skąd czerpać wiare?

05.12.07, 10:45
kiedy druga połowa zaczyna wątpić... Wierze, ze bedzie dobrze, ale
jednoczesnie bardzo się boję... tak bardzo, ze nie wiem, co z sobą
zrobić. Chcę by było z nim wszystko w porzadku :(
ak ja mam do tego podchodzic/ jak ja mam go jeszcze wspierac?
jeszcze wahanie mojego "ja" :( beznadziejny bedzie ze mne lekarz
skoro nie potrafię go utwierdzic w przekonaniu, ze wiara pomaga, a
pozytywne podejscie do sprawy daje dobre rezultaty... bo walczyć
trzeba zawsze do samego kkońca...
    • b_a_l_b_i_n_k_a Re: skąd czerpać wiare? 05.12.07, 13:25
      Z tych wszystkich historii zmagań z zaawansowaną chorobą
      nowotworową, które zakończyły się wyleczeniem.
      Bo takie też są... Właśnie mija 5 lat od operacji mojej Mamy i
      wygląda na to że dołączymy do tej grupy.
    • ewelka1308 Re: skąd czerpać wiare? 06.12.07, 14:06
      Twoje wewnętrzne rozterki to zupełnie naturalna rzecz w sytuacji, w
      której się znalazłaś. My wszyscy, których bliscy są tak bardzo
      chorzy tracimy często spokój i siły, wiarę też, bo poruszamy się
      czasem po omacku. Chcemy pomóc, ale nie wiemy jak. Chodzimy od
      lekarza do lekarza, musimy zaufać obcym ludziom, czekamy od badania
      do badania (a czekanie jest straszne bo to strata czasu) i jedyne co
      chcemy usłyszeć to to, że wszystko będzie w porządku. Że znów
      wrócimy do dawnego życia, które może kiedyś wydawało nam się trochę
      nudne, a teraz nawet ta nuda jest bardzo pożądana. Myślę,że nie ma
      sensu twierdzić,że będziesz kiepskim lekarzem, skoro nie umiesz
      przekonać chłopaka do tego, że będzie zdrowy. Bo w tym momencie jest
      bardzo w to zaangażowana, to Twoja bliska osoba, a skoro studiujesz
      medycyne wiele rozumiesz z tego, co się dzieje, z wyników badań. Ale
      w tej chwili jesteś przede wszystkim zakochaną kobietą a nie
      lekarzem, więc głowa do góry. Chociaz rak to ciężka choroba, nie
      musi koniecznie oznaczać śmierć. Ja tak myślę pomimo tego,że moją
      mamę choroba pokonała po 3 miesiącach. Ale znam też wiele osób,
      które to właśnie zwyciężyły chorobę. Również na tym forum jest wiele
      osób, które wygrały tę walkę. Kiedy mama leżała w COI na Ursynowie,
      na tablicy na korytarzu było coś w rodzaju dekalogu dla chorych na
      nowotwory, który podkreślał między innymi, że rak to nie wyrok.
      Muszę przyznac, że dawało mi to dużo nadziei pomimo faktu,że stan
      mamy był ciężki z powodu zaawansowania choroby.
      Jeżeli nie dacie rady psychicznie, może warto zwrócić się o pomoc do
      psychoonkologa.
      Życzę wytrwałości
    • b_a_l_b_i_n_k_a Re: to chyba pomyłka... 06.12.07, 16:50
      marinka to dobry znak :-) nic nie zlikwiduje...
Pełna wersja