justa74
26.06.07, 08:37
Mój post kłóci się z nazwą tego forum - nie chce zabierać Wam nadziei -
wierzę, że wszystkim Wam się uda ale...posłuchajcie
Nie wiem jak pomóc mojej mamie i czy tak naprawdę powinnam jeszcze
ingerować... Rak płuc nieoperacyjny IV, przerzuty, chemia nieskuteczna
(tradycyjna i tarceva). Mama nie zgadza się na leczenie Selolem. W tym
tygodniu ma radioterapię, która ma podobno zapobiec krwotokowi. Jednocześnie
lekarz powiedział, że może w każdej chwili umrzeć od krwotoku... Wydaje mi
się, że mama postanowiła się zagłodzić - od zeszłego tygodnia prawie nie je,
nie pije lekarstwa na apetyt, ciągle śpi. Jest agresywna kiedy najdelikatniej
jak moge proponuję cos do jedzenia. Wypija tylko 2 nutridrinki dziennie.
Lekarz o tym wie nic nie zaproponował (słyszałam o takich preparatach o
większej kaloryczności ok 600 kalorii)
Lekarz oddał wczoraj całą dokumentację i zalecił zapisanie się do hospicjum.
Ja wiem, że to jest nieuniknione ale ja ciągle mam nadzieję, że się uda
jeszcze zawalczyć o kilka miesięcy...dla mnie, siostry i dla moich córek.
Zresztą mama mówiła, że jak skończy chemię to pewnie poprawi jej się apetyt i
może nawet do nas przyjdzie, do wnuczek, które tak bardzo kocha, na które
czekała. I co ...te słowa lekarza takie ostateczne, zabierające nadzieję.
Pewnie tak musi być.
Co jeszcze moge zrobić??? Czy uda się jeszcze odwrócić ten proces pogodzenia
się ze śmiercią? I jeszcze mój tata który zaczął organizowac już przyjazdy
rodziny aby mogła się z mamą pożegnac (za jej plecami). Wyć mi się chce.
A mnie mama poprosiła o pomoc w organizowaniu miejsca na cmentarzu :(((
justyna