lekka chemioterapia, czy jest sens

25.03.09, 07:23
dziadzius ma guza brodawki watera.wczoraj byłam z wynikami u
lekarza , który chce podjąć się chemioterapii dla dziadka, jednakże
powiedział że wyniki są bardzo złe , ma zniszczoną wątrobę- w
zasadzie to już jej nie ma . lekarz powiedział że o normalnej
chemioterapii nie ma mowy, możliwa jest w tym wypadku tylko tzw.
lekka chemioterapia, która byc może przedłuży mu życie o jakiś może
miesiąc , może mniej , może więcej ALBO go zabije lub przyczyni się
do wcześniejszego zgonu . do jutra mam podjąć decyzję o życiu
dziadka i naprawdę nie wiem co wybrać , proszę pomóżcie.
    • zielony_listek Re: lekka chemioterapia, czy jest sens 25.03.09, 08:46
      A czy dziacek orientuje sie w sytuacji? Może to On powienien podjąć
      decyzję?
      Podobne rozterki miałam w przypadku mojej mamy, ale tu ciężko
      cokolwiek doradzić. Może warto to skonsultowac z jakims drugim
      lekarzem?

      Pozdrawiam
      zielony_listek
      • menka2061 Re: lekka chemioterapia, czy jest sens 25.03.09, 08:58
        dziadziuś nic nie wie, wie że ma guza, ale nie raka, a tym bardziej
        nie wie że rak go tak szybko zabija, właśnie dręczy mnie to , ze
        według mnie dziadek powinien znać prawdę, tylko boje się ze jego
        serce nie wytrzyma tej wiadomości on jest po dwóch ciężkich zawałach
        • elsy Re: lekka chemioterapia, czy jest sens 25.03.09, 20:56
          każdy człowiek ma moralne prawo wiedzieć,że niedługo umrze;niestety niezależnie
          od jego stanu zdrowia....to daje mu szansę na dokończenie pewnych spraw,być może
          nawet najważniejszych w życiu;zatajając przed kimś prawdę i to w tak poważnym
          już stanie, odbieramy mu tę szansę przygotowania się do odejścia,nawet do
          przyjęcia Sakramentu namaszczenia chorych,który niektórzy chorzy zostawiają
          sobie dopiero na ostateczne dni życia,my do tego nie mamy prawa po
          prostu,bierzemy na własne sumienie dużą odpowiedzialność szczególnie za duszę
          tej osoby,jak i za odbieranie mu okazji do okazania swojej ostatniej woli

          inna sytuacja dotyczy osób,które jasno mówią,że nic nie chcą wiedzieć o swoim
          stanie i postępach choroby i żeby informować o tym tylko rodzinę,mają też takie
          prawo,ale tu jasno wyraziły swoją wolę

          wiem menko,to bardzo trudna sytuacja,rozumiem Cię,chcesz dla Dziadka jak
          najlepiej,ale zastanów się nad tym jeszcze i podejmij ostateczną i słuszną
          decyzję,póki nie jest jeszcze za późno
          pozdrawiam Cię ciepło
    • merosia Re: lekka chemioterapia, czy jest sens 25.03.09, 21:11
      Bardzo Ci współczuję, że stoisz przed właściwie dwoma trudnymi wyborami. Po pierwsze czy zdecydować za dziadka, czy samej podjąć decyzję, a po drugie, jeśli zdecydować za dziadka, to którą opcję terapeutyczną wybrać.

      Ja podejmowałam takie trudne decyzje za mojego tatę, bo nie przyjmował do wiadomości, że nie można mu pomóc. Chciał żyć i cieszył się życiem do końca, do końca negując chorobę.

      Uwierz mi, że jakąkolwiek podejmiesz decyzję, to będzie ona słuszna. Sama najlepiej znasz dziadka i nikt lepiej nie zadecyduje niż Ty. Trzymam kciuki za Ciebie i Twojego dziadka.
    • yuj1 Re: lekka chemioterapia, czy jest sens 25.03.09, 22:27
      Menko, stoisz przed bardzo trudnymi decyzjami i rady wszystkich na
      pewno beda Ci pomocne. Ale jestem przekonana, ze musisz je
      podejmowac sama, biorac pod uwage stan psychiczny swojego dziadka.
      Ludzie różnie reagują na wiadomość o nieuchronnej smierci a Ty
      najlepiej znasz dziadka i na pewno bedziesz wiedziala, co dla niego
      bedzie najlepsze. Juz kiedys pisalam na tym forum o tym, czy powinno
      sie informowac chorego o tym, ze jest smiertelnie chory. Na pewno
      elsy miala racje pisząc, że kazdy czlowiek ma moralne prawo
      wiedziec, ze niedlugo umrze. To prawda, bo ma jeszcze czas na
      dokonczenie spraw , ktore nie zostaly zalatwione. Jesli oczywiście
      bedzie w stanie to zrobic, a nie zalamie sie psychicznie , a trudno
      sie nie zalamac, gdy spada na nas taka wiadomosc. W wielu wypadkach
      jest tak, ze bardzo slaby psychicznie czlowiek moze nie umiec
      pogodzic sie z taka wiadomoscia i moze ona sprawic, ze jego stan
      zacznie sie pogarszac. Wiem to na przykladzie mojego taty. Na
      poczatku choroby, gdy pojawily sie pierwsze objawy, tato zaczal
      podejrzewac, ze jest smiertelnie chory. Popadl w depresje, gasł w
      oczach, mialam wrażenie , że z dnia na dzień uchodzi z niego życie.
      Mielismy ogromny dylemat, czy potwierdzic jego przypuszczenia, czy
      go po prostu oklamac. Zdecydowalismy sie na drugie wyjscie. Udalo
      nam sie tate przekonac, ze jest powaznie chory, ale ze to jest
      choroba, ktora mozna leczyc. Tato wrocil do rownowagi psychicznej,
      zaczal walczyc, nie poddawal sie. Chcial zyc. Lekarze dawali mu nie
      wiecej niz pol roku zycia. Przezyl prawie rok, ale nie zadreczal sie
      zlymi myslami, żył w miare normalnie. Odszedl od nas nie będąc
      świadomym swej choroby. Nie wiem, czy dobrze postapilismy nie mówiąc
      tacie prawdy, ale wiem, że gdybym dzis miala podejmowac taka decyzje
      jeszcze raz, myślę, że zrobilabym tak samo. Czasem ból psychiczny
      jest o wiele gorszy od fizycznego. To sa bardzo trudne decyzje,
      ktore pozniej rozważa sie bardzo dlugo i czasem do konca sie nie
      wie, czy byly sluszne. Napisalam tylko jak bylo w przypadku mojego
      taty, nie umialabym nikomu doradzic, jak powinno sie postapic i
      Tobie menko tez nie potrafie pomóc.
      • lulka_0 do menka2061 26.03.09, 01:27
        Wydaje mi się, że nieuczciwością byłoby w takiej sytuacji dawanie Ci
        rad, ponieważ teraz jest czas na Twój ruch, a Twoja decyzja nie
        powinna być obarczona wpływem zewnętrznym. O tym mówi większość
        postów.

        Więc powiem tylko, co ja bym zrobiła na Twoim miejscu. Po pierwsze z
        pewnością skonsultowałabym tę opinię z wiedzą co najmniej jeszcze
        jednego lekarza, a najlepiej dwóch. Po drugie, gdybym zdecydowała
        się ujawnić prawdę (no właśnie: ale czyją?????), zadbałabym o formę
        przekazu. Nie odważyłabym się przedstawić żadnej diagnozy w wersji
        0:1. Starałabym się uwypuklić 'plusy dodatnie' sytuacji i położyła
        nacisk na to, że zawsze jest możliwość (wy)leczenia. Nie
        opowiadałabym jednocześnie o tym, że nadzieja zawsze umiera ostatnia
        i że dopóki Dziadziuś żyje jest szansa na (wy)leczenie, bo takie
        stwierdzenie może wywołać dokładnie odwrotny skutek. Chodziłoby mi o
        to, żeby Go nie okłamywać (trudne), dać możliwość uporządkowania
        spraw doczesnych (bardzo delikatny sygnał, wymagający wielkiej
        dyplomacji), ale jednocześnie powiedzieć (może tylko
        zasygnalizować), że Jego stan zdrowia jest faktycznie poważny,
        podkreślając jednocześnie bardzo mocno to, że lekarze oraz Ty sama
        robicie wszystko, żeby tego drania wykurzyć, a lekka chemiotarapia
        jest konkretną propozycją terapetyczną.

        Z drugiej strony: dlaczego decyzja musi być podjęta do jutra? Może
        dasz jednak radę ją przeciągnąć o dzień lub dwa, żeby udało się
        pogadać jeszcze z innymi lekarzami, którzy być może będą mieli inne
        zdanie? Jednak z Twojego postu wynika, że tylko ten konkretny lekarz
        chce się podjąć chemioterapii, co może sugerować, że inni nie chcą
        (już) ryzykować. Tak? No to w takim razie jeszcze jedno pytanie: czy
        Wasz lekarz fakycznie liczy tylko na ten jeden miesiąc życia, czy
        może jednak na coś więcej?

        I w ten sposób dochodzimy do trzeciej rzeczy: czy uporczywa terapia
        ma sens? I czy lekarz przedstawił Ci rzeczywistość właśnie w takim
        kontekście? Odpowiedź twierdząca trochę wynika z Twojego postu, ale
        oczywista nie jest. Wiem, o czym piszę, ponieważ przerabiam/ będę
        przerabiała odpowiedź na to pytanie na swoim własnym przykładzie. A
        konkretnie przykładzie mojej mamy, która nie zgadza się na bycie
        podtrzymywaną przy życiu tylko dla zasady (no właśnie: czyjej?).
        Moja mama zawsze mi powtarzała, że najgorsze rzeczy są lepsze od
        kłamstwa. I półprawdy też? (tego mi jeszcze nie powiedziała).

        Reasumując: jeśli kiedyś w życiu znajdę się w sytuacji podobnej do
        Twojej, nigdy nie przedstawię jej w sposób kategoryczny. Będę
        zachęcała swoich bliskich do wydania dyspozycji związanych z
        sytuacją po ich śmierci, ale będę jednocześnie chciała dbać o to,
        żeby nie dowiedzieli się, że nie mają żadnych szans. Uważam, że to
        jest nieludzkie. Jednocześnie będę stawała na głowie, żeby spod
        ziemi wynaleźć coś takiego, co da im szansę kontynuowania życia, bez
        jednoczesnego skazywania ich na wegetację. Wszystko to razem jest
        wybitnie trudne, więc Tobie i sobie życzę po prostu wytrawałości:)

    • menka2061 Re: lekka chemioterapia, czy jest sens 27.03.09, 08:04
      no i stało się podjęłam decyzję , zgodziłam się na lekką chemię dla
      dziadzia. dziadzius wie że umiera , choc tego nam nie mówi, ale ja
      wiem że on wie, bo dokładnie rok temu umarł na to samo jego syn ,
      tylko u niego nikt nie chciał zastosowac chemii, a po otwarciu go
      nawet lekarze nie ruszali guza , bo stwierdzili ze to by
      przyspieszyło śmierć. wtedy wujka okłamalismy , bo powiedzieliśmy że
      lekarze go zoperowali , więc on miał nadzieję do końca. a my wszyscy
      codziennie myslelismy czy jeszcze jutro będzie z nami. dziadzius
      powiedział mi że przecież widzi że z nim jest to samo co z
      Bogdanem , jego synem. ale ma nadzieję , sam miał pretensje dlaczego
      lekarze nic nie robią , dlaczego go zostawili i każą mu czekać na
      śmierć. więc kiedy powiedziałam że chemią chcą wygonić tego guza (
      nie powiedziałam że na wszystko jest już za późno, że to być może
      przedłuży mu choć troszkę życie) on uczepił się tego jak koła
      ratunkowego, ma nadzieję że wyzdrowieje , że będzie dobrze, chociaz
      pewnie nie do końca bo wczoraj zapytał kiedy będzie mój ślub
      powiedziałam że w sierpniu, a on odpowiedział że do tego czasu to on
      nie dożyje...
      ale przeciez nie mogę powiedziec mu że to prawda , że nie dożyje
      sierpnia, on dostałby zawału, przestałby walczyć , wierzyć ...tylko
      strasznie mnie to dręczy, moje sumienie nie wiem czy zniesie takie
      obciążenie bo wiem że powinnam powiedziec mu prawdę ale z drugiej
      strony boje się że przyczynię się do jego przedwczesnej śmierci...o
      ile juz się do tego nie przyczyniłam..., a wtedy moja psychika chyba
      tego nie zniesie
      podjęłam decyzję z babcią o zastosowaniu lekkiej chemii, nie wiem
      czy postąpiłam słusznie....cały czas modlę się żeby to była słuszna
      decyja. nie potrafiłam zostawić dziadzia bez walki, pozwolić by
      umierał z każdym dniem, caly czas wierze w cud...
      a z drugiej strony zadręczam się czy jest wogóle sens, może
      przedłuzając dziadziowi życie on będzie strasznie cierpiał przy
      końcu tej choroby.
      Boże jakie to są straszne decyzje . czasem mam wrazenie , ze może
      lepiej byłoby zostawić dziadzia w spokoju , by mógł w spokoju
      umrzeć, czasem myslę że to my jesteśmy egoistami ciągając go po
      szpitalach , bo chcemy by jak najdłużej żył, a moze to wcale dla
      niego nie jest dobre, ale z drugiej strony poddać się bez walki
      kiedy widzę że człowiek chce żyć....
      • zielony_listek Re: lekka chemioterapia, czy jest sens 27.03.09, 09:21
        menka2061, na pewno podjęłaś dobrą decyzję.
        Tak jak dziewczyny pisały, Ty znasz dziadka najlepiej i wiesz co
        będzie dobre. Trzymam mocno kciuki za Was!

        pozdrawiam
        zielony_listek
        • menka2061 Re: lekka chemioterapia, czy jest sens 27.03.09, 11:06
          dziekuje wszystkim .
Pełna wersja