Dodaj do ulubionych

Jakich argumentów użyć? pomóżcie!!!

20.05.07, 21:34
W pazdzierniku okazalo sie ze mama ma niedrobnokomorkowego raka pluc z
przerzutem do mózgu. Dostala 10 naswietlan i 3 kursy chemi (2 wlewy co
tydzień, potem 2 tygodnie przerwy, navelbina i karboplatyna), po 2 kursach
zmiana w płucach się zmniejszyła.
teraz mama robila rentgen i rozmowa z lekarką wyglądała tak: No, nie
będaziemy juz pani męczyc, tylko leczyc objawowo...
Ja: A może jakieś badania?
Lekarka: nie, nie potrzeba zadnych badań.
Zachowałam się spokojnie i nie zareagowalam.

ide do kochanej pani doktor w srode i chce ja zmusic do jakiegos leczenia
mamy, ktora oprocz objawow ze strony guza mozgu dobrze sie czuje, nie ma
zadnych objawow ze strony pluc, pracuje w ogrodku,
Acha, mama ma niestety juz 69 lata i nie mamy zadnego lekarza w rodzinie,
zeby mogl nas wesprzec swoja wiedza i znajomosciami

Jakich argumentow uzyc, aby zmusic, wybłagac leczenie? zeby jej sie zrobilo
glupio i wstyd...zebym mogala mamie przedluzyć życie...
Obserwuj wątek
    • eremka Re: Jakich argumentów użyć? pomóżcie!!! 23.05.07, 18:57
      teraz wiem, ze nie ma takich argumentow...pewnie dlatego pies z kulawa noga nie
      odpisal...
      ale ja tego nie wiedzialam, myslalam, napakowana szumnymi wypowiedziami
      profesorow Kozielskich, Krzakowskich, Popieli, ze choremu w IV stadium sie
      powinno przedluzyc zycie jesli jest w dobrym stanie, ze jest to moralny
      imperatyw...
      a goowno!
      moja mama ma umrzec, basta, juz dosyc leczenia, ktore nie ma w takim przypadku
      sensu, a drugi rzut, jakies tarcevy, docetaksele gemzary to bajdy, mama i tak
      umrze, wiec juz nie ma sensu - powiedziala pani doktor Janowicz-Zebrowska i
      wypisala skierowanie do hospicjum, tam jest miejsce mojej mamy

      a badania? po co badania? szkoda czasu, i tak w szpitalu klebia sie tlumy
      oczekujace na badania - ona na oko widzi, ze juz koniec

      w sumie bardziej humanitarne byloby gdyby kierowali takich ludzi jak moja mama
      moze do gazu...
      • attenna11 Re: Jakich argumentów użyć? pomóżcie!!! 23.05.07, 19:17
        Na odpowiedz na moj pierwszy post czekałam chyba tydzień ale nie mialam do
        nikogo pretensji....każdy ma jakiś problem...nie każdy na wszystkim się zna...
        A nie pomyslałaś, że nie każdy ma stały dostęp do netu i nie wszyscy czytaja
        wszystkie wątki?
        Moja mama ma nieoperacyjnego raka żoładka (złośliwy), od roku leczona jest
        paliatywnie...
        Eremka skoro ta pani doktor tak Was potraktowała to może warto byłoby iśc na
        konsultacje do innego lekarza?
        Piszesz, że mama czuje sie dośc dobrze...pracuje w ogródku....nie ma jakiś
        cięzszych objawów...skonsultuj się z jakims innym lekarzem.
        Poczytaj watki innych osob piszących o raku płuc.
        Jedno zdanie jednej pani doktor o niczym nie przesądza...są lekarze i są
        ludzie...
        Rozumiem, że swoj post napisalas w przypływie jakiegoś żalu lub buntu przez to
        co aktualnie przezywasz...bo smutne jest to co piszesz...nie wierze , że tak
        myślisz...
        A może warto skontaktować sie z lekarzem oddzialu paliatywnego, hospicjum
        domowym...skoro mama twoja czuje sie dobrze.
        Pomyśl o tym.
        Pozdrawiam.
        Aneta
        • malgoska182 Re: Jakich argumentów użyć? pomóżcie!!! 29.05.07, 00:51
          Eremko poczytaj moje wpisy prosze ,ktore zaczelam w lipcu. 20 lipca padla
          diagnoza w klinice na Plockiej " niedrobnokomorkowy rak pluc, IV stadium . nie
          do leczenia. I tak jak pan doktor powiedzial "my swoje zrobilismy, diagnostyka
          zakonczona '.Dzisiaj mojego tatusia nie ma pomiedzy nami. A Ty walcz , nie
          badz idiotka tak jak ja , od 16 lat mieszkam w Nowym Jorku, wiec tu sie ludzi
          leczy, to lekarz dzwoni do pacjenta po jakims zabiegu i pyta jak sie czuje.
          Bylam glupia , mila , nie wiedzialam jak podniesc glos.Bo skoro lekarz mowi ze
          nic nie mozna zrobic , to robilismy to co my moglismy zrobic. Zapewnilismy mu
          zycie bez bolu(dziekujemy Pani doktor Furman z lecznicy leczenia
          bolu),wiedzial ,ze jestesmy z nim , przy nim .ze go kochamy. Tyle my moglismy
          zrobic. Wiec nie poddawaj sie .Zycze szczescia.
          Malgoska
    • helusia007 Re: Jakich argumentów użyć? pomóżcie!!! 24.05.07, 10:47
      Eremka
      wyslalam Ci maila na gazetowego.
      Wiem, ze jestes zla i rozzalona, ale probuj u innego lekarza. Moja mama dostala
      taxotere, bo chemia dala pewna popraw, ale niestety za mala. Wiec mozna podac
      cos jeszcze, ale szczerze mowiac to z Twojego maila dowiedzialam sie o innych
      mozliwych lekach.
      Pozdrawiam i zycze duzo sily.
      • eremka Re: Jakich argumentów użyć? pomóżcie!!! 27.05.07, 00:51
        latwo powiedziec, trudniej wykonac...
        chce zmienic mamie lekarza...
        moze ktos wie, jak to zrobic?
        "skoro mama byla pacjentką dr Janowicz, a ona zakońćzyła leczenie, to co ja
        moge zrobic więcej?" nie slyszeliscie takich tekstów?
        to macie naprawde kupe szczescia z przewaga szczescia, ja, a raczej moja mama
        ma wiecej kupy niz swzczescia...

        tak naprawde zastanawia mnie jedno, ze tu nie ma nazwisk na tym forum... malo
        kto poleca kogos...
        znalazlam jedynie nazwisko Lasoty z kliniki chorob pluc na Ursynowie, a
        przyjmuje tam 4 lekarzy wlączając w to moja "gwiazdę"...
        • ajkaa2 Re: Jakich argumentów użyć? pomóżcie!!! 27.05.07, 07:40
          Eremka
          mój tato będzie na konsultacjach na Ursynowie, już drże ,żeby nie trafił do
          tej "gwiazdy" co Twoja mama.Podobno ma się wypowiedziec dr. Pietraszek.W
          pon.lub wtorek bedzie wynik czy drobno- czy niedrobnokomórkowy, pierwsza pani
          doktor zabrała nadzieje , czy trafimy w końcu z tatą na człowieka,
          lekarza ,który oprócz tego ,że jest lekarzem mówi ludzkim głosem?
          Każdy organizm jest inny , każdy rak jest inny,lekarz nie może wydawac wyroków!
          Dołączam się do Twojego krzyku!
        • b_a_l_b_i_n_k_a Re: Jakich argumentów użyć? pomóżcie!!! 27.05.07, 17:13
          Zawsze możesz skonsultować mamę prywatnie lub w innym ośrodku. Zdanie jednego
          lekarza o niczym nie przesądza.
          Kiedyś na Onkonecie polecano bardzo prof. Tadeusza Orłowskiego jako specjalistę
          od raka płuca, który nie odpuszcza leczenia póki są szanse. On pracuje w
          Instytucie Gruźlicy i Chorób Płuc przy Płockiej
          www.igichp.edu.pl/ .
          Może on mógłby skonsultować Twoją Mamę.

          I jeszcze jedno na koniec... Rozumiem że jesteś zrozpaczona, ale wszyscy tutaj
          przeszliśmy lub przechodzimy przez to samo. I brak odpowiedzi na post nie
          wynika ze złej woli lub tego, że Cię nikt nie rozumie. Po prostu nie każdy ma
          możliwość szybkiego odpisania albo nie potrafi ci pomóc. A to nie są powody, o
          które można mieć pretensje.
        • merosia Re: Jakich argumentów użyć? pomóżcie!!! 27.05.07, 21:31
          Eremko, mojego tatę prowadzi właśnie doktor Lasota. Też nikt nie chciał już
          taty leczyć, bo nie rokował (tak twierdzili innni lekarze). Lekarza w CO można
          zmienić bez problemu. Możesz pójść do doktora na oddział, porozmawiać na
          spokojnie. W przychodni jest tylko w czwartki a na oddziale codziennie, więc
          nie ma problemu żeby porozmawiać. Jeśli jest cień szansy, stara się pomóc
    • eremka Re: Jakich argumentów użyć? pomóżcie!!! 27.05.07, 22:32
      przede wszystkim, ogolne przepraszam - nie chodzilo mi o wyrazenie pretensji,
      bo nie mam, nie mialam pretensji do Was, CO TO, TO NIE... ten pies z kulawą
      nową mial podkreslic moją naiwność...ze uważalam, że jest mozliwe przekonanie
      lekarza, zeby leczyl...

      wiecie, ja nie jestem hiteryczką, kiedy w padzierniku dowiedzialam się o
      chodorbie mamy, przewertowalam Internet, wydrukowalam wszystkie dostepne prace
      prof. Krzakowskiego, Wierzbickiego etc. i wiedzialam, zanim mi to powiedzieli
      oficjalnie, że matka ma IV stopień zaawansowania i jedyny, ktory jest w stanie
      ja wyleczyc, to Bóg, a lekarze moga i powinni jej przdłużyć życie.

      Mama dobrze znosiła i radioterapię i chemoterapię, nie ma żadnych chorób serca,
      nadciśnienia, miażdzycy, cukrzycy, rak płuc nie daje żdanych objawów - żadnej
      chrypy, kaszlu, bólu - nic z tych rzeczy, żadnej utraty wagi... tylko ten
      obrzek z powodu guza mózgu...

      A ta pani doktor wypisala matce skierowanie do hospicjum z powodu pogorszenia
      stanu ogólnego...na jakiej podstawie ja pytam?
      No, nie mogę sie otrząsnąć, takie qrestwo to wola o pomste do nieba....
      Dzieki za informacje, kochani ...
      w czwartek ide do "lekarza od głowy" i przy okazji będe chciała spotkac sie dr
      Lasotą, w czwartek tez po południu ide prywatnie do lekarza ...
        • ajkaa2 Re: Jakich argumentów użyć? pomóżcie!!! 30.05.07, 14:42
          eremka
          mam ten sam problem -mój tato ma IV stadium raka płuc ...I od razu usłyszałam
          od pierwszej pani doktor -leczenie paliatywne i hospicjum .Ale po drugiej
          bronchoskopii nie ma jeszcze wyniku badań czy to drobno czy
          niedrobnokomórkowy ,od dzisiaj tato jest w CO wawie , nie wiem jeszcze kto go
          bedzie prowadził ,jutro będzie miał trzecią bronchoskopie .Eremka jak będziesz
          miała namiar na dobrego lekarza to napisz , proszę.
          Pozdrawiam serdecznie
          Asia
          • bartek1978 Re: dzieki Merosiu, za informację... 31.05.07, 17:27
            To może ja coś dodam. Otóż u mojego taty rok temu wykryto niedrobnokomórkowca,
            wyglądało na to, że w IV stadium, bo z przerzutem na nadnercze. Trafiliśmy do
            dr. Lasoty i chociaż sprawa wyglądała źle, nikt nigdy nie powiedział nic o
            żadnym hospicjum. Zaczęło się od chemii, bez specjalnych rezultatów i trochę
            zmusiliśmy lekarzy, żeby tatę zoperowali, bo kiedy słyszą słowo "przerzut" to
            im się odechciewa. Naprawdę trzeba było ich do tego bardzo poważnie
            przekonywać. No i pocięli tacie płuco, dziś wiemy, że "przerzut" na nadnerczu
            wcale nie był przerzutem... Aha, tata ma się dobrze, istnieje obawa, że coś się
            robi na jelicie, ale zaczęło się dopiero rok po diagnozie, która wówczas
            brzmiała trochę jak wyrok! A poza tym to, co się robi, raczej będzie chwilową
            upierdliwością a nie czymś poważnym dla taty.

            Teraz konkrety:

            1. W CO polecanym chemioterapeutą jest dr Lasota, natomiast chirurdzy są nieźli
            na pewno dr Pietraszek i lek. Głogowski. Pietraszek jest dobrej klasy
            specjalistą, ale niezbyt rozmownym kolesiem, Głogowski jest bardzo miły
            natomiast i na pewno nie jest słabym lekarzem. Prywatnie w funndacji z wyżej
            wymienionych przyjmuje tylko Głogowski, pierwszych dwóch nie ma co szukać bo po
            prostu nie. Natomiast ponoć najlepszym chirurgiem w kraju jest w tej dziedzinie
            Orłowski, który pracuje w klinice na Płockiej. Można z nim się umówić prywatnie
            w klinice Ibis, ale to naprawdę droga impreza. Natomiast panuje opinia, że
            jeśli on nie chce czegoś ciąć to już nikt nie będzie chciał.

            2. Jeśli mówimy o poważnych przerzutach do mózgu itp. to pewnie cięcie nie do
            końca jest możliwe (a może?), więc chyba trzeba łapać chemików, a nie
            chirurgów. Czyli raczej zacząć np od Lasoty, a dopiero potem atakować
            ewentualnie chirurgów.
            • ajkaa2 Re: dzieki Merosiu, za informację... 31.05.07, 22:40
              cześć Bartek
              Dziękuję za konkrety,oto mi właśnie chodziło ,mam nadzieję ,że i my trafimy na
              ww.lekarzy,którzy dadzą nadzieję. Tato jest już w CO , jeszcze nie wiemy kto
              jest jego lekarzem prowadzącym.Dziś miał znowu powtarzaną
              bronchoskopię .Czekamy na wynik. Powiem tak ,że poruszamy się w tych sprawach
              po omacku ,do tej pory nie miałam żadnego szpitalnego doświadczenia i bardzo mi
              takie wskazówki pomagają . Mam cichą nadzieje że to IV stadium jest przesadzone
              Pozdrawiam serdecznie
              Asia
                • eremka Re: Bartku, dziekuję... 02.06.07, 21:40
                  jesli chodezi o pluca, to za miesiąc do kontroli, ale większy i podstawowy
                  problem to guz meta w głowie, rezonans wykazal, ze sie powiekszyl w porównaniu
                  ze stanem z października, czyli naswietlania zawiodly...

                  nie bardzo wiem, co mam robić... chyba powinnam szukac jakiegos neuro, ktory by
                  chcial to wyciąć...ewentualnie zebrac u kogos (u kogo????) o temozolomid, ktory
                  jakos niektorym pacjentom zwalcza zmiany w mózgu...

                  jakos nie mam zludzen ze jakis lekarz zdecyduje sie matce przepisac ten
                  temodal...
                      • ajkaa2 Re: wlasnie lekarz powiedzial 02.06.07, 23:12
                        To znalazłam,może się Tobie przyda ,ktoś wcześniej prosił o namiary
                        neurochirurga onkologa :

                        "• Re: Kraków
                        brucha 25.05.07, 13:45 + odpowiedz


                        coś takiego jak neurochirurg onkolog to chyba w Polsce trudno będzie znaleźć. z
                        mojego dowiadczenia wynika, ze jesli chodzi o guzy OUN zdecydowanie lepiej
                        znają sie na tym neurochirurdzy i takowego szukaj.

                        w warszawie guru od neurochirurgii to prof Podgórski z Szaserów. nie jest
                        onkologiem, ale w tym szpitalu onkologię mają na bdb poziomie, więc pomoc
                        onkologiczna te pewnie się znajdzie.
                        w CO warszawa jest neurochirurgia, jest to dość młody oddział i nie ma jeszcze
                        renomy niektórych klinik neurochirurgicznych, ale robią dobre wrażenie. może
                        zajrzyj na konsultacje? mnie potraktowali po ludzku, porozmawiali, powiedzieli
                        co i jak, termin operacji był szybki, oddział robi dobre wrażenie (czysto
                        spokojnie etc).

                        dobrych neurochirurgów mają jescze u prof Ząbka w szpitalu Bródnowskim, ale
                        sama tam nie byłam więc to wiadomość z drugiej ręki.

                        mam doświadczenie tylko z glejakami i takim specem od glejaków podobno jest dr
                        Miszczyk z CO gliwice. sprawdź, może przysadką tez się zajmuje.

                        kontakty do tych lekarzy znajdziesz jak przeszukasz forum glejak.pl - tam były
                        kilkakrotnie podawane.



                        • Re: Kraków
                        brucha 25.05.07, 13:59 + odpowiedz


                        Miszczyk: www.io.gliwice.pl/szukaj.php?szukaj=Miszczyk

                        Podgórski:
                        www.cskwam.mil.pl/index.php?t1=struktura&t2=cskmon&t3=k19
                        www.luxmed.com.pl
                        przychodnia na Garwolińskiej tel. 610 75 35, przyjmuje wt, czw.
                        przychodnia na Waliców 620 110 17, 624 06 47, 624 65 05.

                        Ząbek, Górski z bródnowskiego:
                        www.enel.pl/home.asp
                        www.szpital-brodnowski.waw.pl/str/oddzial08.htm
                        CO Warszawa: www.coi.waw.pl - szefem neurochirurgii był dr Bonicki, tel.
                        546-29-59, całkiem normalny człowiek, w przeciwieństwie do paru innych z CO na
                        Ursynowie."
                        Pozdrawiam
                        Asia

                        • ajkaa2 Re: wlasnie lekarz powiedzial 04.06.07, 23:04
                          Eremka czy rozmawiałaś z dr. Lasotą. Czy dr.przyjmuje prywatnie?
                          Mój tato jest teraz w CO, jego prowadzącym lekarzem jest ktoś inny , wiem ze
                          dr. Lasota jest na tym oddziale z-cą ordynatora, nie wiem czy bedzie chciał ze
                          mną rozmawiać skoro nie zajmuje się sprawą taty bezpośrednio...ale jeżeli jest
                          ordynatorem to wszystkie sprawy chorych ma pod sobą ...tak bardzo bym chciała z
                          nim porozmawiać nie wiem jak mogę to załatwić .... czy podejść bezposrednio ,
                          czy szukać jakiegoś dojścia?
    • eremka Re: to sie w piątek spotkamy ;-) 07.06.07, 12:08
      ...na oddziale...
      chociaż prawdę mowiąc mam blokade przed pojsciem tam, bo moge spotkac moja
      drogą panią doktor JŻ...
      poza tym stracilam wiarę, że cos sie da zrobic, że sie przebiję przez mur
      obojętności lekarzy

      ot, pech...i moja glupota i naiwnosc...powinnam sprawdzić wcześniej kto to jest
      ta JŻ, ale radioterapeutka, ktora zajmowala sie moją mamą była takim troskliwym
      lekarzem i wiarygodnym na dodatek, że kiedy powiedziała, że mama trafi do
      dobrego chemioterapeuty, ona juz przypilnuje...to przyjęłam jak pewnik, że ta
      JŻ musi być ok...tia...stara jestem a głupia i pewnie głupia zdechnę

      dzieki wszsytkim za dobre słowo
      • ajkaa2 Re: to sie w piątek spotkamy ;-) 07.06.07, 13:46
        No to mam pecha , tato jest u doktor Janowicz ,jak powiedział jeden z chirurgów
        złoty człowiek pani doktor.Nieskojarzyłam nazwiska na początku , dzisiaj
        przyjechałam od taty i znowu czytam forum ...no i załamka...oby nie powtórzył
        się Twój scenariusz Eremko .
        Pozdrawiam .Asia
        • ajkaa2 Re: to sie w piątek spotkamy ;-) 07.06.07, 13:51
          eremko
          w piatek mnie nie będzie u taty , nie mieszkam w Wa-wie, będę mogła dopiero
          pojechać w niedzielę(ale w niedzielę nie ma dr. Lasoty)albo w poniedziałek i to
          póżnym popołudniem, jak będziesz mogła napisz mi na skrzynkę gazetową jak ci
          poszło. Trzymaj się .
    • eremka Re: ajkaa, piszę tutaj, bo może jeszcze ktos .... 08.06.07, 21:43
      ...jest zainteresowany...
      byłam dzisiaj u Lasoty, czekałam ponad dwie godziny, ale warto było...
      Potwierdzam w całej rozciągłości opinię, że to kochany człowiek, powinien byc
      pod ochroną ;-) Ajkaa, nic sie nie bój, jak masz, jakieś wątpliwości, to śmiało
      wal do doktora
      romawiałam też z dr JŻ
      Lasota podtrzymał opinię, że doktor JŻ jest najlepszym specjalistą,

      więc Ajkaa, tato jest w najlepszych rękach...na pewno się nim dobrze zajmie,
      dopoki sie da... jeśli chodzi o moją mamę, to doktor postara sie zorganizować
      konsultację neurochururgiczną, tylko że ona ma złe doswiadczenia z operacjami
      mozgu i podejsciem neuro, którzy podobno operują chociażby dla wprawy....no,
      cóż...tonący brzytwy się chwyta...zobaczymy...
      ja na razie cieszę się, że mama w miare dobrze się czuje i ma dobry nastrój

