Opowiem dwie historie - oto druga

10.10.07, 12:40
Chciałabym opowiedzieć o mojej jedynej przyjaciółce. Otóż w zeszłym
roku we wrześniu przyjmowała się do pracy. Musiała też zrobić szereg
badań, między innymi RTG płuc (z opisem). Po zrobieniu wszystkich
wymaganych badań zgłosiła się do lekarza z medycyny pracy, z którym
jej przyszły zakład pracy miał podpisaną umowę. Lekarz wydał zgodę
na podjęcie pracy, a na pytanie, czy płuca są w porządku
(przyjaciółka paliła, więc chciała się upewnić) - odpowiedział, że
wszystko w porządku. W listopadzie ur. zaczęły ją boleć plecy i
rozpocząła swoją "pielgrzymkę" po lekarzach rodzinnych. Diagnoza
brzmiała: "jest pani przeziębiona". Przyjaciółka prosiła o
skierowanie na RTG płuc, ponieważ ból nie przechodził, a wręcz się
nasilał.Skierowania jednak nie dano jej, tłumacząc się, że jest
koniec roku i przychodnia musi oszczędzać. W końcu na początku
stycznia tego roku pani doktor łaskawie dała jej skierowanie. Wynik
miał być po tygodniu, ale już na drugi dzień po RTG pielęgniarka z
przychodni przyszła do koleżanki do domu z informacją, że
natychmiast ma się zgłosić do przychodni. Zdjęcie RTG wykazało
zmianę na jednym płucu 8/10cm. Potem zaczęły się szpitale i badania
potwierdzające, że jest to nowotwór złośliwy. Koleżanka mówiła, że
we wrześniu ur. miała zrobiony RTG płuc wraz z opisem i że lekarz
powiedział, że wszystko w porządku. Kazano jej więc przynieść z
tamtej przychodni zdjęcie wraz z opisem i okazał się, że w opisie
jest zapis, że na płucu ma zmianę 3/5cm. Gdzie więc był ten lekarz z
medycyny pracy, który nie tylko nie raczył oglądnąć zdjęcia ale
również nie przeczytał opisu. Teraz przyjaciółka jest po 5 chemiach
i po 5 lampach. Choroba dalej postępuje, są przerzuty do mózgu, guzy
robią się na całym ciele. Ponieważ jest ucisk na mózg, przyjaciółka
ma ataki padaczki (złagodzone przez przyjmowane leki), ma problemy z
chodzeniem (jeździ na wózku), a przy tym okropnie cierpi. Prosi,
abym modliła się o jej szybką śmierć... Ma tylko 42 lata
    • nestill Re: Opowiem dwie historie - oto druga 11.10.07, 22:08
      Przeczytałam obie smutne historie... Twój mąż miał tyle lat, ile ja
      teraz... Jak mawia moja mama, każdy lekarz ma swój cmentarz.
      Tragiczne. Wszechobecna niekompetencja. Mój tata leczył się 2 bite
      miesiące na "zapalenie oskrzeli", które okazało się być
      zaawansowanym rakiem niedrobnokomórkowym śródpiersia. Wykonane w tym
      czasie 2 zdjęcia RTG niby nic nie wykazały... Jednak kiedy później,
      w trakcie radioterapii wykonano kontrolne RTG, w opisie powoływano
      się na te robione przed diagnozą, porównując zmiany... Czyli-
      wiadomo. Mojego taty i tak by nie uratowano, ale diagnoza
      wcześniejsza o miesiąc zpobiegłaby cierpieniu, w jakim tata trafił
      wówczas do szpitala... Przez pół roku taty choroby mieliśmy kontakt
      z różnymi lekarzami. Fachowcami, z sercem, ale i z bezczelnymi
      typami, którym wydaje się, że dyplom AM to już Nobel...
      • annajolanta Re: do Nestill 12.10.07, 10:45
        Przykro mi z powodu Twojego taty. Wiem, co czułaś, patrząc na jego
        cierpienie. Mój mąż cierpiał tylko 3 tygodnie, natomiast koleżanka
        żyje od stycznia z wyrokiem śmierci. Jest coraz gorzej, plastry z
        morfiną, zastrzyki i tabletki już nie pomagają. Prosi Boga o
        śmierć.A w lekarzy to ja już nie wierzę. Podobno ich błędy "kryje
        ziemia". Pozdrawiam.
    • agnieszka_40 Re: Opowiem dwie historie - oto druga 12.10.07, 13:47
      Czytając twój post to już sama zaczynam wątpić,że to czy ktoś ma
      szansę przeżycia to zależy od Boga czy naprawdę tylko od lekarza.
      Identyczną sytację ma moj szwagier-rak płuc złośiwy z przerzutem do
      kości.Diagnoza w Płocku-nnie da sie nic z tym zrobić.
      Ale pojechali do Warszawy do profesora który operował Religę(nie
      pamietam nazwiska).Profesor przewidział go do operacji wycieli jedno
      płuco 3 żebra i jeszcze jakies kości.SZWagier jest po chemii i w
      przyszłym tygodniu jedzie do Warszawy na lampy na 30 dni.
      On dostał szansę na przeżycie.
      A teraz ja mam ogromnego doła ,bo ja nie podjęłam takiej decyzji
      odnośnie mojej mamy,kiedy po pierwszych wycinkach czerniaka nie
      podjęto w Płocku żadnego leczenia.
      Dzis jest zbyt pozno na wszystko.
      szczegóły mozesz przeczytać w moim posćie o raku jelita cienkiego
      mojej mamy.
      Twoja przyjaciółka ma dokładnie tyle lat co ja i jest mi tym
      bardziej przykro bo jest to wiek wspaniałego życia.
      To jest tragedia ludzkiego życia.
      pozdrawiam
      • annajolanta Re: do Agnieszki 12.10.07, 18:29
        Moja przyjaciółka była również w Warszawie i zobacz co za zbieg przypadków, bo
        ona także była u tego samego profesora, który operował naszego ministra.
        Profesor widząc jednak wyniki badań ze stycznia, zapytał wprost, dlaczego nie
        przyjechała do niego we wrześniu, kiedy zmiana była mała. Przyjaciółka
        odpowiedziała, że ona po prostu nic nie wiedziała we wrześniu , że ma raka,
        ponieważ lekarz z medycyny pracy nie raczył odczytać wyników. Pan profesor na
        zakończenie dodał, że w takiej sytuacji nie można operować, a decyzję o
        ewentualnej operacji można podjąć po chemii. Przyjaciółka po tej wizycie
        wiedziała już, że to wyrok i że ma niewielkie szanse. Teraz, gdy ma odchowane
        dzieci i w końcu mogłaby normalnie żyć. Pozdrawiam
        • agnieszka_40 Re: do Agnieszki 14.10.07, 11:07
          NIc więcej nie mogę napisać-tylko to,że serce ściska.
    • goscyk Re: Opowiem dwie historie - oto druga 13.10.07, 17:59
      Mój tata w 2004 raku miał nowtwór wyrostka robaczkowego od tego
      momentu był pod kontrola onkologa.Na poczatku lipca był u niego po
      raz ostatni zgłaszał mu że bolą go okolice tego miejsca gdzie miał
      operacje lekarz stwierdził zrosty pooperacyje,a 17 lipca wylądował
      na stole operacyjnym z nowotworem 3na 4cm.udalismy sie do giwic tam
      przeciagali sprawe az do teraz by wkoncu spowrotem nas odesłac do
      bytomia bo powiedzieli ze oni hemie mają dopiero na grudzień.Mija 4
      m-ce a tata nadal nie jest leczony
      .Ręce opadają
      • annajolanta Re: do Goscyk 14.10.07, 09:03
        Tak niestety działa nasza służba zdrowia.Trzeba mieć albo znajomości, albo
        pieniądze. Byłam w Gliwicach na onkologii więc wiem, jak tam jest. Chorzy
        traktowani są przedmiotowo, czeka się w kolejkach od rana do wieczora, a jak się
        człowiek chce o coś zapytać, to mówią proszę usiąść i czekać. Gdzież jest ta
        obiecana reforma służby zdrowia?
    • eremka Re: 13 lat temu... 13.10.07, 23:02
      moj tato cale lato leczyl się z przeziebienia...tony antybiotykow i
      innych gowien..jak zaczal pluc krwia, dostal skierowanie na
      przeswietlenie... RAK DROBNOKOMORKOWY...dostal chemie, po drugim
      kursie zmarl... mial 55 lat...
      w szpitalu zrobili nam awanture, jak mozna bylo dopuscic, zeby rak
      sie tak rozwinal...

      teraz choruje moja mama...już rok sie trzyma...niedrobnokomórkowy
      rak pluc i przezrzut do mozgu...miala 68 lat jak zdiagnozowano...juz
      wtedy polozyli na niej lachę...

      choroba ...rak czy inna to nie jest najgorsze, co moze nas
      spotkac...najgorsze, co nas spotyka to opieka tzw. lekarska...
      ich obojetnosc, bezdusznosc, a czasami zwykle chamstwo potrafia
      zlamac niejednego, ktory chciał walczyć z chorobą...

      teraz mama jest pod opieka hospicjum domowego...pierwszy lekarz dr
      Matuszyk odmowil wspólpracy, kiedy zapytałam, czy moze dac mamie
      kroplowke, zeby zmienijszyc obrzek...
      to było 4 tygodnie temu...teraz mamą sie "OPIEKUJE" doktor
      • eremka Re: Jakubowski, ktorego... 13.10.07, 23:11
        ...nie bylo od 2 tygodni...łaskawca daje znac przez pielegniarke, ze
        bedzie miedzy 15.00 a 20.00 wiec zwalniam sie z roboty i siedze
        kamieniem u matki, bo ten mily pojawia sie, i nawet nie zadzwoni, ze
        go nie bedzie...totalna olewka lekcewazenie
        • annajolanta Re: do Eremka 14.10.07, 09:09
          Właśnie od lekarzy i pielęgniarek - osób które podobno wybrały ten zawód z
          powołania, człowiek oczekuje pomocy, zrozumienia i właściwego podejścia do
          chorego. Często jednak zarówno chory, jak i jego rodzina są lekceważeni.
          Zdarzają się oczywiście i wśród nich ludzie uczciwi ale chyba jest ich
          niewielu. Sami ich rozpuściliśmy, nosząc do szpitali koniaki, kawy, słodycze i
          koperty, uważają się teraz za "Panów" życia.
        • mo.p Re: Jakubowski, ktorego... 16.10.07, 11:37
          Witaj !
          widze że nie tylko moja rodzina zetknęla sie z takimi "lekarzynami"z
          hospicjum domowego, kiedy chorował mój wujek bylo identycznie jak
          Eremko piszesz z tym że jak zadzwonilam do pani doktor to mi
          powiedziala z irytacją w głosie że przecież pani wujek umiera" więc
          o co pani chodzi"no i wtedy nie wytrzymalam i powiedzialm co myśle o
          tej "z powołania pani doktor" miala nawet pretensje gdy pogotowie
          przyjeżdzało, bo i po co, znajomi lekarze i pielęgniarki którzy nam
          pomagali i dzekuje im za to że sa takimi dobrymi ludźmi,chcialam ta
          sprawę zgłosic do dyrekcji szpitala ale wujek prosił zeby dac
          spokój, jak sie czuje pacjent,ktory czeka na lekarza ma nadzieje ze
          ten mu pomoże a lekarz lekceważąco podchodzi i nie przychodzi na
          wyznaczoną wizyte, pozdrawiam Monika
          • annajolanta Re: do mo.p 16.10.07, 13:41
            moja przyjaciółka na początku swojej choroby zastanawiała się, czy
            nie dać sprawy do sądu, ale doszła do wniosku, że może nie zdążyć
            doczekać jej finału...
    • annajolanta Re: Opowiem dwie historie - oto druga 09.11.07, 08:16
      Moja przyjaciółka zmarła w poniedziałek, bardzo cierpiała, a my wraz
      z nią... Nie mogę pogodzić się z tym wszystkim, była przecież młoda,
      tyle jeszcze miała przed sobą, tyle spraw nie załatwionych...
      • mo.p Re: Opowiem dwie historie - oto druga 09.11.07, 08:43
        Witaj Annajolanto!
        bardzo mi przykro z powodu odejścia Twojej przyjaciólki,trzeba byc
        dzielnym,a dla niej jesli tak cierpiała to lepiej że już odeszła,tam
        jest jej juz dobrze nie cierpi,trzymaj sie Monika
      • skibka4 Re: Opowiem dwie historie - oto druga 09.11.07, 10:30
        Śledziłam ten wątek i jest mi bardzo, bardzo przykro ,,,, ona była o
        wiele za młoda żeby umierać ,,,, trzymajcie się jakoś
        Monika
        • annajolanta Re: do mo.p i skibka 12.11.07, 09:05
          Dziękuję za słowa otuchy, ale nie mogę pogodzić się z tym
          wszystkim...
Pełna wersja