Dodaj do ulubionych

Włanczać, przełanczać, zakanszać - perełki wymowy

15.06.04, 16:41
Czas teraźniejszy: "Ja włanczam, ty włanczasz, on włancza". No i pięknie. A
teraz czas przeszły: "Ja włączyłem, ty włączyłeś, on włączył". I gdzie tu
sens? Już by mogli mówić: "Ja włanczyłem, ty włanczyłeś" itd. Rozkaz też jest
poprawny: "Wyłącz to cholerne radio!" A nie: "Wyłancz to radio". Ale już
przeczenie brzmi: "Nie wyłanczaj telewizora, bo leci mecz". Nawet, gdy
stosujemy złą wymowę, nie jesteśmy konsekwentni, mieszając poprawne i złe
zasady wymowy w zależnosci od układu gramatycznego. Jak to klasyk
powiedział: "Ja zdanżam i Pan zdanża". Ale ja czasem "nie zdanżam". Nie wiem
dlaczego jest powiedziane: "musisz zdążyć" a nie "musisz zdanżyć". Lubię też
czasem "zakąsić", ale raczej częściej sam "zakanszam" sobie i pytam się
innych czy też "zakanszali". Nie, bo jeden do drugiego rzekł "Przełącz
program" a ten drugi (z trzecim) siedli i "przełanczali" ten popsuty
telewizor. A teraz poważnie: mamy do czynienia z prawdziwymi chwastami
wymowy, które są tak powszechne, że chyba już są uznane za normę.
Obserwuj wątek
    • droga2 Re: Włanczać, przełanczać, zakanszać - perełki wy 15.06.04, 16:52
      wiesz co nie wiem skąd jesteś, ale nigdy nie słyszalam kogoś kto by mówił
      zdanżyć, czy też zakanszać. Jak coś to juz zdonżyć, zakonszyć. tamte sa dla
      mnie strasznie nie logiczne do wymowy, te tez troche nie tak jak powinny być,
      bo jestem przyzwyczajona raczej mówić poprawnie ą i ę
      • eridan Re: Włanczać, przełanczać, zakanszać - perełki wy 15.06.04, 19:17
        "Zdanżanie" to jest taki bajer. Pierwszy raz publicznie użyty został w
        filmie "Miś". Rzeczywiście, "zdanżać" chyba się nie mówi często, niestety,
        pozostałe wyrażenia są tak powszechne na południu, śląsku i w centrum, że to ja
        dziwię się, że nigdy nie usłyszałaś słów "wyłanczać". Jest to tak powszechne
        niechlujstwo językowe, że już nikt nie zwraca na to uwagi. Być może w
        zachodniej lub północnej części kraju się tak nie mówi, nie mogę tego
        zweryfikować osobiście, ale w centralnej Polsce na pewno tak.
    • ilquad Re: Włanczać, przełanczać, zakanszać - perełki wy 15.06.04, 18:27
      włączyć jest czasownikiem kauzatywnym, to znaczy takim, który oznacza
      powodowanie jakiejś czynności. Czasami widac słowo, od którego powstał taki
      czasownik: walka - walczyć, czyn - czynić, mór - morzyć, mróz - mrozić.

      Włączać jest czasownikiem pochodnym od włączyć i powstaje przez:
      wzdłużenie samogłoski rdzennej
      dodanie a przed ć.

      znaczenie powstałego czasownika jest szersze niż pierwotnego. Włączyć oznacza
      czynność jednorazową i dokonaną, włączać - wielorazową i dokonaną.

      w wymowie to wzdłużenie samogłoski przejawia się np. w umorzyć - umarzać,
      zamrozić - zamrażać. Dlatego wymawiane: włonczyć, zakonsić, zdonżyć musi się
      wzdłużyc we włanczać, zakanszać, zdanżać!
    • piotrpanek Re: Włanczać, przełanczać, zakanszać - perełki wy 16.06.04, 10:33
      eridan napisał:

      > Czas teraźniejszy: "Ja włanczam, ty włanczasz, on włancza". No i pięknie. A
      > teraz czas przeszły: "Ja włączyłem, ty włączyłeś, on włączył". I gdzie tu
      > sens? Już by mogli mówić: "Ja włanczyłem, ty włanczyłeś" itd.

      A gdzie sens w: "Ja wykończyłem już łazienkę, ale jeszcze wykańczam kuchnię i
      kiedyś wykończę przedpokój", "Zwykle wyrabiam około stu procent normy, ale
      wczoraj miałem kaca i wyrobiłem tylko 80 procent, ale jutro wyrobię 150"?

      Mechanizm takich oboczności we "włączyć" (wym. [vwonczyć]) i "włączać" (wym.
      [vwanczać]), "zakąsić" (wym. [zakow~śić]), "zakąszać" (wym. [zaka~szać]) itd.
      jest identyczny. Tyle że z jakichś względów tam, gdzie jest litera "ą" Ci,
      Którzy Na Podstawie Prawdy Objawionej Ustalają Przepisy uznali, że ten
      mechanizm ma nie zachodzić... Równie dobrze mogliby oni zakazać
      ubezdźwięczniania albo udźwięczniania tam, gdzie ono zachodzi, a od razu
      pojawiliby się Obrońcy Polskiej Mowy, którzy powołując się na ich nakazy
      piętnowaliby gdzie się da nielogiczność "Dlaczegóż te nieuki mówią >>chlep<<,
      to już powinni wtedy też mówić >>chlepa<<!"



      > Jak to klasyk
      > powiedział: "Ja zdanżam i Pan zdanża". Ale ja czasem "nie zdanżam".

      Bareja wśród innych chwytów ośmieszania rzeczywistości PRLu wpychał do swoich
      filmów różne "błędy" językowe - zarówno nowomowę, jak i taką "niepoprawną" (w
      domyśle - niedouczoną) wymowę. Ale Bareja był satyrykiem, a nie językoznawcą.
      Podobnie dziś zachowują się kabareciarze (np. Rewiński), którzy chcąc ośmieszyć
      pewnych polityków mówią "z peezelu". W ich mniemaniu taka wymowa jest typowa
      dla niedouczonych ludzi ze wsi, co jest bzdurą, bo jest to cecha nie społeczna,
      lecz regionalna, zatem tak nigdy nie powiedziałby rolnik spod Białegostoku czy
      Warszawy, ale tak może mówić profesor z Poznania lub Krakowa. Tak więc wygląda
      wiedza językowa "klasyków".
      > Nie wiem
      > dlaczego jest powiedziane: "musisz zdążyć" a nie "musisz zdanżyć". Lubię też
      > czasem "zakąsić", ale raczej częściej sam "zakanszam" sobie i pytam się
      > innych czy też "zakanszali". Nie, bo jeden do drugiego rzekł "Przełącz
      > program" a ten drugi (z trzecim) siedli i "przełanczali" ten popsuty
      > telewizor.

      Bardzo trafny dobór przykładów (naprawdę, bardzo często ludzie chcący
      zaszpanować swoją znajomością poprawności językowej dobierają przykłady
      zupełnie ze sobą niepowiązane, a nawet po prostu zmyślone). Wystarczający do
      prostej analizy - fonem /o/ (niezależnie od tego jaką literą zapisywany, tu
      np. "ą") w czasownikach, które zmieniają ostatnią samogłoskę na [a], wraz z nią
      także przybiera postać [a]. Tam zaś, gdzie nie ma takiej zmiany ostatniej
      samogłoski (a więc także wtedy, gdy w podstawowej formie już jest "a"),
      zostaje /o/. Alternacja taka zwykle dotyczy czasowników niedokonanych i
      wielokrotnych, ale to o głoski chodzi, a nie gramatykę (np. nie ma powodu, by
      była para "wykopać" - "wykopawać" :-) )
      Kilka przykładów (z uproszczoną wymową):
      stworzyć [stfOżYć] - stwarzać [stfAżAć] - stwórz [stfUsz#]
      wymówić [vymUvIć] - wymawiać [vymAvjAć] - wymów [vymUf#]
      wyprosić [vyprOśIć] - wypraszać [vyprAszAć] - wyproś [vyprOś#]
      włączyć [vwOnczYć] - włączać [vwAnczAć] - włącz [vwOncz#]
      zdążyć [zdOw~żYć] - zdążać [zdAw~żAć] - zdąż [zdOw~sz#]


      > A teraz poważnie: mamy do czynienia z prawdziwymi chwastami
      > wymowy, które są tak powszechne, że chyba już są uznane za normę.

      A teraz niepoważnie - mamy mnóstwo chwastów wymowy - już nikt poza paroma
      aktorami nie mówi [jabwko], tylko [japko], zamiast powiedzieć pięknie
      [zdradźca] kaleczy mowę leniwym [zdrajca], że nie wspomnę o tym, że zamiast
      pięknie wymawiać nosówki, to przed głoskami zwartymi dziąsłowymi i afrykatami
      mowi [on], [en] (np. [ponczek]), przed głoskami welarnymi wprowadza jakąś obcą
      nosówkę tylnojęzykową [en_], [on_] (np. [ren_ka]), przed głoskami zwartymi
      wargowymi mówi [om], [em] (np. [tromba]) i jeszcze więcej... Jeszcze bardziej
      niepoważnie - mamy takie chwasty wymowy, jak nielogiczne mieszanie [o] i [u].
      Dlaczego "zrób", a nie "róbię"? Dlaczego "pies", a nie "piesa"? Ech ten polski
      język, to takie zachwaszczone pole...
      • ja22ek Re: Włanczać, przełanczać, zakanszać - perełki 16.06.04, 12:11
        piotrpanek napisał:

        > już nikt poza paroma aktorami nie mówi [jabwko], tylko [japko],

        No, niestety nie doceniasz fenomenu wymowy literowej... Jabułko się trzyma!

        > zamiast powiedzieć pięknie [zdradźca] kaleczy mowę leniwym [zdrajca]

        Że nie wspomnę o tym, że powinno być 'zradźca', bez 'd' wsuniętego słowiańskim
        zwyczajem.

        > przed głoskami zwartymi wargowymi mówi [om], [em] (np. [tromba])

        Moim faworytem jest tramwaj z nosowym 'w' (lub wargowo-zębowym 'm'), tam gdzie
        widzimy literkę 'm'. No i znowu w wymowie literowej ę/ą się pojawiają.

        J.
      • ala100 Re: Włanczać, przełanczać, zakanszać - perełki wy 16.06.04, 15:21
        piotrpanek napisał:

        > > A teraz poważnie: mamy do czynienia z prawdziwymi chwastami
        > > wymowy, które są tak powszechne, że chyba już są uznane za normę.
        >
        > A teraz niepoważnie - mamy mnóstwo chwastów wymowy - już nikt poza paroma
        > aktorami nie mówi [jabwko], tylko [japko], zamiast powiedzieć pięknie
        > [zdradźca] kaleczy mowę leniwym [zdrajca], że nie wspomnę o tym, że zamiast
        > pięknie wymawiać nosówki, to przed głoskami zwartymi dziąsłowymi i afrykatami
        > mowi [on], [en] (np. [ponczek]), przed głoskami welarnymi wprowadza jakąś
        obcą
        > nosówkę tylnojęzykową [en_], [on_] (np. [ren_ka]), przed głoskami zwartymi
        > wargowymi mówi [om], [em] (np. [tromba]) i jeszcze więcej...

        Nie do końca skojarzyłam, co ma być tym chwastem. Wymawianie nosówki czy nie.

        Apropos. Obejrzałam ostatnio kilka odcinków "Wojny domowej". I zwróciłam uwagę,
        jak pięknie wymawiała nosówki pani Irena Kwiatkowska. Wymowa wyraźnie różna od
        dzisiejszej. Czy proces zaniku, wspomagany przez technologię (telewizja), jest
        procesem naturalnym? Ala
        • piotrpanek Re: Włanczać, przełanczać, zakanszać - perełki wy 17.06.04, 12:22
          ala100 napisała:


          >
          > Nie do końca skojarzyłam, co ma być tym chwastem. Wymawianie nosówki czy nie.

          Toż zaznaczyłem, że to niepoważne... W odczuciu niektórych chwastem może być
          wymowa standardowa, czyli samogłoski z elementem nosowym (bo o samogłoskach
          nosowych w polszczyźnie współczesnej nie ma mowy tak samo, jak o ciemnym, tj.
          przedniojęzykowym ł) tylko przed frykatywami dziąsłowymi i samogłoski ze
          spółgłoską nosową w innych (liczniejszych) przypadkach. Zwłaszcza aktorom, a
          więc ludziom zawodowo dbającym o swoiście pojmowaną kulturę języka zdarza się
          niestandardowe (przynajmniej we współczesnej polszczyźnie, bo przypuszczam, że
          w czasach kształtowania ortografii mogło być inaczej) "włączyć" [vwow~czyć]
          zamiast standardowego "włonczyć", "kąt" [kow~t] zamiast standardowego "kont"
          itd., ale i "sens" [sens] zamiast standardowego "sęs" (i "sensie" [senśe]
          zamiast standardowego "sęńsie" [sej~śe]). Ja tam w ogóle nie za bardzo widzę
          chwasty w wymowie, więc nie do mnie to pytanie.
          Oczywiście, są sposoby wymowy, które mnie trochę śmieszą. Chodzi mi o tzw.
          wymowę ortograficzną - właśnie wymawianie na siłę [ew~], [ow~] wszędzie tam,
          gdzie widać literę "ę", "ą", połączone z unikaniem tej wymowy tam, gdzie są
          litery "em", "en", "om", "on", mimo że właśnie tam w pewnych kontekstach
          naturalnie pojawiają się nosówki (z "tramwajem" do końca sam nie wiem - z
          jednej strony wargowy charakter [v] przemawia za wymawianiem [am], z drugiej
          zaś, jej szczelinowość sprzyja wymowie [aw~], podobnie jest
          z "konchą", "wąchać" itp. - welarność [x] przemawia za [on_], a jego
          szczelinowość za [ow~]). Podobnie śmieszy mnie ortograficzna wymowa [jabwko] (w
          przerysowaniu spotykanym czasem u dzieci - [jabuwko]), [p'jew~ćdźeśow~t]
          (zamiast standardowego [p'jeńdźeśont]) itp. Oczywiście, są sytuacje, gdy dobrze
          jest wymówić coś z hiperpoprawnością, ale ograniczyłbym je do dyktowania
          (podobnie wtedy nie przeszkadza mi wymowa [xleb] itp.) albo specjalnego
          podkreślenia różnic (np. w zdaniu "Mówiąc [kot] miałem na myśli "kod", a
          nie "kot." rozsądnie jest wypowiedzieć raz [kod], a raz [kot]).
          Kolejnym przykładem tego, co mnie śmieszy w wymowie, to manieryczne
          odróżnianie "h" od "ch" i "ł" od niesylabicznego "u". Śmieszne to jest jeszcze
          bardziej, gdy ktoś taki widząc literę "h" w wyrazie obcym (np. angielskim
          imieniu "Henry") wymawia ją dźwięcznie, mimo że w oryginale jest tam głoska
          bezdźwięczna - ani to wtedy po polsku, ani po oryginalnemu.
          Oczywiście czym innym jest maniera, a czym innym kwestia dialektu. W ogóle nie
          śmieszy mnie to ostatnie rozróżnianie u przedstawicieli dialektów, w których to
          normalne (np. kresowych), podobnie - ja w zdaniu o "kocie/kodzie" i tak
          wymówiłbym w takim kontekście [kod], bo mówię dialektem, w którym sonoranty też
          udźwięczniają, więc dla mnie wymowa [kot a] jest nienaturalna.
          Z tym, że moje prywatne poczucie manieryczności, to moje prywatne poczucie, a
          nie poczucie misji plewienia chwastów :-)
          > Czy proces zaniku, wspomagany przez technologię (telewizja), jest
          > procesem naturalnym?

          Jaki proces? Zaniku samogłosek nosowych? Tak, ten proces jest w polszczyźnie
          naturalny. Pierwszym etapem, już chyba bardzo dawno (kilkadziesiąt albo raczej
          kilkaset lat wstecz) zaszłym jest rozbicie tych samogłosek na dwa etapy.
          Niektórzy uznają polskie nosówki za dyftongi, większość - nie. W każdym razie,
          o ile klasyczne samogłoski nosowe (np. we francuskim) są w miarę jednolite, o
          tyle polskie składają się z elementu samogłoskowego i "glajdowego" (w
          klasycznych nosówkach glajdem tym jest [w] ("u"), w miękkich - [j] ("i")). Ten
          pierwszy element jest prawie wcale nienosowy, ten drugi jest całkiem nosowy.
          Dlatego zwykle polskie nosówki zapisuje się [CG~], gdzie C to samogłoska, a G
          to "glajd". Oczywiście taka samogłoska jest trochę nosowa (w porównaniu ze
          zwykłą samogłoską), czasem więc zapisuje się to [C~G~]. Klasyczne polskie
          nosówki zapisuje się więc [ow~] ("ą") i [ew~] ("ę"). Kolejnym argumentem na
          rzecz ich rozdwojenia jest to, że są wymawiane prawie dwa razy dłużej niż
          zwykłe samogłoski. Być może kiedyś więc odróżniano w wymowie
          nosówki "klasyczne" od "nieklasycznych". Teraz jednak (w standardzie,
          niekoniecznie więc w tym, co mówią ludzie ćwiczeni w dykcji) nie ma istotnej
          różnicy między "ę" w "kęs" a "en" w "sens" - i tu, i tu jest [ew~]. Podobnie
          nie ma jakościowej różnicy między nosowymi wariantami samogłosek półotwartych
          [e] i [o], a nosowymi wariantami samogłoski otwartej [a], i samogłosek
          zamkniętych [i] i [u] (choć zwłaszcza w tych ostatnich bywa tak, że nosowość
          jest rzadziej, głównie dialektalnie, spotykana). Jednak to pewna nowość w
          polszczyźnie, więc nie są już uwzględniane w polskim alfabecie. Stąd "awans"
          może być wymawiany [avaw~s], choć wymowa [avans] jest też częsta. Podobnie nie
          są uwzględniane nosówki miękkie. Tak więc [ow~] ma swoją literę, a [oj~] musi
          sie zadowolić zapisem "oń" (np. "kąski" [kow~sk'i] i "koński" [koj~sk'i]).
          Być może kolejnym etapem, a być może w tym samym czasie (przypominam, żem
          żadnym historykiem języka nie jest), była dywersyfikacja elementu nosowego.
          Glajd [w~] pozostał tylko przed frykatywami dziąsłowymi niepalatalnymi (dla
          których przyjął się glajd [j~]). Przed głoskami zwartymi (stopami) i afrykatami
          dziąsłowymi elementem tym jest [n]. Tak więc "kąt" przestał się różnić
          od "kont" [kont]. Przed stopami welarnymi - [n_] (angma, n tylnojęzykowe) -
          więc w "pąk" i "(ping-)pong" też brzmią tak samo [pon_k] (to, że "i ręka" [i
          ren_ka] różni się od "Irenka" [irenka], a "link" [lin_k] od "linka" [linka]
          wynika z innych zjawisk). Przed stopami wargowymi - [m], więc "romb" przestał
          się różnić od "rąb" [romb]. Coś pośredniego dzieje się w przypadku frykatywów
          welarnych i wargowych (patrz wyżej) i głosek spalatalizowanych lub palatalnych.
          W innych zaś miejscach nosowość mogła całkiem zaniknąć (przed sonorantami, na
          końcu wyrazu).
          Miodek twierdzi, że obserwuje zanik nosowości także w "glajdzie" [w~], co
          prowadzi do wymowy "czeskiej" "sou" [sow] zamiast "są" [sow~], ale ma chyba
          inne obiekty do obserwcji niż ja :-)

          Jak dawny to proces, nie mam pojęcia. Powoływanie się na aktorów jest mało
          sensowne, bo oni są szkoleni w wymowie specjalnej. Przed wojną "piękne" było
          stylizowane na kresowe wymawianie "ł" jako [ł], a nie [w] i odróżnianie "h"
          od "ch", po wojnie mogło być "piękne" wymawianie [ew~], [ow~] w każdym miejscu
          z "odpowiednią" literą. To, co w danym momencie uznaje się za piękne, to coś
          niekoniecznie odpowiadające rzeczywistości.
          • ja22ek Re: Włanczać, przełanczać, zakanszać - perełki wy 17.06.04, 13:17
            piotrpanek napisał:

            > Miodek twierdzi, że obserwuje zanik nosowości także w "glajdzie" [w~], co
            > prowadzi do wymowy "czeskiej" "sou" [sow] zamiast "są" [sow~], ale ma chyba
            > inne obiekty do obserwcji niż ja :-)

            Daje się to słyszeć. W ostatnim tygodniu słyszałem w radiu, a sam _prawie_ tak
            mówię (dowód: piszę czasem angielskie "so" [sow] jak polskie 'są' [sow]).

            A z drugiej strony _raczej_ mówię [sensu] niż [sew~su]. Choć u dzieci swoich
            usłyszałem kiedyś [bewzyna]...

            Pozdrawiam
            Jazzek
          • ala100 Re: Włanczać, przełanczać, zakanszać - perełki wy 17.06.04, 14:13
            Panie Piotrze!

            No... Błagam o litość!

            Takiej wiedzy to ja nie przyswoję do Nowego Roku! Nie ma mowy!


            piotrpanek napisał:

            > W odczuciu niektórych chwastem może być
            > wymowa standardowa, czyli samogłoski z elementem nosowym (bo o samogłoskach
            > nosowych w polszczyźnie współczesnej nie ma mowy tak samo, jak o ciemnym, tj.
            > przedniojęzykowym ł) tylko przed frykatywami dziąsłowymi i samogłoski ze
            > spółgłoską nosową w innych (liczniejszych) przypadkach.

            Wpływ polityki na zanik wschodniego "ł" jest chyba oczywisty. Czy takie
            gwałtowne procesy językowe spowodowane gwałtownymi wydarzeniami historycznymi
            mozna traktować jako naturalne?

            Od mniej więcej kilkunastu lat nie słyszę już u młodych ludzi wschodniego "ł".
            Ale kilkanaście lat temu to było może nie bardzo częste, ale i nie rzadkie.
            Teraz tego prawie nie ma. Z winy telewizji, która ujednolica wymowę. Czy to
            jest proces naturalny?


            > Oczywiście, są sposoby wymowy, które mnie trochę śmieszą. Chodzi mi o tzw.
            > wymowę ortograficzną - właśnie wymawianie na siłę [ew~], [ow~] wszędzie tam,
            > gdzie widać literę "ę", "ą", połączone z unikaniem tej wymowy tam, gdzie są
            > litery "em", "en", "om", "on", mimo że właśnie tam w pewnych kontekstach
            > naturalnie pojawiają się nosówki (z "tramwajem" do końca sam nie wiem - z
            > jednej strony wargowy charakter [v] przemawia za wymawianiem [am], z drugiej
            > zaś, jej szczelinowość sprzyja wymowie [aw~], podobnie jest
            > z "konchą", "wąchać" itp. - welarność [x] przemawia za [on_], a jego
            > szczelinowość za [ow~]). Podobnie śmieszy mnie ortograficzna wymowa [jabwko]
            (w
            >
            > przerysowaniu spotykanym czasem u dzieci - [jabuwko]), [p'jew~ćdźeśow~t]
            > (zamiast standardowego [p'jeńdźeśont]) itp. Oczywiście, są sytuacje, gdy
            dobrze
            >
            > jest wymówić coś z hiperpoprawnością, ale ograniczyłbym je do dyktowania

            Wymowa hiperortograficzna, to chyba cecha wrodzona. Kilkunastoletni syn mojej
            koleżanki taką własnie wymowę ma. Wymawia każde słowo z osobna, każdą sylabę z
            osobna, każdą głoskę z osobna i bardzo ładnie nosówki. Pozostali członkowie
            rodziny - zupełnie normalni.


            > Kolejnym przykładem tego, co mnie śmieszy w wymowie, to manieryczne
            > odróżnianie "h" od "ch" i "ł" od niesylabicznego "u". Śmieszne to jest
            jeszcze
            > bardziej, gdy ktoś taki widząc literę "h" w wyrazie obcym (np. angielskim
            > imieniu "Henry") wymawia ją dźwięcznie, mimo że w oryginale jest tam głoska
            > bezdźwięczna - ani to wtedy po polsku, ani po oryginalnemu.

            Czlowiek może nie zna angielskiego. Z czego tu się śmiać!

            A ja programowo staram się udźwięczniać. W końcu jakieś zasady trzeba mieć.

            > Glajd [w~] pozostał tylko przed frykatywami dziąsłowymi niepalatalnymi (dla
            > których przyjął się glajd [j~]).

            Oj, mamo...


            >To, co w danym momencie uznaje się za piękne, to coś
            > niekoniecznie odpowiadające rzeczywistości.

            A rzeczywistość jak jest mierzona? Pewnie jakimiś metodami statystycznymi?
            Reprezentatywna próba czy jakoś tam? I kto tę próbę odsłuchuje?

            Pozdrawiam. Ala

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka