b_a_l_b_i_n_k_a
18.11.08, 09:22
Jak wszystko się zaczęło ... ( nasze historie
estelka1 05.07.06, 07:35 Odpowiedz
W wielu przypadkach nowotwór -także płuc- zaczyna dawać
jakiekolwiek objawy, kiedy jest już bardzo zaawansowany.
Profilaktyczne
prześwietlenia płuc nie zawsze wyłapią na czas chorobę. Czasem
diagnozuje się
raka przez przypadek. Tak było z moja mamą. Trafiła do szpitala z
powodu
zaburzeń serca. Guza (w prawym płucu !!!) zauważyli lekarze przy
rutynowym
prześwietleniu klatki piersiowej. Później dopiero po fakcie mama
zaczęła
kojarzyć, że jakieś dwa miesiące wcześniej miała dziwne bóle w
klatce
piersiowej - lekarze wyleczyli to z dobrym skutkiem środkami
przeciwzapalnymi,
mama zaczęła też się bardziej męczyć. Pewnie gdyby nie problemy z
sercem,
historia choroby mojej mamy byłaby podobna do historii Twojego taty.
Trzymaj
się dzielnie i mimo wszystko nie trać nadziei, Mój lekarz rodzinny
powiedział
mi kiedyś coś ważnego i fajnego. Cuda w onkologii też się zdarzają i
dotyczą
one właśnie tych najbardziej złośliwych nowotworów.
Re: Jak wszystko się zaczęło ... ( nasze historie
tolka3 05.07.06, 08:42 Odpowiedz
Warto być wyczulonym na pewne objawy, które mogą
sugerować poważną chorobę.
Moja mama miewała silne bóle brzucha. Króciutkie ataki bólu, same
lub po lekach
przeciwbólowych przechodziły. Bywały też stany bólowe dłużej
trwające, ale
lżejsze. Ot bóle brzucha jakie każdy miewa (tak myślała moja mama).
Zaniedbywała niestety kontrolne wizyty u ginekologa i cytologię. Ale
w końcu
się wybrała. Lekarka nie widziała nic niepokojącego, także od tej
strony
czujność mamy została uśpiona (zresztą mama nigdy nie chorowała,
była jedną z
tych osób, których nie łapało nawet przeziębienie, nie mówiąc o
poważniejszych
chorobach). Pewnego razu dostała krwawienia z pochwy. I teraz już
szybko:
szpital, pobranie wycinka i diagnoza nowotwór szyjki macicy, stadium
IIa. Tak
się zaczęło (miała wtedy 66 lat) i trwa do dziś. Po chemio i
radioterapii
spokój na rok, póżniej dokładnie te same objawy: ból, następnie
krwawienie.
Tylko tym razem lekarka odsyłała ją z kwitkiem mówiąc, że tak ma
być, że nic się nie dzieje. A to był nawrót. Moja rada (oprócz tych,
które już zostały
wymienione) jest też oczywista: stosować metodę ograniczonego
zaufania do lekarzy, czytać, pytać, wnikać i samemu robić badania,
nawet, jeśli lekarze twierdzą, że są zbędne.