Moja mama...

30.11.07, 18:21
Od 12 lat walczymy z nowotworem, dotychczas z powodzeniem wygrywalismy, Mama
jest silna osoba. Tym razem niestety chyba przegramy, lekarze postawili juz na
moja Mame krzyzyk. Nie zgadzam sie z tym! Dlaczego choremu ktory chce zyc,
leczyc sie, tego leczenia sie odmawia??? Przeciez jest mloda kobieta, ma
dopiero 50 lat!!! Lekarz z domowej opieki hospicyjnej jest dziwny, jakis
malokomunikatywny, caly czas mam wrazenie jakby bagatelizowal to co sie z Mama
dzieje. Czy to normalne ze juz nawet chorego nie bada sie zeby miec pewnosc
gdzie pojawil sie przezut? Czy to napewno przezut a nie cos innego???? Nie mam
juz sily.. nie mam pojecia co mam robic. Mama ma wielka wole zycia a ja nie
wyobrazam sobie dalszego zycia bez niej..
    • kortyzol Re: Moja mama... 01.12.07, 16:40
      Napisz coś więcej. Na jaki/jakie/ nowotwór Twoja mama choruje.Bardzo Ci
      współczuję.Bardzo mało napisałaś o samej chorobie więc trudno coś Ci poradzić.
      • elianaa Re: Moja mama... 01.12.07, 20:06
        Mama zachorowala 12 lat temu na nowotwor piersi, miala usunieta piers wraz z
        wezlami chlonnymi, przeszla chemioterapie i przez kilka lat byl spokoj. Po 4
        latach pojawily sie nacieki na kosci w okolicy mostka, byla kolejna chemia i
        znowu wszystko wrocilo do normy. Po dwoch latach pojawil sie kolejny naciek
        nowotworowy na kregoslupie i od tego wlasnie zaczely sie powazniejsze problemy.
        W tej chwili ma 3 ogniska nowotworowe na kregoslupie, naciek nowotworowy na
        czaszce w okolicach skroni oraz zaatakowane lewe nadnercze. W ciagu ostatnich
        dwoch miesiecy jej stan sie drastycznie pogorszyl, Mama w tej chwili juz nie
        chodzi, lekarz leczy ja tylko paliatywnie. Tydzien temu nerki zaczely
        szwankowac, jest bardzo opuchnieta, lekarz stwierdzil niewydolnosc nerek,
        dzisiaj nad ranem musialam wezwac karetke poniewaz mama miala problemy z
        oddychaniem i silne bole w okolicy mostka. Stwierdzono chorobe wiencowa. W tej
        chwili nie jest w stanie oddychac normalnie, lezy non stop pod tlenem,
        praktycznie caly dzien spi, z trudem udalo mi sie wcisnac jej cos do jedzenia,
        ma wysoka temperature. Nie mam juz sily...
        • marika78 Re: Moja mama... 02.12.07, 15:44
          bardzo jest mi przykro, ze Twoja mama jest taka slaba...
          jednoczesnie gratuluje wam, ze az 12 lat udawalo sie wam wygrywac -
          my stoczylismy tylko jeden pojedynek i tato odszedl w rok...
          nie wiem co Ci napisac ale powiem tylko tyle - badz przy mamie i
          spelniaj kazde jej zyczenie, nie pozwol, by ja bolalo, wiem jak to
          jest - serce peka na widok tego cierpienia i czasem lzy same cisna
          sie do oczu...
          co do lekarzy oni maja generalna znieczulice - dla nas jedynymi
          wspolczujacymi byli wlasnie ci z hospicjum domowego wiec jesli ten
          lekarz stamtad wydaje Ci sie dziwny to moze pojdz tam i popros
          innego by przyszedl...
          sciskam Cie bardzo mocno, wiem co czujesz i moge jedynie wspolczuc,
          ze tez to musisz przechodzic
          pozdrawiam cieplo
        • sonja12 Re: Moja mama... 02.12.07, 19:35
          Kochana Elianoo, wiem co teraz przezywasz , nie jest ci łatwo, moja
          mama miała przerzuty na krękosłup, zadne leki nie skutkowały. Mama
          chorowła tylko 4 miesiące, nigdy bym nie pomyslała,że mama tak
          szybko odejdzie.Musisz byc bardzo cierpliwa, mnie może czasem tej
          cierpliwości brakowało, czego bardzo teraz żałuję. Wiem,że łatwo
          radzić, ale nikt nie zrozumie ,kto nie był w takiej sytuacji. Ciesz
          się kazda chwilą spędzoną z mamą, a najgorsze było to,że mamę
          oszukiwałam i mówiłam, że będzie dobrze.A co do lekarzy to brak
          słow , hieny nie ludzie , znieczulica totalna.życzę ci dużo siły, bo
          tego ci potrzeba, cierpliwości i trzymaj się.Pozdrawiam cię
          serdecznie.
Pełna wersja