redudek
07.01.09, 14:15
Witam wszystkich na forum.Jestem tu nowa,dziękuję za przyjęcie.
Mój problem nie dotyczy dokładnie mnie ale mojej bliskiej koleżanki,można
nawet powiedzieć przyjaciółki.
Zastanawiam się jaki Bóg ma cel w tym wszystkim,jaki ?
Moja koleżanka dowiedziała się ze ma raka piersi dwa lata temu,guz
był olbrzymi.A ze karmiła piersią dziecko, nikt nie zwracał na
zmianę w piersi uwagi;/ Gdy zaprzestała karmienia piersią ,poszła na
mamografię(prywatnie),najpierw co usłyszała to ze jest za młoda na
mamografię! (36 lat),ale była uparta.Z miejsca kazali jej jechać do
onkologii.Wtedy cały jej swiat runął.Guz w stanie
zaawansowanym,najgorszy jaki może być! Bardzo agresywny i szybko
postępujący u takich młodych ludzi.
Dostała bardzo silną chemię,potem usuniecie piersi i węzłów
chłonnych w całej ręce.koszmar.Znowu chemia,naswietlania,jakieś
promieniowania itp.Prawie zerowa odporność.
Potem pół roku spokoju.
Cały czas była pod "opieką" onkologiczną.
Zaczął sie kaszel,dośc silny,podejrzenie zapalenia płuc.
Zanim odkryto ze to nie zapalenie płuc, tylko przerzut ,guz juz był
duży.Przy przerzucie brak mozliwosci operacji.Kolejna chemia,nie
wiem dokładnie ile ich było,prawie żadna odporność organizmu :(
Cały czas męczy ją kaszel,duszności i bół w płucach.
Ostatnie badania wykazały raka na całym układzie oddechowym
:(,przyjmuję morfinę ( te łagodniejszą).
Kolejną chemię znosiła bardzo zle,razem z mężem podjęli decyzję o
zrezygnowaniu z chemii ,bo ta chemia by ja szybciej zabiła niż rak.
Dziewczyna jest załamana,ale jakby zaakceptowała myśl ze zostało jej
kilka miesięcy życia,ma chwile załamania,wiadomo.Ma dwoje dzieci
syna i małą córeczkę ,która pewnie nawet nie będzie jej pamiętać;(
Na swój sposób żegna się z najbliższymi,załatwia jak najwięcej
spraw które muszą być załatwione ,chce zdążyć.
Ostatnio pogadałysmy obie ,uroniłysmy łzy.Co mam jej powiedzieć ?
jak ją pocieszać?Czuję się taka bezradna a ona na pozór taka silna.
Zastanawiam się jaki cel ma Bóg w tym że zabierze mamę dzieciom i
tak fajną kumpelę ....Nie wiem co myslec,nie wiem jak jej pomóc.
Ona sama juz czuje ze ten moment nadchodzi,ludzie jej mówią ze
gaśnie w oczach.Tak strasznie mi jej żal,żal mi jej dzieci,meża.
Cięzko im będzie.Kurcze jak strasznie kruche jest życie.Moja
przyjaciółka dziękuję Bogu za kazdy kolejny dzień który może przeżyć.
Może zbyt pesymistycznie rozpoczęłam swój wątek tutaj na forum,ale niestety
nic nie poradzę.
Bardzo bym chciala aby zdarzył się cud,proszę .....