jagna1
28.03.08, 11:03
Witam wszystkich,
.... niestety wyniki biopsji nie wykazały jakie jest źródło raka.
Lekarz powiedział, że jest to niskodojrzały rak, złośliwy,
rozprzestrzeniony mocno i nie ma możliwości określenia z jakiego
organu się wywodzi. Pierwsze podejrzenie - rak nerki jest możliwe,
bo na to wskazują rozległe przeżuty.
zaproponował dwa rozwiązania:
1) zostawić wszystko jak jest - Tata czuje się dobrze więc podawać
mu leki przeciwbólowe i cieszyć się każdym dnie z nim spędzonym,
Na wizycie w CO (22.04) spóbować jeszcze raz poddać Tatę
radioterapii prawego barku, aby przeżut do kości prawej ręki max.
zachamować i uśnieżyć bół, (oczywiście jeżeli lekarz radiolog uzna 2
naświetlenie za dopuszczalne).
2) zrobić badania tomografię, roentgen, morfologię... i skonsultować
wyniki z lekarzem (tym z którym zapoponował te rozwiązania).
Zapewnił nas, że jak będzie tylko zasadne podjęcie leczenia (po
obejrzeniu nowych wyników) on umieści Tatę w małym szpitalu, w
którym będą mu podawać maleńkie dawki chemii tzw. ślimaczki.
ALE
od razu przestrzegł, że będzie to bardzo uciążliwe dla 85 letniego
człowieka, że może być wiele skutków ubocznych (np. zagrożenie
niewydolności nerek). Powiedział żebyśmy to spokojnie przemyśleli,
nie podejmowali pochopnych decyzji. Chemia może przedłużyć życie o
ok. 3, 4 m-cy ale to czas spędzony w szpitalu zagrożony wieloma
powikłaniami. Ostrzegł że Tata w wyniku tej terapii może umrzeć
szybciej na co innego, niż na raka. Nie dawał gwarancji na nic,
tylko możliwości, zaznaczając że nikt nie wie jak może zadziałać
podanie "ślimaczków"... ale jak każda chemia, może wywołać różne
skutki niekoniecznie pozytywne....
Prosił o spokojne rozważenie czy uporczywe leczenie jest dobym
rozwiązaniem.
Był bardzo życzliwy,
.... po tej rozmowie nie jesteśmy teraz w stanie podjąć decyzji...
Jakie to trudne...