julinka601
04.03.09, 20:12
...jak z przeklutego balonika.Jestem rozwiedziona.Śmiać się czy
płakać?
To bylo wczoraj.Byłam nad wyraz spokojna.Razem z mężem w dobrej
komitywie.Z nami córka.I taaaaaki magiel!Mąż mistrz
manipulacji,skorzystał ze swojej choroby nowotworowej i" braku
zainteresowania rodziny"/co nie jest prawdą,to on nie chce przyjac
pomocy/ i rozwód z winy obu stron.A to,ze wczesniej miał kobietę ,że
utonąl w wirualnych znajomościach czyt.flirtach.Że zrujnował nasze
wspolne 30 lat.Że stawałam na głowie żeby ratować to małzenstwo.Że
to ja nabawilam sie przez jego andropauzę chorób o podłozu
psychosomatycznym ?
To wszystko było tuz przed chorobą.Malo tego b.dlugo opiekowałam sie
nim mimo,ze on opiekował sie inną.
Mąż pod przysięgą w zywy kamień kłamał!Powiedziałam mu to
potem ,jak zaprosił mnie na kawę.Bo oboje wiemy ,ze to były
kłamstwa.Splynęlo to po nim jak po kaczce.
Ech,życie...Mam wielkie poczucie niesprawiedliwości.
Jedno co mi zostalo to godność i przekonanie,ze nie popelnilam
zadnej niegopdziwości , nie skłamałam.A móc spojrzeć sobie w oczy w
lustrze to komfort!
Mam czyste sumienie.Ale to dziś bardzo nieplacalny towar.
Teraz zacznie sie targ o podział majatku a wcześniej apelacja.Szkoda
mi zycia.Ale nie mam wyjścia.On ma naprawdę zaawansowany stan
nowotworowy.Nie ma szans na ulożenie sobie zycia z kims
innym/chyba,ze trafiła mu sie jakaś hiena/.Nie sądzę żeby dał radę
zając się sprzedażą naszych nieruchomości /pomijając recesję,
nieoplącalnosć itp/ i kupnem nowego mieszkania.Postawił wszystko na
jedna kartę i zapragnął wolności.I pomyśleć ,ze zaczęło się od
fatalnego,wirtualnego zauroczenia...
Dziewczyny, to są problemy a nie jakieś tam przytyki na forum.
Dam radę.Nie mam lepszego wyjścia.