Poprawa sentymentu, skrajnie negatywny sentyment

02.03.09, 14:47
Czy ktoś może mi objaśnić o co chodziło autorowi w tym zdaniu:

"Poprawa sentymentu przy tak negatywnym panującym nastawieniu jest
jedynie kwestią czasu."

i w tym: "Sentyment jest obecnie skrajnie negatywny, co
paradoksalnie może sprzyjać odbiciu."

Zdałem maturę z języka polskiego, ale nie mogę zrozumieć tekstu z
codziennej gazety ("Puls Biznesu"). Jak to możliwe?

link:
www.pb.pl/Default2.aspx?ArticleID=293924a1-d67e-4693-be31-977aaf9a7637



    • ewa9717 Re: Poprawa sentymentu, skrajnie negatywny sentym 02.03.09, 15:48
      agawa888 napisał:

      >
      > Zdałem maturę z języka polskiego, ale nie mogę zrozumieć tekstu z
      > codziennej gazety ("Puls Biznesu"). Jak to możliwe?

      Odpowiadam: tak samo jak to, że "dziennikarzowi" wydawało się, że
      pisze do rzeczy i po polsku ;-)))
      >
      > link:
      > www.pb.pl/Default2.aspx?ArticleID=293924a1-d67e-4693-be31-977aaf9a7637
      >
      >
      >
    • kornel-1 Re: Poprawa sentymentu, skrajnie negatywny sentym 02.03.09, 19:53
      agawa888 napisał:

      > Zdałem maturę z języka polskiego, ale nie mogę zrozumieć tekstu z
      > codziennej gazety ("Puls Biznesu"). Jak to możliwe?

      Bo to język środowiskowy.
      www.businessdictionary.com/definition/sentiment.html
      Bullish or bearish 'mood' of investors or traders in a market that may indicate
      a trend.

      en.wikipedia.org/wiki/Market_sentiment
      www.google.pl/search?hl=pl&q=dollar+sentiment
      Kornel
      • thorndike Re: Poprawa sentymentu, skrajnie negatywny sentym 03.03.09, 10:36
        Moim zdaniem to prymitywna kalka językowa. Żargon, ale w złym
        znaczeniu.
      • dar61 Re: nie matura lecz chęć szczera zrobi z ciebie... 03.03.09, 11:36
        Sugeruje {Kornel}, że {Agawa} zdał maturę jakąś inną, niż reszta z
        nas?
        Giertychówkę?

        Język środowiska np. inżynierów nie powinien być bełkotem.
        A tu - jest.
        • kornel-1 O rozumieniu 03.03.09, 12:51
          dar61 napisał:
          > Sugeruje {Kornel}, że {Agawa} zdał maturę jakąś inną, niż reszta z
          > nas? Giertychówkę?
          > Język środowiska np. inżynierów nie powinien być bełkotem.
          > A tu - jest.

          Uprzejmie odpowiadam.
          1. Zacznę od tłumaczenia tekstu z PB. Pierwsze zdanie tłumaczę na język
          (ogólno)polski tak:
          "Poprawa nastroju [inwestorów] przy tak negatywnym nastawieniu panującym na
          giełdzie jest jedynie kwestią czasu."
          inaczej mówiąc:
          "Jest tak źle, że może być tylko lepiej."
          Owszem, zgodzę się, że można cytowane zdanie ładniej zbudować. Że można użyć
          zbliżonego określenia "nastrój" zamiast "sentyment".
          Jeśli dobrze wyczuwam, geneza wątku jest związana właśnie z tym słowem. Niby
          "polskim" a tak zgrzytającym w tym zdaniu. Człowiek nieprzyzwyczajony do takiego
          kontekstu, nieobeznany ze słownictwem giełdowym, w naturalny sposób dziwi się,
          podnosi brew i marszczy czoło :) A tylko niekiedy się uśmiecha. :-p

          2. Matura z języka polskiego nie ma tu nic do rzeczy. Język polski jest
          obowiązkowym przedmiotem na egzaminie dojrzałości - przez to nie jest
          czynnikiem różnicującym współczesne dorosłe społeczeństwo.
          Formalny poziom wykształcenie - czy to matura, czy doktorat nie przesądzają o
          zdolności rozumienia złożonej rzeczywistości. Są różni ludzie.

          3. Język środowiskowy, żargon zawodowy z natury jest nie do końca zrozumiały
          przez resztę społeczeństwa. Często specjalistyczne określenia śmieszą lub
          wprawiają w konfuzję osoby niezorientowane. A specjalista posługujący się swym
          żargonem nie może się nadziwić, jak można tego nie rozumieć ;-) Nie uważa, że
          mówi bełkotliwie. Ba! często uważa, że mówi precyzyjnie! A rezygnacja z
          używanych wyrażeń lub określeń jest niedopuszczalna z merytorycznego punktu
          widzenia.

          4. Czy język środowiskowy powinien być używany w "zwykłych" mediach? Zdrowy
          rozsądek podpowiada, że konieczny jest kompromis. Kompromis między zgodnością
          myśli i słów autora z jednej strony a zrozumiałością i przyswajalnością tekstu
          przez czytelnika z drugiej strony. Puls Biznesu adresowany jest do określonej
          części społeczeństwa: nie całości, ale też nie do wąskiej grupy. Język biznesowy
          nie jest aż tak hermetyczny i strumień "dziwnych" słówek sączy się do
          świadomości Polaków. Przykładem niech będzie "parkiet" - słowo znane wcześniej
          tylko w innym znaczeniu. I co ważne - nie można oczekiwać, że maturzysta
          opuszczając szkołę średnią będzie znał "cały" język polski. Uczymy się przez
          całe życie.

          5. I jeszcze raz wrócę do istoty tematu wątku - czyli (nie)zrozumienia. Nie
          wiem, ile osób w Polsce, ile forumowiczów zna to znaczenie angielskiego
          sentiment. Ja nie znałem. Czytając cytowane zdanie z PB pomyślałem w pierwszym
          odruchu o nieporadności językowej autora artykułu. A jednak, gdy sprawdziłem, że
          polscy "biznesmeni" używają takiego określenia oraz poznałem pochodzenie tego
          słowa - uznałem, że mało wiem o giełdzie i że jest to jedno z nowych znaczeń
          starych słów, które być może wejdzie na stałe do języka polskiego. I tyle.

          Kornel
          • agawa888 Nie giertychówka tylko gierkówka 03.03.09, 15:21
            Dziękuję kornelowi-1 za wyjaśnienie - po jego przeczytaniu łatwiej
            mi się pogodzić z (pozorną?) nieprzystawalnością tego słowa do
            kontekstu.

            A co do mojej matury, to jest to raczej (późna) gierkówka niż
            giertychówka.
            • dar61 Re: giertychówka z aplikacją w tle 04.03.09, 00:10
              W bełkocie, pardon - w żargonie gazetowo-belferskim "giertychówka"
              oznacza obniżenie wymagań maturalnych lub wręcz naciąganie jej
              wyników przez EGZAMINATORA.

              Choć tego {Agawie} los oszczędził
              :-)

              Z {Kornelem} łatwo się zgodzić, choć uzupełnić też warto, że żargon
              środowiskowy nie powinien zmieniać wielosetletniej tradycji języka
              polskiego ['sentiment'].
              Tu - ambicje lub, jak kto woli, snobizmy niektórych
              żargonostosowaczy powodują wręcz zniekształcanie przekazu,
              NIEPOROZUMIENIA.
              Jest tak w przypadku np. "dywizji" sportowej czy tej
              nieszczęsnej "aplikacji".
              Aplikacje były naszywkami, a dywizja militariami zalatywała.
              I komu to przeszkadzało?...
              • kornel-1 O tradycji i odwadze (i humorze) 04.03.09, 00:37
                dar61 napisał:
                > Z {Kornelem} łatwo się zgodzić, choć uzupełnić też warto, że żargon
                > środowiskowy nie powinien zmieniać wielosetletniej tradycji języka
                > polskiego ['sentiment'].
                > Tu - ambicje lub, jak kto woli, snobizmy niektórych
                > żargonostosowaczy powodują wręcz zniekształcanie przekazu,

                Trudno się z tobą nie zgodzić. ;-)

