monika073
07.01.09, 19:42
zmarła 26.XII w drugi dzień świat...
nie wierzyłam że kiedyś to napisze
chorowała na czerniaka 2,5 roku
wyniki były dobre nie miała przerzutów do organów wewnętrznych, ale czerniak zaatakował węzły od pasa w górę wszędzie węzły i guzy
teraz jak o tym myśle to serce mi pęka
dokońca nie chciała robić problemu swoją osobą, jak krwawiły i chciałam zmieniać opatrunki to nie chciała mi głowy zawracać a ile problemu było z pampersami po wyjściu ze szpitala dostała biegunki polekowej i ciężko jej było do toalety, nie miała sił a pomagała mi jak mogła mówila czasami że jest jej tak przykro że ta choroba ją tak poniżyła wychudzona zasypana krwawiącymi guzami i jeszcze te pampersy na ból nie narzekała tylko właśnie na to że jest takim wrakiem.
W Boże Narodzenie wieczorem dostała ogromnego bólu szybko karetka ciśnienie juz bardzo niskie nie można było się wkuć po kilkunastu próbach wkońcu port podali jej morfinę wcześniej jej nie brała coraz ciszej jęczała ale wiem że ból był straszny bo ręce tak ściskala i taki przykurcz się jej zrobił mój brat został na noc myślałam że to jeszcze nie koniec i rano zadzwonił że mamcia wysłuchała jeszcze mszy św. w głośnikach szpitalnych i po skończeniu zmarła.
Żałuje że nie było mnie przy niej byłam z nią przez całą jej chorobę od samego początku zawsze i w każdym szpitalu byłyśmy razem i mam ogromne wyrzuty że nic nie zrobiłam na izbie przyjęć jak próbwali się wkuć ona tak krzyczała tak prosiła żeby jej nie kuć juz więcej żeby jej pomóc tego jęku nigdy nie zapomne
nie zobaczy już mojej dzidzi jak dowiedziała się że jestem w ciąży to powiedziała ze to chyba taki handel wymienny będzie
zawsze mówiła do mnie serduszko moje....