mremiszewska
14.07.07, 23:49
9 lipca o g.14:00 zabrali mojego Tatę na oddział do hospicjum. Wychudzony, słaby, ale pamiętał żeby się spryskać wodą kolońską... Myślałam, że mi serce z bólu pęknie... zawsze dba o siebie...
9 lipca o g.21:30 urodził się mój syn, moje pierwsze dziecko...
13 lipca wyszłam ze szpitala i pierwsze co zrobiłam to pojechałam do Taty żeby zobaczył swojego wnuka... Ta chwila zostanie w mojej pamięci na zawsze... Tata podniósł się z łóżka i pobłogosławił moje dziecko. Nie mogliśmy powstrzymać łez... Cieszył się, że zostanie dziadkiem... Teraz nie ma śladu tej radości, nie ma tej radości również we mnie, że zostałam matką...
I tak słowa nie oddadzą tego co czuję... Boże, jak to boli...