pia.ed
23.06.07, 09:26
WKLEJAM caly artykul, bo czesto takie rzeczy gina bez sladu ...
i zostaja zastepowane czyms nowszym.
Finanse LPR: Jak w rodzinie kasa ginie
Śledztwo reporterów "Gazety".
Fałszywe dokumenty, firmy-krzaki, ludzie-słupy, milionowe wypłaty państwowej
gotówki na nieznane cele - oto finanse Ligi Polskich Rodzin - piszą Piotr
Głuchowski, Marcin Kącki, Marcin Kowalski, Wojciech Szacki
To nie partia, to sprywatyzowany za publiczne dotacje folwark - mówi b.
rzecznik LPR Maciej Eckardt.
- Trzeba zwołać nadzwyczajny kongres i spytać: Co się dzieje z dotacjami na
partię? - apeluje mazowiecki radny Ligi i budowniczy domu Romana Giertycha
Marian Brudzyński.
Przez miesiąc prowadziliśmy śledztwo, by odpowiedzieć na to pytanie.
Rok temu do wrocławskiego komisariatu zgłosił się Jan Sz., były kandydat Ligi
do Sejmu. Zeznał: "Zadzwonił ktoś z centrali LPR i zapytał, czy jestem chętny
do pomocy przy kampanii wyborczej. Odpowiedziałem, że jak będzie trzeba, to
pomogę. Minęło parę dni, przyszła umowa między LPR a mną podpisana przez
wiceprezesa Ligi Wojciecha Wierzejskiego. Nie podpisałem, bo żadnej pracy nie
wykonałem. Odesłałem puste druki. Potem listonosz przyniósł mi PIT, z którego
wynikało, że LPR odprowadziła zaliczkę na mój podatek dochodowy. Rzekomo
partia miała mi wypłacić 2,5 tys. zł tytułem umowy. A ja nie dostałem nawet
złotówki".
Wrocławska Prokuratura Apelacyjna potwierdziła w urzędzie skarbowym, że LPR
wpłaciła zaliczkę na poczet podatku Jana Sz. Odkryła coś jeszcze: partia
przelała setki tysięcy złotych wynagrodzeń za podobne umowy kilkuset osobom z
całej Polski.
Śledczy z Wrocławia chcieli zdobyć oryginały tych umów z centrali LPR w
Warszawie. Nie zdążyli. Prokuratura Krajowa zabrała im śledztwo. Nam odmawia
informacji o jego postępach.
Ale dużo dowiedzieliśmy się sami.
Przez ostatnie dwa lata LPR wydała ponad 1 mln zł z państwowych subwencji i
dotacji na ekspertyzy, analizy i podobne "umowy o dzieło". "Eksperci" to
najczęściej wszechpolacy i młodzi LPR-owcy.
Szwagier Romana Giertycha, Kazimierz Murawski, wziął ponad 10 tys. zł za dwie
analizy.
Z rozmów z "analitykami" wynika, że niektóre ekspertyzy nigdy nie powstały.
Niekiedy była tylko umowa - żadnej pracy, żadnej zapłaty od Ligi.
Eksperci "służą jako słupy do wyprowadzania kasy z LPR" - już w grudniu 2005
r. ostrzegała Państwową Komisję Wyborczą pracownica komitetu wyborczego Ligi.
Nasze kolejne odkrycie to firmy-krzaki zapisane na "znajomych królika".
Partia transferuje do nich setki tysięcy złotych.
W 2006 r. ćwierć miliona dostała firma Tekal. Należy do 25-latka - pilota
samochodu rajdowego Waldemara Stysia, księgowego Ligi.
Matka szefa Tekalu nie wie, że firma mieści się w jej mieszkaniu. - Jaka Liga
Rodzin?! - pyta. - Co za głupoty? My jesteśmy skromni ludzie, nie mamy
żadnych pieniędzy!
No to kto je ma?
Ustaliliśmy, że 1,4 mln zł w gotówce wypłacili z rachunków bankowych LPR
Waldemar Styś i Jan Staciwa - szeregowy działacz Ligi, technik z Ursusa. Obaj
odmówili rozmowy, ten drugi wygonił nas z podwórza.
Pytamy Wojciecha Wierzejskiego, wiceprezesa i wieloletniego skarbnika Ligi: -
Po co Styś i Staciwa wypłacali gotówkę z kont LPR?
Odpisał: „Na walkę z systemem. Np. z » Gazetą Wyborczą «”.
Opis naszego śledztwa krok po kroku w poniedziałek w "Dużym Formacie"