Życie za życie?

14.07.07, 23:49
9 lipca o g.14:00 zabrali mojego Tatę na oddział do hospicjum. Wychudzony, słaby, ale pamiętał żeby się spryskać wodą kolońską... Myślałam, że mi serce z bólu pęknie... zawsze dba o siebie...
9 lipca o g.21:30 urodził się mój syn, moje pierwsze dziecko...
13 lipca wyszłam ze szpitala i pierwsze co zrobiłam to pojechałam do Taty żeby zobaczył swojego wnuka... Ta chwila zostanie w mojej pamięci na zawsze... Tata podniósł się z łóżka i pobłogosławił moje dziecko. Nie mogliśmy powstrzymać łez... Cieszył się, że zostanie dziadkiem... Teraz nie ma śladu tej radości, nie ma tej radości również we mnie, że zostałam matką...
I tak słowa nie oddadzą tego co czuję... Boże, jak to boli...
    • julka9945 Re: Życie za życie? 15.07.07, 10:52
      Dasz radę jak mówi tytuł moja mama nie zdążyła widzieć wnuczki nie zdążyła o
      miesiąc ,twój tata widział ,jest szczęsliwy i ty bedziesz.
      • kol32 Re: Życie za życie? 15.07.07, 14:31
        Masz rację, słowami nie da się opisać tego co przechodzisz.

        Mój Tata był bardzo dobrym dziadkiem. Uwielbiał mojego syna i przez pierwsze
        2,5 roku jego życia mieli za sobą świetny kontakt. Jednym z pierwszych słów
        mojego syna było 'deduń.' Potem ich drogi ze względu na chorobę małego trochę
        się rozeszły. Kiedy zaś synek zaczął wychodzić na prostą i na nawo lgnąć do
        Dziadka, Tata był już bardzo chory. Rozmowa, podczas której poinformowałam
        małego o śmierci Dziadka była najtrudniejszą w moim życiu.

        Dlatego teraz, gdy czytam Twoją historię, łzy cisną mi się do oczu bo wiem jak
        dużo i Ty i Twój synuś tracicie.

        Pozdrawiam Was serdecznie.
        Kasia
        • joa291 Re: Życie za życie? 15.07.07, 17:40
          i ja dobrze wiem co czujesz....
          kiedy urodzila się moia długo wyczekana córka, obie babcie pękały z dumy. 2
          lipca moje słonko skończyło roczek i już nie ma żadnej babci, choć były tak
          szczesliwe z tego że ona jest i tak bardzo jeszcze na początku czerwca obie
          czekały na uroczystość. Moja córka nawet dostała prezent od mojej mamy na roczek
          już po jej odejściu. Żal mi że nie będa przy niej jak rosnie i żal mi że moje
          dziecko nie będzie nawet pamiętało swoich babć. Mam tylko nadzieje że one
          opiekują się nami.
          Ściskam Joanna
    • merosia Re: Życie za życie? 15.07.07, 21:00
      Bardzo wszystkim Wam dziewczyny współczuję. Mój tata jest w stanie terminalnym
      (rak płuc). Mam dwoje dzieci, które są bardzo związane z dziadkiem. Zupełnie
      nie mam pojęcia, co im powiem, gdy będę musiała coś powiedzieć. Jak to wszystko
      boli i nic nie można zrobić:(
      • joa291 Re: Życie za życie? 15.07.07, 21:25
        merosiu przykro mi bardzo że i Was to dotknęło, ile Twoje dzieci mają lat?
        • merosia Re: Życie za życie? 15.07.07, 21:28
          Mam dwóch synów. Starszy 9 lat, drugi 7. Naprawdę wolę sobie nie wyobrażać
          najbliższej przyszłości.
          • joa291 Re: Życie za życie? 15.07.07, 22:15
            pamietam kiedy umarl moj dziadek mialam wtedy 10 lat, plakalam po katach, było
            to dla mnie duze przezycie, o tyle stępione że w tym czasie dostalam zadanie,
            zająć sie mlodszych kuzynek, czułam się wtedy taka ważna, taka mała a taka duza
            odpowiedzialność, poświecilam się temu przez te pare dni bez reszty
            kiedy chowali dziadka nie uronilam jednej zły mimo że był to moj ukochany
            dziadek i do dzis nie rozumiem dlaczego - to przyszło potem, nikt mi niczego nie
            wytłumaczył, sama borykałam się z tym żalem, rozmawiaj z nimi w odpowiednim
            momencie dużo, niech ten zal nie narasta
            pozdrawiam was serdecznie
            • merosia Re: Życie za życie? 15.07.07, 23:55
              Dzięki joa281. Moje dzieci oswajają się powoli, bo prawie codziennie widzą
              dziadka. Widziały moment, gdy tata stracił przytomność na uroczystości I
              Komunii mojego syna i musiałam tatę reanimować i podać zastrzyk. Mąż zabrał
              dzieci do drugiego pokoju, ale sam początek widziały. Gdy ostatnio po
              nakłuciach opłucnej i otrzewnej wróciłam z tatą ze szpitala i praktycznie mój
              mąż wniósł tatę do domu, to też dzieci czekały na mnie w domu moich rodziców.
              Starszy syn widzi, że dziadek jest coraz słabszy, ale nie chcę chłopców
              izolować od choroby taty, bo te smutne emocje też będą im towarzyszyć w życiu i
              też są dobre, to że czują smutek i martwią się o dziadka jest naturalne, a
              pozbawienie dziadka kontaktu z wnukami i wnuków kontaktu z dziadkiem nie jest
              chyba najlepszym rozwiązaniem. Byłoby to zresztą drastyczną zmianą w życiu
              chłopców. Ty też wiele przeszłaś, szczególnie ostatnio (chyba nawet nasi
              rodzice mieli tego samego lekarza prowadzącego, jeśli się mylę to przepraszam),
              więc sama wiesz, że nie ma dobrych wyjść z tej sytuacji. Taty nie uświadamiam i
              do końca będę oszukiwać jak się da, bo nadzieja daję mu siłę i jej nie odbiorę,
              choćby miało mnie to rozkładać psychicznie jeszcze bardziej. Uprawiałaś tę
              samą 'politykę', więc rozumiesz. Trzymaj się cieplutko i siły ogromnej życzę po
              tym co przeszłaś.
    • tolka3 Re: Życie za życie? 16.07.07, 09:43
      To boli cholernie i trudno powstrzymać łzy. Moja mama zmarła dokładnie rok
      temu, gdzy moja córka miała 2,5 roku. Przez długi czas mama zajmowała się
      wnuczką, mała była do niej bardzo przywiązana. A wczoraj, gdy oglądałyśmy
      zdjęcia, moja córka powiedziała "mamo ja już nie pamiętam babci, naprawdę jej
      nie pamiętam". Serce mi pękło... Tak bardzo chciałam, żeby mała pamiętała
      ukochaną babcię, by nie była tylko babcią ze zdjęć... A teraz spodziewam się
      drugiego dziecka i boli przeraźliwie to, że ono nie pozna babci, że ona nie
      przytuli mojego drugiego maluszka. Nie mam recepty na ten smutek, na żal, na
      łzy, podobno do tego wszystkiego trzeba się przyzwyczaić, czekam więc, aż się
      przyzwyczaję. Trzymaj się, ucałuj Tatę, on jest bardzo szczęśliwy, że zobaczył
      wnuka, że doczekał, to z pewnością znaczy dla niego bardzo dużo.
      • nestill Re: Życie za życie? 16.07.07, 23:03
        Ja też tak potwornie boję się tego, że żadne z moich dzieci nie będzie pamietać
        swojego dziadka, najukochańszego, który bawił, nosił i kochał najprawdziwiej.
        Najstarszy syn ma 7 lat. A co z młodszymi... te nie mają nawet szans, żeby go
        zapamiętać, a jego czas się chyba kończy. Jestem w kompletnej rozpaczy... Boję
        się też tego, że kiedy taty zabraknie, nie będę go pamiętać zdrowego, tylko
        takiego jak jest teraz, biednego, chorego, słabego... Jest coraz gorzej... A
        jeszcze miesiąc temu, kiedy na świat przychodziła jego druga wnusia,
        myśleliśmy, że może chociaż na jakiś czas choroba została zatrzymana. Jednak
        nie... Wiem, że choroba taty, od którego oczywiście dzieci nie są izolowane, a
        w konsekwencji moja rozpacz, zdenerwowanie itd. mają na nie wpływ. Wiem, ze
        jakoś trzeba żyć, ale nie wiem jak.
      • mamamarysi Re: Życie za życie? 16.07.07, 23:11
        Kiedy mój Tata miał zdiagnozowanego raka byłam na początku ósmego miesiąca
        ciąży. Starsza córka miała 5 lat. Rodzice mieszkali 100km od Warszawy, gdzie ja
        mieszkam. Jednnak od razu, po diagnozie ściągnęłam Tatę tu -i przez kilka
        tygodni miałam Go tu przy sobie. Potem były święta, a potem pierwsza chemia.
        Byłam przy Tacie, odwiedzałam Go, potem, w przewidywanym terminie porodu -
        kolejna chemia - z ogromnym brzuchem biegałam po CO...Tata wrócił do domu, a
        ja... w datę Jego urodzin urodziłam synka.
        Kiedy mały miał 2 miesiące, pojechałam z dziećmi do rodziców. Tata jeszcze
        chodził, oglądał telewizję, siedział przy komputerze, czytał gazety...Przez ten
        miesiąc choroba dzień po dniu coś mu zabierała...Nie wiem, jak to wyszło, ale z
        mamą dawałyśmy radę - opiekować się Tatą, słabnącym z dnia na dzień,
        niemowlakiem i kilkulatką. Kiedy Tata już odchodził - synek normalnie
        płaczliwy, marudny, uspokoił się, jakby nie było dziecka..Dwa dni. Córka mam
        nadzieję, będzie pamietać Dziadziusia, który ją uwielbiał, malutki na pewno
        nie. Ale synek jest w jakiś sposób zwiazany z Dziadkiem, choćby przez datę
        urodzin...Boże, jakie to trudne... Choć sama mam rodzinę i jestem dorosła od
        wielu lat, dopiero po śmierci Taty poczułam, że przestaję być dzieckiem.
        Straciłam dużą część poczucia bezpieczeństwa. Odszedł ktoś, kto kochał mnie
        bezwarunkowo. ZAwsze był. Zawsze pełen miłości i ciepła. Czasem czuję Go tak
        blisko, a czasem jest taki daleki...
        majka
        • joa291 Re: Życie za życie? 17.07.07, 08:12
          mamamarysi poruszyłaś istotna dla mnie rzecz - poczułaś że doroślejesz, moja
          mama byla w stanach 27 lat, więc wydoroślałam stosunkowo szybko i zawsze byłam
          niezależna, jakby daleka od niej, kiedy umarła poczułam się taka malutka i
          bezbronna jak mała dziewczynka zostawiona sama sobie bez najbliższej osoby na
          świecie. Mieszka u mnie mama mojej mamy, ma 81 lat i jest jak na swoje lata
          bardzo samowystarczalna, a ja już się boję kiedy coś ją boli że zaraz i ona
          mnie zostawi. Czuje się jak sierota...
          • aanna6 Re: Życie za życie? 17.07.07, 20:38
            moja mama odeszla jak moj 1 syn mial 2 lata i 12 dni (pamieta ja doskonale
            czesto o niej opowiada ) ja w planach mialam 1 dziecko ale mama bardzo chciala
            zebym miala przynajmniej 2 . miesiac po jej smierci zaszlam w ciaze urodzilam
            2 chlopczyka jest odbiciem mojej mamy te same usta nos usmiech nawet
            jest taki szczuply jak moja mama (pierwszy syn to kluska ) wiem ze ona
            jest przy nas ze czuwa . Zycze Ci Duzo Sily Anka
            • brydza1 Re: Życie za życie? 17.07.07, 20:56
              Witam
              Mój Tatuś zmarł 3 lata temu. Nie doczekał się wnuka....chociaż wiem , że bardzo
              chciał bawić moje dziecko. Wydawało mi się że mam czas, że przecież jest młody
              jeszcze i ja też. Niestety zmarł nagle, po prostu wstał rano poszedł do kuchni
              i złapał go zawał i zmarł w ramionach mojej mamy która próbowała go reanimowac.
              Do dzisiaj nie potrafie tego zrozumieć. Może to zabrzmi brutalnie ale
              zazdroszcze Wam tego momentu że mogłyście się pożegnać, oswoić z myślą że
              najbliższa osoba odchodzi. Mnie nie było to dane.
              Ale mam nadziejem właściwie wiem że przygląda się mojemu życiu z góry i tak
              wielu zmianom jakie w nim zaszły. I jeszcze jedno...nie mogę się doczekać kiedy
              go ponownie spotkam...
