Dzieci tamtych rodzicow....

13.04.11, 22:10
strzelec.blog.pl/dzieci-tamtych-rodzicow,15339060,n
Bylam podobnie wychowywana, no moze bez tego pasa.
    • carmelaxxx Re: Dzieci tamtych rodzicow.... 13.04.11, 22:23
      ja tez , co wiecej jestem na te czasy wyrodna matka i pozwalam synowi biegac po osiedlu, ubrudzic sie, zalatwiac samemu swoje dziedziece sprawy z kolegami. No moze nie biega od switu do nocy jak to mi sie zdarzalo ;) i ma komorke na szyi zeby bylo jak go sciagnac do domu ;)
    • derka1 Re: Dzieci tamtych rodzicow.... 13.04.11, 22:38
      Ja tez w tym opisie rozpoznalam swoje dziecinstwo. Niestety boje sie, mimo tego, ze bardzo bym chciala okazac sie "patologicznym rodzicem", ze sie wystrasze - siebie, opinii innych, nowoczesnych czasow, zbyt duzej swobody, wolnosci i nie wiem czego jeszcze - i w przypadku swojego synka bede kompletnie niepatologiczna. I to mnie smuci! Szkoda mi dzieci zamknietych w przydomowych ogrodkach.
    • marenika Re: Dzieci tamtych rodzicow.... 13.04.11, 23:37
      no zupełnie moje dzieciństwo-nawet pies sie zgadza.... Ja jak na razie jestem półpatologicznym rodzicem...z przykrością stwierdzam, że teraz już się tak nie da wychowywać-za dużo się dzieje wokół... A chciałabym, żeby moje dzieci też zamiast przed komputerem czy TV(na razie są jeszcze małe ale nie wiadomo jak będzie później) spędzały jak ja czas z podwórkową bandą skacząc w kręconkę, gumę, grając w dwa ognie czy chowanego...ach to były fajne czasy na szarym blokowisku--za to atrakcji i zabaw potrafiliśmy sobie wynaleźć bez liku--wyobraźnia to podstawa!!podrawiam
    • ta_ruda Re: Dzieci tamtych rodzicow.... 13.04.11, 23:59
      ale się usmiałam ! szczególnie z tego sikania tylem do wiatru

      "Sikaliśmy na dworze. Zimą trzeba było sikać tyłem do wiatru,

      Każdy dzieciak to wiedział."

      no i te stare wiedzmy:
      Wszystkim starym wiedźmom musieliśmy mówić Dzień dobry.


      ja tez tak bylam wychowywana, ale wtedy (chyba) bylo bezpieczniej, kazdy kazdego znal, i to byla mala wies gdzie wszyscy wszystko wiedzieli.
      teraz mieszkam w malej wiosce i tez widze grupy/chmary dzieciakow na boisku, na drodze w sumie do poznych godzin. wiec moze nie jest tak zle?
      • carmelaxxx Re: Dzieci tamtych rodzicow.... 14.04.11, 00:21
        no wlasnie dlatego ze mieszkam na wiosce pozwalam mlodemu uzywac tej 'patologii' . Moze inaczej by bylo w miescie zwlaszcza wiekszym... nie wiem. Aczkolwiek ciezko mi sobie wyobrazic dziecko chowane tak calkiem w domu... MIalam taka sasiadke ktora corki swojej nie wypuszczala nigdzie jedynie ogrodek przydomowy w dodatku malutki, zawsze mi szkoda bylo tej dziewczynki mimo ze syn mowil ze ona niby tak wlasnie lubi ...
    • golfstrom Re: Dzieci tamtych rodzicow.... 14.04.11, 00:44
      Z czy to nie jest troche smutne, ze na starosc, o ile nie jest sie czyjas babcia, mozna zostac tylko stara wiedzma, ktorej nikt nie chce zyczyc dobrego dnia?

      Tez jestem z tego pokolenia, ale jakos nie mam nic przeciwko sprzataniu psich kup przez wlascicieli psow.

      Oprocz poczucia wolnosci pamietam rowniez tesknote za rodzicami i jakies takie ciagle poczucie, ze gdybym nalezala do inne rodziny, to byloby mi lepiej (teraz wiem, ze to bylo zludne).

      Pamietam tez sasiadow, ciotki, nauczycielki i mase innych doroslych, ktorych nigdy nie mozna bylo niczym zadowolic. Czlowiek mial caly czas poczucie, ze przeszkadza, zawadza i najlepiej, jakby zniknal i nie zawracal glowy. Doskonale wplywa na, przepraszam za wyrazenie, samoocene.

      Jak dla mnie wniosek jest jeden. Tylko dlatego, ze sie starzeje i zaczynam uwazniej patrzec na kalendarz, nie znaczy, ze musze sobie podkolorowac wspomnienia.
      • ingaki Re: Dzieci tamtych rodzicow.... 14.04.11, 09:12
        Mimo że jestem z późniejszego pokolenia to moje dzieciństwo też podobnie wyglądało wychodziło się rano na dwór i wracało po zmroku, umorusanym od żwiru którym było wysypane nasze podwórko.. ciągłe "gotowanie" w piaskownicy, budowa zaków i przeróżne gry do których wystarczała albo piłka, guma bądź kawałek patyka.. Rozwijały wyobraźnie.. ;) ale co prawda to prawda teraz nie jest bezpiecznie tak wysłać dziecko bez opieki, strach przed zaginięciem dziecka jest większy niż danie wolności w zabawie.. Ja teraz też należe do nadopiekuńczych rodziców, może dlatego że ta moja nadrozwiniętą wyobraźnie stosuje zazwyczaj do wyobraźania sobie najgorszych wersji wydarzeń.. i strach bierze góre.. Jak narazie moje dzieci malutkie sa nie do wychodzenia samemu ale nie wiem jak to będzie jak wyrosną ;)
      • ta_ruda Re: Dzieci tamtych rodzicow.... 14.04.11, 11:58
        zgadzam sie z Toba golfstrom,
        te ciagle niezadowolenie rodzicow, zeby im 'nie zawracac glowy', nie zadawac pytan i nie dyskutowac z doroslymi ( ja ciagle nie moge z moim stryjem podyskutowac bo co ja tam wiem?) nie wplywa dobrze na samoocene. no i zawsze rodzice mieli 'tyle roboty' ze najlepiej jakby sie im nie zadawalo pytan i nie meczylo 'bzdurami'.

        ja sie usmialam z tego bloga bo swietnie byl napisany, ale tez wcale nie uwazam ze teraz dzieci sa wychowywane w jakis 'gorszy' sposob i maja mniej wolsnosci. Poprostu jest to inne dziecinstwo.
        tez jest wolnosc, tylko oczywiscie inna wolnosc jest w duzym miescie, inna na wsi, inna jeszcze w malym miasteczku.


        golfstrom napisała:

        > Z czy to nie jest troche smutne, ze na starosc, o ile nie jest sie czyjas babci
        > a, mozna zostac tylko stara wiedzma, ktorej nikt nie chce zyczyc dobrego dnia?
        >
        > Tez jestem z tego pokolenia, ale jakos nie mam nic przeciwko sprzataniu psich k
        > up przez wlascicieli psow.
        >
        > Oprocz poczucia wolnosci pamietam rowniez tesknote za rodzicami i jakies takie
        > ciagle poczucie, ze gdybym nalezala do inne rodziny, to byloby mi lepiej (teraz
        > wiem, ze to bylo zludne).
        >
        > Pamietam tez sasiadow, ciotki, nauczycielki i mase innych doroslych, ktorych ni
        > gdy nie mozna bylo niczym zadowolic. Czlowiek mial caly czas poczucie, ze przes
        > zkadza, zawadza i najlepiej, jakby zniknal i nie zawracal glowy. Doskonale wply
        > wa na, przepraszam za wyrazenie, samoocene.
        >
        > Jak dla mnie wniosek jest jeden. Tylko dlatego, ze sie starzeje i zaczynam uwaz
        > niej patrzec na kalendarz, nie znaczy, ze musze sobie podkolorowac wspomnienia.
      • kinmalek Re: Dzieci tamtych rodzicow.... 14.04.11, 15:51
        > Oprocz poczucia wolnosci pamietam rowniez tesknote za rodzicami i jakies takie
        > ciagle poczucie, ze gdybym nalezala do inne rodziny, to byloby mi lepiej (teraz
        > wiem, ze to bylo zludne).
        >
        > Pamietam tez sasiadow, ciotki, nauczycielki i mase innych doroslych, ktorych ni
        > gdy nie mozna bylo niczym zadowolic. Czlowiek mial caly czas poczucie, ze przes
        > zkadza, zawadza i najlepiej, jakby zniknal i nie zawracal glowy. Doskonale wply
        > wa na, przepraszam za wyrazenie, samoocene.
        Podpisuję się pod tym co napisała golfstrom,właśnie przez to do dziś nie mam dobrych więzi z rodzicami i mam do nich sporo żalu, oni zdają sobie z tego ale jest już za późno,nie da się tego wymazać z pamięci.I faktycznie nie ma co koloryzować,teraz to teraz,świat się zmienia,żyje się inaczej.
    • aniaheasley Re: Dzieci tamtych rodzicow.... 14.04.11, 09:35
      Takie byly realia, dzieci sie samopas bawily do poznej nocy, ja tez bawilam sie z osiedlowa banda na terenie budowy nowego osiedla, wchodzilismy (wpadalismy) do dolow, wspinalismy sie nawet na koparki i inne maszyny, biegalismy po lesie rowniez bez opieki doroslych, ale czy moje dziecinstwo bylo przez to szczesliwsze niz moich bardziej nadzorowanych dzieci?

      Moje corki tez gotuja zupe z piasku, trawy i z pokrojonych dzdzownic (bo zupa z mieskiem lepsza), tyle ze w naszym ogrodzonym ogrodku.
      Tez szaleja na rowerach, hulajnogach, wspinaja sie na kazde dostepne drzewo, kolana maja pozdzierane tak samo jak dzieci 30 lat temu i jak 100 lat temu.

      Nie widze roznicy w ich poziomie radosci z zycia, ani w pomyslach na rozwoj wyobrazni.

      Tez uwazam, ze to nostalgia i uplyw lat idealizuje lata 80 te i 70 te osob o nich piszacych.

      • justmaga Re: Dzieci tamtych rodzicow.... 14.04.11, 19:18
        Tez tak sie wychowywalam.. no prawie

        ale wcale nie sadze,zeby bylo az tak cudownie.. Fakt wiecej czasu sedzalam z innymi dziecmi, wiecej na zabawach kreatywnych
        ale niekoniecznie jazda w foteliku jest tylko nowomodnym widzimisie, albo jedzenie obiadu przy stole.. Niekoniecznie dostawanie paskiem za byle co bylo dla mnie takie tez szalenie wychowawcze. Stanie w mega kolejkach,zeby kupic bochenek chleba , ogladanie w kolko tych samych radzieckich filmow...brrr

        ja szczerze mowiac uwazam,ze bylismy zwyczajnie niedopilnowani

        zobaczycie,ze nasze dzieci tez beda wspominac z nostalgia swoje dziecinstwo..
    • julia_uk Re: Dzieci tamtych rodzicow.... 14.04.11, 20:49
      Ja tam nie pamietam kolejek. Pamietam za to jak rzucali do sklepu czerwona oranzade, to dopiero byl rarytas. Kazde wakacje spedzalam u babci na wsi, lapalysmy zaby, lazilysmy same po lesie, kapalysmy sie w brudnym jeziorze. I bardzo, bardzo zaluje,ze moje dziecko wychowuje sie w miescie:(
Pełna wersja