Żem/żeś i inne ohydy

27.02.06, 13:11
Kochani, czy ja tylko smęcę, czy "żemanie" było już rozważane? Nauczycielka
mojego młodszego dziecka omawia na zebraniu różne sprawy i mówi:"ŻEŚMY już
PRZEROBILI", etc etc... Co zrobić za żemanie??? Ja bym chętnie ubiła, ale
karą zagrożona odpuszczam. Czy może się lekko czepiam, hmmmm.
    • stefan4 Re: Nie krótszy czy niekrótszy? 27.02.06, 13:35
      slodkamelba:
      > Ja bym "nie krótszy niż.." napisała

      Ja też. Chociaż poprawnościuchy bałakają, że ,,nie'' z przymiotnikami zawsze...
      W tym kontekscie pisownia łączna byłaby od rzeczy.

      - Stefan

      www.ipipan.gda.pl/~stefan/Irak
      • slodkamelba Re: Nie krótszy czy niekrótszy? 27.02.06, 14:03
        Ale miało być o żemaniu. Czy ŻEŚ zapomniał? :-))))))
    • stefan4 Re: Żem/żeś i inne ohydy 27.02.06, 14:01
      GW dzisiaj wariuje. Proszę, wklejcie sobie sami moją powyższą wypowiedź do
      całkiem innego wątku, bo ja już na nią (Gazetę) nie mam sił.


      A teraz co do żemania; ciekawie, gdzie mi to przylepią.

      slodkamelba:
      > czy ja tylko smęcę

      Tak sadzę.

      slodkamelba:
      > czy "żemanie" było już rozważane?

      Było.

      slodkamelba:
      > Nauczycielka mojego młodszego dziecka omawia na zebraniu różne sprawy i
      > mówi:"ŻEŚMY już PRZEROBILI", etc etc...

      Poprawnościuchy uważają to za ,,błąd''.

      Końcówka ,,-śmy'' i inne końcówki osobowe czasu przeszłego pochodzą od słowa
      posiłkowego; to był kiedyś czas złożony, taki jak angielski ,,we have done''
      (tylko myśmy z niego wyrośli a Anglosasi nadal są na tym prymitywnym etapie).
      Jeszcze do dzisiaj ta końcówka ma skłonność do odrywania się od czasownika i
      przylepiania do czegokolwiek w zdaniu:
      o- ,,my już z tego wyrośliŚMY'',
      o- ,,myŚMY już z tego wyrośli'',
      o- ,,z tegoŚMY'' już wyrośli'',
      o- ,,jużEŚMY z tego wyrośli'',
      itp.
      Partykuła ,,że'' lubi się zmieniać w przyrostek stosowany dla emfazy:
      ,,idźŻE w końcu!''.
      Z połączenia tych dwóch środków artystycznych powstaje końcówka ,,-żeśmy''
      oznaczająca to samo co ,,-śmy'', ale z emfazą. A więc ,,przerobiliżeśmy to''
      oznacza ,,podkreślam zdecydowanie, że przerobiliśmy to''. Podobnie ,,tożeśmy
      przerobili'' oznacza ,,podkreślam zdecydowanie, że tośmy przerobili''.

      Nadmiar emfazy w prostych zdaniach razi. To jest mój jedyny zarzut do takich
      wypowiedzi. Ale nie skreślałbym ich tak kategorycznie jak poprawnościuchy.

      slodkamelba:
      > Co zrobić za żemanie???

      Polubże, albo przynajmniej przyzwyczajże się. I pogratuluj nauczycielce, że ma
      słuch do żywego języka zamiast dać się zagdakać półświatkowi słownikowemu.

      - Stefan

      www.ipipan.gda.pl/~stefan/Irak
      • slodkamelba Re: Żem/żeś i inne ohydy 27.02.06, 14:08
        > czy "żemanie" było już rozważane?
        > Było.

        OOOO, jakże żałuję.... ona nie mówi z emfazą, ona mówi z błędami! Emfaza to
        jest termin jej nieznany.
        > Co zrobić za żemanie???
        >
        > Polubże, albo przynajmniej przyzwyczajże się. I pogratuluj nauczycielce, że ma
        > słuch do żywego języka zamiast dać się zagdakać półświatkowi słownikowemu.
        >
        > Stefanie, nie mogę, próbuję już trzy lata, dzięki za wsparcie....
      • kerga Re: Żem/żeś i inne ohydy 27.02.06, 14:26
        stefan4 napisał:

        Ja też. Chociaż poprawnościuchy bałakają, że ,,nie'' z przymiotnikami zawsze...

        Nie ma takiej reguły. To obiegowa opinia. Nie z przymiotnikami GENERALNIE
        piszemy łącznie. A to już różnica.


        Z połączenia tych dwóch środków artystycznych powstaje końcówka ,,-żeśmy''
        > oznaczająca to samo co ,,-śmy'', ale z emfazą

        W zdaniach: "Wiedziałem żeśmy nie mieli szans" albo "Odpisałem żem chory" nie
        ma emfazy. Takie połączenia są OK w zdaniach, w których przed zwinięciem
        było "że". W języku potocznym często używa się tej konstrukcji z niczego, czyli
        bez komponentu "że" w zdaniu rozwiniętym. Sam robię ten błąd nagminnie.
        • stefan4 Re: Żem/żeś i inne ohydy 27.02.06, 15:20
          kerga:
          > W zdaniach: "Wiedziałem żeśmy nie mieli szans" albo "Odpisałem żem chory" nie
          > ma emfazy.

          No bo to jest całkiem inne ,,że''! Co innego partykuła wzmacniająca ,,-że'' a
          całkiem co innego spójnik ,,że''. W Twoich powyzszych przykładach jest spójnik,
          więc one sa nie na temat.

          kerga:
          > W języku potocznym często używa się tej konstrukcji z niczego, czyli
          > bez komponentu "że" w zdaniu rozwiniętym.

          W Twoim pierwszym zdaniu nie ma nic do zwijania ani rozwijania. Końcówkę
          ,,-śmy'' mozna przylepić albo do czasownika ,,mieli'' albo do spójnika ,,że'';
          obie wersje są tak samo rozwinięte. W drugim przykładzie istotnie czasownik
          ,,jestem'' zwinął się do końcówki ,,-m'' i przykleił byle gdzie.

          Ale ,,myżeśmy to zrobili'' nie da się tak ,,rozwinąć'' bez zmiany sensu, żeby na
          powierzchnie wypłynął spójnik ,,że''. Natomiast tkwi tam całkiem inne zwierzę,
          przypadkowo brzmiace tak samo, mianowicie partykuła ,,-że''.

          kerga:
          > Sam robię ten błąd nagminnie.

          Zaraz tam błąd... Błędem jest gwałcenie własnej natury pod czyjeś
          biurokratyczne dekrety.

          - Stefan

          www.ipipan.gda.pl/~stefan/Irak
          • kerga Re: Żem/żeś i inne ohydy 27.02.06, 17:41
            > Zaraz tam błąd... Błędem jest gwałcenie własnej natury pod czyjeś
            > biurokratyczne dekrety.

            Gwałcić to może nie, raczej troszkę okiełznać. Zdania o konstrukcji np. "Jak
            żeśmy przyszli, wszystko było gotowe" przytrafiają mi się bardzo często. Nie ma
            w nich emfazy, "że" nie jest tu partykułą, po rozwinięciu do zdania "Jak
            przyszliśmy, wszystko było gotowe" zostajemy z tym "że" jak Himilsbach z
            angielskim, no i po czwarte; to nie jest zręczna polszczyzna.
            • efedra kto zostal z angielskim? 27.02.06, 18:01
              kerga napisał:

              > zostajemy z tym "że" jak Himilsbach z angielskim,

              Kilka miesiect temu bylam na spotkaniu z Janem Nowickim, ktory powiedzial, ze
              od bardzo dawna wszyscy "ten angielski" przypisuja Himilsbachowi, podczas kiedy
              to on powiedzial to do Zanussiego, proponujacego mu udzial w jakims robionym w
              Ameryce filmie. Film, notabene, nie zostal zrealizowany.
            • stefan4 Re: Żem/żeś i inne ohydy 27.02.06, 18:38
              kerga:
              > Gwałcić to może nie, raczej troszkę okiełznać.

              Wsadzić sobie wędzidełko w ząbki.

              kerga:
              > Zdania o konstrukcji np. "Jak żeśmy przyszli, wszystko było gotowe"
              > przytrafiają mi się bardzo często. [...] po rozwinięciu do zdania "Jak
              > przyszliśmy, wszystko było gotowe"

              Co Ty tu chcesz rozwijać? Po Twoim ,,rozwinięciu'' zdanie stało się o 2 litery
              krótsze od oryginalnego, więc je raczej zwinąłeś.

              Usunięcie ,,że'' z tego zdania prowadzi do ,,Jakeśmy przyszli, wszystko było
              gotowe''. Wersja spod kiełznającego Cię wędzidełka ma inny rozkład akcentów,
              jest to więc już całkiem inne zdanie.

              kerga:
              > po czwarte; to nie jest zręczna polszczyzna.

              Czy ,,jakeśmy'' jest zręczniejsze od ,,jakżeśmy''? Przepraszam za nietradycyjną
              łączną pisownię, ale łącznie to słowo wydaje mi się do sensu a rozdzielnie
              wydaje mi się tak samo poczwarte jak Tobie.

              kerga:
              > zostajemy z tym "że" jak Himilsbach z angielskim

              Himi-kto? Z czym angielskim został? Przywykłem, że jeśli wszyscy kumają a ja
              nie kumam, to znaczy, że było w telewizorze. Ale po co nam tu cytujesz
              telewizor?

              - Stefan

              www.ipipan.gda.pl/~stefan/Irak
              • kerga Re: Żem/żeś i inne ohydy 27.02.06, 20:43
                Czy ,,jakeśmy'' jest zręczniejsze od ,,jakżeśmy''? Przepraszam za nietradycyjną
                łączną pisownię, ale łącznie to słowo wydaje mi się do sensu a rozdzielnie
                wydaje mi się tak samo poczwarte jak Tobie.

                Ja mówię o formie "jak żeśmy". Jakeśmy to co innego - po pierwsze chyba nie o
                to chodziło autorce wątku, po drugie to jak najbardziej poprawnie po polsku.



                Himi-kto? Z czym angielskim został? Przywykłem, że jeśli wszyscy kumają a ja
                nie kumam, to znaczy, że było w telewizorze. Ale po co nam tu cytujesz
                telewizor?

                No to niedobrze, że tak przywykłeś. Może warto byłoby wziąć poprawkę, że nie
                czytałeś jednak absolutnie wszystkich, ale to wszyściuteńkich książek,
                artykułów i wywiadów na tym świecie. Ta anegdota jest chyba powszechnie znana,
                czytałem ją we wspomnieniach Piwowskiego, jest w biografii Maklakiewicza. Może
                to i bujda - nie wiedziałem, że istnieje wersja w parze Zanussi - Nowicki.

                A telewizja i kino to też nie jakiś straszny zwierz. Też parę ciekawych rzeczy
                można tam znaleźć. Nie warto cytować ruchomych obrazków? Oj Stefan, Stefan...
                • stefan4 Re: Żem/żeś i inne ohydy 27.02.06, 21:42
                  kerga:
                  > Ja mówię o formie "jak żeśmy". Jakeśmy to co innego - po pierwsze chyba nie o
                  > to chodziło autorce wątku, po drugie to jak najbardziej poprawnie po polsku.

                  Ale one są blisko spokrewnione. To odróżniające je ,,-ż-'' w środku to
                  partykuła, właściwie już tylko ślad po niej. Może się pojawiać i znikać bez
                  doniosłych konsekwencji.

                  Mnie zresztą też nie zachwyca wypowiedź
                  ,,Jakżeśmy doszli do siebie, tożeśmy znowu wypili.''
                  Zbyt afektowana na mój gust. Ale już w
                  ,,Jakżeśmy doszli do takiej nędzy?!''
                  ,,Jakże on się postarzał...''
                  ,,Jakżeś mógł to zrobić?!''
                  nic mnie nie razi. Emfaza jest w nich całkiem na miejscu.

                  Końcówek ,,-żem'', ,,-żeś'' itp. należy nie zwalczać tylko używać umiejętnie.
                  Jak zresztą wszystkich rzeczy w języku.

                  kerga:
                  > Ta anegdota jest chyba powszechnie znana

                  Miałem nadzieję, że mi ją opowiesz, a Ty okazałeś się taka żyła. I co ja teraz
                  zrobię?
                  • kerga Re: Żem/żeś i inne ohydy 27.02.06, 22:19
                    > Miałem nadzieję, że mi ją opowiesz, a Ty okazałeś się taka żyła. I co ja teraz
                    > zrobię?
                    • efedra Re: Żem/żeś i inne ohydy 28.02.06, 01:03
                      kerga napisał:

                      > ...tam się rozmyślą a ja zostanę jak ten ch.. z tym angielskim.
                      > Tyle anegdota.

                      W wersji Nowickiego bylo "jak idiota".

                      > Jakieś belfrowskie naleciałości tu wyczuwam.

                      Ej, Kergo! Czy nie lepiej "belferskie"?
                      e.
                      • kerga Re: Żem/żeś i inne ohydy 28.02.06, 07:33
                        > > Jakieś belfrowskie naleciałości tu wyczuwam.
                        >
                        > Ej, Kergo! Czy nie lepiej "belferskie"?



                        Belferskie, oczywiście, belferskie.
                        • kerga Re: Żem/żeś i inne ohydy 28.02.06, 09:19
                          Mnie zresztą też nie zachwyca wypowiedź
                          ,,Jakżeśmy doszli do siebie, tożeśmy znowu wypili.''

                          Nie wiem, czy precyzyjnie się wyraziłem, ale chodziło mi właśnie o tego typu
                          konstrukcje. Autorce wątku chyba też. Żadne partykuły. Zdanie z powyższego
                          przykładu a raczej takie używanie "żeśmy" jest bardzo powszechne i jak
                          najbardziej błędne. I właśnie przy takich konstrukcjach, po rozwinięciu (to nie
                          matematyka, Stefan, błagam, nie licz literek) do postaci "Jak doszliśmy do
                          siebie, to znowu wypiliśmy", zostajemy z cząstką "że" jak, powiedzmy dla
                          odmiany, Nowicki z angielskim.

                          Wędzidełko w ząbkach. Fu! Jakie to paskudne określenie!
                          • slodkamelba Re: Żem/żeś i inne ohydy 28.02.06, 10:29
                            Kergo, cytuję Cię, bo to 100% esencji:

                            Mnie zresztą też nie zachwyca wypowiedź
                            > ,,Jakżeśmy doszli do siebie, tożeśmy znowu wypili.''
                            >
                            > Nie wiem, czy precyzyjnie się wyraziłem, ale chodziło mi właśnie o tego typu
                            > konstrukcje. Autorce wątku chyba też. Żadne partykuły. Zdanie z powyższego
                            > przykładu a raczej takie używanie "żeśmy" jest bardzo powszechne i jak
                            > najbardziej błędne.

                            Tak myślę, to nie emfaza, staropolskie odniesienia, tylko zwykłe niechlujstwo
                            językowe, a u nauczycielki w szkole niedopuszczalne. Zamiast: zrobiliśmy to i
                            to, żeśmy zrobili. Nie upieram się przy używaniu Słownika Poprawnej Polszczyzny
                            podczas zadawania pracy domowej dzieciom, ale jakiś poziom powinien być
                            utrzymany, a literacka polszczyzna nauczycielkę obowiązuje. A komunikaty w
                            rodzaju: Jak żeśmy byli w kinie dzieci rozmawiały: my żeśmy już to
                            przerobili.... oznaczają pomyłkę w wyborze zawodu.
                            Nie wiem, czemu Wszyscy przmknęli nad potworkiem PRZEROBIĆ....
                            Najsmutniejszy jest brak wpływu na to, co dama wpiera dzieciom do łebków na
                            codzień, ponieważ szkoła jest hermetyczna. Uwagi zwracane nauczycielowi nie
                            mają racji bytu w polskim szkolnictwie.

                            Upieram się nadal, że:
                            NIE PRZERABIA SIĘ MATERIAŁU,
                            NIE MA NABORU DO SZKÓŁ (wstrętny rusycyzm)
                            NIE ŻEMA SIĘ, bo jednak świadczy to o ubóstwie językowym w kontekście j.w.
                            • stefan4 Re: Żem/żeś i inne ohydy 28.02.06, 18:39
                              slodkamelba:
                              > Upieram się nadal, że:
                              > NIE PRZERABIA SIĘ MATERIAŁU,

                              A co się robi z materiałem? Odbębnia się?
                              • jolunia01 Re: Żem/żeś i inne ohydy 28.02.06, 23:26
                                stefan4 napisał:

                                > slodkamelba:
                                > > Upieram się nadal, że:
                                > > NIE PRZERABIA SIĘ MATERIAŁU,
                                >
                                > A co się robi z materiałem? Odbębnia się?
                                • slodkamelba Re: Żem/żeś i inne ohydy 28.02.06, 23:30
                                  Dzięki za wsparcie. ViVAT mądre kobietki!
                              • slodkamelba Re: Żem/żeś i inne ohydy 28.02.06, 23:28
                                stefan4 napisał:

                                > > A co się robi z materiałem? Odbębnia się?
                                • stefan4 Re: Żem/żeś i inne ohydy 01.03.06, 08:36
                                  stefan4:
                                  > A co się robi z materiałem? Odbębnia się?

                                  slodkamelba:
                                  > OMAWIA

                                  Omówienie to za mało, żeby nauczyć. Jeszcze trzeba przeprowadzić ćwiczenie,
                                  wyszukać trudności u uczniów i stawić im czoła, odpytać... Zresztą, co ja się
                                  będę męczył, zajrzyj do sjp.pwn.pl/haslo.php?id=50603 , znaczenie 3. To
                                  jest bardzo konserwatywny słownik, oddaje mowę naszych babek i dziadów z kilkoma
                                  zaledwie nowocześniejszymi kwiatkami na okrasę.

                                  slodkamelba:
                                  > OTÓŻ TO, rekrutacja, bo nie tylko francuski ma źródłosłów ....

                                  ,,Rekrutacja'' jest słowem paskudnym, z daleka dźwięczy obcością. Jasne, że do
                                  francuskiego też skądś tam przyszła, ale to nie jest żadna okoliczność
                                  łagodząca, prawie wszystkie słowa francuskie mają źródłosłów albo germański albo
                                  in Latina vulgare. ,,Nabór'' też nie jest czysto rosyjski, raczej
                                  ogólnosłowiański. Nie lubisz Słowian?

                                  Istnieje łaciński czasownik ,,recrescere'' == odrastać. Jest też inny
                                  ,,recreare'' == odtwarzać, przywracać dawny stan. Być może od któregoś z nich
                                  jest ,,rekrutacja'', ale nie jestem pewien. Niepokoi mnie w niej ,,u''; bo w
                                  pierwszym przypadku spodziewałbym się raczej ,,rekrestacji'' a w drugim
                                  ,,rekreacji''.

                                  slodkamelba:
                                  > Urocze. Wietrzę zbędną złośliwość. bez komentarza.

                                  Przecież właśnie skomentowałaś, więc czemu się tego komentarza wyrzekasz?

                                  stefan4:
                                  > SłodkaMelbo, czy mogłabyś namówić PWN, żeby usunęło tego wstrętnego
                                  > rosyjskiego potwora z sjp.pwn.pl/haslo.php?id=33742 ?

                                  slodkamelba:
                                  > NIE TRZEBA. Można ograniczyć NABORY do przedszkoli, tylko przyjmować tam
                                  > dzieci, po prostu.

                                  Do skutecznego porozumiewania się wystarczy jakieś dwa tysiące słów, MOŻNA się
                                  do nich ograniczyć. Tylko po co człowiek ma być taki ograniczony? Słownik
                                  twierdzi, że MOŻNA użyć słowa ,,nabór'' w tym sensie. Masz prawo do
                                  irracjonalnej niechęci do tego czy innego wyrażenia, ale jeśli chcesz je
                                  zabronić innym, to potrzebujesz silniejszego argumentu niż sama niechęć.

                                  slodkamelba:
                                  > "Jednak" nie użyłam byle gdzie.

                                  Powiedziałaś ,,NIE ŻEMA SIĘ, bo jednak świadczy to o ubóstwie językowym''. Czy
                                  możesz mi wyjaśnić, jaką rolę pełni w tym zdaniu ,,jednak''? Co by to zdanie
                                  straciło po usunięciu jednaka?

                                  slodkamelba:
                                  > P.S. Meritum sprawy daleko, daleko od Twych komentarzy, drogi Stefanie.

                                  Starałem się po amatorsku dojść do tego, skąd i jak do różnych pochodnych
                                  partykuły ,,-że'' przyrosły czasownikowe formanty osobowe. Czyli skąd się
                                  wzięło i co ma wyrażać ,,żemanie'' (takiego terminu nie znalazłem zresztą w
                                  słowniku).

                                  Teraz już rozumiem, że meritum Twojego postu nie stanowiło jakieś dochodzenie do
                                  źródeł i znaczeń, tylko chęć przydzwonienia nielubianej nauczycielce za pomocą
                                  zakwalifikowania jej mowy do wyklętej części języka polskiego. Przepraszam, że
                                  zawiodłem i że próbowałem myśleć tam, gdzie miałem czuć. Niech mi wolno będzie
                                  teraz częściowo skompensować moja winę i po trzykroć zakrzyknąć PRECZ!, PRECZ!,
                                  PRECZ! Czy tak jest trochę lepiej?

                                  - Stefan

                                  www.ipipan.gda.pl/~stefan/Irak
                                  • slodkamelba Re: Żem/żeś i inne ohydy 02.03.06, 16:12
                                    Jak w każdym języku różne słowa mają różne znaczenie, główne i nie tylko. Otóż
                                    [przerabianie w szkole nmateriału] jest znaczeniem trzecim w kolejności. Mam
                                    wrażenie, że korzystanie z innego słowa, brzmiącego zręczniej i mającego o
                                    40tys mil podwodnej żeglugi mniej do literackiej polszczyzny niż PRzERABIANIE i
                                    ŻEMANIE nie powinno budzic zgrozy ani sprowadzać na mnie lawiny protestow.
                                    Nauczcielke lubimy, ale jej wysławiania NIE. koniec, kropka. Argumentów ad
                                    personam tez NIE. Przywołane tu w formie ataku(?): irracjonalna niechęć do
                                    słowa, SŁowian (kuriozum), wypieranie się komentarza na moje uczucia nie
                                    działają....

                                    Pozdrawiam, papa....
                                  • jolunia01 Re: Żem/żeś i inne ohydy 02.03.06, 18:01
                                    stefan4 napisał:

                                    > Starałem się po amatorsku dojść do tego, skąd i jak do różnych pochodnych
                                    > partykuły ,,-że'' przyrosły czasownikowe formanty osobowe. Czyli skąd się
                                    > wzięło i co ma wyrażać ,,żemanie'' (takiego terminu nie znalazłem zresztą w
                                    > słowniku).

                                    Raz jeszcze się wtrącę w tę wymianę zdań, ponieważ z dyskusji nie wynika, żeby
                                    obrońca nauczycielki zrozumiał, o co chodziło. Świetnie wiem, iż partykuła -że
                                    może być pomocna w różnych sytuacjach, kiedy chcemy dodać emocji do wypowiedzi,
                                    ale może przykład pozwoli zrozumieć, na czym polega omawiany błąd.

                                    "Jakżem mógł to uczynić?" - z poprawnie wykorzystaną partykułą, gdyż można
                                    zmienić to w zdanie "Jakże mogłem to uczynić?" i wtedy widać, iż -że naprawdę
                                    jest tu partykułą.
                                    "Jakżem mógł, tom uczynił." - źle, gdyż po zmianie formy otrzymujemy
                                    konstrukcję "Jakże mogłem, to uczyniłem" i w tedy widać, że -że jest w tym
                                    wypowiedzenieu zbędne.
                                    >
                                    > Teraz już rozumiem, że meritum Twojego postu nie stanowiło jakieś dochodzenie
                                    do źródeł i znaczeń, tylko chęć przydzwonienia nielubianej nauczycielce za
                                    pomocą zakwalifikowania jej mowy do wyklętej części języka polskiego.
                                    Przepraszam, że zawiodłem i że próbowałem myśleć tam, gdzie miałem czuć. Niech
                                    mi wolno będzie teraz częściowo skompensować moja winę i po trzykroć zakrzyknąć
                                    PRECZ!, PRECZ!, PRECZ! Czy tak jest trochę lepiej?

                                    Nie znam tej nauczycielki, ale przypuszczam, że jest z tego pokolenia, które
                                    już nie musiało się uczyć (pamiętam pomysły reform w stylu: "promocja do
                                    następnej klasy z jedną oceną niedostateczną", co w efekcie przyniosło ogólne
                                    obniżenie poziomu nauczania i nie mobilizowało uczniów do samodzielnej nauki).
                                    A ponadto mści się wieloletnie zatrudnianie w szkołach osób z ogólnokształcącą
                                    maturą (często słabą) i tzw. uzupełnianie wykształcenia. W przypadku
                                    nauczycieli zaoczne studia pozwalały im uzyskać na ogół wykształcenie
                                    pedagogiczne (w znacznej mierze byle jakie), albo specjalistyczne (rzadko
                                    polonistyczne). Stąd, niestety, coraz więcej problemów ze stosowaniem
                                    poprawnych form językowych, co się przenosi na kolejne pokolenia uczniów, a
                                    następnie nauczycieli - skoro nie mają wzorców w szkole, bo przecież
                                    matematycy, historycy, geografowie, chemicy, fizycy itp. nie zwracają na ogół
                                    uwagi na błędy językowe, chocby dlatego, iż nie maja ich świadomości.

                                    A co do "żemania" - język się rozwija, a jak zauważyłeś wcześniej o bogactwie
                                    jego świadczy m.in. zasób słów.
                                    >
                              • kerga Re: Żem/żeś i inne ohydy 01.03.06, 07:19
                                slodkamelba:
                                > NIE ŻEMA SIĘ, bo jednak świadczy to o ubóstwie językowym w kontekście j.w.

                                stefan4 napisał:

                                O ubóstwie świadczy używanie małej ilości słów i wyrażeń. Wyklinając z języka
                                pewne stosowane wyrażanse ZWIĘKSZASZ jego ubóstwo. Mnie wolno wyrazić jakąś
                                myśl na kilka sposobów delikatnie różniących się nastrojem; Ty sobie zakazałaś
                                niektórych z tych sposobów i wolno Ci mówić tylko w sposób jedynie słuszny. To
                                komu jest bogaciej na języku?


                                Tobie jest "bogaciej na języku", ponieważ:

                                1. Możesz powyższe zdanie zacząć od "ci" a nie "tobie"
                                2. Możesz mówić "poszłem" a ja wyłącznie "poszedłem"
                                3. Możesz żemać bezpartykułowo
                                4. Możesz powiedzieć "bogaciej na języku" albo "wędzidełko w ząbkach" i Cię to
                                nie będzie razić.
                                5. Możesz sobie mówić i "swetr", i "kontrol", i "przekonywujący", i "ubrać
                                buciki", i w ogóle masz lepiej.





                                Belferskie, oczywiście, belferskie.
Pełna wersja