Dodaj do ulubionych

jak radzicie sobie z patrzeniem na cierpienie?

22.12.08, 22:47
Jak w temacie. Jak sobie z tym radzicie ? serce mi pęka jak patrze
jak mój tata się męczy. Rak języka i szczęki (pisalam o tym w innym
wątku). Dzisiaj wrocil z pierwszej chemioterapii - bardzo osłabiony.
To chyba normalne ?
Dzisiaj rozmawiałam szczerze z lekarzem - do tej pory nikt nie
chciał nam powiedziec co bedzie dalej. Dzisiaj lekarz powidział że
szanse aby powstrzymac tego raka (bo wyleczyć sie już nie da) sa
bardzo znikome. Umiejscowienie raka jest takie, że nie da się
zlikwidowac bolu (to chyba najgorsze co usłyszałam) i że niestety
będzie to powolna smierć. Zostalo mu kilka miesiecy - nie wiadomo
ile. Że po 2-3 turach chemii bedzie wiadomo czy to coś pomaga, czy
nie. Ale przecież nawet jeśli coś pomoze to chyba nie bedzie dużo
lepiej- czyli tata bedzie dalej cierpiał. wiedze jak z każdym dniem
traci apetyt, coraz gorzej mówi. Jestem załamana tym że nie mogę nic
zrobić
Obserwuj wątek
    • barbie-torun Re: jak radzicie sobie z patrzeniem na cierpienie 23.12.08, 10:19
      mój Tato choruje na raka płuc, nieoperacyjny 3 B,
      cierpi
      nie pomogły chemie i naświetlania, progresja
      nie mieszkamy razem ale tato przyjeżdzał do nas
      do onkologa
      jest osowiały, małomówny, zmęczony
      taki inny niz przed rokiem
      serce sie kraje jak patrzyłam na te cierpienia
      zawierzyłam wszystko Panu Bogu
      modlę się do św. Rity
      i doznałam ukojenia
      ze spokojem przyjmuję to co niesie choroba
      przygotowuję się na odejście Taty
      i cieszę się każdym dniem z nim

      Barbara
      • pam_71 Re: jak radzicie sobie z patrzeniem na cierpienie 23.12.08, 10:42
        Ja "patrzę" na chorobę mojego kochanego Teścia (trzustka) .. tak
        trochę z "drugiej linii" ... a i tak serce się kraje ;-(
        Po dobrych czterech miesiącach, kiedy gemcytabina dawała dobre
        efekty i wszyscy uwierzyliśmy, że może jednak .. może na dłużej ...
        teraz dołek. Akurat na Świeta ;-(
        Ostatnio siostra(męża) przyznała, że Tata mobilizuje się na nasze
        wizyty (miszkamy po drugiej stronie miasta) ... wnuki 7 i 9lat.
        Tak większość dni poleguje, bo bóle wróciły.
        Nie wiem co będzie dalej ... mąż chowa wszystko w sobie .. siostra
        jest bardziej otwarta, ale ja nie umiem pocieszać ... po lekturze
        tego forum ;-(
        Sorki... to nie były porady ;-) To b.cięzki temat ...
        Ściskam cieplutko
        Pam
        • agnieszkax1977 Re: jak radzicie sobie z patrzeniem na cierpienie 23.12.08, 14:16
          Ja sobie nie radzę...Jest coraz gorzej, trudniej się pogodzić z
          coraz to nowymi objawami, bólem ,który nie wiem jak by mąż ukrywał i
          tak widać.Ostatnio nie wytrzymałam - gdy zajżałam do męża i
          widziałam jak łzy bólu ciekły mu po policzkach, takie
          bezgłośne....rozpłakałam się po wyjściu z jego pokoju.Do tej pory
          udawało mi się panować - ze względu na małe dzieci - teraz już nie
          udaje się.Nie ze wszystkim można sobie poradzić - może nawet nie o
          to chodzi...Pozdrawiam i życzę dużo sił zwłaszcza teraz w święta gdy
          mamy czas zastanowić się nad życiemi jego ulotnością i kruchoscią.
    • makono Re: jak radzicie sobie z patrzeniem na cierpienie 23.12.08, 15:05
      Dziękuję za Wasze wpisy. To straszne, ze tak wiele osób cierpi a
      inni musza zmagac się z tym cierpieniem. Troche czuję się raźniej
      widzac, że inni przeżywaja to samo co ja żal, smutek ,niemoc -
      chociaż oczywiście nie zycze nikomu aby musiał to przechodzić. Życze
      Wam i sobie w te Swięta dużo sił i spokoju
    • ez-aw Re: jak radzicie sobie z patrzeniem na cierpienie 23.12.08, 17:21
      Tata nie cierpiał, w sensie bólu. Praktycznie do 2 dni przed śmiercią miał
      jeszcze ochotę i siły żartować. Bawił się z rocznym wnukiem, chciał jak
      najwięcej rozmawiać. Oczywiście, i tak było ciężko patrzeć jak trudno mu się
      oddycha (rak płuc), jak przestaje jeść. Płakałam gdy byłam sama, przy nim zawsze
      pogodna - choć serce się krajało. Gdy miałam załamania, myślałam o tym jak go
      kocham i modliłam się. To dawało siłę. I tej siły Tobie życzę.
      • zielony_listek Re: jak radzicie sobie z patrzeniem na cierpienie 23.12.08, 20:34
        ez-aw napisała:

        > Płakałam gdy byłam sama, przy nim zawsze
        > pogodna - choć serce się krajało. Gdy miałam załamania, myślałam o
        tym jak go
        > kocham i modliłam się. To dawało siłę. I tej siły Tobie życzę.

        U mnie dokładnie tak samo.
        Teraz wiem, że to ostatnie dni, ale znajduje w sobie siłę żeby
        trzymając mamę za rękę usmiechać się do niej.
        Jak ciężko namawiac do jedzenia, kiedy wiesz, że każda łyżka to
        droga przez mękę. Jak trudno trzymac miseczki na wymioty, patrzec
        jak się męczy i uspokajać, kiedy głupie łzy same się cisną do oczu.
        Jak ciężko, kiedy samemu trzeba podejmowac decyzje.

        Pozdrawiam
        zielony_listek

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka