fifka01
27.08.10, 08:50
Podreptałam wczoraj z wózkiem do Mothercare, zakupić
czteromiesięcznej pannience jej pierwszą ksiażeczkę pluszową.
Kręciłam się po sklepie długo, bo ksiązeczek mnóstwo, a ja szukałam
takiej, ktora nie szeleści, bo ma posłuzyć do nauki usypiania.
Tak więc kręcę się, kręcę, az tu nagle słyszę dialog pani w wieku
dojrzałym i towarzyszących jej dwóch panów, lekko leciwego i młodego.
Pani zdjęła za stojaka jakąś zabawkę i podając starszemu panu pyta:
- Co tu jest napisane? Mejd in Poland?
- Nie widzę. Nie mam okularów.
Zawołali młodszego, który akurat coś oglądał. Podszedł.
- Co tu jest napisane? Mejd in Poland?
- Nie. Mejd in Czajna - odpowiedział młody.
- Acha. To dobrze. Byle nie Mejd in Poland - zawyrokowała pani,
uśmiechnęła się do mnie, bo stojac obok mimowolnie zaczęłam się tej
rozmowie przysłuchiwać, i poszła do kasy. Panowie podążyli za nią.