                Ja ze swej strony dodam, że zawsze podziwiałem Amerykanów za ich odwagę we
                wprowadzaniu nowych znaczeń "starymi" słowami. Przykład z mojego podwórka.
                Istnieją struktury metaloorganiczne, w których atom metalu "opakowany" jest z
                dwóch stron pierścieniem organicznym. Wygląda to na przykład tak:
                pl.wikipedia.org/wiki/Ferrocen
                Jak kanapka, prawda? Ciężko było polskim chemikom nazwać to-to związkiem
                kanapkowym. A Amerykanom bez problemu przyszło użyć określenia "sandwich
                compound". Odważne i z humorem, prawda? A przede wszystkim intuicyjnie
                zrozumiałe, obrazowe. Takich przykładów - słów prostych, które w języku
                angielskim otrzymały nowe znaczenia jest mnóstwo. My, Polacy, mamy tendencję do
                arcypoważnego traktowania nomenklatury naukowej czy ogólnie zawodowej. Stąd
                różne potworki wytykane później w mediach. A jeśli już zdecydujemy się na
                zapożyczenie z angielskiego to zachowujemy obce brzmienie (
                www.ency.klopedia.pl/index.html,3972008 ).

                Nie znam się na tyle na giełdzie, by stwierdzić, czy giełdowy sentyment to
                dokładnie to samo, co nastrój na giełdzie. Być może jest jakaś różnica, może nie.
                Z innego punktu widzenia, nadawanie nowych znaczeń słowom - oprócz
                niebezpieczeństwa nieporozumienia - wzbogaca język. Jak by nie patrzeć :)

                Kornel
                • dar61 Re: O skalpelu i kłopotach proksymalnych 04.03.09, 01:25
                  Wie {Kornel}, że ostatnio Go [mi] się czyta świetnie?
                  Bez tych "buchacha!" itp.

                  Mam do anglosasizmów ambiwalentny, żtp. stosunek. Za ich inwazję w
                  języku medycznym, choćby.
                  Za np. zastępowanie pięknie w polszczyznę wrosłego słowa "sterydy"
                  ich dosłownym importem "steroidy".
                  Medycy polscy tego nawet nie zauważają, bo im narzucone wymogi
                  angielskiej terminologii wydają się normą.
                  A ja od dawna szukam w polszczyźnie zastępników anglosaskich
                  cięć "dystalnych" i tych drugich, do pary, proksymalnych...

                  W guglach plenią się już [świeżo sprawdziłem]: "śruby dystalne"
                  i "moczowody dystalne" ...
                  Co to, u licha, jest?!
                  • dar61 Re: dys- & proksy- 04.03.09, 01:33
                    Swe propozycje na dys- czy proksycięcia już mam, polszczyzna jest w
                    znaczenia bogata.
                    Od sie/ k sobie itp.
                    :-)))
                    Czekam na sanych medyków propozycję spolszczenia cięcioterminologii.
                    Ale wątpię, boć oni snobowaci...
                  • kornel-1 Re: O skalpelu i kłopotach proksymalnych 04.03.09, 01:58
                    dar61 napisał:
                    > Mam do anglosasizmów ambiwalentny, żtp. stosunek. Za ich inwazję w
                    > języku medycznym, choćby.
                    > Za np. zastępowanie pięknie w polszczyznę wrosłego słowa "sterydy"
                    > ich dosłownym importem "steroidy".

                    E nie... to powrót do normalności jeno. Znaczy się sprzątanie.
                    www.oil.org.pl/xml/oil/oil68/gazeta/numery/n2006/n200601/n20060138

                    Kornel
                    • dar61 Re: znaczy sia 04.03.09, 23:45
                      Ergo - bełkot żargonowy ma się stać wyrocznią dla reszty, zwanej
                      potocznie, oględnie, lekceważąco niezawodowcami vel uzusowcami...
                      Eeeechchchch...

                      Co oznacza - jeśli wchodzisz między medyków język polski
                      zaśmiecających - nie musisz kalać go, jak oni.

                      Nowotworzenia językowego, radości pełnego, życzy forumianinowi
                      starszemu [stażem] niż {D.}

                      D.
          • efedra Re: O rozumieniu 04.03.09, 00:10
            kornel-1 napisał:

            > Nie wiem, ile osób w Polsce, ile forumowiczów zna

            Ilu forumowiczów, Kornelu. Niezależnie od tego, kiedy się robiło
            maturę.
            Pozdrowienia,
            e.
            • ja22ek Re: O rozumieniu 04.03.09, 07:57
              A ja tu wesprę Kornela. "Ilu" forumowiczów zbyt natrętnie sugeruje
              męskoosobowość tego grona. Natomiast neutralne "ile" wskazuje na
              rzeczywistą płciową różnorodność tego grona :) Założę się zresztą,
              że "ilu" to niezbyt stary nowotwór (daję temu ca. 200 lat).
              • kornel-1 Re: O rozumieniu 04.03.09, 10:54
                ja22ek napisał:
                > A ja tu wesprę Kornela.

                Dzięki za wsparcie. "Ile forumowiczów" było wynikiem mojego pośpiechu,
                niestaranności i starczego osłabienia wzroku. Napisałem "ile osób w Polsce, ile
                osób na forum" a potem, by uniknąć powtarzania "osób" skasowałem fragment
                zapominając o zmianie "ile".

                Za każdą wytknięty mi błąd - bardzo dziękuję.

                Tak p[rzy okazji: ja piszę "forumowiczów", chociaż część osób używa określenia
                "forowicz". Słów tych nie ma w słownikach tradycyjnych, słownik jęż. polskiego
                www.sjp.pl/ odnotowuje używanie "forumowicz" w sieci. Oba słowa brzmią
                brzydko w moim uchu. Brakuje mi tej słownikowej "podkładki".

                Kornel
                • dar61 Re: foropropozycje 04.03.09, 23:34
                  Forumianinie {Kornelu}!

                  Idący w piątek pozdrawiają cię.
                  I innych forumiaków też.
              • efedra Re: O rozumieniu 04.03.09, 12:14
                ja22ek napisał:

                > A ja tu wesprę Kornela. "Ilu" forumowiczów zbyt natrętnie sugeruje
                > męskoosobowość tego grona. Natomiast neutralne "ile" wskazuje na
                > rzeczywistą płciową różnorodność tego grona :)

                Ha! Czy - konsekwentnie - wyrażenie "ile osób" natrętnie sugeruje
                Ja22ekowi (Ja22kowi?) żeńską płciowość grona, a "ilu ludzi" - męską?
                Tak z ciekawości pytam.

                > Założę się zresztą, że "ilu" to niezbyt stary nowotwór (daję temu
                ca. 200 lat).

                No, aż tak daleko moja pamięć nie sięga, więc czuję się
                usprawiedliwiona ze stosowania go, niezależnie od płciowego składu
                omawianej zbiorowości.
                pzdr,
                e.



                • migni Re: O rozumieniu 05.03.09, 00:58
                  > > A ja tu wesprę Kornela. "Ilu" forumowiczów zbyt natrętnie
                  sugeruje
                  > > męskoosobowość tego grona. Natomiast neutralne "ile" wskazuje na
                  > > rzeczywistą płciową różnorodność tego grona :)
                  >
                  > Ha! Czy - konsekwentnie - wyrażenie "ile osób" natrętnie sugeruje
                  > Ja22ekowi (Ja22kowi?) żeńską płciowość grona, a "ilu ludzi" -
                  męską?
                  > Tak z ciekawości pytam.

                  Zapis w WSPP:

                  ile [...] Ilu uczestników zakwalifikowało się do finału? [...]
                  Proszę o informację, ilu chętnych możecie przyjąć. Ile koleżanek
                  zaprosicie na imieniny? Trzeba ustalić, ile osób wróciło do bazy
                  oraz o ilu są jakieś wiadomości. · W połączeniu z
                  rzeczownikiem "ludzie" używana jest i forma niemęskoosobowa "ile", i
                  (staranniejsza) forma męskoosobowa "ilu". Np.: Ile ludzi już o tym
                  wie? Ilu ludzi poparło twoje starania? Dowiedz się, ile ludzi
                  zamierza wystąpić ze związku.

                  No właśnie, staranniejsza, poza tym nic "płciowego". "Ilu ludzi
                  wie?" nie jest przecież pytaniem o liczbę zaznajomionych mężczyzn,
                  przeciwieństwie do "ile ludzi" - kobiet (i mężczyzn)...
                • ja22ek Re: O rozumieniu 05.03.09, 10:48
                  Dla ciekawości odpowiem, że moje odczucie dotyczy wyłącznie
                  rzeczowników rodzaju męskiego:

                  ile sportowców (obojga płci)
                  ilu sportowców (płci męskiej)

                  ile uczniów (obojga płci)
                  ilu uczniów (płci męskiej)

                  Jest to subtelne rozróżnienie, które może się przyjąć lub nie.
                  Podobne mało istotnie rozróżnienie od dawna istnieje w polszczyźnie
                  w postaci "dwoma" - "dwiema". Mało istotne, ale się utrzymuje.

                  Zaciekawiło mnie, że zaprotestowało przeciw temu pomysłowi niewiele
                  forumowiczów płci żeńskiej :)
                  • dar61 Re: O płciorozumieniu 05.03.09, 13:35
                    Nieodpowiadanie na wpadkę szanownego {J.} nie stanowi zgody na
                    takową.

                    {J.} broni niewybranialnego.

                    * * *

                    Nieśmieszny wic:

                    Zawołaj z dala do kobiety "Człowieku!!"

                    Prawie żadna się nie oglądnie...
    • migni Jeszcze o sentymencie 18.03.09, 17:23
      Konteksty użycia wyrazu "sentyment" - artykuł branżowy, ale z tych
      dla niebranżowców:

      "Aby bardziej przybliżyć zagadnienie wyceny, wartości rynkowej i
      SENTYMENTU, załóżmy, że kupujemy zegarek, doskonale wiedząc, że
      płacimy cenę wielokrotnie większą niż wartość metalu i szkła, z
      którego został wyprodukowany, zresztą taśmowo, więc robocizna też
      nie kosztowała wiele. Nabywamy jednak mechanizm pozwalający mierzyć
      czas, a jednocześnie markę dającą nam emocjonalne korzyści. Dzięki
      temu zakupowi przestajemy się spóźniać na spotkania, a jednocześnie
      czujemy się lepiej w towarzystwie. Po roku z pewnością nie będziemy
      w stanie sprzedać zegarka za więcej niż połowę zapłaconej ceny - i
      nie dziwi nas ta sytuacja. Warto jednak zauważyć, że kupując ten
      przedmiot stworzyliśmy pieniądze w kieszeni producenta i sprzedawcy,
      natomiast korzystając z niego zużyliśmy część wydanych pieniędzy.
      Gdyby jednak z jakiegoś powodu nasilił się SENTYMENT do naszego
      zegarka, szczególnie wśród innych osób pragnących go z jakichś
      powodów odkupić (krótka seria, wyjątkowe właściwości, a może
      wystąpił w najnowszym Bondzie), to z pewnością odsprzedalibyśmy go
      dużo drożej.

      Z tych samych powodów chcemy posiadać akcje: wierząc, że będzie rósł
      do nich SENTYMENT, a więc zwiększy się popyt, który wywinduje cenę
      dając nam zysk. Aby to miało miejsce, powinniśmy kupować akcje nie
      wtedy, gdy są one rozchwytywane, tylko właśnie wtedy, gdy nich nie
      chce na nie patrzeć. Oczywiście starannie wybierając spółki,
      pamiętając, że rynek wycenia przyszłe zyski - więc spółki nie mające
      na nie perspektyw, również nie mają perspektyw na wzrost SENTYMENTU,
      chyba że coś się w międzyczasie zmieni."
      • dar61 Miłość do lewizny w aucie 18.03.09, 22:25
        A kiedyś to się nazywało 'snobować się na kogoś/ coś'.

        * * *

        Sentyment do kubków dla leworęcznych wzrósł po informacji o lepszym
        rozwinięciu prawej półkuli mózgowia u tychże mańkutów.

        W Krasnojarsku to nawet zastrajkowano w związku z tym sentymentem.
Pełna wersja