pia.ed
23.01.11, 13:35
... Urząd Kontroli Skarbowej przyjrzał się deklaracjom podatkowym księdza. Wskazywały, że jako katecheta nie może być aż tak bogaty.
Proboszcz powiedział, że utrzymuje się też z datków, które na parafię przekazują wierni.
Ile? Tego nie wiadomo, bo nie prowadzi żadnej ewidencji (nie ma takiego obowiązku).
Parafia liczy około pięciuset wiernych. To w większości mało zamożni ludzie, utrzymujący się głównie z pracy na roli. Kościół z daleka wygląda wprawdzie okazale, ale gdy się dobrze przyjrzeć, farba w wielu miejscach odpada ... jego plebania to stare gospodarstwo. W środku bez luksusów, mieszkanie ogrzewane piecami kaflowymi. Na podwórzu stary schorowany pies. Za to ksiądz jeździ toyotą land cruiser.
UKS uznał, że skoro ksiądz nie ujawnił tak wysokiego dochodu, powinien zapłacić podatek
"od przychodów nieznajdujących pokrycia w ujawnionych źródłach dochodu".
I wyliczył 1 mln 880 tys. zł płatne w ciągu 14 dni.
Proboszcz się odwołał. Dowodził, że został niesłusznie opodatkowany, bo pieniądze nie należały do niego, tylko do parafii, a on jako proboszcz tylko nimi zarządzał.
wyborcza.pl/1,87648,8987892,Tajemnica_spowiedzi.html