Dodaj do ulubionych

Drob.rak płuc z przerzutami na wątrobę,kości,płuca

23.07.07, 20:27
Mój tato od 15 maja ma rozpoznanego raka drobnokomórkowego płuc.Z chwilą
rozpoznania miał juz chorobę rozsiana do wątroby i w obrębie jednego płuca.Po
pierwszej chemii(trzydniowej cisplatyna i vepesyt)miał zawał i angioplastykę
jednego naczynia.
Teraz ma bóle w kręgosłupie i nogach na co dostał tramal+ketonal 3 razy
dziennie. Chemia została odstawiona ze względu na serce. Badanie kości
scyntografia dopiero 30.07 , naświetlanie prawdopodobnie bedzie ale tylko
paliatywne.
Tato jest w domu czeka na badanie i na dalsze leczenie .Bierze garść leków
na chorobę naczyniową serca i tramal i ketonal na bóle w kościach (nie
chciano nam przepisać żadnych bifosfonianów). Schudł 5 kg. przy szczupłej
budowie ciała.
Teraz od kilku dni doszły bóle w okolicach żołądka.
nie wiem gdzie mam teraz się z tatą udać czy znowu do onkologa , czy
gastrologa , czy robić jakieś badania wcześniej żeby mieć juz gotowy wynik,
ale jakie ?
Tak szkoda mi taty ,jest już taki biedny,a jego leczenie zamyka się do
leczenia bólu!?
Co robić? CZy mamy jeszcze szanse na chemię? czy jeszcze szukać lekarzy
prywatnie którzy by podjeli sie leczenia taty chemią
Pozdrawiam wszystkich mocno .MOŻE ktos miał podobną sytuację?
Merosiu co u Ciebie?
Obserwuj wątek
    • mazunia1 Re: Drob.rak płuc z przerzutami na wątrobę,kości, 23.07.07, 21:43
      Ajkaa, jestem w identycznej sytuacji jak Ty. Zostawiono nas samych sobie po tym
      jak 3 tygodnie po zakończeniu chemioterapii nastąpiło pogorszenie stanu
      zdrowia mamy, wykryto przerzuty do mózgu. Nasz onkolog bezradnie rozłożył ręce
      i powiedział, że to już nie jego działka, a radioterapię wyznaczono na koniec
      sierpnia. Wzięłam sprawy w swoje ręce i już jutro jedziemy do radiologa. Mama
      czuje się coraz gorzej, jest coraz słabsza, nie może jeść, bo chyba ma
      przerzuty do gardła. Tak to przynajmniej wynika z wypisu ze szpitala. Musisz
      działać sama. Inaczej Twój tato będzie umierał na Twoich oczach w bólu i
      cierpieniu, a Ty nic nie będziesz mogła zrobić. Wiem, że radioterapia zmniejsza
      ból. Ja na Twoim miejscu zrobiłabym tak: najpierw onkolog, który prowadził
      tatę, niech się wypowie co dalej robić, czy warto starać się o radioterapię.
      Jak tak, postaraj się szybko o wizytę i opinię radiologa. Spróbuj też
      dowiedzieć się, czy badanie kości można wykonać wczesniej. Są skuteczne leki na
      przerzuty do kości, wiec jeśli Twój tato je ma, to powinnaś działać szybko. Dla
      naszych rodziców ważny jest każdy dzień, każda godzina. Wiem, że nie uratujemy
      ich, ale zróbmy wszystko, aby ich cierpienie w ostatnich chwilach życia było
      jak najmniejsze. Pozdrawiam Aneta
      • malgoska182 Re: Drob.rak płuc z przerzutami na wątrobę,kości, 24.07.07, 12:46
        Witam Was . Moj tatus mial tez niedrobnokomorkowego raka pluc z przezutami do
        watroby , zeber , kregoslupa. Top prawda ,ze leczenia onkologicznego nie mial
        zadnego(ze wzgledu na rozsianie choroby i stapien zaawansowania raka(IV stopien
        zlosliwosci). Poczytajcie moje wpisy, moze to cos Wam pomoze. Napewno musicie
        zmusic lekarzy do radioterapii ,przynajmniej paliatywnej ,to bardzo pomaga w
        bolach przy przezutach do kosci. Napewno tez bifosfaniany i dla nas szczesciem
        w calym nieszczesciu ,ze tatus odszedl bylo to ,ze mial zapewniony komfort
        zycia (przez nas czyli rodzine). Na pewnym etapie choroby lekarze umywaja rece
        i robia to albo w sposob delikatny " sprobujcie panstwo zapewnic leczenie
        przeciwbolowe" albo po prostu troche obcesowo" my juz nic zrobic nie moglismy ,
        zrobilismy bardzo duzo "to zawsze bardzo podkreslaja ) diagnostyka zakonczona.
        My mielismy szczescie , poniewaz tatus przebywal w Warszawie i na Plockiej(nie
        w klinice chorob pluc, bron Boze -tam byla tylko diagnostyka), ale w Lecznicy
        leczenia bolu Prosen znalezlismy lekarza , ktory do konca byl przy naszym
        tatusiu , tak mial ustawione leczenie przeciwbolowe , ze chodzil , jadl do
        niedzieli 19 listopada (chociaz juz wteduy mimo ,ze nie czul bolu zaczely sie
        klopoty z oddychanie , a tydzien wczesniej mechaniczna niewydolnosc nerek). W
        poniedzilek 20 listopad odszedl. Musicie tez zdrowo odzywiac swoich rodzicow.
        Moj tatus pil sok z burakow, jadl owoce , bardzo polubil platki na mleku w
        mnostwem witamin, kielkow zboz, owocow.Mamusia kupowala cielecinke , ktora
        przyzadzaly z siostra na parze, cwiczyl na rowerku stacjonarnym.
        Od chwili wykrycia choroby przezuty nie zwiekszyly sie ani nie powiekszyly. 20
        lipca juz tak zle bylo.
        Pozdrawiam i zycze duzo sily do walki.Dacie rade , kochacie swoich rodzicow i
        dzieki temu oni maja sile na usmiech i wole walki. Mego tatusia zalamalo
        to ,ze przy niewydolnosci nerek Pani doktor i siostra probowaly umiescic
        tatusia w szpitalu na nefrologi aby te nerki ratowac. Mial byc przyjety do
        Bielanskiego szpitala . Siostra zawiozla tatusia i cal dokumentacje choroby i
        poszla na izbe przyjec. Lekarz zajrzal w papiery i nawet do tatusia nie
        wyszedl. Siostra musiala tatsuia zabrac do domu. Zamknal sie w sobie ,ze juz Go
        nawet w szpitalu nie chca (wiedzial o chorobie ,ale nie ze jest tak zle).
        Tatusia lekarka powiedziala ,ze to Go zalamalo. Ostatecznie zziebnietego
        siostra zawiozla do domu. Lakarka stanela na glowie i znalazla miejsce w
        Szpitalu prof.Orlowskeigo , ale to nie byl juz nasz dawny tatus(nawet moj
        przylot go nie ucieszyl) i tak gasl przez kilka dni.
        Nie dajcie sie lekarzom, walczcie o kazdy dzien.
        Goska
        jezeli bede potrafila pomoc pytajcie.
        • ajkaa2 Re: Drob.rak płuc z przerzutami na wątrobę,kości, 24.07.07, 18:35
          Aneta, Gosia witajcie.
          Człowiek pyta ,pyta wszystkich choc na które pytania wie jakie dostanie
          odpowiedzi.
          Tato mój przeszedł teraz tak wiele , bo do choroby doszedł zawał ,dwukrotny
          obrzęk płuc, zabieg na tetnicy -angioplastyka ,naczyniak w głowie na który sie
          leczy od 3 lat juz jest prawie nie wazny przy obecnych chorobach.
          Czekamy teraz na badania , mówie czekamy bo coś mnie trzyma żeby nie szalec i
          tego tygodnia nie przyspieszać tylko dlatego że tato uzyskał mimo wszystko
          teraz stabilizację choć jest bardzo osłabiony , dopiero teraz od 15 maja jest
          wreszcie w domu .I tak sobie myslę ze te dni w domu sa dla niego takim ukojenie
          w tej chorobie, wiem że jak pojedziemy na te badania 30stego zacznie sie znowu
          gonitwa , może teraz te dni bedą dla niego i dla nas takim wzmocnieniem na
          dalszy czas choroby.
          Teraz doszedł ból w okolicach watroby i żołądka, Wczoraj dostał od lekarza
          rodzinnego leki osłonowe na watrobę, mówi że mu pomagaja i ból jest mniejszy.
          Kurczę ale sama nie wiem czy dobrze wszyscy robimy , że na ten tydzień razem z
          tatą schowaliśmy się w domu ???
          Gosiu piszesz o rowerku stacjonarnym nie wpadłam na ten pomysł, chyba to dobra
          sprawa dla osoby która nie chodzi za wiele , ale też muszęsiespytać kardiologa
          czy moze tato tak sobie ćwiczyc czy nie zaszkodzi na serce?
          Gosiu tato Twój był leczony w klinice leczenia bólu i tylko tam , jak mozna
          sie dostać do tej lecznicy , bez skierowania?
          Czy słyszałyście może o leczeniu preparatem ANRY, dawkami krzemu?
          Dziękuję za odzew.Pozdrawiam serdecznie . Asia
          • gontcha Re: Drob.rak płuc z przerzutami na wątrobę,kości, 24.07.07, 20:05
            Ajkaa,

            Trzymaj się dzielnie i życzę wiele sił, bo na pewno będa Ci potrzebne...

            Czytam wszystkie historie na forum, kibicuje każdemu.
            Pytasz o ANRY - dyskusji u nas na forum było na ten temat kilkanaście. Podaję
            link do forum 'zdrowie':

            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=22&w=66365517
            Myślę, że to Ci powinno wystarczyć. Możesz też w archiwum naszego forum wiele
            poczytać.

