ja22ek
16.05.04, 18:33
Oto mamy wyraz, podobno obcy, który szkryflamy "pointa". Ale mówimy "płenta",
co wskazuje, że pochodzi to-to z francuskiego, ale nie do końca, boć oni nie
żeńskują poprzez 'a', lecz przez 'e' (a może ja się mylę?), no i nosówkę tam
mają prawdziwą. Jeśli zatem go spolszczamy częściowo, rodzi się potworek, bo
bez znajomości wyjątkowej pozycji wyrazu w naszej ortografii prostaczek
skłonny jest powiedzieć pojinta, jak zresztą do dzisiaj mówię. Dlatego
pisownia "puenta" bardziej mi podchodzi. Ale z drugiej strony, skoro kiedyś
tam trombę pożyczyliśmy i piszemy ją trąba (z ogonkiem), to dlaczego
pożyczoną pointę - puętę piszemy puenta (bez ogonka)? Czy mi jakiś uczony w
piśmie odpowie na tą zagadkę?
Osobiście sądzę, że to musi być złośliwość starszych w stosunku do
gówniarzerii...
Pozdrawiam
Jazzek