A to właśnie negatywny aspekt emigracji...

12.01.10, 22:56
Mój dziadek już od ponad miesiąca leży w szpitalu w ciężkim stanie. Przeszedł
dwie operacje i po tej drugiej nie może dojść do siebie. Lekarze są złej
myśli. Przykro mi, że nawet nie mogę go odwiedzić. Do tego szkoda mi babci,
która też już coraz słabsza. Zawsze byłyśmy blisko związane. Ostatni raz
widziałyśmy się rok temu, a kiedyś zaglądałam do dziadków regularnie. Teraz
szczególnie dotkliwie odczuwam odległość między nami. Planujemy przyjazd do
Polski być może za dwa miesiące, ale może się okazać, że dziadka już nie
zobaczę...
    • dag_dag Re: A to właśnie negatywny aspekt emigracji... 12.01.10, 23:17
      Wybacz, mimo wszystko, ale dziennie jest kilka opcji podróży do Polski...
    • aniaheasley Re: A to właśnie negatywny aspekt emigracji... 12.01.10, 23:19
      Jedz teraz, bo potem mozesz zalowac, moze nie do konca zycia, bo
      wszystko powoli mija, ale przez dlugie lata. Wiem cos o tym.
      • samotna.uk Re: A to właśnie negatywny aspekt emigracji... 12.01.10, 23:28
        Moj mezczyzna przezyl niedawno cos podobnego. Babcia dosta;la
        diagnoze raka...cos z jelitami..poszla w miesiace niestety:( Nawet
        sie z facetem nie zastanawialismy , poprosil o urlop na
        szczesciedostal szybko, zlozylismy wszystkioe oszczednosci i
        polecial! Na szczescie bo niedlugo po tym odeszla! Jest spokojniejszy
        i jakos to przezyl. Nie chce nawet myslec co by bylo gdyby nie
        pojechal:(

        Aytorko jedz ! Zamien sie wez chociaz te 3 dni wolengo zlap samolot i
        jedz!Rynair ma tanie bilety teraz! tam i spowrotem jakies 60 z
        bagazem bez jeszcze mniej!
    • julia_uk Re: A to właśnie negatywny aspekt emigracji... 13.01.10, 00:15
      Kiedy mojej mamy maz dostal wylewu w 48godz bylismy 5 osobowa
      rodzina u niego w szpitalu....
      Sytuacje sa rozne, ale ja bym na nic nie czekala:(
    • izabelski Re: A to właśnie negatywny aspekt emigracji... 13.01.10, 00:24
      nie czekaj...
      nic nie zyszkasz
      • szczur.w.sosie Re: A to właśnie negatywny aspekt emigracji... 13.01.10, 00:35
        Ja bym miała dylemat - syn nawet paszportu nie ma... Uziemiona
        jestem...
        • padynt Re: A to właśnie negatywny aspekt emigracji... 13.01.10, 00:42
          Nie wiem gdzie mieszkasz ale w easyJet najtańszy bilet w styczniu kosztuje 37 Ł.
          Zajrzyj na ich stronę i...leć!
    • panixx Re: A to właśnie negatywny aspekt emigracji... 13.01.10, 11:07
      No nie wiem jaka jest Twoja sytuacja i przykor z powodu dziadka, ale
      nie mieszkamy w kosmosie.... leciec mozna kazdego dnia.
    • zurekgirl Re: A to właśnie negatywny aspekt emigracji... 13.01.10, 12:07
      Mysle, ze magdowi nie ma problemu z lotem na jeden czy dwa dni, czy
      nawet na dwa tygodnie, tylko z tym, ze jesli stanie sie najgorsze,
      to przydalaby sie pomoc dla babci. Na to tygodnie nie wystarcza, a
      czesta pomoc chociazby w zakupach regularnie co pare dni, pojscie
      razem na spacer itp wymagaja po prostu mieszkania w tym samym
      miescie. A tu raczej tani bilet ryanaira nie pomoze.
      • aniaheasley Re: A to właśnie negatywny aspekt emigracji... 13.01.10, 13:22
        Ale tutaj chyba chodzi przede wszystkim o pozegnanie z dziadkiem, a
        na to dwa dni wystarcza.
        • migotka_bober Re: A to właśnie negatywny aspekt emigracji... 13.01.10, 13:43
          po roku pobytu w UK babcia meza zmarla, byl bardzo zwiazany, bardzo
          mu nadskakiwala i rozpieszczala, plakal jak bobr jak sie dowiedzial
          przez telefon, nie polecial bo prace mial jaka mial i nie mogl wziac
          urlopu ot tak, nieraz wspominamy i widze ze taki smutek ma ze nie
          bylo go , pojechalismy potem na grob i kupil piekne kwiaty ale widac
          ze ma w sercu zal do siebie troche,,,

          rozne sa sytuacje, ja w PL bylam dziadek byl na OIOM`ie i tez mnie
          nie wpuscili wiec zmarl i go nie widzialam, mam zal do lekarzy,,,,

          nie bede ci pisac czy masz leciec czy nie, masz sama wiedziec to , i
          wiesz jaka masz sytuacje i mozliwosci, napisalam to wyzej tylko
          zebys widziala ze rozne ludzie maja sytuacje,,,

          a w PL ludzie tylko funty licza po ile dzis w kantorze i ile
          benefitow dostaja ci ktorzy w UK, nie biora pod uwage ani tesknoty
          za rodzina ani brak starych znajomych, urwanie kontaktow, itd

          przykre ale prawdziwe!

          duzo zdrowia dla dziadzia twojego i sil w walce z choroba teraz
          • szczur.w.sosie Re: A to właśnie negatywny aspekt emigracji... 13.01.10, 14:03
            Ale właśnie tak spojrzałam w rozkład lotów. Z Glasgow do Polski to
            nawet nie drogo, ale dolecieć mi do Glasgow to 200GPB w jedną
            stronę...
            A jak ma lecieć cała rodzina? Wakacje czy dłuższe wyjazdy się planuje
            z wyprzedzeniem, wcześniej kupuje się bilety, ale takie
            nieprzewidziane okazje? To też problem dla wielu, niestety.
    • magdowi Re: A to właśnie negatywny aspekt emigracji... 13.01.10, 14:12
      Cały problem w tym, że właśnie teraz nie mogę jechać. Jestem w trakcie zmiany
      pracy, zaczynam nową prawdopodobnie w przyszłym tygodniu. Do tego musielibyśmy
      jechać całą rodziną z 22 miesięcznym synkem. Ostatnio było mmnóstwo opóźnień
      lotów i nie wyobrażam sobie utknąć z nim na lotnisku w środku nocy (loty z
      Edynburga do Łodzi i z powrotem są po południu i wieczorem). Do tego w Polsce
      tragiczna pogoda, nie jesteśmy przystosowani do takiej zimy. Rzeczywiście,
      chodzi nie tylko o pożegnanie z dziadkiem, ale również o to, że nie mogę być na
      miejscu na dłuższą metę.
      • kaha_org Re: A to właśnie negatywny aspekt emigracji... 13.01.10, 16:14
        w zeszlym roku stracilam dwie babcie i chrzestna

        W tym roku drzymy o dziadka meza.


        Zawsze sa plusy i minusy, kazdej sytuacji, wyboru zyciowego...
        Trzymaj sie!

      • dag_dag Re: A to właśnie negatywny aspekt emigracji... 13.01.10, 16:22
        Przecież to wszystko jest do rozwiązania. Ta tragiczna pogoda i brak
        przystosowania do takiej zimy... to aż ręce mi opadły. Naprawdę to jest dla
        Ciebie takim problemem?
    • basiak36 Re: A to właśnie negatywny aspekt emigracji... 13.01.10, 16:28
      Pakuj sie i jedz. Ja sama z moja dwojka jezdze czasem nawet na dlugi weekend,
      planujac z niewielkim wyprzedzeniem.
      A na lotnisku tez sie da czekac z dziecmi, przeszlam nie raz. A w takiej
      sytuacji, nawet bym sie nie zastanawiala. Praca tez nie zajac.
    • gypsi Re: A to właśnie negatywny aspekt emigracji... 13.01.10, 16:37
      Rzucilabym wszystko i pojechala sama tylko do dziadka, dzieciaka nie ma sensu
      meczyc.
      A niemoznosc bycia na miejscu, coz - skladnik pakietu emigracyjnego.
    • murasaki33 Re: A to właśnie negatywny aspekt emigracji... 13.01.10, 17:10
      Ja tez uwazam, ze trzeba jechac. W czerwcu ubieglego roku wrocilam z
      dluzszego pobytu w PL i w ciagu tygodnia bylam tam ponownie. Zmarla
      siostra mojej mamy i pomimo cen biletow nie zastanawialam sie nad
      lotem, bo wiedzialam ile moja obecnosc bedzie znaczyc dla mojej
      mamy. Wzielam corke i polecialam.
    • magdowi Re: A to właśnie negatywny aspekt emigracji... 13.01.10, 19:42
      Łatwo mówić- praca nie zając czy, że pogoda nie ma znaczenia albo, żeby jechać bez dziecka. Nie mogę pierwszego dnia w nowej pracy powiedzieć, że teraz potrzebuję urlop i wyjeżdżam. Pogoda ma ogromne znaczenie, o czym się przekonaliśmy podczas tej nietypowej zimy tutaj. Wózka niemal nie sposób pchać, musiałam chodzić środkiem ulic na naszym osiedlu. Dziecko nie mogło samo chodzić, bo się okropnie ślizgało. Nie udało mi się kupić typowo zimowych butów w jego małym rozmiarze. My sami też nie mamy zimowych butów, bo przecież nikt się takiej zimy nie spodziewał. A tutaj nie ma takich mrozów jak w Polsce. Dziecko do takiej temperatury zupełnie nie przyzwyczajone. Łódź podobno w fatalnym stanie- tacie dojazd do szpitala zajmuje 1,5 godziny. Tata miał stłuczkę i samochód nie nadaje się do użytku. Musielibyśmy korzystać z komunikacji miejskiej lub taksówek, co byłoby mocno utrudnione, bo Filip 30 sekund nie wysiedzi. Jest strasznie ruchliwy, a do tego w okresie buntu i jeśli coś mu się nie podoba, to drze się, jakby go ze skóry obdzierali. Bez niego nie pojadę. Nigdy się nie rozstawaliśmy na tak długo, to jedno. Jest ciągle przyklejony do mnie, to drugie. Właśnie boleśnie ząbkuje, to trzecie. Jest wciąż na piersi i nie chcę go jej nagle pozbawić, to czwarte. Wierzcie mi, podróżowanie z Filipem to jest naprawdę spore wyzwanie i w przypadku, gdyby były jakieś opóźnienia i byłby zmęczony, to byłby jakiś koszmar. Ale pewnie i tak powiecie, że szukam wymówek.
      • basiak36 Re: A to właśnie negatywny aspekt emigracji... 13.01.10, 19:57
        Wiesz, piszesz o tym dlaczego masz nie jechac.. ja zawsze wole szukac sposobow
        na to zeby zrobic to co chce. Zalezy.
        O jakich temperaturach mowisz ze dziecko nie przyzwyczajone? Przeciez to nie
        noworodek i nie jedziesz na biegun. Co do innych niedogodnien, w Polsce lepiej
        radza sobie ze sniegiem i nie bedziesz miala problemu z chodnikami i wozkiem.
        Ja spedzilam sporo czasu z dziecmi na lotnisku, 4 dni opoznienia, jazda do domu,
        i z powrotem na lotnisko i czekanie. I co z tego? Tak w zyciu bywa ze zdarzaja
        sie niedogodnosci.

        Musielibyśmy korzystać z komunikacji miejskiej lub taksówek, co było
        > by mocno utrudnione, bo Filip 30 sekund nie wysiedzi. Jest strasznie ruchliwy,
        > a do tego w okresie buntu i jeśli coś mu się nie podoba, to drze się, jakby go
        > ze skóry obdzierali.

        Moja coreczka tez tak robi, i co z tego? Drze sie i juz, i siedzi, jak musze
        gdzies dojechac to trudno, krzywda jej sie nie dzieje, nie jest sama. I tez
        karmiona piersia mimo skonczonych 2 lat:) I tez bym jej nie zostawila.
        Jak dla mnie, zadna z tych rzeczy nie jest przeszkoda. Mozesz pojechac np w
        piatek, wrocic w poniedzialek. W pracy nowej mozesz powiedziec ze to wyjatkowa
        sytuacja i wyjasnic.
        Jezdze sama z dwojka dzieci bardzo czesto, do Polski i wiem jakie to wyzwanie,
        ale im czesciej sie to robi tym latwiej. No i jaki jest najgorszy scenariusz? Ze
        dziecko pokrzyczy:)) A jesli nadal karmisz piersia, to masz swietny sposob na
        uspokojenie malucha:))
        Ja sie wybieram do Polski z dziecmi na ferie, oraz tylko z coreczka na weekend
        na urodziny bratowej:)
      • golfstrom Re: A to właśnie negatywny aspekt emigracji... 13.01.10, 20:01
        Ja rozumiem Twoje rozterki choc na Twoim miejscu zadzwonilabym do nowej pracy z
        pytaniem, czy moga na Ciebie zaczekac dwa albo trzy dni. Wkoncu jesli zdarzy sie
        pogrzeb, to i tak poprosisz o wolne.

        No i przyznam, ze jestes kolejna osoba, ktora zadziwia mnie informacja, ze w UK
        nie mozna kupic zimowych butow.
        • samotna.uk Re: A to właśnie negatywny aspekt emigracji... 13.01.10, 20:29
          Buty kupisz w sklepie naraciarrskim! oD wyboru do koory wszystkie
          trendy itp. a jesli cena za wysoka to w takim ,,babciowym,, gdzie
          sweterki inne pierdoly, ja mieszkam w malej miescinie i takie 3
          sklepy mam.Takze w sklepach typu shoe zone sa ladne ocieplane buty
          dla dzieci i do doroslych tez za pare funciakow najdrozsze to chyba
          za 15f widzialam!

          Swoja droga Ja bym sie tutaj na forum nie tlumaczyla. Nie obraz sie
          bo nie zycze zle ale troche za bardzo sie tlumaczysz tutaj wszystkim.
          Moze tak ci lepiej nie wiem. Ale wiesz pozniej wytlumacz to swojemu
          sumieniu jak juz za pozno... Jesli naprawde nie mozesz jechac, nie
          jedz.Zostan tutaj.
          Pozdrawiam i dziadkowi powrotu do zdrowia zycze:)
          • magdowi Re: A to właśnie negatywny aspekt emigracji... 13.01.10, 20:40
            Racja, niepotrzebnie się tłumaczę. Nie pytałam o to czy jechać, czy nie. Teraz
            za wiele tych okoliczności się zbiegło na raz i tyle, ustaliliśmy, że nie
            jedziemy. Po prostu przykro mi, że nie ma mnie tam "na bieżąco".
            • basiak36 Re: A to właśnie negatywny aspekt emigracji... 13.01.10, 22:43
              magdowi napisała:

              > Racja, niepotrzebnie się tłumaczę. Nie pytałam o to czy jechać, czy nie. Teraz
              > za wiele tych okoliczności się zbiegło na raz i tyle, ustaliliśmy, że nie
              > jedziemy. Po prostu przykro mi, że nie ma mnie tam "na bieżąco".

              Pomysl, ze gdybys mieszkala na drugim koncu Polski, to nie byloby latwiej wcale.
      • nsc23 Re: A to właśnie negatywny aspekt emigracji... 13.01.10, 20:40
        W Szkocji mroz to nie jest wielkie zdziwko, wiec buty bez problemu kupisz - dla
        dziecka tez.
        Ja bym na Twoim miejscu sie nie zastanawiala dwa razy, tylko leciala - od tego
        mam karte kredytowa i mowiac szczerze najpierw bym kupila bilety, a dopiero
        potem sie zastanawiala, czy mam z czego splacic.
        Jak dziewczyny pisza - teraz sie przemeczysz jezeli chodzi o podroz, ale potem
        sie bedziesz czuc duzo lepiej, niz gdybys nie poleciala.
        • magdowi Re: A to właśnie negatywny aspekt emigracji... 13.01.10, 20:50
          Wiesz co, w Edynburgu śnieg i mróz to jest zdziwko. Temperatura zwykle oscyluje
          w okolicach zera lub jest dodatnia. A karty kredytowej nie posiadam.
          • nsc23 Re: A to właśnie negatywny aspekt emigracji... 13.01.10, 22:04
            Nie jest to kluczowe dla tego tematu, ale mieszkalam w Edi 4 lata i wiem, ze
            kupienie butow zimowych to nie jest problem.
            A karte kredytowa jak widac warto miec, albo przynajmniej mozliwosc debetu na
            koncie.

            W kazdym razie - trzymaj sie i pamietaj, ze zawsze mozesz zmienic zdanie i
            poleciec, nie potrzebujesz w koncu wizy, ani nie lecisz na drugi koniec swiata.
      • gypsi Re: A to właśnie negatywny aspekt emigracji... 14.01.10, 00:22
        Moze gdybym nie jezdzila komunikacja publiczna po Polsce sama z dwojka maluchow,
        plecakiem siegajacym dolem kolan a gora sterczacym nad glowa, torba i wozkiem,
        to by mnie Twoje argumenty przekonaly. Ale nie przekonuja. A buty zimowe? Prosze
        bardzo: www.eBay.co.uk, do wyboru, do koloru.
        Tak jak dziewczyny pisza - Twoja sprawa, Twoja decyzja, nie musisz sie tu tlumaczyc.
      • dag_dag Re: A to właśnie negatywny aspekt emigracji... 14.01.10, 01:14
        Żeby nie zobaczyć się z dziadkiem stoi Ci m. innymi (w uproszczeniu) na
        przeszkodzie:
        - tragiczna pogoda
        - brak przystosowania do zimy
        - ewentualna możliwość opóźnienia lotu
        - ewentualny problem z pchaniem wózka i ewentualność pchania go środkiem ulicy
        - ewentualność ślizgania się dziecka
        - nieumiejętność kupienia dziecku butów
        - brak przyzwyczajenia Filipa do niższych temperatur
        - Łódź w fatalnym stanie
        - korzystanie z komunikacji miejskiej
        - ewentualność jęczenia Filipa
        Emigrację w to wciągasz, zupełnie bez potrzeby.
        Pisałaś, że decyzja podjęta. Przemyśl sobie to, żeby czasem tych tragikomicznych
        powodów nie podać rodzinie, bo może im być po prostu przykro. Powodzenia, dużo
        zdrowia życzę Twojemu dziadkowi.
      • mamakostka Re: A to właśnie negatywny aspekt emigracji... 14.01.10, 19:11
        buty dla dzieci zimowe DECATHLON, i wszystkie sportowe- na dziale
        narciarskim od koloru do wyboru , kupilam w weekend dla mojego synka
        kozaki na misiu za £9, rozmiary rozpoczynaja sie od noworodkowego..
      • mamakostka Re: A to właśnie negatywny aspekt emigracji... 14.01.10, 19:14
        magdowi napisała:

        > Łatwo mówić- praca nie zając czy, że pogoda nie ma znaczenia albo,
        żeby jechać
        > bez dziecka. Nie mogę pierwszego dnia w nowej pracy powiedzieć, że
        teraz potrze
        > buję urlop i wyjeżdżam.

        A probowalas ze tak mowisz? Przeciez w nowej pracy tez sa LUDZIE i
        zrozumieja taka sytuacje. Prezciez to nie jest wyjazd na wakacje
        tylko ostatnie spotkanie z umierajacym dziadkiem. MOj dziadek umarl
        jak bylam w 7 mies ciazy i niekt mi nawet nie powiedzial, zeby mnie
        nei denerwowac!!! Nawet nie wiedzialam, ze jest tak zle...nie moge
        mojej mamie tego wybaczyc, ze nie pozegnalam sie z dziadkiem.
    • kingaolsz Re: A to właśnie negatywny aspekt emigracji... 13.01.10, 23:35
      Przeczytalam watek i uwazam, ze powinnas zmienic stwierdzenie z "nie moge
      jechac" na "nie chce jechac". I zyciu na emigracji nic do tego.
      Piszesz, ze jestes z dziadkami mocno zwiazana, a na kazdy pomysl i propozycje
      dziewczyn powyzej wykrecasz sie (nie)wygoda ( bo zmarzniecie, bo nieprzyjemnie
      jest sluchac histerii dziecka, bo nie chcesz pogadac z nowym szefostwem [a moze
      by sie okazali calkiem ludzcy], bo nie umiesz znalezc butow [mozna zalozyc 2
      pary grubych skarpet]).

      Zastanow sie - jesli dziadek umrze, to nie bedziesz sobie w brode plula, ze
      kurcze, moglam te pare godzin sie pouzerac z dzieckiem, ale bym dziadka chociaz
      jeszcze jeden raz usciskala? pogadala choc chwile?

      Swoja droga wiesz, ze stan jest ciezki od ponad miesiaca - w tym czasie juz bys
      mogla poleciec i wrocic.

      Nie tlumacz sie bron Boze. To Twoje zycie i Ty decydujesz o priorytetach. Jednak
      jesli je nam opisujesz to my mamy prawo napisac, ze ustawienia tych priorytetow
      nie rozumiemy.
      • murasaki33 Re: A to właśnie negatywny aspekt emigracji... 14.01.10, 10:50
        W sumie w jakim celu watek zalozony? Pozalic sie? No rece mi troche
        opdaly po wymienieniu "przeszkod" w wyprawie do PL. 100 lat temu to
        moze i bylaby to ciezka wyprawa, albo gdyby to byl Irkuck czy inna
        Tasmania.
        • samotna.uk Re: A to właśnie negatywny aspekt emigracji... 14.01.10, 14:18
          Co do zmany pracy.Ja wlasnie tez jestem w jej trakcie, nawet nie
          zaczelam jeszcze a juz powiedzoalam przyszlemu pracocodawcy,ze za
          tydzien jade na 2 tygodnie do Polski. Zadnych przeszkow! Bylam tam
          pierwszy dzien pokazalam co potrafie byli zadowoleni wiec od reazu
          wypailam z tym urlopem. A kiedys wlasnie przez strach nie pojechalam
          do domu przez ponad rok jako 18-latka i to byl moj pierwszy wyjazd za
          granice. Bylo to jesdzcze w Holandii tak sie balam ,ze milaczalam
          przez rok. Zle mi bylo bardzo.! Teraz juz sie nie boje, pytam jak
          trzeba :)

          Autorko- sprobowac spytac zawsze mozesz:) A wiesz mi, ze taka
          asertywnosc i kiedys w zyciu sie przyda:) Ostatnio mimo braku kasy
          wyluscilam cos tam na bilet i poejchalam na dni do domu. Wierz mi,ze
          lepiej sie czulam i moj facet mi w tym pomogl.Bo jeczalam
          marudzilam,ze mi teskno, facet mowi ,,jedz,, ja ze nie bo to, bo
          tamto...strach paraliz nie wiem przed czym, ze tak krotko,ze kasa, co
          z bagazem, bo ciezki a na dni sie oplaca? mialam podobne rozterki
          tyle,ze bez dziecka. A jednak zawzielam sie i pojechalam i nie zaluje
          :) Ty tez jak sobie wmowisz to zobaczysz,ze bedzie latwo:) chyba,ze
          naprawde masz ciezki powod i nie i kropka:)xx
    • magdowi Re: A to właśnie negatywny aspekt emigracji... 14.01.10, 17:24
      Dla ścisłości- dziadek jest w złym stanie dopiero od niedawna, dokopała mu druga operacja. Związana jestem głównie z babcią, tak jak wcześniej pisałam. Właśnie to, że jestem daleko i nie mogę do niej zaglądać czy w czymś pomóc mnie boli. To jest właśnie ten minus życia na emigracji- niemożność uczestniczenia w codziennym życiu naszych bliskich, ale, powiecie, to "oczywista oczywistość". Przyjazd na kilka dni nic nie załatwi, choć na pewno byłby ważny dla nas wszystkich. Te wszystkie argumenty pogodowo-transportowe tak naprawde można podsumować krótko: szkoda męczyć dzieciaka. Byłabym skłonna jednak podjąć to ryzyko, porozmawiać o wyjeździe z przyszłą szefową (która zresztą jest na razie na urlopie)itd, ale mój mąż nie chce się zgodzić. Powiada, ja cię rozumiem, ale właśnie takie są konsekwencje naszej decyzji o życiu tutaj. Mówię, że może już dziadka nie zobaczę, on na to, że takie jest życie. On sam najchętniej by wcale do Polski nie jeździł, nie czuje się związany z rodziną i go to męczy. Ostatni raz byl półtora roku temu, ja poprzednio byłam sama z małym, który był wtedy łatwiejszy w obsłudze. Mąż zaproponował po kolejnej rozmowie, żebym pojechała sama na kilka dni. Nie wiem, jak mały i ja takie rozstanie byśmy znieśli, ale pomyślę o tym.
      • samotna.uk Re: A to właśnie negatywny aspekt emigracji... 14.01.10, 17:52
        Magdowi malemu nic sie nie stanie na te kilka dni. A ze, maz nie
        czuje sie zwiazany z rodzina wcale nie znaczy ze i ty masz. Bo
        pozniej jego bedziesz obwiniac a sobie samej bedziesz w brode pluc.
        Moja mama byla przerazona jak jej powiedzialam,ze wlasnie prace
        zmienilam bo myslala,ze nie przyjade do domu. Powiedzialam,ze to nie
        wazne bo tutaj raczej akceptuja urlopy jak ktos ma juz zabukowane czy
        pozwola pojechac na kilka dni.Jesli nie pozwola to juz naprawde
        wyjatki. Domyslam sie,ze babci jest naprawde ciezko teraz pewnie
        samej przez to przechodzic, pomysl o niej tez,ze pewnie jak bys
        chociaz na te 2 dni pojechala i uspokoila,ze wszystko bedzie ok.
        Ale to juz Twoja decyzja. Ty wiesz najlepij co dla Twojej babci czy
        dziecka jest najlepsze.Tylko pamietaj,ze jesli w glepi serca wiesz,ze
        popelniasz blad tyo bedzie ci z tym ciezko przez bardzo dlugo
        jeszcze, bo dziecko ma opieke babcia juz nie :) Powodzenia w podjeciu
        decyzji
        • rapaporek Re: A to właśnie negatywny aspekt emigracji... 14.01.10, 18:25
          Poczytałem i nie rozumiem bo gdybyś naprawdę chciała już byś była w Polsce a w poniedziałek do pracy.
          Trochę mnie Twoje stanowisko przeraża bo przecież mówimy o tragedii i tu naprawdę nie ma się co zastanawiać.
          A ty o butach i śniegu i o tym że to są negatywy emigracji.
          Nie wiem nawet jak Ci współczuć w Tym problemie który sama sobie stworzyłaś.
      • mamakostka Re: A to właśnie negatywny aspekt emigracji... 14.01.10, 19:20
        pomysl tak...za kilkadziesiat lat bedziesz lezec umierajaca a syn
        czy wnuczek bedzie mowil "ale czy warto jechac? brzydka pogoda,
        zmieniam prace..."

        sorry, wychodze z tego watku bo lapie nerwa...nie wiem czy to jest
        serio czy jakas prowokacja
      • basiak36 Re: A to właśnie negatywny aspekt emigracji... 14.01.10, 23:20
        magdowi napisała:
        On sam najchętniej by wcale do Polski nie
        > jeździł, nie czuje się związany z rodziną i go to męczy. Ostatni raz byl półto
        > ra roku temu, ja poprzednio byłam sama z małym, który był wtedy łatwiejszy w ob
        > słudze. Mąż zaproponował po kolejnej rozmowie, żebym pojechała sama na kilka dn
        > i.

        Moj maz tez nie jezdzi, jest w UK 11 lat. I wiadomo ze maz bedzie inaczej do
        tego podchodzil i akurat w tym przypadku powinien zaufac Twojej decyzji, bo to
        Twoj dziadek. Ja bym osobiscie wolala z dzieckiem, mniej stresu i martwienia sie
        o dziecko. A gdyby maz stal okoniem to trudno, nie musimy sie zawsze zgadzac:))
        Ja lubie do Polski jezdzic, on nie. Ja mu nie kaze jezdzic, on mi nie mowi zebym
        nie jezdzila.
        Zycze zdrowia dziadkowi.
Pełna wersja