aga-kosa
14.09.08, 21:36
Kiedy zachorowała nasza córka miała zdawać maturę, myślałam ,że świat się
zawali.Diagnoza ziarnica złośliwa ,operacja jedna laparoskopowa później na
otwartej klatce. Kiedy przykładałam sobie rękę do głowy to czułam jak mi mózg
chlupie.
Wracałam z kliniki i natknęłam się na malowniczą grupę wyznawców Hari-kriszma/
nie pamiętam jak się dokładnie pisze ich nazwa/.Dali mi maleńką książeczkę.
Broniłam się ,że myśleć nie mogę a oni mi książkę.
W nocy nie mogłam zasnąć,sięgnęłam po książkę.
==Małżeństwo chciało mieć dziecko .Modlili się do Pana. Którejś nocy przyśnił
się kobiecie Pan i powiedział,że urodzi syna.
Dziecię się urodziło, chowało się nad podziw dobrze. Inteligentny, żwawy ,
kochający.
Gdy dziecko miało siedem lat umiera. Rozpacz i pretensje do Pana;-dlaczego on.
To nie było twoje dziecko padła odpowiedź. To był gość, któremu ofiarowaliście
wszystko co najlepsze i co gościowi dać należało.Miał prawo odejść.==
O dziwo ta książka wyciszyła mój ból, rozpacz, pretensje do świata.
Zrozumiałam ,że nasza córa to najmilszy gość jaki przyszedł do nas bo Pan tak
chciał. Nie mam prawa żądać by została. Zaczęłam prosić ,niech się dzieje wola
Twoja Panie .Dałam jej wszystko co było najlepsze , nie jest moją własnością,
pozwól jej zostać z nami.
=Udało się .
Myślę; czy to był przypadek ,że wtedy spotkałam tych ludzi z książką, czy;Bóg
tak chciał . Za wszystko jestem wdzięczna.