Chory na raka bliski... - a własna NERWICA

26.04.08, 13:42
Jak radzicie/radziliście sobie z własnymi nerwami podczas choroby nowotworowejWaszych bliskich?
Z powodu choroby mojej mamy - a raczej ciągłego lęku co przyniesie następny dzień, czy dożyje itp. (ma mnogie przerzuty na mózg z raka płuca)- zaczęłam mieć jakieś nerwobóle w klatce piersiowej. Nie łykam nic na uspokojenie, tylko na sen Melatoninę. Nie mam czasu iść do lekarza, bo opieka nad mamą a po powrocie do domu nad dzieckiem pochłania cały mój czas.
    • butterffly Re: Chory na raka bliski... - a własna NERWICA 26.04.08, 15:52
      Melatoninę stosuje sie w bardzo konkretnych przypadkach, gdy bezsenność ( u osob
      starszych) powstaje wlaśnie na tle jej niedoboru. Absolutnie nie pomoże w tym
      przypadku.
      Radzę jednak iść do lekarza po środki uspokajające,poza tym kazdy bol w klatce
      piersiowej wymaga diagnostyki i zrobienia przynajmniej EKG. Nigdy nie można
      samodzielnie stawiac sobie diagnozy "nerwica".
    • b_a_l_b_i_n_k_a Re: Chory na raka bliski... - a własna NERWICA 26.04.08, 22:33
      Napewno warto wybrac sie do lekarza. Moze, jesli EKG bedzie w
      porzadku i to sa rzeczywiscie nerwobole) moglby ci przepisac cos na
      wyciszenie (jakies lekkie antydepresanty?)
    • akado Re: Chory na raka bliski... - a własna NERWICA 26.04.08, 23:48
      A Wy wspomagaliście się czymś? - może polecicie mi jakieś leki bez recepty?
      • merosia Re: Chory na raka bliski... - a własna NERWICA 27.04.08, 00:51
        W takiej sytuacji polecanie czegokolwiek wydaje się ryzykowne, bo przy tak rozregulowanym organizmie, każdy nawet na leki bez recepty (w końcu to też leki) reaguje inaczej. Mój tata zmarł 8 miesięcy temu na niedrobnokomórkowego raka płuc, też było mi bardzo ciężko i jest do tej pory. Czasem brałam coś na sen, ale wtedy bałam się, że nie obudzę się wtedy kiedy powinnam. Stosowałam metodę "wyryczeć się do poduszki", też niewiele pomagało. Lepiej poradzić się lekarza, można zapytać Waszego lekarza prowadzącego. Nasz onkolog udzielał porad dla całej rodziny bez problemu. Pozdrawiam ciepło.
        • merosia Re: Chory na raka bliski... - a własna NERWICA 27.04.08, 00:58
          Zapomniałam napisać, że hospicjum domowe powinno też coś doradzić. W naszym można było poradzić się lekarza. Był też psycholog dla rodzin.
    • akado Re: Chory na raka bliski... - a własna NERWICA 27.04.08, 08:09
      Dziękuję za odpowiedzi! Faktycznie w Hospicjum jest chyba pomoc psychologiczna dla rodzin, muszę się dowiedzieć.
      • lila123 Re: Chory na raka bliski... - a własna NERWICA 29.04.08, 09:12
        Akado, zmobilizuj się i idź do lekarza. Ja sądząc że mam tylko
        nerwicę, przegapiłam narastające migotanie przedsionków
        i "przechodziłam" dosłownie zawał, (bo tylko źle się czułam).
        Obecnie muszę podjąć decyzję: opieka nad mężem, czy operacja
        zastawek u siebie. Nie potrafię podjąć decyzji. Obyś nie stanęła
        wobec takiego wyboru. Pozdrawiam lila.
    • eremka Re: Chory na raka bliski... - a własna NERWICA 29.04.08, 17:54
      od wrzesnia ub. roku do teraz byłam pod opieka psychiatry i
      łykałam/łykam antydepresanty...najpierw to było profilaktycznie ;-)
      najwiekszy odjazd mam teraz
      • marika78 Re: Chory na raka bliski... - a własna NERWICA 09.05.08, 12:39
        u mnie tez nie obylo sie bez antydepresantow podczas choroby i do
        smierci taty...zaczelo sie od newicy a skonczylo depresja tylko
        dlatego, ze przestraszylam sie swojej reakcji na lek i odrucilam go
        nie probujac zadnego innego...
        mysle, ze ogromne znaczenie ma przyznanie sie przed soba, ze sami
        sobie nie poradzimy z tym i pozwolic sobie pomoc zanim nie bedzie za
        pozno...
        zadne tabletki bez recepty nie pomagaly - probowalam wszytskie a
        zatem polecam jednak pojscie do lekarza albo rozmowe z tymi z
        hospicjium, pozdrawiam serdecznie
Pełna wersja