Dodaj do ulubionych

Wodobrzusze nowotworowe....

13.09.07, 22:06
rak żoładka , nieoperacyjny po chemii i radio (paliatywnie) to w
skrócie historia choroby mojej mamy...
Teraz nęka nas wodobrzusze...na ostatnim USG było tego tylko
trochę...(sierpień) teraz się uzbierało...
mama miała problemy z oddychaniem, jedzeniem i zaczęły puchnąc nogi,
nie mogła oddać normalnie moczu (jakby siąpiło)...W poniedziałek
ściągnięto jej wodę (3,5 litra).Była olbrzymia ulga-lepsze jedzenie
komfort itp.
Dzisiaj jest czwartek i brzuch znowu sie powiekszył..jest duży jak
przed odbarczaniem.
Czy to możliwe aby tak szybko płyn "wracał"?
Jak czesto można odbarczać? Czy to naprawdę prawda ze taki stan
zwiastuje stan terminalny i może to potrwać ok 1-4 m-cy i koniec?
Proszę napiszcie....
Aneta

Madrek ,kati5k i reszta kochanych moich "żołądkowych" przepraszam
za milczenie...nawał pracy i obowiązków...a u mnie jak wyzej
napisałam...za Was trzymam kciuki! Całuski.A.
Obserwuj wątek
    • mardula Re: Wodobrzusze nowotworowe.... 16.09.07, 14:02
      witaj Anata-naw3et nie morzesz tak myśleć choć na pewno jest ci ciężko jeszcze
      kilka dni temu to ja się bałam że z moją ciocią .... bo te bóle nie do
      zniesienia bo te guzy na szyi okropne i bolesne ta grzybica ido tego nie
      możność przełknięcia kęsa jedzenia a więc co za tym idzie ogromne osłabienie i
      spadek wagi ale...od wczoraj ciocia jest w domu po kolejnej chemi tym razem
      słabszej nie ma mdłości niema tych cholernych boleści mowi że czuje sie lepiej
      wierze że dla twojej mamusi znów zaświeci słoneczko choć najpierw trzeba
      pokonać te ciężkie chmury -pozdrawiam mardula
    • madrek76 Re: Wodobrzusze nowotworowe.... 16.09.07, 19:00
      Witaj ANetko, wiem ze to dla Was trudne chwile, ale musisz wierzyc
      ze ten stan sie cofnie, ze Twoja mama poczuje sie lepiej! Jestem z
      Toba myslami i całym sercem modlę się by stan Twojej Mamy sie
      poprawił!!! Trzymaj sie cieplutko i wierz :-) Wiara czyni cuda i
      tegosie trzymajmy!
      • attenna11 Re: Wodobrzusze nowotworowe.... 17.09.07, 20:19
        Dziękuje Wam kochani...
        Niestety stan jako taki idzie raczej w tym gorszym kierunku. Dziś
        tydzień od odbarczenia i znowu brzuch jest duzy...nogi puchną, jedna
        strasznie boli. Mama większośc czasu lezy. Pojawił się problem z
        cukrem, odkąd mama ma to paskudztwo cukier sie unormował i był w
        normie nawet nie brała mama tabletek i dzisiaj sennośc, pragnienie i
        mierzenie codzienne cukru...przeszło 300...
        W środę wizyta u radioterapeuty...kontrola po
        naswietlaniach...napiszę jak będzie po.
        Raz jeszcze dziękuję za wsparcie.
        Aneta
        • barbara_arciuch Re: Wodobrzusze nowotworowe.... 18.09.07, 16:00
          Anetko nie poddawaj się i nie pozwól by poddała się twoja mama.Ztym cholerstwem tylko tak można wygrać ,zawsze jest nadzieja gdy serce bije.Rozumiem że jest ciężko,mi w takich chwilach bardzo pomaga "rozmowa z BOGIEM" nie jest to klepanie regółek ale rozmowa jak z najlepszym przyjacielem .Ja ufam bezgranicznie i jak do tej pory się nie zawiodłam ,a po takiej rozmowie czuje zawsze bardzo przyjemny wewnętrzny spokój który udziela się innym.Pozdrawiam bardzo gorąco
      • attenna11 Re: czy się zbliżamy? 21.09.07, 22:33
        W środę wizyta kontrolna po radio...mama bardzo źle zniosła podróż,
        od dwóch dni prawie nie wstawała z łóżka. Brzuch się powiększył,
        mimo że odbarczanie było 10 wrzesnia. Ma bardzo spuchnięte nogi.
        Samopoczucie bardzo złe. Zlecono wykonanie morfologii , poziomu
        glukozy (znowu po roku odezwał sie cukier-ponad 300...po kilku
        godzinach spadaja do 50...) itp....wyniki straszne silna anemizacja
        i w czwartek pojawiają się krwawe wymioty (czysta krew). Decyzja
        lekarza onkologa o natychmiatowym przewiezieniu do najbliższego
        szpitala. Mama jest tam od wczoraj. Dzisiaj rozmawiałam z lekarzem :
        ( mamy się przygotowac na najgorsze...chociaż nie wiadomo jak
        długo...raczysko jest wszędzie. Podano krew ( z tego co powiedział
        lekarz na niewiele to się zda bo nowotwór dosłownie wszystko
        pożera...), uzupełniono poziom elektrolitów. Mama ma problemy z
        siedzeniem i chodzeniem ...nawet przewracanie się na bok jest
        bolesne. Lekarka zasugerowała, że może lepiej byłoby aby mama nie
        była tak do końca świadoma tego co się dzieje (????). Kiedy na nia
        patrze nic nie widzę...poza tym że bardzo schudła i ma wielki
        brzuch...mają znowu odbarczać albo załozyc dren.
        Powiedziano mi, że prawdopodobnie nastąpiło krwawienie do przewodu
        pokarmowego i może się zdazyć tak że mama nagle "chlusnie "krwią....
        i będzie.... :(
        Teraz liczy się tylko poprawa konfortu, leczenie
        przeciwbólowe...sama nie wiem jak pomóc mamie z tymi nogami...stopy
        wyglądają strasznie..przeguby są tak nabrzmiałe jakby skóra w tym
        miejscu miala za chwilę peknąć...
        Czym to smarować? Leki moczopędne nie pomagają...może jakies domowe
        sposoby...aby nie bolało...
        Bardzo się boję...
        • madrek76 Re: czy się zbliżamy? 21.09.07, 22:50
          Anetko bardzo mi przykro, ze to sie toczy w taka strone,choc trzeba
          wierzyć, że to jeszcze nie ten moment...Póki co chyba faktycznie
          skupic sie na tym by Twoja mama nie czuła bólu!!! Załuje ze nie moge
          podpowiedzieć jak pomóc w sprawie opuchlizny nóg, zawsze mi mówiono
          ze to problem w nerkach, ale jak piszesz nie działaja leki
          moczopedne...:-( Modle sie za Was, a Ty musisz byc silna!
        • kati5k Re: czy się zbliżamy? 24.09.07, 11:27
          Droga Anetko
          Tak mi niezmiernie przykro... Nie wiem co Ci napisać Jak mogę Ci
          pomóc? Mimo wszystko musisz być dzielna, choć to napewno bardzo
          trudne Zadbaj o to, żeby Twoja mamusia nie cierpiała zresztą sama
          najlepiej wiesz co masz robić.
          Przepraszam, że długo się nie odzywałam multum pracy i przez to
          wszystko narobiło się trochę zaległości, ale już nadrobiłam i jestem
          z powrotem. U mnie chyba idzie też ku złemu. Ostatnio zauważyłam, że
          mamie nabrzmiał brzuch. Jest twardy i jakby spuchnięty.Chociaż nie
          schudła nie wiem co to jest. Robię jej codziennie zastrzyki clexane
          jakoś tak to się nazywa od zakrzepów i właśnie nie wiem czy to
          skrzepy krwi czy zbierająca się woda. Jutro jedziemy na kolejną
          chemię to sie dowiem. Mama jest dopiero 4 miesiąc od diagnozy. Tak
          się boję.
          Trzymaj się dzielnie nic nam innego nie pozostało Razem musimy jakoś
          przez to przejść!
      • barbara_arciuch Re: czy się zbliżamy? 22.09.07, 17:17
        Aneta trzymaj się, bo co innego mogę ci w tych strasznych chwilach powiedziec.Mam tylko nadzieję że nie jesteś sama ,że jest ktoś ci pomoże przez to przejść.Nadal walcz o mamę ,jakie i ile podawali mamie leki moczopędne że podobno nie działają .Zrób co będziesz mogła i bądż przy mamie ,będzie się czuła bezpiecznie.Jestem z Tobą myślami i modle się ze was
        • kinga2044 Re: czy się zbliżamy? 24.09.07, 14:40
          Przepraszam że się wtrącam, ale zainteresował mnie wątek problemów z
          nerkami. U mojej mamy w trakcie zapalenia płuc pojawił sie podobny
          problem: nabrzmiale nogi, woda zalewała płuca itd. Leki moczopędne
          nie pomagały, stan dramatycznie sie pogarszał.Naszym wybawieniem
          stał się wywar z korzenia pietruszki - po 2 dniach ilość oddawanego
          moczu znacznie się zwiekszyła i problem ustąpił. Nie wierzę że był
          to zbieg okoliczności, pietruszka ma silne działanie moczopędne.
          Nie wiem czy nie ma u Was przeciwskazań medycznych żeby pić taki
          wywar, nie wiem czy pomoże ale może warto spróbować....
          Życzę dużo sił i nadziei.
      • attenna11 Re: czy się zbliżamy? 24.09.07, 21:49
        Mama w domu. po dwóch dawkach krwi, kroplówkach jest lepiej :)
        samopoczucie dużo lepsze. Wiem że to błedne koło...jak powiedziala
        lekarka nie wiadomo jak długo i to co dostała (krew)
        zostanie "pożarte". Mama ma nadzieję, my tego spokoju nie burzymy...
        Nogi nadal spuchniete....może to tylko sugestia ale po
        masażu..mamusia twierdzi że jest lepiej...chodzi trochę do domu.
        drugi raz wody nie ściagali, brzuch po lekach moczopednych jakby
        mniejszy. teraz powtarzam tylko aby nie było gorzej :)
        Cieszę się,że jest, łyka z bólem , je wolno ale to duzo w porównaniu
        z tym co było.
        Co bedzie, a to juz raczy Bóg wiedziec i chyba tylko on wie ile nam
        da....mam nadzieje że czasu wystarczy aby się soba nacieszyc.
        Dziękuję za wsparcie i pozdrawiam i sciskam Was tutaj nie
        tylko "zoładkowców"ale i tych którzy niosą dobre słowo i wsparcie.
        raz jeszcze dziekuję. Badzcie tak po prostu bądzcie. :)
        Aneta
        • madrek76 Re: czy się zbliżamy? 24.09.07, 22:16
          Anetko, tak bardzo sie ciesze, ze jest choc troche lepiej! Wiem ze
          to błedne koło,ze podana krew odzywia tez raka, ale Wam daje
          mozliwosc bycia z mama a mamie by poczuła sie lepiej, lzej a to juz
          cos! Miejmy nadzieje, ze to paskudztwo tak szybko nie
          bedzie "pożerało"! Trzymaj sie cieplutenko Anetko! A ja zawsze modle
          sie za Was i Wasze rodziny oby nie brakowało sił w momentach takich
          prób jak Ty Anetko przechodziłaś ostatnio!!!
        • matix662 Re: czy się zbliżamy? 12.06.08, 08:59
          Witam mój tata w 2006 miał wycięty kawałek jelita grubego a na wypisie napisane
          guz kątnicy z przerzutami . Teraz doszło wodobrzusze prawa noga spuchnięta brak
          apetytu i szybko się męczy. Z dnia na dzień marnieje w oczach jest pod opieką
          hospicjum dostał plastry,płakać sie chce jak na to patrze. kręgosłup nie boli
          tylko ten brzuch ,rano w miarę dobry a wieczorem sie powiększa .Pozdrawiam
          • attenna11 Re: czy się zbliżamy? 12.06.08, 21:11
            Mojej mamie siągnieto wodę z brzucha...Pojawienie się wodobrzusza
            nie jest czynnikiem dobrze rokującym . Pomogło na tyle że ułatwiło
            oddychanie imama się tak nie męczyla. Zycze aby było dobrze.
            Pozdrawiam.
        • attenna11 Re: ...aneta odezwij sie co u mamusi 27.09.07, 21:11
          Jakoś trudno mi się zebrać aby coś napisać....mimo, że czytam to
          forum codziennie...
          Mamę w poniedziałek wypisano ze szpitala.Wyniki krwi po podaniu
          dwóch jednostek poprawiły się , nie odbarczano mamy.
          W poniedziałek było dobrze.A potem lawinowo z dnia na dzień jest
          gorzej. Niby nie boli,ale mama bardzo słaba dzisiaj nie wstała wcale
          z łożka. Psychicznie też strasznie. Ma bardzo spuchnięte nogi, mimo
          leków moczopędnych, mocz jest ok a nogi jak banie...stopy i góra
          uda. Teraz jeszcze na udach ale z tyłu mamie zrobiło sie cos czego
          nawet nie umiem nazwać. Sa to jakby potówki ale bardzo czerwone
          zakończone strupkami(jakby ktos niedawno to drapal do krwi)...bolą
          jeśli mama siada. w dotyku sa suche i takie jakby twarde- ma sie
          uczucie dotykając że skóra zaraz pęknie.Pojawily się obrzeki jakby
          pęcherze w jamie ustnej na podniebieniu.Jak klocki domina wszystko
          się przewraca, psuje...
          Jest źle...jestem zmęczona ...mama cierpi...i każdego dnia modlę się
          aby chociaż nie cierpiala...to tak niewiele...
          Boję się....tak bardzo się boje...
          A.
          • natka81 Re: ...aneta odezwij sie co u mamusi 27.09.07, 21:19
            Witaj, śledzę historię Twojej mamy, modlę się, musisz być silna choć
            to pierońsko trudne jest. JA gdy mój tata umierał na raka trzustki
            choć widziałam jak jest źle i rozum mówił, że już nic nie pomoże, że
            to koniec, ciągle w sercu miałam nadzieję, na poprawę, wyleczenie
            cud i dzisiaj z perspektywy czasu uważam, że ona dała mi siłę.
            Widząc go na par minut przed śmiercią wyniszczonego i umęczonego
            chorobą myslałam, że będzie dobrze. Wolałabym abyśmy nie znały tego
            bulu... Jestem z Tobą.
          • madrek76 Re: ...aneta odezwij sie co u mamusi 27.09.07, 21:45
            Czytam Twoje słowa i jest mi bardzo smutno, od poczatku jak tu
            zawitałam w marcu stałaś sie takim moim punktem odniesienia, bo ten
            sam problem ten sam rak i teraz gdy czytam,ze stan sie pogarsza
            zdaje sobie sprawe jak jest to bardzo trudne dla Ciebie i
            najblizszych. Modle sie o siły dla Twojej mamy i dla Was wierząc ze
            to jeszcze nie ten moment! Anetko badz dzielna!!!
            • binucha Re: ...aneta odezwij sie co u mamusi 27.09.07, 23:21
              Anetko, może mama dostała półpaśca? Moja mama miała kiedyś półpaśca, to właśnie
              były to czerwone krostki z płynem na czubku,a potem z tego zrobiły się
              strupki.Może przysypywać to jakimś bakteriobójczym pudrem, a najlepiej jak
              lekarz zobaczy.A może to są jakieś potówki od leżenia?

              Wiem z doświadczenia, że nie ma ratunku na te spuchnięte nogi. Furosemid nie
              pomaga, a tylko to można podawać w gruncie rzeczy.

              Jedyne co mogę Ci poradzić z perspektywy czasu, to rozmawiaj z mamą ile się da,
              nie strać żadnej chwili i jeśli mama chce żeby z nią rozmawiać o śmierci i sama
              ten temat zaczyna, chcąc jeszcze wyrazić swoje zdanie na jakiś temat czy
              uporządkować jakieś sprawy, to wysłuchaj jej , zaciśnij żeby i porozmawiaj z nią
              o tym, jeśli ona tego chce i widać, że ma taką potrzebę.
              Trzymaj się, bo nic innego nie umiem napisać.
              • mardula Re: ...aneta odezwij sie co u mamusi 28.09.07, 11:31
                Aneta przepraszam cię ja w takiej sytuacji chyba nie powinnam pytać cię o nic
                tylko czekać aż bedziesz miała siły i chęć pisać -dziewczyny nigdy was nie
                widziałam a przez to że mamy ten sam problem czyje jakąś więż i troske więc jak
                popełniam jakiś nietakt to mi wybaczcie .Aneta modlę się o ciebie imame osiły i
                wiare pa marta
                • attenna11 Re: ...aneta odezwij sie co u mamusi 28.09.07, 23:55
                  Marduko...pytaj to mnie mobilizuje aby cos napisać...mimo że jestem
                  zmeczona ale jest to w pewnym sensie odskocznią od trosk dnia
                  codziennego...
                  Dzisiaj nieco lepiej...mama wiecej wstawała ale nogi wyglądaja
                  strasznie ta opuchlizna jest coraz wieksza.
                  Nie jest to raczej półpasiec jeśli chodzi o "chrostki".
                  Z jedzeniem nie najlepiej...cięzko wchodzi i sprawia ból.
                  Jakos funkcjonujemy, z łzami mamy i naszymi ukrytymi kiedy patrzę i
                  widze że fizycznie nie mogę juz pomóc i chyba nikt nie może.
                  Pojawiły sie problemy z jamą ustną, opuchnieta i jakby bąble, sachol
                  trochę pomaga i przynosi ulgę...
                  Ciesze się że przynajniej u was jest lepiej.
                  Pozdrawiam Was dziewczyny :)
                  Dziekuje
                  A.
                  • mercia24 Re: ...aneta odezwij sie co u mamusi 29.09.07, 10:38
                    Attenna czy próbowałaś może smarować mamie jamę ustną płynem dentosept? jest to
                    wyciąg z różnych ziół i ma działanie znieczulające, moim zdaniem jest to lepsze
                    niż sachol, wypróbowałam na sobie przy różnych dolegliwościach. Pozdrawiam i
                    trzymaj się.
                    Pati
                  • gontcha Re: ...aneta odezwij sie co u mamusi 29.09.07, 22:46
                    Aneta,

                    Widzę, że masz teraz istną huśtawkę...Dzień lepiej, dzień gorzej.

                    Z puchnącymi nogami cięzko poradzić cokolwiek. Może jakąś maść
                    łagodzącą chociaż te napięcie skóry, czy poprawiająca krążenie
                    trochę?
                    A lody łagodzą podrażnienia jamy ustnej trochę. Nawet possanie
                    zwykłej kostki zamrożonej wody.

                    Trzymaj się Kochana i bądź dzielna - dla Mamy i dla siebie.

                    Pozdrawiam cieplutko,
                    Anka
                    • attenna11 Re: ...aneta odezwij sie co u mamusi 30.09.07, 12:24
                      Tak Aniu...huśtawka...tylko niestety coraz bardziej w jedna
                      stronę.Wczoraj mama wcale nie wstawała.Opuchlizna sie powiększa.
                      Masujemy stopu Lotionem 1000 ale pomaga tylko na chwilę i chyba
                      bardziej psychicznie, uda (bo na nich pojawiły sie dziwne "krostki"
                      smarujemy alantanem i to pomaga :)
                      Wczoraj miałam pierwszą bardzo cięzką rozmowę na temat śmierci -z
                      mamą. Jeszcze niedawno chciałam aby sama zaczęła a teraz jak jest
                      już po nie wiedziałam , że to takie trudne dla mnie i jedynie mogę
                      sobie wyobrazić co ona musiała przezywać.
                      Popłakałysmy sobie i cięzko mi pisac bo jestem dorosła kobietą ale
                      poprosiłam aby mnie przytuliła ja zrobiłam to samo...coś czego
                      bardzo dawno tak spontanicznie nie robiłam, mimo że mam z mamą
                      bardzo dobry kontakt i chyba tylko ona wie o mnie to czego nie
                      wiedzą koleżanki-ot po prostu najlepsza przyjaciółka.
                      Przeciez przytula sie małe dzieci...a dorośli chyba tylko przy
                      składaniu zyczeń...
                      Nawet nie wiesz jak bardzo mi tego brakowało
                      Kiedy powiedziąłm jak bardzo ją kocham powiedział tylko, że
                      wie...zawsze wiedziała...
                      Nie wiem ile zostało...ale wykorzystam ten czas.
                      Mama praktycznie jest cała opuchnięta od brzucha w dół. Brzuch jest
                      bardzo duży, niestety wiem , ze to nie jest woda-wtedy kiedy była
                      wyglądał inaczej-lekarz powiedział że to zmiany chorobowe.
                      Dziękuję za słowa wsparcia-one są bardzo potrzebne.
                      Dziekuję Wam.
                      Aneta
                      • marianna72 Re: ...aneta odezwij sie co u mamusi 30.09.07, 19:43
                        Trzymaj sie. Te rozmowy to latwe sa chyba tylko na filmach.Mi zawsze
                        sie wydawalo ,ze stane na wysokosci zadania a jak doszlo do rozmowy
                        nic nie bylo tak jak myslalam.
                        Coz napisac, wykorzystaj najlepiej ten czas jaki Wam pozostal ja
                        wielu rzeczy nie powiedzialam nie zrobilam i troche
                        zaluje.pozdrawiam mocno
                      • madrek76 Re: ...aneta odezwij sie co u mamusi 01.10.07, 09:37
                        Anetko,czytałam ten wpis i łzy same mi płyneły z oczu...zdaje sobie
                        sprawe jakie to trudne moment, rozmowy, jak trudno patrzec na osobe
                        bliska, ze swiadomościa ze odejdzie...mimo,ze kazdyz nas wie,ze
                        przyjdzie moment odejscia to kazdy z Nas chce by ten moment anstapił
                        jak najpóźniej i nie wiązał sie z bólem,cierpieniem. Masz racje nikt
                        z nas nie wie ile czasu pozostało wiec bądź przy mamie,wspieraj i
                        sama badź dzielna!!! Ciagle mam nadzieje, ze to jeszcze sie
                        cofnie,ze to skutek nasietlań i ze stan Twojej mamy poprawi sie
                        jeszcze! Modle sie za Was! Trzymaj sie cieplutko!!!
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka