b_a_l_b_i_n_k_a Re: NASZE HISTORIE 18.11.08, 09:51 Re: Jak wszystko się zaczęło ... ( nasze historie marinka52 26.10.07, 21:59 Odpowiedz ciag dalszy nastapi... zmeczylam .. wybaczcie...opisze co bylo dalej! opisze,lecz.. spatku mi dzus juz chce.. jesli nie zdaze.. do niedzieli,to wroce z gdanska z chrztu mego wnusia.. i postaram opisac... plonie swieca, bo moja kolezanka mniala juz zaatakowany caly organizm,gdy zrobila pierwszy raz mammografie:(((( o 4lata za dlugo!!!wlaciwie,4 to ona palcami go wycziwala, a lekarze powiedzieli ze on mieszkal w niej ok 15lat! Bardzo, bardzo przezylam jej smierc,,szybko .. bardzo szybko mi jej zabraklo po tej mammografii,, :(((([***********************........] brakuje miejsca dla mnie w szpitalunaleczenie powiklan zwyklego wczsnojesiennego wirusowego zchorzenia,,serce boli.. poprostu cos mu wirusy uszkodzily.. te moje wiencowe serduszko, i cukrzyca od wirusow oszalala,,,jak nigdy nie wiadomo co moze nam sie dolozyc jeszcze,od tego co juz mamy! i sil mi brak na pisanie dalszej historiii... ale opisze..przydzie vena i opisze.... blagam was ! nie chorujcie!!!! nie dawajcie stresom!!! do zycia wprowadzac, bo to to!!!!onklodzy z warszawy mi powiedzieli najnajnaj wieksze paskudztwo,,a matenka mi mowila --corciu dbaj o swoja dusze,, czyli stron od stresow,,a zycie i tak swoje uczynilo,, ale nie daje sie jak tylko moge!! i Wy tez walczcie .. nie zapraszajcie przenigdy stresow..ok..pa Odpowiedz Link
stokrotka29 Re: NASZE HISTORIE 29.01.09, 08:48 Witam.Jestem nowa na tym forum ale czytam Wasze historie juz od jakiegoś czasu razem z Wami uczę się na nowo życ.Nasz historia zaczęła się we wrześniu 2005r.Moja mamusia dużo paliła a do tego miała chore serce i często zapadała na zapalenie płuc i oskrzeli.Wtedy na początku pięknej złotej jesieni znów to samo,a potem lekarz rodzinny ,antybiotyk,ziółka i ...wszystko bo mama nie chciała słysze o szpitalu.Jednak miało byc inaczej.Następnego dnia z bardzo niskim ciśnieniem,anemią i ciężką sepsą mama trafiła na reanimację do koszalińskiego szpitala.Uratowali ją.Leżała na OIOM i wyszła z ciężkiego zapalenia płuc.Odetchnęliśmy z ulgą.Wyszła ze szpitala na początku pażdziernika.Cieszyła się a my z nią,ale jedna rzecz nie dawała nam spokoju.Mimo wyleczenia choroby wynik ob i morfologia wciąż były kiepskie.Dwa tygodnie póżniej powtórka z rozrywki i znów rozpacz mamy i kolejny tydzień w szpitalu.Tam wyniki,biopsja,bronchoskopia i znów wszystko w porządku...prawie w porządku.Mama znów dochodziła do siebie chociaż szybko się męczyła,była blada i morfologia wciąz była kiepska.I tak dotrwaliśmy do świąt.Dwa dni przed wigilią gdy mama robiła zakupy odbierałam jej wyniki kontrolne z przychodni i ...usłyszałam że ich nie dostanę bo mama ma natychmiast stawi się do p.dr i że wynik jest alarmujący:morfologia leży a ob ponad 120.Potem wszystko potoczyło się szybko za szybko bo to dziadostwo dało nam tylko 6 miesięcy.Po natychmiastopwej wizycie u hematologa i kolejnych wynikach w styczniu padła diagnoza szpiczak mnogi i 40% komórek rakowych a więc rokowania kiepskie o ile wogole o jakiś ostatecznych rokowaniach w tej chorobie można mówic.Mama zawsze była konkretna i waleczna bo życie jej raczej nie oszczedzało.Zdecydowała że pogonimy dziada.Pierwsze 3 chemie raz w miesiącu w klinice w SZczecinie nie przyniosły rezultatu a wręcz namnożyły komórki i mama dostała silniejszą chemię na zasadzie albo zadziała albo....i niestety było to albo.Druga chemia podziałała zabójczo na schorowany i słabiutki mamusiny organizm.Staraliśmy się wykorzysta te miesiące jakie los nam dał,wspieraliśmy mamę jak tylko się dało jednocześnie umierając z trwogi.Niestety 24.06.2006 mamusia przegrała z własną psychiką i z tą przeklętą chorobą.Dzisiaj bardzo,bardzo nam jej brakuje.Niestety los albo Bóg albo jak chca niektórzy natura nie zna umiaru w zsłaniu nieszczęśc.Tym razem będzie to historia mojego owdowiałego taty.W grudniu 2007 tatuś trafił na chirurgię po tym jak w ciągu tygodnia bardzo (do 700!!!)skoczył mu poziom cukru i konieczna okazała się operacja palucha.Ciężko Go było zawsze namówi na wizytę u lekarza mimo że od lat chorował na cukrzycę.Myśleliśmy że to ta zaniedbana cukrzyca.Noga goiła się dobrze.Tata wrócił na wigilię do domu.Znów wszyscy odetchnęliśmy z ulgą.Co miesiąc tata jeździł do kontroli.Potem jeszcze dwa razy trafił do szpitala i wydawalo się że mimo trudności wszystko idzie w dobrym kierunku ale niestety wróg już szykował się do ataku.Latem tata gwałtownie stracił na wadze.Na początku myśleliśmy że to od wielkiej ilości antybiotyków i pobytów w szpitalu.Jednak z dnia na dzień było coraz gorzej tatuś słabł,chudł i tracił apetyt.Błagaliśmy go o wizytę lekarską ale Tatuś miał już doś szpitali.Dopiero jak już całkiem opadł z sił ,spadło mu cisnienie,pojawiły się bolesne zaparcia,brak apetytu i wreszci omdlenia siostra(gdyż ja od września zaczęlam pracę w innym mieście)siłą zaciągnęł tate do szpitala.Tatuś trafił tam 5.09.08.Zrobili mu wszystkie możliwe badania i 10.09.08...padł wyrok zaawansowane ostatnie stadium raka jelita z przerzutami do wątroby,woreczka i naciekami na trzustkę i żołądek.Rokowania beznadziejne najwyżej dwa miesiące i .....wypis do domu z zaleceniem opieki paliatywnej.Tatuś kompletnie się załamał.Mowi sie że nadzieja umiera ostatnia ale wtedy chyba ją stracilismy.Tydzień pożniej po interwencji taty przyjaciela tata trafił na odżywianie do szpitala i miał mie robioną operację przedłużającą życie ale jej już nie doczekał.Jego stan pogarszał się bardzo szybko.Ze względu na wyniszczenie organizmu nie było mowy o żadnej chemi.Pojawiło się wodobrzusze i bóle nowotworowe.Tatuś gasł w oczach ku naszej rozpaczy.Na dodatek już bez przytomności bo dostawał wielkie ilości morfiny.Mimo że lekarze traktowali tatusia jak własnego ojca z tkliwością i takim jakimś zawzięciem to jednak bolało nas że ta choroba nie tylko zabierała nam go na raty ale na dodatek nie pozwoliła by umarł w domu.Jeszcze dzień przed pójściem do szpitala mój zawsze odważny tata powiedział że boi sie że wie że już tu nie wróci...Niestety miał rację bo nie mogliśmy już taty zabra do domu ze względu na jego stan/po prostu nie przezył by podróży na drugi koniec miasta;((((/W szpitalu byliśmy po kilka razy dziennie,szturmowaliśmy niebo,wydzieraliśmy tatę chorobie ale ten cholerny rak zwyciężył.Tatuś umarł na naszych rękach 10.10.08.Okazało się że gdyby dwa lata wcześniej gdy żegnał żonę poddał się badaniu wykryto by to cholerstwo,nawet rok wcześniej gdy trafił do szpitala z rzekomym atakiem cukrzycy/w rzeczywistości była to reakcja trzustki na nacieki nowotworowe/badanie i operacja przedłużyłyby tacie życie,ale to pewnie tylko gdybanie...Został okropny ból,tęsknota i żal bo to nie jest tak że dorosły człowiek nie potrzebuje rodziców,zwłaszcza gdy oboje umierają w sile wieku(57 i 60 lat)Dwa miesiące przed tata umarła jego najstarsza siostra i tak z ogromnej rodziny zostaliśmy z rodzeństwem niemal sami.:((((( Prośba do wszystkich:badajcie się ,dbajcie o siebie bo nie żyjecie sami.Nie skazujcie się na cierpienie.Rak zawsze przychodzi podstępnie i często nie daje szans ale trzeba z nim walczy.Walczcie dla siebie i bliskich badając się i odbierając mu przewagę.Nie pozwólcie by cmentarz czy hospicjum były jedynymi miejscami w których spotyka będziecie się z najdroższymi osobami.pozdrawiam serdecznie.dobrze że jesteście:) Odpowiedz Link
b_a_l_b_i_n_k_a Re: NASZE HISTORIE 18.11.08, 09:52 Re: Jak wszystko się zaczęło ... ( nasze historie kolorowa_karteczka 22.12.07, 20:42 Odpowiedz Jak się zaczęło? Banalnie. Niewinnie. Gorączka, powiększony węzeł chłonny, czasem jakiś ból głowy, czasem nudności, czasem wstałam z nocy cała zlana potem. Długo bagatelizowałam te objawy. Szkoda. Po namowach rodziny wybrałam się do lekarza. Nie trafiłam na lekarzy domyślnych i pomocnych. Jeden zdiagnozował grypę żołądkową i wysłał do domu z antybiotykiem. Drugi zdiagnozował anginę, wysłał do domu z antybiotykiem. Ani jeden ani drugi nie skojarzył faktów, nie wziął pod uwagę moich objawów dosłownie. Trafił się 3 lekarz i tu się potoczyło wszystko szybko i zwinnie. Skierowanie na Morfologie, USG I RTG. Morfologia (OB -32) USG - wykazało powiększoną śledzionę, lekarz bez ogródek stwierdził, że może białaczka? Skierowanie do kliniki hematologii. tam wycięcie węzła do analizy. Czekanie na wyniki jakieś 3 tygodnie i diagnoza lekarza. Ziarnica Złośliwa NS CS IIB :( Cholera. Jestem chora? Poważnie chora? Nie pozwolę żeby jakiś śmieć mi się w organizmie szlajał!! Walczymy. Chemia, ciężko przeszłam, nie wspominam o żyłach, ale jest!! Szybka remisja!! Udało się, śmieciuch zutylizowany. W remisji byłam 2 lata. badania kontrolne. Coś jest nie tak.(13.12.2007) Mariczko...przykro mi... w polu widzenia komórki ziarnicy, to nawrót. Co? Jak to? Jaki nawrót? :( Proszę, przyjedź jutro do kliniki, podejmiemy jakieś decyzje i od razu podamy chemię. (14.12.2007) Stawiłam się potulnie w klinice. Morfologia. Wyniki. I drinkujemy. Nienawidzę tego zapachu, tego widoku :/. W końcu koniec. Znam już decyzje. Silna chemia i autoprzeszczep. Walczę znowu. Męczy mnie już to, ale co zrobić? Walczymy i nie marudzimy :D Re: Jak wszystko się zaczęło ... ( nasze historie lucyper.3 23.12.07, 13:41 Odpowiedz Postanowilam umiescic tego posta w tym miejscu, mysle, ze jest ono bardziej adekwatne. Moze troche sie spoznilam z odpowiadaniem na tego posta, ale chce dorzucic kilka slow odnosnie profilaktyki. Pod koniec 2003 roku u mojego taty przez przypadek ( trafil do szpitala z krwotokami z nosa) wykryto raka prostaty ( bedac w szpitalu prywatnie zrobil PSA). W zasadzie wszystko potoczylo sie blyskawicznie, nie ustalono przyczyn krwotokow, ale po wielu wizytach u specjalistow tata wybral usuniecie guza poprzez laparoskopie w Bydgoszczy. Musze jeszcze dodac, ze zdecydowal sie na ta metode tylko dlatego, ze bal sie nietrzymania moczu czesto zwiazanego z innymi sposobami leczenia. Po operacji lekarz zajmujacy sie tata zalecil badanie PSA raz w roku i poza opieka zwyklej przychodni nic. Dlugo nie trzeba bylo czekac na kolejna tragedie- w listopadzie tego roku przy okazji badan okresowych okazalo sie, ze tata ma guza na plucu. Po pobycie w szpitalu na Plockiej i badaniach diagnoza sie potwierdzila- niedrobnkomorkowy rak pluc z przerzutami do watroby. Na koniec cisnie mi sie tylko na usta jedno pytanie- jak mozna nie zlecic szczegolnej opieki onkologicznej po zabiegu usuniecia nowotworu zlosliwego? Jak mozna bagatelizowac dolegliwosci? Jakis czas temu tate bolaly ramiona, dostal srodki przeciwbolowe i masci a jest to wynki naciekania guza w srone ramienia. Nie wspomne juz o bolach stawow i kosci. Odpowiedz Link
b_a_l_b_i_n_k_a Re: NASZE HISTORIE 18.11.08, 09:53 Re: Jak wszystko się zaczęło ... ( nasze historie kurczak1 31.01.08, 14:53 Odpowiedz Mój tato zauważył u siebie krew w moczu bodaj w październiku. Był u urologa, zrobił wyniki, został wysłany na USG pecherza. Nic nie wykazało. Bardzo juz wtedy był słaby a został wypisany ze szpitala w "stanie ogólnym dobrym". Po powrocie do domu dostał skierowanie na tomografię nerki, mimo że juz podczas usg było wiadomo że to będzie konieczne, ale wciaz leczy sie chorobe a nie pacjenta. Wynik był jednoznaczny: zaatakowana nerka, wątroba, nadnercze. Na operację (dzis uwazam e zupełnie zbędną) czekał chyba 2 tygodnie, w każdym razie cały okres świateczno- noworoczny. To były najgorsze świeta w naszy,m życiu. Po operacji wstał kilka razy. Któregoś dnia sie przewrócił. Dziś nie wstaje, rzadko kojarzy rzeczywistosc, ostatnie wyniki wykazały przerzuty do kosci. Na chemie za późno. Gaśnie w zatrwazajacym tempie. Jest w hospicjum. Od siebie: Nie wiem co dodać .Nie obwiniam nikogo. Ta choroba taka jest. Myśle jednak o bezsilności jego i nas wszystkich. Bezsilnosci wobec choroby i papierk,ów, które czesto przysaniaja człowieka. Nie powiem ze gdyby...to..., bo byłaby to zabawa w obwinianie. Poweim jeszcze że osoby cierpiace i ich rodziny są częśto same z bólem. Mój tato trafił na naprawde dobrą opieke w malutkim ślicnym hospicjum, na psycholog, która pomaga rwnież mojej mamie, na wolontariuszy i wspaniałych ludzi. Codziennie ktoś z bliskicch go odwiedza, rodzina mu pomaga sobie wzajemnie tez. Ale dlaczego dopiero teraz gdy umiera? Dlaczego wczesniej w szpitalu nie bylo psychologa? Dlaczego brak wsparcia ze strony lekarzy dla mamy, która wpadła w depresje? Dlaczego ksiądz nie potrafi pomoc? I wreszcie dlaczego ja sama zblizyłam siedo taty, porozmawiałam z nim i powiedziałam ze go kocham dopiero teraz, gdy umiera...? Re: Jak wszystko się zaczęło ... ( nasze historie kolia24 17.03.08, 20:53 Odpowiedz witam Hisotria mojego dziadka byla dosc krotka, raka zoladka wykryto na poczatku stycznia 2007 roku natomiast dziadek zmarl po 6 tygodniach. Po prostu wykryto, kiedy bylo juz za pozno na cokolwiek. Mial przerzuty do kosci, do watroby. Strasznie sie meczyl ale zmarl w domu, otoczony rodzina. Ja nie bede tutaj opisywac calej histori leczenia, bo nawet jej nie ma. Boli mnie inna sprawa. I z tym nie moge sie pogodzic. W 1993( a wiec 14 lat przed smiercia) u dziadka, wykryto podczas rutynowych badan malutkiego 1 cm guza(jak sie okazalo rak zlosliwy) w prawym plucu. Wtedy szybkie badania , operacja- usuniecie polowy pluca. Po tej operacji dziadek szybko doszedl do siebie. Nie mial zadnych naswietlen, chemioterapii, po prostu rak byl tak malutki ze nie bylo to konieczne.dziadek byl osoba bardzo pogodna, wesola , nie lubial chorowac, lezec w lozku , wiec szybko powrocil do swoich zajec-glownie dzialka. Cieszyl sie zyciem. Kiedy opuszczal szpital po operacji, szpital w Zabrzu- dostal zalecenie co pol roku kontrolne rtg pluc i wizyta w zabrzu na kontroli. I to jest to co mnie boli. Wizyta ta trwala ok 5 minut. Lekarz sprawdzil zdjecie, czyste , wiec ok. Pgratulowal dziadkowi i zapisal wizyte za pol roku. Poniewaz nic sie u dziadka zlego w plucach nie dzialo, z czasem wizyty ograniczono do kontroli raz w roku. I tak sobie dziadek raz do roku jezdzil do zabrza na kontrole. My jako rodzina cieszylismy sie, dziadek mial raka ,pokonal go, jedzil na kontrole ,wszystko bylo ok. Ale jednak nie bylo. Bo rak zaatakowal , zaatakowal po kilku latach w inne miejsce. Przed kazda wizyta dziadek robil rtg pluc i morfologie. W ostatnim roku - wyniki mial slabe, na pewno mial podwyzszone OB. No i juz bole zoladka, kosci. Ale mimo to kontrolna wizyte w Zabrzu przeszedl bez problemu. I wlasnie to mnie najbardziej boli. Dlaczego czlowiek , ktory pokonal nowotwor, nie jest objety jakims specjalnym programem kontrolnym raz do roku. Przeciez wiadomo , ze jak choroba wroci, to zaatakuje w inne miejsce. Dlaczego takich osob, nie wysyla sie profilaktycznie na kontrole calego organizmu. I tutaj moja prosba do osob, ktore pokonaly nowotwor, sprawdzajcie, kazdy najmniejszy bol,kazda drobnostke. Pozdrawiam wszystkich i zycze duzo sily ! Odpowiedz Link
b_a_l_b_i_n_k_a Re: NASZE HISTORIE 18.11.08, 09:54 Re: Jak wszystko się zaczęło ... ( nasze historie karmiaca777 26.05.08, 19:36 Odpowiedz CHOROBA TATY ZACZĘŁA SIĘ OD SILNEGO BÓLU GŁOWY.GLOWA BOLAŁA GO DZIEŃ PO DNIU , NAWET W NOCY BUDZIŁ SIĘ BY ŁYKNĄĆ COŚ PRZECIWBÓLOWEGO.POMIMO TEGO TATA CHOCIAŻ NIERAZ NALEGALIŚMY DO LEKARZA NIEPOSZEDŁ.KUPOWAŁ PACZKAMI TABLETKI PRZECIWBÓLOWE A KIEDY BYŁA MOWA O LEKARZU REAGOWAŁ ZŁOŚCIĄ.MINĘŁO KILKA MIESIĘCY I BOLE GŁOWY USTĄPILY.ZAMIAST TEGO POJAWIŁA SIĘ CHRYPKA , GORĄCZKA , BOLE MIĘŚNI I OSŁABIENIE.MYŚLĄC ŻE TO GRYPA ZNOWU LECZYŁ SIĘ SAM.DOPIERO PO MIESIĄCU KIEDY ZEMDLAŁ W PRACY POSTANOWIŁ IŚĆ DO LEKARZA.LEKARZ DAŁ SKIEROWANIE NA BADANIA PŁUC.WYNIK - RAK . POTEM OKAZAŁO SIĘ ŻE MA PRZEŻUTY NA WĄTROBIE.ZE WZGLĘDU NA CHORE SERCE ( O CZYM TEŻ NIE WIEDZIELIŚMY ) TATA NIE MOŻE BYĆ OPEROWANY A CHEMIA I RADIOTERAPIA TEŻ NIE WCHODZĄ W GRE.DZIŚ, CHOCIAŻ TATA JEST PODŁĄCZONY DO TLENU CZĘSTO SIĘ DUSI I MUSZĄ GO RATOWAĆ.LEKARZ POWIEDZIAŁ ŻEBY NIE MÓWIĆ TACIE W JAK BEZNADZIEJNEJ JEST SYTUACJI.TATA MA CIĄGLE NADZIEJĘ ... ( I JAK MI KIEDYŚ POWIEDZIAŁ " NADZIEJA UMIERA OSTATNIA" ). MOŻE GDYBY TATA NAS POSŁUCHAŁ TERAZ BYŁOBY INNACZEJ....TATA PALIŁ PAPIEROSE OD 15 ROKU ŻYCIA.PRZEZ OSTATNIE DWA LATA PRACOWAŁ NA TARTAKU , GDIE BYŁO DUŻO PYŁU ,A POMIESZCZENIA TE NIE BYŁY WENTYLOWANE.Z TEGO CO WIEM TO BYŁ OBCIĄŻONY GENETYCZNIE (DZIADEK I PRADZIADEK RÓWNIEŻ ZMARLI NA RAKA PŁUC ). " S Z L A C H E T N E Z D R O W I E N I K T S I Ę N I E D O W I E J A K O S M A K U J E S Z A Ż S I Ę Z E P S U J E S Z ." Re: Jak wszystko się zaczęło ... ( nasze historie atina693 07.08.08, 21:30 Odpowiedz Mój Tata wybrał się po 30 latach na operację przepukliny....mądry, inteligentny człowiek, którego tyle lat błagałam, by to zoperował..jednakże przez ostatnie miesiące bardzo schudł, naście kg, coś było nie tak, nieustępowałam i prosiłam.Wreszcie gdy naprawdę opadł z sił poszedłdo szpitala 1,5 tygodnia temu Zaczęto szukać przyczyna nagłego spadku wagi...i ..znaleziono...znaleziono zaawansowanego guza nerki z .....przerzutem na kręgosłup i płuca. Tę bombę wycięto,ale ...reszty...Narazie cieszę się tym , że Tata żyje,że druga nerka w miarę pracuje, ze nie ma gorączki, że ciśnienie w normie.., że zjadł kleik i głodny jest...że prztrwał tę bardzo ciężką operację, co pokaże przyszłość, cóż...nadzieja umiera ostatnia. Goraco pozdrawiam uczestników forum...ono daje mi siłę.... Odpowiedz Link
b_a_l_b_i_n_k_a Re: NASZE HISTORIE 18.11.08, 09:54 Re: Jak wszystko się zaczęło ... ( nasze historie mariola19761 25.08.08, 17:00 Odpowiedz Witajcie ponownie !!!rok temu opisałam Wam historię mojego szwagra który zmarła na czerniaka złosliwego ,a dzis opiszę Wam moją historię i walkę z nowotworem ..... Kilka dni temu wygrałam walkę a rakiem szyjki macicy. Wprawdzie krótką bo tylko 2 miesięczną ale były to najdłuzsze i najgorsze dwa miesiące w moim krótkim zyciu. Mam 33 lata od 4 lat regularnie odwiedzałam ginekologa, cytologię miałam robioną co roku zawsze było wszystko ok. Problemy zaczęły się (tak przypuszczam ) rok temu wtedy to wyszła mi III gr. cytologiczna, kazano powtórzyc badanie po 3 miesiącach, powtórzyłam i ponownie wyszła III wtedy lekarz zastosował leczenie dostałam czopki i globulki, po leczeniu zrobiłam następną cytologię po której odetchnęłam z ulgą wreszcie było upragnione II. I tak minął rok..... przyszła pora na kolejne badanie cytologiczne zrobiłam je ale czułam w sobie jakąs dziwną obawę po tygodniu zadzwonił telefon, cyt IV byłam w szoku, przerazona, załamana a w głowie jedno pytanie dlaczego ja??? Potem juz wszystko toczyło się błyskawicznie pobrano mi wycinki które wykazału CIN III HGSLI rak przedinwazyjny, przeszłam operację amputacje całkowitą szyjki. Nie chcę opisywac mojego stanu psychicznego, bo to nie ma sensu, kazda z Was wie co się wtedy czuje i ile łez się wylewa! Mam 2 małych dzieci a mysl ze mogą zostac same była druzgocząca ,tego się nie da opisac... Dokładnie 2 tygodnie temu otrzymałam wynik pooperacyjny Linia cięcia czysta z limitem chirurgicznym 1 cm (to ponoc bardzo dożo) i usłyszałam od mojego lekarza słowa "gratuluję jest pani zdrową kobietą "poryczałam się w gabinecie... nerwy mi pościły ....Dostałam w prezencie drugie życie, tak się czuję od kilku dni. Mój apel do kobiet! Dziewczyny kontrolujcie cytologię , to badanie ratuje zycie !!!! kazdy nowotwór we wczesnym stadium jest w 100% wyleczalny .Ta choroba spada jak przysłowiowy "grom z jasnego nieba" ... zero objawów ,dolegliwosci , nic kompletnie ,przewaznie zaczyna się od telefonu z przychodni ze cytologia jest nieprawidłowa . To moze spotkac kazdą z WAS !!!! Re: Jak wszystko się zaczęło ... ( nasze historie 0nna 09.09.08, 20:09 Odpowiedz Po porodzie, 27lat temu, uczepilo sie zapalenie piersi.Bolalo potwornie, stracilam pokarm. Po kilku latach zaczęły się bardzo dotkliwe bóle prawej piersi, wyczułam kilka zgrubień. Kontrolowałam sytuację przez wiele lat, potem coraz łatwiej było o USG i mammografię. Trzy lata temu przeżyłam prywatne trzęsienie ziemi i nie podniosłam sie do dziś, wiedziałam, czytałam że to tak sie skończy jeśli nie usunę z pamięci tych zdarzeń. Rok temu na badaniu usg moja pani doktor zwróciła mi uwagę na zmiany, bo miała poprzednie badania.Jestem w tej chwili po serii badań, natychmiast muszę usunąć guzka-zmienil sie na tyle,że ma inną budowę. Od pierwszych badań minęło ćwierć wieku, a moja prywatna szarpanina i nieumiejętność zdystansowania się do pewnych spraw zniszczyla moją odporność, więc mogę zapytać-czy boli usuwanie guzka na godzinie 12? Czy muszę robić biopsję i dlaczego nie można go od razu usunąć? To tyle... Re: Jak wszystko się zaczęło ... ( nasze historie 2tramal 09.10.08, 17:23 Odpowiedz Witam. Usuwnie guzka nie boli, mnie usuwali przy miejscowym znieczuleniu. Nie robiono mi żadnej biobsji, ale to było w 1993r. na miejscu w szpitalu było robione badanie histopatologiczne i ono decytowało czy bedzie powrót na salę operacyjna i usunięcie piersi. Na wyniki biobsji trzeba czekać ok. 2 tygodni. W tamtym czasie lekarze uważali, że każdy dzień jest cenny. Mnie z guzkiem się udało, czego i Pani życzę. Odpowiedz Link
b_a_l_b_i_n_k_a Re: NASZE HISTORIE 18.11.08, 09:55 Re: Jak wszystko się zaczęło ... ( nasze historie dusz-nik 21.10.08, 17:42 Odpowiedz Witajcie.Moje poczatki byly normalne zaczelo sie rok temu.zrobilam cytologie wynik nieprawidlowe komorkinablonkowe, nie mozna wykuczyc zmianysrodplaskonablonkowej duzego stopnia.Lekarz ktory wydawal mi wynik w sposob chamski skwitowal "jesli nie bedzie sie pani leczyc bedzie miala pani raka".Moj swiat legl w grozach.Kilka dni wczesniej zmarl moj ojczym.Wszystko sie sypalo a tu jeszcze to.Nie wiedzac co dalej pojeczalam do mojego ginekologa.Szybko kolposkopia ,wycinki wynik cinIII. Stan przed rakowy no to konizacja,chistopat i linia ciecia nie dochodzi do tkanek zdrowych, amputacja wynik chistopatologiczny nie ma komorek rakowych linia ciecia dochodzi do tkanek zdrowych jednak margines jest za waski.Zostalam skierowana do usuniecia macicy, jednak lekarz ktory mial mnie operowac nie podjal sie operacji ze wzgledu na mlody wiek.A ja wiedzialam ze cos jest nie tak.Minelo pol roku badania.wynik taki sam operacja i tu niespodzianka "rak zlosliwy nacieka scianke szyjki macicy na glebokosc 6 mm" Nik nie spodziewal sie raka zaden wynik nie wykazywal komorki rakowej.Strach rozpacz panika.Moja ciocia miala raka szyjki macicy po 8 latach utworzyl sie nowy szczep raka nerki zmarla po 3 miesiacach.Jestem 2 tygodnie po radio terapii czekam na badania i decyzje o chemioterapii.Boje sie mam dzieci wychowuje je sama.To wstretne raczysko rozwijalo sie bez wiekszych objawow bolal mnie kregoslop i odbyt.Po operacjach bole odbytu ustaly.Teraz pojawiaja sie powoli od nowa,nie wiem co bedzie dalej ale wiem ze cytologie powinno robic sie co pol roku.Zmiany tak szybko niekiedy postepuja ze rok to za duzo.I nieraz ma sie pecha jak ja,nic nie wskazywalo na raka zmiany wycieto juz za pierwszym razem a on usadowil sie jeszcze wyzej..Mialam wiele szczescia bo wiekszosc kobiet dowiaduje sie kiedy juz jest za pozno.Ucze moja corke ze zawsze mosi miec czas dla siebie ze bez niej nie bedzie rodziny.Bo my myslimy w pierwszej kolejnosci o rodzinie domu, pracy mezu, dzieciach.A same dla siebie nie mamy czasu....I to nalezy zmienic. Re: Jak wszystko się zaczęło ... ( nasze historie kakoka 15.11.08, 21:40 Odpowiedz Dzień dobry wieczór :-) U nas wszystko zaczęło się na początku tego roku. Oczywiście to "wszystko" zaczęło się o wiele wcześniej ale było lepiej nie myśleć, że takie coś może dotknąć moją mamę chociaż paliła i to duże ilości. Po ostrym zapaleniu oskrzeli mojej mamy i jej pobycie w szpitalu przyszedł wynik: drobnokomórkowy rak płuca; C-III bez przerzutów. Tydzień po otrzymaniu tej wiadomości mama była na 1- wszej chemii; miała ich 6. Następnie 25 naświetlań klatki piersiowej. Czekają ją jeszcze profilaktyczne naświetlania głowy. Narazie odpoczywa po radioterapii. Onkologicznie nie jest źle: guz się cofnął, nie ma przerzutów ale psychicznie i internistycznie jest kiepsko: duże osłabienie, anemia, problemy z sercem, zmęczenie leczeniem i pewnie wiele innych odczuć i emocji, które odczuwa tylko osoba chora na nowotwór. Ze swojej strony staram się nie mysleć o tym, co wiem i co tu jest napisane na forum o tym typie raka (szybkość rozrostu i przerzutów). Staram się cieszyć tym, co jest dzisiaj i mam nadzieję, że przed mamą jeszcze kilka lat normalnego życia. Może ten typ zaśnie na kilkadziesiąt miesięcy. Przecież guz miał też tylko zmaleć. Pozdrawiam wszystkich forumowiczów i życzę zdrowia oraz pogody ducha. kakoka Odpowiedz Link
sylvi_grzes Re: NASZE HISTORIE 31.01.09, 00:44 Nasza historia jak każdego z was ma swoj tragizm i często poszukuje odpowiedzi na to najtrudniejsze pytanie "DLACZEGO!!!" Zaczeło się jakieś dwa lata temu mój nażyczony zostal poddany wycięciu znamienia na ramieniu i po zbadaniu szok "czerniak".Musze zaznaczyć że kilka miesięcy wcześniej urodził się jego synek troszkę za wcześnie i bardzo malutki ważył 1800 gram,a tu niespelna kilka miesięcy i kolejna smutna wiadomość.Pierwszej pomocy szukali wraz z swoją żoną w szpitalu w Olsztynie tylko tam nie oplacało się dla jednego pacjęta otwierać kapsulki z kontrastem bo to jest dla trzech osób więc propozycja trzeba wyciąć jak najgłębiej??? Całe szczęście żona mojego nażyczonego szybo zareagowała i nie pozwoliła na taki precedens.Natrafili na Centrum Onkologi w Warszawie tam też podjęto się operacji usunięcia węzlów wartowniczych pod lewą pachą i docięcie blizny gdzie czerniaka nie znaleziono a w węzłach rozproszone komórki.Wynik CLARK IV BRESLOW 3,0mm wyciętego czerniaka.Zlecono wizyty kontrolne co trzy miesiące.Było wszystko w pożądku z każdą kolejną wizytą coraz więcej optymizmu.Tym bardziej że mój nażyczony ma bielactwo a to podobno walczy z czerniakiem i wygrywa tę walkę w wielu przypadkach.Żeby życie nie bylo taką sielanką na początku ubieglego roku umiera żona mojego nażyczonego po wylewie i zostaje malutkie dziecko i on taki załamany tym życiem i ciągle to samo pytanie DLACZEGO!! W takim wlaśnie stanie go poznaje i zaczynamy razem rozmawiać a wreszcie także ukladać sobie jakoś razem życie, dzidzia szybko się do mnie przyzwyczaiła a i ja nie oddała bym go już nigdy nikomu. Przez chwilę byliśmy szczęśliwi bo tuż przed wigilją jego lekarz dopatrzył się że zwapnienie na płucach pozostałe po zapaleniu zaczyna się zmieniać i taką informacje przekazał do Centrum Onkologi tam analiza zdjęć RTG i termin badania tomografem(to już dzieje się w styczniu).Po badaniu tomografem wynik dwa guzki w płacie dolnym lewym meta. Ktoś kiedyś by mnie zapytał co to meta też bym nie wiedziała dzisiaj jeszcze nie pytałam ale wiem lub się domyślam że to oznacza przerzut.Zaczeliśmy chemie,jest właśnie po pierwszej czuje się bardzo źle bo w dniu kiedy dostał piewszą dawkę rozchorował się GRYPA.Dzisiaj to trzeci dzień po i dopiero zaczął się troszkę poruszać.Strasznie bolą go plecy i nie ma apetytu choć staram żeby miał wszystko co lubi albo co może mu smakować, już dzisiaj coś wreszcie zjadł troszeczke.Powiedzcie czy to normalna reakcja na chemie? Czy on będzie się musiał tak męczyć za każdą dawką? Co ja mogę zrobić żeby jemu było łatwiej? Tak bardzo chciałabym pomóc nie mam żadnego doświadczenia z tą chorobą i tak bardzo mało o niej wiem.Czytam wasze historie i wszystkie do tej pory przeczytane dostarczają mi jakieś informacje.Pozdrawiam Odpowiedz Link
ulalu Re: NASZE HISTORIE 01.02.09, 19:06 sylvi_grzes napisała: > Nasza historia jak każdego z was ma swoj tragizm i często poszukuje > odpowiedzi na to najtrudniejsze pytanie "DLACZEGO!!!" Zaczeło się > jakieś dwa lata temu mój nażyczony zostal poddany wycięciu znamienia > na ramieniu i po zbadaniu szok "czerniak".Musze zaznaczyć że kilka > miesięcy wcześniej urodził się jego synek troszkę za wcześnie i > bardzo malutki ważył 1800 gram,a tu niespelna kilka miesięcy i > kolejna smutna wiadomość.Pierwszej pomocy szukali wraz z swoją żoną > w szpitalu w Olsztynie tylko tam nie oplacało się dla jednego > pacjęta otwierać kapsulki z kontrastem bo to jest dla trzech osób > więc propozycja trzeba wyciąć jak najgłębiej??? Całe szczęście żona > mojego nażyczonego szybo zareagowała i nie pozwoliła na taki > precedens.Natrafili na Centrum Onkologi w Warszawie tam też podjęto > się operacji usunięcia węzlów wartowniczych pod lewą pachą i > docięcie blizny gdzie czerniaka nie znaleziono a w węzłach > rozproszone komórki.Wynik CLARK IV BRESLOW 3,0mm wyciętego > czerniaka.Zlecono wizyty kontrolne co trzy miesiące.Było wszystko w > pożądku z każdą kolejną wizytą coraz więcej optymizmu.Tym bardziej > że mój nażyczony ma bielactwo a to podobno walczy z czerniakiem i > wygrywa tę walkę w wielu przypadkach.Żeby życie nie bylo taką > sielanką na początku ubieglego roku umiera żona mojego nażyczonego > po wylewie i zostaje malutkie dziecko i on taki załamany tym życiem > i ciągle to samo pytanie DLACZEGO!! W takim wlaśnie stanie go > poznaje i zaczynamy razem rozmawiać a wreszcie także ukladać sobie > jakoś razem życie, dzidzia szybko się do mnie przyzwyczaiła a i ja > nie oddała bym go już nigdy nikomu. Przez chwilę byliśmy szczęśliwi > bo tuż przed wigilją jego lekarz dopatrzył się że zwapnienie na > płucach pozostałe po zapaleniu zaczyna się zmieniać i taką > informacje przekazał do Centrum Onkologi tam analiza zdjęć RTG i > termin badania tomografem(to już dzieje się w styczniu).Po badaniu > tomografem wynik dwa guzki w płacie dolnym lewym meta. Ktoś kiedyś > by mnie zapytał co to meta też bym nie wiedziała dzisiaj jeszcze nie > pytałam ale wiem lub się domyślam że to oznacza przerzut.Zaczeliśmy > chemie,jest właśnie po pierwszej czuje się bardzo źle bo w dniu > kiedy dostał piewszą dawkę rozchorował się GRYPA.Dzisiaj to trzeci > dzień po i dopiero zaczął się troszkę poruszać.Strasznie bolą go > plecy i nie ma apetytu choć staram żeby miał wszystko co lubi albo > co może mu smakować, już dzisiaj coś wreszcie zjadł > troszeczke.Powiedzcie czy to normalna reakcja na chemie? Czy on > będzie się musiał tak męczyć za każdą dawką? Co ja mogę zrobić żeby > jemu było łatwiej? Tak bardzo chciałabym pomóc nie mam żadnego > doświadczenia z tą chorobą i tak bardzo mało o niej wiem.Czytam > wasze historie i wszystkie do tej pory przeczytane dostarczają mi > jakieś informacje.Pozdrawiam Witajcie moi drodzy. Tylko cierpliwość w tym wypadku jest najbardziej pomocna. Nie zawsze po chemi są złe reakcje. One zazwyczaj szybko ustępują. Zyczę dla Ciebie wiele wytrwałości,po burzy zawsze świeci słońce.Wiara i nadzieja , o jakże to jest potrzebne człowiekowi w utrapieniu. Ja wierzę że wszystko dobrze się zakończy. Macie przed sobą całe życie. Ja równiez doświadczyłam tej udręki.Nowotwór szyjki macicy. Było to niespełna 2 lata temu.Dwie bardzo poważne operacje. Lekarz który mnie leczył, mówił tak:myśl tylko o dobrych rzeczach które spotkały cię w życiu.Nie zatruwaj swoich myśli rakiem. A zobaczysz że bedzie tylko lepiej. I tak zaczęłam.Zajmowałam swoje myśli wszystkim tylko nie myślą o raku.I to odniosło dobry skutek.Poczułam w sobie witalnosc,dużą chęć do życia.Stwierdziłam że to nie koniec świata. Udało się.W chwili obecnej jest dobrze. Wiele osób które leżały ze mną na dzień dzisiejszy naprawdę cieszą się życiem.A wtedy, wracając myślami sami siebie skreślalyśmy. Jak mało było w nas wiary. Pozdrawiam Was bardzo cieplutko. Odpowiedz Link
edzia400 Re: NASZE HISTORIE 27.05.09, 20:45 miałam 15 lat kiedy moja mama urodziła bliźniaki , Lekarz zasugerował jej czeste wizyty u niego ze względu na obniżającą sie macice. Wiec jezdziła mineło kilka lat zaczeły sie u mojej mamy nieregularne miesiączki długie krwawienia po moich namowach pojechała do szpitala lekarz ja wyczyscił pobrał próbki z szyjki Wszystko było ok Po pewnym czasie znów to samo sie powtórzyło tylko ze bół paralizował mamie noge pojechaliśmy do szpitala lekarz powiedział ... zapalenie rwy kulszowej.... dostała leki po 2 tyg mineło.. moja mame z pracy przywiózł kolega tak bolało .. no i znów te krwawienia. Poszła do rodzinnego lekarka powiedziała nawrót rwy kulszowej dostanie pani tramal i przejdzie dostała 20 zastrzyków tramal a dalej ja bolało po nich miała sie zgłosic do ginekologa ból nie przechodził sąsiadka powiedziała chodz do tego ginekologa co ja chodze bo cos mi sie u ciebie nie podoba Wiec pojechała ... lekarz zrobił usg i Powiedział my tu na cito bedziemy sie kładli w szpitalu 13.03.2006 Operacja ... miała trwać góre połtora godz a trwała 6 mama sie obudziła na stole operacyjnym w srodku operacji . Pękł mięsniak i musieli wszystko czyscic.Lekarz powiedział że mama diabłu z ogona spadła nie dawali jej szans 20.03.2006 mama wyszła ze szpitala z zaleceniami : Kontrola w poradni K Zgłosi sie po wynik badania histo kiedy szła wyciagnąc szwy lekarz zawołał mnie do gabinetu dał raport hist(Guz jajnika prawego Guz jajnika Lewego rozfragmentowany )powiedział Przykro mi zapytałam ile..... max 4 miesiace. Ale ze wzgledu na bardzo młody wiek dostaniecie przekaz do instytutu onkologii w Gliwicach.24.03.2009 byliśmy juz w Gliwicach Mama osłabiona bo zaledwie 11 dni po operacji Lekarz zbadał powiedział ze sie super goi och wreszcie 1 dobra wiadomosc zaproponował chemioterapie pod opieką oddziału w Rybniku tam gdzie mieszkam 11.04.2006 jestesmy na oddziale Mame przejmuje ordynator Rozpoznanie Rak jajników IIIc CA 125-19,93 podana chemia ,kolejny wlew 09.05.2006 wyniki krwi super 31.05.2006 nastepny mama zaczyna tracic włosy śmiejemy sie że mamy mame Kojaka robimy wszystko zeby nie myslała nie wie ze zostalo jej 4 miesiace ja chodze z kąta w kat nie wierze ze to sie dzieje szukam po necie co ma jesc pic mama lezy źle sie czuje na szczescie po paru dniach mija 21.06.2006 nastepny wlew z badaniem usg wszystko ok CA 125- 14,77 RAdośc w oczach lekarz sie jednak mylił przecież wszystko idzie ku lepszemu 14.07.2006 znów na chemii Mama juz w nowej peruce wygląda super ma pełno sił nikt nie wierzy ze jest chora 09.08.2006 ostatni wlew po 21 dniach badania kontrolne poradni onkologicznej jedziemy do wisły odpoczac mama biega po górach szybciej niz ja wróciła pełna wiary i nadzieji no i sił wizyta w poradni wszystko dobrze cieszymy sie jak dzieci i znow odpoczynek u mamy sił witalnych za dwóch to samo z apetytem nastepna wizyta poszłysmy z lekkim sercem a tu wbili nam nóz CA-125 wzrosło na tyle ze spowrotem na szpital 27.03.2007 przyjeta na oddzial mysleli ze płuca zrobili usg potem tomograf wiemy co przerzut cel ataku ... Wątroba.... 8 miesiecy był spokoj a tu znów wracamy do poczatku znow chemia a juz peknie włoski odrosły 08.05.2006 nastepny wlew wyniki krwi super cisne w mame szpinak i sałate do tego suszone owoce przychodza kłopoty z wypróznianiem nestatyna do jamy ustnej i milion ton soków z warzyw z ogródka do tego hepatil 29.05.2006 znów zjawiamy sie w szpitalu mama zartuje z pielegniarkami skad ona ma tyle sil wyniki CA125-38,06 15.06.2007 badania na prawym płacie 3 owalne obszary dwa ok 20mm jeden 5mm usg płuc Odpowiedz Link
mama.rozy Re: NASZE HISTORIE 20.06.09, 16:21 sama nie wiem od czego zacząć.diagnozę-ziarnica złośliwa,usłyszałam w lutym tego roku i było to dla mnie...wybawienie.dlaczego-ponieważ najpierw wykryto u mnie raka płuc i dawano 3%szans na przeżycie...po tej diagnozie swiat się załamał,bo mamy troje małych dzieci,od jakiegoś czasu zaczęło się nam wreszcie dobrze żyć.ale na szczęście dość szyko postawiono właściwa diagnozę i od tego czasu jest lżej...w tej chwili jestem po 8 chemiach,4 przede mną.potem kontrolny tomograf i,jeśli będzie trzeba,naświetlania.nie mogę się załamać,dzieci i mąż pomagają w przeżyciu kolejnego dnia.nie jest źle... paradoksem jest to,że jestem pielęgniarką i pracowałam w hospicjum,a tu przyszło mi stanąć po drugiej stronie barykady... Odpowiedz Link
pam_71 Re: NASZE HISTORIE 30.06.09, 08:44 Hej! Nie wiem czy jeszcze tu zaglądasz ... ale mąż mojej Kuzynki zmagał się z ZZ. Dokładnie 3 lata temu zakończył leczenie ... nie powiem, że było miło i przyjemnie (cała terapia trwała 9 miesięcy) ;-) Ale teraz jest ZDROWY ! Tak więc uszy do góry i DASZ RADĘ. Pozdrawiam serdecznie Pam Odpowiedz Link
kakoka NASZE HISTORIE ciąg dalszy do wpisu z dn. 15.11.08 21.06.09, 11:00 Na forum jestem codziennie ale dopiero dzisiaj odnalazłam swój wpis w tej kategorii - NASZE HISTORIE i przyszedl czas, żebym dopisała jak nasza się skończyła. Jak wipsywałam się 15.11.2008 to było bardzo dobrze, o Boże jak to boli porównać to co pisałam tego dnia z tym co się wydarzyło za 10 dni. 25.11.2008 odeszła moja mama. W czasie, kiedy opisywałam to co mama przeszła, była w szpitalu na podaniu krwi - to była wersja rodziny i mamy dla mnie. Za 2 tygodnie miałam rodzić więc podano mi "lżejszą" wersję wydarzeń. Później dowiedziałam się, ze mama miała od 4 dni krwotoki z jamy ustnej i przewodu pokarmowego. Wzięli ją do szpitala na zatamowanie krwotoków i podanie krwi celem polepszenia wyników: anemia po chemii i KRYTYCZNIE NISKIE PŁYTKI KRWI!!!! Gdybym o tym wtedy wiedziała to moze bym coś jeszcze zrobiła :-( Potem, jak pojechałam z mamy wynikami z tego pobytu w szpitalu do onkologa prowadzacego - mama leczyła się na nowotwór w innym mieście i w innym mieszkała: odległośc 200km, to postawił hipotezę, że tak niskie płytki mogły być wynikiem przerzutów do szpiku. Po wyjściu ze szpitala: 19.11.2008 mama zaczęła się uskarżać, że boli ją wszystko a najbardziej głowa!!! Minęło 1,5 dnia a weszło hospicjum domowe i zaczęto podawać mamie leki przeciwbólowe wg. schematu walki z bólem nowotworowym. Nie pamiętam co dokładnie ale wiem, ze morfina pojawiła się 2 dni przed śmiercią. Minął kolejny dzien i mama przestala wstawć z łóżka, jeszcze jeden i mama przestała mówić. Była świadoma, porozumiewała się przez gesty i mruczenie. Następnego dnia pojawił się paraliż prawej strony ciała. A ja się już tylko modliłam, żeby Pan wziął ją do siebie jak najszybciej. Wysłuchał mnie. Tydzień po tym jak zaczęła boleć ją głowa była juz po lepszej stronie świata. Z jednej strony bardzo chciałam, zeby wytrzymała - lada dzień miala przyjść na świat jej piewsza wnuczka - i przyszła tydzien po jej odejściu -z drugiej nie chcialam, zeby cierpiała i jestem wdzięczna Bogu, że cierpiala stosunkowo krótko. Wszędzie czytałam, ze rak płuc jest podstępną chorobą, że drobnokomórkowy świetnie odpowiada na leczenie ale potrafi szybko sie odezwać i jak uderza ponownie to z kilkakrotnie większą siłą. Ale nie sądziłam, że jest aż tak podstępny i aż tak szybki. No i oczywiście nadzieja umiera ostatnia chociaż są takie przypadki - piszecie o nich na tym forum - i taki właśnie jest przypadek mojej mamy, że nadzieja umiera przed chorym. Wtedy to modlimy się o skrócenie jego cierpienia. Wszystkim, którzy zmagają się z tą chorobą, z chorobą nowotworową życzę wiary i pogody ducha, a z tymi, których ukochani są już po drugiej stronie, łączę się w bólu. Kaśka Odpowiedz Link
patysiak o kresce w oku 04.04.10, 22:38 nie bagatelizujcie zadnych dziwnych objawow. nie dajecie sie splawic lekarzom. moja historia Część 1: img203.imageshack.us/img203/4885/62410371.jpg Część 2: img691.imageshack.us/img691/211/64626450.jpg Część 3: img378.imageshack.us/img378/8425/69017971.jpg Odpowiedz Link
odon-ata-pl Re: Wyzdrowialam 20.12.10, 23:54 Witam.Jestem z Wami pierwszy raz. Nie bedeb opisywala calej swojej historii. Wyszlam z raka. Dalam rade. Trafilam na cudownych, wspanialych lekarzy. Zycze Wam byscie tez dali rade. Opisujecie tez historie Swoich bliskich. Im tez zycze powrotu do zdrowia. Trzymam za Was wszystkich kciuki. Odpowiedz Link
lady.godiva Re: NASZE HISTORIE 19.08.11, 22:57 Mama od lat ma mięśniaki- nie zdecydowała się na ich usunięcie. 3 lata temu była 3 razy na oddziale ginekologicznym szpitala na Lutyckiej w Poznaniu, miała krwawienia i najpierw dopatrywano się endometriozy, podwójnej macicy, a to był polip. Usunięto połowę - druga "wyszła" w domu, cud, że nie doszło do krwotoku. W wypisie jest info: brak wyraźnych wskazań do operacji. W tym roku również zaczęły się krwawienia, lekarze stwierdzili, że jeden z mięśniaków gwałtownie się powiększył i trzeba usunąć całą macicę. Po badaniach histopatologicznych wyszło, że to nowotwór. To był czerwiec tego roku. W Centrum Onkologicznym na Garbarach w Poznaniu zrobiono jej badania, w tym rezonans, który wykazał przerzuty do kości oraz powiększone węzły chłonne. Mama jest po pierwszej chemii. Odpowiedz Link
lady.godiva Re: NASZE HISTORIE 08.04.12, 20:25 Errata do tej historii: Mama zmarła 21 marca. Odpowiedz Link
bbb21 Re: NASZE HISTORIE 09.09.13, 09:24 witam, mój Tata od kilku lat regularnie chodzący do lekarzy, także prześwietlenia klatki piersiowej, żaden z lekarzy niczego nie zauważył W czerwcu / lipcu Tata źle się czuł, miał gorączkę i krwioplucie , o czym powiedział tylko swojej siostrze. Był u innej/nie swojej lekarki i ta pilnie skierowała go do szpitala chorób wewn. Tutaj inna młoda lekarka obejrzała zdjęcie klatki robione u nich i szybko dała skierowanie do następnego szpitala chorób płuc. Tutaj po bronchoskopii dostaliśmy wynik, który nie jest dobry. Niedrobnokomórkowy, płaskonabłonkowy. Robią badania i szykują do chemii. Głowa czysta. Dodatkowo lekarz proponuje program: lek ze St. Zjedn. Cóż.. jest mi ciężko. I niepotrzebnie przewertowałam internet. Odpowiedz Link
suazi1 Witam się i żegnam zarazem 21.10.13, 15:10 Kiedy prosiłam o przyjęcie na forum, nawet do głowy mi nie przyszło, że za kilka dni będzie po wszystkim. Mój tata zmarł 26.09.2013, zaledwie dwa tygodnie po przyjęciu do szpitala. Początkowa diagnoza: rak trzustki. Potem każdego dnia dochodziło coś nowego: przerzuty na płuca, wątrobę, nadnercza, węzły chłonne, kręgosłup. I to prawdopodobnie przerzut na kręgosłup spowodował tak szybką śmierć. Tata miał zniszczone przez raka kręgi szyjne, praktycznie niewiele z nich zostało. miał zakaz wstawania z łóżka, a jezeli już to na bardzo krótko i w kołnierzu ortopedycznym, bo istaniało ryzyko uszkodzenia a nawet przerwania rdzenia. Niestety w nocy z 25 na 26.09 będąc pod wpływem morfiny nieświadomie wstał bez kołnierza, poszedł do łazienki, bo w końcu po dwóch tygodniach leżenia chciał się normalnie załatwić... Tam znaleziono go martwego. Do dziś nie wiadomo dokładnie co się stało. Lekarze lakonicznie poinformowali nas, że doszlo do zatrzymania krążenia i wydolności oddechowej. Prawdopodobnie te nieszczęsne kręgi nie wytrzymały... Tak na marginesie: przykro mi to pisać, ale moderacja mogłaby trochę szybciej reagować na prośby o przyjęcie, bo wielu z nas wchodząc na to forum potrzebuje wsparcia w trudnych chwilach a nie dobrej zabawy... Mnie przyjęto prawie trzy tygodnie po zgłoszeniu... Trochę za późno... Odpowiedz Link
bbb21 Re: Witam się i żegnam zarazem 05.11.13, 22:30 strasznie to przykre. co napisać? nie da się tak po prostu... siły Ci życzę, jedyne co mi przychodzi do głowy.. Odpowiedz Link
bbb21 pytanie 07.11.13, 08:01 w związku z powyższym postem - nasuwa mi się pytanie - do adminek - dlaczego to forum nie jest ogólnie dostępne? , że każdy w potrzebie chwili, nawet obcy, może tu coś napisać, nie musi wysyłać zgłoszenia, czekać itp.. , bo taką ma w tej chwili potrzebę? i tak forum jest widoczne i wszyscy widzą, co każdy pisze.. Tylko teraz nie każdy może napisać. Są to bardzo intymne i trudne sprawy więc też nasuwa mi się pytanie dlaczego nie jest ukryte? ale to ludzka ciekawość... pozdrawiam Odpowiedz Link
gontcha Re: pytanie 09.11.13, 22:39 bbb21, Kiedyś (na samym początku) forum było w formule otwartej, czyli każdy czytał, każdy pisał. Niestety zaczęło się spamowanie, szarlatani, handlarze i w ogóle młyn. Podjęliśmy decyzję o zamknięciu forum, tzn. czytać może każdy, ale pisać po zalogowaniu i akceptacji zgłoszenia. Nie chcemy ukrywać forum - temat jest poważny i powinien być dostępny, ale potrzebujemy mieć kontrolę nad tym by nieodpowiedzialni ludzie tutaj nie pisali i jeśli trafi się ktoś taki to zostaje usunięty z listy uczestników. Taki schemat ma wiele forów. Mam nadzieję, że moje wytłumaczenie jest zadowalające. Odpowiedz Link