Dodaj do ulubionych

nacieki na otrzewna-pomozcie

03.09.09, 21:27
Prosze osiweccie mnie- jak bardzo powazne jest to ze sa nacieki na
otrzewna oraz plyn w jamie brzusznej. Jak bardzo powazne jest to ze
markery miesiac temu byly w ywsokosci 200 a teraz sa w wysokosci
8658. To driametralny skok. Co mozna zrobic? jakie sa rokowania?
Blagam pomocie !!!!!!
Obserwuj wątek
      • marmotka77 Re: nacieki na otrzewna-pomozcie 03.09.09, 21:42
        Edziu dziekuje za odpowiedz
        oto link do moich poprzednich postow- to wszytko wyjasnia.
        forum.gazeta.pl/forum/w,37372,99391689,99391689,Rak_zlosliwy_trzustki_z_przezutami_do_watraby.html


        jesli jakos mozesz pomoc rade prosze ...dzieki :(
    • edzia400 Re: nacieki na otrzewna-pomozcie 03.09.09, 21:46
      JUz sie doczytałam. marmotka77 badz silna i walczcie z mama powiem ci że jest
      poważnie ,wysokie markery zwłaszcza tak wysoki skok w krótkim czasie "Przeważnie
      oznaczaja " iż nastąpił kolejny przezut
      Nic wiecej nie moge ci powiedziec nawet sama nie jestem pewna tej wypowiedzi
      pisze tylko jak było u mojej mamy "raj jajnika" kiedy tak podskoczyły markery.
      no a co lekarz wam dalej zalecił ?? i kiedy kazał sie zgłosic na oddzial lub do
      poradni?
      • marmotka77 Re: nacieki na otrzewna-pomozcie 03.09.09, 21:56
        najgorsze jest to ze lekarz powiedzial ze to etap koncowy...ze
        chemia moglaby tylko pogorszyc stan zdrowia, ale sam lekarz kazal
        wrocic jej po 1 mc no i taki skok nagle ... teraz powiedzial ze
        pozostaje tylko ograniczac bol...a mnie wlasnie najbardziej
        przezraza to nic nie robienie...to co > mam ma poprostu umeirac?
        mamy czekac az cos sie stanie? nawet nie wiem jak dlugo moze to
        trwac. jestem teraz w ciaglym starchu ze cos moze sie stac z dnia na
        dzien... dlatego nie wiem co robic. czy jednka cos mozna robic?
        przeraza mnie ta bezczynnosc.... lekarka jedynie powiedziala ze
        jakby sie stan zmineil to co innego...ale czy jest szansa na to zaby
        sie zmienil..zeby wlasnie tych wod nie bylo w jamie brzusznej...to
        moglaby byc moze druga operacja...nie wie co robic ...po prostu
        niewiem... :(:(:(
        • magda.1967 Re: nacieki na otrzewna-pomozcie 03.09.09, 22:16
          Na takim etapie zostaje się samemu z bezradnością i poczuciem,że nie wie się co
          dalej robić, jak jeszcze można pomóc bliskiej osobie. Też to przechodzę z
          mamą....Trzymaj się dzielnie! Pozdrawiam. Też nie wiem co dalej, jak pomóc, co
          będzie i jak długo...
        • grzechuwroc Re: nacieki na otrzewna-pomozcie 03.09.09, 23:31
          Mamrotka przykro mi bardzo z powodu Twojej Mamy. Na czym stoimy?
          Wiesz co Twoja Mama jak wiesz ma dosc zaawansowana juz chorobe, ale
          nie poddajemy sie, nawet na tym etapie zdarzaja sie calkowite
          wyleczenia (co prawda bardzo rzadkie ale jednak). Zapytaj lekarza o
          GEMCITABINE (Gemzar) i ERLOTINIB. W tym stadium choroby bez zadnej
          laski powinni podac Twojej Mamie te leki, nie daj sobie wmowic ze
          nie. A wiec glowa do gory i walczcie :) Sciskam Cie i czekam na
          kolejne wiadomosci
          • zielony_listek Re: nacieki na otrzewna-pomozcie 04.09.09, 10:14
            grzechuwroc napisał:

            > Zapytaj lekarza o
            > GEMCITABINE (Gemzar) i ERLOTINIB. W tym stadium choroby bez zadnej
            > laski powinni podac Twojej Mamie te leki, nie daj sobie wmowic ze
            > nie.

            Nadchodzi taki moment, że chamia może przynieść więcej szkody niz
            pozytku. Podstawa to zaufanie do lekarza prowadzacego ewentualnie
            skonsultowanie z innym lekarzem.

            Gemcytabina jest chemią stosunkowo łagodną, a w wypadku Mamy
            Mamrotki działała (w każdym z tego co przeczytałam przestano ja
            dawać z powodów kondycji chorej, a nie tego, że przestała działać,
            tak?). Inna, bardziej agresywna chemia (np.
            cisplatyna+5FU+leukoworyna), może w ogole przy takim stanie mamy nie
            byc brana pod uwage.

            Co do wodobrzusza, jesli płyn sie nie wchłania, to mozna go usunąć
            po prostu. Robi sie wkłucie i on splywa. Najlepiej jesli jest to
            poprzedzone USG z określeniem miejsca wkłucia itp. Ale wiem, że w
            razie konieczności nawet w warunkach domowych zdarza sie to robić.
            Podstawa to zaufanie do lekarza prowadzacego ewentualnie
            skonsultowanie z innym lekarzem.

            Mamrotko, czy mama ma ustawione dobrze leki przeciwbolowe, bo z
            poprzednich postów pamiętam, że byl z tym problem.

            I popieram wypowiedź pam21 - zwróćcie się do hospicjum domowego (nie
            mylic ze stacjonarnym!).
            Tam są lekarze i pielęgniarki bardzo doświadczeni w opiece nad
            chorymi w takim stanie, naprawde staraja sie ulżyc chorym, poza tym
            przyjeżdżaja do domu i nie trezba chorego wlec do szpitala czy
            poradni. A jak trzeba to wypisuja skierowania na odpowiednie badania
            czy nawet do szpitala. Oczywiście rózne hospicja trochę maja różne
            zasady pracy i różne obłożenie, ale zawsze warto się zorientować.

            Pozdrawiam
            zielony_listek

    • anettus Re: nacieki na otrzewna-pomozcie 04.09.09, 08:59
      Ja proponuje iść do jakiegos dobrego specjalisty Prywatnie , wiem ze
      wizyta u prof. jest droga ale na tym etapie nie można liczyc sie z
      kosztami i przekonać zeby wziął mame pod swoje skrzydła i zaczął
      leczyć . Moze jeszcze da się coś zrobić. Zycze duzo siły.
      • marmotka77 Re: nacieki na otrzewna-pomozcie 04.09.09, 14:46
        do jakiego onkologa prwywatnie sie wybrac najelpeij? czy znacie
        jakiegos dobrego onkologa w okolicach poznania?? Moze sama moglabym
        sie udac do niego najpierw z cala dokumentacja ...bo mam juz na sama
        mysl zaczyna sie robic nerwowa ...
        wczesniej bylismy w WCielkopolskim centrum onkologiu . za kazdym
        razmem lekarz sie zmienil a ten ostatni powiedzial ze chemia moze
        mamie tylko zaszkodzic w takim stanie. Powiedzial ze jakby stan sie
        zmienil to inaczej...
        czy w tych hospicjach moga nas pokierowac tez do dobrych onkologow?
        sa trzy hospicja w Poznaniu, niewiem ktore wybrac? czy ktos z was
        orientuje sie moze, lub moze polecic jakies?
        z gory dziekuje...
          • marmotka77 Re: nacieki na otrzewna-pomozcie 04.09.09, 18:06
            no co za pytanie...pewnie ...pije jogurty wzamcniajace, sok z noni,
            wilkakora , ecomoer wzmacniajacy i inne produkty supplementacyjne.
            dodtakowo dostaje bialko, ktorego ktorego brak od ostatniego
            spuszczenia wod. Ja poporostu nie wiem co dalej robic, bo onkolog
            gdzie wczesniej chodzila na chemie ze tak powiem przerwal popropstu
            leczenie. dzwonilam do inne go onkologa ale tam odmawiaaj mi pomocy
            niby pod pretekstem ze nie specjalizuja sie w leczeniu trzustki..no
            i co robic kieyd nikt nie chce pomoc?
            ja nie chce czekac bezczynnie ....ale nie wiem co mam robic...
            • edzia400 Re: nacieki na otrzewna-pomozcie 04.09.09, 19:12
              marmotka77 ja nie jestemm z tych stron wiec nie moge ci pomóc z lekarzem. ale
              jak osoby tu wspominały udaj sie do hospicjum domowego powiem ci ze to
              wspaniali ludzie( przynajmniej u mnie w miejscowosci) mojej mamie duzo pomogli
              ustawili bólowo krew do badan robili na miejscu nie musiałam mamy nigdzie
              targać potem zalożyli motylek i mogłam sama mamie podawac leki a nie ciagle
              kłuc sie w nowe miejsce dla mamy równiez była to super sprawa bo była w domu
              gdzie jej najlepiej , lekarz przyjezdzał na kazde nasze wezwanie zawsze mame
              wsparl i z humorem rozmawiał mama zawsze po jego wizycie promieniała i była
              spokojniejsza
              Trzymam za was obie kciuki
            • madrek76 Re: nacieki na otrzewna-pomozcie 05.09.09, 10:45
              > najgorsze jest to ze lekarz powiedzial ze to etap koncowy...

              Mamrotka77 niestety lekarze mogą mieć racje...wiem, bo rzez to
              przechodziłam, nei chciałam wierzyć, nie dopuszczałam takiej mysli,
              w koncu za kilka dni Tata miał wrócic na chemie, a to że mówiono mi
              ze w takim stanie chemia moze tylko zaszkodzic do mnie nie
              docierało,bo jak to chemia zawsze Tacie pomagała...niestety
              sciaganie płynu z otrzewnej to błedne koło im wiecej sciagna tym
              szybciej podchodzi, sciagajac organizm traci wazne dla organizmu
              wartosci odzywcze, mozna je uzupełnic krolówkami, ale ten płyn znów
              sie nie wchłonie i co kolejne sciaganie i tak w kółko...niestety w
              taki sposób postepuje wyniszczenie, a rpzy okazji rzerzuty
              postepuja. Ja pamietam, ze u Tatusia po sciagnieciu płynu gdy
              robiono usg j.brzusznej widzielismy jak postepuja przerzuty..zmiana
              na watrobie 16mm, za kilka dni po kolejnym sciagnieciu 34mm itd. a
              ten skok markerów tym bardziej wskazuje na to ze cos złego sie
              dzieje (nastepuje rozsiew i przerzuty)...Mnie tez wkurzało
              bezczyznnosci, ale ejdyne co moglismy robic to co jakis czas
              sciagac jednak płyn, uzupełniac wartosci odzywcze kroplówkami i
              poprawic komfort zycia Tatusia...wiem kazdy z nas chce do konca
              walczyc, pomóc, ale niestety czasami juz tylko taka pomoc by nie
              boilało, by swobodniej oddychał (gdy tego płynu jest coraz wiecej
              uciska na serce, na płuca i zaczynaja sie problemy oddechowe).
              Musisz byc dzielna choc to jest starsznie trudny okres w zyciu
              kiedy widzisz, ze osoba Ci bliska jest niszczona przez chorobe a Ty
              nie wiele juz mozesz zrobic, oprócz tego by przy Niej jak najwiecej
              być...:-( To co napisałam jest smutne wiem, ale obawiam sie ze
              musisz byc przygotowana na najgorsze, mi wtedy tez kilka osób
              próbowało to uzmysłowic...nie chciałam wierzyc. Niedawno na forum
              pojawiła sie Ada (mieszka w USA) u Jej Taty kiedy doszło do
              wodobrzusza ciag dalszy był jak i u nas...stad inni onkolodzy nie
              chca Ci juz pomóc, przychodzi moment kiedy trzeba skupic sie na
              poprawie komfortu zycia chorego a nie na usilnej próbie leczenia go
              np. chemia, któa w obliczu niewchłaniania płynu w otrzenej poprostu
              moze zabić, bo organizm sie nie oczyści...:-((( Jesli mieszkasz w
              miejscowosci, gdzie działa hospicjum domowe to naprawde najlepsze
              rozwiazanie! Trzymam kciuki i modle byś miała duzo siły na te
              trudne chwile.
              • marmotka77 Re: nacieki na otrzewna-pomozcie 05.09.09, 19:40
                Witam , dziekuje wszytkim za odpowiedzi....na pewno pojedziemy do hospicjum i
                sie tam zarejsetrujemy...mamie zaczely dzialac plasterki, dostala tez tabletke
                morfiny ( na ratunek) ale bierzez ja rzadko. Czuje sie chyba lepiej..ale ona
                chyba nie zna prawdy do konca...choc lekarz i psycholog powiedzial ze ona na
                pewno zdaje sobie sparwe i wie wiecej niz myslimy ze wie. Czy twoj tato wiedzial
                ze choroba jest nieuleczalna? czy poprostu zyl z nadzieja ze jescze mozna go
                wyleczyc..nie wiem zupelnie co mam powiedziec mojej mamie...
                jescze w poniedzialek chce isc do innego onkologa po rade...( ciagle mam jakies
                dziwne wrazenie ze cos jednak moze moznaby zrobic0 ta beczynnosc jest okropna)
                aha i jescze jendo czy ktos wie jakie moga byc rokowania na zycie dla osoby w
                takim stanie jak moja mama, gdzie zbiera sie wolny plyn w jamie brzusznej ,
                markery rosna...i jakie moga byc objawy, tzn na co trzeba byc czujnym? zuplenie
                nie mam pojecia co nas czeka...spac nie moge po nocach i chodze wykonczona juz
                tym wszytkim....nie wiem jak jescze moge jej pomoc...i co robic ... :(:(:(
                • kosia88 Re: nacieki na otrzewna-pomozcie 05.09.09, 21:01
                  Witaj marmotka
                  Piszesz co możesz jeszcze zrobić, jak jeszcze pomóc mamie? Przede
                  wszystkim mama potrzebuje dużo spokoju i waszej miłości Niech każdy
                  dzień będzie WIELKI, niech każda chwila będzie BEZCENNA.....Możesz
                  wspomóc się lekami Ja brałam Lexotan chociażby po to żeby ciągle nie
                  mieć mokrych oczu....
                  Mój tatuś nie wiedział o tym że wkrótce ma nastąpić koniec I być
                  może dlatego tak usilnie walczył z chorobą - do końca Ja z mamą nie
                  podjęłyśmy tematu o beznadziejnym stanie taty....Byłyśmy raczej
                  skupione na doraźnej pomocy choremu niż na uświadamianiu go że
                  niedługo odejdzie....BO przecież Nadzieja umiera ostatnia
                  Trzymaj się kobieto!!! Pozdrawiam cieplutko
                • madrek76 Re: nacieki na otrzewna-pomozcie 06.09.09, 11:39
                  To co napisdała kosia88 to wszystko własnie jest najwazniejsza. Ja
                  tez szukałam do konca ratunku odwiedzajac jeszcze onkologów, jakies
                  4 dni przed smiercia Tatusia zdałam sobie sprawe, ze to nie ma
                  sensu...kazdy wyjazd to starata czasu, który mogłabym spedzić z
                  Tatusiem a niestety w tak zaawansowanym stopniu, gdy wodobrzusze
                  tak narasta gdy markery tak rosna rokowania sa złe..mi mówiono, ze
                  to trwa od 2 tygodni do 3 m-cy, ale oczywiscie to statystycznie, sa
                  osoby, które z stanem wodobrzusza zyły dłuzej niz 3 m-ce. Mój Tata
                  zył niestety od momentu nasilenia sie objawów 3 tygodnie...:-( Ale
                  my wiedzielismy tez ze przerzuty powiekszaja sie galopujaco - czy
                  Twojej Mamie robią chociazby usg, by zdiagnozowac gdzie sa
                  rpzerzuty i jak postepują??? Same markery to za mało by wiedziec co
                  sie moze pojawiac dalej...Ja tez chodziłam wykonczona bardziej
                  psychicznie niz fizycznie, choc sypiałam po 2-3 godziny na dobe i w
                  sumie bardziej czuwałam bojac sie ze cos złego sie wydarzy...moze
                  to dziwnie zabrzmi, ale poczułam spokój gdy juz te ostatnie 3 doby
                  Tatusia zycia spedziłam z Nim w szpitalu - umozliwiono mi to i
                  wracałam tylko rano wykapac sie i przebrać, na swój sposób to
                  były "wyjatkowe trzy dni" mogłam z Nim jeszcze porozmawiac,
                  dotykać, ostatniego dnia stale trzymał mnie za reke tak jakby czuł,
                  że... zreszta gdy juz umierał własnie pierwszy symptom to puscił
                  moja dłon...:-((( Naprawde badz z Mamusia blisko, zapewnij spokój,
                  okazuj miłość to teraz dla niej najcenniejsze co mozesz zrobic.
                  Pamietam swoja radosc na dzien przed smiercia, Taty stan tak sie
                  poprawił, ze ja naprawde pomyslałam ze w piatek (tata zmarł w
                  srode) bedzie mógł pojechać na chemie. We wtorek ustał krwotok z
                  guza, Tata nie wymiotował, poszuł sie silniejszy, tetno spadło
                  (było długo powyzej 150 uderzen na minute), cisnienie
                  ustabilizowało sie na 110/60 i Tatus normalnie ze mna rozmawiał,
                  planował mówił,zebym sie nie martwił bo w piatek chemia, a po
                  chemii zawsze rak się cofał. Mój Tata wiedział ze ma wodobrzusze,
                  ze nastapiła wznowa i guz sie powiekszył i tyle, ze sa az tak złe
                  rokowania nie wiedział, ani ja ani lekarz nie chcielismy mu
                  odbierac tej woli walki jaka miał do konca wierzył ze to jeszcze
                  nie jego czas, choc jak sadze wiedział pewnie wewnetrznie, że jest
                  źle, bo czasami wieczorem jak zasypiał pytał mnie "Madziu, co sie
                  ze mną dzieje, dlaczego słabnę?" najczesciej po tych słowach
                  zasypiał... ja miałam czas sie wypłakać, a rano starałam sie
                  wierzyć, że skoro przetrwał noc to mam nastepny dzien w darze od
                  Boga...tak własnie traktuj kazdy dzien i noc! Naprawdę teraz wazne
                  by ustawić leczenie przeciwbólowe, by nasze kochane osoby nie
                  musiały cierpieć!!! Dobrze, ze plastry działają. U mojego Taty
                  wystarczył zastrzyk z ketanolu, tylko ostatniej nocy dostał morfine
                  bo nasiliły sie bóle...niestety po tym zastrzyku juz kontakt z nim
                  był urtudniony, morfina go "zamroczyła" spał a gdy sie budził
                  odpowiadał na moje pytania ale krótko "tak" / "nie". Aha uwazajcie
                  na to co sie dzieje z nerkami,jak kojarze w szpitalu slyszałam ze
                  pojawia sie problem z zatrzymaniem moczu a to dodatkowo grozi
                  zatruciem organizmu. Trzymaj sie dzielnie, bo to niełatwe chwile w
                  Twoim zyciu. Mam nadzieje, ze organizm Twojej Mamy jeszcze sobie
                  poradzi, ze nie potoczy sie to tak szybko jak u mojego Tatusia.
                  Notabene Tata ostatnie 3 dni juz nic nie jadł, a w dniu smierci
                  jego wyniki poprawiły sie...niewiadomo skad, cóz walczył do konca,
                  nawet w momencie smierci miał wyniki pozwalajace podac chemie,
                  tylko ze rak był silniejszy i nam to uniemozliwił. Modle sie za Was!
                • madrek76 Re: nacieki na otrzewna-pomozcie 06.09.09, 11:42
                  A jeszcze jedno, skad wiesz ze sa nacieki na otrzewna??? To
                  diagnoza po operacji? Czy nacieki te sa rozsiane w całej otrzewnej
                  czy jakos miejscowo? Ile tego płynu sie zbiera? Mama miała sciagany
                  płyn - ile i w jakich ilosciach? Pilnujcie by po sciagnieciu
                  dostawała białko i elektrolity! choc tu niestety podanie kroplówki
                  sprawi, ze płyn znów bedzie sie zbierał...:-(
                  • marmotka77 Re: nacieki na otrzewna-pomozcie 06.09.09, 23:46
                    wlasnie to mnie wkurza bo w USG wyraznie pisze ze wolny plyn w
                    jamie...ze zmiany na watrobie ale to powinno byc szczegolowo
                    sprawdzone w KT co bylo zalecone..a onkolog nic nie robi..poprostu
                    zostawia to tak jak jest,,nie wiem czy twoerdzi ze nie warto? ale
                    ciekawe czy tak samo twierdzilby odnosnie swojej mamy?
                    nic nie badaja..poprostu kazali isc do domu , ewentualnie zapisac
                    sie do hospicjum. Jak mama miala 200 markerow to tez ja wyslali do
                    domu i powiedzila co bedzie to bedzie, zobaczymy potem. A potem
                    czyli teraz twierdzi ze za pozno. Nie cierpie tej onkolozki. !!!!!

                    aha moja mama zaczela sie robic coraz bardziej nerwowa..na kazda
                    moja troske odpowieda nerwowo, wkurza sie o byle co....zaczynam sie
                    bac ze ona sie domysla swojego stanu, lub ze fakt ze zostala nie
                    przyjeta na chemie i tak wysokie markery dal jej duzo do
                    myslenia...namawiam ja do jedzenia wysokokalorycznych specjanych
                    jogurtow a ona sie denerwuje ze ja ciage mecze o to samo..ale ich
                    nie pije. Nie wiem jak pomoc. Porblem pojawia sie w tym ze ona
                    przestaje sluchac i kazda dobra rade odbiera jakos nerwowo...mial
                    ktos z was podoban sytuacje?? :(:(:(
                      • sonia-3 Re: nacieki na otrzewna-pomozcie 07.09.09, 06:23
                        Witaj. Moja Ś.P. Mama też chorowała na nowotwór - jajnika, zmarła po 4 latach walki z chorobą. Miała nacieki na otrzewną i wodobrzusze. Ale nie o tym pragnę napisać. Tylko o czym innym. My mówiłyśmy Mamie tylko malutką część prawdy. Do końcaq nie mówiłyśmy o śmierci i o tym że to już wszystko co mogłyśmy dla Mamy zrobić - od strony medycznej oczywiście.Ale myślę że człowiek ma intuicję i gdzieś w głębi duszy czuje co nieuniknione, szczególnie jak nie ma poprawy w samopoczuciu. Pamietam na początku sierpnia Mama zadzwoniła do mnie rano i po krótkiej rozmowie powiedziała, że czuje ,że umrze w tym miesiącu. I choć łzy leciały mi ciurkiem, próbowałam robić ,dobrą minę do złej gry i powiedziałam tylko, że na pewno nie umrze i będzie wszystko ok. Choć wiedziałam że nie będzie. I wtedy Mama powiedziała do mnie - "Agnieszka ,umrę ,ja to czuję" .Mama umarła 22 sierpnia. Choć myślę że do końca miała nadzieję na cud- bo nadzieja umiera ostatnia. Bądźcie przy Mamie, aby czuła sie bezpiecznie ( ja widziałam strach w oczach mojej Mamy w ostatnich dniach). Nieuniknionego nie unikniesz- a te być może ostatnie chwile są bezcenne i to one pozostaną na zawsze w naszych sercach. Zyczę wam dużo sił, a Mamie dobrego samopoczucia. Pozdrawiam.
                        • edzia400 Re: nacieki na otrzewna-pomozcie 07.09.09, 20:40
                          moja mamcia również walczyła 4 lata ale moja startowała z III z przodu :( mnoja
                          mama nie miała wodobrzusza tylko jelita sie poprostu zrosy od guz połozonego w
                          okolicy mama sie na operacje nie zgodziła ale tak jak u ciebie była nerwowa
                          nie chciała nic jesc co jej specjalnie podawałam spróbuj kupic mamie ziołowe
                          tabletki na uspokojenie ale takich stanów jakie ma teraz twoja mama nikt nie
                          zatrzyma Mama poprostu czuje ze jest cos ne tak bo jak moze byc inaczej
                          przeciez to jest jej organizm wiec kazdy rodzaj bólu i zmiana jest przez nia
                          odczuwana duzo sił i wytrwałosci zycze tobie i mamaie w walce z tym wrednym
                          .......
                      • zielony_listek Re: nacieki na otrzewna-pomozcie 08.09.09, 15:08
                        marmotka77 napisała:

