czy miałyście rozwody w rodzinie??

27.06.08, 10:49
Nie mówię o rozwodach własnych i tych w naszym pokoleniu, ale o
rozwodach w pokoleniu naszych dzieci i wnuków. Jak sobie z tym,
radzicie? Grozi to mojej siostrzenicy, a zarówno siostra jak i matka
męża siostrzenicy pogubiły sie w tym zupełnie. Jedna szaleje,
awanturuje sie, druga bez przerwy sie modli za młodych... O młodej
lepiej nie mówić. Godzi sie na wszystko, by nie zaogniać stosunków,
bo mogłoby sie to źle odbić na ich córce. Nawet na alimenty w
wysokoścci 250 zł, gdy oboje zarabiaja w ganicach 2500 brutto.
    • iryska2604 Re: czy miałyście rozwody w rodzinie?? 27.06.08, 22:26
      Przeżyłam rozwód syna.Chłopak z kosciami dobry i uważam że został w jakis
      sposob skrzywdzony.Gdyby dalej mieszkali osobno to chyba byliby razem ale jak
      zamieszkali z rodzicami synowej to skończyło sie własnie tak.Na szczęście nie
      mieli dziaci.Uwazam że lepiej sie rozejsc niż się nawzajem dręczyć i w tym duchu
      powinnyscie wspierać z siostrą młodą.Nie wiem czy ona dobrze robi godząc sie na
      tak małe alimenty.W końcu to jest obowiazek ojca-łozyc na dziecko.Przykra
      sytuacja ale czlowiek duzo zniesie.Samo zycie.A ona tez sobie moze jeszcze
      ułozyc zycie.
      • zajbel Re: czy miałyście rozwody w rodzinie?? 28.06.08, 19:03
        Moja córka mimo moich ostrzeżeń wyszła za mąż za pijaczka.
        Oczywiście że nie rzucił picia tylko prace a że mieszkała z teściową
        cała tamta rodzina rządziła. Nie mogłam patrzeć jak sie męczy, mało
        brakowało a znalazłaby się w psychiatryku. W końcu tak jak stała
        uciekła z dzieckiem na ręku. Natychmiast wysłałam ją w lubelskie aby
        nie było awantur bo jej mąż mieszka w tej samej miejscowości. Rozwód
        ciągnął sie ponad rok, w końcu został orzeczony z winy zięcia. Córka
        szczęsliwa że żyje zgodziła się i na trzy widzenia w miesiącu i na
        niskie alimenty. Powoli wróciła do siebie, zmniejszyła sądownie
        widzenia bo ojciec nie przychodził do dziecka albo przychodził
        pijany . Sądzę że największe wsparcie należy się młodej i nic tu nie
        pomogą modlitwy. Nie należy godzić sie na byle co bo potem trudno
        wywalczyć coś dla dziecka i od razu ustalić system komunikowania sie
        ojca z dzieckiem. Też jestem zdania że sztuczne podtrzymywanie
        fikcji nie ma nic wspólnego z dobrem dziecka.
        • kalesonyzony Re: czy miałyście rozwody w rodzinie?? 28.06.08, 19:21
          Stwierdzone i potwierdzone, ze dziewczyna z alkoholicznego domu
          wychodzi za maz za partnera z uzaleznieniem. Innego ukladu nie zna i
          w takim czuje sie potrzebna. Zamiast sie modlic i debatowac lepiej
          isc do terapeuty i przypatrzec sie rodzinnej przeszlosci.
          Najciemniej jest pod latarnia.
          • iryska2604 Re: czy miałyście rozwody w rodzinie?? 28.06.08, 21:09
            Przeginasz z lekka ,to wcale nie jest reguła.Znam to z autopsji bo sama
            niestety bylam zmuszona sie rozwiesc.W moim domu nie było nigdy alkoholu,nigdy
            tez nie słyszałysmy kłócących sie rodzicow -a rowniez mimo ostrzezen wyszłam za
            mąz za niezłego drania.Z początku było dobrze a potem jednak wylazły geny i tak
            jak tatus byl awanturnikiem tak i syn zaczął powielac ten model.A ja glupia
            myslałam że zawsze sie mozna w kulturalny spasób dogadac.Nie wyszło.
            • kalesonyzony Re: czy miałyście rozwody w rodzinie?? 29.06.08, 09:28
              <A ja glupia
              myslałam że zawsze sie mozna w kulturalny spasób dogadac.Nie wyszło.<

              Widzisz jak cie starzy zmanipulowali? Z kazdym dogadac sie nie da.
              Tobie wbili do glowy, ze dogadac sie trzeba.Twoj pan i wladca sie
              nie dal jak piszesz. Ja nie przeginam paly, ja mam taki poglad. Czy
              ci sie widzi czy nie. Dogadac sie nie zmusze.

              nie dajmy sie inspirowac glupszym od siebie
      • dede43 Re: czy miałyście rozwody w rodzinie?? 29.06.08, 12:09
        iryska2604 napisała:

        >powinnyscie wspierać z siostrą młodą.Nie wiem czy ona dobrze robi
        godząc sie na
        > tak małe alimenty.

        To było pierwsze co jej powiedziałam. Śmiech na sali nie alimenty.
        Najpierw powinna zabezpieczyć dziecko - materialnie i w kontakty z
        ojcem. I nie te poranne pięciominutówki, bo codziennie przyjeżdżał i
        odwoził małą do szkoly. Szkoła jest 5 minut jazdy samochodem od
        domu. Przyjeżdżał po nia 7,50, a lekcje zaczynaja sie o 8-mej. To
        cały jego kontakt z córeczką. Po południu nie ma czasu, bo musi
        zarabiać pieniążki - teraz przecież musi sie sam utrzymać, wynająć
        mieszkanie itp. I mała to powtarza. A jeszcze,że wyprowadził sie bo
        sie mamusia z nim kłóciła. Dlaczego niby mamusia z nim, a nie on z
        mamusią? dlaczego jak zarabia te pieniążki to ich poprostu nie daje
        na dziecko? Łaskawie zezwolił siostrzenicy na rozliczenie w jej PIT
        całej ulgi "na dziecko" i w ten sposób współfinansował komunię. Na
        pytanie siostrzenicy, czy dołoży do wyjazdu dziecka na kolonie
        odpowiedział, że przecież powinna wiedzieć, że będą wakacje i coś
        odłożyć. Normalny manipulant.A o rozwód nie poda bo nie ma pieniędzy.
        Ręce opadają.
        • kalesonyzony Re: czy miałyście rozwody w rodzinie?? 29.06.08, 14:05
          A czemu nie opowiesz jak mamusia dziecka dba o siebie i o dziecko,
          czy do tego dorosla, czy tylko do walki z mezem. A za xx lat z
          dzieckiem.? pewnie jak ty tutaj robi wroga z goscia z ktorym
          splodzila dzieciaczka i pompuje te filozofie i wzor maluchowi.Tata
          beee nalezy sie go bac, zobacz jak sk.. mnie zalatwia. Dziecko
          bedzie mialo przerabane.
        • grenka1 Deduś 29.06.08, 15:35
          dede43 napisała:

          >A o rozwód nie poda bo nie ma pieniędzy.
          > Ręce opadają.

          Powinna założyć mu sprawę o alimenty (może żądać procentowych do 30%
          jego wynagrodzenia), gdy uzyska wyrok, to za te pieniądze niech
          założy sprawę ona, a nie on.
          Sąd przychylniej patrzy na powódkę, ponieważ strona zakładająca
          sprawę jest pokrzywdzona.
          • zajbel Re: Deduś 29.06.08, 18:14
            Nie trzeba mieć pieniędzy aby założyć sprawę o rozwód, wraz z
            wnioskiem składasz drugi o zwolnienie z kosztów, a potem płaci winny
            lub proporcjonalnie do dochodów. Kalesony... Jesteś głupi jak but z
            lewej nogi. W mojej rodzinie nie ma problemów alkoholowych , być
            może dlatego córka sądziła że pijaka można przekonać do rzucenia
            nołogu, gdyby miała pogląd na ten temat z autopsji to być może
            wiedziałaby że sie nie da . Ponadto osądzasz sprawę typowo po męsku,
            kobieta ma robić wszystko, znosić wszystko i milczeć a pan i władca
            może sobie hulać, nie placić , pić i olewać rodzine bo jest menem.
            To głupie i świadczy o tobie.
            • kalesonyzony Re: Deduś 29.06.08, 18:17

              Jak tak "rozmawialas" ze swoim starym jak tutaj sie prezentujesz, to
              wiesz jakie problemy byly w waszej rodzinie, i co na dzieci
              przeszlo, ja nie jestem jasnowidzem.

              nie dajmy sie inspirowac glupszym od siebie
              • iryska2604 Re: No wiesz co 29.06.08, 19:36
                -reprezentujesz typowo męski punkt widzenia.Też nie znasz dokladnie sytuacji i
                oceniasz.A jak ojciec nastawia dziecko przeciwko matce to jest dobrze?Mnie też
                odpowiedziałes że mnie "starzy zmanipulowali".Myliśz się-ojciec nie zdazył bo
                zmarł jak mialam 7 lat,chowała nas mama i chyba dobrze wychowała.A to że nie z
                kazdym da sie dogadać to prawda tylko jezeli ktoś jest chamem to ja nie muszę
                znizac sie do jego poziomu.Tylko z początku to jest cholerny szok-jesli nigdy
                nie stykałas sie z takim chamstwem to nie bardzo wiesz jak reagować.Troche to
                trwało zanim zrozumiałam że nie ma co na siłę trwać w chorym zwiazku,tłumaczyć
                to dobrem dzieci-bo to wcale dla dzieci dobre nie jest.Mnie to uswiadomiły
                moje.Ja np. nigdy nie pozwalałam synom zle mówic o ojcu-bo to jednak ojciec,nie
                broniłam im kontaktu i co?Tak tatus sobie zapracował na szacunek synów ze go
                znac nie chcą.Wyszlam drugi raz za mąz i z ojczymem maja bardzo dobry kontakt a
                wnuczka uwielbia dziadka.Biologiczneggo dziadka nawet nie zna.
Pełna wersja