mojej kochanej mamci też już nie ma...

07.01.09, 19:42
zmarła 26.XII w drugi dzień świat...
nie wierzyłam że kiedyś to napisze
chorowała na czerniaka 2,5 roku
wyniki były dobre nie miała przerzutów do organów wewnętrznych, ale czerniak zaatakował węzły od pasa w górę wszędzie węzły i guzy
teraz jak o tym myśle to serce mi pęka
dokońca nie chciała robić problemu swoją osobą, jak krwawiły i chciałam zmieniać opatrunki to nie chciała mi głowy zawracać a ile problemu było z pampersami po wyjściu ze szpitala dostała biegunki polekowej i ciężko jej było do toalety, nie miała sił a pomagała mi jak mogła mówila czasami że jest jej tak przykro że ta choroba ją tak poniżyła wychudzona zasypana krwawiącymi guzami i jeszcze te pampersy na ból nie narzekała tylko właśnie na to że jest takim wrakiem.
W Boże Narodzenie wieczorem dostała ogromnego bólu szybko karetka ciśnienie juz bardzo niskie nie można było się wkuć po kilkunastu próbach wkońcu port podali jej morfinę wcześniej jej nie brała coraz ciszej jęczała ale wiem że ból był straszny bo ręce tak ściskala i taki przykurcz się jej zrobił mój brat został na noc myślałam że to jeszcze nie koniec i rano zadzwonił że mamcia wysłuchała jeszcze mszy św. w głośnikach szpitalnych i po skończeniu zmarła.
Żałuje że nie było mnie przy niej byłam z nią przez całą jej chorobę od samego początku zawsze i w każdym szpitalu byłyśmy razem i mam ogromne wyrzuty że nic nie zrobiłam na izbie przyjęć jak próbwali się wkuć ona tak krzyczała tak prosiła żeby jej nie kuć juz więcej żeby jej pomóc tego jęku nigdy nie zapomne
nie zobaczy już mojej dzidzi jak dowiedziała się że jestem w ciąży to powiedziała ze to chyba taki handel wymienny będzie
zawsze mówiła do mnie serduszko moje....

    • agniecha321 Re: mojej kochanej mamci też już nie ma... 07.01.09, 20:57
      Bardzo mi przykro Monika , bo wiem co czujesz . Najgorsze jest to właśnie że
      patrzymy na cierpienie naszych najbliższych i jesteśmy po prostu bezradni ! Nic
      nie możemy zrobić ... Jedynym pocieszeniem jest to że już nie cierpią i są
      szczęśliwi. Tylko nam tutaj jest smutno i ciężko. Pozdrawiam i trzymaj się .
      • apapon Re: mojej kochanej mamci też już nie ma... 07.01.09, 21:11
        [***] bardzo, bardzo Ci współczuję
    • justa74 Re: mojej kochanej mamci też już nie ma... 07.01.09, 21:25
      nie ma słów które ukoją Twój ból. bardzo mi przykro z powodu śmierci Twojej mamy. miała wspaniałe wsparcie w Twojej osobie i teraz Ona będzie Cię wspierać. Pamiętaj o tym. Spróbuj zapomnieć te złe chwile (cierpienie mamy) - wiem teraz jest to niemożliwe ale musisz żyć dla siebie, dziecka... mama by tego chciała. Ja próbuję
      • elsy Re: mojej kochanej mamci też już nie ma... 07.01.09, 21:43
        tak bardzo mi przykro,jesteśmy złączone takim samym bólem po stracie ukochanej
        najbliższej osoby - jednego z rodziców,wiem co to znaczy,mój Tatuś zmarł dzień
        przed Wigilią.....ból,tęsknota,wspomnienia tylko zostały....
    • madrek76 Re: mojej kochanej mamci też już nie ma... 07.01.09, 22:05
      Wyrazy współczucia, wiem co czujesz bo straciłam Tatusia w
      październiku, za tydzien 15.01 minie 3 m-ce i wciaz bardzo mi
      cieżko, a 15.01 pewnie znów bedzie wyjatkowo ciezko bo to dzien
      urodzin Taty, którego juz nie spedzimy razem, a tak zawsze był to
      dzien pełen radości, bo tata zawsze ją w sobie miał. Czas podobno
      leczy rany....ale w przypadku odejscia naszych bliskich włąsnie z
      racji tego,że przez cały czas choroby bylismy z Nimi, ze tak wiele
      widzieliśmy, że tak czesto czulismy sie bezradni tego czasu musi
      chyba minac duzo wiecej...pamietaj jednak,że Twoja Mamusia jak i
      bliscy wielu osóbz forum już nie cierpią! Nasi rodzice są juz w tym
      lepszym,bezpiecznym świecie bez bólu, a Nam pozostaje modlitwa i
      pielegnacja wspomnien i wartości jakie nam przekazali. Badz dzielna!
    • anna_am Re: mojej kochanej mamci też już nie ma... 07.01.09, 22:48
      przyjmij wyrazy głębokiego współczucia
    • szaraiwka Re: mojej kochanej mamci też już nie ma... 07.01.09, 23:35
      tak bardzo mi przykro.I tak bardzo wspolczuje.
    • elka-1 Re: mojej kochanej mamci też już nie ma... 08.01.09, 14:33
      Współczuję Tobie i Twojej rodzinie z całego serca.
      Ela
    • zielony_listek Re: mojej kochanej mamci też już nie ma... 08.01.09, 16:10
      Monika, bardzo mi przykro.
      Nie wyrzucaj sobie, że nie było Cię przy mamie w chwili smierci. Nie
      była sama, był z nia Twój brat. Ty byłas z nią przez całą chorobę -
      przeciez ona o tym wie i nadal jestes jej ukochaną córeczką.
      pamiętaj że masz dla kogo życ, na pewno będziesz opowiadac swojej
      córci jaką miałaby cudowna babcię.

      Pozdrawiam
      zielony_listek
      • annmaria Re: mojej kochanej mamci też już nie ma... 08.01.09, 20:17
        Bardzo Ci wspolczuje. Nic kochana nie moglas zrobic. U mnie to juz rok i 4
        miesiace a ja ciagle z pytaniami bez odpowiedzi. A moze moglam to i jeszcze to.
        Nic nie moglam. Pomysl moze Mama chciala Tobie oszczedzic momentu odchodzenia.
        Na pewno wie ze miala w Tobie oparcie i na pewno strasznie Cie kocha. Sily Ci
        zycze ne ten trudny czas.
    • ewam1959 Re: mojej kochanej mamci też już nie ma... 08.01.09, 21:02
      Monisia, bardzo Ci współczuję, sama wiem, co to znaczy stracić
      Mamę.W dzien odejścia mojej Mamusi byłam cały czas w szpitalu,
      później zmieniła mnie ciotka (siedziałam na korytarzu szpitala). Jak
      już było bardzo źle (nigdy nie sądziłam, że to nastapi tak szybko)
      ciotka zapytała się Mamy, czy ma mnie zawołać - wtedy Mamusia
      pokręciła głową, że nie. Może nie chciała, żebym była w tej
      ostatniej chwili, a może sądziła, że będę Ją zatrzymywać - tego już
      nigdy się nie dowiem. Ale wydaje mi się, że nasi najbliżsi sami
      decydują kiedy odejść i w czyjej obecności. Może chcą nam oszczędzić
      tych najgorszych dla nas chwil ??? Trzymaj się mocno a jak będziesz
      chciała to proszę, pisz do mnie. Pozdrawiam gorąco, Ewa
      • narcyzia6 Re: mojej kochanej mamci też już nie ma... 09.01.09, 15:52
        Tak strasznie mi przykro....dla nas tez swieta były koszmarem...mama
        w szpitalu po pierwszej chemii, cisnienie 50/40 1,2 mln czerwonych
        krwinek, juz myslalam ze jej nie pomogą....jakos z tego wyszla,
        czerniak z którym walczy od paru miesiecy szleje, obudzil sie po 8
        latach...a teraz wszyscy czekamy na najgorsze....nie moge o tym
        nawet myslec..boje sie
    • lyonka80 Re: mojej kochanej mamci też już nie ma... 12.01.09, 23:26
      Moniczko,
      przyjmij wyrazy najszczerszego współczucia.. wiem co czujesz,
      niestety wiem :(
      ale Twoja mama teraz skądś na pewno patrzy i mówi "nie smuć się
      słoneczko moje kochane"...
    • monika073 Re: mojej kochanej mamci też już nie ma... 13.01.09, 15:40
      minęły dwa tygodnie i jest tak dziwnie czasami myśle że jest w szpitalu albo że wyjechała...cały czas mam ją w głowie i nie mogę sobie jej przypomnieć sprzed choroby oglądam zdjęcia jak była jeszcze taka grubiutka i nic jak zamknę oczy to widze ją chorą
      czekam też że mi się przyśni raz niby była w moim śnie ale tak dziwnie ze lezała chora w szpitalu i że umarła a potem znowu się obudziła taki smutny ten sen
      mam w szufladzie podusię na której leżała i na której umarła jest taka jakby ciepła i tak nią pachnie...
      tęsknie mamuś:(
      • ewa21n Re: mojej kochanej mamci też już nie ma... 24.01.09, 20:43
        Współczuję
        przechodzę to samo moja Mamusia umarła 6.12.2008, tak jak Ty opiekowałam się nią
        przez całą chorobę 4 lata nie mogę uwierzyć że jej nie ma i tak bardzo mi jej
        brakuje , kiedyś powiedziała To jest straszna choroba... miała rację
        ściskam Ciebie mocno jakoś musimy przez to przebrnąć
Pełna wersja