      pozdrawiam i stay positive czyli bądź dobrej myśli
      • merosia Re: ajkaa, piszę tutaj, bo może jeszcze ktos .... 09.06.07, 00:55
        W pełni zgadzam się z opinią, że doktor Lasota powinien być pod ochroną:)
        Ajkaa2 i Eremka pewnie spotkamy się gdzieś w CO (nieświadome tego że to my:) W
        poniedziałek najprawdopodobniej wyląduję ze swoim tatą na oddziale u doktora na
        parę dni. Powodzenia, zdrówka i w ogóle wszystkiego naj!
      • ajkaa2 Re: muszę z nim porozmawiać 09.06.07, 01:09
        muszę z doktorem Lasotą porozmawiać dla samej nadziei dalszego leczenia ,może
        będzie jutro?
        Tato ma raka drobnokomórkowego , nieoperacyjnego...IV stadium przerzuty do
        węzłów i wątroby, dzisiaj miał trzeci dzień chemii :cisplatyna +
        vepesid ,miał omdlenie , leżał pod tlenem, rozmawiałam z nim potem
        telefonicznie mówi ,że jest już w porządku. Czy próbowałaś jakis metod
        niekonwencjonalnych . Czy stosujesz może jakieś specjalne odzywianie?
        chciałabym równiez dla mojego taty zrobić wszystko by mu pomóc.
        Pozdrawiam serdecznie
          • merosia Re: muszę z nim porozmawiać 11.06.07, 18:29
            Przepraszam, ale z tatą miałam mnóstwo problemów, więc nie wchodziłam na forum,
            nie dałam rady odpisać na czas. Doktor generalnie jest codziennie (czasem nawet
            do późna wieczorem), chyba że ma jakieś wykłady dla studentów lub lekarzy. Ja
            byłam dziś i jutro też niestety będę, bo tacie jakieś koszmarne wyniki po
            ostatniej chemii wychodzą niestety:(
            • ajkaa2 Re: muszę z nim porozmawiać 11.06.07, 22:39
              Merosiu dzięki za info , u mojego taty lekarzem prowadzącym jest inny doktor
              odkąd zaczął brać chemie teraz jest chemioterapeuta , to mówicz że tak
              poprostu mogę do dr. Lasoty wejść....mam ogromny lęk potym jak ordynator w
              innym szpitalu wywaliła mnie za drzwi , gdy chciałam ją prosić żeby nie mówiła
              tacie o przerzutach na watrobę.
              U mojego taty na trzeci dzień brania chemii, wystąpiły silne
              duszności ,tracił przytomność...podejrzewają ,że tato przeszedł zawał , ale ekg
              tego nie wskazuje, dotego doszedł obrzęg płuc stąd te duszności. przez trzy
              dni był monitorowany , pod tlenem,. Nie wiem czy to wynik chemii ?wczoraj
              byłam u niego ale lekarz dyżurny powiedział tylko ,to co wiedziałam ,nie
              udzielił mi żadnych informacji. Jutro też jadę do Wa-wy ale rano tak by spotkać
              lekarza prowadzącego dr. Płużańskiego, no a potem pójdę do ordynatora.... a
              może, gdzies tam znowu się miniemy na korytarzu...to ... do zobaczenia ,
              trzymajcie się mocno kochane
              Asia
              • merosia Re: muszę z nim porozmawiać 12.06.07, 19:09
                Mam nadzieję, że dasz znać, co tam doktor wymyślił:) Wywalić, to Cię nie
                wywali, bo to zupełnie nie ten typ, normalny, zaangażowany w swoją pracę do
                granic człowiek. Dziś byłam rano i w piątek też będę, bo jadę z tatą na
                tomografię brzucha, to faktycznie pewnie się kiedyś miniemy, lub dziś się
                minęłyśmy:) Trzymajmy się dziewczyny (i nie tylko dziewczyny) cieplutko razem,
                bo nie jest łatwo, ale w grupie raźniej trochę.
      • ajkaa2 Re: ajkaa, nie bój sie doktora ;-) 12.06.07, 23:37
        dziewczyny tato rano miał zawał ...walczy o życie ,stan ciężki , wstrząs
        kardiogenny,rak już teraz przeszedł na plan dalszy,teraz ratujemy serce ,erką
        został przewieziony do innego szpitala na kardiologię, od razu wykonano mu
        koronografię i balonikowanie tętnic, jesteśmy w szoku ,od prowadzącego onkologa
        dowiedziałam się tylko ,że są przerzuty do kości ale teraz serce jest
        najważniejsze. dziewczyny mam załamkę ..dzisiejszy dzień to dla mnie tak jakbym
        przezyła co najmniej rok . dzisiaj rano byłam w CO ale wszystko działo się tak
        szybko ..nie poszłam do naszego dr. Lasoty
        Gdy go przewozili nie zapomnę jego biednych ,wystraszonych , przerażonych oczu
        oczu , tak bardzo chciałabym ten strach wziąć na siebie...
        trzymajcie się .Asia
        • merosia Re: ajkaa, nie bój sie doktora ;-) 12.06.07, 23:53
          Trzymam kciuki, żebyście z tatą dali temu wszystkiemu radę. Dziś rano
          słyszałam, gdy byłam na oddziale, że lekarze wydzwaniali na kardiologię i
          pewnie o Twojego tatę chodziło. Życzę tacie zdrówka i daj znać w miarę
          możliwości co dalej. Pozdrawiam jeszcze raz ciepło.
          • ajkaa2 czy pomagaja wam wasi bliscy ? 13.06.07, 10:31
            Tato nadal w ciężkim stanie, przytomny , nie może nic pić ,podają mu
            kroplówkę, wymiotuje nawet po łyczku wody, podtrzymują mu ciśnienie krwi, bo
            serce jest bardzo słabe. do tej pory sama wszystko próbowałam załatwiać, nie
            ogladałam się na innych , wiedziałam że mama się do tego nie nadaję zresztą
            sama jest też schorowana, brat zdał sie na mnie ,nie pojedzie sam do Warszawy
            bo się boi jazdy, nawet nie zadzwoni , no bo przeciez ja jestem, mąż niby
            pomaga ale wypomina mi ,że to brat powinien sie zająć a nie on . dziś zwolnił
            się z pracy żeby mnie zawieść i jak sie dowiedział że mój brat jedzie to od
            razu sie zaczęło, nie wytrzymałam mam tej sytuacji dosyć ! Nie będę się
            przecieżlicytować , jeżeli ktoś mi pomaga to z serca i dla taty a nie patrzac
            sie na innych ... mamich wszystkich dosyć
            • merosia Re: czy pomagaja wam wasi bliscy ? 13.06.07, 17:31
              Nie załamuj się kochana. Ja mam podobną sytuację, tylko jestem z Wawy i łatwiej
              mi dojechać autobusem do CO. W piątek trzeba zawieźć tatę na tomografię, więc
              zadzwoniłam do brata i poprostu powiedziałam, że ma wziąć wolne w pracy, bo ja
              nie jeżdżę samochodem a tata nie nadaje się do taksówki czy autobusu.Czasem
              jasno komunikuję czego oczekuję w danym momencie i otrzymuję pomoc, bo gdy się
              liczy, że ktoś się domyśli, to nie zawsze dobrze wychodzi:( U mnie podobnie
              wszyscy zdali się na mnie. Od stycznia byłam w CO już chyba z milion razy i
              rozmawiałam z dr Lasotą milion razy a oprócz mnie i taty nikt tam nie był.
              Przed kontaktem z doktorem zostałam olana przez conajmniej trzech lekarzy:(
              Mama opiekuje się tatą w domu i tak jak brat, słabo radzi sobie z tą sytuacją,
              mąż wspiera mnie duchowo (znosi moje płacze, nerwy itp., więcej zajmuje się
              dziećmi i nie ma pretensji, że nieraz przez pół dnia siedzę w Centrum). Moja
              rodzinka nie umie gadać z lekarzami (z tatą chyba też średnio). Sytuacja jest
              ciężka ale nie poddawaj się. Ja też miejscami wymiękam (tabletki uspokajające
              itp. stawiają mnie sztucznie na nogi) Jeśli potrzebujesz fachowego wsparcia
              mogę dać Ci namiar na dobrą psycholog z Centrum Onkologii (sama nie korzystałam
              ale słyszałam dobre opinie o niej). Nadal trzymam kciuki za Twojego tatę i
              Ciebie. Zdrówka, spokoju i jeszcze raz zdrówka życzę.
              • ajkaa2 Re: czy pomagaja wam wasi bliscy ? 13.06.07, 23:31
                wiem ,że wszędzie mamy podobne problemy , tak, zawsze jest ktoś na kim się
                wszystko musi opierać,takie centrum dowodzenia, nie skarżę sie broń Boże ale,
                ta moja machina zaczyna się pomału rozpadać. Ale damy radę. Mój tato jeszcze
                nie ma swojego ciśnienia,jest bardzo słaby, w dwóch rękach kroplówki ,aparat
                tlenowy. Dzisiaj często płakał , gdy go karmiłam płakał, że go karmię ,każdy
                temat wywoływał w nim wzruszenie , musiałam być ta wstrętna i powiedzieć mu ,że
                tak nie może , nie może się w tą sytuację wczuwac , przy jego stanie takie
                wzruszenia mogą być niebezpieczne. Erka jest takim miejscem gdzie leżą ludzie w
                ciężkich stanach ,kilka łóżek z aparaturami przedzielone białym
                parawanem ,serce mi sie kraje gdy o tym myślę ,tyle nieszczęścia , między nimi
                i mój tato....
                dziekuję Merosiu za wszystkie dobre słowa. Ja również trzymam kciuki za Was.
                Pozdrawiam . asia
                • eremka Re: czy pomagaja wam wasi bliscy ? 13.06.07, 23:55
                  . a ja nie mam rodzenstwa, moj tata nie zyje od 13 lat, nie mam kogo poprosic
                  zeby pojechal z mama gdziekolwiek...jak czegos nie zrobie, to bedzie nie
                  zalatwione...a moj syn ma dopiero (już?) 16 lat... na dodaqtek taqk sie złozyło
                  ze jestem jedynym zywicielm rodziny i tylko ja zarabiam kasę...
                  dobrze ze chociaz mieszkam w Warszawie

                  wiec widzisz kochana ze zawsze moze byc gorzej ... wiem ze Ci cieżko
                  najwazniejsze zeby Twój tata sie ustabilizowal ...

                  trzymajcie sie baby kochane
                • merosia Re: czy pomagaja wam wasi bliscy ? 13.06.07, 23:55
                  Dobrze, że jednak jakoś się trzymasz i tata też, chociaż spać nie możesz tak
                  jak ja z tego co widzę. Ja czekam piątku jak zbawienia tj. tomografii. Nie wiem
                  czy uda się zrobić, bo mój tata słabiutki jest (z wodobrzuszem itp.) A co do
                  erki to miejmy nadzieję, że niedługo na inny oddział już uciekniecie się
                  leczyć. ściskam ciepło.
                  • eremka Re: czy pomagaja wam wasi bliscy ? 14.06.07, 23:11
                    pisalysmy w tym samym czasie, merosiu ;-)))

                    ja bylam dzisiaj na konsultacji neurochirurgicznej, podoba mi sie ten oddział,
                    jest tam tak czysto i spokojnie...moze beda mame operowac...jesli doktor JŻ
                    wyjasni im, co miala na mysli, piszac w karcie, że "dalsze leczenie jest
                    niecelowe..."
                    Neuro zapytal mnie, czy lekarce chodzi o to, ze w ciągu najbliższych 3 miesięcy
                    stan mamy pogorszy się znacząco....bo jesli tak, to oni raczej sie nie podejmą
                    operacji...

                    Siedze se tak i myslę, że z jednej strony, lekarz mówi "stop, koniec, juz nie
                    będziemy leczyć, bo to niecelowe" i jest w stanie podjąc taką decyzję, chociaż
                    tak naprawde nie wie, czy chemia podziała, jaka chemia podziała, na kogo co
                    podziała... lekarze sa bezradni wobec tej choroby, jedyną szansą chorych jest
                    probowac tego i owego, poki organizm wytrzymuje... a lekarze, co robia? zamiast
                    walczyć z chorobą, walczą z pacjentem i amputują mu nadzieję...
                    leczenie niecelowe...
                    qrcze, ile razy rozmawiam z ta doktor, tyle razem mam megadola :-<
                    • merosia Re: czy pomagaja wam wasi bliscy ? 14.06.07, 23:32
                      Może zmień lekarza, bo mi tak skutecznie amputowali nadzieję, że już nawet do
                      doktora Lasoty nie chciałam na początku iść. Zmusił mnie żebym poszła
                      chemioterapeuta-anioł z innego oddziału. Są momenty, że i doktor Lasota mnie
                      podłamuje, ale potem pociesza, że może nie jest tak źle, że jeszcze tego i
                      tamtego spróbujemy i jakoś to się kręci do tej pory. Będę jutro w Centrum i
                      znów liczę na jakieś pocieszające wieści po tomografii. Jeśli chodzi o mamę,
                      to trzeba wierzyć, że jednak zoperują, a jeśli odmówią to nie daj się zbyć.
                      Porozmawiaj z prof. Krzakowskim lub dr Lasotą i niech coś wymyślą (jak się ich
                      trochę podręczy:) to można wiele zyskać czasami) Trzymaj się mocno i nie
                      dopuszczaj złych myśli kochana.
                    • merosia Re: 14.06.07, 23:40
                      A swoją drogą, jak chirurdzy chcą operować, to czemu ta kobieta takie rzeczy
                      pisze? Niezbadane są wyroki, masz rację i jeśli mama jest teraz w niezłym
                      stanie to lekarz prowadząca większy entuzjazm co do operacji powinna
                      przedstawiać.
                      • ajkaa2 Re: Nie wolno zabierać nikomu nadziei 15.06.07, 11:49
                        eremko, no jak ta kobieta takie wyroki może wydawać jakim prawem !! zamyka
                        drogę , skreśla, podcina skrzydła !
                        U mojego taty mija trzecia doba po zawale, ciśnienie podtrzymują lekami,
                        jeszcze czeka go za 2 tyg. zabieg na sercu -plastyka naczyń wieńcowych ...no
                        przecież też ktoś by mógł tu powiedzieć że po co skoro ma raka ....jak
                        widzicie kochane życie nas stawia cały czas przed nowymi wyzwaniami ...2 lata
                        temu naczyniak -nieoperacyjny w mózgu ,doktor powiedział żyje pan na minie ,
                        która w każdej chwili może wybuchnąć , niecały miesiac temu , usłyszeliśmy że
                        rak płuc z przerzutami do wątroby -tylko leczenie paliatywne,potem zaraz
                        przerzut do kości ,teraz zawał.I tak rak przeszedł na plan dalszy .
                        Moje następne zadanie to znowu dotarcie do dr Lasoty i opracowanie dalszego
                        leczenia onkologicznego taty....nie wyobrażam sobie że mogą mi powiedzieć że
                        nic nie mogą już zrobić..
                        Trzymajcie się mocno.
                        • merosia Re: Nie wolno zabierać nikomu nadziei 15.06.07, 19:29
                          Mnie dziś doktor Lasota po wynikach tomografii próbował raczej stawiać na nogi
                          niż podcinać skrzydła, ganiał ze mną po pracowniach CT i do radiologów. Tata ma
                          powiększone nadnercze i węzły w otrzewnej (wiadomo co to oznacza), wątroba i
                          śledziona czyste, ale wodobrzusze się powiększa więc nie jest dobrze. W
                          przyszłym tyg. podejrzymy co w płucach, ale najprawdopodobniej woda w płucu i
                          niedodma. Nie wesoło jest ale nie tracę nadzei. Wypłaczę się i dojdę do siebie
                          na dzialce. Dziś wyjadę w niedzielę wrócę i znów do boju. Do doktora
                          bezstresowo Ajkaa2 się udaj naprawdę.
                          Trzymajcie się dziewczyny kochane i zajrzę tu w niedzielę.
    • eremka Re: wola boska i skrzypce... 15.06.07, 22:05
      ...mysle, że duzo zależy od zwykłego farta...
      ja mialam raczej niefarta, może to moja wina, może nie budze wystarczającego
      wspólczucia, może to...a może tamto... no, w każdym razie mama nie wyglada
      najwidoczniej jakby zasługiwała na pomoc...

      jestem rozżalona i powoli zaczynam miec ochote kogos uderzyć...tylko nie wiem
      czy to zrobie teraz czy juz po...wszystkim, jak wreszcie ku zadowleniu lekarzy
      z CO mama umrze...
      może warto, żeby ktos, do cholery, zajął sie tym prywatnym folwarkiem gdzie
      żeruja na nieszczęściu ludzkim i lecza innych kosztem drugich, bo...tak!

      i niech mi dr Lasota nie opowiada, że w Anglii to nawet chemii by matka nie
      dostała, ale za to według systemu amerykańskiego i niemieckiego, musiałby sie
      drogi doktor koło niej uwijac, bo przekładając wysokośc płaconej składki na
      jakosc ubezpieczenia w tamtych systemach matka miałaby dobre ubezpieczenie i
      stac by ja było na to zeby sobie zycie przedłużac

      nie nie jestem pokorna i cicha i lepiej zeby mnie tam już nie widzieli bo im
      ten oddzial roz...walę
      • ajkaa2 Re: wola boska i skrzypce... 16.06.07, 23:11
        no, nie ...dwie skrajne opinie. Merosia zadowolona , Eremka wściekła...ciekawe
        do której opinii ja się dołącze . Eremko dlaczego odmówili chemii? Czy
        wytłumaczyki ci powód?Jaki rodzaj raka ma twoja mama ?
        A swoją drogą moja znajoma ma siostrę chorą na raka żołądka z przerzutami na
        trzustkę , płuca, wątrobę ,narządy rodne, ma wyciety prawie cały żołądek, nie
        może przełykać. Tej kobiecie już dawno powiedzieli, że już nic nie mają dla
        niej ...właśnie w CO.Lekarz prowadzący ustalił następną wizytę ...cha cha za 3
        miesiące. Kobieta ta bierze plastry z morfiny , bezpośrednio do żołądka przez
        rurkę wstrzykuje sobie jedzenie ...i szuka następnych lekarzy ,ostatnio wróciła
        rozpromieniona , bo znalazła na Nowogrodzkiej lekarza , który poda jej chemię i
        podejmie sie jej dalszego leczenia , ....jest szczęśliwa , bo ma
        nadzieję ,tylko tyle .Tak trwa już 2 lata. wyobraźcie sobie, że nikt z rodziny
        nie wchodzi nigdy z nią do lekarza, tylko ona jest informowana o swoich
        wynikach badań.Mąż tylko ja zawozi . Bardzo cierpi ale cały czas szuka nadziei
        i ta nadzieja ją tylko trzyma.
        Nie traćmy więc nadziei, szukajmy jej wszędzie.
        Eremko kochana czy próbowałaś jeszcze gdzieś , u kogoś innego ..np. na
        Płockiej..Prof. Orłowskilub właśnie Nowogrodzkiej(?)?
        • merosia Re: wola boska i skrzypce... 17.06.07, 19:55
          Myślę, że lekarz też musi pasować konkretnemu pacjentowi i nigdy nie będzie
          tak, że ten sam lekarz będzie pasował wszystkim pacjentom. Mnie też już doktor
          Lasota powoli pozbawia złudzeń. Nie wiem czy w ogóle damy radę zrobić tacie
          tomografię płuc, bo brzucha jakoś zniósł. Gdyby zniósł badanie to może będzie
          robione nakłucie opłucnej, żeby odpuścić trochę płynu z płuca, dzięki czemu
          tata powinien lepiej oddychać. Leczenie w każdej chwili może być zakończone, a
          na chemię to już nawet nie liczę, bo widzę, że jest coraz gorzej niestety.
          Doktor powiedział, że już ostatnia chemia była trochę przeze mnie wymuszona.
          Myślę, że jest trochę tak, że mamy subiektywne odczucia, co do lekarzy bo za
          wszelką cenę staramy się ratować rodziców a lekarze podchodzą obiektywnie i nie
          jest to dla nich ukochany rodzic, tylko kolejny pacjent. Ja na wstępie
          powiedziałam doktorowi, że nie spodziewam się wyleczenia (bo wiedziałam po
          histopatologii i innych badaniach, że to teoretycznie niemożliwe i nadzieję
          wycięli mi inni lekarze), ale liczę na ludzkie zajęcie się pacjentem. I te moje
          oczekiwania doktor spełnia. Może też jest troszkę tak, że tata jest od początku
          jego pacjentem, a podważanie opinii innego lekarza jest zawsze dla jego kolegi
          niewygodne niestety. Współczuję dziewczyny z całego serca, zresztą jedziemy w
          zasadzie na tym samym wózku. Ja mam dziś też megadoła, bo zajrzałam do taty i
          nie wiem jak zaciągnę go w piątek na badanie:( Jest coraz słabszy, coraz
          wolniej mówi, z trudem oddycha:(
          • merosia Re: wola boska i skrzypce... 17.06.07, 20:01
            Co do rozwalania oddziału Eremko, to ja tam niezłą zadymę na środku korytarza
            rozkręciłam pod wpływem jednego z lekarzy (teraz się sobie chłodno kłaniamy,
            ale ciśnienie mi rośnie za każdym razem jak go widzę), i gdyby nie tata to
            chyba rozniosłabym ten oddział przed Tobą kochana.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka