Dodaj do ulubionych

Czy komus się udało?

14.01.09, 14:14
Napiszcię prosze ,czy ktoś z was ,waszych bliskich wygrał z ta
chorobą??
jak narazie nie znam nikogo innego prócz mojej teściowej(nawet
znajomy onkolog sam nie wiem jak jej się to udało)
To taki wątek może ku pokrzepieniu serc....
Tak bardzo bym chciała ,żeby mojemu tatusiowi sie udało...
Obserwuj wątek
    • szaraiwka Re: Czy komus się udało? 14.01.09, 14:59
      tez chcialam prosic o pozytywne wiadomosci. Dla tych ktorzy staja w
      obliczu tego "wyroku" to duza pociecha wiedziec ze czasem sie udaje.

      I jesli mozecie napiszcie jak zaawansowana byla choroba w momencie
      diagnozy.
      • eska762 Re: Czy komus się udało? 14.01.09, 15:25
        ja wygrałam :) jestem prawie rok po mastektomii, w sierpniu skończyłam chemię i
        póki co żyję, mam się dobrze, badania ok (lekka anemia i niski poziom białych to
        pestka :) )
        i nie przyjmuje do wiadomości, że może byc źle!
    • elka-1 Re: Czy komus się udało? 14.01.09, 16:15
      TAAAK! Udało się mojej siostrze i to 28 lat temu. Otóż miała w wieku
      26 lat chęstno-mięsaka (nie wiem czy się to tak pisze) na kości
      łonowej. Guz w chwili diagnozy był wielkości cytryny, w momencie
      usunięcia, tj. po ok. 2 tygodniach urósł już do wielkości melona.
      Wraz z guzem usunięto 20 cm kości łonowej. W tym czasie był to
      podobno pierwszy taki przypadek w Polsce, tj. tak umiejscowiony i u
      tak młodej pacjentki - stąd przy jej łóżku wędrowały liczne grupy
      lekarzy i studentów. Operację przeprowadzono w szpitalu
      onkologicznym przy ul. Wawelskiej w Warszawie. Diagnoza była
      koszmarna.
      I co było dalej? Paniczny strach, żal - przecież miała rocznego
      synka i ta nadzieja, która jej i jej najbliższych nie odstępowała.
      Że zmieni statystyki, że się uda....
      Udało się i żyje w dobrym zdrowiu [odpukać :)]
      W tym samym czasie, tj. w 1981 r. miał usuniętego guza mózgu znajomy
      (w wieku 24 lat), który żyje po dziś dzień (szczegółów choroby nie
      znam).
      Mam kuzynkę, której ok 12 lat temu wykryto (w wieku 36 lat) ziarnicę
      złośliwą. Żyje i ma się dobrze.
      Pozdrawiam serdecznie
      Ela


        • in_situ Re: Czy komus się udało? 15.01.09, 00:12
          Mąż niani moich dzieci. 6 lat temu płaskonabłonkowy rak migdałka.
          Stopień zaawansowania III, przerzut do 2 węzłów chłonnych. Kilku
          onkologów zaopiniowało jako przypadek nieoperacyjny.
          W końcu prof Jassem z Gdańska pokierował leczeniem niestandardowo:
          agresywne naświetlania i chemioterapia PRZED zabiegiem. Następnie
          operacja (trwała wiele godzin, guz położony bezpośrednio przy
          aorcie, tkanka popalona po naświetlaniach, ryzyko zabiegu ogromne).
          Pacjent z nędznymi rokowaniami.
          Minęło 6 lat. Zawzięcie, prócz jeżdżenia na rowerze, biega po
          lekarzach doszukując się przerzutów (bo mu strzyka w kościach),
          jednak na scyntygrafii powtarzanej co 2 lata prócz zmian
          reumatycznych za diabła nic innego nie chce wyjść ;)
          Ślinianki miał popalone i jadał swojego czasu miksowane zupki, co
          nie przeszkadza mu po 6 latach wypić na imprezach rodzinnych
          wódeczkę.
          Trochę masakruje swoją rodzinę fobią związaną z domniemanym
          nawrotem, ale poza tym przesympatyczny człowiek :-)

          pozdr,
          • monika7123 Re: Czy komus się udało? 15.01.09, 09:56
            jak to się fajnie czyta..
            Czytam tu wszystkie wątki z nadzieja ,że znajdę pocieszenie ale
            wiekszość jest taka przygnębiająca ,że jestem z dnia na dzień coraz
            bardziej przybita a nawet zaczęłam doszukiwać się nowotworu u
            siebie..
            • kangur2007 Re: Czy komus się udało? 15.01.09, 13:02
              O wygranej pogadamy za cztery lata, bo kryterium jest 5-letnia
              przeżywalność.

              Na razie mam pełną remisję po radykalnej prostatektomii raka
              prostaty - T2aN0Mx Gleason score 7 (3+4), 14 miesięcy temu.
              PSA od czasu operacji poniżej progu wykrywalności. Wcześnie wykryty
              i zdiagnozowany bez zwłoki lokalny, nierozsiany nowotwór prostaty.
              Wykryty przez test PSA w dorocznym badaniu okresowym, zdiagnozowany
              z biopsji 14 dni póżniej. Wysoki Gleason czyli znaczna agresywność.
              Operacja 10 tygodni po diagnozie, radykalna resekcja prostaty
              iwęzłów chłonnych m iednicy małej. Marginesy chirurgiczne negatywne,
              węzły chłonne negatywne. Prawdpododobieństwo wznowy biochemicznej w
              ciągu 10 lat według nomogramu Kattana i tabeli Hana - od 4% do 12%.
              • kkk1962 Re: Czy komus się udało? 16.01.09, 16:01
                Moja corka skonczyla 15 miesiecy temu ponaddwuletnie
                leczenie bialaczki. Juz 3 lata i 5 miesiecy remisji.
                Zachorowala jak miala 13 lat, teraz ma 16,5, zyje
                jak kazda normalna nastolatka.

                W naszym przypadku o wyleczeniu mowi sie po 5 latach.
            • marcysiaw1 Re: Czy komus się udało? 22.10.09, 02:14
              Witam, po raz pierwszy pisze na tym forum i chcialam podziekowac za
              przyjecie mnie do tego forum.
              Mieszkam w Usa, w maju 2008 roku moj 2,5 letni wowczas synek zostal
              zdiagnozowany. Bialaczka limfoblastyczna. Dzieki tylko i wylacznie
              mojej intuicji tak szybko choroba wychwycona. Tylko 1% komorek
              nowotworowych we krwi, kregoslup i szpik czyte.
              Jak sobie z tym radze? Wierze, ze moje dziecko jest juz drowe choc
              chemioterapia jeszcze trwa (w sumie 3,5 roku). Wierze w Boga, wierze
              w jego laski, dostaje sygnaly, gorliwie sie modle i wiem, ze
              wszystko jest i bedzie dobrze.
              Pozdrawiam
              Marta
          • maciej508 Re: Czy komus się udało? 17.01.09, 07:24
            Witam i mam nadzieje że jeszcze będę długo witał!Też 5 lat temu rak
            migdałka,operacja wycięcia go oraz 27 węzłów
            chłonnych,naświetlanie,zupki papki i teraz nawet kielicha strzelę z
            radości.Mam 62 latka i myślę że jeszcze trochę pożyje,CZEGO Z CAŁEGO
            SERCA WSZYSTKIM ŻYCZĘ!
    • meg.z.londynu Re: Czy komus się udało? 17.01.09, 10:30
      Juz kiedys poruszylam ten sam temat:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=37372&w=84107135&a=84920299
      Im wiecej pozytywnych informacji, tym wieksza wiara u tych, ktorzy
      walcza. Od kiedy rak dotknal moja rodzine, zaczelismy sie rozgladac.
      Okazalo sie, ze mamy mnostwo znajomych, ktorzy przez to przeszli i
      ciagle sa wsrod nas. mam 2 kolezanki po raku tarczycy, jedna po raku
      jajnika, znajomego po raku mozgu, inny mial raka jadra. W roznym
      wieku i w roznych stadiach. A profesor Religa! Halina Frackowiak!
      Martyna Wojciechowska! Krystyna Kofta! Kamil Durczok!
      Pozdrawiam serdecznie.
      • madrek76 Re: Czy komus się udało? 19.01.09, 14:58
        > profesor Religa! Halina Frackowiak! Martyna Wojciechowska!
        Krystyna Kofta! Kamil Durczok!
        Tak, tylko, że wobec tych osób służba zdrowia napewno nie wyznaczała
        terminów 1-3 m-czne, bo t0 znane osoby z TV, Kamil Durczok sam mówił
        w jednym z wywiadów, ze wszystko u niego toczyło sie ekspresowo,
        diagnoza, przyjecie na oddział, a zwykli ludzie...mój Tata we
        Wrocławiu miał czekac na operacje 4 m-ce, przyspieszylismy to bo
        zaczelismy chodzić prywtanie do rdynatora i tu jest róznica w
        szansach wyleczenia. O prof. Religa nie wspomne, w 2 tyg. był
        operowany komus sie udało w takim tempie byc operowanym??? :-(
        Dlatego przykłady "zwykłych" ludzi nie tych z mediów są jednak
        bardziej przekonywujące. A poza tym niestety szanse leczenia w
        Polsce sa ograniczone bo u nas zbyt czesto orzeka sie
        nieresekcyjność, ostatnio przyjaciel onkolog, który pracuje od 2 lat
        w Londynie powiedział mi,że 75% chorych jakich tam operują w Polsce
        uznaje sie ze przypadek nieresekcyjny, skazując tych ludzi na
        przegraną...zreszta tak było z przypadkiem mojego Taty... cos co w
        Londynie jest bardzo czesto stosowania w rozsiewie w otrzewnej tj.
        chemia dootrzewnowa, w Polsce w 4 osrodakch onkologicznych nawet nie
        chcieli słyszeć... Niemniej jednak sama znam osoby, które raka
        pokonały i żyja, mają się dobrze więc wiem, że kazdy przypadek jest
        inny...niektórzy poprostu maja wiecej szczęscie i trafiaja na
        lekarzy, którzy chca walczyć i którzy wiedzą że czas w onkologii
        działa na niekorzyść pacjenta. POWODZENIA, duzo wiary i siły
        WALCZĄCYM !!!
    • beatka.mezatka Re: Czy komus się udało? 17.01.09, 13:07
      Moim zdaniem z rakiem da sie wygrac tylko niestety sluzba zdrowia
      kuleje, na kazde badanie trzeba czekac, gdyby moj ojciec nie poszedl
      na tomograf prywatnie to mialby dopiero 19stycznia. wyniki jeszcze
      pozniej. a tak ma juz zaplanowane leczenie na ktore i tak musi
      czekac miesiac. A przeciez wiadomo ze rak sie nie cofa tylko
      rozwija, i czas to najgorszy wrog tej choroby:((( pozdrawiam
      • beatka.mezatka Re: Czy komus się udało? 19.01.09, 15:35
        No dokladnie, duzo zalezy od lekarzy, nie zapomne jak moj ojciec za
        pierwszym razem trafil do kliniki w krakowie, tam zajeli sie nim
        natychmiast, na miejscu mial szereg badan w ciagu jednego dnia za
        tydzien juz operacje, rozmowy z psychologiem, tam zajeli sie nim tak
        jak potrzeba. A tu gliwicach, mimo ze slyszalam ze to jedna z
        najlepszych klinik w polsce na wszystko czekay, czekamy i jeszcze
        raz czekamy. ale to dosyc wczesne stadium bo nie widac tego we krwi
        i nie ma zadnych objawow. na pewno mialby wieksza sznase gdyby
        natychmiast rozpoczeto leczenie. ale mam tez w rodzinie przyklad na
        t ze raka da sie pokonac, daleka ciotka walczy juz kilkanasie lat.
        Ma sie dobrze :)
        • in_situ znani i nieznani 19.01.09, 17:38
          Przykład Prof Religi jako wygranej z rakiem nie jest akurat
          najlepszy. Toczy się tam teraz dramatyczny bój z guzami
          przerzutowymi, jednak jest to już wyłącznie leczenie paliatywne.
          Są za to wśród nas (osób niepublicznych) przykłady osób, u których
          wykryto raka w stadium miejscowo zaawansowanym i rokowania są
          niezłe - 5 lat od zakończenia leczenia onkologicznego minęło.
          Tak więc: ten, dla którego skrócono wszelkie terminy oczekiwania i
          podjęto ekspresowe leczenie może -jak się okazuje- przegrać, inny -
          leczony "standardowo" może wyjść z walki z rakiem obronną ręką.
          Ponadto nie należy z jednostkowych przykładów czynić reguły: akurat
          przytoczone przykłady osób znanych to rak wykryty albo w początkowym
          stadium, albo należący do grupy wysoko wyleczalnych.
          Są wśród znanych również przykłady osób, gdzie żadne pieniądze,
          terminy i znajomości nie pomogły - można by wymianiać i wymieniać.
          Generalnie wniosek jest jeden: walczyć warto. Wygrana jest możliwa.
          • madrek76 Re: znani i nieznani 19.01.09, 18:24
            W pełni się zgadzam z powyśza wypowiedzią!!! Własnie, kazdy
            przypadek jest inny, bo kazdy rak jest inny, wykrywany w róznym
            stadium, rokujący inaczej, ale...własnie są ludzie, którzy wygrali i
            to daje NADZIEJĘ, że z tym paskudztwem można wygrać! A poza tym
            nastawienie pacjenta i jego wiara w wygraną to też bardzo wazny
            aspekt leczenia - wiem, że Tata zył 20 m-cy, własnie dzieki temu, że
            bardzo pragnął żyć i w to wierzył - lekarze w nieoperacyjnym raku
            zoładka z rozsiewem do otrzewnej i na poczatku naciekami na
            okoliczne narządy dawali 2-3 m-ce życia. Stąd zawsze warto
            walczyć!!!!!
            • elsy Re: znani i nieznani 19.01.09, 21:00
              tak samo było u nas,Tatuś w chwili diagnozy miał na wątrobie i tak już w dużej
              częsci marskiej,czyli źle funkcjonującej, guza wielkości 10x9x11 cm i liczne
              satelity,dawano mu w najlepszym razie kilka mies.życia,a żył 2 lata,to dla nas i
              tak cud,tyle czasu Bóg nam dał na oswojenie się z tym,co nas niechybnie czekało
              ,na pożegnanie....
              Tatuś nigdy nie tracił nadziei,wola życia i miłość do rodziny dodawała mu
              sił,warto walczyć,bo już sam ten fakt i nastawienie pozytywne jest w stanie
              jeśli nie uleczyć to istotnie wydłużyć życie!!!!
              I tego Wam zyczę
              • monika7123 Re: znani i nieznani 19.01.09, 21:29
                Kochani moi..
                szukam tu przede wszystkim pocieszenia,jakiejs iskierki nadziei.Mój
                tatus jest po pierwzsej chemii ,zniósł ja super ,w ogóle trzyma sie
                bardzo dzielnie..martwia mnie jego;mnogie przerzuty na wątrobę od 10-
                30 mm;...oraz to że opis leczenia to-leczenie paliatywne:(
                czyli nie ma nadziei?opieka paliatywna kojarzy mi sie z hospicjum
                domowym pod opieka którego był mój teść kochany....Ordynator
                twierdzi wprawdzie ,że przerzuty pod wpływem chemii nieraz sie
                cofają ale...
                • elsy Re: znani i nieznani 20.01.09, 12:59
                  droga Moniczko,jak może się orientujesz z moich postów,mój Tatuś miał raka
                  wątrobowokomórkowego,o cofaniu się guzków po chemii mogę Ci powiedzieć na
                  podstawie tego typu nowotworu,co z resztą jest Wam dość bliskie,ze względu na
                  guzy też na tym organie,choć innego pochodzenia

                  ja wiem tyle,że mojemu Tatusiowi po chemii,a miał 6 cyklów,zniknęły małe guzki z
                  lewego płata,trochę obkurczył się ogromny guz na prawym płacie i zmienił swój
                  wygląd,myślę,że właśnie ta chemia,choć również podawana paliatywnie
                  niestety,przedłuzyła Mu znacznie życie,zahamowując rozwój choroby...bo w
                  zasadzie nic innego nie mogli juz zaoferować,guz był nie operowalny,a jeśli się
                  go zostawia to wiadomo,że się rozrośnie,bo chemia nie działa na wieki....
                  po okresie względnej stabilizacji markerów, nagle zaczęły sie podwajać(ze 130 na
                  250,potem na 600 a potem z 600 na 1700 w krótkich odstępach czasu),uznano
                  powtórną chemią za bezcelową,choć niestety okazało się:(((((((( że po kilku
                  miesiącach guzy na nowo urosły i to o wiele większe zajmując prawie całą
                  wątrobę,a dalej to już wszystko potoczyło sie szybko...
                  jeśli Ci odebrałam nadzieję,to jest mi bardzo przykro,ale opisałam jedynie jak u
                  nas było,po co oszukiwać,ale wiedz,że każdy przypadek jest inny,ja miałam
                  nadzieje do końca,choć wiedziałam co się dzieje...
                  warto wiedzieć prawdę,by choć w pewnej części zrobić rzeczy,które się robi,jak
                  się wie co nas czeka,aby potem sobie niczego nie wyrzucać,niczego nie żałować,że
                  się nie zdążyło,bo się nie wiedziało;już nie raz czytałam tu o takich wyrzutach
                  i bardzo mi żal tych ludzi....
                  mimo to mam nadzieję,że Twój Tato z tego wyjdzie,że zachowasz Go jeszcze przy
                  sobie...tego Wam życzę
    • yuj1 Re: Czy komus się udało? 20.01.09, 15:02
      Myslę, że nie można powiedzieć, że z rakiem nie da się wygrać. To,
      jakie są szanse na choćby częściową wygraną, przedłużenie życia o
      kilka miesięcy czy nawet lat, zależy od bardzo wielu czynników. Ale
      nie mozna się poddawać. Mój kuzyn, młody chłopak, od chwili wykrycia
      raka węzłów chłonnych przeżył zaledwie 3 miesiące, dziś już go nie
      ma. Ale mam znajomego, u którego rak był tak zaawansowany i były tak
      liczne przerzuty, że niemal nie było zdrowego narządu w jamie
      brzusznej. Poddano go jednak chemioterapii. Okazało się , że
      nastąpila remisja raka, wszystko się wycofało. Teraz mija szesnasty
      rok od tego czasu, czuje się dobrze, przechodzi okresowe badania i
      nie ma nawrotów. A dawali mu najwyżej dwa miesiace życia. Wiem, że
      to może wyjątkowy przypadek,ale trzeba walczyć do końca, mimo jakby
      się czasem wydawało, oczywistej przegranej. Zawsze trzeba mieć
      nadzieję i dużo siły do walki.
      • monika7123 Re: Czy komus się udało? 20.01.09, 15:20
        Moja teściowa 15 lat temu też miała rozsiany po otrzewnej z
        jajnika,lekarze dawali 2-3 mieiące życia a po chemii wszystko się
        wycofało.Miała wprawdzie dwie wznowy ale wygrałą .15 lat to ogromny
        szmat czasu.niestety teść maił identyczne wyniki tk jak mój tato :(
        w piątek mija rok od jego śmierci:(Nie odebrałyście mi nadziei bo ja
        jej praktycznie nie mam od momentu odebrania wyników tk ale tak
        troszkę się łudzę..próbuje życ normalnie,tym bardziej ,że tatko
        świetnie wygląda..wiem ,że to nic nie znaczy a nowotwór to podstępna
        gadzina ale dobrze poczytać o tych co wygrali.
    • elka-1 Re: Czy komus się udało? 22.01.09, 15:12
      Witam ponownie w tym wątku,
      Chciałabym dodać moją najnowszą wiadomość. Otóż czekając na korytarzu na badania kontrolne w CO spotkałam miłą Panią, która sama zagaiła rozmowę i opowiedziała mi pokrótce swój przypadek. I tu uwaga - 15 (piętnaście) lat temu miała usuniętego CZERNIAKA stopnia III wg. CLARKA (nie wiem jaki stopień wg. Breslowa). Miała jeszcze 2 wznowy (ponad 10 lat temu), usuwane również w CO. Siedząc tam chłonęłam każde jej słowo, bez mała miałam ochotę się uszczypnąć - czy to aby nie sen? Sama jestem po usunięciu czerniaka (pisałam w wątku "czerniak złośliwy"), czytam przeróżne artykuły, znam statystyki. Ale dopiero zobaczenie na własne oczy człowieka, który przy takiej grupie zaawansowania choroby żyje kolejne 15 lat pozwala inaczej spojrzeć na świat...
      Pozdrawiam serdecznie
      Ela
        • floema Re: elka-1 22.01.09, 20:21
          Mój znajomy miał 9 lat temu usuniętą część j.grubego. Przeszedł chemię. Jest
          zdrowy ,lubi sobie wypić kielicha. Najgorsze to to ,że palił i dalej pali papierosy.
          • halas1961 Re: elka-1 23.01.09, 14:03
            A mnie sie wydaje , ze to nie ma zadnego znaczenia czy pali, czy wypije
            kielicha. Moja corcia od wykrycia choroby zyla 16 miesiecy.
            Zawsze o nia dbalam, miala wszystko co trzeba, byla wychuchana, robilismy raz na
            rok lub dwa lata z pewnych wskazan usg jamy brzusznej,i co z tego. Rak
            jasnokomorkowy nerki, G3, po usunieciu nerki pol roku spokoju i przerzuty, po 3
            cyklach kuracji niby remisja ,w czasie przerwy miedzy cyklami taki atak choroby
            ze nie bylo szans . w wieku niespelna 24 lat w maju ubieglego roku odeszla.
            Uwazam ze walczyc trzeba do konca, miec nadzieje, nie poddawac sie. Moja Agatka
            tego miala bardzo malo, mimo naszego ogromnego wsparcia. Ja mam taka koncepcje,
            ze zyjemy tyle ile Pan Bog chce, tyle ile nam zaplanowal i przewidzial i nic
            tego nie zmieni. Jeden wychodzi z choroby choc wg. opinii medykow nie mam szans,
            a drugi mimo np.mlodego wieku zachorowuje i odchodzi, bo jego czas nadszedl, bo
            jest Bogu bardziej potrzebny tam...
            Zycze wytrwalosci wszystkim w walce i mimo wszystko nigdy nie traccie nadziei...
            Halina-mama Agatki
    • estelka1 Re: Czy komus się udało? 23.01.09, 23:18
      Udaje się i to nie jednej osobie. Tylko w mojej rodzinie udało się
      wygrać: siostrze ciotecznej - rak szyjki macicy (jakieś 13 lat
      temu), potem jelito grube (4-5 lata temu); jej rodzonemu bratu - też
      rak jelita grubego (z dobre 8 lat temu); teraz ich drugi brat od
      roku walczy z nowotworem prostaty i wszystko wskazuje że idzie ku
      dobremu. Wprawdzie ich mamie, a siostrze mojej mamy (rak jelita
      grubego) nie udało się, ale to było 36 lat temu. Druga siostra mojej
      mamy - rak piersi jakies 20 lat temu i jest ok. Mojej mamie się nie
      udało (drob. rak płuc), ale blisko 2,5 roku temu życia z tym
      dziadostwem też jest niemałym sukcesem. Dalej... moja bliska
      koleżanka - rak piersi - w tym roku minie 4 lata i jest super;
      koleżanka mojej mamy - też rak piersi z dwoma nawrotami, łącznie z
      15 lat, żyje nadal i ma się nieźle. Jednym słowem jest o co walczyć.
      Nawet jeśli ma się do wygrania tylko kilkanaście miesięcy normalnego
      życia, kiedy rokowania mówią co najwyżej o tygodniach, nie wolno się
      poddać.
      • beatka.mezatka Re: Czy komus się udało? 24.01.09, 09:01
        Pewnie ze udaje sie raka wyleczyc jesli w miare wczesnie sie go
        wykryje. Sa roznego rodzaju nowotwory np moj ojciec ma jednego z
        najgorszych bo ma czerniaka na watrobie na ktorego chemia moze
        zadzialac ale nie koniecznie. Ale moja ciotka pierwszy raz
        dowiedziala sie o nowotworze 13 lat temu. miala jeszcze 2 wznowy ale
        od 4 lat spokoj :))) naprawde warto wierzyc bo psychika takze duzo
        moze zdzialac w walce z choroba.
    • kopciuszek125 Re: Czy komus się udało? 17.09.09, 22:01
      Moja mama miała wykryty rak trzonu macicy i dość późno bo lekarze się nie
      poznali, potem brahyterapia operacja wszystko usunięte wraz z węzłami chłonnymi
      w Bytomiu żyła 10 lat potem pół roku leczenie paliatywne niestety odeszła. Syn
      30 lat po urodzeniu dostał 4 razy transfuzje krwi po latach okazało się zarażony
      wirusem C wątroby. Z powodu niskich płytek tylko zastosowano interferon
      naturalny który nie zabił wirusa. badania wykazały marskość wątroby na leki
      nowej generacji trzeba czekać a lekarz wypowiedział się że syn może nie zdążyć.
      • anka.83 Re: Czy komus się udało? 22.09.09, 16:03
        Kopciuszku, w tym wątku wpisujemy akurat same pozytywne informacje, o tym, kto przeżył i żyje...

        Mojej mamy koleżanka 15 lat temu miała raka piersi, wielkość 1,3 cm, reszty nie wiem ale podobno rósł szybko, więc wskazuje na mocnego złośliwca. I jak na razie wciąż ma się dobrze, żadnych wznów (miała oszczędzającą) i przerzutów:)
    • mamasi Re: Czy komus się udało? 23.09.09, 16:08
      Ja znam i to mnóstwo takich osób. Koleżanka miała raka szyjki
      macicy. Chemia, strasznie ją przeszła, po pół roku wyniki: wszystko
      ok. Za kilka miesięcy nawrót choroby, lekarze nie dawali szans.
      Zmieniła klinike i lekarza prowadzącego.Lekarka jej powiedziała że
      musi być dobrej myśli, myśleć pozytywnie, b ona nie takie cuda
      widziała. Połowa sukcesu, a nawet więcej, to pozytywne myślenie
      pacjenta. No więc Gosia dostała następna chemię, i nasępną itd. Po
      wybraniu serii nowe badania i werdykt: całkowita remisja. Teraz czuj
      się świetnie, ma kochającego męża i śliczną córeczkę.
      Znajoma znajomej - znam jej historię ze słyszenia - w wieku
      dwudziestu kilku lat wyszła za mąż, zaraz po ślubie wykryto u niej
      raka jajnika, podobno bardzo złośliwy i na 99% nie do wyleczenia.
      Ale walczyc trzeba więc brała kolejne chemie, nastąpiła remisja, po
      jkimś czasie znowu wykryto u niej raka tym razem wątroby -
      oczywiście złośliwy, więc znowu chemia, i - ku zaskoczeniu -
      remisja, potem przerzuty na inne organy, chemia, remisja, znowu
      przerzuty itd. W międzyczasie urodziła córeczkę. Teraz minęło prawie
      15 lat od wykrycia pierwszego raka - 3 odkąd jest zdrowa. Śmieje się
      że rak się poddał bo juz nie ma co zaatakować:)
      na stronie www.fundacjauj.pl też mozna znaleść mnóstwo przypadków
      osób, które zostały wyleczone. Grunt to byc dobrej myśli i nie
      poddawać się!!! Wszystkim na forum i ich rodzicom z całego serca
      życzę zdrowia, zdrowia i jeszcze raz zdrowia...
      • malgosko Re: Czy komus się udało? 07.10.09, 22:36

        Dobry jest ten wątek bo potrzeba dać ludzią wiara że z raczyckiem można wygrać
        wiem to po swoich doświadczeniach ,gdyz moja rodzina jest genetycznie obciążona
        raczyskiem ale jakoś nam się udaje.Moja mama zachorowala 19 lat temu na raka
        piersi Przeszła operację radioterapię i hormonoterapię i do dnia obecnego
        wszystko z mamą jest ok Następną osobą w kolejce jest mamy siostra ,która
        zachorowała też na raka piersi jakieś 16 lat temu ale operacji nie
        przeprowadzono bo powiedziani że jest to rak rozsiany Brala tylko chemię i
        radioterapię oraz hormony do dnia obecnego I również jest ok
        Na koniec to samo raczysko przyplątało się mnie Jestem już 3 lata po operacji
        chemii i radio i również jest ok
        Dlatego wierzę że mozna wygrać tylko trzeba wierzyć w to i walczyć
        I tak jak jednemu onkologowi powiedzialam że krócej niż moja mama nie mam
        zamiaru zyć czego zyczę wsystkim zmagającym sie z tą chorobą
      • shope "mamasi" 09.10.09, 00:03
        To bardzo pozytywne co napisalas. Moj tata ma przerzuty, jest po 6
        chemii, funkcjonuje dobrze, chodzi, nawet jezdzi samochodem ale
        wyglada bardzo zle, malo je, do tego ma problemy z przelykiem -
        niewiadomo co to bo zasrani lekarze nawet nie potrafia dobrze
        sprawdzic! (Ursynow). Mam nadzieje, ze z ciezkich przypadkow tez
        ludzie wychodza i jest to mozliwe!!!! Bo o tych co maja I stopien
        choroby mysle ze martwic sie nie trzeba - wiadomo ze pokonaja ta
        dziadostwo!
        • mamasi Re: "mamasi" 09.10.09, 18:44
          a może zeskanuj badania i wyslij na konsultacje do jakiegoś
          specjalisty - spoza warszawy, bo ja o nich to mam taka opinie...Miał
          gastroskopie czy cos takiego sprawdzajace uklad pokarmowy? Pewnie
          chemia zniszczyla mu przelyk i trzeba go wzmocnic. Duzo soków musi
          pić. A nutridrinki spozywa czy tylko normalne jedzenie?trzymaj sie i
          badz dobrej mysli. Najwazniejsze zeby on wzial sie w garsc i zaczal
          pozytywnie myslec:)
          • shope Re: "mamasi" 10.10.09, 11:48
            no wlasnie wybieramy sie prywatnie do lekarza, ktory zrobi dokladne
            badania. Lekarz patrzyl na gardlo (a raczej zagladal w gardlo)
            stwierdzajac, ze tam sie nic nie dzieje ( rozumiem wiec, ze nie sa
            to kolejne przerzuty) ale niepokoi mnie to ciagle bo sie nie
            poprawia. powiem tak, do tej pory mial chyba tylko takie badania
            ktore sa potrzebne aby podac chemie, nic ponad to. niestety wiec
            sami musimy sie za to wziac. tata byl dobrej mysli ma troche planow
            ale widze ze on doskonale zdaje sobie sprawe w jakim jest stanie i
            to mnie przeraza. pozdrawiam rowniez bardzo serdecznie!
            • mamasi Re: "mamasi" 12.10.09, 10:38
              A może ma grzyba w gardle? może wymaz z gardła by pomógł?można
              samemu prywatnie zrobić. tata podniesie sie na duchu jak będzie miał
              już poprawę, chociażby przełyku. pozdrawiam
    • bar221 Re: Czy komus się udało? 11.10.09, 11:39
      Ja swoją walkę dopiero zaczęłam. Ale w mojej rodzinie wygrała moja
      siostra cioteczna (rak piersi z przerzutami 12 lat temu), moja
      znajoma rak na kręgosłupie(18 lat temu, rokowania miała b. słabe) i
      naparawdę przynajmniej troje moich znajmych z bardzo kiepskimi
      rokowaniami, Żyją i kielicha wypiją czasami. Gdyby nie leczyć dużego
      nadciśnienia, to też by się szybko zeszło z tego świata.
      • shope Re: Czy komus się udało? 20.10.09, 23:58
        Jakze bym chciala za kilka ladnych lat napisac to samo!!!! cholernie
        sie ciesze, ze z beznadziejnych jakby sie moglo wydawac przypadkow
        tez sie wychodzi - "zdrowo". I tego samego wam zycze z calego
        serca!!!
        • krysiekn Re: Czy komus się udało? 21.10.09, 21:23
          Jak pisano powyżej, każdy przypadek jest inny.
          Mnie sie udało: 14 lat po usunięciu tarczycy; brodawkowo-pęcherzykowy GIII, prawie 10 lat po usunieciu jelita grubego; gruczolakorak (ale bardzo wcześnie). Moja mama jest natomiast 9 lat po gruczolakoraku trzonu macicy GII, były naświetlania, jest ok. Tylko mój tato nie zdążył ale lata 70-dziesiąte to były inne czasy w medycynie.
    • mzgosia Re: Czy komus się udało? 01.12.09, 20:16
      Witam! Jestem 2,5 roku po zakończonym leczeniu - nowotwór jajnika
      IIIC, 3operacje i 6cykli chemioterapii. Czuje się dobrze i jest Ok.
      A wokół świat wydaje się piękniejszy.. powodzenia wszystkim zyczę..
      gosia
          • benio.pl Re: Czy komus się udało? 09.05.10, 21:18
            Mnie też się udało, od siedmiu miesięcy biorę nexavar,miałem
            przerzuty do płuc raka nerki. TK, inne wyniki Wersal. Żona
            twierdzi ,że dostałem drugie życie, znajomi się dziwią moim stanem.
            Zyczę wszystkim chorym takiej poprawy.
            • ammazuko_powrot Re: Czy komus się udało? 10.05.10, 09:56
              Jesienią 2009r zdiagnozowano u mnie chłoniaka nieziarniczego.
              Leczenie zaczęto bardzo szybko.
              Trafiłam na dobrych i konkretnych lekarzy.
              Chemioterapię znosiłam fatalnie.
              W marcu miałam badania kontrolne i potwierdziły remisję choroby.
              O zupełnej wygranej będę mogła powiedzieć za 5 lat ale w przypadku chłoniaka
              remisja jest już dużym sukcesem;)
              • kasi-ka79 Re: mój synek wygrał i mama też 19.05.10, 13:38
                nie będę opisywać całej historii bo zajełoby mi to dobre pól dnia, w każdym bądz
                razie chorobe u mojego synka zdiagnozowano jak miał 1rok i 10 m-cy NEUROBLASTOMA
                IV ST zaawanoswania - to, że mój synek żyje lekarze określają jako CUD , miał
                przeżuty do kości, do szpiku kostnego, do węzłów chłonnych, guz był
                umiejscowiony w lewym nadnerczu, przeszedł 11 cykli chemii, operacje usunięcia
                guza wraz z nadnerczem, przeszczep szpiku kostnego, naświetlania i 6-miesięczną
                terapię podtrzymującą lekiem o nazwie Roaccutan, obecnie mój synek ma 8 lat i
                prawie 2 miesiące, leczenie trwało ponad 2,lata , w marcu mineło nam 4 lata od
                zakonczenia leczenia , niestety dopiero teraz wychodzą efekty chemii, naswitlań
                , gorzej sie uczy, nerki nie pracuja rewelacyjnie, ALE JEST Z NAMI ZYJE I TO
                JEST NAJWAZNIEJSZE udało sie nam !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! po
                zakonczeniu leczenia mojego synka okazało sie, ze moja mama ma nowotwór
                przełyku....... ( złe odżywianie, papierosy, nerwy ) dzięki Bogu mineły już 3
                lata od zakonczenia leczenia chemia+naświetlania i jak na razie jest OK i niech
                tak juz zostanie przez najbliższe 50 lat.
    • black_halo Re: Czy komus się udało? 19.05.10, 15:31
      Moja sasiadka pltora roku temu miala usuniee obie piersi, jak na
      teraz wszystko dobrze.

      Znam tez osobe, ktorej lekarze dawali max. 3 miesiace zycia w raku
      szyjki macicy. Powiedziala wtedy do swojego lekarza "niech mnie pan
      ratuje wszystkimi sposobami, niewazne czym, ja musze zyc". To bylo 18
      lat temu, ta osoba jest moja ciocia, ktora zycje do dzisiaj i ma sie
      calkiem dobrze jak na swoj wiek - 64 lata. Z tego co wiem to
      dostawala mnostwo chemii, miala mbostwo naswietlan, stosowala tez
      zdaje sie w jakies czesci terapie Gersona i wszelkie nowinki jakie
      wyczytala.
      • debora1948 Re: Czy komus się udało? 19.05.10, 19:43
        ,,,ja bedąc na rehabilitacji w CO (obrzęk ręki)mieszkałam w hotelu
        z kobietą, która 18 lat temu miała usunięte obydwie piersi, no i
        dopiero po tych 18tu latach dostała obrzęku jednej ręki, pozatym
        czuła sie dobrze.
    • elka-1 Re: Czy komus się udało? 11.08.10, 08:23
      Ponownie podbijam wątek - dopisujcie potwierdzone przypadki dalszego
      życia
      pomimo diagnozy choroby nowotworowej. To jest tak potrzebne dla
      wszystkich chorych i ich rodzin. Piszcie proszę!
      • monika7123 Ciągle walczymy :) 18.08.10, 23:28
        A my ciągle walczymy,tatko ma przyznaną terapię
        niestandardową,właśnie kończy trzeci miesiąc,markery z 28 spadły do
        3 więc jesteśmy dobrej myśli.Czekamy na tomograf i rentgen płuc bo
        pod koniec maja znaleśli cienie na płucach czyli książkowo jelia -
        wątdroba - płuca :(( czuje się bardzo dobrze ,jedyny skutek uboczny
        to wykwity na skórze ,suchość skóry ale ogólnie ok.Najważniejsze że
        jest z nami w dobrej kondycji i świetnym humorze.Na garbarach w
        poznaniu zna już większość pielęgniarek i straszzzzzznie je
        podrywa :)))) eeeh , co ma być to będzie ciesze się
        chwilą .Pozdrawiam.
        • elka-1 Re: Czy komus się udało? 20.08.10, 09:13
          Witaj Jedynystarocie,
          Wzruszenie wprost ściska w gardle czytając co przeszedłeś w czasie
          swojej choroby. Najważniejszą sprawą zaś jest, że TOBIE SIĘ WŁAŚNIE
          UDAŁO!!!!
          Tak wspaniale napisałeś w swojej historii-cyt.:
          „Podobnie jest z nami nigdy ,przenigdy nie wolno się poddawać, nawet
          jeżeli tli się tylko iskierka życia należy ją rozdmuchać żeby na
          powrót zabłysnął ogień.”
          Tego życzę wszystkim chorym i ich bliskim
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka