Polskie wychowanie dzieci w PRL :)

19.03.10, 16:47
Ciekawostka:

www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,96856,2189529.html
    • edytataraszkiewicz Re: Polskie wychowanie dzieci w PRL :) 19.03.10, 17:01
      No tak....Teraz nie dziwota,ze z braku dopieszczenia jestesmy takie
      nieufne i wredne:D
    • pyza_uk Re: Polskie wychowanie dzieci w PRL :) 19.03.10, 17:09
      Dobre, dobre - podoba mi sie zalecenie dot. wlasnego pokoju i lozeczka w nim, w
      czasach komuny i klitek komunalnych, baaaardzo realne :)

      Moj tato do dzis wspomina jak mu mnie mama pokazala w szpitalu po raz pierwszy:
      przez zamkniete okno na VI pietrze...

      Okropne czasy, szkoda ze moje dziecko nie docenia, jak ma fajnie teraz ;)

    • murasaki33 Re: Polskie wychowanie dzieci w PRL :) 19.03.10, 17:28
      Po takich tresurach matek w tamtych czasach nie dziwne sa obecne
      rady naszych mam/tesciowych/cioc typu: dziecko musi sie wyplakac-
      trenuje pluca, dziecko musi zjesc tyle i tyle-zmierz sobie ile masz
      pokarmu, bo cos na glodnego wyglada, nie podajesz mu do mleka kaszki
      jeszcze - 4 tydzien zycia dziecka, ja juz podawalam, za cienko go
      ubralas-ten kombinezon jakis marny i cieniutki, przysle ci lepszy,
      ubierz mu skarpeki na spiochy albo lepiej takie buciki szmaciane,
      zaslon go folia, bo wieje, naciagnij czapke na uszy, daj mu smoczek
      to sie uspokoi, wyczysc mu jezyk koniecznie po jedzeniu, bo mu sie
      grzybica zrobi.
      Ta roznica pokolen:))))
      • dru.ga Re: Polskie wychowanie dzieci w PRL :) 19.03.10, 17:54
        O tym nie noszeniu na rekach to nagminne. Moje dziecko nabawilo sie niesmialosci przez to ze je tak krzywdzilam i caly czas nosilam. Oczywiscie stanowczo za dlugo karmilam piersia i to tez sie negatywnie odbilo na jej charakterze. Cud ze nie zabilam...moja mama ekspertka / mnie i sistre karmila butelka bo piersia wtedy karmily tylko nieuswiadomione kobiety ze wsi a ona miastowa przeciez byla/przez pierwszy miesiac od urodzenia pierworodnej za kazdym razem jak zdarzylo mi sie przy niej karmic czula sie w obowiazku mnie poinformowac ze dusze moje dziecko bo ta piers mu nos zatyka i nie moze oddychac.
        Nie zapomne nigdy takiego zdjecia wlasnie z czasow PRLu - okolo 15scioro dzieci, w przedszkolu, w rownym rzadku na nocniczkach siedzi.Masakra.

        Ale i tak chyba nic nie przebije tego co spotkalo moja kolezanke jakies 6 lat temu w Polsce jak zdarzylo jej sie karmic piersia w parku syna, chyba wtedy 2letniego. Jakas starsza pani zwyzywala ja od zboczencow i ze kazirodztwo popelnia.
        • mamumilu Re: Polskie wychowanie dzieci w PRL :) 19.03.10, 19:36
          to Ty siostra? ;) komentarze bardzo znajome :)
        • basiak36 Re: Polskie wychowanie dzieci w PRL :) 22.03.10, 10:56
          dru.ga napisała:

          > O tym nie noszeniu na rekach to nagminne. Moje dziecko nabawilo sie niesmialosc
          > i przez to ze je tak krzywdzilam i caly czas nosilam. Oczywiscie stanowczo za d
          > lugo karmilam piersia i to tez sie negatywnie odbilo na jej charakterze. Cud ze
          > nie zabilam...

          To samo u mnie:)) Jak mozna karmic wlasnym mlekiem 2.5 roku, ile ludzi w
          rodzinie odetchnelo z ulga kiedy przestalam karmic niedawno:)) Nareszcie
          dostanie dziecko porzadne mleko, czyli od krowy:)) (nie dostanie).
          Na nocnik dalej nie siada, ostatnio dowiedzialam sie, tak jak kiedys kiedy
          nosilam dziecko w chuscie 'ze sie przyzwyczai i bedzie potem za pozno'. Na co za
          pozno?
          Rownie dobrze powinno sie uczyc noworodka chodzic no bo jak tak lezy to skad ma
          wiedziec ze ma zaczac chodzic, no i sie do lezenia przyzwyczai:)
    • gypsi Re: Polskie wychowanie dzieci w PRL :) 19.03.10, 23:32
      Generalnie racja - urodziwszy dziecko w 1993 na temat karmienia piersia i
      naturalnych metod leczenia moglam sie szybciej dogadac z babcia (i wiecej
      dowiedziec) niz z mama i tesciowa, ktore rodzily w latach 60-tych i 70-tych i
      doswiadczenia z karmieniem prawie zadnego nie mialy.
      Na temat problemow z karmieniem piersia nie wiedzialy wiele wiecej, ze najlepiej
      przejsc na butelke, skoro.
      Bet z pierza tez byl "na stanie", tudziez zalecane krepowanie dziecka kocykiem
      na ciasno, bo niemowle tak lubi. W szpitalach nadal ojciec nie mogl byc obecny
      przy porodzie (chyba ze po wielkiej znajomosci i za wielka nieformalna oplata),
      ba, nawet odwiedzin formalnie nie bylo (ale 5zl na portierni czynilo cuda;). 2
      lata pozniej odwiedziny juz byly. Ale nadal trzymali do 5 doby po porodzie,
      chyba ze bylo sie prywatna pacjentka, wtedy mozna bylo sobie "zalatwic" wyjscie
      wczesniej.

      A z poradnikow dostepny byl Spock, ale jeszcze przed nawroceniem sie oraz Sheila
      Kitzinger, w sumie chyba najbardziej "children-friendly".

      Za to antybiotyki, o tak... Na angine dawalo sie penicylne domiesniowo, a jesli
      angina zdarzyla sie czesciej niz raz w roku, to poprawiano delbeta. Nawet u
      niemowlat, brrr...
      • izabelski Re: Polskie wychowanie dzieci w PRL :) 19.03.10, 23:36
        doswiadczylam bolesnei te delbety i penicyliny
        aczkolwiek chyba mialam astme

        ale kto by tam astme rozpoznawal...
      • szczur.w.sosie Re: Polskie wychowanie dzieci w PRL :) 20.03.10, 09:30
        No, ja rodziłam w 2003 i to, co pisze Gipsy jakoś bardzo mi pasuje..
        .Powoli się zmineia, niestety...
        • m0nalisa Re: Polskie wychowanie dzieci w PRL :) 20.03.10, 11:39
          A moja mama mi zarzuca ze stosuje zimny wychow gdy ja robilam zupelnie
          odwrotnie jak w instrukcji :)
          • panixx Re: Polskie wychowanie dzieci w PRL :) 20.03.10, 16:46
            Ciekawa jestem jakie bedzie 'moda' na wychowywanie dzieci za 30 lat i czy my
            babcie dogadamy sie z corami i synowymi, ha ha.

            Od siebie tylko dodam, ze odkad moj synek zaczal sam siedziec (jakies 8 mies
            mial) to moja Mama zaczela mi swidrowac o sadzaniu na nocniku. Trafia ja, ze
            ignorowalam jej wskazania...
            • dru.ga Re: Polskie wychowanie dzieci w PRL :) 20.03.10, 17:16
              panixx napisała:

              > Ciekawa jestem jakie bedzie 'moda' na wychowywanie dzieci za 30 lat i czy my
              > babcie dogadamy sie z corami i synowymi, ha ha.
              >


              Widze ze optymistycznie zakladasz ze ludzie beda jeszcze chcieli/ mogli sie rozmnazac;-)))
              A tak powaznie to teraz najmodniejszy chyba model to 2 plus zwierzatko - cos do kochania jest a nie ma z tym tyle roboty przy wychowywaniu i odpowiedzialnosci / nie mowiac o kosztach/ jak z dzieckiem. Znam juz kilka takich par. Inna sprawa ze coraz wiecej problemow z zajsciem w ciaze i jej donoszeniem.

              Wracajac do czasow PRLu przypomnialam sobie ze te watpliwej jakosci mieszanki mleczne zageszczano jezszcze maka - bo przeciez zdrowe dzieck to tluste dziecko, no i przed snem dawalo sie jablko zamiast czyscic dziecku zeby.
              Czesty model to 2 plus 2 przy czym starsze dziecko mialo za zadanie zajmowac sie mlodszym / doswiadczenie moje i wielu moich kolezanek/ nawet przy niewielkiej roznicy wieku.I ogolnie trzeba bylo sobie radzic z zyciem z kluczem od mieszkania zawieszonym na szyi.
              • mama5plus Re: Polskie wychowanie dzieci w PRL :) 20.03.10, 18:00
                > Wracajac do czasow PRLu przypomnialam sobie ze te watpliwej jakosci mieszanki m
                > leczne zageszczano jezszcze maka - bo przeciez zdrowe dzieck to tluste dziecko

                O tak! Moje kuzynostwo z lat 80tych tak bylo karmione. A ciocia z dumy pekala
                ze takie pulchne okazy. Do tej pory oboje maja powazna nadwage ( zawsze mieli).
                A swoja droga... tak sobie wlasnie uswiadomilam ze sporo dzieci w mojej dosc
                bliskiej rodzinie to byly okraglaki- doliczylam sie. Doliczylam sie...co
                najmniej 11tu takich :->
                Ze strony taty ( dzieci rodzenstwa taty) wszyscy z wyjatkiem nas.


                > no i przed snem dawalo sie jablko zamiast czyscic dziecku zeby.

                to akurat nie najgorsza zbrodnia i podobno ma nawet jakies potwierdzenie
                naukowe ( australijskie badania jakies??).
                Gorzej jesli kaszki z butli albo ciasto i kakao. I bez mycia rzecz jasna.
                Dziecko znajomych dostawalo butle czekoladowego nestle. W wieku ok 2 lat mala
                miala zamiast zebow czarne, miekkie kikuty. Brrr
                I sie dziwili dlaczego :->



                > Czesty model to 2 plus 2 przy czym starsze dziecko mialo za zadanie zajmowac si
                > e mlodszym / doswiadczenie moje i wielu moich kolezanek/ nawet przy niewielkiej
                > roznicy wieku.

                U nas 2+4 i doswiadczenie podobne, acz opiekowala sie nami tez babcia. Inna
                sprawa ze nie zawsze i nie zawsze dopilnowala. Ze niektore przygody przezylismy
                to cud chyba ;)


                I ogolnie trzeba bylo sobie radzic z zyciem z kluczem od mieszka
                > nia zawieszonym na szyi.

                Ja klucza nie nosilam ze wzgledu na obecnosc babci w domu i rodzicow tez w
                poblizu ale ze chodzilismy wlasnymi sciezkami i ile razy poszukiwania sie
                odbywaly bo dziecko `przepadlo` to juz osobny temat ;)
                Mam tez w pamieci ( albo znam z opowiesci) rozne historie jak to zostawiono
                mnie ( 3 latke) sama w domu ( rodzice w poblizu chilli 300m poza domem, drzwi
                zamkniete) i pod moim okiem niemowlaka-siostre.
                Raz postanowilam sie spisac na medal i ja przewinac... innym razem zrobic
                makaron, umyc podloge ( w odwrotnej kolejnosci i bez mycia rak ;-P )


                A chodziki wiklinowe ktos pamieta? Takie drewniane stozki.
                Albo prowadzania za raczki. Moj brat chyba nie mial szansy raczkowac bo wszyscy
                go prowadzali w te i wewte po pokoju do upadlego i na zmiany ;)
                • dru.ga Re: Polskie wychowanie dzieci w PRL :) 20.03.10, 19:09

                  mama5plus napisała:
                  > Mam tez w pamieci ( albo znam z opowiesci) rozne historie jak to zostawiono
                  > mnie ( 3 latke) sama w domu ( rodzice w poblizu chilli 300m poza domem, drzwi
                  > zamkniete) i pod moim okiem niemowlaka-siostre.
                  > Raz postanowilam sie spisac na medal i ja przewinac..''''


                  :-))))))))
                  Ja tez przewinelam moja siostre jak mialam 3 latka - siostra chyba wtedy miesiac / mama wyskoczyla na chwilke do sklepu/ - to znam z opowiadan. Natomiast dokladnie pamietam jak majac lat 10 przewinelam swoje kuzynke bedac u babci na wakacjach. Babcia poszla do ogrodka i zamknela mnie z niemowlakiem w domu. Miala wrocic za chwile, chwila sie przedluzyla, niemowlak zaczal plakac wiec stwierdzilam ze czas przebrac:-))) Do dzisiaj nie mam pojecia jak ja to robilam...wtedy przeciez tylko tetra byla!!

                  .>>>Ze niektore przygody przezylismy
                  > to cud chyba ;)
                  >

                  Ja tez sie tak czasami zastanawiam jakim cudem jeszcze zyje :-))

                  Jedna z akcji hardkorowych -moja opiekunka podawala mnie sasiadce 'do poogladania' stojac na balkonie - balkony polaczone ale przedzielone taka kratka - trzecie pietro. Moja mama akurat wracala z pracy i widziala cala scene z dolu , malo co nie zeszla na zawal.
                  • mama5plus Re: Polskie wychowanie dzieci w PRL :) 20.03.10, 21:55
                    > :-))))))))
                    > Ja tez przewinelam moja siostre jak mialam 3 latka - siostra chyba wtedy miesi
                    > ac / mama wyskoczyla na chwilke do sklepu/ - to znam z opowiadan.

                    Ja wlasnie nie wiem czy tylko z opowiadan czy tez troche pamietam, ale
                    bylo tak ze juz mroz zlapal wiec pozna jesien pewnie. Siostra kwietniowa, ja
                    grudniowa wiec musialam miec prawie skonczone cale 3 lata !
                    Przy przewijaniu sie okazalo ze zrobila cos grubszego to rzecz jasna
                    postanowilam ja umyc no bo jak tak.. W tym celu zatargalam dziecie do sieni
                    gdzie w stalo naczynie z woda, rozbilam na nim lod i zanurzywszy nieboraczke,
                    starannie szorowalam szczotka ryzowa :->

                    Zdaje sie ze to nieziemskie wrzaski nieboraczki zwabily reszte rodziny :-} No
                    chyba ze poszlam po pomoc. Musze przy okazji dopytac ;o)


                    Natomiast dok
                    > ladnie pamietam jak majac lat 10 przewinelam swoje kuzynke bedac u babci na wak
                    > acjach.

                    Kiedy mialam 9l z haczykiem, urodzil sie najmlodszy brat i pamietam ze wtedy
                    nie moglam sie doczekac kiedy wroci ze szpitala i pozwola mi sie nim zajmowac (
                    a pewnie mieli opory ;) )
                    Przywiezli go w koncu w tych betach wyscielanych zamotanego i spal polozony w
                    mocno nagrzanym pokoju-saunie ubrany dodatkowo w welniaczek i czapeczke do
                    kompletu :-O Spal dluuuugo. Moze ten ukrop tak na niego zadzialal. Goraco ze
                    nciezko bylo oddychac. A ja czekalam az sie obudzi.

                    Bardzo lubilam go karmic, przebierac, moze mniej przewijac ;) i ogolnie
                    nauczylam sie chyba sporo. Z wlasnej woli akurat.
                    Pamietam tez wrzaski nocne. Te mniej lubilam ;-P
                    choc i tak dawal do wiwatu mniej niz drugi brat. Tamten potrafil krzyczec cala
                    noc a i w dzien prawie ciagle.. Spal glownie w wozku do ktorego raczki mama
                    miala przyczepiony pasek i na zmiane z tata za ten pasek ciagneli wprowadzajac
                    wozek w ruch mocno bujany.
                    Za resory robily tez paski skorzane i jakos wyjatkowo szybko sie zuzywaly.
                    Podobnie sznurowadla stosowane w zastepstwie ;)

                    Acha, kiedy mama bujala, tato spiacy od brzegu narzekal ze mu jezdzacy po
                    brzuchu pasek sen mocno zaburza ;)


                    Do dzisiaj nie mam pojecia jak ja to robilam...wtedy
                    > przeciez tylko tetra byla!!

                    Mialas pewnie szczescie ze tylko mokra bo gdyby cos wiecej, pewnie wrazenia
                    niezapomniane :))
                    • asica74 Re: Polskie wychowanie dzieci w PRL :) 20.03.10, 22:35
                      @@@@@@@@@@@@@@
                      postanowilam ja umyc no bo jak tak.. W tym celu zatargalam dziecie
                      do sieni gdzie w stalo naczynie z woda, rozbilam na nim lod i
                      zanurzywszy nieboraczke, starannie szorowalam szczotka ryzowa
                      @@@@@@@@@@@@@@

                      mama5 jestem fanka! LOL

                      Nie pamietam takich hardcorowych przebojow z opieki nad moimi
                      bracmi, choc moja mama do dzis mi wypomina, ze nie cierpialam sie
                      nimi zajmowac. Ale ja z kolei pamietam, ze kiedys kazano mi uspac
                      mojego brata, bujajac go w jego wozku. Usilnie probowalam
                      powiedziec, ze boli mnie glowa i z placzem odmowilam. Po czym
                      dostalam pasem w tylek i chcac nie chciac musialam sie bratem zajac.
                      Po czym obudzilam sie dwa dni pozniej. Dostalam silnej anginy.
                      Mialam wtedy jakies 7 lat.
                • justyna_w24 Re: Polskie wychowanie dzieci w PRL :) 20.03.10, 22:18
                  mama5plus napisała:

                  > > Wracajac do czasow PRLu przypomnialam sobie ze te watpliwej
                  jakosci miesz
                  > anki m
                  > > leczne zageszczano jezszcze maka - bo przeciez zdrowe dzieck to
                  tluste dz
                  > iecko
                  >
                  > O tak! Moje kuzynostwo z lat 80tych tak bylo karmione. A ciocia z
                  dumy pekala
                  > ze takie pulchne okazy. Do tej pory oboje maja powazna nadwage (
                  zawsze mieli)



                  Tak, a ja chudzinka bylam wiecznie po lekarzach prowadzana i
                  specyfiki na poprawe apetytu mi dawali.
                  Dzieki cudownym babcinym praktykom jako czwartoklasistka otarlam sie
                  o bulimie, bo co babcia na sile we mnie wcisnela to ja szlam
                  wyrzygac. A dzieki wciskaniu mi zupy mlecznej do dzis jak poczuje
                  gotujace sie mleko to zaliczam kibel.
    • mama5plus Re: Polskie wychowanie dzieci w PRL :) 20.03.10, 17:38
      to chyba nie tylko PRL-owski model. Polozna tutejsza (w wieku mojej
      mamy)wspominala jak to w latach 60tych bodajze kiedy ona pierwsze dziecko
      urodzila, na poporodowa sale wjezdzala polozna z wozkiem pelnym butelek i
      kolejno wreczala kazdej matce. A kiedy ona niesmialo szepnela ze piersia
      zamierza( bo jej matka tak i babka i wydawalo sie najbardziej oczywiste) to
      zostala zgromiona wzrokiem jakby przestepstwo miala w planie ;)

      M byl karmiony piersia przez 3 dni bo tesciowa tyle wytrzymala
      ( acz to znaczy ze na poczatku 70tych lat juz butelka robila sie przezytkiem)
      No i ogladanie potomka bylo bodajze legalne. :)


      Natomiast z gruntu PRLowskiego..

      Ja, jako pierworodna bylam karmiona piersia ( jak pisalam juz gdzies, wyjatek
      pod obstrzalem i dlatego ze mama posluchala swojej `zacofanej` matki :).
      Siostra 3l mlodsza chyba tez ( tak mi sie wydaje ale zawsze zapominam zapytac
      mame), brat 6 l mlodszy juz nie `bo zoltaczka`, drugi, 10l mlodszy ( ur w latach
      80tych) tez nie ` bo mama nagle mila `za malo mleka` i, `nie takie` i zoltaczka,
      i musiala wyjsc ze szpitala a dziecko tam lezalo 2 tyg samo ...... odwiedziny
      mocno limitowane
      • carmelaxxx Re: Polskie wychowanie dzieci w PRL :) 20.03.10, 19:07
        heh moja mama nadal uwaza ze model chowania jaki stosowala wobec mnie jest
        sluszny , czyli radz sobie sama ze wszystkim od najmlodszych chwil i mimo ze moj
        syn jest samodzielny i daje sobie rade z tym czym powienien to na dobra sprawe
        ponien wg niej np byc na poziomie samodzielnosci na jakim ja bylam w tym samym
        wieku. Ale mama juz nie pamieta ze ja gubilam notorycznie klucze od domu, ze nie
        zjadalam drugich sniadan bo po proostu zapominalam itd... Moze przyklad nie o
        niemowletach ale takie porownanie modeli wychowawczych.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja