja do innych pomieszczen w domu, w nocy tez
                            wstaje itp itd...Oboje nawzajem sobie pomagamy i wspeiramy...
                            • kol32 Re: dziwne zachowanie mamy... 16.10.06, 22:57
                              Witaj Asiu.

                              Tydzień temu mój tata miał drugi atak drgawkowy, taki, o którym wspominała
                              Patrycja. Dwa dni po tym ataku też zaczął bywać w swoim świecie. Najczęściej
                              jest tak, ze tam bywa i z niego szybko wraca. Daje sobie wytłumaczyć, że to
                              tylko urojenia. Był jednak taki dzień, ostatni wtorek, kiedy żadne tłumaczenia
                              do taty nie docierały. 'Majaczył' przez cały dzień. Poczatkowo tylko opowiadał
                              o swoich wizjach, później wciągał nas w ten swój świat wymagając różnych
                              absurdalnych działań. Nie będę nawet podawać przykładów, bo, macie rację
                              dziewczyny, serce się kraje. Ten ostatni wtorek to był chyba najgorszy
                              dotychczas dzień w całej chorobie taty.

                              Ale dziś mimo tych urojeń miał calkiem dobry dzień. Nawet śmiał się z tego, że
                              ma takie dziwne wizje, kiedy już wracał do naszego świata. I był to śmiech
                              zupełnie świadomy. I był szczęśliwy, że przyjechałam do niego na cały dzień z
                              jego 'zwariowanym' czteroletnim wnukiem.

                              Asiu, trzymajmy się dzielnie. Pisz do mnie. Nasi rodzice są chyba na podobnym
                              etapie choroby.

                              Pozdrawiam Cię serdecznie.

                              Kasia
                              • jo81joanna Re: dziwne zachowanie mamy... 17.10.06, 08:21
                                Kasiu,

                                poki co jakos sie trzymam i nie poddaje... poplakuje sobie, ale tylko tak, aby
                                mama nie widziala, wiadomo....
                                Ciesze sie, ze tu na forum mozna znalezc wsparcie, wygadac sie i zostac
                                zrozumianym. Bo kto nas lepiej nie zrozumie i pocieszy jak osoba, ktora cos
                                podobnego przechodzi???

                                Dziekuje Wam dziewczyny.
Pełna wersja