              Minęły trzy lata a ja wciąż słyszę jego głos i czuję jego zapach. Może ten ból
              po jego stracie nie jest już tak intensywny jak na początku ale wciąż
              jest..tyle że nauczyłam się z nim żyć...
              • estelka1 Re: Życie za życie? 17.07.07, 21:30
                Od 2 lat, kiedy zachorowała moja mama uparcie wraca do mnie jedna rzecz. Kiedy
                miałam 5 lat, a siostra 6, moja mama zachorowała na zapalenie opon mózgowych.
                Było z nią naprawdę ciężko, przez kilka tygodni balansowała na krawędzi życia i
                śmierci. W tym czasie na raka (prawdopodobnie drobnokmórkowego płuc, tak jak
                moja mama) zachorowała babcia, mamy mama. Wszystko działo się niemal
                równolegle. Mama nagle wyzdrowiała, babcia po tych kilku tygodniach zmarła.
                Pewna znajoma zakonnica powiedziała mamie (ja tego nie pamiętam oczywiście, ale
                powtarzam, co usłyszałam kiedyś od mamy) że babcia ofiarowała swoje życie za
                mamę, bo mama miała małe dzieci i musiała je wychować. Nie wnikam, czy taki
                właśnie jest porządek świata, że jedno życie jest dawane w zamian za drugie,
                ale teraz zaczynam czuć obecność babci, której praktycznie nie pamiętam (mam
                przed oczami tylko jedną "migawkę" z babcią w roli głównej). Próbuję prosić
                babcię o wstawiennictwo za mamę, żeby moja kochana "staruszka" nie cierpiała z
                powodu raka i mogła jeszcze pobyć tutaj z nami. Dziwne i magiczne to
                wszystko...
                • alinaw1 Re: Życie za życie? 18.07.07, 14:17
                  W mojej rodzinie dzieje się podobnie. Nagle i niespodziewanie zmarła teściowa
                  mojej siostry, gdy jej corcia miała kilka tygodni. Babcia zdążyła zobaczyć
                  wnuczkę. Potem, w jednym miesiący zmarli mój teść i moja babcia gdy moja Anulka
                  jeszcze raczkowała. Można to uznać za zbieg okoliczności i przypadek. Ale kiedy
                  ostatnio przechodzimy szaleństwo szpitalowe ze starszym synem prześladowała
                  mnie straszna myśl: Dziadek chce sciągnąć do siebie ukochanego wnuka...
                  Oczywiście wiem, że to nie ś.p. teść decyduje o życiu i śmierci ale myśl była
                  uporczywa. Macie coś takiego? Nachodzi na człowieka nie wiadomo skąd i plącze
                  się po umyśle. Gdy byliśmy pierwszy raz z synem w instytucie przypomniałam
                  sobie obrazy z moich snów: mój synek strasznie płacze w wenflonie i jakimś
                  urządzeniu (to tomograf)... Kilka dni temu przypomniałam sobie wizytę sprzed
                  lat u takiej lekarki, która stosuje medycynę niekonwencjonalną. Następnego dnia
                  zadzwoniła do mnie... jej córka (ostatni raz rozmawiałyśmy 4 lata temu, nie
                  mieszka w Polsce). A dziś w nocy śniła mi się katastrofa samolotowa. Rano
                  włączam radio i słyszę o nieszczęściu w SAO Paolo. Mąż nawet zaczął drwić ze
                  mnie, przecież nie ściągnęłam myślami tych wydarzeń. Ale przecież na II roku
                  psychologii są wykłady o mocy sprawczej myśli. Tak sobie gdybam, przecież
                  twardo chodzę na po ziemi, przyszłości nie przepowiadam i za żadne skarby
                  świata do wróżki nie pójdę. To wszystko, co wokół nas jest czasem
                  niewytłumaczalne... Teria życie za życie nie ma sensu, nie potwierdza jej
                  teologia (przynajmniej chrześcijańska), dlatego nie rozumiem, co ta zakonnica
                  miała na myśli. Takie rzeczy się dzieją i ja mam na to dowod w rodzinie ale
                  przecież to nie jest DOWÓD potwierdzający jakąś zależność. Jedni umierają, inni
                  się rodzą. Czasem te zdarzenia nachodzą na siebie. I tyle.
Pełna wersja