anna_sla
31.12.07, 10:51
Na wstępie chciałam się przywitać z Wami, mam na imię Ania, mam 26 lat, jestem
szczęśliwa, mam wspaniałą zdrową rodzinkę.
Chciałam Wam powiedzieć, że jesteście wszyscy bez wyjątku bardzo dzielnymi
ludźmi, zarówno Ci, którzy borykają się z własną chorobą jak i Ci, którzy
stoją blisko osób chorych. Zagłębiłam się w lekturę Waszego forum, zapoznałam
się z historiami Waszego życia, historią Patryka, wszystkie takie chwytające
za serce.. Przykro mi, że dotyka Was takie świństwo, przykro, że w ogóle takie
świństwo jak nowotwór istnieje (i nie tylko).
Kompletnie nie mam pojęcia jak się czuje osoba borykająca się z nowotworem,
wydaje mi się, że nawet w połowie nie jestem w stanie sobie tego wyobrazić.
Pierwszy raz bezpośrednio z nowotworem zetknęłam się podczas choroby mojej
babci, ale byłam zbyt mała aby cokolwiek rozumieć. Zmarła mając 56 lat
(nowotwór jakiegoś narządu przewodu pokarmowego z przerzutami). Drugie
zetknięcie to był taki nagły wstrząs.. śmierć naszego (mojego i mojego męża)
bliskiego kolegi. Był to dość wstydliwy dla niego nowotwór i nikomu zupełnie o
tym nie mówił. Borykał się z tym sam OBOK nas, ukrywał się przed "światem"
kiedy przechodził chemioterapię (żona mówiła, że wyjechał, a on raz w szpitalu
raz w domu był) i dopiero kiedy umarł dotarła do nas wieść o tym. Bardzo to
przeżyłam, napisałam wówczas wiersz, który zaniosłam mu zalaminowany anonimowo
na miejsce pochówku. Dziś widnieje wyryty na jego nagrobku, płakałam kiedy to
zobaczyłam:
"Odpłynąłeś, nie ma Cię już
Płatki róży zmieniają swe oblicza
kolor czerwony nie przypomina już życia
jej kolce
są jak ból jaki po sobie zostawiłeś
zerwałeś nitkę nadziei
delikatnym powiewem wiatru odpłynąłeś
na inną ścieżkę życia
stąpasz po niej dotykiem anioła
bezkresnym
kochamy Cię Tomku bezgraniczną miłością
swą rozkoszną osóbką
tak wiele wniosłeś w nasze życie
że nie sposób Cię zapomnieć
iskierką nadziei będziemy żyć
tęsknotą przyjmować każdy dzień
wyczekując chwili
kiedy znów złączymy się z Tobą"
Dziś z rakiem walczy moja koleżanka. Kilka lat temu zwalczyła raka jelita
grubego, teraz wykryto u niej przerzuty na płuca. Jeszcze pamiętam jak
cieszyła się, że ma dobre wyniki, miała za sobą najważniejsze badania.. a
tydzień później dowiedziałam się od jej męża, że ona jest w szpitalu z
przerzutami. Bardzo chciałabym jej pomóc jakkolwiek, stąd moja obecność na tym
forum. Za kilka dni spotkam się z nią pierwszy raz, kiedy wróci po kolejnej
serii chemii (wcześniej ze względu na wirusówki z jakimi borykaliśmy się w
domu nie mogłam). Chcę się przygotować na tą rozmowę, być może uda mi się
"podesłać" do Was, bo przecież zawsze inaczej rozmawia się z kimś kto
przechodzi to samo..
Trzymajcie się kochani i życzę Wam samych pomyślności w Nowym Roku.