                        > aha , jescze jedno....ja myslalam ze jak jest wodobrzusze i wolny
                        > plyn w jamie brzusznej to jest to rowonoznaczne z naciekami na
                        > otrzewna....taka byla chyba interpretacja onkologa....

                        Hm, mnie się wydaje, że to sa zupelnie różne sprawy. Kiedy guz sie
                        rozrasta, to nacieka na sąsiadujace tkanki (np. na narządy, na zyły)
                        powodując np. ucisk. U mojej mamy oparacja trzustki była niemozliwa
                        własnie ze względu na naciek guza na tętnice krezkową. I ten naciek
                        to nie jest chyba płyn, to jest masa.

                        A wodobrzusze to po prostu zbieranie się płynu - w zdrowego
                        człowieka ten płyn się wydziela i jest wchłaniany na bieżąco, u
                        chorego układ limfatyczny nie daje rady wchłonąć płynu (rak osłabia
                        cały organizm), stąd gromadzi on sie w wiekszej ilości.

                        Poprawcie mnie, jesli się mylę.

                        Pozdrawiam
                        zielony_listek
                        • madrek76 Re: nacieki na otrzewna-pomozcie 08.09.09, 22:27
                          Tak masz racje, w otrzewnej sa poprostu kanaliki, gdy nastepuje
                          rozsiew i tkankę, żyły itd. nacieka zmiana nowotworowa to ten płyn
                          nie ma odpływu, nie wchłania sie i zalega w otrzewnej powodujac
                          sporo róznych komplikacji - np. problem z funkcjonowaniem jelit, bo
                          maja one coraz mniej miejsca by normalnie odbywał sie w nich
                          przepływ. W stanie rozsiewu w otrzewnej wiele narządów niestety ma
                          bezpośrednia stycznosc z otoczeniem rakowym (watroba, nerki,
                          jelita, trzustka, sledziona, zoładek itd) a to ułatwia przerzuty,
                          stad np. w Wielkiej Brytanii, Japonii, USA dośc powszechna jest
                          chemia dootrzewnowa...w Polsce niestyety jak sie o niej mówi
                          zdecydowana wiekszośc onkologów mówi NIE :-((( Ja spotkałam na swej
                          drodze, tylko jednego w Gdańsku, który ewentualnie rozawazał u taty
                          takie leczenie, ale podstawa by do takiej chemii doszło jest usunac
                          organ zajety rakiem (miejsce guza pierowtnego) i w czasie operacji
                          z resekcja załozenie specjalnego portu do podawania chemii
                          dootrzewnowej.
                          • marmotka77 Re: nacieki na otrzewna-pomozcie 14.09.09, 09:10
                            Co robic wiec? Wrocic do chemioterapeuty i prosic o dalsze leczneie
                            skoro on powiedzial ze chemia tylko pogorszy stan? Jakos nie ufam
                            temu onkologowi...ale jak dzwonie gdzie inedziej to niestety kieruja
                            mnie do wielkopolskiego osroka onkologii- czyli tam gsdzie mam byla
                            leczona. Nie wiem co robic? Gdzie isc....gdzie wolac o pomoc i
                            chociaz proby dalszego leczenia..tak zeby czlowiek chociaz wiedzial
                            ze walczy na prawde z choroba a nie ze przegrywa z powou niecheci
                            do alszego leczenia takcih chorob jak rak trzustki.
                            • marmotka77 Re: nacieki na otrzewna-pomozcie 14.09.09, 09:15
                              aha i jeszcze jedno...ostatnio dzwonilam do onkologa i opiowedzialam
                              sytuacje a ten powiedzial ze musze sie kontaktowac z
                              chemioterapeutami, NIE ONKOLOGIEM, ale skoro chemioterapeuta nie
                              chca dac chemii mojej mamie to z kim?. Gdzie udac sie z problemme
                              wodobrzusza, bo przeciez te wody ciagle mozna sciagac, kontrolowac,
                              chociaz przedluzac zycie ..prawda? u lekarza rodzinnego? to mi sie
                              smieszne wydaje? lekarz rodzinny nie sciagnie wod...nie skontroluje
                              i nie zrobi innych badan...no wiec juz nie wiem gdzie sie udaci
                              gdzie szukac pomocy...moZe ktos mi doradzi...
                              moze ktos z was jest z okolic poznania...
                                • marmotka77 Re: nacieki na otrzewna-pomozcie 14.09.09, 09:25
                                  ja moge jechac prywatnie na wizyte z dokumentacja , ale w taki
                                  spsoob wiem ze jej chemii nie podadza...bo za kazdym razem miala
                                  robione badanie krwii czy moze dostac chemie///
                                  ale jelsi ktos z was zna dobrego onkiologa /chemioterapeute nawet w
                                  innym miescie to pojechalabym do niego prywatnie tez....
                              • madrek76 Re: nacieki na otrzewna-pomozcie 14.09.09, 19:30
                                Wiem, ze w takiej sytuacji to pacjent jest odbijany jak piłeczka,
                                nikt nie chce mu pomóc..:-( Ale moze spróbuj porozmawiać prywtanie
                                z jakimś chirurgiem, bo u mnie tak własnie zrobilismy, gdy juz
                                onkolodzy rozłozyli rece poszłam prywatnie do chirurga (z tym, ze
                                majacego doswiadczenie onkologiczne, bo kiedys pracował na
                                onkologii we Wrocławiu, a potem dopiero trafił na chirurgie ogólna)
                                i on bez problemu zgodził sie kontrolowac to wodbrzusze, robił usg,
                                oznaczał miejsce wkucia, nadzorował sciaganie płynu z otrzewnej i
                                dawał zlecenie na kroplówki i leki by Tacie np. dostarczyc białko.
                                Czasami własnie chirurg moze pomóc, bo na lekarza rodzinnego bym
                                raczej nie liczyła..:-( Trzymam kciuki, bys znalazła lekarza,
                                który zaopiekuje się Twoja Mamą!!!

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka