Moja bliska kolezanka gaśnie :(

07.01.09, 14:15
Witam wszystkich na forum.Jestem tu nowa,dziękuję za przyjęcie.

Mój problem nie dotyczy dokładnie mnie ale mojej bliskiej koleżanki,można
nawet powiedzieć przyjaciółki.

Zastanawiam się jaki Bóg ma cel w tym wszystkim,jaki ?

Moja koleżanka dowiedziała się ze ma raka piersi dwa lata temu,guz

był olbrzymi.A ze karmiła piersią dziecko, nikt nie zwracał na

zmianę w piersi uwagi;/ Gdy zaprzestała karmienia piersią ,poszła na

mamografię(prywatnie),najpierw co usłyszała to ze jest za młoda na

mamografię! (36 lat),ale była uparta.Z miejsca kazali jej jechać do

onkologii.Wtedy cały jej swiat runął.Guz w stanie

zaawansowanym,najgorszy jaki może być! Bardzo agresywny i szybko

postępujący u takich młodych ludzi.

Dostała bardzo silną chemię,potem usuniecie piersi i węzłów

chłonnych w całej ręce.koszmar.Znowu chemia,naswietlania,jakieś

promieniowania itp.Prawie zerowa odporność.

Potem pół roku spokoju.

Cały czas była pod "opieką" onkologiczną.

Zaczął sie kaszel,dośc silny,podejrzenie zapalenia płuc.

Zanim odkryto ze to nie zapalenie płuc, tylko przerzut ,guz juz był

duży.Przy przerzucie brak mozliwosci operacji.Kolejna chemia,nie

wiem dokładnie ile ich było,prawie żadna odporność organizmu :(

Cały czas męczy ją kaszel,duszności i bół w płucach.

Ostatnie badania wykazały raka na całym układzie oddechowym

:(,przyjmuję morfinę ( te łagodniejszą).

Kolejną chemię znosiła bardzo zle,razem z mężem podjęli decyzję o

zrezygnowaniu z chemii ,bo ta chemia by ja szybciej zabiła niż rak.

Dziewczyna jest załamana,ale jakby zaakceptowała myśl ze zostało jej

kilka miesięcy życia,ma chwile załamania,wiadomo.Ma dwoje dzieci

syna i małą córeczkę ,która pewnie nawet nie będzie jej pamiętać;(

Na swój sposób żegna się z najbliższymi,załatwia jak najwięcej

spraw które muszą być załatwione ,chce zdążyć.

Ostatnio pogadałysmy obie ,uroniłysmy łzy.Co mam jej powiedzieć ?

jak ją pocieszać?Czuję się taka bezradna a ona na pozór taka silna.

Zastanawiam się jaki cel ma Bóg w tym że zabierze mamę dzieciom i

tak fajną kumpelę ....Nie wiem co myslec,nie wiem jak jej pomóc.

Ona sama juz czuje ze ten moment nadchodzi,ludzie jej mówią ze

gaśnie w oczach.Tak strasznie mi jej żal,żal mi jej dzieci,meża.

Cięzko im będzie.Kurcze jak strasznie kruche jest życie.Moja

przyjaciółka dziękuję Bogu za kazdy kolejny dzień który może przeżyć.

Może zbyt pesymistycznie rozpoczęłam swój wątek tutaj na forum,ale niestety
nic nie poradzę.




Bardzo bym chciala aby zdarzył się cud,proszę .....
    • amberka2 Re: Moja bliska kolezanka gaśnie :( 07.01.09, 17:10
      witaj

      strasznie smutka jest opisana przez ciebie histroia.
      Sama w grudniu stracilam mame, a w pazdzierniku urodzilam pierwsze
      dziecko i pierwsza dluga oczekiwana wnusie mamy.

      Tez sie zastanawialam jaki Bog mial w tym cel, ze zabral moja
      ukochana mame?. Dal jedno zycie, a zabral inne. Wymienialnosc
      pokolen? Chcial mnie doswiadczyc, ukarac, sprawdzic? Nie wiem...
      Akurat w moim przypadku bylo moze ciut latwiej. Mama miala 70 lat.
      Ale moja babcia ma 102 i mama mogla jeszcze z 15 lat pozyc gdyby nie
      rak.

      Nie wiem czym kieruje sie Bog-opatrznosc... a moze nie ma zadnego
      Boga a dziala zwykla biologia? Kazdy z nas jest zbiorem komorek i
      prawdopodobienstwo, ze dojdzie do mutacji jest ogromne.
      Jeden organizm ma szczescie, ze do mutacji dojdzie w poznym wieku
      albo wcale a inny ma pecha i komorki zmutuja bardzo wczesnie.

      Mam nadzieje, ze w koncu cos sie w medycynie ruszy w walce z rakiem,
      bo na razie mamy "zime" od 20 lat.

      Pozdrawiam



      • sp9tcu Amberka2 blużnisz 10.01.09, 21:49
        Amberka2 jak blużnisz ze boga nie ma
        ty ateistko chodzisz ty kościoła

        Niezbadane są wyroki boskie
        co jest naszym celem życie tutaj czy życie wieczne
        Czytam wasze posty i czasami mam dość waszych wypowiedzi w stylu wpsułczujemy
        i tyle

        przykłady z mojej rodziny

        Mój tata umarła jak miałem 18 lat
        rak jelita grubego i prostaty

        Ciocia lat 46 rak piersi chorowała około pół roku

        Mąż cioci mój ojciec chszestny
        wiek po 70 rak prostaty przeżuty do mózgu chorował 2 lata

        Do tego moja mama 80 lat rak piersi choruje od 2 lat

        • merosia Re: Amberka2 blużnisz 10.01.09, 23:54
          sp9tcu napisał:
          > Amberka2 jak blużnisz ze boga nie ma
          > ty ateistko chodzisz ty kościoła
          Uprasza się o zwracanie się do forumowiczów/ek z szcunkiem. Amberka się poprostu zastanawia, jako istota myśląca, ma do tego całkowite prawo.
          > co jest naszym celem życie tutaj czy życie wieczne
          dla każdego co innego jest celem, i to nie znaczy, że jesli ktoś ma inne cele niż Ty, jest uboższy duchowo, czy że te cele są gorsze.
          > Czytam wasze posty i czasami mam dość waszych wypowiedzi w stylu wpsułczujemy i tyle
          Proponuję w momencie, gdy masz już dość, zaprzestać czytania postów o współczuciu i tyle.

          A do Amberki2: bardzo bliskie są mi Twoje refleksje. Minęło już półtora roku od śmierci mojego taty, niby wierzę w życie wieczne, ale na uwierzenie w sprawiedliwość tzw. wyroków Boskich, muszę chyba jeszcze poczekać, zmądrzeć, dojrzeć, zmienić tok rozumowania lub nie wiem co jeszcze, a może wszystkiego po trochu. Pozdrawiam serdecznie.

        • amberka2 Re: Amberka2 blużnisz 11.01.09, 10:33
          Amberka2 jak blużnisz ze boga nie ma
          > ty ateistko chodzisz ty kościoła

          Przepraszam, a co to ma do rzeczy czy chodze do kosciola czy nie.
          Sa osoby, ktore nie chocza, a milosc blizniego pokazuja na kazdym
          kroku i zyja zgodnie z dekalogiem, a co "modla sie przed figura, a
          diabla maja za skora. Chyba to nie jest forum religijne i nie musimy
          sie wypowiadac na temat naszej wiary.

          co jest naszym celem życie tutaj czy życie wieczne

          TRudno na to pytanie odpowiedziec. Zobacz, ze nawet osoby duchowne,
          ktore teoretycznie sa najblizej Boga i nie poiwnny watpic w zycie
          wieczne za wszelka cene walcza o zycie ziemskie. Jezeli zachoruja sa
          leczeni a nie czekaja ze spokojem na przejscie na ta druga strone.
          Jezeli nie byloby watpliwosci, ze jest zycie wieczne cieszylibysmy
          sie z choroby bliskich i odmawialibysmy leczenia, bo przeciez po co
          blokowac im przejscie do tego innego lepszego swiata?
          Gdybysmy na 100%wierzyli w zycie wieczne czekalisbysmy z
          utesknieniem na smierc, a tak naprawde za wszelka cene walczymy o
          zycie na tym ziemskim padole......
          My ludzie z jednej strony chcemy wierzyc, ze jest zycie wieczne, a z
          drugiej strony naszymi dzialaniami caly czas temu zaprzeczamy.

          Bardzo ci wspolczuje, ze straciles tylu bliskich, ale nie bedziemy
          sie tutaj licytowac, kto stracil wiecej ukochanych osob.
          Ja rowniez stracilam tate, gdy mialam 18 lat. Tata zmarl nagle na
          zawal serca. Teraz 14 lat pozniej odeszla moja ukochana mama. Nie
          mam rodzenstwa.
          Wiem, ze to normalne chowac rodzicow i probuje jakos sie z tym
          pogodzic, chociaz jest bardzo trudno. Mam dwumiesieczna coreczke i
          wspanialego meza i oni dodaja mi sil. Bardzo brakuje mi mamy, tak
          bardzo chcialabym , zeby widziala jak rozwija sie wnusia i trudno mi
          sie pogodzic z faktem, ze juz nigdy nie uslysze jej cieplego glosu i
          nie bede mogla sie do niej przytulic.

          Uwierz mi, ze bardzo chcialabym wierzyc w zycie wieczne , ale
          niestety mam pewne watpliwosci.


    • redudek Re: Moja bliska kolezanka gaśnie :( 08.01.09, 06:30
      Wiadomo napewno że moja koleżanka ma ten zły" gen odpowiadający za tego raka.ten
      sam gen mają siostry ,matka i niestety nawet jej mała córeczka.Nie musi ten gen
      u każdego z nich się "obudzić" ale jest juz duże prawdopodobieństwo
      zachorowania.Dlatego każde z nich jest objęte tzw ochroną", ale to tylko teoria
      w naszym kraju ,ech.
      A dziewczyna została sama sobie i juz nawet jej rodzina położyła na niej krzyżyk
      i tylko kazali aby dużo zdjęc sobie robiła :/ zero pomocy z ich strony ,zmuszona
      jest do proszenia o pomoc w domu i przy dzieciach obcych ludzi,zawsze tez może
      liczyć na mnie.reszta znajomych i rodzina odwróciła się od niej jak od
      trędowatej,to dziwne ,prawda?
      • elsy Re: Moja bliska kolezanka gaśnie :( 08.01.09, 12:47
        rany,co za ludzie:((((nie mogę tego pojąć.....i biedne jej dzieciaczki:((((((
        dla mnie wydaje się to wręcz nieprawdopodobne,by tak traktować drugiego
        człowieka,a tym bardziej bliską osobę,a gdzie jej mąż ???
        a jak sobie poradzi,gdy już nie bedzie wstawać z łóżka ???
        mam nadzieję,że mieszka tam,gdzie będzie jej mogło doglądać np.hospicjum
        domowe,a jeśli pójdzie do szpitala,to przecież ktoś musi zająć się dziećmi,może
        się w końcu rodzina obudzi i jej pomoże????
        nie wiem,co mam Ci poradzić,bo sama jestem w szoku,po tym co napisałaś...ale
        widzę, że wiesz co masz robić,że jesteś odpowiednią osobą, na odpowiednim
        miejscu, szczególnie teraz;
        jak dobrze, że ona Cię ma....bądź z nią na tyle, ile możesz i na tyle, ile ona
        tego chce i potrzebuje
        trzymajcie się...i odzywaj się,co tam słychać
        pozdrawiam ciepło
        • malwa200 Re: Moja bliska kolezanka gaśnie :( 08.01.09, 22:22
          Kochana Redutko! jestem wierzącą osobą i Twój problem nie jest mi
          obcy. Wiedz, ze Pan Bóg zabiera do Siebie ludzi w najbardziej dla
          nich odpowiednim momencie, nawet, jeśli w naszych ziemskich oczach
          wydaje się to nonsensem czy absurdem. Pan Bóg ma inną hierarchię
          wartosci niz my, grzeszni ludzie. On patrzy na to, kiedy człowiek
          jest najbardziej gotowy do odejscia pod wsględem duchowym, kiedy ma
          najmniej grzechów a myslą i sumieniem jest najblizej Niego. wierz
          mi. my, ludzie tego nie rozumiemy, najczęściej również umierajacy
          też tego nie rozumieją ale Pan Bóg zawsze zabiera człowieka do Sibie
          wtedy, gdy jest on w momencie "najcxzystszym" w oczach Pana, czyli
          np. naznaczony cierpieniem 9bo nioe jest w stanie już zgrzedszy),
          gdyby zył nadal, zapewne by zgrzeszył. Wiem, ze moje tłumaczenie
          jest nieudolnen ale studiuje te kwestie od dawna i opioeram się
          zarówno na wielu lekturach tak filozoficznych. teologicznych jak i
          na wielu przeprowadzonyc rozmowach z moim bratem, który jesat
          księdzem. Wiersz mi, to wszystko ma sens. Oczywiście dzieci, rodzina
          i najbliżsi są ważni i ich cierpienie ale zbawienie danej duszy jest
          NAJWAŻNIEJSZE bo dotyczy wiecznosci, w jakiej się dana osoba
          znajdzie. Zastanówmy się, dlaczego Chrystus umarł w chwili gdy JHego
          uczniowie i przyujaciele potrzebowali Go bardzo? Myślę, ze dlatego,
          ze Pan Bób miał w zamyślę plan o wiele więkdszy i godniejszy niz sie
          to komukolwiek wydaje!miał na myśli zbawienie całego swiata a nie
          tylko poczucie bezpieczeństwa kilkudziesiąt osób które Chrystusa
          kochały. My wszyscy jesteśmy powołani do czegoś wiecej, niz zycie na
          tej ziemi, nawet wtedy jeśli wiąże się ono ze szczęściem wielu
          bliskim nam osób. Wierz mi, Pan Bóg wie, co robie pomimo naszych
          cierpień. Ona ma na celu zbawienie każdego człowieka i zabiera go w
          najlepszej dla jego sumienia i rokującej zbawienie duszy! wybacz
          moje nieudolne pisanie ale piszę to z czystego serca i tak jak ja to
          rozumiem. Wierzę, ze będzie dobrze!
          • monika7123 Re: Moja bliska kolezanka gaśnie :( 08.01.09, 22:38
            no tak..
            każdy szuka jakiegos wytłumaczenia dla tego co nas i naszych
            bliskich spotyka..
            mozna i tak..jeśli przynosi ulge w cierpieniu to można i w ten
            sposób..
    • lulka_0 Re: Moja bliska kolezanka gaśnie :( 09.01.09, 00:41
      redudku, był już na tym forum wątek bardzo podobny do Twojego (jak
      zachowywać się w stosunku do bliskiej nam osoby, u której
      zdiagnozowano raka). Podobny, ale jednak nie taki sam...

      Gdybym ja była na Twoim miejscu, oprócz wszystkich oczywistości,
      zadbałabym dodatkowo o jedną rzecz. Biorąc pod uwagę, że jesteście
      bardzo bliskimi przyjaciółkami, zapytałabym się tej dziewczyny
      wprost, czy ma jakiekolwiek życzenia dotyczące Twojego zachowania w
      stosunku do Jej rodziny już po Jej śmierci. Wygląda na to, że Twoja
      psiapsiuła bardzo aktywnie przygotowuje się do rozstania ze
      wszystkimi i być może jej plany co do potencjalnego Twojego dalszego
      udziału w życiu (na przykład) jej dzieci są z jakiegoś powodu bardzo
      konkretne... Takie pytanie jest oczywiście bardzo trudne,
      powiedziałabym nawet, że wybitnie trudne, ale... może warto o to
      zapytać, póki jeszcze jest czas...

      Do tych "oczywistości", o których napisałam wcześniej, zaliczyłabym
      w pierwszym rzędzie bycie z tą kumpelą na serio, czyli
      rozmawianie... Chyba najgorsze, co można zrobić, to chować się za
      murem pozornej jednak tylko (chyba) niestosowności. Mówiąc krótko
      unikanie trudnych kwestii i podświadoma niechęć do zadawania bardzo
      trudnych pytań mimo wszystko nie jest najlepszym rozwiązaniem. Mimo
      wszystko - podkreślam to jeszcze raz - bo to nie jest prosta
      sytuacja. Tak mi się wydaje...

      A życie... Fakt, jest makabrycznie kruche...

      Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie. lulka_0
    • redudek Re: Moja bliska kolezanka gaśnie :( 09.01.09, 09:23
      dziekuje wam za słowa ,które w pewnym stopniu uspokoiły mnie,ja tez wierzę ze
      nic nie dzieje się bez przyczyny,że to ma jakiś głębszy sens,hm...
      Podczas ostatniego naszego spotkania rozmawiałysmy obie o różnych rzeczach,nawet
      o śmierci.Moja przyjaciółka zaczyna wątpić w to czy po śmierci coś jest,bo
      wymysliła sobie teorie że skoro coś jest to dlaczego jej zmarły już dawno ojciec
      jej nie ratuje przecież wie że ma małe dzieci do wychowania że jeszcze "całe "
      życie przed nią ,a on nic... i wez tu jej teraz wytłumacz,próbowałam jak
      mogłam.Powiedziałam jej że widocznie to nie zalezy od twojego ojca tam na górze
      tylko od kogos bardziej ważniejszego.A napewno coś po śmierci istnieje ,bo
      skoro istnieją duchy ( w które ona tez wierzy) to musi coś istnieć.Sama także
      stwierdziła że widocznie spełniła juz misję na tym świecie i dlatego Bóg ją chce
      zabrać.Jakoś się wtedy uspokoiła ,jednak najbardziej boi się tęskonoty za
      dziecmi,za wychowaniem ich,najbardziej ją to przeraża ze nie będzie mogła
      uczestniczyć w ich życiu,że jej nie będzie gdy syn będzie wybierał szkołe
      średnią ,gdy jej obecnie 4-letnia córka będzie szła do szkoły,do komunii,tego
      jej najbardziej żal.Samej smierci się nie boi,a czuje że ona nadchodzi.
      Bardzo jej zależy żeby kiedyś jej dzieciom ktoś opowiedział jaka ona była....(
      niestety jej rodzina tego nie zrobi,juz powiedzieli że nie,dziwne,jakis stary
      konflikt z przed laty tkwi w ich sercach i nawet w ostatnich miesiącach zycia
      ich córki ,siostry,nie moga się pogodzić.)Chociaż ona wyciągnęła pierwsza rękę
      do zgody...nic z tego.
      powiedziałam jej że gdy będe widziała jej dzieci ja im bez problemu powiem jak
      była ,wspaniała,kochana i pomocna i że bardzo kochała swoje dzieci.Odetchnęła wtedy.
      Mi tez ciężko z nią rozmawiać ,bo nie chcę jej jakby sprawiać bólu,bo może ona
      nie chce myslec o śmierci,hm, cięzko czasami wyczuć.
      Powiedziała że ze względu na swoją rodzinę nie chce aby ktoś oglądał ją w
      trumnie,takze na pewno będzie zamknięta....
      Dzis będę do niej dzwonić... bo miała byc u lekarza w tym tygodniu.
      • to-wlasnie-ja Re: Moja bliska kolezanka gaśnie :( 09.01.09, 11:21
        Redudku, pomyslalam sobie, ze moze moglabys poddac Twojej przyjaciolce pewnien pomysl. Otoz jesli tylko bylaby w stanie to moze napisalaby list do swoich dzieci. Bylaby to napewno najpiekniejsza ich pamiatka po mamie a ona sama moglaby im powiedziec w ten sposob jak bardzo je kocha i ze choc nieobecna, to jednak zawsze przy nich bedzie. Moze dla niej samej bylaby to tez forma uspokojenia sie i swiadomosci, ze gdy dzieci podrosna i juz beda wiecej rozumialy , otrzymaja prezent od mamy . Co o tym sadzisz? Serdecznie pozdrawiam i zycze twojej przyjaciolce duzo sily, spokoju i jak najlzejszego przebiegu choroby.
      • jancio.wodnik Re: Moja bliska kolezanka gaśnie :( 09.01.09, 15:44
        List to bdb idea, mogłaby jeszcze nagrać wiadomość, albo lepiej
        video. Niesamowicie jest słuszeć głos Kogoś, kto już nie przemówi.
      • halas1961 Re: Moja bliska kolezanka gaśnie :( 25.01.09, 21:06
        Nie pozwol zeby byla sama w tych ostatnich miesiacach !!!Badz przy niej,
        wspieraj ja, jesli jest wierzaca namow ja aby przyjela namaszczenie chorych.
        Dopoki jeszcze jest w stanie rozmawiac, ma troche sily. Czesto sie zdarza ze po
        tym sakramencie choroba sie zatrzyma. Moja corcia choc bardzo sie bronila przed
        tym sakramentem, po jego przyjeciu bardzo sie uspokoila i wyciszyla. Tak jakby
        przestala sie bac. Musisz wiedziec, ze jesli nie zdarzy sie cud to najgorsze
        jeszcze przed Wami. Jesli sa przerzuty na pluca (umojej corci tak bylo)nie
        bedzie latwo. Bedzie potrzebowala opieki cala dobe.
        Nie trezba jednak tracic nadziei, a nuz zdarzy sie cud...
        Halina-mama Agatki
    • tara34 Re: Moja bliska kolezanka gaśnie :( 09.01.09, 13:46
      wzruszyła mnie bardzo Twoja historia
      umierała moja ciocia lat 38 też na raka piersi ,zostawiła dwoje
      dzieci w wieku szkolnym (podstawówka )nie ubolewała nad sobą tylko
      nad dziećmi ,wszystkich kolejno w rodzinie prosiła by zaopiekowano
      się Jej dziećmi
      to było straszne ,dramat ogromny po kilko latach zachorowała jej
      bratanica a moja siostra stryjeczna w wieku 20 lat ,kiedy czuła ,że
      odchodzi powiedziała ,że jest Jej lżej bo nie ma dzieci
      straszne to wszystko
      przy swojej koleżance bądz blisko ,poswięcaj tyle czasu ile możesz
      i zapewniaj ,że Jej dzieci będą mogły na Ciebie liczyć ,odejdzie
      spokojniejsza
      Bóg ?wszyscy odwołujemy się do Niego
      moje rany też są świerze i zawsze będą bo odeszły osoby które
      kochałam ,bardzo !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    • katarzynasg Re: Moja bliska kolezanka gaśnie :( 09.01.09, 14:59
      pomysl z listem jest cudowny, jesli kolezanka ma sile niech napisze....
      a syn rozumie co sie dzieje? bo malutka pewnie nie bardzo:((
      odchodzenie to najgorsze na co mozemy patrzec, ciezko patrzec jak ktos cierppi i
      nie moc mu pomoc:(
      na pytanie dlaczego pewnie nigdy nie znajdziemy odpowiedzi:( bo każda wydaje sie
      absurdalna i niezgodna z tym co sie wokol nas dzieje:(((
      a jak maz? nie wiem czy to stosowne ale moze jemu tez potrzebne wsparcie...
      swiadomosc ze "potem" nie zostanie sam ze ma przyjaciol ktorzy sie nie odwroca
      tak jak rodzina kolezanki:((
      oby mogla jak najdluzej cieszyc sie swoimi najblizszymi czyli toba tez kochana.....
      usciski dla kolezanki i dla ciebie za sile:)
      skad jestescie?
      • aniawx Re: Moja bliska kolezanka gaśnie :( 09.01.09, 21:43
        Redudku list to piękna sprawa. Bardzo bliska mi osoba zostawiła mi
        taki. Wracam do niego często i choć minęło już ponad dwa lata od
        Jego śmierci wywołuje we mnie niesamowite uczucia. Swojemu synkowi
        też zostawił list (syn miał wtedy 6 lat) i wyobraź sobie, ze to
        dziecko zna na pamięć ten list. Mój Patryk miał na telefonie miał
        nagraną informację, ze nie może odebrać.... i dziecko Jego często
        dzwoni żeby usłyszeć Tatę... To są drobnostki, ale tak dużo teraz
        znaczą... Niech koleżanka zastanowi się nad tym, żeby coś nagrać dla
        dzieci, męża, bliskich...
        A póki co to życzę Jej i TObie dużo siły!!! Rozmowy o śmierci są
        trudne choć powiem szczerze, ze w naszym przypadku nie stanowiły
        problemu. Najczęściej mówiliśmy o faktach - tzn. Patryk mówił jak
        chciałby żeby moje życie wyglądało i zawsze mi mówił, ze będzie mnie
        straszył jak będę robić coś nie tak jak On chce:)))
        Zastanawiają się forumowicze, czy koleżanka Twoja nie chciałby,
        zebyś pomagała jej dzieciom... to jest ciężki temat po śmierci... Ja
        chce pomóc synkowi Patryka ale nie mam możliwości:((( Nie każdy
        sobie tego życzy. Ale ciesze się tym, że chociaż wiem co się u
        Małego dzieje:) Ty być może będziesz mogła pomóc, ale tak naprawdę
        wszystko leży w rękach Jej męża. Co on będzie chciał zrobić to
        zrobi, a Ty nie będziesz miała na to żadnego wpływu - przynajmniej
        dopói dzieci nie będą już duże. Ja mam jeszcze sporo rzeczy po
        Patryku i trzymam je właśnie dla Małego - jak dorośnie to dam mu i
        niech zrobi z tym co chce - bo uważam, ze on ma do nich największe
        prawo... Wiem, że sie rozpisałam, ale chciałam Ci pokazać już tą
        dalszą część życia...
        Pozdrawiam i jeszcze raz dużo siły wiary i NADZIEJI, bo pamiętaj, ze
        ona odchodzi ostatnia!!!!!
    • szpulakasia Re: Moja bliska kolezanka gaśnie :( 09.01.09, 23:02
      ten post obudził wspomnienia.....Moja najlepsza przyjaciółka juz
      odeszła.....bądż z Nią i Jej pomagaj rozmawiaj zapewniaj że pomozesz
      po odejściu....To bardzo trudne pamietam te rozmowy....Ja
      zapewniałam o tym że na pewno pomogę i nigdy nie zapomnę( a potem
      ryczałam pod prysznicem albo do poduszki )....staram
      się to wypełniać i mam nadzieję że Agatka to widzi z nieba....a jest
      tam na pewno bo Ona była aniolem juz na ziemi.....też czasami myślę
      jaki to wszystko ma sens ale tak jak ktoś napisał Pan Bóg zabiera
      nas w naszym najlepszym momencie....bo jak porównuję Ją ze soba to
      widzę jak wiele jest we mnie jeszcze niedoskonałości....Bardzo mi
      Jej brakuje z każdym dniem coraz bardziej .....
    • redudek Re: Moja bliska kolezanka gaśnie :( 24.01.09, 11:25
      Dziekuję wam za wszystie odpowiedzi.Mnie dłuższy czas tu nie było bo chorowałam
      na grypę.
      Moja przyjaciółka próbowała jeszcze raz brac chemię,niestety znów
      niepowodzenie,nie dała rady czuła się fatalnie,zrezygnowała.
      Od szpitala wypożyczyła aparat do oddychania.
      Obecnie jest juz na najsilniejszej morfinie i jak mówi czasem nawet czuje sie po
      niej tak dobrze ze zapomina o tym ze ma raka a jak zapomni wziąc kolejnej dawki
      to wprost umiera z bólu całego ciała.
      Zastanawiam sie ile ona ma jeszcze czasu skoro juz taką morfine dostaje to
      obawiam się ze tego czasu ma mało :/
      Pomysł z listem wydawał się świetny,powiedziałam jej o tym ,lecz ona nie ma
      talentu do pisania ,jak o tym myslała to wiedziała co by chciała napisac swoim
      dzieciom,gorzej gdy zabierała się do pisania i nie wiedziała co pisać,hm
      Nie wiem może jeszcze coś z tym pisaniem jej się uda.
      • princess_arabella Re: Moja bliska kolezanka gaśnie :( 25.01.09, 09:08
        Niech nagra plyty da dzieci...potrzebuje kamery tylko...Ja rowniez jestem
        chora,narazie "wyleczona" ale mysle ze i tak kiedys to poworci...wymyslilam
        sobie ze jezeli powroci i bede umierala nagram plyty kazda oddzielna na kazde
        urodziny,bede na kazdym nagraniu radosna bede ze swoja corka w ten sposob w
        kazde urodziny ,na kazdym nagraniu powiem ze jestem przy niej kazdego dnia
        blisko..Plyty przekaze bratu bedzie odtwarzal w kazde urodziny jedna ...
        • lulka_0 Re: Moja bliska kolezanka gaśnie :( 27.01.09, 01:45
          Bardzo amerykański i bardzo niesamowity pomysł... Ja chyba
          chciałabym zrobić to samo. To wymaga niezwykłej siły i niesamowitego
          hartu ducha. Myślałaś o tym, co chciałabyś nagrać dla swojej córki?

          lulka_0
          • redudek Bóg ją zabrał.... 08.03.09, 19:00
            Niestety ,moja przyjaciółka odeszła w piątek,przegrała walkę z tym cholernym
            rakiem !
            Mam doła....


            Dla Ciebie kochana
            [*]
            • lulka_0 Re: Bóg ją zabrał.... 09.03.09, 00:25
              Twoje wpisy są jednymi z najpiękniejszych, najciekawszych i
              najbardziej twórczych na tym forum. Żadne słowa nie pocieszą, ale
              chciałabym przynajmniej podziękować Ci podzielenie się pomysłami na
              uporządkowanie świata po odejściu. Są nie do przecenienia. Mam
              nadzieję, że nigdy nie będę musiała z nich korzystać, ale warto
              pomyśleć o tym, o czym pisałaś.
              Przekazałaś trudną wiadomość. ALE i tak się wszyscy kiedyś
              spotkamy...
              • tara34 bardzo mi przykro 09.03.09, 18:11
                • redudek Re: bardzo mi przykro 11.03.09, 09:36
                  Wczoraj był pogrzeb mojej przyjaciółki.
                  Hm...wrażenia? rodzina jakby pogodzona ,żadnego płaczu szlochu aż przykro było
                  patrzeć na tak obojętnych ludzi....Było dokładnie tak jak mówiła mi przyjaciółka
                  rodzinka juz dawno postawiła na niej krzyzyk i się nie interesowali nią.
                  Mąż płakał,do tej pory musiał byc silny dla niej a teraz ....teraz emocje wzięły
                  górę...prócz męża i dzieci
                  miała wsparcie i pomoc u obcych ludzi (na resztę rodziny nie mogła liczyc)miała
                  przyjaciół i sąsiadów i u nich wczoraj widziałam szczery żal,łzy....
                  A Ona ? widziałam ją w trumnie,w pierwszej chwili jej nie poznałam...Boże....
                  jak te cholerne raczysko ją wyniszczyło,jak szybko ! a jeszcze dwa tyg temu
                  piłam z nią herbatę,a wczoraj ...nie do poznania.
                  Jak ona bała się tej smierci,bała sie tego momentu,rozmawiała z księdzem który
                  ja codziennie odwiedzał,dopytywała się jak to jest po smierci...juz teraz
                  wie...Teraz z góry opiekuje się swoimi dziecmi i męzem,napewno czuwa nad nimi.

                  Na moją pomoc zawsze moga liczyć ,obiecałam to jej...,oni o tym wiedzą,zawsze
                  moje drzwi bedą otwarte dla jej najbliższych.
                  Jak się teraz doliczyłam to chorowała niecałe dwa lata ,tyle miała czasu aby
                  przygotowac się na śmierć (tak powiedział wczoraj ksiądz,dziękujmy Bogu za ten
                  czas bo nie każdy ma ten czas dany)
                  Odeszła w wieku 37 lat....
                  Wierze że jest w tym jakiś sens,trzeba wierzyć...


                  Spoczywaj w spokoju kochana [*]
                  • zawsze-zuzia-10 Re: bardzo mi przykro 11.03.09, 21:10
                    wyrazy współczucia dla męża, został tutaj na ziemi sam... czytając
                    Twoją wypowiedź łzy same napłynęły do oczu..:(((((
                  • oliwia38 Re: bardzo mi przykro 11.03.09, 21:57
                    Wspolczuje bardzo tym, ktorzy po niej placza :( najbardziej zawsze
                    zal jest dzieci, bo to one, jesli nie teraz, to za kilka lat
                    najbolesniej odczuja jej brak. Wiem, bo moja mam zmarla jak mialam
                    10 lat i chorowala tez 2 lata, w tym rok nie wstawala z lozka. Bylo
                    to dokladnie 30 lat temu, a ja pamietam kazda chwile, jakby to bylo
                    niedawno.Bardzo cierpiala i nie moglismy jej pomoc, medycyna tez nie
                    byla tak rozwinieta jak teraz, byla tylko morfina.Bardzo bylo to
                    straszne. Miala 43 lata jak zmarla i wazyla 40 kg. Cale zycie mi jej
                    brakowalo. Sama tez jestem po raku 1,5 roku. Mialam zawsze taka
                    psychiczna presje, zeby szybko miec dzieci i ich nie osierocic w
                    dziecinstwie. Mialam jakies przeczucie, ze mnie tez to moze spotkac
                    i niestety.. pewnie to jakis blad genetyczny, choc rak zupelnie
                    inny. Ale, gdy czytam to forum, gdzie pisza ludzie dorosli, ktorzy
                    bardzo cierpia po stracie rodzicow, to wiem, ze nie ma odpowiedniego
                    wieku, zeby latwo pogodzic sie ze smiercia najblizszych. Zawsze to
                    bardzo boli i pozostawia w nas pietno na cale zycie. Modle sie za
                    twoja przyjaciolke, bo wiem, ze modlitwa jest moze tym, czego jej
                    potrzeba. Czasem snia mi sie osoby zmarle z rodziny i zawsze mam
                    takie wrazenie, ze prosza o modlitwe. Wiem, ze nikt bliski sie za
                    nich nie modli, choc to sami katolicy, ale ja moze im pomagam. A
                    moze tylko sama to sobie wmawiam. Bylas i jestes jej wspaniala
                    przyjaciolka, to tez wieki dar, jaki ja spotkal. Nie kazdy ma
                    szczescie trafic na tak oddanych przyjaciol. Zycze ci spokoju ducha,
                    masz piekne wspomnienia, pielegnuj je i opowiesz kiedys jej
                    dzieciom, jaka byla wspaniala i dzielna kobieta. Mi nie mial kto
                    tego opowiadac, a bardzo tego pragnelam, chociaz mama miala bardzo
                    duzo przyjaciol i znajomych. Ale po jej smierci wszyscy sie od nas
                    oddalili, przestali przychodzic, tylko jak mnie widzieli to bardzo
                    sie dziwili, ze juz taka duza jestem. Jakby to bylo dziwne, ze
                    dzieci rosna nawet po smierci swoich rodzicow. O rodzinie nie
                    wspomne, bo bylo prawie tak, jak u twojej przyjaciolki.
                    Niech odpoczywa w pokoju [*]
                    • gabrielle76 Re: bardzo mi przykro 12.03.09, 14:17
                      to straszne, tak mi przykro :(
Pełna wersja