            Pozdrawiam i trzymam kciuki,
            Anka
          • malgoska182 Re: Drob.rak płuc z przerzutami na wątrobę,kości, 25.07.07, 03:21
            Asiu witam Cie serdecznie. Juz odpowiadam -moj tatus nie mial szczescia leczyc
            sie onkologicznie , poniewaz na samym poczatku zamknieto przed nim wszystkie
            drogi leczenia. Po prostu nie wiedziano zadnych szans na wyleczenie , a ja nie
            potrafilam byc czasami moze chamska nawet. Z uwagi ,ze od 16 lat nie mieszkam
            w Polsce nie znalam realiow polskiej sluzby zdrowia . W dniu 20 lipca na
            Plockeij w Warszawie uslyszalam diagnoze(probowalam pytac a moze cos jednak
            mozna zrobic i uslyszalam ,ze nic nie mozna zrobic. Postanowilysmy z siostrami
            zapewnic tatusiowi komfort zycia . Do lecznicy Prosen mozesz pojechac sama.
            Napewno lekarze zechca porozmawiac z chora osoba ,ale atmosfera tam jest
            rodzinna , cudowni ludzie. To lecznica prywatna ,ale maja kontrakt z NFZ ,wiec
            wszystko jest refundowane ( lub prawie wszystko). To link do strony
            www.prosensmo.com/p_zespol.php
            Polecam Prosen , to dzieki dr. Iwonie Furman tatus byl aktywny do konca( a
            przy przezutach jak pisalam do watroby -liczne ogniska , zeber, kregoslup
            bardzo zniszczony przezutami)Mial takze niedrobnokomorkowego raka pluc. Na
            poltora miesiaca przed smiercia zaczal przyjmowac Selol ,ale nie pomoglo. Asiu
            zycze Twojemu tatusiowi wiecej szczescia. Moze Twoj dostanie szanse na
            leczenie , mojemu odmowiono , moze wd. polskich norm juz nie bylo warto? Tatus
            mial skonczone 73 lata.
            Pozdrawiam serdecznie
            Goska
            • ajkaa2 Re: Drob.rak płuc z przerzutami na wątrobę,kości, 25.07.07, 13:54
              Dziś tato znowu w szpitalu ,
              Mama rano zadzwoniła po erkę zaczęły tacie dretwieć nogi i ręce, ból w klatce
              piersiowej. okazało się że ma podwyższoną kreatyninę (3.6) czyli cos z
              nerkami , tato zaczął brać od kilku dni bifosfoniany sindronat(chyba tak) w
              ulotce jest napisane że kontrolowac trzeba nerki .
              Leczyliśmy sie jak do tej pory na Ursynowie a teraz trafilismy w naszym mieście
              na oddział ...znowu nowi lekarze, nie potrafię się już w tej chorobie połapac
              co jest dobre co złe , co robić , gdzie iść....
              Nie uciekliśmy od niej ,choć na chwilę tak chcieliśmy poprostu pobyć w domu.
              dziękuję Gosiu... przychodnia Prosen...spróbuję
              Pozdrawiam . Asia
                • ajkaa2 Re: Drob.rak płuc z przerzutami na wątrobę,kości, 26.07.07, 10:08
                  Mazuniu wczoraj dzwoniłam na Ursynów do doktora , mówiąc mu o objawach i tej
                  kreatyninie wysokiej i on tez mi pwidział ,że może to być przerzut do
                  mózgu.Tato jak pisałam leży u nas w szpitalu, zaraz do niego jadę , tylko cały
                  czas się zastanawiam czy nie stawać na głowie i nie załatwiać Ursynowa. dzisiaj
                  lekarz mi powie jak dlsze wyniki badań wyglądają u taty i jak dalej będa tu
                  postepować.
                  Mazuniu, jeżeli u taty bedą te przerzuty to co robić?, czy naświetlania głowy
                  wchodzą w grę?Mój tato nie możw pić wody,,bo jest mu po niiej niedobrze,pije
                  zato kompoty i soki, czy tak może być?
                  Mazuniu gdzie sie leczy Twoja Mama?
                  Dziękuje za odpis . Trzymam za nas wszystkich kciuki . Asia
                  • mazunia1 Re: Drob.rak płuc z przerzutami na wątrobę,kości, 26.07.07, 11:21
                    Asia, odpowiadam na Twoje pytania:
                    może pić też soki, w kazdym razie dużo płynów.
                    Z badaniami zrobiłam tak: dwa tygodnie temu mama poczuła się żle, miała
                    duszności, więc wezwałam karetkę, zawieżli ją do naszego szpitala, mieszkamy w
                    Staszowie, świętokrzyskie. Tam leżała przez kilka dni, w trakcie których
                    pojawiły sie bóle głowy. Nikt nic nie robił, lekarze podejrzewali przerzut do
                    mózgu, ale poza podaniem sterydów nie robili NIC. Tak jak u Ciebie. Tak więc
                    poszłam na oddział neurologiczny i poprosiłam pierwszego lepszego neurologa,
                    żeby mamę zbadał. Zgodził się bez problemu. Po badaniu lekarz potwierdził
                    przypuszczenia lekarzy z wewnętrzenego, na którym mama leżała. Poprosiłam o
                    skierowanie na TK głowy. Zgodzili się. Sama zawiozłam mamę na to badanie, które
                    niestety tylko potwierdziło, że mama ma przerzuty. Dalej lekarze nic nie
                    robili, tylko mówili, że jest bardzo żle i że naświetlania mogą pomóc.
                    Poprosiłam więc o skierowanie na radiologię w Swiętokrzyskim CO. Napisali,
                    nawet dokładnie nie wiedzieli jak, sama dyktowałam nazwę oddziału. Pojechałam z
                    tym skierowaniem sama. W SCO, na radilogii powiedzieli, że mozliwy termin
                    naświetleń to koniec sierpnia, totalnie się załamałam, bo przy przerzutach do
                    mózgu w każdej chwili może być koniec. W końcu jednak udało mi się przyśpieszyć
                    ten termin i mama jest teraz naświetlana. Jak będzie się dobrze czuła i zniesie
                    naświetlenia, to czeka ją kolejna chemia.
                    Asia, musisz szybko postarać się o konsulatcję neurologiczną i jak lekarz
                    neurolog potwierdzi, to o skierowanie na TK głowy. Tylko naswietlenia mogą coś
                    pomóc przy przerzutach do mózgu. Wiedz jednak, że jest to oddalanie
                    nieuniknionego. Jedyna pociecha w tym, że mamę głowa nie boli, że choroba może
                    trochę wychamować.
                    Jeszcze Ci napiszę, jak wygląda naświetlanie głowy u mamy: w pierszy dzień
                    najpierw była w tzw.symulatorze, gdzie nałozyli jej na głowę taką maskę, w
                    której wyznaczyli pola do naswietleń. Za każdym razem jak ją naświetlają (1 raz
                    dziennie około 5min) to tę maskę musi zakładać. Radioterapia jest ciężka, mama
                    jest już osłabiona, a miała dopiero II naświetlania.
                    • malgoska182 Re: Drob.rak płuc z przerzutami na wątrobę,kości, 26.07.07, 13:33
                      Kochane dziewczyny w kwestii przezutow do glowy nie moge Wam pomoc, moj tatus
                      na szczescie chociaz tego uniknal, tym bardziej ,ze na poczatku scenariusze
                      byly takie ze strony lekarzy ,ze te przezuty beda. My tatusiem opiekowalismy
                      sie i mila lekarzy prywatnie i badania tez mial robione prywatnie i na
                      tydzien , moze poltora zanim odszedl mial tomografie glowy i bylo tam czysto.
                      teraz juz wiem Prosen ma umowe z NFZ i wszystkie recepty sa refundowane,
                      natomiast badania(usg itp.trzeba bylo placic samemu.)
                      Zycze sily i wiary.
                      Goska
                      • ajkaa2 Re: Drob.rak płuc z przerzutami na wątrobę,kości, 26.07.07, 17:56
                        Mazuniu my też pochodzimy ze świętokrzyskiego,mam całą rodzinę z ojca strony w
                        Kielcach i okolicach Kielc,Pińczów -moje rodzinne miasto ale ponad 30 już lat
                        mieszkamy zdala od nich na wschodzie Polski dlatego dosyc blisko mamy na
                        Ursynów.
                        Tak muszę te dretwienia skonsultować się z neurologiem.
                        Dziś doktor prowadząca powiedziała mi równiez ze dretwienie moze byc
                        spowodowane urazem kręgosłupa , tato cały czas teraz odczuwa ból z tyłu pleców,
                        lekarz powiedziała mi ze moga to być jakieś drobne złamania?!?!Boże co za
                        koszmar tylko jakieś domysły, kreatynina dzis wyszła w normie(może pomyłka w
                        badaniach )jutro mają jeszcze sprawdzić.
                        Wiem, że jesteś zaineresowana selolem , ja też, jak coś bedziesz tylko
                        wiedziała daj mi znać. Jak się dzisiaj czuje Twoja mama?
                        Ja zaraz biegnę do szpitala (jestem teraz na urlopie, mam czas i chcę
                        wszystkiego dopilnować)
                        Małgosiu dziekuje ci za wszelkie informacje dotyczące Prosenu...jeszcze się
                        wstrzymuję.
                        Pozdrawiam.Asia
                        • mazunia1 Re: Drob.rak płuc z przerzutami na wątrobę,kości, 26.07.07, 18:03
                          Asia, ja pracuje koło Pińczowa, w Szarbkowie. Znam te okolice dobrze. Mama
                          czuje się zmiennie, raz lepiej, raz gorzej. Ja już urlop wykorzystałam, liczę
                          teraz na łaskawość moich pracodawców.
                          Tak, szukam kontaktu z doktorem Suchockim, który prowadzi badania nad Selolem,
                          to ostatnia szansa, ostatnia iskierka nadziei. Niestety, dotychczas nie udało
                          mi się to. Piszę do niego i dzwonię do Instytutu Leków, ale na razie nie mam
                          szczęścia. Jak będę coś wiedzieć dam znać.
                          To, co dotknęło nasze rodziny to koszmar. Ja jestem już bardzo zmęczona.

                          • malgoska182 Re: Drob.rak płuc z przerzutami na wątrobę,kości, 27.07.07, 12:20
                            Witam serdecznie.
                            Asiu moj tatus bral Selol przez 5 do 6 tygodni. Wiem ,ze siostra przywiozla
                            najpierw na jeden miesiac dawke od dr.Suchockiego(odpowiedzial na mojego maila
                            i siostra ,ktora mieszka w Polsce w Warszawie jezdzila odebrac Selol. Pozniej
                            gdzy tatus byl w szpitalu przez kilka dni przywiozla znowu 3 butelki i to bylo
                            na nastepny miesiac ,ale niestety tatus odszedl , Selol nie pomogl. Dlaczego -
                            nie wiemy , moze byl dany za pozno? Wiem ,ze wszystkie lekarstwa , kule, chodzik
                            (ktorego tatus nigdy nie zobaczyl na oczy i nie uzywal, bo przyslalysmy to
                            tatusiowi i przyszla paczka juz po tatusia smierci) siostra oddala do
                            hospicjum na Tykocinskiej . Czy oddala Selol nie wiem. Moze zapytam i zanim sie
                            skontaktujecie z dr.Suchockim moznabylaby juz zaczac brac .
                            Jutro odpisze co siostar zrobila z Selolem.
                            Pozdrawiam i zycze spokoju , duzo sily i wiary
                            Malgoska
                            • ajkaa2 Re: Drob.rak płuc z przerzutami na wątrobę,kości, 28.07.07, 22:37
                              Dziewczyny jestem załamana
                              Tato wczoraj opuścił szpital onkologiczny o 15:00, pojechalismy do domu ,
                              siedziałam u rodziców do 20 :30, a gdy wyszłam za pół godziny dzwoniła mama ,że
                              tato sie dusi, erka ledwo co zdążyła, znowu nastąpił obrzęk płuc ,
                              prawdopodobnie mogło dojść do następnego zawału bo wydzieliła się
                              troponina .Tato leży na OIK-U na kardiologii.Siedziałam u taty w szpitalu do
                              godziny 1:30 . Nad ranem miał następny obrzęk i duszenie z krwiopluciem. Cały
                              dzień siedzieliśmy na zmianę przy jego łóżku , on jest cały czas świadomy
                              wszystkiego co się z nim dzieje , boi się zasnąć.Wyniki morfologii są
                              koszmarne łącznie z wysokim cukrem. Ja też się boję tej nocy , powiedziałam ,że
                              przyjdę rano(na OIOK-u leżą z tatą inni ludzie , obok reanimowali dzisiaj
                              człowieka ) .
                              To wszystko jest tak zagmatwane.
                              Może jutro będą przetaczać krew , może wyślą do Warszawy na angioplastykę
                              naczyń, może nic nie będą ruszać .
                              A w poniedziałek mielismy jechać na scyntygrafię a potem naświetlanie...taką
                              nadzieję miał tato.
                              Nie umiemy chyba jezszce żyć chwilą ,nie umiemy łapać każdej dobrze przeżytej
                              minutki.
                              W tej chorobie nie wolno planowć ...staram sie uśmiechać do niego gdy na mnie
                              patrzy , ale słowa już się skończyły powidziałam już tyle razy ze będzie
                              lepiej...a tu kolejny szpital.
                              ...i nie pojechaliśmy znowu na działkę do lasu, A tak na tą chwilę czekał tata
                              od maja tylko szpitale i nadzieja że będzie teraz lepiej...tylko 2 godzinki
                              spędzonę w ciszy wśród drzew i choć na chwilkę zapomnieć o rzeczywistości.
                              Boże daj mu spokojną noc.
                              Asia
                              • malgoska182 Re: Drob.rak płuc z przerzutami na wątrobę,kości, 28.07.07, 23:17
                                Asiu sciskam Cie .Tak bym chciala dac Ci nadzieje , przekazac troche sily. Wiem
                                co to znaczy , doskonale Cie rozumiem ale azawsze miej nadzieje, inaczej
                                zwariujesz. Moj Tatus odszedl 8 miesiecy temu. W sobote zalatwilismy mu
                                koncentrator tlenu(klopoty z oddychaniem), ale jednak pieknie jadl , chodzil to
                                pomimo opinii lekarzy ,ze jedno pluco jest wylaczone , co 12 godzin 91 po
                                poludniu i 1 w nocy dawalam tatusiowi antybiotyk z nadzieja ,ze zadziala i to
                                pluco sie odblokuje. Dawalam antybiotyk o 1 w nocy 20 listoada i nawet wtedy
                                gdy tatus juz byl slabszy niz zwykle dalej mialam nadzieje , chociaz juz mial
                                problemy z polykaniem. Odszedl za 10 siodma rano.Trzymalysmy go za reke,
                                zdazylam zapalic swiece , mamusia zmowila jakas modlitwe , ja jak oblakana
                                powtarzalam "tatusiu , tatusiu).Mamausia powiedzala jeszcze "My Cie tak wszyscy
                                bardzo kochamy) i tatus odszedl usmiechniety.
                                Tobie zycze zeby zycie napisalo inny scenariusz i zebys nie musiala jeszcze
                                zegnac swego tatusia . Nie trac nadziei , badz silna , powiedz ,ze Go kochasz.
                                Goska
    • merosia Re: Drob.rak płuc z przerzutami na wątrobę,kości, 29.07.07, 17:41
      Nie odzywałam się, bo byłam tydzień na działce, z całą rodziną. Bałam się
      zabierać tatę, ale zabrałam i teraz nie żałuję. Tata wprawdzie jest coraz
      słabszy, ale niewiele w tej sprawie można już zrobić a przynajmniej sobie
      odpoczął. Dostał na działce zapalenia skóry i obrzęków nóg i brzucha. Doktor
      ratował nas telefonicznie, bo leki miałam wypisane na każdy wypadek już przed
      wyjazdem. Tata bierze teraz antybiotyk i pyta kiedy będzie mógła bez problemu
      wstawać i szybciej chodzić. Normalnie ściska mnie w gardle, że nic nie mogę
      zrobić. Nie wiem jak Cię podnieść na duchu w Twojej sytuacji, bo sama siebie
      nie mogę podnieść, ale przytulam mocno i trzymam za Was kciuki.
      • estelka1 Re: Drob.rak płuc z przerzutami na wątrobę,kości, 29.07.07, 19:19
        Merosia, jakie to dziwne, jeszcze niedawno to my rodzicom zadawałyśmy takie
        pytania, kiedy przestanie boleć, kiedy będę mogła wyjść na dwór... czasem
        chciałabym być znowu dzieciakiem i nie mieć takich zmartwień jak choroba
        rodziców, ich starzenie się czy nieuchronna śmierć i to niekoniecznie z powodu
        choroby. Ale najważniejsze że mimo swojego bólu umiesz dać Tacie radość i
        wspierać go. A jeszcze przy okazji tego forum Ty i wszyscy tu obecni pomagacie
        innym, znajdującym się w podobnej sytuacji. Trzymaj się i uściskaj Tatę oraz
        wszystkich swoich bliskich. Aga
        • merosia Re: Drob.rak płuc z przerzutami na wątrobę,kości, 29.07.07, 19:51
          Dzięki za ciepłe słowa, a co do bycia dzieciakiem, to masz rację, że człowiek
          ma wtedy inne problemy. Nam przyszło się teraz zmierzyć z jednym z gorszych.
          Niestety niedługo i moje dzieci będą musiały stawić temu czoła. Już widzą, że
          dziadek jest bardzo chory i pytają czy wyzdrowieje. Zupełnie nie wiem, co im
          powiem, ale pewnie znajdę receptę w ostatniej chwili. Ostatnio tak działam, nic
          nie planuję, nie obiecuję, reaguję na to co dzieje się tu i teraz. Tata ma
          duszność, dzwonię do lekarza, jadę do CO na nakłucie opłucnej, jeśli ma
          gorączkę, jadę po recepte na antybiotyk itd. Zgroza. A teraz dodatkowo tąpnęła
          mną wiadomość od Asi, bo jakoś tak razem sobie tu na tym forum na jednym wózku
          jechałyśmy. Buziaki serdeczne Aguniu, no i w ogóle wszystkich pozdrawiam.
              • estelka1 Re: Drob.rak płuc z przerzutami na wątrobę,kości, 29.07.07, 22:38
                Tego wszystkiego co przeżywamy nie da się podciągnąć pod jeden szablon. Moja
                mama doskonale wie co się z nią dzieje i że mimo dobrego stanu i samopoczucia,
                jej życie jest w poważnym niebezpieczeństwie. Jakoś tak wyszło, że nie musiałam
                obiecywać nic czego nie byłam pewna. Kilka dni po wykryciu nawrotu mama
                spytała, co z nią dalej będzie, czy jest tak bardzo beznadziejnie.
                Odpowiedziałam że po prostu nie wiem ale wierzę że nie, ze da radę i tym razem.
                Wiesz, ja sie zawsze boję takiego fałszywego optymizmu, pocieszania... że
                kiedyś nie wytrzymam, pęknę i zrobię większą krzywdę niż gdyby od początku
                rzeczowo mówić jak jest. Nawet teraz... mama ostatnio zapytała tatę, czy będzie
                ją dalej kochał, nawet jak bedzie bardzo chora i brzydka, czy nie odda jej do
                jakiegoś hospicjum. Tata od razu zaczął gorączkowo mówić, że jeszcze nie czas
                na takie myśli, że jeszcze mają plany. Ja powiedziałam mamie, że nawet jeśli
                kiedyś będzie trzeba, czy z powodu raka, czy zwyczajnie ze starości, to są
                hospicja domowe, że ja chcę z nią spędzić z nią jak najwięcej czasu, bo tego mi
                zawsze mało. I wbrew pozorom mamę chyba to bardziej uspokoiło. Merosiu, śmierć
                jest nieunikniona i trzeba o niej mówić. A że jak się kogoś kocha, to zawsze
                jest za wcześnie, zeby odchodził, to druga sprawa. No i kwestia cierpienia...
                jeśli będzie taka potrzeba, zrobię wszystko żeby mama (ale i tata jak kiedyś
                przyjdzie ten czas) nie cierpiała, tylko odeszła godnie w spokoju. Mama mówi
                czasem o śmierci, ale wcale nie w kontekście tej choroby. Twierdzi, że gdyby
                nawet teraz przyszło jej umrzeć, nie miałaby poczucia, ze zmarnowała życie, że
                nie przeżyła go tak jak chciała. Nie wiem, może to kwestia, ze rodzice są
                bardzo religijni, ale sama śmierć mamy nie przeraża. Bardziej strach przed
                cierpieniem i obawa, jak tata sobie bez niej poradzi. To gorzej ja się boję,
                jak to będzie bez mamy, jak sobie poradzę z tęsknotą za nią, nieważne kiedy to
                się stanie. Uch... rozpisałam się
                • merosia Re: Drob.rak płuc z przerzutami na wątrobę,kości, 29.07.07, 23:04
                  A rozpisuj się:) kochana. Ja też mam do tego tendencje. Mój tata wie na co jest
                  chory, ale nie przyjmuje w ogóle do siebie stanu w jakim się znajduje. Już w
                  zasadzie tylko siedzi, z trudnością wstaje, potrzebuje pomocy w ubieraniu,
                  myciu itd. ale wciąż snuje plany na przyszłość i wydaje mi się, że ostatnią
                  rzeczą której teraz potrzebuje, jest to, żeby ktoś mu powiedział, że to już
                  długo nie potrwa. Tata nawet wie, że jest pod opieką hospicjum domowego, ale
                  tłumaczy sobie, że oni będą przyjeżdżać chwilowo, a jak mu się poprawi, to
                  doktor Lasota znów da mu chemię (doktor cały czas nam pomaga i tata wciąż czuje
                  się bardziej pacjentem CO i doktora niż hospicjum). Tata chyba wypiera to
                  wszystko co się dzieje, z kojarzeniem też już ma troszkę problemów, i chyba na
                  siłę nie należy go uświadamiać. Po ostatnim kryzysie w szpitalu, żaden z
                  lekarzy nie wierzył, że tata się jeszcze podniesie, a już mija miesiąc od
                  tamtego pobytu. Gdy mu ostatnio chirurg nakłuwał opłucną, to powiedział, że nie
                  wierzy, że widzi tatę znów u siebie. Wydaje mi się, że tacie niewiedza służy i
                  nawet lekarka z hospicjum, która była za uświadomieniem go, teraz wyraźnie się
                  z tego wycofała.

                  Ja już tylko chcę, żeby nie cierpiał. Fizycznie nic go nie boli wprawdzie, ale
                  psychicznie jest mu czasem ciężko, gdy przychodzą momenty, że jasno kojarzy.
                  Popłakuje wtedy, że już się do niczego nie nadaje itd. To jego psychiczne
                  cierpienie mnie przerasta, ale jakoś trzeba dawać radę. A nie mówiłam, że też
                  sie rozpisuję okropnie:)
                  • estelka1 Re: Drob.rak płuc z przerzutami na wątrobę,kości, 29.07.07, 23:39
                    Żeby to było takie proste wejść w czyjąś duszę... być może Twój Tato faktycznie
                    nie dopuszcza do siebie takich myśli, być może stara się oszczędzić Wam
                    zmartwień... Masz rację, na siłę nikogo nie trzeba uświadamiać. Jeśli tata sam
                    będzie chciał wiedzieć, sam spyta. Tym bardziej że widzi, iż ma w Was wsparcie
                    i może na Was liczyć w każdym momencie. To wszystko dzieje się tak
                    indywidualnie, u każdego inaczej.
                  • ajkaa2 Re: Drob.rak płuc z przerzutami na wątrobę,kości, 30.07.07, 00:32
                    Witajcie Kochane , ja też myślę o Was ciepło i mocno wszystkich ściskam.
                    Nastepny dzień na erce, pełen lęku i obaw. Tato słabiutki , morfologia dalej
                    tragiczna ,niedziela w szpitalu nic się nie dzieje, lekarz dyżurny.
                    Siedzielismy na zmianę przy tacie.
                    On jest taki świadomy , zainteresowany swoimi badaniami ,ciśnieniem .
                    Dzisiaj mówił o lęku ,że się boi ,że znowu zacznie się dusić.Lekarz go
                    uspakajał, dostał tez do swojej słoniowej porcji leków morfinę(bóle w kosciach)
                    i leki na uspokojenie i sen.
                    Niestety o 20 znowu się zaczęło ,obrzęk płuc(akurat mnie nie było)gdy przyszłam
                    tato leżał wycieńczony i wystraszony.Siedziałam dotąd az zasnął , cały czas
                    szukał mojej ręki. Wiem ze przy mnie czuje sie bezpiecznie,a ja kurczę nic nie
                    mogę.
                    Boże nie ma na to lekarstwa i każdy taki obrzęk prowadzi do zmian w
                    sercu ,zawału .Lekarz powiedział że nie wie czy cokolwiek bedą tatusiowi
                    robić ,bo hemoglobine ma tragiczną . Jutro ma się wypowiedzieć lekarz z
                    chemodynamiki serca, czy bedzie można przeprowadzic u taty zabieg angioplastyki
                    naczyń czy nie.
                    A gdzie się podział rak z przerzutami do watroby i kości i drugiego płuca ? -
                    grasuje sobie bezkarnie.lekarz powiedział mi ze tata swoimi chorobami mógłby
                    obdzielić kilku ludzi i kazdy z nich byłby w poważnym stanie .
                    Teraz serca jest najważniejsze ..nikt tacie mojemu nie poda chemii, nie da
                    żadnych leków nawet tych wspomagających bifosfonianów...
                    . Dzisiaj mielismy jechac do CO na scyntygrafię a potem lekarz obiecał nam
                    naświetlania.
                    Jutro zaczynam wszystko od nowa ,wydeptywac ścieżki do nowych lekarzy.
                    Tak ,cierpienie psychiczne jest dużo bardziej trudne do zniesienia,a
                    współodczuwanie tego cierpienia jest duużo większe u nas dzieci , bo zawsze
                    bysmy chcieli mimo upływu lat widzieć naszych rodziców zdrowych i radzących
                    sobie z przeciwnościami losu.
                    Spokojnej nocy wszystkim cierpiącym i ich bliskim.
                    Merosiu cieszę sie bardzo, że się odezwałaś ,jednak warto było zaryzykowac bo
                    mieliscie tydzien dla siebie i dla twojego taty musiała to być duża dawka
                    energi.
                    małgosia , mazunia , estelka ,merosia dobrej nocki. asia
                      • mazunia1 Re: Drob.rak płuc z przerzutami na wątrobę,kości, 30.07.07, 08:35
                        Witajcie kochane dziewczyny, nie odzywałam się, bo tak jestem zabiegana, że nie
                        mam czasu na myślenie.
                        Moja mama od soboty w domu. Jest po 4 naświetleniach paliatywnych głowy (dawka
                        60). Niestety, radioterapia bardzo ją osłabiła. Asia, tu uwaga szczególnie do
                        Ciebie, radioterapia pogorszyła stan mamy serca. To jest naprawdę bardzo
                        wyniszczająca terapia, mama ledwo wytrzymała i nie wiem, czy to miało jakiś
                        sens...W czwartek mamy znów jechać, na naświetlania śródpiersia, rak rozwija
                        się w węzłach śródpiersia, pomimo, że w płucach na razie sytuacja opanowana.
                        Boję się tych naświetleń, mama wróciła ze szpitala w strasznym stanie, prawie
                        nic nie je, z trudnością wstaje do tolalety. Do dolegliwości dochodzą jeszcze
                        bóle głowy, tych obawiam się najbardziej, bo wiem, że takie bóle są potworne.
                        Na razie mama bierze ketonal 100, na jakiś czas pomaga.
                        Dziewczyny, sama już nie wiem co jest dobre a co złe. Czasem, jak widzę jak ona
                        cierpi to chciałabym, aby było już po wszystkim, ale jak ma lepsze chwile, to
                        wstępuje we mnie taka nadzieja, że może jeszcze z tego wyjdzie. Boje się tych
                        kolejnych naświetleń, może kolejnej chemii (lekarze mówią, że mogą jej
                        podać "czerwoną", czy któraś z Was o takiej chemii słyszała?).
                        Asia, trzymaj się, wiem, co czujesz, bo przeżywam dokładnie to samo. Nie mamy
                        innego wyjścia, musimy być przy naszych rodzicach i wspierać ich ile sie da.
                        Agnieszko, oby jak nadłużej, cieszcie się z każdej dobrej chwili. Podziwiam
                        Twoją mamę, to bardzo odważna kobieta, stanęła twarzą w twarz z rzeczywistością
                        i może dzięki temu ma siłę walczyć.
                        Dziewczyny, pozdrawiam Was wszystkie. Życzę siły i wytrwałości.
                        • malgoska182 Re: Drob.rak płuc z przerzutami na wątrobę,kości, 30.07.07, 13:34
                          Serdecznie Was witam. Czytam Wasze wpisy i myslami wracam do czasu kiedy
                          walczylismy. Moj tatus walke przegral ,ale w Waszym przypadku mam nadzieje
                          bedzie inaczej i tylko tego Wam zycze . Zadna inna opcja nie wchodzi w gre.
                          Tak jak pisala Agnieszka(estelka) moi rodzice (teraz tylko mamusia ) tez
                          naleza do religijnych i tatus zadziwial nas najpierw wielka wola walki(pomimo
                          tego ,ze wiedzial na co choruje. Oczywiscie nie wiedzial rozmiarow tej
                          choroby , poniewaz zakazalam mowic cokolwiek. Jak powiedzial juz mleko sie
                          rozlalo i lekarz na plockiejpowiedzial o chorobie bezposrednio tatusiowi to ja
                          musialam zapobiegac zeby dalej nie byli tacy szczezy(zwlaszcza ,ze tatus nie
                          dopytywal sie). Codziennie przez koniec lipca i poczatek sierpnia(tatus lezal
                          na Plockeij przez 2 tyg.)mozna bylo mnie spotkac warujaca pod drzwiami lekarzy
                          i czekajaca na lekarza przed obchodem i blagajaca (prosze tatusiowi juz nic nie
                          mowic). Czasami kiedy tatus mial zamkniete oczy i mamusia tak sobie przy nim
                          siedziala i modlila sie oczywiscie plakala. Tatus otwieral oczy i mowil(Ty
                          myslisz ,ze mnie jest latwo kiedy widze jak Ty placzesz? pamietaj ja z wola
                          Boga juz sie pogodzilem a Ty musisz o siebie dbac , bo jestes dzieciom
                          potrzebna.
                          Mamusia zawsze powtarza "ja jeszcze nie spotkalam osoby , ktora tak dzielnie by
                          przechodzila przez chorobe a zwlaszcza taka, jak On na nic nie narzekal, nie
                          skarzyl sie ". My ze swojej strony staralismy sie zeby nie cierpial , na kazdym
                          kroku okazywalismy ,ze jest dla nas wszystkim. Czasmi mowil " czym ja
                          zasluzylem sobie na to ,ze mam taka wspaniala opieke?
                          Czasami bylam atakowana tu na Forum za to ,ze upieralam sie zeby tatusiowi
                          calej prawdy nie mowic, wmawiano mi ,ze chory ma prawo wiedziec. Z perspektywy
                          czasu wiem ,ze dobrze zrobilam , szczegoly tatusiowi do niczego nie byly
                          potrzebne. DZIASIAJ ZROBILABYM TO SAMO.
                          Pozdrawiam Was serdecznie , zycze sily do walki.
                          Asienko trzymaj sie , myslami jestem z Toba.
                          Goska
                        • estelka1 Re: Drob.rak płuc z przerzutami na wątrobę,kości, 30.07.07, 14:48
                          Cześć dziewczyny. Właśnie ściągnęłam do domu, po wycieczce z mamą do ortopedy.
                          Nie jest źle :-)kręgosłup lekko zwyrodniały, ale w granicach przyzwoitości, ot
                          zmiany typowe dla wieku. Gorzej z kolanem, ono wymaga rehabilitacji (w środę
                          będzie ustalone jak będą rehabilitować), bo mama nie chce brać żadnych leków,
                          gdyż fatalnie znosi niemal wszystkie "piguły". Od razu pojawiają się zawroty
                          głowy, straszne osłabienie i buntuje się wątroba. Na szczęście lekarz nie
                          usiłował "wiedzieć lepiej" i dostosował się do potrzeb i możliwości organizmu
                          mamy. Ale najważniejsze, ze w kościach nie ma śladu przerzutów. Mazuniu,
                          niestety radio wcale nie jest subtelniejszą metodą leczenia raka. Skutki
                          uboczne są nie mniej dokuczliwe niż po chemii. Moja mama też ma bardzo
                          osłabione serce i tak jak wspomniałam wcześniej nadwrażliwy układ nerwowy. Co
                          do "czerownej" chemii... moja mama dostaje taką. Oczywiście nie wiem, czy są w
                          niej dokładnie wszystkie te same leki co planują dać Twojej Mamie, ale moja
                          dostaje: endoxan, vincristin i adriblastin. O efektach jeszcze trudno mówić.
                          Onkolog ze Szczecina planuje dać 4 kursy (jednodniowe co 4 tygodnie) i potem
                          zrobić RTG kontrolne i czekać co dalej. Dr Juda z Wrocławia sugeruje żeby
                          bezpośrednio przed 4 kursem zrobić kontrolną tomografię i jeśli będzie
                          poprawa "dociągnąć" do 6 cykli a potem będzie rozważał, czy jednak nie
                          spróbować radioterapii. Jeśli by nie było poprawy konieczna będzie zmiana
                          chemii. Ale to się okaże za nieco ponad miesiąc, bo 14 sierpnia ma planowany
                          III cykl chemii. Moja mama faktycznie trzyma się dzielnie, ale nie ma cudów,
                          czasem popłakuje i załamuje się. W końcu to tylko człowiek :-) Stara się jak
                          może żyć normalnie, chociaż widzę o ile jest słabsza niż przed chorobą.
                          Chciałabym być tak twarda jak ona. Pozdrawiam Was bardzo serdecznie i dużo siły
                          Wam życzę. Aga
                        • mazunia1 Re: Drob.rak płuc z przerzutami na wątrobę,kości, 30.07.07, 15:32
                          siedze tak tutaj w robocie, i tak w tych codziennych czynnościach myślę o mojej
                          chorej mamie, która leży prawie bez sił w łóżku, męczy się z bólami i umiera,
                          to nie mogę w to wciąż uwierzyć. To trwa już 7 miesiąc, powinnam się oswoić,
                          przygotować, zaakceptować, ale k.....wa NIE MOGĘ
                          • kati5k Re: Drob.rak płuc z przerzutami na wątrobę,kości, 30.07.07, 15:50
                            Ja też nie mogę się pogodzić z chorobą mojej mamy, co prawda ja wiem o chorobie
                            niecałe 2 miesiące. Strasznie mnie wkurza, że niewiele da się zrobić. Zamiast
                            pracować to co chwilę zaglądam tu z nadzieją, że może ktoś napisze jakieś dobre
                            wiadomości, coś podpowie, że może to nie jest taka beznadziejna sytuacja, że
                            może jakiś przełom w walce z tym potworem!!! Niestety nic takiego...
                            • ajkaa2 Re: Drob.rak płuc z przerzutami na wątrobę,kości, 30.07.07, 17:29
                              cześć dziewczyny
                              Jedziemy na jednym wózku,patrzymy jak cierpią nasi rodzice , dostajemy od
                              życia szkołę życia. Taka trudna układanka, która na początku wygląda jak
                              rozrzucone puzzle, które są bardzo trudne do ułożenia i człowiek myśli ,że nie
                              ułoży ich ,że nie da rady , ale mimo wszystko powoli zaczyna je układać i coś z
                              tego wychodzi , chociaz trudno to zrozumieć.

                              Tato w tej chwili ma przetaczaną krew ,dziś się już bardzo żle czuje ale noc
                              przeszła w miarę spokojnie. Nie może się nawet podnieść na łokciach.
                              Plan leczenia mamy taki najperw transfuzja na podniesienie morfologii,potem
                              angioplastyka naczyń albo w Warszawie albo tutaj u nas na miejscu .
                              Gdy ustabilizujemy serce zajmiemy sie nowotworem. Najważniejsze ,że tato
                              wie ,że robią lekarze przy nim wszystko ,żeby było dobrze . Jest bardzo ufny,
                              dzielny chociaŻ przestraszony ale walczy i nie poddaje sie mimo, że się boi.
                              Dziś lekarz powiedział mi ,że jesteśmy w kropce gdzie się ruszymy tam jest
                              pułapka .....
                              Ale chyba każdy może liczyć na cud, na niesamowity obrót sytuacji.
                              Zaraz zmieniam mamę...będzie dobrze.
                              pozdrawiam wszystkich . Asia
                            • estelka1 Re: trochę optymistyczniej 30.07.07, 21:33
                              Dziewczyny kochane, w związku z chorobą mamy chodzą mi po głowie przedziwne
                              myśli. Bunt, złość, towarzyszą mi non stop, za moje problemy obrywają często
                              niewinni ludzie. Ale właśnie ludzie... w tym wszystkim złym, co niesie rak,
                              zwłaszcza tak podstępny, jak ten na którego cierpią nasi rodzice, wzmocniła się
                              moja wiara w ludzi. Po pierwsze lekarze. Tylko, o ironio prowadzący mamę
                              onkolog nie przypadł mi do gustu. Lekarka rodzinna mamy, mój rodzinny,
                              laryngolog u którego mama leczyła uszkodzony radioterapią słuch, ginekolog
                              która walczyła ze zmnianami po chemii w "babskich" narządach mamy, ordynator
                              naszej miejscowej interny, który po pierwsze wykrył guza, a potem pomagał mamie
                              wylizać się z powikłań po leczeniu, dentystka, teraz ortopeda, czy onkolog z
                              Wrocławia, który po przyjacielsku skonsultował moją mamę u siebie... słuchajcie
                              do tej pory nikt nie zawiódł i nie zwątpił w sens leczenia mamy na inne
                              schorzenia, poza rakiem. Poza tym moi bliżsi i dalsi znajomi, którzy
                              jeżdzili "za wspólnie wypite piwko" z moją mamą na chemię czy badania. Wy
                              wszyscy tu na forum, którzy mnie tak wspieracie i Ania (Gontcha) która
                              podziałała na moją mamę jak najlepszy zastrzyk energii do zmagań z choróbskiem.
                              Ja wiem, ze lepiej byłoby spotkać sie ze sobą w innych przyjemniejszych
                              okolicznościach, ale prawda jest taka, gdyby nie rak, nie spotkałabym tylu
                              kochanych ludzi i nie przekonałabym się że "prawdziwych przyjaciół poznaje się
                              w biedzie". To jest ta dobra strona choroby. I wierzcie mi dziewczyny, Wasi
                              rodzice mimo cierpienia są dumni z Was i szczęśliwi że Was mają i mogą na Was
                              liczyć. Moja mama, zanim jeszcze wykryto u niej nawrót powiedziała mi coś
                              takiego, że oczy szklą mi się na samo wspomnienie. Byłam sobie na 5 dniowym
                              szkoleniu. Kiedy przyjechałam, moja kochana staruszka przywitała mnie z taką
                              radością jak nigdy, wręcz z łezkami w oczach i powiedziała mi: "Jak dobrze że
                              mam Ciebie tu na miejscu. Jak mi Ciebie brakowało..." Poczułam się jakbym
                              zdobyła olimpijski medal. Kochane, wiem ze nam wszystkim ciężko, ale
                              pamiętajcie że nawet najtrudniejsze chwile i przeżycia mają swoją jaśniejszą
                              stronę.
                              • merosia trochę smutniej 30.07.07, 23:21
                                Witajcie z wieczora dziewczyny kochane! Świra powoli dostaję. Dziś przyjechało
                                hospicjum pobrać tacie krew. Znów tata pytał pielęgniarkę, kiedy będzie bez
                                problemu wstawał. Kazał odnieść buty do szewca, żeby mu paski przedłużył, bo ma
                                tak spuchnięte nogi, że żadne buty mu się nie zapinają, a przecież, jak
                                twierdzi tata, bez butów samochodem nie pojedzie:( Odniosłam te buty do szewca
                                i normalnie mnie to rozwala. W środę pojadę po recepty do CO i pogadać z
                                doktorem Lasotą, bo ten człowiek jakoś zawsze jest w stanie mnie uspokoić
                                trochę. Odbieranie choroby przez mojego tatę, to jakby wypieranie (żeby może
                                nas nie martwić), ale zdecydowanie częściej odnoszę wrażenie, że tata naprawdę
                                nie zdaje sobie zupełnie sprawy ze swojej sytuacji. Kiedy czytam Wasze posty,
                                to odnoszę wrażenie, że tego nieszczęścia jest zbyt dużo, tylko zamknięte w
                                czterech ścianach mieszkań lub szpitali jest dla postronnych niewidoczne. To
                                takie niesprawiedliwe i zgadzam się z doktorem w kwestii, że to przeważnie
                                przytrafia się dobrym ludziom. Przepraszam, że dziś smucę, ale dół mnie naszedł
                                okropny. Pozdrawiam wszystkich walczących rodziców i rodzinki.
                                • ajkaa2 Re: trochę smutniej 31.07.07, 11:56
                                  dziewczyny
                                  dziś rozmawiałam z lekarzem z erki ....dziękuję za tą rozmowę.
                                  Tak jak pisała estelka zmienia się spojrzenie na wszystkich , poznaje się
                                  ludzi , przekonuje do innych ,. Wszystko mi wytłumaczył ...wiem ,że mój tato
                                  umiera ....ma 90%zwężone tętnice w sercu , krew nie może przepływać normalnie
                                  przez naczynia , przy każdym nawet małym wysiłku następuje obrzęk płuc i
                                  zaczyna się dusića.Wczoraj przy mnie znowu miał tak atak ,Tato się dusił ,
                                  lekarz podał mu zastrzyki na rozrzedzenie krwi a ja tylko mogłam machac
                                  poduszką żeby dostarczyć mu jak najwiecej powietrza , opowiadałam mu jak mój
                                  syn pojechał na zieloną szkołę,jaka jest pogoda za oknem ,nuciłam jak dla
                                  dziecka kołysankę ...teraz biegne wywołac zdjęcia bo obiecałam już kiedyś że
                                  je tacie dam.

                                  Czekamy na odpowiedż z Warszawy ze szpitala MSWiA czy podejmą sie wykonać tacie
                                  koronografię , nasz lekarz z kardiologii napisał do prof. Gila w sprawie
                                  sytuacji taty.
                                  Ostrzegł mnie też że sam zabieg jest niebezpieczny...ALE TEŻ WIEM ŻE DLA TATY
                                  TO JEST ŻYCIE , bo nie czeka na śmierć tylko na zabieg to jest inne czekanie .
                                  O 13:00 zmieniam mamę .
                                  Trzymajcie sie modlę się za Tatę i Waszych Rodziców. Asia
                                  • mazunia1 Re: trochę smutniej 31.07.07, 12:36
                                    Asiu kochana, trzymam za Was wszystkich kciuki. Działanie to najlepsza terapia,
                                    ja też dzwonię, pytam, szukam, inaczej bym zwariowała. Twój tato może być z
                                    Ciebie dumny. Zyczę mu jak najmniej cierpienia.
                                    Moja mama dziś słabiutka, nie wstaje z łóżka, mało je, bo ma bardzo powiększone
                                    węzły chłonne śródpiersia i uciskają na przełyk. Na szczęście noc była
                                    spokojna, nie miała bólów głowy, to w tej chwili najwazniejsze. W czwartek
                                    planowana kontrola na radioterapii. Nie wiem, czy będą naświetlenia
                                    śródpiersia, bo mama jest bardzo słaba. Nie wiem, co jej powiem, jak będę ją
                                    musiała zabrać do domu. Ona tak liczy na to, że te naświetlania jej pomogą, że
                                    będzie mogła normalnie zjeść.
                                    • merosia Re: trochę smutniej 01.08.07, 22:03
                                      Dziewczyny, jakoś się faktycznie nasi rodzice słabiutcy zrobili. Ale może zaraz
                                      nam się podniosą grupowo, czego Wam i sobie życzę z całego serca. Asiu, daj
                                      znać co MSWiA odpowie. Ja dziś doktora Lasotę znów gnębiłam niestety, bo
                                      hospicjum na przysłowiowym urlopie i tata ze swoją wodą w płucu i dusznością
                                      mógłby sobie czekać... Doktor sprawił, że w piątek ewakuują część płynu. Oby
                                      więc do piątku dotrwać jakoś. Najtragiczniej z oddychaniem nie jest, dobrze też
                                      nie, ale tata coraz bardziej z sił opada i z coraz większym trudem wstaje.
                                      Dzięki Asiu że się modlisz, bo ja już chyba nie umiem. Ja teraz mam tak jak
                                      Mazunia. Dzwonię, jeżdżę, załatwiam, bo też bym chyba w nicnierobieniu
                                      zwariowała doszczętnie. Ściskam mocno i pozdrawiam.
                                      • ajkaa2 Re: trochę smutniej 02.08.07, 13:16
                                        Dziś tato o 8:30 pojechał erką do szpitala MSWiA na zabieg.
                                        Wyprawiłyśmy go ze szpitalnego łóżka na noszę, cały czas musi być pod tlenem,
                                        radyjko w rękę ze słuchawkami, kubeczek z dziubkiem , chusteczki nawilżające
                                        dla dzieci z rumiankem i aloesem, poduszka mała domowa.
                                        Zaraz jadziemy do niego tylko mój mąż musi się zerwać z pracy z lekami ,
                                        których nie mają na kardiologii ,mama w kościele,ja musiałam się trochę
                                        zregenerować i 2 godziny leżałam bez sił . Mazunia , Merosia, Estelka ,
                                        Małgosia i wszyscy pozostali czytajacy trzymajcie się kochane chyba wszyscy
                                        możemy liczyć na jakiś cud:)
                                        • mazunia1 Re: trochę smutniej 02.08.07, 14:51
                                          Asia, siły dużo życzę dla Taty, Ciebie. Jestem tu cały czas i czytam o Waszych
                                          zmaganiach, bardzo cięzkich zmaganiach. U nas też dzisiaj szpital. Pojechał mój
                                          mąż i mój brat, ja nie mogłam wziąść wolnego, nie mam już urlopu. Mama jest po
                                          pierszej dawce naświetleń na klatkę piersiową. Jak jej to pomoże, to może
                                          będzie lepiej z jedzeniem i oddychaniem. Czytałam wypowiedzi j_mielewskiego nt.
                                          leku DCA. Zastanawiam się nad zakupem tego specyfiku. Poczytaj sobie w wolnej
                                          chwili.
                                        • merosia Re: trochę smutniej 02.08.07, 23:29
                                          Trzymam kciuki, żeby wszystko się udało z zabiegiem. Niestety mój tata składa
                                          się jak domek z kart, psychicznie wysiada powoli, bo widzi, że fizycznie jest z
                                          dnia na dzień słabszy. Mam nadzieję, że jednak jutro dam radę dojechać z nim do
                                          CO i chirurg odważy się jeszcze raz odbarczyć opłucną. Chirurga mamy odważnego,
                                          więc w niego wierzę i wierzę, że tata jutro też da radę.
                                          • ajkaa2 Re: trochę smutniej 03.08.07, 11:25
                                            Mazuniu na pewno naświetlania pomogą wierzę w to , wyobrażam sobie jak Wam jest
                                            cieżko. Wiem ,że naświetlania zmniejszają guzy i dolegliwości. Czytałam też ,że
                                            przy bólu gardła po naświetlaniach bardzo pomaga picie lnu, jest też mleczko ,
                                            które się nazywa alugastrin łagodzi ból przełyku
                                            Merosiu napisz jak z tatą , czy lekarz pomógł?
                                            U nas na razie wszystko pomyślnie!!!
                                            Tato już po zabiegu ma w dwóch tętnicach wieńcowych wstawione stenty,zabieg
                                            wykonywano przez rękę, wczoraj byłam też Warszawie dowieźć morfinę.
                                            Sama ta sytuacja mnie zaczyna przerastać, to ja zaczynam się wypalać, dzisiaj
                                            powyłam sobie,poczułam jakąś wielką odpowiedzialnośc odbarczyłam wszystkich ale
                                            sama nie zostawiłam sobie żadnego marginesu dla siebie....wiem ,że serce
                                            podreperowane będzie, jeszcze trochę się wzmocni i zaczynamy walkę z
                                            rakiem...scyntygrafie kości najpierw...
                                            Duuuuużo siły kochane dziewczynki. Asia
                                            • mazunia1 Re: trochę smutniej 03.08.07, 13:14
                                              Asia, ja też opadam z sił. Wczoraj wieczorem miałam silnego doła, zadzwoniłam
                                              do mamy do szpitala, mama była słabiutka, bolała ją głowa, nie wstaje z łóżka
                                              to miałam ochotę wsiąść w samochód i jechać do mniej (70 km). Wytrzymałam do
                                              rano i o 5.00wstałam i pojechałam do niej, a potem drugie 70km do pracy. Padam
                                              z nóg.
                                        • snow22 Re: trochę smutniej 03.08.07, 14:01
                                          Echhh... Też walczę o tatę (rak prostaty z przerzutami do kości)! Właściwie
                                          jestem dopiero na początku drogi. Mam wynik biopsji, w poniedziałek odbieram
                                          wynik scyntygrafii, we wtorek jadę z tatą na tomografię miednicy. Ciągle zadaję
                                          sobie pytanie: co dalej? Komu zaufać, do kogo się udać na konsultację? Mam
                                          totalny mętlik w głowie i od czasu do czasu chwile zwątpienia :( Najgorsze jest
                                          to, że nie wiem czy lekarz do którego się udam będzie działał maksymalnie.
                                          Poczytałam trochę o metodach i stosowanych lekach, boję się konfrontacji ze
                                          specjalistą... Trzymam kciuki za wszystkich chorych i walczących o ich zdrowie.
                                          Dobrze, że nas mają!!! Pozdrawiam... Gosia
                                          • merosia Re: trochę smutniej 03.08.07, 21:44
                                            @snow22 Trzymamy kciuki też za Ciebie i tatę.
                                            @mazunia Z doła się kochana wygrzebuj szybciutko, i mamusię wyciągaj. Mój tata
                                            nie miał naświetlań, ale widziałam, że niektórzy pacjenci ciężko to znoszą, ale
                                            może niedługo pójdzie ku lepszemu. Co do dolegliwości przełykowych, to w CO
                                            pacjenci łykają lignokainę w żelu i mówią, że swobodnie można po tym jeść. Nie
                                            wiem na ile to jest prawdą.
                                            @Asiu, super poprostu, że tak to poszło i serducho tatuś ma w lepszym stanie. U
                                            mnie dziś totalna tragedia rano była, tata się słaniał, nie kojarzył, dusił
                                            itd. ale zataszczyłam go do CO i nasz doktor razem z jednym z chirurgów (złoci
                                            ludzie tak na marginesie) postawili troszkę tatę na nogi. Na nogi to może za
                                            dużo powiedziane, ale chirurg wyciągnął 2,5 litra płynu z opłucnej i po
                                            duszności znów nie ma śladu (pewnie 2 do 3 tygodni to da efekt, potem powtórka
                                            jak zwykle) i tata odzyskał optymizm. Stwierdził, że czuje się super (choć
                                            ledwie wstaje) i chce jechać na działkę, a jeszcze rano wybierał się nam na
                                            tamten świat, bo stwierdził, że takiego życia to on już nie chce. Pewnie na
                                            krótko, ale u mnie dziś troszkę "słoneczko zaświeciło", czego wszystkim tu
                                            życzę z całego serca.
                                            • ajkaa2 Re: trochę smutniej 04.08.07, 09:40
                                              cześć dziewczyny, witaj snow22.
                                              Mazuniu ,tak brakuje nam sił czasami , ale to prawda ze się ma czasem jakąś
                                              dodatkową energię z chwilą kiedy trzeba szybko działać. Jak mamusia znosi
                                              naświetlania? widziałam ,że justa ma dla Ciebie selol. Ja też jestem za
                                              selolem , badania prowadzą na miejscu , co do DCA obawiałabym się , ponieważ
                                              nie wiem czy ktokolwiek z lekarzy by sie podjął nawet kontrolować stan zdrowia
                                              taty w przypadku brania DCA.
                                              Jeżli macie jakieś dojście do selolu dajcie znać(my też walczymy z
                                              drobnokomórkowym r.płuc)!
                                              Merosiu tak sie cieszę, że sie Wam udało w CO,oby tak dalej.Boże 2,5 litra
                                              płynu!
                                              Mój tato też wczoraj był taki szczęśliwy, mógł swobotnie oddychać i spał - 7
                                              godz!Erka z powrotem przewiozła go do naszego szpitala .Gdy lekarz go badał
                                              tato cały czas powtarzał, że sie czuje świetnie, że nic go nie boli. Ręce ma
                                              jak stary narkoman, jeszcze jest pod tlenem i nie wstaje sam z łóżka. Ale mogę
                                              go już wywozić do ubikacji na wózku. Co jest dużym udogodnieniem. Teraz myślę
                                              co mam dalej robić , bo gdy dzwoniłam przed zabiegiem na sercu do CO do lekarza
                                              prowadzącego ,żeby przełożyć badania , to odpowiedział mi,że to nie ma sensu
                                              męczyć tatę , że radioterapia też jest szkodliwa na serce...i co teraz??? Na
                                              pewno zrobię scyntygrafię kości u nas na miejscu , myślę ,żeby poradzić się
                                              prof. Krzakowskiego , napiszę do niego.
                                              Jeżeli przyjdzie Wam coś do głowy to napiszcie. Na razie tato bierze
                                              morfinę+ketonal(przeciwbólowo) , ecomer 3 razy dziennie...i tyle jeżeli chodzi
                                              o raka, bO na resztę swoich dolegliwości ma całą masę leków.
                                              Pozdrawiam kochane , Życząc dużo siły ,optymizmu , wiary ,że sie nam uda
                                              wygrać z ta bestią. asia
                                              • merosia Re: trochę smutniej 04.08.07, 21:24
                                                Asiu, może nie pisz, tylko zadzwoń do prof. Krzakowskiego (my trzymamy się dr
                                                Lasoty, bo jakoś nas jeszcze nie wygania:), bo inaczej się rozmawia osobiście,
                                                a inaczej pisze. Tj. trudniej się odmawia w osobistej rozmowie. Widziałam
                                                profesora ostatnio na oddziale, a jeśli gdzieś teraz wyjechał, to i tak
                                                sekretarka wie, kiedy wróci i będzie dostępny.

                                                Co do selolu, to też się nad tym zastanawiałam i doktor nawet zgodził się
                                                wypisać taką prośbę o podawanie, ale tata nie chce, poza tym jest już w takim
                                                stanie, że robię to co tata chce i w co ufa, a nie to co sama bym sobie
                                                życzyła. Co do płynu to 2,5 litra to nie był nasz rekord niestety. Tata miał
                                                już pięć nakłuć: 4 razy odbarczano opłucną i raz otrzewną. Dziś wyraźnie tata
                                                odsłabł fizycznie, potrzebuje asysty nawet przy wstawaniu z czegoś wysokiego i
                                                przy przejściu najkrótszego dystansu np. do łazienki. Za to tak jak Twój tata,
                                                twierdzi, że czuje się świetnie i uwielbia doktora Turskiego (chirurg, który
                                                tatę odbarcza z płynu co jakiś czas). Lekarze cały czas mnie uświadamiają, że
                                                co odbarczenie, to tata słabszy będzie (utrata albumin itd.), ale będzie mógł
                                                oddychać. Po sobie widzę, że łatwiej mi chyba zaakceptować taty dołek fizyczny
                                                niż psychiczny, o ile to akceptacją w ogóle można nazwać. Teraz sobie siedzi i
                                                rozwiązuje krzyżówki i nie mówi, że życie nie ma sensu.

                                                Wszystkim tatusiom i mamusiom optymizmu w walce życzę, a nam siły dziewczyny
                                                oczywiście. Buziaki.
                                                • judyta1100 Re: trochę smutniej 07.08.07, 22:34
                                                  Mam pytanie odnośnie odbarczania płynu z opłucnej. Czy lekarz z
                                                  Opieki Domowej jest w stanie przy asyście pielęgniarki wykonać taki
                                                  zabieg w domu chorego czy trzeba jechać do szpitala? Jak to wygląda
                                                  u Twojego Taty? Ile trwa taki zabieg i czy jest bolesny (ew.
                                                  znieczulenie). Dzięki za odpowiedź.
                                                  • merosia Re: trochę smutniej 07.08.07, 22:58
                                                    Niestety zgodnie ze sztuką lekarską zabieg odbarczania opłucnej robi
                                                    się standardowo w szpitalu, pod kontrolą rtg przed i po nakłuciu.
                                                    Ponoć są odważni chirurdzy, którzy robią to w domu, ale dla pacjenta
                                                    korzystniejsze jest, gdy na zdjęciu widać co zostało zrobione.
                                                    Zabieg nie jest bolesny, miejscowo znieczula się skórę choremu.
                                                    Długość zabiegu zależy od tego w jakim stanie jest opłucna (czy są
                                                    zrosty, ile jest płynu itd.), od doświadczenia chirurga i ile płynu
                                                    planuje się ewakuować. U mojego taty pierwszy zabieg trwał 20 minut,
                                                    ale np. trzeci i czwarty ok. godziny.
                                                  • ajkaa2 Re: Walczymy dalej 09.08.07, 00:22
                                                    Dziewczyny kochane
                                                    Nie odzywałam się ,bo miałam ogólnie wysiadkę ,rozwaliłam sie jak
                                                    kupa siana i siano też mam w głowie.
                                                    Jutro przenosimy się z tatą na onkologię u nas na miejscu. Tutaj
                                                    tato bedzie miał robiną scyntygrafie kości.
                                                    Naczytałam się ostatnio o tym jak to trzeba się przygotować na
                                                    najgorsze itd. jak to rodzina powinna zapewnić tylko spokój i
                                                    leczenie bólu.
                                                    Ale przecież każdy chory człowiek jest inny, jeden potrzebuje
                                                    spokoju a drugi dzialania-mój tato potrzebuje działania . Dopytuje
                                                    się co teraz bedziemy robić ? jak dalej postępować ?
                                                    A dzisiaj pani doktor kardiolog przyszła do mojego taty na
                                                    salę,akurat była też mama i odezwała się takimi słowami:że pan musi
                                                    się już przyzwyczaić do swojej choroby, że teraz będzie tylko gorzej
                                                    a nie lepiej, że powinien skorzystać z hospicjum domowego , że jak
                                                    pójdzie już do domu to bedzie miał rodzine na każdę zawołanie , a
                                                    rodzina nie bedzie się męczyła chodząc do szpitala" -prawda ,że tyle
                                                    nadziei dała pani doktor tatusiowi , który w perspektywie mimo
                                                    swojego serca miał dalsze leczenie i nie poddawanie się .
                                                    Serce jest podreperowane , nie występują już obrzęki płuc.
                                                    We wtorek będę chciała pojechać do CO , będę miała wszystkie
                                                    ostatnie wyniki taty łącznie ze scyntygrafia kości i zobaczymy co
                                                    dalej . Rozmawiałam z tatą na temat selolu ,nawet był zorientowany
                                                    bo w CO słyszał jak inni mówi o testowaniu różnych nowych leków ,
                                                    że biora udział w róznych programach onkologicznych :kanadyjski,
                                                    austriacki itp.
                                                    Martwię się ,że morfina u taty została przepisana za wcześnie, że z
                                                    ketonalu i tramalu skok nawet na najmniejsza dawkę morfiny jest za
                                                    szybki. Po tej morfinie tato cały czas śpi , bardzo wolno mówi,męczy
                                                    się, dziwi dlaczego jest taki słaby?
                                                    Dzwoniłam do doktora Suchockiego w sprawie selolu ale nikt tam nie
                                                    odpowiada , z tego co Mazunia chyba pisała do 20 stego sierpnia dr-a
                                                    nie będzie.
                                                    Kochane jeżeli bedziecie miały jeszcze lekarza godnego polecenia ,
                                                    dajcie namiar. Bo napewno spróbuje się dostac na konsulatacje do
                                                    prof. Krzakowskiego .
                                                    Co u Was , odezwijcie się ?
                                                    Pozdrowienia dla wszystkich walczących . Asia
                                                  • snow22 Re: Walczymy dalej 09.08.07, 12:05
                                                    Asiu, walcz o tatę a opiniami lekarki się nie przejmuj, ale swoją
                                                    drogą poszłabym jej powiedzieć trzy słowa!!! Mam pytanie w kwestii
                                                    wątroby, bo jak zobaczyłam wynik usg mojego taty to się przeraziłam:
                                                    wątroba nieco powiększona, niejednorodna o drobnoziarnistej
                                                    przebudowie - meta. Czyli co? Przerzut? Nie wiem jakie są rokowania
                                                    przy przerzutach do wątroby, najpierw zdiagnozowano raka stercza z
                                                    przerzutami do kości, już miałam cały plan działania, a teraz ta
                                                    wątroba całkiem mnie załamała :( Jakie badania robiono Twojemu tacie
                                                    w kwestii wątroby i czy już ją jakoś leczą? Będę wdzięczna za
                                                    odpowiedź! Życzę dużo siły Tobie i tacie!
                                                    Gosia
                                                  • ajkaa2 Re: Walczymy dalej 09.08.07, 16:45
                                                    Gosiu
                                                    U mojego taty wykonano badanie USG jamy brzusznej- opis wyglądał
                                                    tak" watroba wielkości w granicach normy z bardzo licznymizmianami
                                                    ogniskowymi niskoechogennymi typowymi dla meta"Meta znczy przerzut
                                                    to tyle . jeżeli chodzi o leczenie to lekarz powiedział ze tylko
                                                    chemia , która powinna zadziałać na wszystko łącznie z przerzutami,
                                                    po pierwszym kursie tato miał zawał...ratowaliśmy do tej pory
                                                    serce ,następnego kursu nie było. To tyle jeżeli chodzi o wątrobę.
                                                    Tato ma często czkawkę , często mu się odbija , właściwie te
                                                    dolegliwości ma po każdym nawet zwykłym łyknięciu wody lub
                                                    połknieciu leków. Staramy się by miał diete lekkostrawną , bez
                                                    smażonych dań ,tłustych ,bez czerwonych mięs.
                                                    Gosiu jeżeli Ty będziesz miała jakieś wiadomości odnośnie watroby
                                                    to pamiętaj o mnie:). Pozdrawiam. Asia
                                                  • snow22 Re: Walczymy dalej 09.08.07, 17:00
                                                    Dziękuję za odpowiedź. Modlę się, żeby nie było przerzutów w
                                                    wątrobie. W sobotę chcę zabrać tatę na badanie krwi, zrobimy próbę
                                                    wątrobową i AFP, to chyba powinno dać jakiś obraz. Tato w maju miał
                                                    usuwany woreczek żółciowy, może stąd jakieś zmiany w wątrobie...
                                                    (łudzę się). Miałam dziś odebrać wynik z tomografii miednicy,
                                                    prosiłam, żeby szybciej opisali, ale jak zwykle nikomu nie zależy i
                                                    nikomu się nie spieszy!!! Wrrrr.... Trzymaj się dzielna dziewczyno!
                                                    G.
                                                  • merosia Re: Walczymy dalej 10.08.07, 22:35
                                                    Dobrze, że się podreperował tatuś konkretnie:) U nas kicha konkretna
                                                    dla odmiany. We wtorek dr Lasota nas ratował, bo tata nie
                                                    kontaktował już prawie. Cieszyłam się, że po odbarczeniu opłucnej
                                                    będzie chwila wytchnienia a tu ... otrzewna do odbarczenia
                                                    najprawdopodobniej w poniedziałek. Po tym zabiegu z pacjenta
                                                    siedzącego tata stanie się pacjentem leżącym po utracie kolejnej
                                                    ilości białka. Wczoraj tata miał co prawda albuminy przetoczone, ale
                                                    to najprawdopodobniej nie na wiele się zda. Też potrzebuję raczej
                                                    działania niż czekania na najgorsze, a gdy 2 dni temu doktor
                                                    powiedział, że trzeba tatę już raczej w spokoju zostawić, to doła
                                                    załapałam strasznego, mimo, że to może faktycznie byłoby najlepsze.
                                                    Niby doktor miał tatę zostawić (już go od stycznia tak zostawia:),
                                                    ale przetoczył te białka, podał leki:) i jest troszkę lepiej
                                                    (chwilami niestety tylko). Dziś deprecha musiała mi przejść, bo tata
                                                    z racji ciągłego spania na jednym boku (inaczej się dusi)dorobił się
                                                    odleżyny i pobiegłam kupić taką specjalną poduchę z dziurą na tę
                                                    odleżynę. W poniedziałek polecę po materac pneumatyczny. Asiu, jeśli
                                                    do CO się faktycznie wybierzesz do prof. Krzakowskiego lub kogoś
                                                    innego z tego oddziału we wtorek, to może bym ruszyła swoje 4 litery
                                                    i się też pofatygowała pognębić trochę doktorów i byśmy się
                                                    spotkały. Daj znać gdybyś miała ochotę.

                                                    Co do wątroby to mój tata ma olbrzymią wątrobę i olbrzymią śledzionę
                                                    (tzw. hepatosplenomegalia) i nie wiadomo czy jakieś meta tam są czy
                                                    nie. Doktor powiedział, że biopsje które ewentualnie dałyby
                                                    odpowiedź umęczyłyby tylko pacjenta, a my zaspokoilibyśmy ciekawość,
                                                    a to nie o to chodzi. Też powiedział, że chemia jak ma zadziałać, to
                                                    zadziała na wszystko i na ewentualne meta też.

                                                    Buziaki, pozdrowienia dla wszyskich tu walczących.
                                                  • ajkaa2 Re: Walczymy dalej 10.08.07, 23:25
                                                    Merosiu prawie jednocześnie pisałyśmy .To znaczy ze Twój tato teraz
                                                    jest w CO w szpitalu, czy w domu ? Ach zazdroszczę wam takiego
                                                    dotora.
                                                    Biedni ci nasi tatusiowie ,mój patrzy na mnie , gdy się przebudzi i
                                                    mówi ze od razu mu lepiej jak mnie widzi, więc staram się być u
                                                    niego jak najwięcej i jak najdłużej.
                                                    Dzisiaj miał w szpitalu scyntygrafię , 3 godz.po wstrzyknięciu
                                                    kontrastu przeszły na wymiotach , bo nie mógł pić wody , co łyk , to
                                                    w drugą stronę . Pani pielęgniarka zawiozła tate wóżkiem do innego
                                                    budynku na 15 minutowe badanie(scyntygrafie).Ja natomiast poszłam do
                                                    pani doktor na konsultację. Po godz. tato zadzwonił(telefon
                                                    komórkowy zawsze przy sobie) do mnie żebym po niego przyszła ,bo już
                                                    nie może siedzieć na wózku a jest dawno po badaniu.Gdy już
                                                    jechaliśmy do pokoju , na korytarzu spotkaliśmy pielęgniarkę , która
                                                    właśnie sobie przypomniała o nim , ale że miała ciepły obiad chciała
                                                    jeszcze go zjeść. Czyż nie urocza ta nasza siostra???
                                                    Wynik z tego badania ma być w przyszłym tygodniu.
                                                    Merosiu w poniedziałek dam znać czy będę na pewno w Wa-wie w CO we
                                                    wtorek .
                                                    Założyłam nowy temat ...ta morfina u taty i jego reakcja na nią nie
                                                    daje mi spokoju
                                                    Dzisiaj przywiozłam tatę do domu ,cały czas śpi,miał też silny lęk
                                                    przed pójściem do domu , lepiej się czuje chyba w szpitalu , gdzie
                                                    zawsze jest pod reką tlen , lekarz , pielęgniarka. A jeżeli chodzi o
                                                    depreche to u mnie wszystko leży : dom , rodzina ,praca .
                                                    koncentruje swoją siłę dla taty.
                                                    Skąd weźmiesz Merosiu ten materac?
                                                    Pozdrawiam , wszystkich walczących z chorobą. Asia

                                                  • merosia Re: Walczymy dalej 11.08.07, 00:16
                                                    Jeśli zazdrościsz nam doktora do zamiast do profa wybierz się do dr
                                                    Lasoty:) A tak na poważnie, to tata jest w domu, kroplówki miał w
                                                    domu a nakłucie pewnie też będzie w domu, chyba że zatargam tatę do
                                                    CO, bo jakoś doktor nasz ma większą intuicję co do taty i pewne
                                                    sytuacje przewiduje dużo wcześniej niż ekipa z hospicjum domowego.
                                                    Hospicjum to też super sprawa, bo mają sprzęt i naprawdę starają się
                                                    jak mogą wspierać. Dziś zadzwoniłam w sprawie odleżyny i po 10 min.
                                                    pojawiła się pielęgniarka. Lekarz też pojawił się w sprawie płynu w
                                                    brzuchu godzinkę później. Super człowiek, tata mu coś marudził, że
                                                    chyba się kończy, a doktor: 'ja do wybierającego się na tamten świat
                                                    nie jechałem i na razie nie widzę, żeby się pan tam kwalifikował".
                                                    Tacie ulżyło od razu. Hospicjum reaguje szybko, tylko pewnych rzeczy
                                                    nie mogą robić w domu (np. nakłucia opłucnej). Materac też przez
                                                    hospicjum domowe będzie, można od nich w każdej chwili dostać
                                                    druczek na materac, potem stempluje się w NFZ (nie trwa to ponoć
                                                    dłużej niż 15 minut, ale nie sprawdzałam jeszcze) i idzie się do
                                                    sklepu medycznego i bezpłatnie otrzymuje sprzęt. Jestem wdzięczna
                                                    ekipie hospicyjnej, ale jak mam wielki stres to i tak do CO do
                                                    doktora dzwonię najpierw po radę:) Nie pogonił mnie jeszcze i
                                                    dzielnie znosi moje upierdliwe telefony i wizyty:) Ściskam mocno.
                                                  • mazunia1 Re: Walczymy dalej 13.08.07, 08:46
                                                    Witajcie dziewczyny, my też póki co pchamy ten wózek dalej. Mama w
                                                    domu, czuje się znacznie lepiej po naświetlaniach, wstąpiła w nią
                                                    nowa nadzieja. Załatwiliśmy jej masażystkę, która od soboty
                                                    codziennie przez tydzień będzie jej masowaś stopy i ręce, może to
                                                    drętwienie coś odpuści. Nadal nie jest w stanie sama chodzić, choć
                                                    wczoraj wyprowadziliśmy ją na podwórko i trochę posiedziała na
                                                    krzesełku. To duży postęp. Ujemna sprawa naświetleń, to taka, że
                                                    mama znów straciła włosy. Wychodzą garściami. Trzeba będzie zgolić
                                                    na łyso, jak się to nie zatrzyma. Ze spraw farmakologicznych, mama
                                                    cały czas bierze sterydy, choć powoli zgodnie z zaleceniem lekarza
                                                    zmniejszamy dawkę, leki moczopędne i osłonowe na zołądek.
                                                    Natomiast ja mam zapuszczony dom, zaniedbaną siebie, nawet do
                                                    fryzjera ostatnio nie mam czasu iść i jestem cały czas bardzo
                                                    zmęczona. Weekend nie pomaga, bo wtedy skupiam się na pielegnowaniu
                                                    mamy, gotowaniu i sprzątaniu dla niej. No i tak w kółko. Potrzeba
                                                    nam dziewczyny naprawdę dużo cierpliwości i tego Wam zyczę.
                                                    Pozdrawiam Aneta
                                                  • ajkaa2 Re: Walczymy dalej 13.08.07, 21:58
                                                    Mazuniu jak się cieszę że się odezwałaś, że mama w domu i po
                                                    naświetlaniach lepiej się czuje.Na czym polega leczenie
                                                    sterydami ??? Mazuniu a jak z selolem , czy juz podajesz go mamie?
                                                    U nas dretwienie przeszło , sindronat wrócił do łask i serwowany
                                                    jest rano na czczo 4 tablety, to nam narazie zostało z leków
                                                    onkologicznych nie licząc morfiny , a tak w ogóle tato bierze 24
                                                    różne lekarstwa , głównie kardiologiczne.
                                                    Cały czas męczy go potworna czkawka , prowadząca czasem do
                                                    wymiotów, on też nie chodzi , nie ma siły siedzieć .
                                                    Teraz jest 3 dzień w domu. Na drugi dzień zabraliśmy tatę na
                                                    działkę (kawałek lasku z wozem Drzymały), na którą jechaliśmy od
                                                    maja i nie mogliśmy dojechać , bo zawsze wyprzedzała nas choroba, 2
                                                    godz. na świeżym powietrzu -wreszcie!!!
                                                    Teraz siedzę i się głowię jechać nie jechać do CO z ostatnimi
                                                    badaniami krwi,z nowym wyglądem serca, zastanawiam sie bo wynik
                                                    zescyntygrafii będzie dopiero w piątek.
                                                    Prof. Krzakowskiego w tym tyg. nie ma , zreszta i tak nie wiadomo
                                                    czy sie do niego w przyszłym tyg. dostanę , bo sekretarka dała mi do
                                                    zrozumienia że to pan prof. decyduje o konsultacjach .
                                                    Merosiu czy doktor Lasota jutro bedzie ?Zadzwonię rano do Wawy do
                                                    szpitala , czy lepiej sie z nim umówic telefonicznie na
                                                    konsultacje , czy działać z zaskoczenia - przyjechać i czatować na
                                                    korytarzu?
                                                    Bo nasz prowadzący powiedział ,że chyba damy spokój już
                                                    pacjentowi , czyli żadnej chemii ,żadnych naświetlań.
                                                    Pozdrowienia , nie poddajemy się , zaciskamy zęby i do przodu!Asia
                                                  • merosia Re: Walczymy dalej 13.08.07, 22:09
                                                    Razem pisałyśmy Asiu. Dziś z doktorem rozmawiałam (to moja ostoja
                                                    spokoju) i nic nie mówił żeby miało go nie być jutro. Możesz się
                                                    umówić dzwoniąc do gabinetu rano, ale można po obchodzie poprostu
                                                    przyjść czyli przed 9.00 i pod gabinetem poczekać. Powinien być
                                                    chyba, że jakieś zebranie będzie miał, ale wtedy sekretarka go
                                                    będzie łapać jeśli poprosisz. Trzymaj się i daj znać jak poszło. Ja
                                                    jutro nie dam rady być w CO jednak. Dziś byłam, a jutro do hospicjum
                                                    stacjonarnego pogadać się wybieram.
                                                  • mazunia1 Re: Walczymy dalej 14.08.07, 09:05
                                                    Asiu, selolu na razie nie mam. Wiem, ze Joasia chciała w tej sprawie
                                                    skontaktować się ze mną, ale zanim wczytałam się w pocztę, to stało
                                                    się to najgorsze i teraz nie chcę i nie będę jej kłopotać swoimi
                                                    sprawami, bo wiem, że cierpi.
                                                    Poza tym, czekamy w pierwszej kolejności na konsultacje
                                                    chemioterapeutów. Możliwe, że mama dostanie II rzut chemii, a w
                                                    takiej sytuacji podawanie selolu mija się z celem, bo chemia osłabia
                                                    jego działanie. Czekam też na informacje od dr Suchockiego, wiem, że
                                                    w dalszym ciągu jest na urlopie i liczę, że odpisze na moje liczne
                                                    maile, to będę wiedzieć coś więcej. Na własną rękę nie podejmę
                                                    żadnych działań. DCA odpuściłam sobie, zbyt duże ryzyko, zbyt mało
                                                    danych.
                                                    No a ze spraw domowych, to dalej jazda na najwyższych obrotach. Mój
                                                    mąż już psychicznie nie wytrzymuje, wczoraj bardzo sie ze mną
                                                    pokłócił, bo dom zaniedbany, a ja nie mam nawet chwili czasu dla
                                                    niego. Z jednej strony go rozumiem, ta sytuacja trwa już wiele
                                                    miesięcy i sama czasem tracę cierpliwość, szczególnie jak mama ma do
                                                    mnie pretensje np. o to, że talerze z suszarki nie są schowane do
                                                    szafki, a ja już padam, bo to moja 18 godzina na nogach. No i tak
                                                    niewiesoło kończę.
                                                  • merosia Re: Walczymy dalej ale jesteśmy bez szans:( 13.08.07, 22:04
                                                    U nas dla odmiany zjazd konkretny się zaczął. Tata się zażółcił na
                                                    twarzy, prawie nie je, nie chce pić, nie wstaje, prawie cały czas
                                                    śpi. Doktor powiedział, że wielkimi krokami zbliża się śpiączka
                                                    wątrobowa. Rozważamy hospicjum stacjonarne, bo tata waży 80 kg i nie
                                                    dajemy z mamą rady przekręcić go nawet na bok. Dopóki tata jest
                                                    jednak świadomy (co prawda nie w pełni, ale czasem kojarzy) jest nam
                                                    b. ciężko podjąć decyzję, chyba że wskazania medyczne przeważą.
                                                    Koszmar dziewczyny kochane poprostu...
                                                  • snow22 Re: Walczymy dalej ale jesteśmy bez szans:( 13.08.07, 22:24
                                                    Echhh... Wszystko takie trudne! :( Jestem z Wami dziewczyny! Merosiu
                                                    ufam, że podejmiesz właściwą decyzję, nie wiem jaka to jest ta
                                                    właściwa, ale wierzę, że taka ona będzie. Asiu cieszę się, że
                                                    spełniłaś marzenie pobytu na działce, myślę, że to ważne zwłaszcza
                                                    dla Twojego taty. Ja sama nie wiem jeszcze na czym stoimy. Czekam na
                                                    TK miednicy. Najpierw powiezieli, że będą za 3 tygodnie, ale mam
                                                    nadzieję, że to co dziś udało mi się załatwić sprawi, że wynik
                                                    będzie jutro. Boję się teo wyniku. Każdy wynik to cios! :( I boję
                                                    się tej pierwszej konsultacji. Boję się, że nie będzie żadnego
                                                    leczenia, żadnego naświetlania, żadnej chemii... Sama nie wiem co
                                                    lepsze, bo różni uczeni piszą, że przy zawansowanym raku prostaty z
                                                    przerzutami leczenie paliatywne daje lepsze rokowania niż jakieś
                                                    radykalne kroki. Ciągle mam też dylemat, czy zdecydować się na
                                                    proces karny i oskarżyć oddział urologii, na którym tato był na
                                                    początku lutego (gdzie stwierdzili przerost prostaty ale nie
                                                    oznaczyli markera PSA i wypisali pacjenta), o zaniedbanie i
                                                    narażenie na utratę zdrowia (a za jakiś czas i życia)!! To jednak
                                                    kołacze się gdzieś na drugim planie. Mam nadzieję, że hormony które
                                                    tato bierze jakoś zadziałają pozytywnie i będzie jakaś szansa na
                                                    leczenie onkologiczne. W lutym urodziłam bliźniaczki, tato pierwszy
                                                    raz został dziadkiem i tak bym chciała, by jak najdłużej cieszył się
                                                    wnuczkami.... Pozdrawiam Was i wspieram! Gosia
    • dusialodz Re: Drob.rak płuc SELOL 14.08.07, 14:25
      Witajcie
      Nie wiem czy mnie pamiętacie bo troche się tu nie pokazywałam. Moja
      mama też ma drobnokomórkowego raka płuc. Skończyła juz chemioterapię
      i teraz ma radioterapię. Czuje się dobrze, czasami jest słaba więc
      się kładzie i odpoczywa. Gdyby nie ta peruka to nikt by chyba nie
      powiedziała, że jest na coś chora.
      Piszecie tutaj o leku Selol. Powiedzcie na jakiej zasadzie on
      działa. Jakie są wskazania i przeciwwskazania? Kto go brał jakie są
      efekty?
      Życzę wszystkim zdrowia i cierpliwości oraz abyście nie mieli co
      pisać na tym forum z powodu tego, że wszystko jest OK.
    • estelka1 Re: Drob.rak płuc z przerzutami na wątrobę,kości, 14.08.07, 22:50
      Moja najukochańsza mama właśnie dzisiaj dostała 3 chemię (nawrót
      drobnokomórkowego raka płuc). Ciężkich kilka dni przed nami, ale
      jest też kilka pocieszających wieści. Morfologia może nie powala na
      kolana, ale nie pogorszyła się mimo dwóch chemii. Węzły chłonne choć
      nieznacznie były powiększone, znacznie się zmniejszyły,
      czyli "trucizna" działa. Trochę niepokoi stan serca, bo pierwsza
      chemia i radioterapia i obecna chemia zrobiły swoje w
      nienajzdrowszej "pikawce", ale mam nadzieję że mama da radę. Martwi
      mnie też stan psychiczny mamy. Od tygodnia mama strasznie przeżywała
      że dostanie kolejną chemię i będzie musiała znieść to wszystko co
      się z nią wiąże. Wczoraj pół dnia przepłakała. Z jednej strony
      dobrze, że nie kryje swoich emocji, ale z drugiej... tak strasznie
      to wszystko przeżywa. Dobrze że w piątek trochę pogadała ze swoim
      dobrym duszkiem Anią (Gontcha) i trochę doszła do formy. Ania, po
      raz kolejny dziękuję Ci za mamę. Za miesiąc kontrolne badania,
      konsultacja i zobaczymy co dalej. Trzymajcie się dziewczyny, tak
      dobrze wiem, jak Wam bywa ciężko. Aga
      • gontcha Re: Drob.rak płuc z przerzutami na wątrobę,kości, 14.08.07, 23:23
        Hej Aga,

        Dobrze, że już po tej 3-ciej chemii. I oby po 2-3 dniach Mamy
        samopoczucie wróciło do normy. Trzymam też kciuki bardzo mocno za
        kontrolne TK - oby 'dziad' dostał po łbie mocno.

        A ja dziękuję za superzasty weekend :)

        Trzymcie się Kobitki mocno, a Mamę wyściskaj i pozdrów.
        Buziaki,
        Anka
      • ajkaa2 Re: zawsze nadzieja 14.08.07, 23:49
        Witajcie dziewczynki
        Wczoraj zaraz po liście Snow odpisywałam , namachałam tyle ,że
        chyba internet tego nie zniósł bo straciłam połączenie i wszystko mi
        zżarło.
        Mniej więcej to bardzo chciałam podziękować Merosi za to ,że mnie
        wspiera i dodaje otuchy w wyłapywaniu doktora. Dzisiaj właśnie byłam
        w Co i dorwałam doktora , nie dając się zbyć za szybko:)
        Merosiu kochana myślę ,że hospicjum stacjonarne brzmi gorzej niż
        domowe ...ale są momenty kiedy decyzje podejmuje sie kiedy sprawa
        wygląda już jasno i klarownie .
        Snow jeszcze nie masz wyników nie martw się kochana na zapas , bo
        wtedy nakręcamy swój lęk nie potrzebnie ...mam nadzieje że wszystko
        bedzie dobrze...będzie dobrze. Masz super maluszki ,półroczne
        bliźniaczki musza być urocze,a dziadek podwójnie szczęśliwy:)
        Tak ,byłam dzisiaj w Warszawie czatowałam pod drzwiami doktora, z
        sześcioma innymi osobami. Gdy doktor otworzył drzwi wszyscy się
        skuliliśmy udając ,że nas jest połowe mniej, doktor powiedział, że
        przychodnia jest na dole.Ale nikt nie drgnął nawet tylko próbował
        jeszcze bardziej sę zminimalizować. Mogę jeszcze raz spróbowć
        przyjechać z tatą , a lekarze zastanowią sie co podać , czy jakiś
        inny skład chemii, czy naświetlania ? Powiedział ,że może to być
        bardzo ryzykowne , tato musi się wzmocnić na tyle ,żeby dojechać do
        CO . Najbardziej przeraża mnie kolejka w przychodni...ale tym
        później się będę martwiła.
        Dziś też przywieżliśmy tacie aparat tlenowy do domu ,sama świadomość
        że w każdej chwili może po niego sięgnąć go uspokaja.
        Dusia SELOL to lek ,który jest dopiero testowany. Badania nad tym
        lekiem prowdzi dr.Suchocki tutaj wklejam stronę na ten temat:
        laboratoria.net/pl/modules.php?name=News&file=article&sid=1895
        Buziaki . Asia
        • merosia Re: dala nas nadzieja zgasła 15.08.07, 15:14
          Dziękuję dziewczyny za wsparcie, tata zmarł w nocy o 23.00 w domu,
          przy mamie, przy mnie i moim bracie. Do 21.00 były nawet przy
          dziadku moje dzieci. Tata chyba nie cierpiał, miał założoną pompę
          infuzyjną z morfiną, usnął sobie. Jest mi teraz strasznie poprostu.
          Odezwę się jak się troszkę pozbieram.

          P.S
          Asiu, jeśli nie dacie rady czekać w czwartki w przychodni, to w
          każdy dzień możesz przydybać doktora na oddziale przed 10.00.
          Przyjmie Was na oddziale. Ja w przychodni od stycznia z tatą byłam
          raz, resztę wizyt mieliśmy na IV piętrze.
    • snow22 Re: Drob.rak płuc z przerzutami na wątrobę,kości, 17.08.07, 22:19
      Asiu, co u Ciebie? Jak tata? Masz rację dziewczynki są urocze. Ich
      obecność bardzo pomaga walczyć ze smutkiem, którego ostatnio tak
      dużo... Odebrałam wyniki TK miednicy, nie ma zmian w węzłach
      chłonnych, ani w okolicy okołosterczowej, ani w narządach
      sąsiednich. To jakaś dobra wiadomość. Poza tą złą, którą już dała
      scyntygrafia, mianowicie, że są przerzuty do kości. Co do wątroby,
      zrobił tato to AFP i próby wątrobowe - wyniki wyszły dobre, ale
      byłam dziś u lekarza domowego i przy okazji zapytałam go o tę
      wątrobę. Powiedział, że te wyniki nam nic nie powiedzą, że żeby to
      rozstrzygnąć trzeba by zrobić TK. Zobaczymy do powie onkolog. Mam
      nadzieję, że nie poddajesz się w tej batalii o życie taty! Kiedy
      czytam jak dziewczyny walczycie, to też nabieram siły do walki.
      Myślami jestem gdzieś tam z Merosią :( Wszystko się tak szybko
      zmienia... Echhh... Pozdrawiam ciepło... G.
      • ajkaa2 Re: Drob.rak płuc z przerzutami na wątrobę,kości, 18.08.07, 01:08
        snow22 wszystko tak szybko się zmienia.
        Ja odebrała wynik scyntygrafii jest tragiczny ,zmiany są już w całym
        kręgosłupie,łopatka,miednicy i żebrach,punkt przy punkcie zaznaczone
        na czerwono. tato jest taki słaby , wyniszczony ,je na siłę ,pije na
        siłę, cały czas powtarza że musi sie wzmocnić.Ćwiczy na siłę, nawet
        przychodzi do niego rehabilitantka, psycholog...jakos próbujmy
        dogonić te ucikający czas,
        POZDROWIENIA DLA WSZYSTICH,
        MEROSIU JESTEŚMY Z TOBĄ
        Asia
        • merosia Re: Drob.rak płuc z przerzutami na wątrobę,kości, 18.08.07, 19:01
          A ja jestem z Wami dziewczyny nadal, rozsypana emocjonalnie
          kompletnie, ale jestem. Dziś na pogrzebie Taty byli też moi synkowie
          9 i 7 lat, poważni, smutni, skupieni, wspaniali poprostu, więc
          starałam się nie rozpaczać, ale się nie udało. Mamy już na górze
          swojego Anioła, więc może On nas i Was powspiera troszkę...
          • ajkaa2 Re: Drob.rak płuc z przerzutami na wątrobę,kości, 18.08.07, 19:44
            Merosiu kochana jesteś. Tyle przeszliście... Tato Twój na pewno jest
            z Ciebie dumny,już spokojny .Twoje wpisy zawsze dodawały mi sił ,
            bardzo mnie wspierałaś przez cały czas,dodawałas wiary gdy mi
            brakowało i dzisiaj w tym dniu też jesteś .... Nasze dzieci są dla
            nas dużą pomocą ,rozumieja więcej niż nam się zdaje .mój syn jest
            starszy 15 -latek , wie co się z dziadkiem dzieje, że jest
            źle ..ale to on cały czas też powtarza że z dziadkiem będzie
            inaczej , będzie lepiej, dziadek wygra.
            Mój tato walczy tak jak pisałam w innym temacie ćwiczy i pada ,
            je i wymiotuje. W poniedziałek dzwonie na Ursynów do CO. Jesteśmy u
            innego lekarza prowadzącego ,mam nadzieję ,że nas nie pogoni.
            Dziękuje, że jesteś Merosiu z nami.Asia
            • merosia Re: Drob.rak płuc z przerzutami na wątrobę,kości, 18.08.07, 21:57
              A kto Asiu Twojego Tatę prowadzi? Powiedz, temu lekarzowi to, co
              chcesz żeby Tata usłyszał. Z reguły biorą to pod uwagę. No chyba że
              sama tylko porozmawiasz i powiesz wtedy co chcesz. Doktor nasz był
              mistrzem w psychicznym stawianiu mojego Taty na nogi. Widział, że
              jest źle, ale mówił, że morfoligia super jest, to niedługo i z całą
              resztą lepiej będzie i że jeszcze Tata białko dostanie to Go wzmocni
              itd. Mam nadzieję, że i Wy macie ludzkiego prowadzącego. Ja w
              przyszłym tygodniu do CO wybieram się podziękować naszym dwóm
              doktorom, bo cudni poprostu byli przez te całe ciężkie osiem
              miesięcy.
        • snow22 Re: Drob.rak płuc z przerzutami na wątrobę,kości, 18.08.07, 21:22
          Asiu, nie wiem co Ci napisać..., ale jedno wiedz nie możesz się
          poddawać! Musisz być silna! Twój tato jest z pewnością z Ciebie
          dumny! Wynik scyntygrafii mojego taty też tragiczny, praktycznie
          rozsiew do wszystkich kości... :( Póki co ma terapię hormonalą,
          zaordynowaną jeszcze na urologii. Mam nadzieję, że te hormony jakoś
          działają - musimy zbadać kontrolnie PSA, dobrze by było, gdyby się
          obnżyło. Tato mimo tego ma apetyt (podejrzewam, że to po tych
          hormonach),nawet udało mu się przybrać kilka kilogramów. Ma też siłę
          i zapędy do różnych prac. Wczoraj na przykład chciał łupać drewno :)
          To taki typ, co bez pracy żyć nie może... :) Wybiłam Mu to z głowy,
          poprosiłam by powoził wnuczki i jakoś tak odwiodłam od pomysłu z
          drewnem. Staram się Mu nie zabraniać pracować jeśli ma ochotę, ale
          boję się, żeby nie uszkodził kości, żeby nie złamał sobie czegoś, bo
          przy przerzutach tak być może... :(

          Asiu, ktoś tutaj na forum pisał o programie leczenia Zactimą, może
          to jest jakiś kierunek? Ściskam mocno... :) Gosia
          • merosia Re: Drob.rak płuc z przerzutami na wątrobę,kości, 18.08.07, 22:04
            Gosiu, oby się to PSA łaskawie raczyło obniżyć, a z tego, że Tata
            taki energiczny to tylko cieszyć się należy, chociaż oczywiście
            wyhamować takiego energicznego Tatę nie jest łatwo:) Bądźcie z Asią
            silne, bo ja już sobie mogę ryczeć i chwilowo odpuścić. Jednak
            postaram się zebrać w sobie, bo Tata by mi nie darował takiego
            popadania w depechę, to wiem.
            • tunia03 Re: Drob.rak płuc z przerzutami na wątrobę,kości, 26.08.07, 21:47
              Juz uplynelo 6 tyg.odkad moj "Kochany" odszedl i nie czuje wiecej bolu. W
              kazdym Waszym poscie szukam tego,co przezylam ja moj Kochany.
              Nasza "droga meki" juz dobiegla kresu. Teraz ja czekam kiedy dobiegnie moj czas
              bym mogla znowu z Kochanym sie polaczyc.

              Zostane dalej z Wami, bede po cichu trzymala kciuki za Wasza Walke z
              przeciwnosciami losu, z choroba i ze slabosciami.

              Zostaly mi leki po Kochanym - moze kogos z Was to zainteresuje.
              Bede w przyszlym tygodniu w Polsce.
              Zycze wszystkim duzo sil.
              • merosia Re: Drob.rak płuc z przerzutami na wątrobę,kości, 26.08.07, 22:14
                Tuniu03, czytałam jakiś czas temu Twoje posty, bardzo Ci współczuję.
                Mam nadzieję, że pozbieramy się jakoś, i Ty, i ja, i inni, których
                bliscy już odeszli. Musimy się jakoś trzymać, dla Tych, którzy
                patrzą teraz na nas z góry. Chociaż bardzo jest ciężko...

                A za wciąż walczących też trzymam kciuki.
                • tunia03 Re: Estelko...... 09.09.07, 18:23
                  Czy napewno mialas pozytek z tych lekarstw?????
                  Bede wracala we wtorek przez Czluchow, to to piekne miasteczko
                  pozdrowie, wiedzac o
                  tym ze tam mieszkasz (mieszka tam tez moj braciszek)

                  I jakby jakas pomoc byla potrzebna Estelko, Mazuniu i wszyscy
                  inni....to jestem z Wami, mimo ze moj Tobias juz odszedl. Mam
                  wrazenie jednak, ze dzieki Wam mam z nim jakis kontakt. Dziwne to
                  myslenie, ale tak to odczuwam - Pa..............i do uslyszenia z
                  Niemiec.
                  • dusialodz Re: zapalenie oskrzeli 13.09.07, 09:12
                    Witam. Dla przypomnienia: moja mama ma drobnokomórkowego raka płuc,
                    jest po 6 cyklach chemii i 30 naświetlaniach. Ostatnio na wyniku
                    miała całkowitą regresję guza ale to było kilka miesięcy temu. Od
                    jakiegoś czasu ma dziwny kaszel i jak się okazało ma zapalenie
                    oskrzeli. Dostała antybiotyk. TK będzie miała pewnie za miesiąc.
                    Powiedzcie proszę czy domagać się wcześniej jakiś badań czy
                    cierpliwie czekać? Czym może grozić zapalenie oskrzeli przy tej
                    chorobie? Może ma przerzuty?
                    • ajkaa2 Re: zapalenie oskrzeli 13.09.07, 15:06
                      ...miesiąc to bardzo długo ,a w drobnokomórkowym wszystko niestety
                      szybko postępuje.
                      Mój tato miał przerzut do kości , chociaż 2 tyg wcześniej kości
                      były czyste. wiem ze w tym raku trzeba się spieszyć . Pozdrawiam i
                      trzymajcie się mocno . Asia
                  • tunia03 Re: Estelko...... 15.09.07, 22:00
                    Estelko przepraszam za ten Czluchow - mialam tam sprawe -dlatego
                    wypchnal z mysli Twoj ukochany Walcz.
                    Bardzo przepraszam.
                    Jako rodowita Chojniczanka, licze na Twoja wyrozumialosc.

                    A wszystkim - wiele wytrwalosci i wyrozumialosci.
    • juzziss Re: Drob.rak płuc z przerzutami na wątrobę,kości, 16.02.08, 15:23
      Ajko,co u Ciebie słychać?jak z Twoim tatą?
      Mój teść też zaczyna walkę..od 19-tego lutego ma mieć sesję chemii.
      Ma niedrobnokomórkowego raka płuc z przerzutami do wątroby i węzłów
      chłonnych.Oprócz tego wyczytałam na wypisie ze szpitala,że w
      oskrzelach zdiagnozowano drobnokomórkowego raka,czy ktos
      słyszał,żeby występowały dwa rodzaje raka?
      Tak bardzo się boimy co to będzie?jak zareaguje na chemię?
      Pozdrawiam wszystkich

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka