gorzatax
20.08.08, 15:23
Dawno, dawno temu życie było prostsze, a więc i język opisujący je
był mniej skomplikowany.
Byli sobie matka i ojciec, starali się w miarę swych możliwości
wywiązać z zadań wynikających z MACIERZYŃSTWA i OJCOSTWA, czyli
spełnić swe obowiązki MACIRZYŃSKIE i OJCOWSKIE. Matka szczególnie
intensywnie opiekowała się latoroślą podczas urlopu MACIERZYŃSKIEGO,
ojcu nie przysługiwał urlop OJCOWSKI, więc też nie było potrzeby w
żaden sposób tego zjawiska nazywać.
Potem życie stworzyło ojcom nowe możliwości, a więc ktoś pomyślał i
wymyślił urlop TACIERZYŃSKI.
Jak myślicie, czy jest jakaś szansa, aby ten potworek się nie
zadomowił w polszczyźnie?