akanka
17.02.11, 15:50
Syn lat 10, rowno tydzien temu wrocil do domuze szkoly ze spuchnietym i sinym palcem u reki, stwierdzil ze jak gral na przerwie w pilke nozna to ktos go w ten palec kopnal, lekarz wyslala nas na A&E na rtg, okazalo sie ze kosc jest peknieta, bez przemieszczenia, zostaly bandazem obwiazane dwa palce i do domu, kontrola po tyg, bylismy w szkole, uprzejma rozmowa z dyrektorem i nauczycielem, przeprosiny z ich strony, nasza prosba o zwracanie mu uwagi zeby nie szalal w szkole, zeby nie cwiczyl na pe itd. Dzis rano bylismy na kontroli, lekarz zadowolony, mlody po wizycie w szpitalu poszedl do szkoly, ma dalej uwazac bo kosci zrastaja sie przez kilka tyg, bylismy w szkole, usprawiedliwic obecnosc, przypomniec o tym palcu, bo dzieci jak to dzieci, po czym 2 godziny po powrocie do domu dzwonia ze szkoly zeby przyjechac po syna, bo ktos mu na ten palec nadepnal. Krew mnie zalala. Co powinnam zrobic? Czy sa tu jakies odszkodowania za wypadki w szkole, tak jak w polsce bylo?