Potrzebna fachowa pomoc

07.02.03, 18:16
Witam!
To ja jestem dziewczynką, która pisze pracę o ortografii w Internecie i
prosiła kiedyś o wypełnienie ankiety. Wszystkim bardzo dziekuję. A teraz mam
nowy problem przy opisywaniu ankiety. Piszę o emotikonach, braku polskich
znaków diakrytycznych, braku wielkich liter, braku interpunkcji, fonetycznej
pisowni angielskiej, fonetycznej pisowni zapożyczeń i potrzebuje określeń an
to wszystko razem. Innowacje ortograficzne, znawiska ortografii internetowej
już mam z 50 razy, a nic innego do głoy mi nie przychodzi. Pomóżcie wymyślić
synonim.
Pozdrawiam serdecznie
    • m-p Re: Potrzebna fachowa pomoc 08.02.03, 00:06
      Proponuje wprost, po robotniczemu:
      'Bledy jezykowe w Internecie'

      Ty je robisz, ja je robie... Co Internet ma do tego? Ludzie sa tak samo
      nieporadni cokolwiek i gdziekolwiek pisza. Brak kindersztuby albo lenistwo,
      albo jedno i drugie. Moze jeszcze wyrobiona przez media tolerancja bylejakosci.

      pozdrawiam
    • m-p Re: Potrzebna fachowa pomoc 08.02.03, 15:01
      Jeszcze jedno.
      Twierdze, ze jeszcze Internetu nie bylo, a bledy, nieudolnosc,
      radosna 'tfurczosc' juz byly.
      Internet je jedynie ujawnil. Dawniej, zanim cos zostalo wydrukowane, bylo
      zwykle przeczytane i poprawione przez anonimowe mrowki-redaktorki. Byly czasy,
      gdy za dwa bledy ortograficzne na maturze szlo sie na dwa lata do woja!

      Moze dlatego internetowe 'piszta jak chceta' dla niektorych bylo takim
      zaskoczeniem? Nie dlatego, ze poziom kindersztuby jest taki niski, ale ze niski
      poziom jest tak powszechny?

      Czy uwazasz, ze jest cos takiego jak jezyk Internetu? Ja nie. Dla mnie jezyk
      Internetu to jezyk Polakow.
      • mela1 Re: Potrzebna fachowa pomoc 08.02.03, 16:38
        Nie moge napisac "bledy jezykowe", gdyz tematem mojej pracy nie jest ocena tych
        zjawisk, tylko ich opis. Nie mam odpowiednich kompetencji, by kwalifikowac
        jakies zjawisko jako blad, jesli nie miesci sie ono w ogolnym opisie bledow
        jezykowych. Jakim bowiem bledem byloby uzycie emotikonow czy pomijanie polskich
        znakow wynikacjce z takiego systemu kodowania znakow? Nie wszystkie zjawiska, o
        ktorych pisze wynikaja z braku korekty czy nieznajomosci zasad pisowni. Uwazam,
        ze jezyk Internetu istnieje. Zajmuje sie nim kilku jezykoznawcow. Ja pisze
        jednak nie o jezyku Internetu, ale o jego specyficznej ortografii, czyli
        zapisie tego jezyka. Jest to zapis odbiegajacy od zapisu polszczyzny ogolnej i
        uwazam go za godny zainteresowania.
        A prace, ktorej autor od razu ocenialby opisywane zjawisko uznalabym za
        niewartosciowa.
        • m-p Re: Potrzebna fachowa pomoc 08.02.03, 18:04
          Mozesz tak napisac, ale pewnie nie chcesz. Bylo by to podcinanie
          galezi, na ktorej siedzisz. Ale czy na pewno?

          Wracajac do Internetu. Ma on swoja specyfike, jednak nie jezykowa, ale raczej
          psychologiczna. Na przyklad zauwazylem pewna prawidlowosc. Ludzie, ktorzy boja
          sie kompromitacji, czesto pisza w Internecie robiac celowo bledy.
          Taka 'sciema', celowy 'zaj...ty' (przepraszam) styl, takie "nie zwracaj uwagi
          na moja ortografie i styl, przeciez to dla jaj!'. To samo dotyczy emotikonow.
          Ich uzycie, sensowne w SMS-ach, ze wzgledu na ich telegraficzny styl, jest
          watpliwe w normalnej internetowej wypowiedzi. Swiadczy czesto, ze autor czuje
          swa niezdolnosc do przekazania nastroju. Sam emotikony czasem uzywam. Wlasnie
          wtedy.

          Interpunkcja? Czy ludzie uzywaja jej w podaniach, listach, pracach
          dyplomowych ? Niektorzy, ci co potrafia, tak.
          To co wyroznia Internet to latwosc dostepu i anonimowosc. Wiec pisze kazdy,
          jeden lepiej, a drugi troche gorzej. Ale wszyscy posluguja sie naszym, Polakow
          jezykiem. Taki samym jak w domu i w pracy.
          Wez sobie prace dyplomowa kogos z jakiejs "Wyzszej Szkoly Biznesu,
          Rachunkowosci, Informatyki I Stosunkow Miedzynarodowych", czy jakiegos AGH. Czy
          jezyk przecietnej pracy tak bardzo rozni sie od tego, co nazywasz jezykiem
          Internetu?

          Internet jedynie pokazuje, jakim jezykiem sie poslugujemy. Jezyk, ktorego ktos
          uzywa w Internecie, swiadczy jedynie o jego autorze. Porownaj jezyk Misiow z
          jakiegos forum samochodowego z jezykiem grupy dyskutujacej o TeXu czy o
          filozofii. Dasz rade wyciagnac jakies jezykowe uogolnienia?

          'Jezyk Internetu' jest jeszcze jednym niepotrzebnym bytem i mozna go spokojnie
          ciachnac brzytwa Ockhama.

          Wybacz, ze Ci nie moge pomoc
          pozdrawiam

          • stefan4 Re: Potrzebna fachowa pomoc 08.02.03, 20:29
            M-p, muszę powiedzieć, że nie rozumiem, czego chcesz od Meli. Sam piszesz,
            że

            m-p:
            > Wracajac do Internetu. Ma on swoja specyfike, jednak nie jezykowa, ale raczej
            > psychologiczna. Na przyklad zauwazylem pewna prawidlowosc. Ludzie, ktorzy boja
            > sie kompromitacji, czesto pisza w Internecie robiac celowo bledy. Taka
            > 'sciema', celowy 'zaj...ty' (przepraszam) styl, takie "nie zwracaj uwagi na
            > moja ortografie i styl, przeciez to dla jaj!'.

            itp. A więc JEDNAK ma swoją specyfikę, prawda? Ty twierdzisz, że źródła tej
            inności językowej są pozajęzykowe. Bardzo możliwe, ale żródła KAZDEJ zmiany
            języka są pozajęzykowe. Jak zrozumiałem, celem Meli jest opis i klasyfikacja
            tej specyfiki, a nie dochodzenie, co wzięło się z nieśmiałości a co z kompleksu
            Edypa.

            Twoje wyjaśnienie źródeł odrębności języka intenetu jest ciekawe, ale na razie
            jest tylko Twoim poglądem. Możesz go bez żadnych konsekwencji zamieścić w
            anonimowym forum, ale Mela, gdyby chciała zamieścić go w swoim wypracowaniu,
            musiałaby go jakoś uzasadnić. Nie wiem, czy wystarczająco zna się na
            psychologii społecznej, żeby to zrobic. Nie wiem, czy JAKIKOLWIEK pogląd
            psychologiczny w ogóle daje się uzasadnić, ja nigdy nie widziałem sensownego
            uzasadnienia żadnego z nich (no, ale ja jestem młot ścisłacki, więc się nie
            znam).

            W każdym razie wnikanie w psychikę autorów bełkotu z kafejek internetowych
            odwiodłoby Melę bardzo daleko od jej przedmiotu zainteresowań. O ile rozumiem,
            to ma być praca licencjacka a nie kładzenie podwalin pod nowatorską dziedzinę:
            psychologię ortograficzną.

            m-p:
            > To samo dotyczy emotikonow. Ich uzycie, sensowne w SMS-ach, ze wzgledu na ich
            > telegraficzny styl, jest watpliwe w normalnej internetowej wypowiedzi.
            > Swiadczy czesto, ze autor czuje swa niezdolnosc do przekazania nastroju. Sam
            > emotikony czasem uzywam. Wlasnie wtedy.

            Znowu to samo. FAKTEM jest, że ludzie używają buziek w e-mailach i na forach,
            na przykład Ty to czynisz. Twoim DOMYSŁEM jest, że robią to wtedy, gdy ,,czują
            swą niezdolność do przekazania nastroju''. Przyjmuję do wiadomości, że tak jest
            w Twoim przypadku, ale dla odpowiedzialnego uogólnienia tej tezy na wszystkich
            autorów internetowych potrzebne byłyby szeroko zakrojone badania. Nie bardzo
            wiem, jak by je zrobić a w każdym razie są Meli zdecydowanie nie po drodze.

            m-p:
            > 'Jezyk Internetu' jest jeszcze jednym niepotrzebnym bytem i mozna go spokojnie
            > ciachnac brzytwa Ockhama.

            Nie dowiodłeś tego. Opowiedziałeś się tylko za poglądem, że całe zjawisko
            ,,języka internetu'' daje się wywieść z kompleksów dzieciaków używających go.
            Że z czegoś tam daje się wywieść, na to zgoda; ale jednak jest odrębnym bytem.
            Brzytwa Ockhama nie służy do tego, żeby ucinać byty dające się wywieść z innych.
            Na przykład nie wytniesz nią całej muzykologii tylko dlatego, że muzyka daje się
            wywieść z rachunku propagacji lokalnych zmian ciśnienia w ośrodku gazowym.

            - Stefan

            P.S. Melu, a dla Ciebie z tego taki morał, żebyś trochę rozbudowała rozdział
            dotyczący samego istnienia i odrębności języka internetu. Możesz dostać za
            recenzenta kogoś o poglądach podobnych do M-p. Nie masz obowiązku podzielać
            poglądów recenzenta, ale musisz być przygotowana na skuteczną obronę własnych.

            • m-p Re: Odpowiedz nie na temat. 08.02.03, 23:34
              Niczego od Meli nie chce. Napisalem jej tylko o swoich prywatnych pogladach na
              temat jezyka Internetu

              Hm... Internet ma specyfike...
              I polega ona na nieprzestrzeganiu regul gramatycznych, stylistycznych,
              interpunkcyjnych oraz uzywaniu emotikonow.
              To ciekawe.
              Mnie sie wydawalo, ze zauwazylem jedynie zaleznosc wystepowania lub braku
              powyzszych cech od poziomu wyksztalcenia, kultury etc. ludzi piszacych na
              konkretnym forum. Dodalem, ze takie same zjawiska widze w jezyku np. prac
              dyplomowych.
              Postawilem teze, ze Internet nie jest jakims szczegolnym medium, sprzyjajacym
              jezykowemu niechlujstwu. Pozwala je tylko zobaczyc.

              Nie twierdze, ze mam racje. Przyjmij, albo nie. Niemniej podajesz sie
              za 'scislowca' i domagasz sie dowodow. Jakich? Spor dotyczy nauk spolecznych.
              Przykro mi, aby Cie zadowolic musialbym uscislic swoja teze (przyznam, to
              nielatwe, aby dawala sie sfalsyfikowac), wynajac jakies mrowki i przeprowadzic
              badania statystyczne. Potem hipoteza zerowa itd, itp... Trudne mi warunki
              postawiles! Zdajesz sobie np. sprawe, ze np. znalezienie kontrprzykladu nie
              obalaloby tezy, jak w logice?
              Lubisz przyklady: Twierdzenie, ze polscy politycy sa glupkami, nie jest
              obalone, gdy znajdziesz paru madrych, a znajdziesz...


              A teraz nie na temat:
              | Opowiedziałeś się tylko za poglądem, że całe zjawisko
              |języka internetu'' daje się wywieść z kompleksów dzieciaków używających go.

              Gdzie tak napisalem??? Wybacz, to Twoj wniosek. To raczej Ty mi udowodnij=, ze
              to napisalem.
              |Nie dowiodłeś tego. Opowiedziałeś się tylko za poglądem, że całe zjawisko
              |,,języka internetu'' daje się wywieść z kompleksów dzieciaków używających go.
              |Że z czegoś tam daje się wywieść, na to zgoda; ale jednak jest odrębnym bytem.
              |Brzytwa Ockhama nie służy do tego, żeby ucinać byty dające się wywieść z
              |innych.
              Osmielilem sie zaproponowac ja do terminu, ktory dla mnie jest poznawczo
              bezuzyteczny, co staralem sie wykazac. Do czego wg. Ciebie ona sluzy?

              |Brzytwa Ockhama nie służy do tego, żeby ucinać byty dające się wywieść z
              |innych.
              Ej, chyba jednak czasem tak... Twierdze, ze pojecie "Jezyka Internetu"
              jest bezplodne poznawczo - kazda grupa w uzywa swojego wlasnego jezyka.
              Zgadzam sie na zargony srodowiskowe, zawodowe, gwary itp... Wlasnie one sa w
              Internecie uzywane.

              |Na przykład nie wytniesz nią całej muzykologii tylko dlatego, że muzyka daje
              |się
              |wywieść z rachunku propagacji lokalnych zmian ciśnienia w ośrodku gazowym.
              Domyslam sie, ze pod warunkiem dodania do twojego wywodu demona Maxwella i
              twierdzenia Poincare'go o powrocie, prawda?
              Albo, moze jesli przyjmiemy definicje, ze "kazdy dzwiek jest rownowazny
              muzyce", wtedy zgoda. Definicja, jak definicja, dyskusji nie podlega, tylko
              czy inni tez zechca ja zaakceptowac?

              Jesli myslales, ze chcialem byc zlosliwy wobec Meli, to mylisz sie.
              Nawiasem, dlaczego nazywasz sie 'scislowcem'?
              • stefan4 Re: Odpowiedz nie na temat. 09.02.03, 01:02
                Najpierw sprawy proste:

                m-p:
                > Nawiasem, dlaczego nazywasz sie 'scislowcem'?

                Kiedy zadałeś to pytanie, to pełen niepewności zajrzałem sobie do różnych
                dokumentów związanych z wykształceniem
                • m-p Re: Odpowiedz nie na temat. 09.02.03, 12:52
                  Odnosze wrazenie, ze zaczales pisac nie na temat, a ja sie dalem wciagnac.
                  Oczekuje, ze ktos da nam po glowie i bedzie mial racje.

                  1. Twoje wyksztalcenie: uspokoiles mnie, przyznajac sie, ze
                  skonczyles matematyke. Bo juz sie balem, ze poziom nauczania fizyki w ostatnich
                  latach sie obnizyl.
                  Jesli pozwolisz, dalbym Ci rade: masz opanowany aparat jezykowy - matematyke,
                  wez sobie jaka przystepny kurs dla pierwszego roku (R.Feynmana?) i poczytaj. A
                  na razie nie strasz humanistow fizycznym dywagacjami, nijak nie majacym sie do
                  dyskusji. Z tresci twojej odpowiedzi przypuszczam, ze nie zadales sobie trudu
                  sprawdzenia, o czym napisalem. Demon Maxwella to nie demon z zaswiatow. Tak sie
                  nazywa pewne twierdzenie-przyklad fizyki statystycznej... Inna sprawa, ze tego
                  ucza gdzies w polowie studiow...
                  Nie, sadze, ze muzyka nie da sie zredukowac ani do akustyki ani termodynamiki
                  statystycznej. Promujesz stare, optymistyczne, wywodzace sie z mechaniki
                  newtonowskiej tezy. Nie sledze teraz filozfii, ale obilo mi sie o uszy, ze
                  filozofujacy przyrodnicy sa juz nieco mniej zarozumiali w tej sprawie.
                  Co gorsza, twojego przykladu nic a propos epistemologii nie wynika, chocby
                  nawet byl poprawny, tzn, gdyby przyklad o redukcji muzyki do fizyki byl
                  prawdziwy. Udowodnij to sobie sam...
                  2. Osmiele sie udzielic drugiej rady. Wydaje mi sie, ze masz duze klopoty z
                  rzetelna argumentacja. Sugerowalbym poczytanie 'Erystyki'. Albo bedziesz dzieki
                  niej unikal brudnych chwytow (np. przypisanie komus jakiej tezy, ktorej nie
                  glosil, nastepnie na jej podstawie udowadnianie, ze oponent nie ma
                  racji), ...albo wzbogacisz swoj repertuar.

                  3.Podstawa nauki nie jest glaskanie innych ludzi. W nauce akurat, zgoda
                  rujnuje, niezgoda buduje. Trzeba przestrzegac jedynie pewnych zasad, zeby to
                  naprawde byla dyskusja, a nie niszczenie oponenta. Gdzie zanika roznica
                  pogladow i dyskusja o nich, zanika nauka, vide konfucjanskie Chiny. Moze
                  wlasnie dlatego odpisalem Meli?

                  Koniec twojego wywodu o jezyku jest natomiast calkiem interesujacy.
                  "...każdy z nas używa jednocześnie wielu różnych języków polskich...".
                  To naprawde oslabia moje twierdzenia, choc nie do konca sie z tym zgadzam.
                  Nie mogles jednak tak od razu pisac, zamiast atakowac, wchodzac w grzaski grunt
                  fizykii i epistemologii? Nauk tak matematykom w Polsce (no, przynajmniej moim
                  znajomym - troche nieuprawnione uogolnienie) obcych?
                  Pozdrawiam.
                  • stefan4 Re: Odpowiedz nie na temat. 09.02.03, 13:45
                    m-p:
                    > juz sie balem, ze poziom nauczania fizyki w ostatnich
                    latach sie obnizyl.

                    W ostatnich latach?! Nie jesteś fachowcem od
                    rozpoznawania wieku z charakteru
                    pisma... Istotnie, fizyki uczyłem się jako samouk,
                    właśnie z Feynmana. Gdybym
                    na nim poprzestał, to teraz, po 150 latach od tej nauki,
                    może bym sobie dał
                    wmówić, że

                    m-p:
                    > Demon Maxwella to [...] Tak sie nazywa pewne
                    twierdzenie-przyklad fizyki
                    > statystycznej...

                    Odpowiednie twierdzenie nie nazywa się ,,demon Maxwella''
                    tylko ,,druga zasada
                    termodynamiki''. Wynika z niej właśnie, że demon
                    Maxwella NIE MOŻE ISTNIEĆ.
                    Zajrzyj ponownie do Feynmama (albo do czegokolwiek innego).

                    m-p:
                    > 2. Osmiele sie udzielic drugiej rady. Wydaje mi sie, ze
                    masz duze klopoty z
                    > rzetelna argumentacja. Sugerowalbym poczytanie 'Erystyki'.

                    Chyba nie masz na myśli tej naiwnej broszurki
                    Schopenhauera, którą już nawet
                    dziennikarze znają na pamięć? Ale w takim razie cóż
                    mógłbyś mieć na myśli?

                    m-p:
                    > W nauce akurat, zgoda rujnuje, niezgoda buduje. Trzeba
                    przestrzegac jedynie
                    > pewnych zasad, zeby to naprawde byla dyskusja, a nie
                    niszczenie oponenta.

                    A to jest akurat prawda. Ładnie powiedziane.

                    Dziękuję za Nauczanie i za Obsztorc. Wszystkiego dobrego

                    - Stefan
                    • m-p Re: Odpowiedz nie na temat. 09.02.03, 16:25
                      "...Odpowiednie twierdzenie nie nazywa się ,,demon Maxwella''
                      tylko ,,druga zasada
                      termodynamiki''. Wynika z niej właśnie, że demon
                      Maxwella NIE MOŻE ISTNIEĆ.
                      Zajrzyj ponownie do Feynmama (albo do czegokolwiek innego).
                      ..."

                      Nie mylisz sie? Wedlug mnie z II zasady falsyfikacja istnienia demona nie
                      wynika. Przeciwnie, to demon Maxwella drugiej zasadzie termodynamiki
                      mial zaprzeczac. Przeciez po to go Maxwell wymyslil! I dosyc dlugo fizycy
                      musieli z demonem zyc, czekajac na sensowne wyjasnienie tego paradoksu.

                      Zwroc tez, uwage, w jakim kontekscie uzylem tego demona. Otoz, chcialem jakos
                      wyrazic ironie wobec kija bejsbolowego, jaki uzyles swojej argumentacji. Nie
                      wyszlo?

                      Daj juz spokoj fizyce.
                      Poza tym, co ma fizyka z problemami Meli niebogi wspolnego?
                      • ala100 Re: Odpowiedz nie na temat. 10.02.03, 11:14
                        Ja w sprawie demonów.

                        Czytam, czytam i oczom nie wierzę! Że co? Że jak? Że niby nie istnieją
                        pracowite demony zwalczające entropię?

                        A kto od rana: gotuje, pierze, prasuje , rozkłada tę entropię po szafach,
                        szufladach i półkach? Wymiata ją z kątów? Krasnoludki?

                        I wszystko się zgadza. Im mniej entropii w domu, tym więcej w demonie, o czym
                        mogą sie one naocznie przekonać patrząc w lusterko.
                        Doskonale widać tam tę strzałkę czasu. Mogą sie zdarzyć demony, którym entropia
                        służy. To możliwe, ale bardzo mało prawdopodobne.

                        Demony! Dosyć manifestów! Czas przestać działać! Czas rzucić ścierki i mopy!
                        Niech sami sobie radzą z tą entropią!

                        • teresa.kruszona Re: Odpowiedz nie na temat. 10.02.03, 17:04
                          Melu, polecam książkę „Język w mediach masowych” pod redakcją dr Katarzyny
                          Mosiołek-Kłosińskiej i prof. Jerzego Bralczyka. Jest tam artykuł prof. Wiesława
                          Godzica „Język w Internecie: Czy piszemy to, co myślimy” oraz (na końcu) głosy
                          w dyskusji na temat m.in. tego tekstu.
                          Wydawca - Upowszechnianie Nauki - Oświata „UN-O”, Warszawa 2000

    • ala100 Re: Potrzebna fachowa pomoc 08.02.03, 19:44
      Nowości ; nowinki ; zmiany ; nuvum; pomysły (a może : wymysły) ; koncepcje;
      wynalazki; nowotwory; cechy charakterystyczne; właściwości; formy...

      A może nawet: reforma ortografii albo odnowa ortografii.

      Pozdrawiam. Ala
    • _jazzek_ Specjalnie dla Stefana i MP 16.02.03, 12:18
      Dla matematyka:
      Przedstawienie ilości ciągłéj za pomocą liczb, nie prowadzi w pewnych razach do
      rezultatu jasnego i ściśle określonego.
      Ilość ciągłą, przykład któréj mamy na liniach i ruchach, należy uważać jako
      podzieloną na części równe, a to dlatego by ją można liczebnie wyrazić, a
      témsamém poddać rachunkowi arytmetycznemu. Czasami z takiego dzielenia zostaje
      reszta i ztąd powstaje trudność szczególnego rodzaju.
      W ułamkach zwyczajnych najprzód-to okazuje się szczególny przypadek ilości
      niespółmiernych, t. j. ilości nie mających spólnéj miary. W geometryi, bok i
      przekątnia kwadratu są niespółmierne; jeżeli bok podzielimy na ilekolwiek
      części równych, części te przyłożone do przekątniéj, zawsze jakąś resztę okażą.
      Toż samo spotyka się co do średnicy i okręgu koła.
      Matematycy długo pracowali nad tém, by uniknąć trudności zanim uznali przwdziwy
      charakter rozwiązania. Wielu nie chciało wierzyć, ażeby średnica i okrąg koła
      miały na zwasze pozostać niespółmiernémi. Słusznie podziwiamy genialność
      określenia proporcyonalnych, jakie podaje Euklides pragnący niém ogarnąć ilości
      niespółmierne. Ale definicya ta nie jest dostateczna. Usposobiony ku temu
      sędzia (De Morgan) czyni najprzód uwagę, że nie ma związku między tém
      określeniem a jasno zwykle wyrażonemi pojęciami proporcyi; powtóre, że
      określenie owo mieści w sobie pojęcie nieskończoności, nereszcie widoczne
      nieprawdopodobieństwo by się znalazły jakieś ilości mogące zadość uczynić temu
      określeniu. Pokonać wszystkie te trudności można zaledwie w sposób przybliżony
      i na téj metodzie opera się cała budowa analizy transcendentalnéj.

      Dla fizyka:
      Naczelne pewniki [fizyki mechanicznéj] wykładają się zwykle pod tytułem: Prawa
      Ruchu. W wykładzie tych praw sądy rzeczywiste pomieszane są ze słownémi.
      Piérwsze prawo Newton'a: „Wszelkie ciało zachowuje spoczynek lub ruch
      prostolinijny jednostajny póty, póki go nie skłonią do zmiany tego stanu
      działające nań siły"-jest w gruncie tylko powtórzeniem definicyi materyi,
      bezwładności czyli ciała. Wprawdzie zawiera ono coś więcéj, niż luźne i
      pospolite pojęcie materyi; ale naprawdę nie więcéj nad to, co jest nieodłączném
      od naukowego pojęcia materyi. Mamy w niém wyrażony sąd słowny, nie zaś
      rzeczywisty: definicyą przybraną w formę sądu. „Ciało" znaczy to samo, co
      Newton w owych słowach wyraził; odłączywszy od ciała to, co owo prawo o niém
      twierdzi, nic nie zostanie. Jeżeli ciało nie zachowuje spoczynku lub ruchu,
      brak mu najprostszéj własności mieszczącéj się w pojęciu, jakie mamy o ciele,
      mianowicie oporu. A nawet bacząc na rozmaite terminy, któremi wyrażamy
      zasadnicze własności ciała, terminy takie jak: materya, bezwładność, siła;
      można wątpić czy wyrażenie użyte przez Newtona do najszczęśliwszych należy.
      Bądź co bądź, lepiéjby było podać owo prawo w jego prawdziwéj postaci, jako
      definicyą.
      • stefan4 Re: Specjalnie dla Stefana i MP 16.02.03, 12:55
        _jazzek_:
        > Przedstawienie ilości ciągłéj za pomocą liczb, nie
        > prowadzi w pewnych razach do rezultatu jasnego i ściśle
        > określonego.

        Fajne! Skąd to masz?

        - Stefan
      • m-p Re: Specjalnie dla Stefana i MP 16.02.03, 13:31
        Dziekuje, to piekne!
        Przypomina opisy nowego polskiego genialnego wynalazku: zderzaka samochodowego
        z kreciolkiem. Styl ten sam, "logika" podobna, tylko jezyk wspolczesny.
        pozdrawiam
      • ala100 Re: Specjalnie dla Stefana i MP 16.02.03, 16:21
        Nieproszona, ale muszę, bo nie wytrzymam.

        _jazzek_ napisał:

        > można wątpić czy wyrażenie użyte przez Newtona do najszczęśliwszych należy
        > Bądź co bądź, lepiéjby było podać owo prawo w jego prawdziwéj postaci, jako
        > definicyą.

        No to poprawmy Newtona. Może tak:

        Ciało (materyja), to usus, który "zachowuje spoczynek lub ruch
        prostolinijny jednostajny póty, póki go nie skłonią do zmiany tego stanu
        działające nań siły". I mamy definicyą.

        Nie za bardzo tylko zrozumiałam, co to jest "sąd rzeczywisty". Czy to
        twierdzenie, czy dowód doświadczalny? Ala.

      • _jazzek_ Re: Specjalnie dla Stefana i MP 18.02.03, 13:46
        Wy tu sobie śmichy-chichy jakieś urządzacie, a to poważne dzieło naukowe.

        Alexander Bain, Logika, Tom II Indukcya,
        Warszawa 1878, Wydawnictwo Gebethner i Wolff
        Dozwolieno cenzuroju 8 fiewralia 1878

        Co do definicyi sądu rzeczywistego, Alu, to chętnie bym Ci zacytował spory
        kawałek książki, ale ze względu na wrodzone lenistwo wzdragam się przed tym.
        Może kiedyś zaproszę Cię na wspólną lekturę. Na razie jak najkrócej - o ile
        rozumiem tekst - to jest tak: sąd słowny jest to definicja, a sąd rzeczywisty -
        twierdzenie, które łączy z sobą niezależne fakty.

        W każdym razie obiecuję, że do książki będę powracać :)
        • stefan4 Re: Specjalnie dla Stefana i MP 18.02.03, 14:07
          _jazzek_:
          > Warszawa 1878, Wydawnictwo Gebethner i Wolff
          > Dozwolieno cenzuroju 8 fiewralia 1878

          A więc cenzor przeczytał dzieło z logiki w ciągu nie więcej niż 39 dni! Gdzie
          są dzisiaj tacy cenzorzy...

          - Stefan
Pełna wersja