Pytanie o Tarcewę inaczej

24.11.07, 11:19
Pisalam juz w watku o grzybicy, ze moja mama zaczela przyjmowac
tarcewe, ale niestety jakies 10 dni temu. Ok. 20 pazdziernika byly
badania kontrolne po innej chemii i pokazaly, ze choroba troche sie
cofnela. Mama czula sie w miare dobrze, chociaz caly czas byl
problem z dusznoscia.
Lekarz prowadzaca odkladala podanie tarcewy najpierw o 2 tygodnie,
potem jescze o ok. tydzien, chociaz mama chciala zaczac go
przyjmowac. Mimo, ze wiem, ze tarcewe trzeba przyjmowac ok miesiaca
lub dwoch, zeby stwierdzic, czy dziala, nie naciskalam, zeby podac
tarcewe natychmiast. Milismy dobre doswiadczenia z lekarz prowadzaca
i to "uspilo" moja czujnosc. Teraz robie sobie wyrzuty, ze trzeba
bylo postapic inaczej i nie moge sie oprzec myslom, ze ta lekarz
odwlekajac podanie tarcewy spisala moja mame na straty.
Mama czuje sie teraz bardzo zle (tylko 3 tygodnie, a roznica
kolosalna!), duza niewydolnosc oddechowa, tlen, kroplowki
wspomagajace, lekarz powiedzial ojcu, ze trzeba sie liczyc z
najgorszym. Mama nie chce brac tarcewy, przedwczoraj przekonalam ja
jeszcze, zeby wziela tabletke, wczoraj widzac jak sie czuje nie
nalegalam i nie wiem czy dobrze zrobilam?
Pełna wersja